BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny x Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny x Szept. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2023

Od Srebrzystego Nowiu(Srebrnego) CD. Szepczącej Pustki(Szeptu)

Jego imię było wyjątkowo niebrzydkie, a to, że matka mianowała go w pierwszej kolejności, uznał za swego rodzaju wyróżnienie. Za to słysząc, jak od teraz będzie mógł zwracać się do brata, starał się ze wszystkich sił nie wybuchnąć śmiechem na oczach całego klanu. Pustka? No, nie mógł zaprzeczyć, liliowy nie za wiele miał we łbie, ale żeby liderka tak otwarcie o tym mówiła?
Dziwił go uśmiech Szepczącego. Podobała mu się ta jawna kpina z jego głupoty? Zresztą, nie Srebrnemu było oceniać upodobania brata. On sam po prostu zaakceptował swój nowy los, żegnając się z okrutną niewolą i witając nowe, jego zdaniem znaczne lepsze, życie.
Starał się spędzić noc w prostym siadzie, choć ciężko mu było nie poruszać co jakiś czas łapami, by te nie odmarzły mu od grubej warstwy śniegu, w jakiej przyszło im tkwić. Co jakiś czas zerkał na brata, by upewnić się, że to chucherko nie wykwitowało.
Spoglądał raz po raz na rozgwieżdżone niebo, wspominając słowa niektórych klanowiczów o zamieszkujących Srebrną Skórę zmarłych. I co, miał wierzyć, że patrzy teraz na niego przykładowo jego rodzeństwo? Albo ciotka, którą znał dosyć krótko, ale chociaż miał okazję ją poznać, nie to, co tą drugą, Pasikonikowy Nów, która zaginęła w czasie mającej miejsce przed jego narodzinami wojny, i nie wiadomo, co się z nią dokładnie stało. Dopiero teraz doznał olśnienia, że prawdopodobnie otrzymał po niej swój drugi człon.
Po raz kolejny przeorał łapą w śniegu. Oby była dobrą wojowniczką, bo nie chciał być kojarzony z kimś nieogarniętym.
Obserwował całą noc otoczenie, walcząc z sennością sklejająca mu powieki. Marzyło mu się iść do nowego legowiska i porządnie się zdrzemnąć. A potem wyjść na jakieś polowanie, po raz pierwszy sam, bez jakiejkolwiek przylepy na ogonie.
W końcu pierwsze promienie słońca wychyliły się zza linii horyzontu. Za sobą usłyszał nagły gwar rozmów, ledwo co rozbudzonych kotów. Zerknął z uśmiechem na Szepczącego, gdy pierwszy patrol opuścił granicę obozu, pozwalając im odezwać się po tak długim czasie milczenie.
— No i witaj, słodka wolności — wymamrotał sam do siebie, z zadowoleniem kierując się do nowego miejsca spania.

***

Nie nacieszył się za bardzo swoją wolnością.
Od momentu zgromadzenia wolał nie widzieć się z bratem, jednak kiedy jego najwspanialsza mateczka na świecie wymyśliła sobie karę godną pożałowania, został zmuszony do spędzania czasu z liliowym w tych okropnych, ograniczających dostęp do świata tunelach. Niech im się to najlepiej na łeb zawali, a żeby Różana Przełęcz miała ich na sumieniu. Już dwójkę kociąt straciła i jak widać, w ogóle nie wyniosła z tego żadnych wniosków.
— Ruszajmy braciszku, czeka nas cały dzień ciężkiej pracy tylko i wyłącznie z twojej winy — rzucił od niechcenia, patrząc z utęsknieniem na wyjście z obozu. Nie tak dawno mógłby sobie po prostu stąd iść, a teraz inni wojownicy byli zmuszeni tracić swój cenny czas na pilnowanie jego poczynań.
— Nie mojej, a tamtej bandy i co najwyżej naszej matki. Poza tym to ty na mnie nagada...
— Ci, ci, ci — wymamrotał, bijąc go lekko ogonem po nosie. — Już spokojnie Szepczusiu. Proszę nie obrażać mojej ukochanej przyjaciółki i jej braciszka, tylko i wyłącznie ty tu zawiniłeś, bo to ty byłeś niegrzeczny. Ja jedynie pilnowałem sprawiedliwości — zapewnił, kryjąc się zaraz to w tunelach. Nie było to bezpieczne miejsce gdy miał być tu z bratem, bo miał ograniczoną przestrzeń do ucieczki.

<Szept?>

21 października 2023

Od Szepczącej Łapy (Szepczącej Pustki) CD. Srebrzystej Łapy (Srebrzystego Nowiu)


- A, czyli twoja morda jest normalnie taka powykrzywiana? A ja myślałem, że to wynik zmęczenia - wysapał w odpowiedzi, czując jak kości zaczynają się dziwnie spinać, jakby miały zaraz pęknąć w pół. Cholera, potrzebował stanąć. Wtem poczuł, jak Srebrny na niego napiera. Przez moment w oczach Szepta błysnęła typowa w takich sytuacjach panika podczas tracenia równowagi, jednak jego umysł błyskawicznie się naprostował, w ostatnim momencie pozwalając chwycić niebieskie futro w zęby. Jak leci w te liście, to pociągnie tego małego gnojka za sobą. Niezbyt przygotowany na szarpnięcie, niebieski pozwolił sobie opaść na ucznia, blokując mu ciałem możliwość wstania. Liście poderwały się do góry, a on cicho zachichotał, słysząc niezadowolone jęki liliowego. 
- Rzeczywiście, jestem tak zmęczony, że chyba się tu zdrzemnę - mruknął, skupiając się na tym, by nie dać mu się zrzucić.
Lilowy uniósł brwi. 
- Ajj, jesteś pewny? Co powiedzą mentorzy, na taki bajeczny upadek? ,,Oh, myliliśmy się co do niego, tak łatwo zaorał ziemię" - zatrajkotał, jednocześnie podwijając łapy, na prostych przednich unosząc nieco niebieskiego nad swoje ciało, z krzywym uśmiechem, jednak niezbyt złośliwym, na co niebieski parsknął lekceważąco .
- E tam, nie ma co się nimi przejmować, ty wiesz, że ja jestem świetny, a ja wiem, że ty jesteś kiepski, więc trzymajmy się tych faktów i nie dajmy sobie wmówić żadnych bzdur - odparł.
- Kto ci tak nakłamał słoneczko? Nasłuchałeś się opowiadań babć jaki to wspaniały jesteś? - Spytał słodko Szept z jakąś czepliwością. 
- Niee, tylko słuchałem twojego gadania przez sen o tym, jak to marzysz o byciu zaradnym jak ja. Nie martw się, może kiedyś dorośniesz do tego poziomu. - Uśmiechnął się. - Swoją drogą, "Słoneczko"? Chyba nie chcę wnikać w twoje zarywanie do naszej przyszłej medyczki...
- Nie jestem pewien, czy chcę szurać po twoim poziomie - stwierdził z uśmiechem, zaraz potem chichrając krótko - Głodnemu mysz na myśli. I jeszcze tak do kuzynki, no nie wiem Sreberko jak tam twoje upodobania
- Nie moje, a twoje - odparł, wystawiając język w stronę Szepta - Słuchaj, póki nie jest to Lew ani ta druga, to nie będę cię oceniał. Ale jeśli kiedykolwiek upadniesz do takiego poziomu, to przestanę się do ciebie przyznawać.
Szept niemal się oburzył. Zrobił minę wielce urażoną, niemal straszliwą, jednak trwało to zaledwie kilka chwil, bowiem zaraz potem zachichotał, po czym odparł z lekką pogardą, patrząc w stronę obozu. 
- Nie jestem pewien czy mam dość siły by wykopać rów odpowiednio głęboki, chcąc dotrzeć do jej standardów. Jeszcze musiałbym się w nim położyć a w trakcie pracy czerwone mrówki by mi cały mózg wyżarły. Nah, nie jestem na tyle ambitny, odpuszczę sobie to osiągnięcie.  - sarknął, ostatni raz nacierając na brata, całą swoją gwałtownością po wcześniejszym odpuszczeniu, by chwilę potem już stać obok i się otrzepać. 
- Chociaż mamy w klanie i takich, co uważają ją za cud świata. 
- Tacy to chyba mózgu nie mają -rzekł niebieski, z lekka zawiedziony końcem przepychanek. - Aż w szoku jestem, że da się być głupszym od ciebie. Ojeju braciszku, tak szybko dorastasz, ledwo co byłeś małym, nie myślącym szkrabem, a teraz... - Pokiwał głową z zafascynowaniem. - Taki dorodny i niegłupi samiec. Ty to z pewnością nie możesz od siebie odpędzić adoratorek - mruknął w żartobliwym tonie.
- Widzisz, jak cię zaskoczyłem! Ale powiem ci nawet więcej, niestety dzielimy po połówce z tego samego umysłu, widocznie wchłonąłeś moją część jeszcze w brzuchu mamy. - odparł na pierwszą część. - A takie tam wiesz... może z kilka. Wiesz jak to jest, jedne przychodzą, drugie odchodzą~ - uśmiechnął się szeroko przy odpowiedzi na drugą część, zaraz po luźnym obejrzeniu swoich paznokci. Niemniej jednak ta rozmowa odwróciła uwagę dwójki uczniów od ich własnych mentorów, którzy wyrośli za nimi jak z cienia. Czy to pech, czy wola gwiezdnych? Tak czy inaczej wina wszystkiego i wszystkich, byle nie Szepta, który wyklinając świat chwilę później wraz z krewniakiem biegł podwójną trasę niż tą, którą mieli pokonać początkowo. Tym razem jednak, w towarzystwie wiszących nad nimi niczym chmury nieszczęścia: mentorami. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Diament się zgodziła! Wiedział, że jest zajebisty i to tylko kwestia czasu aż jego imię będzie zmienione, a obowiązek wymieniania mchu czy innych pierdół przestanie być na jego głowie. W końcu miał lepsze rzeczy do roboty, a dzień cały zajęty. Dla przykładu wylegiwaniem się na ciepłym posłaniu w tęsknocie za słońcem i jego opiekuńczymi promieniami. Mama już i tak długo zwlekała z ceremonią i zaczynało go korcić by jej to wywlec, jednak jak się okazało, nie było to konieczne. Gdy tylko calico zjawiła się w jednym z okien i zwołała zebranie, Szept… nie pojawił się jako jeden z pierwszych. Może jako drugi. Dumnym, luźnym, mało spiesznym krokiem przeszedł na środek, prezentując swoje piękne wyczyszczone futro. Lekki uśmieszek majaczył na białym pysku, a on sam chwilę potem usiadł zadowolony, ogon kładąc luźno i zerknął na Różę jakby zwycięsko, co ta zdawała się nie zauważać. Pora nagich drzew nie była najszczęśliwsza na mianowania, które przecież są czymś wesołym. Jeszcze te wszystkie choroby w klanie i napięta atmosfera spowodowana brakiem ziół i jedzenia… jednak to wręcz świetny moment! Może się rozluźnią czy coś w końcu? 
Chyba Cisza i ta druga też powinny być mianowane, więc tym lepiej dla klanu. No i one się zajmą obowiązkami z mchem. Chociaż będzie ich trochę za mało na te wymiany. Wiedział co mówi, będąc ze Srebrnym jako usługa darmowego zmieniania posłania musiał być ciągle przyganiany do swojej pracy, której z czasem po prostu mogło się nagromadzić. Ale teraz i młode koty będą polować! Wątpił, że kogoś dostanie, jednak mógł się chwalić, że jest starszy stażem! Oczywiście Srebrnego również nie mogło zabraknąć, w końcu to też miała być jego ceremonia. A szkoda, lilowy chyba wolał mieć osobną, specjalnie dla niego. 
- Masz trawę w ogonie - Powiedział jak najnormalniej, wcześniej jedynie obdarzając go krótkim spojrzeniem. Co prawda niebieski nie miał żadnych traw, jednak zawsze mógł się trochę powyginać i sprawdzić, nie? 
- No trudno - odparł tamten bez przejęcia. - Niech inni patrzą i widzą, że jakkolwiek pracowałem, a nie siedziałem tylko na dupie w obozie.
- Jak sobie życzysz, Srebrzysta Trawo~ - mruknął pół szeptem, jeszcze coś mówiąc do brata, kiedy calico zaczęła swoją formułkę. 
Na pierwszy ogień poszedł Srebrny. Powiedział tam tą swoją przysięgę (ciekawe na ile szczerą), końcowo dostając imię Srebrzysty Nów, oraz kuksańca w bok od Szepta jako gratulacje z imienia. Wtedy przyszła pora na naszego na naszego lilowego księcia z bajki, który w następnej kolejności wystąpił o krok do przodu. 
- Ja, Różana Przełęcz, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Szepcząca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? - Szept poczuł lekkie mrowienie. Miał oczywiście co do przysięgi kilka wątpliwości jednak nie zmieniało to faktu, że Klan Burzy był jego domem i chciał, by tak zostało. Co prawda z tą ceną życia to może lekka przesada, jednak hej! Nikt nie musiał o tym wiedzieć. 
- Przysięgam - rzekł z powagą. Róża nie wydawała się co do niego jakoś bardzo przekonana. Może nie było widać tego na pierwszy rzut oka, ale rozpoznał po chwilowej zmianie we wzroku liderki. No ej! Przecież nie mogła go trzymać jako ucznia całą wieczność!
- Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Szepcząca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Szepcząca Pustka. Klan Gwiazdy wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy. - Niemal się zdziwił. Pustka? Czemu pustka. Że niby był głupi? Czy pusty?  Brat przynajmniej dostał imię jakieś znaczące! Po cioci jakiejś! Znaczy jasne, może brzmiało tajemniczo, jednak przy okazji chciał brzmieć jak taki wiecie. Wyluzowany, mroczny, potężny i co się nie da podskoczyć. Tajemniczość tu może wylądować na drugim miejscu.  Niemniej jednak nic nie mówił, a jedynie posłał w stronę Srebrnego zwycięski, zadowolony uśmiech pełny iskierek w ślepiach, zaraz po tym kiedy Róża przyłożyła nos do jego czoła. Zdążyła jeszcze zgromić go profilaktycznie wzrokiem by przypomnieć o obowiązku milczenia i czuwaniu. Prawie o tym zapomniał, a na samą myśl o staniu jak słup soli skostniały w śniegu wykrzywił się i znów posłał w stronę niebieskiego spojrzenie pełne żalu i jakiegoś niemego zawodzącego jęku pokroju ,,ale mi się nie chce” i ,,umrzemy”. W międzyczasie podszedł do nich Rumianek, który pogratulował rang i imion, jednak dostał jedynie w odpowiedzi potarmoszenie czupryny przez łapę lilowego, a chwilę potem obie sylwetki poszły na swoją ostatnią karę przed wolnością. Czekało ich naprawdę długie czuwanie. 

<Srebrny? Jak tam twoje odmrożenia?>

16 września 2023

Od Srebrzystej Łapy CD. Szepczącej Łapy

Z początku bardzo podobała mu się wizja wyjścia na trening z bratem i jego mentorką. Diamentowa Grota czy tam Wąs nie była co prawda dla niego zbyt interesującym towarzystwem, ale dopóki miał jak dokuczać Szeptowi, olewał obecność kotki. Zwiędły Hiacynt był dosyć milczący przez większość czasu, jedynie co kilka kroków zdarzało mu się rzucić jakąś uwagę albo polecenie do niebieskiego.
Wojownicy oświadczyli im jeszcze w obozie, że dzisiaj przećwiczą interwały biegowe. Srebrny potrzebował długich wyjaśnień, na czym to polega, bo to pierwsze słowo jakoś do niego nie docierało. Dlaczego od razu nie mogli powiedzieć "No, raz biegasz szybciej, potem zwalniasz, a następnie znowu zasuwasz"? Świat byłby prostszy, gdyby tak wszystkiego nie utrudniali.
Wydawało mu się, że jest dosyć wytrzymały i zbyt szybko nie złapie żadnej zadyszki. Dopóki droga była prosta i nikt nie testował jego zwinności, szło mu dobrze. Gubił się co prawda z tą całą zmianą tempa co króliczy oddech, bo jego umiejętność skupiania się była na wyjątkowo niskim poziomie. Lubił na ogół biegać, ale bez takich wydziwień.
Zaśmiał się mimowolnie, słysząc ciężki oddech brata przy swoim boku. Zerknął na niego z uśmiechem, starając się ukryć własne zmęczenie. Łapy powoli się pod nim uginały.
— Pewnie o wiele lepiej niż my — odparł. — Nic go nie ograniczało, mógł chodzić, gdzie chciał i nie miał nad głową tych wszystkich bezsensownych zasad do przestrzegania — odparł. — Ty, a z tobą wszystko gra? Płuca zaraz z siebie wyplujesz.
Szept spochmurniał, mierząc go urażonym spojrzeniem.
— Sam wcale nie lepiej wyglądasz — burknął.
Na te słowa niebieski zbliżył łapy do siebie i starał się wyprostować. Zadarł wysoko w górę pysk, próbując przekonać samego siebie, że wcale się dziwnie nie kołysze na boki i nie ma problemów ze złapaniem równowagi.
— Nie no, ja akurat wyglądam zajebiście — stwierdził hardo. — Super sprawa, tak sobie z rana pobiegać w te i wewte, musimy częściej w ten sposób razem spędzać czas — oświadczył, zerkając przelotnie na ich mentorów. Zdawali się być pochłonięci rozmową na ich temat. — Patrz, obgadują nas. Pewnie mówią coś w stylu "No, ta Szepcząca Łapa to sierota, krzywe nogi ma i cud, że w ogóle tu doszedł. Ale Srebrzysty? O ja, ale wspaniały ruch, taki szybki jest ziomek, że aż nie mogłem za nim wzrokiem nadążyć" — zamruczał.
Pora Opadających Liści sprawiła, że ziemię w wielu miejscach pokrywało to, co zrzuciły z siebie drzewa. Miało to przeróżną barwę. Począwszy od pomarańczowo-żółtych kolorów, a kończąc na brązach i mocnej czerwieni. Korzystając z nieuwagi wojowników, naparł z całych sił na brata, pchając go w jedną z większych kupek liści.

<Szept?>
[429 słów]
[interweniały biegowe]

[Przyznano 14%]

14 września 2023

Od Szeptu (Szepczącej Łapy) CD. Srebrnego (Srebrzystej Łapy)


- Mie zatszymali bo jesem słotki i uloczy - miauknął bez wahania, z pewnym siebie głosem unosząc głowę. W końcu nie widział innego powodu, rodzice go kochali bezwarunkowo a od taty tyle razy słyszał, że wyglądają jak najcudowniejsze stworzenia na świecie i jacy to uroczy nie są. Co prawda mówił to w kontekście do całego rodzeństwa, nie tylko niego, ale kto by się teraz przejmował szczegółami? Szept i tak nie specjalnie przepadał, kiedy do niego się tak słodziło. Znaczy, jasne, lubił pochwały, ale czasem czuł się jak na wizycie tej jednej ciotki co szczypała policzki i starał się uciec jak najdalej się dało. 
- Muszę cię zmartwić, ale cię w takim lazie okłamali - odparł zaraz Srebrny. - Mnie zostawili szeby mieć chociasz jedno mądle dziecko.
- Ta? Bo mi się wydaje, sze sgubiłeś mądlość jakoś tszy dni temu. Do tej poly szczątki tfojego umysłu walają się po podłodze - odgryzł się, unosząc biały pyszczek w górę, zaraz dostrzegając, jak brat kręci gwałtownie głową na boki. 
- Nieeee.  Wtety to ty zgubiłeś godność. Oj Szepciku, szle z tobą, mylisz ciągle zdaszenia…
- No, godność to i f tfoim pszypadku jusz dafno upadła.
- Pozbyłem się jej wtedy, kiedy ty ją stlaciłeś, szebyś nie czuł się samotny w byciu głupim.
Szept pokręcił ze smutkiem głową, po czym zacmokał z podobną nutą. 
- Wydaje mi się, sze z tfoją pamięcią jest coraz goszej. Upadłeś na głófkę? Choć, lozmasuje ci ją - to powiedziawszy wstał i podreptał w stronę Srebrnego, z zamiarem "rozmasowania" mu głowy. A tam co ucierpi przy okazji to już nie ważne. 
- Ejejeje! - Odstąpił na większy krok. - Ale te swoje bludne łapska to tszymaj pszy sobie! - rzucił. - Najwylaźniej ploblemy z pamięcią to u nas coś dziedzicznego, skolo ty to masz i sugerujesz, sze i ja mam.
- Bludne?! - oburzył się lilowy z udawanym przejęciem, po czym wyciągnął swoją piękną puchatą łapkę przed Srebrnego - One są czyste jak sami Gfiezdni! - pochwalił się, dumnie unosząc bródkę - No chooo, nie wstyć się - Szept zbliżał się niebezpiecznie szybko z zamiarem oczywiście najczystszej opiekuńczości! Sam osobiście by prędzej uciekł niż dał się wymemłać na wszystkie strony, jednak drażnienie się z kimś w ten sposób? Przecież to jest wręcz tak cudowne, że jak na razie, puścił mimo uszu wcześniejszą uwagę, skupiając się na ważniejszym celu, który to westchnął cierpiętniczo, a na jego pysku niespodziewanie zagościł uśmiech. 
- No dobla, ty się zajmiesz moim futelkiem, a ja wygładzę tloszeczkę twoje, bo ci się pomiętoliło - zauważył, podstawiając się do brata. Najpierw oblizał łapę, a następnie dotknął nią jego grzbietu. - I te uszka ci się tlochę lozklęciły, zalaz je naplostuje.Połóż się, a ja na nię usiądę - polecił w momencie, w którym Szept zdołał objąć Srebrnego łapami w niedźwiedzim uścisku, znaleźć się z boku i pogłaskać go łapą kilka razy po głowie, siląc się by nie odskoczyć przez to, że nadal czuł ślinę brata na grzbiecie. Fu, ew, to niemal dorównywało byciu dotkniętym przez babsztyla. 
- Ajaj, widzisz? Nie pamiętasz jusz nawet, sze moje uszka zasze były klęcone. Biedactwo, demencja stalcza dopada cię tak szybko... - mówiąc to gładził głowę brata, a chwilę potem tą samą łapą dyskretnie spróbował dostać do dotkniętego śliną miejsca, by zaraz wytrzeć to o niebieskie futro. Być może nie dosięgnął, ale kto by się przejmował, liczył się gest, a żadna dupa nie będzie mu siadać na głowie.
 - Wada wlodzona, zdasza się - mruknął Srebrny, wyraźnie nieprzejęty atakiem Szepta na jego przestrzeń osobistą, klepiąc lilowego łapą pokrzepiająco w bark. - Nie maltw się, sze wszystkie da się ciebie wyleczyć. I z twojej głupoty i z tych uszek. - Bicolor już otwierał pyszczek by coś odpowiedzieć, gdy nagle jakieś potężne, ciężkie cielsko przygniotło ich obu do ziemi, na co zamiast słów, z pyszczka Szeptu wyrwał się podirytowany dźwięk protestu. 
- Aww, bawicie się w przytulanie? - rzucił z aktorską nutą Powiew, z zadowoleniem pozbawiając swoich pociech resztek powietrza, z głową uniesioną nieco w górę, gdyż małe łapy próbowały odepchnąć jego pysk. Wojownik wydawał się doskonale zdawać sprawę z wymiany zdań jaka zaszła pomiędzy kociakami, więc wychodziło na to, że robił to teraz z czystą premedytacją i zadowoleniem! Szept powoli przestał się wiercić. Kurde, przegrał. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Minęło trochę czasu od zgromadzenia i Szept już planował kolejne. W końcu jak go nie zabiorą, to pójdzie sam. Albo zagada na granicy! Z Klifiakami będzie miał łatwo, z Wilczakami w sumie też. Z Nocniaków na razie nikogo nie poznał, to samo tyczyło się Owocówek. Z nimi może być w sumie większy problem, patrząc na to, że są za Drogą Grzmotu, do której o ile wcześniej miał dość obojętne podejście, tak po śmierci Stokrotki wolał unikać tego miejsca na tyle, na ile się tylko dało. Niby było miejsce, gdzie można było przejść pod nią, ale i tak- wizja go po prostu przerażała, więc jak na razie, skupiał się na podkopywaniu tych parszywych korzonków wrzosów, chociaż i tu jak na razie powoli zaczynało brakować miejsca na kolejne podkopki, więc zaczynał się zastanawiać, co dalej. Nie przepadał za treningiem walki, ale przerobił go o dziwo- dość szybko, więc można powiedzieć, że miał coraz więcej czasu dla siebie. A przynajmniej w tych momentach, w których nie było innych rzeczy do zrobienia. Jak bieganie. To głupie bieganie. Jego jęki, stęki, czy nagłe chęci odwrócenia uwagi i ucieczki nie mogły zadziałać, kiedy prócz Diament był jakiś rudy typ szkolący Srebrnego. Z jednym dorosłym na razie sobie mógł dać radę, ale dwa? Zerknął wymownie na niebieskiego, zanim ruszyli sobie truchtem od martwego szlaku w stronę potwora, raz przyspieszając, raz zwalniając, innym razem pędząc jak spłoszone konie, gdzie zaraz potem Szept niemal nie wykaszlał płuc, chociaż i tak jego kondycja poprawiła się znacznie od czasów kocięcych. Może to przez długie łapy? 
- Te, Srebrny - wysapał, kiedy zaprzestali biegu, a lilowy mógł wreszcie złapać powietrze - Nie zastanawia cię, jak żył tata? - Zerknął w międzyczasie spod byka na leżącego przed nimi, leniwie majaczącego potwora. Cóż, przynajmniej się przybliżył. 


<Srebrny?>

[952 słów]
[idk, interwał biegowy]
[Przyznano 24%]

26 lipca 2023

Od Srebrnego CD. Szeptu

Obruszony podniósł gwałtownie głowę, łypiąc spod byka na liliowego. Ten nawet nie raczył na niego spojrzeć, łapkami bawiąc się dalej przy swojej budowli. Srebrny jedynie wodził wzorkiem za ruchami jego kończyn, zastanawiając się, jak bardzo ten zdenerwuje się, jeśli znowu spróbuje mu to zepsuć. Przecież i tak nie mają nic lepszego do roboty, więc może sobie tworzyć te swoje cuda w nieskończoność.
— Ty tesz jesteś balan — odparł z udawaną obojętnością, przenosząc jednocześnie spojrzenie na ziemię przed sobą. Jasne futro już dawno pokrył kurz i piach, z czego mama najpewniej nie będzie zadowolona, gdy trafi w strefę zasięgu jej wzroku.
— Nie — odpowiedział niemal natychmiastowo, a w jego głosie niebieski wyczuł oburzenie.
— Tak. Bo skolo jesteśmy blaćmi i ja jestem balanem to ty tesz nim jesteś — wypomniał mu z zadowoleniem. Uśmiechnął się lekko, dumny z sukcesu, jaki osiągnął. Jego aż tak to nie bolało, ale Szept najwyraźniej brał to do siebie, skoro dalej chciał się z nim kłócić.
Liliowy prychnął w końcu, marszcząc nos z niesmakiem.
— Na bycie balanem tszeba zasłuszyć. Nie jest to lodzinne — burknął.
Niebieski mimo wszystko dalej szczerzył się, zamierzając walczyć do ostatniego krzyku.
— W twoim pszypadku to nic nie zmienia, jusz dawno zasłuszyłeś — stwierdził. — Cześć balanie. Wiesz, sze jakby mocno zawiał wiatl, to by tu wleciał i ci lozwalił to śmieszne coś, co lobisz?
— Sam jeseś śmieszny. I ułomny — stwierdził zaraz. - Sciwiony jestem jakim cudem w ogóle cię lodzice zatszymali. Ja bym nie chciał mieć takiego głupka w lodzinie.
— Zapewne z tiego samego powodu co zatszymali ciebie — odparł bez wahania. Szept był głupi, ale to właśnie z nim uwielbiał spędzać czas. Liliowy co chwilę denerwował się bez powodu, przez co kłócili się całymi dniami i nocami, ale przynajmniej Srebrnemu się nie nudziło. 

<Szept?>

20 lipca 2023

Od Szeptu do Srebrnego


O kurde, ON WIDZI. Ale fe, nie chce. Znaczy, widział już od jakiegoś czasu ale teraz zdał sobie sprawę, że w sumie to tego nie lubi. Dzieje się za dużo i za wiele brzydkich kotów przechodzi mu przed pyskiem. Dla przykładu, jego rodzeństwo. Tatuś i mamusia byli ładni i w ogóle i ciepli. A ta reszta? Nie przyznawał się do nich! Niemożliwe, że byli spokrewnieni, na pewno byli adoptowani. Tak, on jest jedyny. Wystarczy tylko spojrzeć na kolor futerka jego taty i niego samego. Identyczne! A reszta to pewnie jakieś podróby, nie ważne, że Stokrotka była lilowa i większość z nich srebrna. Tak, tak było na pewno. Szczególnie, że właśnie jedna z łap przebiegła niczym taran po jego pracy budowli z listków i patyczków. A tyle czasu nad nią spędził! Zaraz się napuszył ze złości, wstał, po czym szybkim krokiem poszedł w stronę zbrodniarza, trochę się przy tym zataczając przez niewyćwiczone łapki. 
- Ty! Jeseś adaptafany! - Miauknął w złości, mówiąc tym swoim śmiesznym kocięcym akcentem. Niebieski kocurek przekrzywił łeb, spoglądając na niego z rozbawieniem, a jednocześnie brakiem zrozumienia. 
- Sze jaki jeśem? - zdziwił się. - I to dobsze czi źle? - Lilowy już otwierał pyszczek, by coś odpowiedzieć, ale zaraz zamknął. To dobrze czy źle? Sam nie wiedział. W końcu to chyba mała różnica? Siadł na miejscu, zapominając o swoich pierwotnych myślach i urazie do zepsutej fortecy. To była przeszłość, teraz należało się skupić na nowym zagadnieniu. 
- To dopsze czy zle? - Powtórzył pytanie niemal papugując, z zamyśleniem wpatrując się w brata. 
Zmrużył oczy, kompletnie głupiejąc. 
- Laczej dobsze. Wszystko co lobię jest doble - zapewnił niebieski.
- Niszszenie foltec nie jest doble - mruknął marszcząc pysk i patrząc w stronę srebrnego
 - Sdeptałeś cały klan! - miauknął oburzony. Miał tam wszystko poustawiane i w ogóle. Przywódcą był wielki Jaszczurza Gwiazda. Czemu nie Szepcząca? Bo Szept w swoim wyobrażeniu był dla nich Bóstwem, które było nawet nad przywódcą. W końcu trzeba się było szanować. Jeśli masz możliwość bycia kimś więcej to trzeba było korzystać! 
Niebieski podszedł na krok i spojrzał na ruiny, których stał się autorem. 
- Tludno, zlób sobie nowy - rzucił, patrząc na niego ze spokojem. - Mogę ci pomóc, ale w zamian zajmiesz potem czymś mamę, szebym mógł stąd wyjść - wyszeptał, zerkając w tył, jakby upewniając się, że te słowa nie dojdą do uszu Różanej Przełęczy.
Trudno. TRUDNO! Już otwierał pyszczek, kiedy ten coś zaproponował. I... cóż, nie ukrywał oburzenia. 
- Ale to ty sepsułeś! - Odparł  urażony, nie chcąc odpuścić - Czemu mam ci telas coś lobić? - Dodaje, marszcząc czoło i unoszą głowę w górę. Sprawa działała na korzyść Szepta, bo to on był poszkodowany. Niech Srebrny zaproponuje coś więcej, to może... może wtedy się lilowy zastanowi. Za przysługi trzeba w końcu płacić, a to brat jest tu winowajcą!
- Eh... Długo będziesz tak maludzić? - pisnął ze znudzeniem. - Pszynajmniej nie będzie ci się nudzić - zauważył, szukając pozytywów. - No weś, będziemy się supel bawić. Mogło być gorzej, ktoś ci mógł na nią nasiusiać, a tak to tylko ją zdeptałem.
Kocurek co chwila zamykał i otwierał pyszczek. On marudził? Z której strony! 
- Twoja stala - stwierdza po chwili, z pełnym niezadowolenia dźwiękiem i świadmością tego, że tata raczej nie byłby z tego stwierdzenia szczęśliwy - Jak chcesz szebym był cicho, to musisz mi zbudof-fać lepszą foltecę.
Kocurek co chwila zamykał i otwierał pyszczek. On marudził? Z której strony! 
- Twoja stala - stwierdza po chwili, z pełnym niezadowolenia dźwiękiem i świadmością tego, że tata raczej nie byłby z tego stwierdzenia szczęśliwy - Jak chcesz szebym był cicho, to musisz mi zbudof-fać lepszą foltecę.
- Moja stala? - powtórzył. - Jest tak samo moja, jak i twoja! Zlesztą, skolo nie chcesz mi pomóc, to sam sobie poladzę. A tobie znowu zepsuje foltece jak tylko ją zbudujesz! - 
zagroził.
- Ta? To ja powiem mamie sze chcesz wyjść - stwierdził, również się odgrażając. Nigdy nie było z nimi spokoju, no nigdy! Jakby Srebrny się zgodził byłoby po sprawie i naprawił by swój błąd, który gonił w tym momencie kolejny błąd. Co za utrapienie!
- To ja powiem, sze kłamiesz! - odparł, krzywiąc się z niesmakiem. - Zobaczymy, komu uwieszy!
Ah tak? To on przyjmuje wyzwanie! Kocurek dosłownie w momencie w którym Srebrny kończył ostatnie słowo, wziął powietrza w płuca
- MAMOOOOOO! - wydarł się obolałym głosem, biegnąc w stronę rodzicielki. Co prawda głos miał trochę dobarwiony, ale kogo to interesuje?
Niebieski ruszył w pogoń za bratem. 
-  MAMOO! ON MI GLOZIŁ! POWIEDZIAŁ, SZE BĘDZIE CI KŁAMAŁ, TYLKO DLATEGO, SZE PRZYPADKIEM ZNISZCZYŁEM  MU JAKĄŚ DZIWNĄ KUPKĘ - wydarł się na własną obronę. Słysząc, że niebieski leci za nim, Szept nabrał powietrza w płuca i drąc się zaczął przebierać szybciej łapkami, o mało się przy tym nie wywalając. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Końcowo oboje dostali po uszach. Nie za tą całą fortecę a za to, że darli się w żłobku i najpewniej przeszkadzali innym. Mało go to interesowało, ale teraz mama była na nich bardziej skupiona, a rodzeństwo mogło nakablować w każdym momencie, jeśli tylko spróbowaliby zrobić coś “nielegalnego”. Szept z irytacją kopnął kamień, który nie pasował do żadnego miejsca na fortecy. 
- Balan - stwierdził, rzucając w stronę Srebrnego wyzwisko, nawet na niego nie patrząc. Brat doskonale wiedział, że było to skierowane do niego. 

<Srebrny?>