BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Chomicza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Chomicza Łapa. Pokaż wszystkie posty

29 grudnia 2025

Od Barszczowej Łodygi CD. Chomiczej Łapy (Chomika)

Dawno temu, niedługo po tym, jak Chomik została więźniem

W głowie Barszcza kotłowało się mnóstwo myśli. Miał do kotki tyle pytań, różnych emocji, których nie potrafił aktualnie nazwać, ale przede wszystkim czuł zdezorientowanie. Cała ta sytuacja wpłynęła na niego tak, jakby Chomik naprawdę była jego córką z krwi i kości, dlatego tak bardzo wszystko odczuwał. Mimo tego spróbował się na razie zdystansować, by móc wykonać zlecone sobie zadanie.
— Witaj, Chomik — odezwał się. — Będziesz dziś oczyszczać tunele ze śniegu, a ja będę cię nadzorować.
— Chętnie pójdę z tobą, i tak muszę wykonywać tę robotę przez większość księżyców.
Kotka podeszła bliżej czekoladowego kocura.
— To gdzie idziemy?
Zmarszczył nieco brwi na arogancję kotki.
— Chodź, niedaleko obozu porządnie zasypało kilka tuneli — oznajmił, odwracając się, by zacząć marsz.
Miał do niej tyle pytań, jednak w głębi duszy czuł, że nie powinien na głos ich wypowiadać. Tak jakby nie była to jego sprawa, co po części było prawdą. W końcu kotka już dawno stała się dorosła i decydowała o własnym życiu. Mimo to aż cisnęło mu się na usta zapytać, co ją do tego popchnęło?
Gdy kotka się zbliżyła, przełknął ślinę wraz ze swoimi pytaniami. Może poczeka z nimi, aż wyjdą z obozu... żeby nie było tyle uszu dookoła.
Kotka kiwnęła głową na słowa kocura i poszła z nim poza obóz. Teren klanu Burzy wydawał się cały biały od śniegu, choć jak się stawało na nim, to szybko stawał się mokrą miazgą na łapach. Koty szły w niezręcznej ciszy. Więźniarka maszerowała przed siebie dumnie, postanawiając przerwać milczenie:
— Pamiętam, że poprzednie śniegi były puszyste, nie to, co ten teraz. Założę się, że nawet tym nie można rzucać.
Mimowolnie spojrzał na śnieg, po którym szli. Nie myślał o nim pod tym względem, to też nie zwrócił w ogóle uwagi na ten drobny szczegół. Przycisnął łapą, robiąc głębszą dziurę jakby żeby sprawdzić, czy kotka ma rację.
— Masz rację, Chomik — przyznał. — Ten jest taki papkowaty. Może dlatego, że jest wilgotno? Szczerze mówiąc, z każdym kolejnym księżycem coraz to inaczej odczuwam temperaturę i mogę przysiąc, że nigdy nie było mi tak chłodno, jak tej Pory Nagich Drzew.
— Przynajmniej łatwo go posprzątać, gdy jest go mniej w obozie.
Barszcz kiwnął głową.
Dotarli niedługo później do miejsca docelowego, nieopodal obozu. Tunele były zasypane, a ze śniegu powoli chciało robić się błoto. Wojownik usiadł z boku i zaczął czyścić futro w czasie, gdy Chomik przymierzała się do roboty.
Po dłuższej chwili ciszy i przyglądania się pracy kotki, Barszcz wciągnął powietrze, zbierając w sobie odwagę, by zapytać:
— Chomik… dlaczego to zrobiłaś?
Kotka popatrzyła na niego, było widać po niej, że na pewno nie będzie jej się łatwo o tym mówiło.
— Chciałam tylko naprawić rodzinne problemy, byłam pewna, że jeśli pomogę Norniczemu Śladowi ją zabić, to naprawi to większość problemów. Wiem, nie była święta, ale patrząc na Przeplatkowy Wianek, nie sądzę, żeby była niewinnym kotem. Zwłaszcza że i tak przewidziała nasz plan więc przyszła z moim rodzeństwem, Zawilcem i z Rumiankiem. Świerszczowy Skok rzucił się na Norniczy Ślad, jak ona próbowała zabić Przeplatkowy Wianek, a następnie ją utopił w tej rzece. Przeplatka tylko się uśmiechała z satysfakcją przed tym, jak Nornica rzuciła się na nią z pazurami, jakby planowała coś wcześniej — odparła ciężko. — Nie pochwalam raczej siebie za to, że wciągnęłam się w pomysł mojej drugiej matki, i tak nic tym końcowo nie zmieniłam.
Barszcz aż zaniemówił. Nie wiedział, że było to takie zawiłe oraz że rodzina Chomik miała takie problemy. Ostatnio czuł się odseparowany od klanu, jakby nie nadążał za tym, co się działo – i mogło tak być – w końcu nie był już pierwszej młodości.
Westchnął cicho, podchodząc do niej bliżej. Martwił się teraz jeszcze bardziej, ale po usłyszeniu jej wersji wydarzeń, złagodniał. Wiedział przecież, że jego ukochana uczennica była dobrym kotem.
— Co teraz zamierzasz? — zapytał cicho. — Mogę cię wesprzeć w jakiś sposób?
Więźniarka pomyślała przez chwilę.
— Jedyne co mogę zrobić to wykonywać swoje obowiązki, żeby zrzucić z siebie złe miano. To będzie długotrwały proces, chyba że przyjdzie jakiś moment, w którym będę mogła się poświęcić i minie mi to prędzej. Jednak wątpię w tę drugą opcję.
Kotka spojrzała przed siebie, wypatrując tuneli.
— Myślę że po prostu możesz mnie wesprzeć swoją obecnością. Od kiedy moja mama nie żyje, to czuję, że na razie nikt mi nie został, nawet nie widziałam, żeby mój partner mnie odwiedził.
Zmartwił go ten cały partner Chomik... Mogli mieć różne zdania, jednak nie upoważnia go to do niewspierania swojej drugiej połówki.
Barszcz westchnął. Oby nie rozwinęła się z tego drama na cały klan, oby nie było żadnej zdrady z jego strony czy coś. W końcu Chomik to taka dobra kotka i zasługuje na takiego samego dobrego partnera.
— Znajdę go i mu powyrywam wąsy za to, jak cię traktuje! — oznajmił bojowo. — I będę przy tobie tak długo, jak będę w stanie. Wierzę, że dostrzegasz swoje błędy i nigdy więcej ich nie popełnisz, tak samo również z wyciągnięciem odpowiednich wniosków.
Uśmiechnął się do niej cieplutko.
Jego była uczennica odwzajemniła jego uśmiech.
— Dziękuję, że mnie wspierasz w mojej poprawie, ale proszę, nie wyrwij Rudej Lisówce wszystkich wąsów — zaśmiała się lekko, promieniejąc. — Może jak go złapię, to porozmawiam z nim.
Barszcz pokiwał głową z uznaniem. Nie zmieniło to jednak jego podejścia do kocura. Nigdy nie poznał go jakoś bardziej, lepiej. Skoro Chomik się w nim zakochała, to chyba mógł być w porządku, ale kto to tam wie tę dzisiejszą młodzież...
Barszcz minął kotkę, sprawdził postęp jej pracy i uśmiechnął się.
— Zostawię mu ze dwa czy trzy, niech zna moją dobroć — zaśmiał się pod nosem. — Widzę, że tu już skończone, może chodźmy do następnego, a potem przejdziemy nimi i zrobimy kontrolę, co myślisz?
— Myślę, że to dobry pomysł. Im więcej tuneli wyczyszczę tym lepiej, w końcu ciężka praca na rzecz klanu zawsze popłaca — powiedziała optymistycznie więźniarka.
Barszcz pokiwał uradowany głową. Ruszyli dalej, do następnego tunelu. Barszcz musiał nieco się rozciągnąć, bo coś go stawy zaczynały boleć...
— Ciężka praca uszlachetnia — oznajmił hardo. — Zwłaszcza na rzecz klanu.
— Masz rację, chyba myślimy tak samo — powiedziała srebrzysta szylkretka, po czym weszła do tunelu, by zrobić inspekcję.
Barszcz obserwował ją, jak zaczęła sprawnie pracować. Poprawiała ściany, łatała ubytki, wyciągała jakieś zawieruszone śmieci z przejścia, żeby nikt się nie przewrócił. Pomarańczowooki westchnął łagodnie, ciesząc się chwilą wspólnego milczenia.

<Chomik? :3>

07 lipca 2025

Od Chomiczej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Kotka siedziała sobie na wolnej przestrzeni, rozmyślając sobie o swojej wtopie z przeszłości, kiedy pierwszy raz spotkała Pietruszkową Błyskawicę. Gdy tylko zobaczyła Barszczową Łodygę na horyzoncie i gdy ją zawołał, to przypomniała sobie, że przenigdy go nie zapytała, jak się poznali! I tak chciała z nim miło pogadać, więc podeszła do swego ulubionego mentora. 
– Hej Barszczowa Łodygo! – Zagadała radośnie szylkretka czekoladowego kocura.
— Bardzo dobrze dziś ćwiczyłaś – pochwalił ją. – Masz zadatki na wielką wojowniczkę!
Kotka poczuła się doceniona, że Barszczowa Łodyga mówił, że ma to coś, by być wojowniczką. 
– Dzięki! Za to ty masz wielką zadatkę na bycie najlepszym mentorem. Idzie nam dobrze jako zespół – Współpraca z czekoladowym zawsze była owocną i czuła, że mogła z nim pogadać na luźno bez żadnych sztywnych zajawek, jak zapewne u innych nudnych mentorów. Barszcz był jednak inny, zwłaszcza w szkoleniu. – A jeśli mogę spytać, cieszysz się, że w przyszłości spotkasz swojego potomka w klanie burzy?
Czekoladowy poruszył wąsami w zamyśleniu.
— Miło mi, że masz o mnie takie zdanie – odpowiedział pierw.
Następnie, ruszając do marszu, dodał:
— To dla mnie troszkę szczerze… stresujące. Wiesz, trzeba będzie wytłumaczyć temu małemu słodziakowi, dlaczego mama jest w innym klanie i jak to wygląda… boję się trochę, że nie podołam. A co, jeśli mnie nie polubi? Albo gorzej, uzna, że wolałoby zostać w Klanie Klifu? Nie przeżyłby tego!
– Jesteś najmilszym i najbardziej luzackim kotem tego klanu, twój kociak na pewno cię pokocha! Skoro ja mogłam, to i on też może. W końcu chyba nie ma kotów, które cię nie lubią, co nie? Chyba, że o czymś nie wiem? – Powiedziała na końcu żartobliwie, drocząc się z nim, pomyślała przez chwile nad tym, co powiedziała. Barszczowej Łodygi nie dało się nie lubić! Nawet miał dobre kontakty z kotami spoza klanu burzy. Nie wyobrażałaby więc sobie, żeby ten kociak nie lubiłby własnego ojca. Gdyby miała mieć ojca, to też by chciała mieć, takiego jak on. 
– Nie mogę się doczekać, gdy przyjdzie! Pokażę mu najlepsze miejsca w obozie i w klanie burzy, oczywiście, jeśli pozwolisz! – Powiedziała srebrzysta kotka.
Barszcz poruszył wąsami. Zarumienił się po słowach kotki, ale dzięki ciemnemu futerku nie było tego widać! 
— Haha, nic mi nie wiadomo o jakichś kotach, które, by mnie nie lubiły – odpowiedział. – Zawsze staram się żyć z każdym w zgodzie, ale jednocześnie przestrzegać kodeksu. Jeśli któryś z moich przyjaciół, by go złamał, to prawdopodobnie i nasza znajomość, by się rozpadła. Klan jest dla mnie najważniejszy.
Po chwili namysłu dodał:
— A co do kociaków, to pewnie. Pójdziemy wszyscy na fajny spacer. Może jak zdążysz ukończyć szkolenie, to Tobie przypadnie uczenie mojego potomka?
– Byłby to dla mnie zaszczyt go uczyć! Zwiedziłabym z nim wszystkie granice, nauczyłabym go polować i walczyć. To byłoby wspaniałe. – Wyobrażała już sobie, jak uczy potomka Barszczowej Łodygi, sam fakt, że chciał powierzyć jej jedynego potomka było jakimś wyróżnieniem. Dlatego nie chciała go zawieść, chciała pokazać, że zrobiłaby to najlepiej. – Nie mogę się doczekać tego dnia, gdy zostanę wojowniczką i dostanę własnego ucznia, może kiedyś będę go uczyć tak jak ty mnie. – Powiedziała z sentymentem.
Barszcz poruszył wąsami w rozbawieniu.
— Idziemy? – Zapytał z uśmiechem.
– Oczywiście! – Nie mogła się doczekać, żeby wrócić do obozu i pochwalić się Motylowej Łapie, jaki miała trening w końcu to była jej jedyna siostra, bo już nie było z nimi Mysiej Łapy. Idąc razem z nim przypomniała sobie, że musiała go zapytać jak poznał Pietruszkę. – Właśnie, bo mam do ciebie pytanie, bo wspominałam, że nawet koty spoza klanu cię lubią, powiedź mi jak poznałeś Pietruszkową Błyskawicę? Bo kiedyś ją spotkałam na granicy i wołała twoje imię, więc musiała ciebie znać. – Ciekawa była, czy będzie zbyt zdziwiony, by jej odpowiedzieć, czy jej opowie jak ją poznał.
Barszcz zerknął na nią zdziwiony.
– Och, pewnie jestem jednym z Klanu Burzy, kogo zna – zaśmiał się cicho. – Poznaliśmy się na zgromadzeniu, jest bardzo mądrą kotką i wydaje się obiecującą wojowniczką! Jest z Klanu Klifu, więc przy okazji będę mógł ją zapytać o Jastrzębi Zew… Może coś wie na jej temat, skoro mieszkają w jednym klanie. – Zamyślił się.
– Jest bardzo miła, prawda? – Zapytał kocur.
– Wiesz, kiedyś ją poznałam, to było bardzo dawno i przypadkowo, ale nie żałuje z nią spotkania. – Przypomniała sobie jak dostała opiernicz od patrolu, który ją znalazł, gdy wróciła do obozu w wieku 6 księżyców, sama się pałętała po otwartych terenach. – Wiesz, dzięki temu spotkaniu chciałam poznawać więcej kotów! Nawet już zaczęłam teraz niedawno od kotów z owocowego lasu, nauczyłam się, dzięki temu budować ołtarz! Jeśli nie wiesz, czym, to jest, to mogę ci o nim opowiedzieć. – Pochwaliła się nową nabytą umiejętnością niedawno, po prostu czuła się z tego dumna, w tym momencie, że poszerza swoją wiedzę dzięki nowym znajomościom poza klanowym.
Barszcz zmarszczył brwi. Pierwsze słyszał o czymś takim.
– Och…? Jasne, czemu nie? A po co się robi takie „ołtarze”? Koty z Owocowego Lasu są ciekawe, czyż nie? Co klan to obyczaj, haha.
Kotka wyprostowała się dumnie, po czym zaczęła opowiadać. 
– Robi się je, żeby uczcić pamięć po zmarłym kocie, używa się do ich budowy kamieni, patyków lub innych materiałów. Wiesz, brzmi to trochę szalenie, ale też bym chciała mieć coś takiego na swoim pochówku. – Pomyślała już o swoim wielkim ołtarzu na jej cześć, w końcu przyszły najlepszy wojownik powinien mieć najlepszy ołtarz! W końcu, kto jej zabroni, co do owocowego lasu rzeczywiście byli ciekawi. – Owocowy las jest jedyny w swoim rodzaju! Szkoda, że nie mamy z nim bliższego sojuszu, tak jak z Klanem klifu, też są według mnie warci uwagi. – Przynajmniej tak odczuwała, że owocniaki nie były doceniane, a miały według kotki naprawdę wielki potencjał.
Barszczowa Łodyga pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Może nie śpiesz się tak z umieraniem, Chomicza Łapo! – Odparł. Mimo to lekko się uśmiechnął. – Myślisz, że powinniśmy nawiązać z nimi sojusz? Jak tak pomyśleć, to chyba nie mają z żadnym klanem jakichś większych problemów, jednak z tego, co słyszałem, nękają ich lisy.
– To świetnie! Skoro są nie robią problemów, to tym bardziej powinniśmy mieć z nimi lepsze stosunki, są przyjaźni i kreatywni, a mottem naszego klanu jest rozwijanie horyzontów, także oni mogą nam w tym pomóc. – Pomyślała srebrna, myśląc o bez wojennej przyszłości, w końcu tym więcej sojuszy tym mniej wrogów to Klanowi Burzy się przyda, zwłaszcza że sąsiadują z każdym. To tym bardziej Chomicza łapa sądziła, że lepszego pomysłu, by nie.
Było, bo są w fatalnym położeniu, sąsiadują z każdym, więc w teorii każdy klan mógłby na nich najechać, a tak będzie święty spokój. 
– A co do lisów to się przegoni, to takie, jakby szkodniki tylko większe. To ja mogłabym być nawet ochotnikiem, by jednego załatwić, przynajmniej przysłużę się klanu burzy i im.
– Chomicza Łapo, nie wiesz, o czym mówisz – mruknął. – Lisy to nie byle jaki przeciwnik. 
– Może, ale nie chcę się przed nimi uginać! Mam zapał wojownika i nie zamierzam się poddawać. Jeśli są tam zagrożeniem, to się nie uginę, byleby już dały tym kotom spokój. – Te słowa były dość szalone, ale czego, by nie zrobiła dla swojego klanu, fakt chciała je wybić w owocowym lesie, ale jakby je przegoniła, to, by miały u niej dług wdzięczności, dlatego można, by było to ciekawie rozegrać dla Klanu Burzy, jakiś sojusz terytorialny? Brzmi spoko! Chętnie bym odwiedziła owocaków.
Barszcz westchnął ciężko.
– Dobrze, jeśli spotkamy lisa następnym razem, to chętnie zobaczę, jak się z nim rozprawiasz. A tymczasem wracamy do obozu? – Zapytał Barszcz. – Mam plan dla nas na jutro, na bardzo intensywny trening walki, co o tym myślisz? Może, jeśli będziesz chciała, to jakiś sparing zrobimy?
Wiedział, że kotka najbardziej lubiła takie tematy. Uśmiechnął się szeroko.
– Oczywiście jeszcze mu pokażę moje tajne techniki! Niech te rudzielce się mnie strzegą! – Chciała już takiemu w gardło się wgryźć, lecz mentor jeszcze ją zapytał, czy wracają, musiała na chwilę zapomnieć o swojej żądzy krwi na lisach. – Chętnie już bym wróciła w końcu całego dnia raczej nie spędzimy poza obozem. Koty poszły przed siebie w stronę domu, czekoladowy zapytał co myśli o następnym treningui poświęconemu walce, od razu uwolniła się w niej dusza predatora, który miał ochotę każdego pokonać na swojej drodze. – Myślę, że bardzo chętnie poćwiczę technikę, zwłaszcza intensywnie w końcu jako przyszły wojownik Klanu Burzy chętnie bym chciała najlepiej walczyć! A sparing dobrze nam zrobi, chętnie zobaczę jak walczysz, Barszczowo Łodygo. – Powiedziała pewnie Chomicza łapa.
— Haha! Nie jestem aż taki stary, byś mnie pokonała! Walczę jak młody wojownik, jestem w pełni sił i zamierzam je użyć przeciwko Tobie! – Zaśmiał się, jednak był poważny. Nie chciał dawać forów uczennicy. Mieli ogarnięte podstawy, więc mógł troszkę ją przycisnąć.
– Przekonamy się, może cię pokonam jako twój pierwszy uczeń? W końcu nie jestem już małym kociakiem. – Była już gotowa na wszystko, miała nadzieję, że Barszczowa Łodyga nie będzie jej dawał ułatwień podczas walki, chciała przetestować, czy już jest gotowa na wszystko.

*****
Skip o dzień


Następnego dnia Barszczowa Łodyga tak jak obiecał, zarządził trening z walki, którego zwieńczeniem miał być sparing z Chomiczą Łapą.
Poszedł z samego rana po swoją uczennicę.
— Gotowa? – Zapytał kotkę, zaglądając do legowiska uczniów.
Kotka ziewnęła leniwie, widząc swego mentora. 
– Gotowa. – Zwyczajnie wstała i przeciągnęła się, po czym wyszła z legowiska uczniów do Barszczowej Łodygi. – A gdzie odbędzie się nasza walka? – Spytała Chomik.
— Najpierw trening! Musimy się rozgrzać przecież – odparł. – Hmm… myślałem nad polaną. Będziemy mieli dużo miejsca.
Wyprostowała się bardziej, by nie wyglądać na zmęczoną. 
– Oczywiście nawet mogę już teraz. – Na myśl o tym, że będą trenować na polanie to się ucieszyła. – To dobre miejsce, chodźmy! – Ruszyła już do wyjścia z obozu.
Barszcz uśmiechnął się szeroko.
– Panie przodem – zrobił miejsce, by kotka mogła przejść.
Kotka ruszyła szybciej z obozu, niż królik zdążyłby przebiec, za nią był jej mentor. 
– Nie mogę się doczekać, aż dotrzemy do polany. – Uśmiechnęła się i zwolniła, bo wolała swoje siły zainwestować w walkę niż w bieg.
Barszcz poszedł za kotką i wkrótce obaj byli w drodze do miejsca docelowego. Barszczowa Łodyga w międzyczasie robił Chomiczej Łapie wypytywankę, ponieważ zamierzał za niedługi czas polecić ją do mianowania na wojowniczkę. Zanim to jednak nastąpi, musiał mieć pewność, iż uczennica ma wszystko w głowie posegregowane i poukładane niczym medyk swoje zioła.
— No dobrze, Chomicza Łapo, a co jest zobowiązany zrobić wojownik, kiedy spotka osierocone kocięta na swojej drodze?
Usłyszała pytanie od Barszcza, czyżby ją sprawdzał? Pytanie z kociakiem było tak łatwe jak upolowanie myszy. 
– Jeśli nie ma rodziców w pobliżu to przynoszę je do swojego obozu, prosto do medyka, bo kodeks zobowiązuje, żeby nie opuścić go w potrzebie i niebezpieczeństwie, nawet jeśli pochodziłby z innego klanu lub, by było od samotników czy pieszczochów. – Wyjaśniła srebrna uczennica.
Barszcz pokiwał z uznaniem głową.
— Świetnie! – Pochwalił kotkę. – A co, kiedy spotkasz dorosłego samotnika?
Jeśli spotka samotnika? Najprostsza odpowiedź to wygonić sierściucha, bowiem nie ma dla niego litości! 
– Jeśli spotkam samotnika to muszę go przegonić, ponieważ samotnicy nie mogą przebywać na terenie klanu i mogą też być zagrożeniem dla niego, dlatego robię to bez wahania. – Wyjaśniła następne pytanie.
Pokiwał głową z uznaniem.
— Jesteśmy! – Oznajmił chwilę później. – Zaczniemy trening, a na koniec zmierzymy się w pojedynku, w porządku?
– Jasne! A od jakiego treningu zaczniemy przed naszym pojedynkiem? – Powiedziała energicznie Chomicza Łapa.
— Może powtórzymy skradanie? Będzie dobrą rozgrzewką! – Zaproponował. – Poza tym skradanie to nieodłączny element każdej potyczki. Zwłaszcza jeśli chcesz swoją ofiarę zajść od tyłu.
Skradanie brzmiało dobrze, choć nie było to jakimś dynamicznym ćwiczeniem. 
– Oczywiście! Będę się skradać jak najlepszy łowca! – Była już gotowa wykonać tę pozycję, by się rozgrzać.
Barszcz uśmiechnął się chytrze. Nie zamierzał dawać jej forów.
— Przekonamy się!
Po czym rozpoczął trening.
Kotka popatrzyła tylko na mentora i wiedziała, że była gotowa. Kucnęła, tak, by nie dotykać całym ciałem ziemi tylko łapami, ogon też był schowany, by nie szurać po powierzchni, zrobiła kilka kroków, wyobrażając sobie, że jest myśliwym, który miał złapać zwierzynę. Ciekawe, co powie na jej skradanie Barszczowa Łodyga?
Barszcz odszedł kilka długości ogona, widząc, jak kotka przybiera pozycję do skradania. Ukrył się w wysokiej trawie, maskując swoje ciemne pręgi. Powietrze stało w miejscu, praktycznie nie wiało, więc Chomicza Łapa nie bardzo mogła go wywęszyć. Wykorzystał to na swoją korzyść. Zamierzał umykać przed kotką, żeby jej utrudnić zadanie.
Widziała, że mentor jej umykał, więc przystąpiła do działania i zaczęła go tropić jak zwierzynę, używała do tego swojego węchu i wzroku, chcąc jak najlepiej go zlokalizować. Szła zanim cicho, czuła się, jakby miała złapać mysz, czy królika, zauważyła go w trawach i przyspieszyła do niego. Wyprężyła się i skoczyła mu na plecy, obalając się razem z nim. 
– Mam cię! – Powiedziała do Barszcza, leżąc razem z nim.
Barszcz spojrzał na nią, po czym sprawnym ruchem tylnymi łapami zepchnął z siebie kotkę.
— Jeszcze nie! – Zaśmiał się, wstając. – To za mało, by mnie pokonać!
– Zobaczymy, nie poddam się. – Kotka podbiegła do niego chwytając go za jedną z nóg. Była pewna, że go unieruchomi. W końcu bez jednej łapy nie mógłby się dobrze poruszać.
Barszcz odwrócił głowę, a drugą, wolną łapą kopnął ją z całej siły w klatkę piersiową. Miał nadzieję odebrać jej dech na chwilę, by go puściła.
Kopniak Barszczowej Łodygi był dość mocny, bo kotka prawie się udusiła z braku tlenu, więc puściła tylną łapę kocura, to nie był chyba dobry pomysł. Po dwóch seriach wdechów i wydechów postanowiła pójść w konkrety i skoczyła mu na plecy i nie chciała go puścić.
— Hej! – Miauknął do niej, kiedy wskoczyła mu na plecy.
Zaczęli się wspólnie szamotać. W pewnym momencie Barszcz rzucił ich oboje na ziemię i złączyli się w kłębku bijatyki. Barszcz ugryzł kotkę w przednią łapę, którą go odpychała, a następnie odskoczył.
Kotka potrząsnęła obolałą łapą, widząc, że Barszczowa Łodyga cofa się ta szybko uderzyła kocura swoim barkiem jego brzuch, po czym swoimi łapami przygwoździła go do ziemi.
Barszcz, widząc determinację w jej oczach, a także, czując zmęczenie, uśmiechnął się do niej.
— Okej. Okej, wygrałaś! – Oznajmił, łapki, podnosząc w geście poddania. – Jesteś bardzo zdolna, Chomicza Łapo! – Przyznał mentor Chomiczej Łapy.
Chomicza łapa po wygranej zeszła z Barszczowej Łodygi. – Dziękuję, ty też dobrze walczyłeś. – Podała mu łapę, żeby Barszcz mógł wstać. – To dlatego, że mam takiego mentora, po którym zawdzięczam takie umiejętności. – Czekała nadal, aż wstanie z ziemi.
Barszcz dźwignął się, dziękując Chomik za pomoc.
— Dobra z Ciebie będzie wojowniczka. Prawa i lojalna. – Oznajmił.
Podszedł do niej i otarł się o jej bok w uznaniu. Czuł, że mieli ze sobą fajną, specjalną więź. Nie wszyscy mentorowie mogli doświadczyć czegoś takiego ze swoimi uczniami. Niektórzy rozchodzili się w złości, inni żalu, a Barszcz zakończy trening Chomiczej Łapy z prawdziwą dumą niczym ojcowską. Będzie tylko musiał powstrzymywać łzy na mianowaniu…
— Przejdziemy się? Mamy taki piękny dzień! W końcu, kiedy zostaniesz wojowniczką to możesz nie mieć dla mnie tyle czasu – zaśmiał się.
– Rzeczywiście pogoda jest dosyć przyjazna. – Popatrzyła na niebo bez żadnych zbędnych chmur, zachichotała, gdy kocur powiedział, że już nie będzie miała dla niego czasu. – Jak zostanę wojowniczką to będę już miała na wszystko czas nawet na spędzanie z tobą na rozmowach. – Namyśliła się przez chwilę. – Może pójdziemy w stronę obozu w końcu długa droga przed nami. – Odparła stara uczennica.

{Przejdziemy się Barszczowo Łodygo w stronę obozu?}
[2446 słów]

[przyznano 49%]

27 maja 2025

Od Chomiczej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Kotka siedziała sobie na wolnej przestrzeni, rozmyślając o swojej wtopie z przeszłości. Doskonale pamiętała, jak pierwszy raz spotkała Pietruszkową Błyskawice. W pewnej chwili zobaczyła Barszczową Łodygę na horyzoncie, co skutecznie wyrwało ją z rozmyślań. Przypomniała sobie, że nigdy nie zapytała go, jak on i Pietruszka się poznali! I tak chciała z nim miło pogadać, więc podeszła do swego mentora.
— Tutaj jesteś, Barszczowa Łodygo! — zagadała radośnie szylkretka.
— Bardzo dobrze dziś ćwiczyłaś — pochwalił ją w odpowiedzi kocur. — Masz potencjał na zostanie wielką wojowniczką!
Kotka poczuła się doceniona.
— Dzięki! Za to ty możesz być najlepszym mentorem. Idzie nam dobrze jako zespół — Współpraca z czekoladowym zawsze była owocną i Chomik czuła, że mogła z nim pogadać luźno bez żadnych sztywnych zajawek, jak zapewnie u innych, nudnych mentorów. Barszcz był jednak inny, zwłaszcza w szkoleniu.
— A jeśli mogę spytać cieszysz się, że w przyszłości spotkasz swego potomka w Klanie Burzy?
Czekoladowy poruszył wąsami w zamyśleniu.
— Miło mi, że masz o mnie takie zdanie – odpowiedział najpierw. Następnie, ruszając do marszu, dodał:
— To dla mnie troszkę… stresujące. Wiesz, trzeba będzie wytłumaczyć temu małemu słodziakowi, dlaczego mama jest w innym klanie i jak to wygląda… boję się trochę, że nie podołam. A co, jeśli mnie nie polubi? Albo gorzej: uzna, że wolałoby zostać w Klanie Klifu? Nie przeżyłbym tego!
— Jesteś najmilszym i najfajniejszym kotem tego klanu, twój kociak na pewno cię pokocha! Skoro ja mogłam, to i on może. W końcu chyba nie ma kotów, które cię nie lubią; chyba, że o czymś nie wiem! — powiedziała na końcu żartobliwie, drocząc się z nim. Pomyślała przez chwilę o tym, co powiedziała. Barszczowej Łodygi nie dało się nie lubić! Miał dobre kontakty nawet z kotami spoza Klanu Burzy. Nie wyobrażałaby więc sobie, aby ten kociak nie lubił własnego ojca. Gdyby miała mieć tatę, chciałaby mieć takiego, jak on. — Nie mogę się doczekać, gdy przyjdzie! Pokaże mu najlepsze miejsca w obozie i w Klanie Burzy! Oczywiście, jeśli pozwolisz!
Barszcz poruszył wąsami.
— Haha, nic mi nie wiadomo o jakichś kotach, które by mnie nie lubiły — odpowiedział. — Zawsze staram się żyć z każdym w zgodzie, ale jednocześnie przestrzegać kodeksu. Jeśli któryś z moich przyjaciół złamałby go, to prawdopodobnie i nasza znajomość rozpadłaby się. Klan jest dla mnie najważniejszy.
Po chwili namysłu Barszcz dodał:
— A co do kociaków, to pewnie. Pójdziemy wszyscy na fajny spacer. Może jak zdążysz ukończyć szkolenie, to Tobie przypadnie uczenie mojego potomka?
— Byłby to dla mnie zaszczyt, uczyć go! Zwiedziłabym z nim wszystkie granice, nauczyłabym go polować i walczyć. To byłoby wspaniałe. — Chomicza Lapa wyobrażała już sobie, jak uczy potomka Barszczowej Łodygi. Sam fakt, że chciał powierzyć jej jedynego kociaka było jakimś wyróżnieniem. Dlatego nie chciała go zawieźć. Chciała pokazać, że zrobiłaby to najlepiej. — Nie mogę się doczekać tego dnia, gdy zostanę wojowniczką i dostanę własnego ucznia. Może kiedyś będę go uczyć tak, jak ty mnie — stwierdziła z sentymentem.
Barszcz poruszył wąsami w rozbawieniu.
— Idziemy? – zapytał z uśmiechem.
— Oczywiście! — Chomik nie mogła się doczekać, aż wróci do obozu i będzie mogła pochwalić się Motylkowej Łapie treningiem. W końcu to była jej jedyna siostra, bo już nie było z nimi Mysiej Łapy. Idąc razem z Barszczem przypomniała sobie, że miała zapytać go, jak poznał Pietruszkę. –—Właśnie, mam do ciebie pytanie; wspomniałam, że nawet koty spoza klanu cię lubią. Powiedz mi, jak poznałeś Pietruszkową Błyskawicę? Kiedyś spotkałam ją na granicy i wołała twoje imie, więc musiała cię znać.
Barszcz zerknął na nią zdziwiony.
— Och, pewnie jestem jedynym znanym jej kotem z Klanu Burzy — zaśmiał się cicho. – Poznaliśmy się na zgromadzeniu, jest bardzo mądrą kotką i wydaje się obiecującą wojowniczką! Jest z Klanu Klifu, więc przy okazji będę mógł ją zapytać o Jastrzębi Zew… Może coś wie na jej temat, skoro mieszkają w jednym klanie. — Wojownik widocznie się zamyślił.
— Jest bardzo miła, prawda? Wiesz, poznałam ją bardzo dawno temu i było to całkowicie przypadkowo, ale nie żałuje spotkania z nią. — Chomicza Łapa przypomniała sobie, jak dostała reprymendę od patrolu, gdy wróciła do obozu w wieku sześciu księżyców, po tym, jak sama pałętała się po otwartych terenach. — Dzięki temu spotkaniu zachciałam poznawać więcej kotów! Nawet niedawno nauczyłam się od kotów z Owocowego Lasu budować ołtarz! Jeśli nie wiesz, czym, to jest, to mogę ci o nim opowiedzieć — pochwaliła się nowo nabytą umiejętnością. Czuła się dumna z tego, że poszerza swoją wiedzę, dzięki nowym znajomościom pozaklanowym.
Barszcz zmarszczył brwi.
– Och…? Jasne, czemu nie? A po co się robi takie „ołtarze”? Koty z Owocowego Lasu są ciekawe, czyż nie? Co klan to obyczaj, haha.
Kotka wyprostowała się dumnie, po czym zaczęła opowiadać:
—Robi się je, żeby uczcić pamięć po zmarłym kocie; do ich budowy używa się kamieni, patyków lub innych materiałów. Wiesz, brzmi to trochę dziwnie, ale też chciałabym mieć coś takiego na swoim pochówku. — Uczennica pomyślała o swoim przyszłym wielkim ołtarzu. W końcu przyszły najlepszy wojownik powinien mieć najlepszy ołtarz! — Owocowy Las jest jedyny w swoim rodzaju! Szkoda, że nie mamy z nim bliższego sojuszu, tak jak z Klanem Klifu; też są według mnie warci uwagi. — Chomik odczuwała, że owocniaki nie były doceniane, a miały według kotki naprawdę wielki potencjał.
Barszczowa Łodyga pokiwał głową ze zrozumieniem.
— Może nie śpiesz się tak z umieraniem, Chomicza Łapo! — odparł jej mentor. Mimo to lekko się uśmiechnął. — Myślisz, że powinniśmy nawiązać z nimi sojusz? Jak tak pomyśleć, to chyba nie mają z żadnym klanem jakichś większych problemów, jednak z tego, co słyszałem, nękają ich lisy.
— To świetnie! Skoro nie robią problemów, to tym bardziej powinniśmy mieć z nimi lepsze stosunki, są przyjaźni i kreatywni, a mottem naszego klanu jest poszerzanie horyzontów, także oni mogą nam w tym pomóc. — Srebrna pomyślała o bezwojennej przyszłości. W końcu im więcej sojuszy, tym mniej wrogów, a to Klanowi Burzy się przyda, zwłaszcza, że sąsiadują z każdym klanem. Dlatego Chomicza łapa sądziła, że nie ma lepszego pomysłu. Byli w fatalnym położeniu, sąsiadowali z każdym, więc w teorii każdy klan mógł na nich najechać. Tak mieliby święty spokój. — A co do lisów: przegoni się je; to takie jakby szkodniki, tylko większe. Ja mogłabym być nawet ochotnikiem, by jednego załatwić. Przynajmniej przysłużę się Klanowi Burzy i im.
— Chomicza Łapo, nie wiesz, o czym mówisz — mruknął w odpowiedzi kocue. — Lisy to nie byle jaki przeciwnik. Zabrały bardzo wiele kocich żyć, zarówno z naszego klanu, jak i Owocowego Lasu.
— Może, ale nie chcę się przed nimi uginać! Mam zapał wojownika i nie zamierzam się poddawać. Jeśli są tam zagrożeniem, to się nie ugnę, byleby już dały tym kotom spokój. — Te słowa były dość szalone, ale czego, by nie zrobiła dla swego klanu. Fakt, chciała je wybić w Owocowym Lesie, ale jakby przegoniła je, to owocówki miałyby u niej dług wdzięczności, dlatego możnaby było to ciekawie wykorzystać dla Klanu Burzy. Może jakiś sojusz terytorialny? Brzmiało spoko! Chętnie odwiedziłaby owocniaków, zwłaszcza tych, których spotkała niedawno, czyli Cierń i Wiciokrzewa. Może przy okazji poznałaby jeszcze kogoś?
Barszcz westchnął ciężko.
— Dobrze, jeśli spotkamy lisa następnym razem to chętnie zobaczę, jak się z nim rozprawiasz. A tymczasem wracamy do obozu? — zapytał. — Mam plan dla nas na jutro, na bardzo intensywny trening walki, co o tym myślisz? Może, jeśli będziesz chciała, to jakiś sparing zrobimy?
— Oczywiście! Jeszcze wszystkim pokażę moje tajne techniki walki! Niech te rudzielce się mnie strzegą! — Chciała już takiemu wgryźć się w gardło, lecz mentor jeszcze ją zapytał czy wracają. Musiała więc na chwilę zapomnieć o swojej żądzy krwi. — Chętnie wróciłabym już. Całego dnia raczej nie spędzimy poza obozem.
Koty poszły przed siebie w stronę domu; czekoladowy zapytał, co myśli o następnym treningu poświęconym walce. W Chomik od razu uwolniła się dusza wojownika, który miał ochotę każdego pokonać na swojej drodze.
— Myślę, że bardzo chętnie poćwiczę, zwłaszcza intensywnie. W końcu jako przyszły wojownik Klanu Burzy chciałabym lepiej walczyć! A sparing dobrze nam zrobi, chętnie zobaczę, jak walczysz, Barszczowo Łodygo. — Ciekawiło ją, jakie znał tajne techniki jej mentor. Powinna się ich wszystkich nauczyć i udoskonalać. Jak będzie miała w przyszłości ucznia, to będzie musiała go nauczyć, jak być najlepszym z najlepszych.
— Haha! Nie jestem aż taki stary, abyś mnie pokonała! Walczę jak młody wojownik, jestem w pełni sił i zamierzam je użyć przeciwko Tobie! — Zaśmiał się.
— Przekonamy się, może cię pokonam jako twój pierwszy uczeń? W końcu nie jestem już małym kociakiem. — Kotka była już gotowa na wszystko. Miała nadzieję, że Barszczowa Łodyga nie będzie jej dawał ułatwień podczas walki; chciała przetestować, czy już jest gotowa na wszystko.

[1642 słów]

<Co powiesz na to, Barszczowo Łodygo?>

06 maja 2025

Od Barszczowej Łodygi CD. Chomiczej Łapy

— To tutaj jest granica z Klanem Klifu. Jak widzisz, całkiem piaszczysta! — zaczął. — A tam są Kamienni Strażnicy, lubię tutaj przychodzić. Imponujące miejsce, nieprawdaż?
— Imponujące? To miejsce jest wspaniałe! Przenigdy nie widziałam tak wielkich kamieni. — Podeszła bliżej nich i patrzyła na wysokie czubki. — Zapewne inne klany nie mają takich wysokich kamieni jak my. Niech nam zazdroszczą! — krzyknęła w niebo, aby mogły to usłyszeć. W końcu to miejsce było dla niej naprawdę wyjątkowe, wręcz stało się pierwszym ulubionym jej miejscem na terenie Klanu Burzy. Barszcz zaśmiał się serdecznie.
— Ja również lubię to miejsce. Poznałem tutaj mnóstwo kotów! — oznajmil. — To chyba magia tego wyjątkowego miejsca. — Przeszli się wzdłuż wielkich głazów, Barszcz poopowiadał uczennicy to i owo na ich temat, wyjaśnił, gdzie kończy się granica z Klifiakami i przestrzegł ją, czym kończy się nieuzasadnione przekraczanie granicy. — To jak, idziemy dalej? Zostało nam dosłownie jeszcze jedno ważne miejsce i będziemy wracać!
Była wsłuchana w mentora, gdy szli, wspominając o kolejnym miejscu, szybko powiedziała.
— Oczywiście! Chętnie zobaczę to ostatnie miejsce.
Kocur poprowadził kotkę przez tereny klanu. Po drodze opowiadał jej o systemie tuneli, którego na najbliższych treningach będą się uczyć.
— Słyszysz szum wody? Niedługo będziemy. Możemy chwilę odpocząć, jeśli potrzebujesz — oznajmił. — Z czasem wyrobi Ci się wytrzymałość, będziesz szybka jak strzała. Klan Burzy od zawsze słynął ze wspaniałych szybkich kotów!
Chomicza Łapa szła za kocurem, czując, jak jej łapy powoli odmawiają posłuszeństwa, miała nadzieję, że to już koniec.
Słysząc szum wody, ucieszyła się, chętnie by się napiła, bo była spragniona.
— Bardzo bym potrzebowała, chce mi się tak pić, że bym wypiła całą rzekę! — Starała się dorównywać kroku Barszczowej Łodydze, mimo obolałych łap. — Chciałabym być bardzo szybka, też chciałabym należeć do tych szybkich kotów — powiedziała, dysząc. — Może łapy przestaną w końcu mnie boleć. — Zaczęła wzrokiem szukać tej wody, żeby w końcu odpocząć i runąć na ziemię.
Poszedł razem z kotką do jeziorka. Napili się wody, a następnie usiedli. Wiatr muskał ich futra, łaskocząc przyjemnie.
— Daj mi znać, kiedy możemy ruszać dalej! — Zaczął. — Swoją drogą, jakbyśmy poszli o tam. — Wskazał łapą. — To dotarlibyśmy do Drogi Grzmotu. Za nią znajduje się Owocowy Las.
— A zobaczymy jeszcze granicę z Klanem Nocy? Bo to ostatnia granica, jakiej nie poznałam. — Popatrzyła tam, gdzie wskazywał łapą. — A jak dotrzemy do tej Drogi Grzmotu, to już będzie ostatni przystanek? Czy masz jeszcze dla mnie niespodziankę?
— Oczywiście! Jest niedaleko. — Uśmiechnął się. — Hmm... Raczej nie będziemy wchodzić na Drogę Grzmotu, bo to bardzo niebezpieczne, ale możemy poświęcić któryś trening na zapoznanie z tamtym miejscem, jeśli chcesz. Osobiście nigdy nie przekraczałem Drogi Grzmotu, to domena Owocniaków. Wstał i się przeciągnął, a jego kości przyjemnie strzeliły.
— Następne treningi będziemy poświęcać na walkę oraz tropienie! Cieszysz się?
— Tak! Przynajmniej teraz nauczę się polować i walczyć jak każdy wojownik! — Chciała już poganiać mentora, ale przypomniała sobie, że Barszczowa Łodyga mówił o Owocniakach. — A jeśli będziemy mieć kiedyś trening, to możemy ich odwiedzić, czy raczej nie? Jestem po prostu ciekawa, jak tam wygląda!
Zaśmiał się.
— Bardzo cieszy mnie Twój Zapał, Chomicza Łapo! W takim razie nie będę dawał Ci forów — powiedział wesoło. — Możemy ruszać dalej?
— Oczywiście, kto ostatni ten zgniły królik! — powiedziała kotka, chcąc się ścigać.
Barszcz pobiegł za kotką. Dogonił ją bez większego wysiłku i biegli tak przez dłuższą chwilę. Dotarli do Drogi Grzmotu, z której z daleka było słychać warkot potworów, które po niej się poruszały. Barszcz zatrzymał się i obejrzał na swoją uczennicę, czy dobiegła żywa, czy może powinien jej pójść poszukać.
Chomicza Łapa nie mogła dogonić swojego mentora; był szybszy, nie spodziewała się, że ją szybko prześcignie, gdy tylko spoglądał czy dotarła i ukryła się przed jego wzrokiem, postanawiając go zaskoczyć. Zakradła się niezauważenie do Barszczowej Łodygi, po czym skoczyła na niego.
— Mam cię! Jednak dobrze się skradam — powiedziała dumnie, że go zaskoczyła.

Skip time do teraz

Chomicza Łapa poczyniła duże postępy w treningu, co bardzo cieszyło Barszczową Łodygę. Kotka najchętniej uczyła się walki, aż łapy ją świerzbiły, by tylko poznać kolejne ciosy czy sposoby na uniki.
Czekoladowy kocur patrzył na szylkretkę powtarzającą sekwencje ruchów. Wyuczone mięśnie dawały znać o tym, iż Chomicza Łapa nie próżnowała. Nie omijała żadnych treningów, jej zwinność dzięki temu rosła, jak i podziw u mentora. Barszcz był bardzo zadowolony, iż przyszło mu nauczać taką zdolną kotkę, jaką była Chomicza Łapa. Rozmowna, towarzyska i do tego nie sprawiała żadnych problemów podczas treningów. Nawet jej kondycja znacząco się poprawiła i była w stanie dotrzymać Barszczowi kroku, gdy ścigali się do obozu.
— W porządku, Chomicza Łapo, wystarczy — przerwał jej ćwiczenia. — Wracajmy, jeszcze się załapiemy na wieczorny patrol, jeśli będziesz chciała.
Machnął krótkim ogonkiem, wstając. Czekał na kotkę parę kroków dalej.

<Chomicza Łapo?>
[763 słowa]

[przyznano 8%]

18 marca 2025

Od Chomiczej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Kotka spojrzała na swego mentora. Czyżby wątpił w jej umiejętności kulturalnego zachowania?
— Nie martw się oto Barszczowa Łodygo, zawsze się staram na każdym zgromadzeniu pokazywać klasę — powiedziała, przewracając grzywką. — Hmm może… Ale wolałabym już mieć kontakt z kotem z Klanu Klifu, czy Nocy niżeli z Wilczakami. — Doceniała pozytywne nastawienie mentora, ale po prostu zbyt odpychały ją te koty. Pokiwał głową ze zrozumieniem.
— Możesz już dostrzec na horyzoncie Upadłego Potwora — oznajmił po chwili.
Ich oczom powoli zaczynał wyłaniać się wielki biały twór. Barszcz zerknął na Chomiczą Łapę, żeby zobaczyć jej reakcję. Ciekawe czy będzie tak bardzo podekscytowana tym znaleziskiem, jak on, kiedy pierwszy raz go zobaczył.
Poszła za nim, a gdy tylko ujrzała tego potwora, to zaniemówiła. Potwór był wbity mocno ziemię, a widać było, że niektóre jego narządy mu wypadły. Ciekawe, jak wyglądał w całości? Pewnie, gdyby żył, to, budziłby prawdziwy postrach.
— Wygląda majestatycznie, dobrze, że już nie żyje. Pewnie byłby niebezpieczeństwem tego lasu. — Patrzyła jeszcze przed siebie, widząc dziwną ścieżkę. — Co to jest? — Pokazała szarą drogę, która była przed nimi, a za nią było wielkie wrzosowe pole, aż poczuła w nosie ich zapach.
Barszcz zwrócił oczy ku temu, co wskazała kotka.
— To Droga Grzmotu — wyjaśnił. — Podróżują nią potwory. Musisz uważać, bo Cię zjedzą. Te, w odróżnieniu od Upadłego Potwora, naprawdę żyją, ruszają się i są bardzo niebezpieczne. Ale póki nie wychodzisz na Drogę Grzmotu, nic Ci nie grozi. Bardzo rzadko Potwory zapuszczają się poza nią.
Chomicza Łapa bardzo przeraziła się potworami z Drogi Grzmotu, o której opowiedział, że były aż tak bezlitosne? Musiała więc uważać na przyszłość, by żaden potwór jej nie zjadł!
— A oprócz potwora zobaczę coś jeszcze? — spytała czekoladowego, mając nadzieję, że zobaczy jeszcze tyle ciekawych rzeczy jak tego potwora, czy drogę grzmotu.
— Za Drogą Grzmotu rozciągają się tereny Owocowego Lasu. Na zgromadzeniu ich poznasz, a tymczasem idziemy dalej, ku Klanowi Wilka. — odparł. — Zrobimy od razu mały patrol, sprawdzimy, czy wszystko w porządku i pójdziemy dalej, aż do granicy z Klanem Klifu, co Ty na to? — zapytał ją z ekscytacją.
Patrzyła jeszcze przez chwilę na drogę grzmotu i wrzosy, które rosły, po czym zwróciła uwagę na swego mentora.
— Bardzo chętnie! Przynajmniej poznam granicę wszystkich klanów i wtedy będę wiedziała, jak walczyć w terenie. — Stała już przy mentorze, czekając, aż skierują się w stronę granicy z kliniakami.
Ruszyli przed siebie. Po drodze Barszcz tłumaczył wszystko bardzo dokładnie Chomiczej Łapie. Zastanawiał się nawet, czy nie serwował jej zbyt wiele wiedzy naraz, ale to dopiero początek treningu, więc jeszcze kotka będzie mogła sobie wszystko poukładać w głowie.
Dotarli do Martwego Szlaku.
Powitała ich nieprzyjemna aura, jaką roztaczała tamtejsza martwa roślinność. Przeszli powoli wzdłuż tego miejsca.
— Krąży taka plotka o tym miejscu — zaczął. — Podobno przyczyną śmierci tutejszej roślinności są duchy z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, które podczas pełni wychodzą z tamtejszej spopielonej ziemi, by zatrzymywać przechodniów i wabić ich na mroczną drogę.
Nadepnął przypadkiem na ususzoną gałąź, która trzasnęła pod jego ciężarem.
— Nie do końca wiemy, dlaczego to miejsce jest bez życia. Na wszelki wypadek nie przychodź tu podczas pełni.
Terminatorka podczas przechadzki słuchała uważnie Barszczowa Łodygę, wszystko, co mówił, było ciekawe, choć i tak wolała walczyć czy polować, ale stwierdziła, że trochę wiedzy jej nie zaszkodzi. Jej mentor się zatrzymał, nie wiedziała, czemu, dopóki nie zobaczyła przed sobą obumarłe i suche krzewy, wyglądały na tak martwe, że nie miały prawa żyć. Słuchała uważnie czekoladowego, który mówił jej o tym, że to miejsce jest związane z kotami bez gwiazd, ciekawe czy to prawda? Powiedział jej na końcu, żeby nie przychodziła tu w pełni, Chomicza Łapa jednak była ciekawa i może odwiedziła, by kiedyś to miejsce w pełni, żeby to zobaczyć na własne oczy. Kiwnęła głową na słowa mentora, po czym dodała.
— Cóż, skoro to miejsce jest przeklęte, możemy iść dalej w bardziej przyjazne miejsce. — Była już gotowa, by iść.
Srebrna szylkretka ucieszyła się, że pójdzie dalej, gdzie sąsiadują z Klanem Klifu, a ten klan już był lepszy niż Wilka.
— Nie wątpię w to, że spodoba mi się. — Po czym ruszyli razem z mentorem ze stronę kolejnej granicy. Była ciekawa, czy się jakoś różni ta granica z kliniakami tą z Wilczakami, czy są podobne.
Barszcz poprowadził kotkę, aż do Kamiennych Strażników. Krajobraz zaczynał się zmieniać, z trawy robił się piach, a na horyzoncie pojawiły się wielkie głazy.
— To tutaj jest granica z Klanem Klifu. Jak widzisz, całkiem piaszczysta! — zaczął. — A tam są Kamienni Strażnicy, lubię tutaj przychodzić. Imponujące miejsce, nieprawdaż?
Chomicza Łapa patrzyła z natchnieniem na piasek, przenigdy nie widziała czegoś takiego, był kremowy i sypki. Będąc tu, od razu jej się przypomniała Pora Zielonych Liści, jest ciepło i blisko wody, ale raczej nie mogłaby iść do Klanu Klifu się pomoczyć w morzu. Zobaczyła przed sobą potem Kamiennych Strażników. Barszczowa Łodyga miał rację; to miejsce było bardzo imponujące, zwłaszcza do spędzania czasu w ciepłe dni.

<Barszczowo Łodygo?>
[792 słów]

[przyznano 16%]

11 marca 2025

Od Barszczowej Łodygi Do Chomiczej Łapy

Barszcz był bardzo podekscytowany od samego rana. Praktycznie nie mógł spać w nocy, bo wymyślał plan treningu dla jego pierwszego ucznia w życiu! Zawsze marzył o tym, by mentorować. Często pomagał innym kotom czy służył radą, a teraz nareszcie miał okazję sam własnołapnie wyszkolić przyszłego wojownika Klanu Burzy.
Otrzepał się po wstaniu z miękkiego mchu, rozciągnął i wylizał swoje troszkę potargane futro. Wyszedł na obóz, witając z każdym napotkanym kotem. Mógł wydawać się bardziej nachalny niż zwykle, ale to wina ekscytacji!
Swoje łapy skierował ku legowiskom uczniów. Wczoraj odbyła się ceremonia mianowania na terminatorów i Barszcz mógł poznać swoją podopieczną. Chomicza Łapa była puchatą kotką o ślicznym szylkretowym futrze. Nieco szersza od pozostałych kociąt, jednak wciąż urokliwa.
Zajrzał do środka, zastając Skoczna Łapę, która go przywitała, a następnie pognała na swój trening. Barszcz zeskanował wzrokiem koty będące w środku i dostrzegł Chomik, która myła swoje futro tyłem do niego.
— Chomicza Łapo — odchrząknął — Dzień dobry, gotowa na pierwszy trening?
Kotka się uśmiechnęła, patrząc na mentora. Skończyła pospiesznie poranną toaletę, wychodząc następnie z legowisk. Wspólnie ruszyli ku wyjściu z obozu.
— Jak nastawienie, Chomicza Łapo? — zagadnął ją. — Cieszysz się z rozpoczęcia swojej ekscytującej podróży w zostaniu wojowniczką?
Popatrzyła na swojego mentora, po czym odparła
— Oczywiście! Zawsze chciałam się przysłużyć mojemu klanowi, by stał się silniejszy. — Myślała przez chwilę, bowiem była ciekawa co będą dzisiaj robić — A jaki trening dzisiaj przygotowałeś dla mnie? Będę polować? A może walczyć? Chciałabym się nauczyć walki! — Powiedziała z entuzjazmem, przyjmując bojową pozycję.
Barszcz aż podskoczył z ekscytacji.
— Na początek dobrze by było, jakbyś poznała tereny Klanu Burzy. Jak chcesz walczyć, jeśli nie wiesz, gdzie się kończą nasze granice? Zrobimy dzisiaj dłuuuugą wycieczkę i wszystko Ci pokażę. — wyjaśnił.
Kotka była trochę zawiedziona, że była to tylko zbędna teoria. Ona od razu by wbiła pazury w swego przeciwnika.
— Skoro tak, to kiedy idziemy?—- spytała lekko zniecierpliwiona, tym szybciej będzie miała sprawdzanie granic z głowy tym lepiej.
— Jeśli jesteś gotowa to nawet zaraz! — odparł entuzjastycznie. — Zwiedzanie terenów to podstawa podstaw, dzięki temu nie zgubisz się we własnym klanie, haha!
Chomicza Łapa na słowa mentora i o tym, że mogli iść zaraz, szybko pobiegła przed siebie przez otwarte tereny. Plusem tego było zawsze, że mogła łatwo się poruszać i nie musiała uważać na krzaki czy omijać drzew. Zerknęła na Barszczową Łodygę czy się nie zgubił.
— Dobrze to jaki będzie najbliższy punkt, który poznam?
Spojrzał na nią przyjaźnie. W głowie odtworzył sobie obraz ich terenów. Z obozu najbliżej im było iść na wschód.
— Pójdziemy wzdłuż granic. Dotrzemy sobie do Upadłego Potwora, a potem zbadamy granice z Klanem Wilka. Poznasz przy okazji ich zapach!
— Upadłego potwora? Muszę go zobaczyć na własne oczy! — Chomik była bardzo ciekawa nowego stworzenia, które by spotkała, choć była ciekawa, co spowodowało upadek tego potwora. Na wieść o tym, że miała zwiedzić granicę z Klanem Wilka, odparła. — Nie lubię Klanu Wilka, są według mnie dziwni, wolę inne klany niż ich. — Odparła, idąc przed siebie, tym razem zwalniając, by mentor ją dogonił.
Kiwnął głową.
— Całkowicie Cię rozumiem — odparł. — Masz prawo mieć swoje preferencje, jednak jeśli pójdziesz na zgromadzenie, to powinnaś zachowywać się wobec nich normalnie tak, jak zawsze. Surowo zakazane jest wszczynanie kłótni podczas Zgromadzeń. Wystarczy, że będziesz trzymać się ze swoimi!
Kierował ją ku Upadłemu Potworowi. Wiatr rozwiewał ich futra, a chrupiący śnieg uginał pod ich łapami.
— Możesz nie lubić klanu jako całości, ale kto wie, może z kimś z nich się zaprzyjaźnisz? Niektóre jednostki są w porządku!
Spojrzał na nią raz jeszcze, nim wrócił do prowadzenia. Biały puch otaczał ich z każdej strony grubą, równą warstwą. Barszcz lubił śnieg, chociaż był mokry i zimny, a jego krótka sierść niekoniecznie mu ułatwiała zimową przeprawę. Porą Nagich Drzew miała jednak swoje plusy, bo na tle bieli widać praktycznie każdego kota. Jedynie te całkowicie białe mogłyby się skryć w śnieżnym puchu.
Rozglądał się bacznie, w razie, gdyby coś miało na nich wyskoczyć, czekając na odpowiedź swojej uczennicy.

<Chomicza Łapo?>
[645 słów]