BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królicze Serce x Malinowy Pląs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królicze Serce x Malinowy Pląs. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2021

Od Malinowej Łapy cd. Króliczego Serca

time skip do teraz

Leniła się. Tak uznawał każdy wojownik, który widział trenującą szylkretkę. Kotka miała dość tych plotek. Starała się, jak tylko mogła. Ćwiczyła sama ze sobą, żeby nadgonić wszelkie zaległości, a cały czas obracała się martwo w jednym punkcie. Nie posuwała się nic do przodu. Już lepiej uczył się Kaczorek, który może i nie pragnął walki, ale coś docierało do jego głowy.
Zresztą... Mglisty Sen owinęła go sobie wokoło ogona! Zmienił powołanie i teraz ONA go nauczała. ONA. Na myśl o medyce, obecnej blisko jej brata, JEJ brata, dostawała ataku szału. Na szczęście tylko w myślach, już zdołała się nauczyć, aby nie srać przypadkowym kotom do legowisk. Mimo to do dzisiaj nie żałowała, że oddała się cuchnącej i mało przyjemnie wyglądającej potrzebie fizjologicznej nad miejscem do snu Posranej Gwiazdy.
Czekała na swojego mentora nad brzegiem rzeki. Dreptała w miejscu, następnie zaczęła kreślić pazurem proste kreski w ziemi. Przekrzywiła głowę. Podobno Dwunożni potrafili zawrzeć otaczający świat na kawałku białego drewna. Słyszała takie plotki, chociaż nie potrafiła im do końca uwierzyć. 
Udała się na małą przebieżkę blisko brzegu. Malinową Łapę wypełniała energia. Dzisiaj... W końcu nauczy się pływać! Poczuje rzeczne fale, drobny nurt otaczający jej karłowate ciało z każdej strony. Posunie się do przodu w nauce i nie zostanie wygnana. Tatuś nie pomógłby jedynej córce w przypadku wygonienia z klanu. Nawet on. 
Poczuła się lepiej, skumulowana energia na chwilę się uciszyła. 
Ujrzała idącego ku niej Królicze Serce. Pomachała radośnie ogonem, uśmiechając się promiennie do mentora. Doszła do wniosku, że lepiej tolerowała kocury niż kotki. Nie lubiła Zarazy ani Mgiełki, a ponad wszytko uwielbiała Jesionka, Króliczka i Kaczorka. (Chciała jedynie pozbyć się Aroniowej Gwiazdy, ale to zupełnie inna historia). 
- Wujaszku! Wujku! Jak ja się cieszę, że cię widzę! - miauknęła podbiegając do niebieskiego. Skakała wokoło niego, ponownie chcąc się ruszać, a nie stać 2 miejscu i tylko patrzeć na niego w milczeniu. 
- Ma-malinowa Łapo, spokojnie - powiedział nieco onieśmielonym tonem kocur. 
- Jak spokojnie? Czekałam na ciebie bardzo, bardzo, ale to baaaaardzooooooo długooooooo - odpowiedziała kotka. - Będę dzisiaj pływać! Na sto procent! Obiecałeś, że zajmiemy się tym! Ooooo taaaak! Będę miała co opowiadać bratu! I w końcu kopnę Jesiotra w te jego uprzejme i konfidenckie dupsko - cieszyła się z własnej pomysłowości Malinowa Łapa. 
- Zamknij mordę! Niektórzy chcą odpocząć! - dobiegł do niej głos któregoś z wojowników. 
- Ssij sobie ogon, palancie! Uczę się, by potem ci bronić dupy! - odpowiedziała szylkreta. Gdyby tylko mogła i potrafiła, pokazałaby delikwentowi środkowy palec.
- S... Skupm-my się le-lepiej na na-nauce - powiedział cicho Królicze Serce.
Szylkretka westchnęła. Żyła wśród idiotów, cholernych idiotów. Spojrzała na niebieskiego. Dziwiła się, że on przez tyle czasu potrafił zachować spokój i zimną krew w wielu sytuacjach. Z drugiej strony... Taki ciągły spokój musiał być nudny. Zero wrażeń, zero ryzyka, sam spokój.
- To co mam robić? - zapytała się córka Jesionowego Wichru.
- Stań tam. - Kocur wskazał ogonem jedno z miejsc tuż przy brzegu.
- Oooo... Polowanie jednak? Wujuuuuu... No weeeeeź - miauknęła Malinowa Łapa i zrobiła ogromne, słodkie oczy.
- Stań. Mam dla ci-ciebie nie-niespodziankę - odpowiedział.
- NIESPODZIANKA?! GDZIE?! GDZIE?! - zapytała się, stając w wyznaczonym miejscu. Rozejrzała się, spojrzała na taflę wody. - Wujaszku... Tu nic nie ma! - Odwróciła głowę, patrząc z nutą żalu na Królicze Serce.

<Wujaszku?>

06 października 2020

Od Malinki (Malinowej Łapy) cd. Króliczego Serca

Otworzyła szeroko ślepia, widząc świat z korony drzewa. Obóz wydawał się taki ogromny! A dodatkowo wujek Króliczek miauczał o jeszcze większym terytorium ich klanu. Wibrysy szylkretki drgnęły ma tę myśl. Ile cudownych rzeczy czeka ją i ukochanego brata poza granicami żłobka? Nadal musieli tak siedzieć, co kotkę coraz bardziej irytowało. Wolała siedzieć z dala od rodziny, kuzynostwa i reszty królowych. Ciągle ktoś darł na nią mordę albo nie pozwalał czegoś robić, bo "to niegrzeczne", "zrobi sobie krzywdę" i tak dalej, i tak dalej. Czekoladowa wypuszczała to jednym uchem, a drugim wyłapywała co trzecie słowo.
Spojrzała uradowana na Królicze Serce. Niebieski, mimo jąkania, okazał się czadowy, cudowny, kochany! Oczywiście nie jak braciszek, ale nie opierniczał za samo wpadniecie na ryzykowny pomysł.
- Wujku, wujku, wujkuuuuu - mówiła radosnym tonem. Naprawdę miała nadzieję, że odgoni od siebie niebieskiego przez swoją energię, za którą nawet tata nie potrafił nadążyć. - Wujkuuuuu, tu jest cudownie. Jesteś kochany, naprawdę, naprawdę. Nie mogłam mieć lepszego wujaszka. Szkoda, że wujek Malinek już nie żyje.... Mam imię po nim. Tata bardzo go kochał i ogromnie za nim tęskni, ale pojawiłam się ja i jestem nowym... Eee... Kochanym owocem w jego życiu? Eee... Chyba? Nieeee, wolę być po prostu Malinką - miauczała trzy po trzy.
Delikatnie podeszła do jednej z gałęzi, ale wojownik chwycił ją zębami za kark i odsunął. Kotka spojrzała na niego ze zdziwieniem w oczach.
- Tylko mama i tata mogą mnie tak przenosić! - powiedziała z nutą oburzenia.
- M-musiałem... Zsunęłabyś się i potłukła. Jesionowy Wicher wściekłby się na mnie, a ty trafiłabyś do Klanu Gwiazdy - miauknął Królicze Serce.
- Po... Potłukła? Noooo... - Kotka spojrzała w dół drzewa, na korzenie, lekko marszcząc brwi. - Hmmmm... Spadłabym... Leciałabym jak ptak! One tak fajnie pikują nad wodą! A potem fruuuuuu, lecą w górę! - zaśmiała się szylkretka. - Nie mam skrzydeł, dlatego nie skaczę.
Królicze Serce odetchnął z ulgą. Chwilę posiedział z kotką na drzewie, a potem zeszli razem, bez żadnych problemów.

po zgromadzeniu

Została mianowana! Nareszcie! Opuściła żłobek i na zawsze odcięła się od tego paskudnego Jesiotra! Z małej Malinki stała się Malinową Łapą. Do tego uczennicą wujka Króliczka! W całej tej sytuacji to okazał się jedyny plus.
Niestety, pierwszy księżyc musiała przesiedzieć w obozie. Wszystko przez wymknięcie się na zgromadzenie. Za nic w świecie nie podobała jej się decyzja Aroniowej Gwiazdy. Przecież chcieli tylko zobaczyć obce koty i spuścić lanie klifiakom! Jedyne, czego dokonała, wraz z Kaczorkiem, to wmówienie niejakim Kwaśnemu i Zimorodkowi, że potrafili się zmniejszać i chodzić po wodzie. Do dzisiaj śmiała się z tego do rozpuku. Kto normalny uwierzyłby w taką bajkę? Tylko Klan Klifu.
Już po trzech dniach nauki zdołała opanować technikę wspinaczki na drzewo w obozie, dzięki czemu nie narzekała na nudę. Pod okiem mentora wchodziła na górę, nawet zaczęła włazić bez niego, co bardzo się spodobało kotce. Wujek jej zaufał i widział pierwsze postępy, nawet jeśli nie w rzeczach typowo wojowniczych.
Tego dnia wspinała się tak szybko, jak tylko pozwoliły małe nóżki. Ścigała się ze Zdołowaną Łapą, która dotrze pierwsza do najbliższej gałęzi. Szylkreta wygrała te zawody.
- Ha, pierwsza! - miauknęła, śmiejąc się prosto w pysk czarnej starszej od siebie.
- Pffff, tylko tym razem - odpowiedziała Zdołowana Łapa, dysząc.
- Tylko nie siedźcie tam za długo! - powiedział z dołu Królicze Serce.
- Mamy was na oku, pamiętajcie o tym - dodała chwilę potem Rzeczna Bryza, mentorka Dołek.
Kotki patrzyły na siebie łobuzersko. Obie kochały wywracać życie klanu do góry nogami. Że też nie dane było im się zapoznać w żłobku. Wtedy zamiast duetu chaosu, powstałoby trio. Z drugiej strony, do niszczenia spokoju nadawały się karzełki, a nie odpowiednio wyrośnięte koty, dlatego szylkretka wolała rozrabiać tylko z rudzielcem.
- Wiesz co? Udowodnię ci, że jestem lepsza. Wejdę na gałąź. Na sam jej koniec! - miauknęła czarna. Nim Malinowa Łapa zdołała odpowiedzieć, Zdołowana Łapa już przeszła do czynu. Bez żadnej delikatności weszła na gałąź, wbijając w nią raz po raz pazury. Zbliżała się ku jej końcowi, ignorując wściekłe nawoływania Rzecznej Bryzy, aby uczennica natychmiast wróciła na konar drzewa.
- Zwariowałaś! - powiedziała szylkretka. Uwielbiała ryzyko i adrenalinę we krwi, ale... Pamiętała nadal wysokość podczas pierwszej wizyty na drzewie, kiedy Królicze Serce odsunął ją od krawędzi. Nie spadła, nadal żyła. Wolała nie wchodzić na gałąź, posiadała jakieś zaczątki instynktu przetrwania.
- Ja? Mówisz tak, bo sikasz pod siebie. Nie umiesz tak! - Zdołowana Łapa dotarła do końca gałęzi o odwróciła łeb w stronę czekoladowej. - Nie wyszłaś poza obóz, więc nie wiesz, jak to fajnie widzieć teren, albo biegać za zwierzyną!
Na myśl o pełnym wietrze, muskającym futro, serce Malinowej Łapy zabiło szybciej. Ruch, ruch i jeszcze raz ruch. Tego potrzebowała, ale... Nie rozumiała do końca toku myślenia czarnej.
- Eeee.... Co ma pobyt w obozie do ryzykowania życia? - miauknęła kotka.
Nie otrzymała odpowiedzi, gałąź nie utrzymała ciężaru czarnej uczennicy. Ułamała się w najmniej spodziewanym momencie i spadła na dół, a wraz z nią Zdołowana Łapa. Malinowa Łapa nie pamiętała tamtej chwili. Tylko krzyknęła, trochę się cofnęła i usłyszała kilka głównych chrupnięć. Zadrżała, a ciało na chwilę zamarło. Trwała tak długo, nie wiedziała, ile minut. Jedną, dwie, dziesięć, albo i dużej. Albo to były tylko sekundy?
- Ona nie żyje! - Stan odrętwienia przerwał pełen żalu i gniewu głos Rzecznej Bryzy.
Malinowa Łapa zeszła, bo nagle znalazła się na ziemi. Podbiegła do ciała czarnej. W dwóch miejscach kości przebiły skórę, pysk Zdołowanej Łapy wyrażał strach. Oczy niedoszłej uczennicy zaszły bielą. Szylkretka przyłożyła ucho do jej klatki piersiowej.
Nie żyła, rzeczywiście ona nie żyła.
- Nie, nie, nie, nie! NIE! Ona nie mogła! To... To nie ja! Sama weszła na gałąź! Nie... - miauczała głośno Malinka. - Nie chciałam! Ona nie miała prawa!
Mówiła coś jeszcze, ale została zaciągnięta do medyków. Próbowała zwiać, ale Królicze Serce siłą pchał ją ku Porannej Zorzy i Mglistej Łapie.
Otrzymała ziarna maku, zapadając w głęboki sen.
Obudziła się następnego dnia, od razu przypominając sobie pusty wyraz pyska Dołek.
- Odpoczywaj, nie podnoś głowy - usłyszała głos Mglistej Łapy.
Szylkreta dostrzegła siedzącego niedaleko mentora. Chciała się uśmiechnąć, ale... Nie czuła się na siłach. Ziarna maku musiały nadal ją zaciągać w krainę snu. Próbowała walczyć z ponowną chęcią zaśnięcia. Była głodna i wolała zjeść świeżą rybę, aby chociaż smak mięsa stłumił uczucie szoku.
- Wujku... To naprawdę nie byłam ja... Nie kazałam jej tam wchodzić... Miałyśmy tylko się pościgać - miauknęła słabo. Po jej pyszczku poleciała łza. Nie znała za dobrze Zdołowanej Łapy, jednak współczuła jej zakończenia życia w taki sposób.
W jednej chwili zrozumiała uczucie, które czuł Jesionowy Wicher jako świadek śmierci.

<Króliczku?>

26 września 2020

Od Malinki cd. Króliczego Serca

- Kaczorku - mówiła głośno do brata, aby ten skupił na niej całą swoją uwagę. - Nadeszła zima. Bardzo, bardzo zimna. Mnóstwo śniegu, lodu i... Zimna. Łatwo można się poślizgnąć i utracić równowagę.... Wiesz, co to oznacza? - zapytała się Malinka, patrząc jednoznacznym spojrzeniem na rudego brata.
- CZAS NA ZABAWĘ! - krzyknął uradowany malec, skacząc kilka razy na śniegu. Kotka dołączyła do ukochanego przyjaciela, chcąc pozbyć się gromadzącej w niej energii. Wyspała się, zjadła pyszny posiłek, wstała prawą łapą, dzień zapowiadał się tak cudownie! Przed ich dwójką czekały kolejne charce, przygody i zabawy! Nikt nie potrafił zatrzymać tego duetu. Pozostawali szybcy, do tego wściekli i nieprzewidywalni.
Od razu zaczęli biec. W tym samym momencie, jakby ich pomysły zgrały się w czasie i planowały wyjść o tej samej porze.
- AAAAAAAA - wrzeszczeli na cały obóz, nie szczędząc gardeł. W końcu byli silni! Każdy musiał wiedzieć, że zaczynali działać. Nawet ci głusi i chorzy wojownicy.
Chłodny wiatr targał gęste futro kotki, chociaż ta czuła gorąco. Biegła na krótkich nóżkach, dumna, że pokonuje kolejne warstwy w śniegu. Patrzyła przed siebie, dumnie rozglądając się za przygodą.
W którymś momencie ominęli Królicze Serce, dawnego ucznia Jesionowego Wichru, przy okazji rozdeptując sople, zebrane przez wojownika. Kotka przystanęła kilka metrów dalej, strzepując okruszki zimnego kruszcu z opuszków łap. Zadrżała, czując prawdziwą temperaturę wokół. Nie przypuszczała, że dzisiejszy dzień okaże się taki zimny. Przyjrzała się niebieskiemu kocurowi, przekrzywiając głowę. Wyglądał na zasmuconego utratą swojej kolekcji. Szylkretka prychnęła. Nie jej wina, Króliczek mógł położyć sople z dala od trasy biegu dwóch torped. Nie mogli od tak zmienić trasy biegu. Poruszali się po takim torze, to reszta klanu powinna schodzić im z drogi.
Postanowiła dotrzymać towarzystwa niebieskiemu. Zbliżyła się do niego od tyłu i zanurzyła małe ząbki w ogonie starszego. Ten spojrzał na nią obolałym spojrzeniem, starając się jej pozbyć w delikatny sposób.
- - M-możesz pu-puścić mój o-ogon? - wyjąkał.
Malinka od razu pokręciła przecząco głową, wbijając ząbki mocniej. Wywierała oczekiwany efekt! Niebieski na nią patrzył i zwracał uwagę na nią! Największą łobuziarę w klanie! Jakie to cudowne uczucie! Nawet, jeśli kocię pozostawi jakieś ranki na skórze.
Kocur miauknął, wysuwając pazury i w odruchu bezwarunkowym zbliżając je do kotki. Zatrzymał opancerzoną w ostre narzędzie łapę tuż nad głową czekoladowej. Malinka spojrzała brązowymi oczami na nogę niebieskiego. Puściła ogon, przyglądając się pazurom kocura. Wystarczyła chwila, aby odwrócić uwagę małej od ogona Króliczego Serca.
- I ty tym zdobyłeś te... Te... Sople? - zapytała się od razu, jakby nigdy nie uczepiła się tylnej części ciała kocura.
- J-ja... Prze-przepraszam... - Starszy automatycznie ukrył pazury, podkulając ogon i kładąc uszy po sobie. - N-nie chciałem...
- No, ej, nie bój się mnie. Nie połykam w całości. Często, baaaardzooo często gryzę, bo lubię. Poza tym... Jestem Malinka - przedstawia się grzecznie jak na siebie szylkretka. - M A L I N K A - powtórzyła głośno. - Moje imię jest znane, więc nie musisz się mnie bać! Ja powinnam ciebie, bo w końcu mój tata cię wyszkolił... Hmm... Nie odpowiedziałeś na pytanie.
- N-... Nie. Pazury służą bardziej do utrzymania się na gałęzi drzewa... - powiedział cicho Królicze Serce, tym razem bez jąkania się.
- WSPINAŁEŚ SIĘ NA DRZEWO?! - zdziwiła się kotka. Tego jeszcze nie próbowała! Skakała wprawdzie po korzeniach, ale nigdy nie próbowała wchodzić wyżej. Mogła się tego nauczyć od niebieskiego! Wystarczyło tylko poprosić. - Wujku Króliczkuuu - miauknęła, robiąc przesłodkie, brązowe oczka grzecznej koteczki. - Naucz mnie wchodzić na drzewa. Wyglądasz na pięknego, mężnego i wspaniałego wojownika. Pozbieram z tobą sople, ale zgódź się. Proszęęęęęę

<Króliczku?>