— Imponujące? To miejsce jest wspaniałe! Przenigdy nie widziałam tak wielkich kamieni. — Podeszła bliżej nich i patrzyła na wysokie czubki. — Zapewne inne klany nie mają takich wysokich kamieni jak my. Niech nam zazdroszczą! — krzyknęła w niebo, aby mogły to usłyszeć. W końcu to miejsce było dla niej naprawdę wyjątkowe, wręcz stało się pierwszym ulubionym jej miejscem na terenie Klanu Burzy. Barszcz zaśmiał się serdecznie.
— Ja również lubię to miejsce. Poznałem tutaj mnóstwo kotów! — oznajmil. — To chyba magia tego wyjątkowego miejsca. — Przeszli się wzdłuż wielkich głazów, Barszcz poopowiadał uczennicy to i owo na ich temat, wyjaśnił, gdzie kończy się granica z Klifiakami i przestrzegł ją, czym kończy się nieuzasadnione przekraczanie granicy. — To jak, idziemy dalej? Zostało nam dosłownie jeszcze jedno ważne miejsce i będziemy wracać!
Była wsłuchana w mentora, gdy szli, wspominając o kolejnym miejscu, szybko powiedziała.
— Oczywiście! Chętnie zobaczę to ostatnie miejsce.
Kocur poprowadził kotkę przez tereny klanu. Po drodze opowiadał jej o systemie tuneli, którego na najbliższych treningach będą się uczyć.
— Słyszysz szum wody? Niedługo będziemy. Możemy chwilę odpocząć, jeśli potrzebujesz — oznajmił. — Z czasem wyrobi Ci się wytrzymałość, będziesz szybka jak strzała. Klan Burzy od zawsze słynął ze wspaniałych szybkich kotów!
Chomicza Łapa szła za kocurem, czując, jak jej łapy powoli odmawiają posłuszeństwa, miała nadzieję, że to już koniec.
Słysząc szum wody, ucieszyła się, chętnie by się napiła, bo była spragniona.
— Bardzo bym potrzebowała, chce mi się tak pić, że bym wypiła całą rzekę! — Starała się dorównywać kroku Barszczowej Łodydze, mimo obolałych łap. — Chciałabym być bardzo szybka, też chciałabym należeć do tych szybkich kotów — powiedziała, dysząc. — Może łapy przestaną w końcu mnie boleć. — Zaczęła wzrokiem szukać tej wody, żeby w końcu odpocząć i runąć na ziemię.
Poszedł razem z kotką do jeziorka. Napili się wody, a następnie usiedli. Wiatr muskał ich futra, łaskocząc przyjemnie.
— Daj mi znać, kiedy możemy ruszać dalej! — Zaczął. — Swoją drogą, jakbyśmy poszli o tam. — Wskazał łapą. — To dotarlibyśmy do Drogi Grzmotu. Za nią znajduje się Owocowy Las.
— A zobaczymy jeszcze granicę z Klanem Nocy? Bo to ostatnia granica, jakiej nie poznałam. — Popatrzyła tam, gdzie wskazywał łapą. — A jak dotrzemy do tej Drogi Grzmotu, to już będzie ostatni przystanek? Czy masz jeszcze dla mnie niespodziankę?
— Oczywiście! Jest niedaleko. — Uśmiechnął się. — Hmm... Raczej nie będziemy wchodzić na Drogę Grzmotu, bo to bardzo niebezpieczne, ale możemy poświęcić któryś trening na zapoznanie z tamtym miejscem, jeśli chcesz. Osobiście nigdy nie przekraczałem Drogi Grzmotu, to domena Owocniaków. Wstał i się przeciągnął, a jego kości przyjemnie strzeliły.
— Następne treningi będziemy poświęcać na walkę oraz tropienie! Cieszysz się?
— Tak! Przynajmniej teraz nauczę się polować i walczyć jak każdy wojownik! — Chciała już poganiać mentora, ale przypomniała sobie, że Barszczowa Łodyga mówił o Owocniakach. — A jeśli będziemy mieć kiedyś trening, to możemy ich odwiedzić, czy raczej nie? Jestem po prostu ciekawa, jak tam wygląda!
Zaśmiał się.
— Bardzo cieszy mnie Twój Zapał, Chomicza Łapo! W takim razie nie będę dawał Ci forów — powiedział wesoło. — Możemy ruszać dalej?
— Oczywiście, kto ostatni ten zgniły królik! — powiedziała kotka, chcąc się ścigać.
Barszcz pobiegł za kotką. Dogonił ją bez większego wysiłku i biegli tak przez dłuższą chwilę. Dotarli do Drogi Grzmotu, z której z daleka było słychać warkot potworów, które po niej się poruszały. Barszcz zatrzymał się i obejrzał na swoją uczennicę, czy dobiegła żywa, czy może powinien jej pójść poszukać.
Chomicza Łapa nie mogła dogonić swojego mentora; był szybszy, nie spodziewała się, że ją szybko prześcignie, gdy tylko spoglądał czy dotarła i ukryła się przed jego wzrokiem, postanawiając go zaskoczyć. Zakradła się niezauważenie do Barszczowej Łodygi, po czym skoczyła na niego.
— Mam cię! Jednak dobrze się skradam — powiedziała dumnie, że go zaskoczyła.
Skip time do teraz
Czekoladowy kocur patrzył na szylkretkę powtarzającą sekwencje ruchów. Wyuczone mięśnie dawały znać o tym, iż Chomicza Łapa nie próżnowała. Nie omijała żadnych treningów, jej zwinność dzięki temu rosła, jak i podziw u mentora. Barszcz był bardzo zadowolony, iż przyszło mu nauczać taką zdolną kotkę, jaką była Chomicza Łapa. Rozmowna, towarzyska i do tego nie sprawiała żadnych problemów podczas treningów. Nawet jej kondycja znacząco się poprawiła i była w stanie dotrzymać Barszczowi kroku, gdy ścigali się do obozu.
— W porządku, Chomicza Łapo, wystarczy — przerwał jej ćwiczenia. — Wracajmy, jeszcze się załapiemy na wieczorny patrol, jeśli będziesz chciała.
Machnął krótkim ogonkiem, wstając. Czekał na kotkę parę kroków dalej.
<Chomicza Łapo?>
[763 słowa]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz