BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Orzechowy Zmierzch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Orzechowy Zmierzch. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2021

Od Jabłkowej Bryzy CD. Orzechowego Zmierzchu

Tonął w przypominającej liście jeżyn zieleni oczu Kurki. Pędy różanecznika mocno zaciskały się wokół jego piersi. Nie potrafił się wyrwać, mógł tylko machać łapami, bezwładnie unosząc się w wypełnionej kwiatami przestrzeni. Ktoś krzyczał, wrzeszczał z bólu; Jabłkowa Bryza nie był pewien, czy aby na pewno to nie był on sam. Krew spływała po pysku pointa. Zakrztusił się, czując zbierającą się w gardle ciecz. Próbował złapać oddech, próbował wydać z siebie dźwięk, ale nie potrafił, bo przerażenie ścisnęło jego wnętrzności. Poskręcane, porwane ciało kota leżało pod jego łapami – nie potrafił stwierdzić, czy należało do Rzecznej Bryzy, czy do Miodowej Chmury. Dusił się, umierał ze świadomością, że to wszystko jego wina, że mógł temu zapobiec.
– Co się dzieje? – szept Orzechowego Zmierzchu wyrwał go ze snu. Zadrżał, panicznie rozglądając się dookoła.
– Miałem k–koszmar… – wycharczał przez zaciśnięte gardło. Posmak krwi był tak realistyczny...
– Ćśśś, spokojnie – wymruczała kota, uspokajająco liżąc go po policzku. Liliowy poczuł, jak kotka przysuwa się bliżej, mrucząc przy tym głośno. Nagle szylkretowa podniosła się, a Jabłuszko z przerażeniem położył uszy.
– N–nie idź! – pisnął ze strachem. Orzeszka spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
– Nigdzie nie idę – zapewniła miękko. – Nie zostawię się.
Wojownik skrzywił pysk, wbijając pełen żalu wzrok w łapy.
– M–mama też tak mówiła – wyznał, czując, jak zbiera mu się na płacz. – A–ale ty nią nie jesteś… – przyznał. Chciał wierzyć w te głupie zapewnienia, chciał poczuć się bezpieczny w objęciach szylkretowej kotki.
– Masz rację – odparła, a pierś Jabłkowej Bryzy wypełniło ciepło. Słyszał troskę w głosie kotki, czuł, że naprawdę jej na nim zależy. – Wiem, że nie zastąpię ci Rzecznej Bryzy. Ale chcę, żebyś wiedział, że z każdym problemem i koszmarem możesz do mnie przyjść.
Point pokiwał głową, wtulając nos w jej futro.
– Dziękuję – wyszeptał cicho, zamykając oczy.
Zasnął, otulony zapachem stokrotek.

***
kilkanaście dni przed zgromadzeniem, na którym wszystko się wydało

Jabłkową Bryzę nosiło. Nie mógł usiedzieć w miejscu, z niepokojem kręcąc się niedaleko legowiska medyków. Coś działo się z Orzechowym Zmierzchem, coś było nie tak. Przez chwilę przez głowę przemknęło mu, że to może być kara od Klanu Gwiazdy, jednak szybko odrzucił tą opcję – prawdopodobnie kotkę męczyła zwyczajna choroba.
Podskoczył, widząc wychodzącą od medyków szylkretową wojowniczkę. Podbiegł do niej, ogonem wskazując na zacienione miejsce na uboczu.
– Co się stało? – zapytał z troską w głosie, nerwowo przebierając łapami. Orzechowy Zmierzch pochyliła głowę. Point potrafił wręcz poczuć bijące od niej w większości sprzeczne emocje – duma kwitnąca niczym słoneczniki i przerażenie splatały się ze sobą, tworząc dziwny bukiet.
– J–ja… Będę mieć dzieci – wyznała cicho kotka. Jabłkowa Bryza przez chwilę stał w ciszy, wpatrując się w partnerkę (czy mógł ją tak nazywać? Właściwie nie był pewien) ze zdziwieniem. Czy mówiła prawdę? Czy… Czy rzeczywiście mieli mieć kocięta? Nagle przyciągnął do siebie zaskoczoną kotkę.
– Kocham cię, wiesz? – wyznał być może po raz pierwszy w życiu. Orzechowy Zmierzch zamruczała, wtulając głowę w jego pierś. – Poradzimy sobie ze wszystkim – wyszeptał, zamykając oczy.
Wiedział, że oboje płakali, jednak nie był pewien, czy były to łzy szczęścia, czy strachu.

***
zgromadzenie, na którym wszystko się wydało

Serce Jabłkowej Bryzy biło zdecydowanie za szybko. Czuł wzbierającą się w nim panikę. Otaczające go koty nawet nie ukrywały, że rozmawiają o nich – podłych zdrajcach klanu, mordercach, którzy powinni przypłacić swój czyn śmiercią. Jego myśli krzyczały, spierały się ze sobą. Nie mógł pozwolić skrzywdzić Orzeszki, nie mógł pozwolić skrzywdzić kociąt.
Jednak jego gardło było zbyt ściśnięte strachem, by mógł zaprotestować.
Powrót do obozu odbył się w całkowitej ciszy. Liliowy nie miał siły mówić, nie miał siły patrzeć w oczy kotom, które zdradził. Jego głupie tchórzostwo spowodowało to wszystko, przynosząc cierpienie dla wszystkich dookoła. Miał wrażenie, jakby tysiące ostów wbijało się w jego pierś. Chciał krzyczeć, płakać, jednak nie potrafił, przytłoczony przez falę nienawiści ze strony innych. Widział zachęcające machnięcie ogonem Orzeszki w jego stronę, jednak zdawał sobie sprawę z jego fałszywości. Siedział niedaleko legowiska lidera, drżąc ze strachu.
A gdy nadeszła jego kolej, na miękkich łapach zagłębił się w mrok dziupli Jesionowej Gwiazdy, spadając w otchłań rozpaczy.

***
po narodzinach kociąt

Trójka noworodków zwiniętych przy brzuchu Orzecha popiskiwała delikatnie. Jabłkowa Bryza przesunął chropowatym językiem po głowie partnerki, mrucząc cicho. Bok szylkretowej unosił się spokojnie, sygnalizując, że wreszcie zapadła w sen. Liliowy nie zamierzał jej budzić – była wycieńczona długim, bolesnym porodem. Point towarzyszył jej przez cały czas, szepcząc ciepłe słówka i uspokajająco liżąc po grzbiecie.
Miał nadzieję, że narodziny trójki zdrowych kociąt zadośćuczyniły jej cierpienie.
Po raz kolejny podniósł wzrok na puchate kuleczki, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to ich dzieci. Narodziny Rudzika, Echa i Rzeczki (Jabłuszko był wdzięczny szylkretowej, że zgodziła się na nazwanie ich kocięcia na cześć Rzecznej Bryzy) przyniosły tyle mu tyle szczęścia – potrafił uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, że Orzechowi uda się odpokutować zbrodnie, że Kurka
ponownie uśmiechnie się do niego i zaplecie jaskry w rudawe niczym margaretki futro. Zamruczał cicho, wtulając nos w bok partnerki.
Być może jednak wszystko miało się ułożyć.

***
podczas odbywania kary
 
Nic się nie układało.
Jabłkowa Bryza wiedział, że zasługiwał na karę. Wiedział, że być może zrobił źle, kochając morderczynię. Wiedział, że udawanie, że wszystko jest dobrze, że zbrodnia została popełniona w afekcie, że Orzech nie byłaby zdolna powtórzyć tak brutalnego czynu, było zwyczajną naiwnością. Wiedział, że był cholernym tchórzem niezasługującym na przyjaźń i miłość. Wiedział, że to wszystko była jego wina, że powinien bardziej poświęcać się dla bliskich, bo to właśnie z powodu jego głupiego strachu, niezapomnianej traumy inni cierpieli.
Jednak był również pewien, że karanie kociąt za błędy rodziców było niesprawiedliwe.
Słyszał szyderstwa rzucane w ich stronę, widział, jak są upodlane i gnębione, jednak nie potrafił im pomóc, nie potrafił ich obronić, ponieważ przez durne zmęczenie wywołane nocnymi pracami często po prostu zasypiał zaraz po przyjściu do żłobka. Był słaby, zbyt słaby (i bynajmniej nie chodziło tu o siłę fizyczną), aby obronić własne dzieci nawet przed durnymi kociętami Borsuczego Warkotu.
Nienawidził się za to.
Mógł być lepszy.

***
mianowanie kociąt

Biały puch zaskrzypiał pod łapami Jabłkowej Bryzy. Kocur zadrżał z zimna, kuląc się u boku partnerki.
– Poradzą sobie – mruknęła Orzech, splatając ich ogony. Point westchnął cicho, powoli kiwając głową.
– Mam taką nadzieję – stwierdził cicho, wtulając głowę w futro kotki. Niegdyś pachniało niczym stokrotki. To wspomnienie wywołało w nim irytację; wydał z siebie cichy pomruk niezadowolenia.
– Też bałeś się mianowania – przypomniała mu szylkretowa, omiatając obóz nieobecnym spojrzeniem. Ona również musiała wspominać dawne czasy.
– Jednak dostałem Oszronione Futro jako mentora. – na jego pysku pojawił się niewielki uśmiech. – Żałuję, że zginął w tamtej bitwie – westchnął, zwieszając głowę. Chciał dodać, że nikt nie powinien ginąć, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. To wszystko było jeszcze wciąż zbyt świeże i nie chciał urazić córki Wrzosowej Polany.
Właściwie czemu?
Ta śmiała myśl zaskoczyła jego samego. Prychnął cicho, odganiając ją. Nie chciał ranić Orzeszki, nie miał powodu – przecież nie był tym typem kota, który trzymał urazę przez długie księżyce. Poza tym kochał ją, a miłość polegała właśnie na wyrzeczeniach.
– Słyszałam, że Echo zostanie uczennicą Śnieżnej Chmury – przyznała szylkretowa, a Jabłuszko spojrzał na nią z zaskoczeniem. – Być może Jesionowa Gwiazda dobrał dobrych mentorów dla całej trójki. – jej mowa ciała wskazywała na to, że bardzo chciała w to wierzyć. Liliowy przełknął ślinę, kierując wzrok na przemawiającego lidera.
Czy można było ufać w nieomylność jego decyzji po poprowadzeniu Klanu na (przynajmniej według Jabłka) niepotrzebną wojnę?
Jesionowa Gwiazda właśnie skończył swoją krótką przemowę, po czym pochylił głowę, spoglądając na stojącą naprzeciwko trójkę kociaków. Point nerwowo zastrzygł uszami. Jego uwagę przykuł stojący za Rzeczką (który jak zwykle wyglądał na pewnego siebie i zadowolonego) Rudzik. Wydał z siebie syk niepokoju, nerwowo strzygąc uszami.
– Rudziku – zaczął donośnie przywódca. – Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Rudzikowa Łapa. Twoim mentorem będzie Ognisty Język.
W tamtym momencie Jabłkowa Bryza poczuł, jak cały sztywnieje.
Jesionowa Gwiazda musiał żartować. Przecież wszyscy członkowie Klanu Nocy wiedzieli o charakterze Ognistego Języka! Przypisanie go do nieśmiałego i strachliwego Rudzikowej Łapy było największym błędem, jaki czekoladowy mógł popełnić.
Point wydał z siebie gardłowy pomruk.
Jesionowa Gwiazda popełnił kolejny błąd.
 
***
po zgromadzeniu z opętaniami
 

Pierwszym, co Jabłkowa Bryza poczuł po przyjściu do obozu, był zapach krwi. Momentalnie futro na jego karku zjeżyło się ze strachu. Nie powinien iść na spotkanie z Psią Łapą, być może byłby na miejscu katastrofy… Zadrżał i powoli zaczerpnął powietrza. Nie mógł panikować. Musiał znaleźć kocięta, Orzeszkę, Zboże i Kurkę, musiał upewnić się, że są bezpieczni.
Kątem oka zauważył zbliżającego się leżącego w legowisku medyków i ponownie poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Czekoladowy wyglądał, jakby brał udział w walce – jego futro było potargane, a rany opatrywane przez medyka.
–
To nic takiego. Zgromadzenie okazało się pechowe – wytłumaczył przywódca, a wojownik wbił pazury w ziemie. Jego myśli krzyczały, a on wydał z siebie niekontrolowany pomruk złości. Jesionowa Gwiazda nie mówił mu całej prawdy.
Coś wielkiego nadchodziło.

 
*** 
abdykacja Jesionowej Gwiazdy
 
Jabłkowa Bryza być może poparłby plan obalenia Jesionowej Gwiazdy, gdyby nie jeden, istotny szczegół – wiedział, jakie nastawienie ma do niego i jego rodziny Borsuczy Warkot. Wobec tego, teraz gdy czekoladowy lider oddał przywództwo wojownikowi, powinien czuć strach.
Jednak o dziwo jego myśli nie krzyczały.
Przyglądał się furii Zbożowego Kłosa, niezdolny do ruchu. Wypełniała go pustka, jednak nie było to złe uczucie – niebezpiecznie przypominała obojętność, wraz z którą Kurka przyglądał się gnębionym kociętom siostry. Słyszał, jak Orzechowy Zmierzch niespokojnie kręci się u jego boku. Jabłuszko nie był pewien, czy biła od niej wściekłość, czy przerażenie.
Wszystko miało się zmienić. 
 
***
kiedy Chmurka był uczniem
 
Bezchmurna Łapa wpatrywał się w niego pełnym pogardy wzrokiem. Point zacisnął zęby, ze zdenerwowaniem wsuwając i wysuwając pazury. To było całkowicie bezcelowe. Męczył się ze szkoleniem syna swojego byłego mentora przez tyle księżyców, a tamten nawet, teraz gdy prawdopodobnie groziło mu wygnanie z klanu, wolał pyskować niż zwiększyć swoją szansę na zostanie wojownikiem.
– Kończymy na dziś – wysyczał przez zaciśnięte gardło. Wszystko było tak głośne, tak krzykliwe… Miał dosyć słuchania obraźliwych komentarzy rzucanych przez część klanu (oni wszyscy byli przerażeni, tak bardzo bali się, że ktoś może powtórzyć haniebny czyn Orzechowego Zmierzchu, więc postanowili pozbyć się niebezpieczeństwa w najbardziej niepozorny sposób), patrzenia, jak przez jego błędy cierpią inni, wściekłych spojrzeń rzucanych w stronę Orzeszki przez Zboże i przede wszystkim Kurki, którego każde słowo było przesycone jadem.
Przecież mógł tak łatwo się ich wszystkich pozbyć…
Serce podeszło mu do gardła. Mogłaby nastać cisza… Potrząsnął głową, czując, jak zbiera mu się na wymioty. Nikt niczego by od niego nie wymagał… Zrobił krok w tył. Nie musiałby kochać, bo miłość była niczym więcej niż piękną różą posiadającą tysiące cierni, powoli przeżerających jego duszę… Drugi krok. Mógłby być wolny. Odwrócił się na pięcie i wybiegł z obozu.
Pędził na oślep, nie zważając na szarpiące jego skórę gałęzie. Nie mógł złapać oddechu, nie mógł zebrać myśli. Wiedział tylko jedno – nie chciał się zatrzymywać. Chciał uciec od Klanu Nocy, od swojej rodziny i przede wszystkim od siebie. Łzy wypełniły jego oczy.
Był potworem.

Nagle poczuł, jak jego łapa zahacza o wystający korzeń. Z hukiem runął na ziemię i przetoczył się, lądując w rzece. Przez chwilę leżał bez ruchu, dysząc ciężko. Uchyliwszy powieki, zadrżał z obrzydzeniem. Widział odbicie siebie – zmarnowanego, zniszczonego kota, którym nigdy nie miał się stać.
Był przerażony każdym nadchodzącym dniem. Bał się ucieczki i pozostawienia rodziny. Bał się zostać w Klanie, gdzie każda chwila wiązała się z cierpieniem.
Najstraszniejsze jednak było to, że głos w jego głowie nie należał do niego.
 
*** 

Ciche cykanie świerszczy niosło się po obozie Klanu Nocy. Jabłkowa Bryza siedział przed legowiskiem wojowników z ogonem owiniętym wokół łap.
Wszystko wydawało się takie spokojne
– Koszmar? – mruknęła Orzeszka, przysuwając się do niego. Point westchnął cicho.
Stokrotki. Powinien przynieść jej stokrotki.
– Można tak powiedzieć – zgodził się, podnosząc wzrok na gwiazdy. Czuł, jak partnerka siada obok i wtula się w jego bok. Jabłuszko przełknął ślinę, a koniuszek jego ogona zadrżał nerwowo. – Orzeszko, ja…
Nie mów.
Głos w jego głowie brzmiał nadzwyczaj głośno i wyraźnie. Liliowy zatrzymał się w pół zdania i zastrzygł uszami ze zdziwieniem.
Skrzywdzi jak wszyscy. Zabije. Zrani. Nie zrozumie.
– Czy coś się stało? – szepnęła troskliwie Orzeszka, a wojownik potrząsnął głową, jednocześnie chcąc uspokoić kotkę i swoje krzyczące myśli. Nie mógł jej powiedzieć o głosie, nie mógł się zdradzić. Pytanie szylkretowej nagle wydało mu się jakimś okrutnym żartem. Pytała, czy coś się stało, gdy jedno z ich dzieci okazało się morderczynią, drugie zasmakowało krwi, większość Klanu Nocy ich nienawidziła, a on każdego dnia obawiał się o swoje życie. Jakiej odpowiedzi oczekiwała?!
– Ja… Chciałbym, żebyś poznała mojego ojca – wyrzucił z siebie i rozglądnął się ze strachem. – Żebyś w razie czego miała gdzie uciec – wyjaśnił, zniżając ton głosu. – Tak bardzo się boję... – wyznał, kuląc się. – Błagam, obiecaj mi, że gdyby coś się działo, odejdziesz jak najdalej stąd, nie zważając na mnie – zażądał, ignorując wrzask sprzeciwu w jego głowie.
Nigdy nie chodziło o liczenie się z jego uczuciami, zawsze ważniejsze było czynienie tego szeroko pojętego dobra.
Jabłkowa Bryza zamierzał to robić, póki miał jeszcze szanse podjęcia jakiegokolwiek świadomego wyboru.

< Orzeszko? >

29 kwietnia 2021

Od Orzechowego Zmierzchu CD. Jabłkowej Bryzy

- Proszę. - miauknął nieśmiało, kładąc kilka stokrotek przed leżącą kotką.
- Dziękuję. Są śliczne! - wymruczała spoglądając z dołu na pointa. Chwyciła jeden z kwiatów pomiędzy pazury, aby włożyć go sobie za ucho, ale nie dosięgła - Pomożesz?
Kocurek posłusznie odebrał od niej roślinkę i wpiął za ucho, a ona chwyciła resztę i wplątała w futro na szyi. Po chwili namysłu dała też jedną liliowemu, który z przyjaznym pomrukiem wsadził stokrotkę w sierść.

***

Szylkretową obudził Jabłkowa Bryza, wiercący się na posłaniu. Jęknęła cicho, czując jak przypadkowo wbił jej łapę w brzuch.
- Co się dzieje? - zapytała szeptem, nie chcąc obudzić innych wojowników. Point otworzył oczy, w których błyszczały iskierki strachu.
- Miałem k-koszmar...
- Ćśśś, spokojnie. - miauknęła cicho, liżąc go pocieszająco po policzku. Przysunęła się bliżej, mrucząc przy tym. Tak jak on ją ostatnio pocieszał, teraz kotka musiała przejąć tą rolę. Podniosła nieco łapy, aby leżeć wygodniej.
- N-nie idź! - wyszeptał piskliwie, chyba inaczej odbierając ruch Orzechowego Zmierzchu.
- Nigdzie nie idę - zapewniła go miękko - Nie zostawię cię.
- M-mama też tak mówiła. - wyznał nieco płaczliwie - A-ale ty nią nie jesteś... - dopowiedział szybko.
- Masz rację - odparła z głosem przepełnionym nagłą troską - Wiem, że nie zastąpię ci Rzecznej Bryzy. Ale chcę żebyś wiedział, że z każdym problemem i koszmarem możesz do mnie przyjść.
“Jakbyśmy teraz mieli ich mało...” - przemknęło jej szybko przez myśli.

<Jabłuszko?>

28 kwietnia 2021

Od Jabłkowej Bryzy CD. Orzechowego Zmierzchu

Jabłkowa Bryza w tym wszystkim czuł się niebywale samotny. Ciężar tajemnicy, ciężar przestępstwa, które popełnili – w końcu przyzwolenie na przemoc czyniło wojownika współwinnym – przytłaczały go, niczym burzowe chmury zasłaniały słońce, zatapiając świat w nieprzeniknionej ciemności.
– Orzeszko? – wymamrotał niewyraźnie ze wzrokiem wbitym w ziemię. Kotka była jedyną osobą, z którą mógł porozmawiać, jedyną, z którą dzielił ciężar tego okrutnego sekretu. – Ja… Potrzebuję pomocy – wydukał. Orzechowy Zmierzch zastrzygła z niepokojem uszami. – Potrzebuję wiedzieć, że wciąż tu jesteś. Ze mną.
– Jestem tu – wymruczała, ocierając się o jego bok. – Zawsze będę.
Ich spojrzenia spotkały się. Point zadrżał pod wpływem nieznanej mu emocji, jednak nie spuścił wzroku. Chciał poczuć, że Orzechowy Zmierzch wciąż z nim była, chciał doświadczać tego w każdy możliwy sposób. Pragnął wiedzieć, co myślała, gdy jej otarła się o niego, gdy zmierzwiła jego futro, jednak nie w ten zwyczajny, przyjacielski sposób – to było coś nowego, innego. Zamruczał cicho, mrużąc oczy. Byli tacy samotni, odizolowani w tajemnicy, której ciężar musieli razem nieść. Potrzebowali chociaż jeszcze ten jeden raz dać ponieść się emocjom, zapomnieć o calutkim świecie.
Jak dobrze, że w tamtej chwili byli tylko we dwoje.

***

Jabłkowa Bryza kwitł.
Słodkie słówka, nieśmiałe spojrzenia wywoływały w nim nieznane uczucia, które chciał poznawać i doświadczać. Orzechowy Zmierzch była dla niego niczym księżyc, oświetlający drogę w ciemną noc.
Jednak… Jednak coś wciąż było nie tak, jak powinno. Być może chodziło o świadomość, że próbuje okłamać samego siebie, zapomnieć, że morderstwo miało miejsce. Być może chodziło o spojrzenia rzucane mu przez Kurkę, poczucie, że go zawiódł, zdradził. Być może chodziło o strach przed porzuceniem przez Orzechowy Zmierzch, gdy tylko wszystko się ułoży, gdy nie będzie go już potrzebować.
Wobec tego wojownik nie wyznał swoich uczuć głośno. W zamian co wieczór przynosił kotce stokrotki.

< Orzeszko? >

Od Orzechowego Zmierzchu CD. Jabłkowej Bryzy

- Porozmawiamy o tym rano. - zaproponował cicho, a calico odwróciła głowę. Z jakiegoś powodu uraziło ją to, ale nie wiedziała czemu. Nie próbowała nawet zamknąć oczu, wiedziała co tam spotka. Resztę nocy przeleżała, gapiąc się w gwiazdy na bezchmurnym niebie.
***
- To co ci się wczoraj śniło? - zapytał miękko. Nie wiedziała, czy robi to z własnych chęci czy nie, ale była mu za to wdzięczna.
- Byłam w jaskini, razem z mamą. Rozmawiałyśmy, a p-potem... Zaczęła dziwnie mówić. I-i dalej już wiesz...
Point przylgnął do jej boku, a ona odwzajemniła uścisk, mrucząc cicho. Zawsze udawało mu się ją pocieszyć. Może czasem nie na długo, ale jednak.
- Choć coś zjeść. - miauknęła. Podeszli do stosu; każdy wybrał sobie co innego. Orzechowy Zmierzch usiadła przed legowiskiem, biorąc do pyska małą srokę. Kocur dołączył do niej, trzymając w zębach mysz. Szybko pochłonęła swój posiłek, prawie dostając przy tym czkawki. Nawet nie umyła sobie zmierzwionego futra, była zbyt... Smutna? Niespokojna? Zdenerwowana? Nawet sama nie wiedziała. Tak po prostu. Przyjęła wygodniejszą pozycję, podwijając tylne łapy pod siebie. Wzrok wbiła w słońce. Jego promienie raziły w oczy, przy okazji grzejąc w pysk. Liliowy też wydawała się jakiś nieswój, a w dodatku poderwał się z miejsca i zaczął nerwowo machać ogonem.
- Co ci? - zapytała, zdecydowana przerwać ciszę. Wojownik skierował na nią wzrok, stając przed kotką.
- Masz ochotę przejść się do lasu? - zaproponował.
Normalnie palnęła by czymś w stylu “Tez masz ochotę kogoś zabić?”, ale dziś już nie chciał ryzykować; atmosfera i tak już była nieco napiętą. Skinęła więc tylko łbem, wstając z nagrzanej ziemi. Gdy wychodzili poza obóz, ruchem głowy powitała stróżującego Jesiotrową Łuskę. Po chwili przyspieszyła, doganiając wysuniętego na przód pointa. Ptaki świergotały, a pora zielonych liści zbliżała się wielkimi krokami. Robiło się coraz cieplej, a zwierzyna jeszcze częściej wychodziła ze swoich kryjówek.

<Jabłkowa Bryzo?>

25 kwietnia 2021

Od Jabłkowej Bryzy CD. Orzechowego Zmierzchu

Jabłkowa Bryza śnił o kwiatach.
Delikatny wiaterek kołysał fioletowymi wrzosami, które wydawały się tańczyć. Było cicho, niepokojąco cicho - nie słychać było świergotu ptaków ani szumu rzeki. Liliowy pierwszy raz od dawna wiedział, że żadne przyziemne problemy nie zdołają zmącić spokoju. Pragnął biec przed siebie, czuć wrzosy zaczepiające się o jego futro i nie myśleć o Orzeszce, Kurce, czy też tamtym kremowym wojowniku Klanu Klifu, którego ciało znajdowało się zakopane w okolicach Orlego Drzewa. Chciał być wolny.
Zrobił krok i zawył z bólu.
Różane kolce wbijały się w jego łapy, przebijając skórę. Czerwona krew pokryła część białych, zwiędłych płatków. Jabłkowa Bryza z wykrzywionym w grymasie cierpienia pyskiem pochylił głowę i jęknął z przerażeniem. Kolczaste pnącza pokrywały całe podłoże, wijąc się i drżąc w porywach wiatru.
Jednak coś w tych pięknych, niebezpiecznych kwiatach przywoływało go.
Być może to ich śliczny zapach, który nagle wypełnił powietrze. Być może to przekonanie, że za kolczastą ścieżką kryje się coś więcej, coś wspaniałego, coś, co przyniesie mu spokój ducha.
Nieważne dlaczego, Jabłkowa Bryza zrobił kolejny krok.
- Jabłuszko! - cichy pisk wdarł się do świadomości wojownika, wyrywając go ze snu. Niechętnie uchylił powieki, spoglądając na zwiniętą u jego boku Orzechowy Zmierzch. Pragnął wrócić do wrzosów i róż jeszcze choćby na chwilę, chciał poczuć ich przyjemną woń, nawet jeśli oznaczało to stąpanie po kolcach. - M-mama chce mnie... z-zabić! - szepnęła kotka, a point zamrugał, próbując pozbyć się resztek senności.
W tamtym momencie przypomniał sobie wydarzenia poprzedniego dnia.
Zakrwawione ciało wojownika Klanu Klifu. Spanikowana Orzechowy Zmierzch. Jego decyzja o pomocy w ukryciu ciała.
- Orzeszko… Wrzosowa Polana nigdy by cię nie skrzywdziła - wymruczał, pocieszająco trącając kotkę. - To był tylko sen.
- Ja… Ja nie jestem tego pewna - wydukała, wtulając się w jego bok. - Nie jestem już niczego pewna.
Point westchnął cicho, wbijając wzrok w ziemię. To, co zrobiła Orzechowy Zmierzch, nie było dobre. Nie miała prawa zabijać. Jednak… Jednak nie chciał widzieć jej cierpiącej. Próbował tłumaczyć sobie, że miała powód, próbował odpychać od siebie myśl, że osoba, którą darzył tyloma uczuciami, mogła zrobić coś tak złego.
- Porozmawiamy o tym rano - zaproponował cicho, kładąc głowę na łapach. Nie chciał o tym myśleć, nie teraz. Chciał wrócić do swoich spokojnych wrzosów i białych róż, chciał cofnąć się do momentu, gdy wszystko było dobrze, gdy Rzeczna Bryza żyła, gdy Orzeszka i Kurka byli szczęśliwi.
Jednak od razu po zmrużeniu powiek, przed oczami pojawił mu się obraz zakrwawionego ciała. Tym razem nie należało ono do wojownika Klanu Klifu - to był rozszarpany przez psa korpus Rzecznej Bryzy. Point zadrżał, zaciskając zęby.
Nigdy nie uda mu się pozbyć koszmaru, jakim była śmierć matki.
Jabłkowa Bryza wiedział, że żadne z nich tej nocy już nie zasnęło.

< Orzeszko? >

17 kwietnia 2021

Od Orzechowego Zmierzchu CD Jabłkowej Bryzy

- Bo dla innych nic nie może się zmienić. 
Jęknęła cichutko, jeszcze bardziej przyciskając się do boku pointa. Nie chciała, aby ktoś się o tym dowiedział. Wolała nie myśleć, co by się stało, gdyby ktoś z Klanu Klifu zobaczył cokolwiek. Nie była też już taka pewna swojego czynu, czy na pewno było to jej potrzebne... 
 
Wzdrygnęła się. Miała wrażenie, że wszystkie koty w obozie dziwnie na nią patrzą, jakby wiedząc o zbrodni, którą popełniła. Na miękkich łapach podeszła do stosu ze zwierzyną i odrzuciła tam upolowaną sikorkę. Kocur poszedł jej śladem, odkładając małą nornicę. Prawie biegiem odeszła w stronę legowiska, cały czas rozglądając się niepewnie. Usiadła z dala od innych, myjąc łapy z - niewidocznych - śladów krwi. Rozcięcie na pysku strasznie piekło, podobnie jak obtarte udo. 
- Nie martw się. - mruknął szeptem Jabłkowa Bryza, pojawiając się u jej boku. Liznął ją delikatnie za uchem, próbując dodać kotce pewności siebie. Jednak wiedziała, że ten spokój to tylko pozory - w środku musiał być równie przestraszony co ona. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się z jego strony tak gwałtownej reakcji. Od początku była pewna, że nie będzie podzielać jej zadania, ale że aż tak... 
- Śmierdzicie jak lisie łajno! - zawołała złośliwie Krucze Futro, przechodząc obok wojowników - Co żeście odwalili? - dodała ze śmiechem w głosie. 
- Mieliśmy mały wypadek, nic Ci do tego! - mruknęła z narastającą wściekłością Orzechowy Zmierzch, bijąc ogonem o ziemię.  
- Chyba śmierdzący wypadek! - zaczęła się z nią przedrzeźniać - Możecie sobie pomarzyć o spaniu obok mnie! A tak poza tym, idę opowiedzieć Sowie o waszej głupocie. Na pewno się uśmieje! - zripostowała czarna, odchodząc w stronę legowiska uczniów. Siedząca prychnęła ze złością; miała dosyć żółtookiej wojowniczki i jej głupich pomysłów. Zauważyła, że kotka uczepiła się Niezapominajkowej Łapy, a od jej siostry usłyszała, że czarni są parą. Na tą wieść prawie że spanikowała, nie wierzyła w to co powiedziała bura. Musiała kłamać, nie widziała przyszłości brata z ta okropną zgderą. Sam van też nie wydawał się zadowolony z jej towarzystwa, wręcz przeciwnie. 
- Idę do medyków. - poinformowała szylkretowa, a kocur skinął głową. Powoli podniosła się z ziemi, na chwiejnych łapach ruszając w stronę uzdrowicieli. 
 
- Nie zrobiłaś dobrze. On był niewinny. Sprawię, że klan się dowie o twojej zbrodni. Nie ujdzie ci to na sucho... - syczała Wrzosowa Polana. Szylkretowa chciała uciec, ale natknęła się tylko na zimną ścianę jaskini - Och kochanie, stąd nie ma ucieczki. Zaraz zakończę twoje cierpienia, tak samo jak klan zakończy je na ziemi! 
Obudziła się z cichym krzykiem. Znowu naszły ją wątpliwości, czy aby na pewno zrobiła dobrze. 
Niestety wiedziała, że dzisiaj już nie zaśnie. Nie po tym. Bała się zmrużyć oczy, obraz wściekłej mamy zawsze wtedy powracał. 
- Jabłuszko! - pisnęła cichutko, a liliowy niechętnie otworzył oczy – M-mama chce mnie... z-zabić! 

< Jabłkowa Bryzo?> 

14 kwietnia 2021

Od Jabłkowej Bryzy CD. Orzechowego Zmierzchu

Jabłkowa Bryza żałował wielu rzeczy. Żałował, że pozwolił Orzechowemu Zmierzchowi odbiec podczas ich spaceru na pole bitwy. Żałował, że nie zmusił jej do powrotu do obozu. Jednak przede wszystkim żałował tego, jaki był słaby.
To, co się działo, było niczym powrót do najgorszego koszmaru.
Bał się ruszyć. Galopujące serce podeszło mu do gardła. Miał ochotę zwymiotować, uciekać, krzyczeć - cokolwiek, byle nie czuć tego obrzydliwego smrodu krwi. Mroczki zatańczyły mu przed oczami; zatoczył się, upadając na miękki mech.
- Jabłkowa Bryzo? - rozpaczliwy krzyk Orzechowego Zmierzchu wyrwał go z letargu. Stała na środku polany, a jej futro lśniło w czerwonawych odcieniach. Point wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Ona… Ona nie mogła tego zrobić. Nie miała prawa. Wzdrygnął się, wydając z siebie głośny jęk. Tak bardzo chciał móc zaprzeczyć temu, co właśnie widział.
Wielki Klanie Gwiazdy, czemu?!
- Z-zabiłaś go - wydukał, dygocąc na całym ciele. Kotka odwróciła, wbijając w niego zaskoczone spojrzenie.
- Zamordował Wrzosową Polanę - odpowiedziała, a jej oczy zabłysły nieznanym mu dotąd płomieniem. Nie żałowała. Ba, była zadowolona! - Jabłuszko, błagam, pomóż mi - jęknęła, zbliżając się do kocura, który automatycznie odskoczył. Szylkretowa otworzyła pysk ze zdziwieniem, wyraźnie nie spodziewając się reakcji przyjaciela. - Patrol Klanu Klifu może być niedaleko - stwierdziła. - Proszę - szepnęła.
Jabłkowa Bryza wpatrywał się w nią z żalem. Nie chciał wierzyć, że Orzechowy Zmierzch mogła zabić niewinnego kota. Tak bardzo chciał zrozumieć jej powody… Wiedział, że cierpiała, ale czy to usprawiedliwiało morderstwo? Być może… Być może wcale nie zamierzała uśmiercić wojownika i zrobiła to w samoobronie! Point czuł, że próbuje okłamać samego siebie.
Mimo wszystko lepiej żyć wśród pięknych kłamstw niż brzydkiej prawdy.
- J-jak mogę ci pomóc? - wydukał, podnosząc się na chwiejnych łapach. Szylkretowa wpatrywała się w niego nierozumiejącym spojrzeniem. Jabłkowa Bryza dopiero zdał sobie sprawę, jak była rozdygotana. - M-musimy… Musimy jakoś zakamuflować twój zapach - stwierdził, czując zawroty głowy.
W co on właśnie się wplątał?!
- Nie mogą się dowiedzieć - jęknęła Orzechowy Zmierzch, z przerażeniem rozglądając się dookoła. Jabłkowa Bryza kiwnął głową na znak zgody.
- Nie dowiedzą się - potwierdził cicho, po czym ponownie rzucił spojrzenie w stronę ciała martwego wojownika. Poczuł, jak gorzka żółć podchodzi mu do gardła. Potrząsnął głową, zaciskając powieki. Musiał pozostać przytomny, nie mógł spanikować. Wiedział, że szylkretowa kotka wpatruje się w niego wyczekująco. Ufała mu. Wziął głęboki oddech, próbując oczyścić umysł. - Będę… będę potrzebować czegoś o silnym zapachu - stwierdził po chwili milczenia. Orzechowy Zmierzch kiwnęła głową, wbijając spojrzenie w ziemię. - Na przykład lisich odchodów.
Wojowniczka natychmiast wbiła w niego obrzydzone spojrzenie, wzdrygając się.
- Co? - jęknęła, a point syknął cicho.
- Nie mamy wyboru - oznajmił. - Już nie ma jak się wycofać.

***

Jabłkowa Bryza miał wrażenie, jakby wydarzenia tego dnia były koszmarem, z którego nie można się obudzić.
Jedyną rzeczą, która pozwalała mu poczuć, że wciąż przynależy do świata żywych, była przyciśnięta do jego boku Orzechowy Zmierzch. W milczeniu przemierzali dzielącą ich od obozu odległość. Jabłkowa Bryza wiedział jednak, że tak naprawdę żadne z nich nie ma ochoty wracać. Zdawał sobie sprawę, że nie udało mu się pozbyć smrodu lisich odchodów, a między pazurami szylkretowej wciąż znajdowały się kawałki wyrwanego, kremowego futra.
- Jabłuszko? - wymamrotała Orzeszka, rzucając w jego stronę niepewne spojrzenie. Point odwrócił się, mrużąc oczy. - Nikt nie może się dowiedzieć - wyszeptała, a liliowy pokiwał głową.
- Nikt się nie dowie - potwierdził. - A przynajmniej nie ode mnie - mruknął i pocieszająco dotknął nosem jej policzka. - Musimy… Musimy zachowywać się normalnie - stwierdził, wbijając wzrok w horyzont. - Przyniesiemy naszą zwierzynę. Będziemy chodzić na patrole. Będziemy… Będziemy spędzać ze sobą czas - westchnął. - Bo dla innych nic nie może się zmienić.
Pozostało mieć nadzieję, że smród lisów zakryje woń krwi i wojowników Klanu Nocy, a zakopane w korzeniach Orlego Drzewa ciało Miodowej Chmury pozostanie nieodnalezione.

< Orzeszko? >

12 kwietnia 2021

Od Orzechowego Zmierzchu CD Jabłkowej Bryzy

Biegła. Miała w nosie opinię Jesionowej Gwiazdy, czy ją jakoś ukaże. Musiała się urwać ze zgromadzenia, nie miała ochoty przebywać w towarzystwie Malinowego Pląsu, rzucającej kamieniami samotniczki i tej wkurzającej szylkretki, prawdopodobnie z Klanu Burzy. Słyszała za sobą wołanie Jabłkowej Bryzy. Czemu, na Gwiezdnych,  point musiał za nią biec? Chciała pobyć sama, mieć chwilę spokoju. Jej łapy rytmicznie uderzały o ziemię, rozchlapując topniejący śnieg. Po dłuższym biegu zatrzymała się przy rzece, niedaleko granicy. Wydała z siebie pełen wściekłości, żałosny wrzask. W tafli wody ujrzała swoje rozmyte odbicie.
Naszła ją ochota...
- ''Nie!'' - pomyślała. Nie teraz. Może później. Czuła się obserwowana, ale nic sobie z tego nie robiła. Usiadła na mokrej ziemi, wcześniej odgarniając śnieg. Oczy cały czas wypełniała jej wściekłość, ale poniekąd też ból. Słowa córki lidera mocno ją uraziły, przecież nie robiła nic złego...  
Z cichym szelestem z krzaków wyszedł Jabłkowa Bryza. Przytruchtał do szylkretki, a na jego pysku malowało się przerażenie.
- Czy ty...
- Nie - odparła szybko, spuszczając wzrok. Czy przyjaciel aż tak się o nią martwił? - Po prostu mam dość zgromadzenia... - jęknęła.
Usadowił się obok. 
- To przez Malinowy Pląs? - zapytał z troską.
 - Poniekąd. Potem jeszcze jakaś samotniczka rzucała mnie kamieniami! - odparła ze złością.
- Ja jej już pokażę! 
Nie wiedziała czy on tak na serio, ale uśmiechnęła się odrobinę. Chciał ją chronić.
- I przyszła jeszcze taka jedna burzaczka mi po ogonie deptać, ale już po mordzie dostała! - miauknęła przekonująco. 
Buchnęli cichym chichotem, w już zdecydowanie lepszych nastrojach.

***

Obudziła się z dziwną chęcią pobiegania po lesie. Wstała, rozprostowując zdrętwiałe łapy. Wyszła na zewnątrz, uważając na ogony innych klanowiczów. Dopiero świtało, a poranny patrol szykował się do wyruszenia. Niemrawo skinęła głową na powitanie Jesiotrowej Łusce, który kierował się w stronę żłobka. Zapewne chciał zobaczyć swoją córkę - Żabkę. Kurkowa Łapa chyba polubił się z nią, ale nie mieszała się w sprawy brata - tak jak on w jej. Powoli podeszła do stosu ze zwierzyną, aby zastać prawie całkowitą pustkę. Widocznie wczoraj na patrolu łowieckim złapali dużo. Z westchnieniem zawróciła, siadając przed legowiskien. Umyła sobie prawy bok, gdy zauważyła Jesionową Gwiazdę, Poderwała się z ziemi chcąc zapytać o pozwolenie na prawdopodobnie całodzienne wyjście. Może miał dla niej inne zajęcia? 
- Wujku! - zawołała, podbiegając do pręgowanego - Czy mogę dziś z Jabłkową Bryzą wyjść do lasu na dłużej? - zapytała, robiąc pełne nadziei oczka.
Czekoladowy spojrzał na nią, otwierając pysk.
- Dobrze. Miałem co prawda wysyłać się na patrol łowiecki, ale tym razem odpuszczę. Tylko proszę, złapcie coś w drodze powrotnej.
- Jasne. Dziękuję, Jesionowa Gwiazdo! - podziękowała, uśmiechając się szeroko. Odbiegła na swoje poprzednie miejsce, ponawiając mycie. Wojownicy zaczęli wychodzić na zewnątrz, a Zbożowy Kłos zbierała koty na polowanie. Patrol już sobie poszedł, ale i tak w obozie zrobiło się tłoczniej. Pośród innych zauważyła także Jabłkową Bryzę. Point też ją zobaczył, kłusując w jej stronę.
- Jak się czujesz? - zapytał, sadowiąc się obok.
- Dobrze... - zamruczała, a promienie wschodzącego słońca padły na jej uśmiechnięty pysk. Ponure nastroje przychodziły już rzadziej, nie myślała też tak o samobójstwie - Poszedłbyś dzisiaj ze mną do lasu?
- Chętnie! - odparł, z utęsknieniem spoglądając na stos jedzenia - Ale chyba sami musimy sobie złapać śniadanie. To idziemy?
Szylkretka skinęła głową. Po chwili sprawnie przeprawili się przez rzekę, wchodząc pomiędzy drzewa.
- Kto pierwszy coś złapie, ten wygrywa! - zawołała i oboje zaczęli tropić.

- Pierwszy! - rozległ się głos, a Orzechowy Zmierzch podniosła się z ziemi. Właśnie miała naskoczyć na mysz, ale najwidoczniej przyjaciel był szybszy. Wyłonił się z pomiędzy krzaków, niosąc pysku wróbla.
- Wygrałeeeeeeś! - zawyła z udawaną złością, i po chwili cichu zachichotała - Widocznie muszę popracować jeszcze nad szybkością!
Liliowy usiadł i zaczął jeść w swój posiłek, a ona wróciła do polowania. Po chwili wróciła z małą wiewiórką zębach.

Gdy zjedli ruszyli dalej.
- Berek! - krzyknęła do kocura, wybiegając do przodu. Słyszała jego kroki za sobą, ale miała przewagę - jej długie łapy pomagały biec na czele. Przez dłuższy czas śmigali między drzewami, gdy vanka wypada na polanę. Jabłkowa Bryza dołączył do niej, idąc już obok. Tym razem szli spokojnie, a niebo zaczęło się chmurzyć.

Stanęła. Dotarli aż do miejsca gdzie odbyła się bitwa. Straszne obrazy uderzyły w nią z siłą potwora, zmuszając do przymknięcia powiek. Chwiejnie podeszła bliżej  gapiąc się w ziemię. W oddali rozległ się grzmot, a z nieba spadły pierwsze krople deszczu.
- Może wracajmy? - zaproponował kocur. Spiorunowała go wzrokiem, i zaraz pożałowała.
- Sorki... - mruknęła prawie bezgłośnie, ruszając dalej. Pozwoliła łapom samym się nieść, nie chciała wracać. Nie teraz. Po dłuższym marszu znaleźli się przy granicy. Wyczuwało się świeży zapach klifiaków, jednak coś jej nie pasowało. Za dobrze kojarzyła ten konkretny. I wtedy zrozumiała.
To on.
To on zabił Wrzosową Polanę. Była tego prawie pewna. Taka sama woń unosiła się nad jej ciałem, zapamiętała to wręcz idealnie. Wyraz jej oczu natychmiast się zmienił; z obojętnych na przepełnione wściekłością.
Nie mogła tak tego zostawić. Skradając się podeszła bliżej, niemal bezgłośnie przekraczających granicę. Schowała się w krzakach, sycząc cicho. Kremowy kocur zaczął rozglądać się, odwracając tyłem do nocniczki. Oczywiście musiała to wykorzystać, naskakujący na grzbiet. Krzyknął głucho, gdy wbiła pazury w jego skórę. Udało się mu zrzucić ją z siebie; stali naprzeciwko, rzucając wściekłymi spojrzeniami.
- Poddaj się! Jesteś na moim terytorium, nie możesz atakować!
- Orzechowy Zmierzch nigdy się nie poddaje! Zabiłeś mi matkę, muszę się zemścić! - wrzasnęła zaciekle.
- Miodowa Chmura nie da się pokonać!
I tak zaczęła się walka. Rzucili się do przodu, ukazując kły. Szylkretowa wściekle drapała kocura po pysku, który teraz jej się odwdzięczył, wgryzając w jej udo. Bez problemu przygniótł ją do ziemi, prawie pozbawiając oddechu. Wcześniej była na niego zła, ale teraz wypełniało ją czyste przerażenie. Był dużo starszy i silniejszy od niej, nie było szans, aby go pokonała. Ale nie poddała się. Dla mamy. Zrobi to. Da radę! Postanowiła użyć podstępu. Rozluźniła mięśnie, udając pokonaną. Kremowy z wyrazem triumfu na pysku szykował się do ostatecznego ciosu, aby ją przegonić. Gdy jego szczęki zbliżyły się wystarczająco blisko szyi czekoladowej, zebrała całą swoją energię i wystrzeliła w górę. Wykorzystując zaskoczenie przeciwnika nagryzła kocura w szyję, by padł na ziemię. Jego świszczący oddech dudnił w uszach, przyprawiając o dreszcze. Próbował się podnieść, co w końcu zrobił. Zbierają się w sobie podeszła bliżej, aby popełnić pierwsze w swoim życiu morderstwo. Próbował się bronić, drapiąc ją po oczach. Ale ona się nie dała. Ponownie rzuciła się na wojownika, tym razem rolę się odwróciły. Z każdą chwilą słabł, krwawiąc z rozciętej szyi. Dysząc, padł na ziemię. Teraz miała szansę. Zacięcie rozszarpała gardło cętkowanego, kończąc tym samym jego życie. Oczywiście była zadowolona z pomieszczenia śmierci matki, ale poczucie niepewności zakłócało jej triumf. Po chwili już wiedziała, o co chodzi.
Przecież niedaleko mógł być patrol Klani Klifu!
- Jabłkowa Bryzo? - zawołała rozpaczliwie.


<Jabłko? Hihi>

4 pkt

07 kwietnia 2021

Od Jabłkowej Bryzy CD Orzechowego Zmierzchu

Jabłkową Bryzę obudziło zimno.
W pierwszej chwili nie wiedział, co dokładnie się zmieniło. Legowisko wojowników wyglądało tak samo, jak wtedy, kiedy zasypiał. Poruszył się niespokojnie, rozglądając się. Bok leżącego nieopodal Zbożowego Pola unosił się rytmicznie, sygnalizując, że kocur śpi. Na pysku pointa pojawił się zaspany uśmiech. Wyraźnie nagła pobudka została spowodowana tylko i wyłącznie jego przewrażliwieniem. Ziewnął, mając zamiar ponownie udać się na spoczynek. Rzucił ostatnie, senne spojrzenie na legowisko Orzechowego Zmierzchu i…
Zauważył, że kotki tam nie było.
Poderwał się, wbijając pełne niepokoju spojrzenie na posłanie. Czy wojowniczka uciekła? Czy coś się stało? Co, jeśli… co jeśli postanowiła zrobić coś głupiego i nieodpowiedzialnego, przed czym Jabłkowa Bryza nie zdołał jej powstrzymać? Point pokręcił szybko głową, próbując uspokoić przyśpieszony oddech. Przecież… przecież na pewno po prostu wyszła na spacer, prawda? Sam często wymykał się nocami z obozu, więc był ostatnią osobą, która mogła kogokolwiek pouczać.
Jednak... czy nie powinien chociaż sprawdzić, gdzie poszła?
Ze zdenerwowaniem przeciął ogonem powietrze. Jeśli rzeczywiście nic się nie działo, a on zacząłby śledzić przyjaciółkę, prawdopodobnie zostałby źle odebrany. Z drugiej strony… jeśli jego przeczucia okazałyby się prawdziwe… Wzdrygnął się na tę myśl. Nie chciał stracić Orzechowego Zmierzchu. Potrzebował jej.
Podjął decyzję. Wolał, aby kotka była na niego zła, ale żywa.
Próbując nie wydać z siebie dźwięku, zaczął skradać się w stronę wyjścia. Nie chciał zostać zaczepiony przez któregoś z obecnych tu wojowników, głównie ze względu na to, że jego częste wycieczki prawdopodobnie stawały się już podejrzane.
Nagle zauważył szylkretową kotkę wślizgującą się do legowiska. Westchnął z ulgą, czując, jak kamień spada mu z serce. Była bezpieczna.
- Orzechowy Zmie… - zaczął, lecz przerwał, widząc przerażenie, które pojawiło się na pysku kotki, gdy go zobaczyła. Przez chwilę stał bez ruchu, zszokowany. Czyżby miał rację? Czyżby wojowniczka naprawdę chciała to zrobić? - Kochanie, co się stało? - wyszeptał, podchodząc. Wyższa położyła uszy, ze wbijając wzrok w ziemię.
- Jestem zmęczona - stwierdziła cicho, ocierając się o kocura. Point delikatnie pokiwał głową, czule liżąc szylkretową po pysku.
- Jeśli chcesz, dzisiaj możesz spać obok mnie - zaproponował nieśmiało, przestępując z łapy na łapę. Kotka spojrzała na niego zszokowana, po czym wydała z siebie pomruk zgody. Liliowy oparł się o bok szylkretowej, powoli prowadząc ją do swojego posłania. Wiedział, że nie potrzebowała eskorty, jednak… cóż, potrzebował poczuć jej obecność.
- Dobranoc - wymamrotała kotka, zwijając się w kłębek. Jabłkowa Bryza zamruczał głośno, kładąc się obok i wtulając głowę w jej bok.
Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie.

***

*zgromadzenie*

Odwrócił się, słysząc nadchodzącą kotkę. Wypełniła go radość - cieszył się, że będzie mógł spędzić zgromadzenie z kimś bliskim, kto nie będzie mu cały czas dokuczać, jak miała to w zwyczaju Malinowy Pląs. Orzeszko! - zawołał wesoło, wbijając spojrzenie w szylkretową. Jednak szybko struchlał, widząc grymas wściekłości na pysku kotki. - Czy coś się stało? - zapytał z zaskoczeniem, kładąc uszy.
Orzechowy Zmierzch nie odpowiedziała - zamiast tego rzuciła się biegiem przed siebie, potrącając przy tym mniejszego wojownika. Point zachwiał się, próbując odzyskać równowagę.
- Orzeszko! - powtórzył ze strachem, odwracając się na pięcie i podążając za kotką. Nie miał pojęcia, co mogło się stać. Czy dogryzanie Malinowego Pląsu aż tak wytrąciło młodszą z równowagi? Co zamierzała zrobić? Czemu uciekała? Co, jeśli postanowiła…
W tamtym momencie na Jabłkową Bryzę padł blady strach.
Bez namysłu wypadł z terenu, na którym odbywało się zgromadzenie i pognał za Orzechowym Zmierzchem. Musiał jej pomóc. Nie obchodziło go, co pomyśli Klan. Nie obchodziło go, czy Jesionowa Gwiazda postanowi ukarać ich za ucieczkę. Szylkretowa była dla niego ważniejsza niż jakiś głupi kodeks.
Mimowolnie wrócił myślami do tego, co mówiła Malinowy Pląs. Szczerze mówiąc, nie czuł się urażony stwierdzeniem, że „liżą się z Orzeszką”, jednak widział, jak mocno dotknęło ono młodszą kotkę. Czuł się poniekąd winny - być może jego nadwrażliwość i nadmierna opiekuńczość sprawiła, że część Klanu uważała ich za partnerów. Jednak troskliwość względem siebie nawzajem wynikała tylko i wyłącznie z przyjaźni, którą się darzyli. Point był pewny, że Orzechowy Zmierzch zgodziłaby się z tym stwierdzeniem. Przecież… Przecież nie żywili wobec siebie żadnych innych uczuć! Jego potrzeba opieki nad kotką nie była niczym więcej niż przyjacielską pomocą, prawda?
Prawda?
W tamtej chwili Jabłkowa Bryza zdał sobie sprawę, że już wcale nie jest pewien swoich uczuć.

< Orzeszko? >

2 pkt

24 marca 2021

Od Orzechowego Zmierzchu CD Jabłkowej Bryzy

- Przyniosłem ci coś do jedzenia. - wymruczał, ocierając się o szylkretkę. Wbiła w niego zmęczone spojrzenie, a point tak jakby... się zmniejszył. Skinęła głową, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Powoli wgryzła się piszczkę, a posmak krwi zagościł na jej języku. Zacisnęła powieki, czując zbierające się w oczach łzy. Miała tego dosyć, ta wojna nikomu nie była potrzebna. Gdyby nie to, Wrzosowa Polana by żyła. Byłaby przy niej, to nic, że czasem wkurzona. Nawet to sprawiało, że czuła się bezpiecznie. Przed oczami mignął jej obraz pola bitwy i leżąca na środku szylkretka. Poczuła pustkę, jedną wielką pustkę w jej sercu. Musiała to zaakceptować - już jej tu nie ma, i nigdy już nie będzie. Była na górze, zapewne patrząc teraz na nią. Na pewno nie była szczęśliwa, słysząc o jej... problemie. Nie chciała smucić matki, ale nie mogła nic na to poradzić. Chciała do niej dołączyć, być znowu szczęśliwa u jej boku. Wzięła ostatni kęs, a liliowy otulił ją ogonem.
- Mogę ci jeszcze jakoś... pomóc? - spytał.
- N-nie. - miauknęła cicho. Nie chciała nakładać na niego dodatkowych problemów, jej wyznania już i tak mocno bo przybiły. Wymusiła na sobie uśmiech, opierając się obok Jabłkowej Bryzy. Weszli do legowiska, kładąc się na swoich posłaniach. Po chwili oboje zasnęli, ale nie na długo.
***
Czy naprawdę teraz miał nadejść jej koniec? Czy robiła dobrze? Czy sama tego chciała?
Siedziała nad brzegiem rzeki, wpatrując się w taflę. W jej głowie kłębiło się mnóstwo pytań, ale na żadne nie znała odpowiedzi. Jednocześnie i chciała to zakończyć, i żyć dalej w lesie, będąc szczęśliwą. Łzy kapały spod jej powiek, wpadając do wody.
- Czemu to wszystko... - zaczęła, lecz przerwała, słysząc przyciszony głos.
Rozejrzała się, ale wokoło nikogo nie było.
- Tu jestem... - usłyszała, obracając głowę w stronę dźwięku.
Nad powierzchnią wody lewitowała rozmyta, co chwilę zanikająca, łaciata sylwetka.
- M-mama? - spytała z niedowierzaniem.
- Proszę, nie rób tego kochanie... - rzekła istota, nim znikła w otaczających wszystko ciemnościach. Mimo iż nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie, to i tak poczuła się... lepiej. Nadal było jej smutno, ale nie miała już takiej chęci do skoku. Po raz ostatni rzuciła spojrzenie w stronę błyszczącej tafli, i ruszyła w drogę powrotną. Musiała podjąć decyzję. Robić to czy nie? Po spotkaniu z - najprawdopodobniej - swoją matką nie wszystko wydawało się już jej takie oczywiste.
Możliwie najciszej weszła do legowiska. Nie chciała zbudzić reszty, a w szczególności Jabłkowej Bryzy. Ku jej przerażeniu, ujrzała lekko świecące w ciemności, niebieskie oczy.
<Jabłko?>

Od Jabłkowej Bryzy CD Orzechowego Zmierzchu

Nie miał kontroli. Życie wyślizgiwało mu się z łap. Ciężar całego świata nagle opadł na jego barki. Mógł to przewidzieć. Mógł. Widział, że coś się zmieniło. Widział, że nie było jak dawniej. Coś się zepsuło. Coś pękło.
– C–co? – wydukał, wbijając wzrok w Orzechowy Zmierzch. To nie mogło dziać się naprawdę. Nie mogła być szczera. – O–orzeszko, c–co ty mówisz?
Kiedy to wszystko aż tak się spieprzyło? Kiedy szylkretowa po raz pierwszy pomyślała o samobójstwie? Kiedy Jabłkowa Bryza stwierdził, że woli być ślepy na jej ból i nie zauważać, jak przyjaciółka tonie we własnych myślach?
– K–kochanie, proszę, nie rób głupstw – wymamrotał, zdając sobie sprawę, jak bardzo jego gardło było zaciśnięte. – B–błagam cię.
Oczy Orzechowego Zmierzchu były pełne bólu. Jabłkowa Bryza zdał sobie sprawę, że widział to już wcześniej, jednak (umyślnie bądź nie) zignorował to ciche proszenie o pomoc. Czemu musiał być takim egoistą?!
– O–orzeszko, błagam, n–nie zostawiaj mnie – poprosił, przyciągając do siebie przyjaciółkę. Potrzebował czuć jej obecność. Chciał być pewny, że wciąż tam była. Podświadomie zdawał sobie sprawę z tego, że pewna część życia właśnie się kończyła. – J–jeśli ty nie będziesz walczyć, ja będę – obiecał, przyciskając pysk do szyi przyjaciółki. Wszystko, co miało nadejść, nagle wydało się okropnie abstrakcyjne. Czy mógł liczyć na szczęśliwą przyszłość? Czy będzie mógł spokojnie zmrużyć oczy, nie martwiąc się tym, czy Orzechowy Zmierzch postanowi rzucić się pod koła potwora? Wcześniej wszystko było takie oczywiste, takie inne… A przynajmniej tak mu się wydawało. Właściwie... czy mógł być tego taki pewny? Przecież przez jego egoizm, przez idiotyczną potrzebę poczucia stabilności, nie zauważył (czy też – nie chciał zauważyć) problemów Orzeszki.
W tamtej chwili Jabłkowa Bryza zdał sobie sprawę, że nigdy nie miał kontroli.

***

Jabłkowa Bryza nie sądził, że cisza może ranić.
W gruncie rzeczy lubił spokój. Nikt nie przeszkadzał mu w rozmyślaniach, nikt nie wrzeszczał, nikt niczego od niego nie chciał.
Jednak w tamtej chwili cisza bolała.
Miał wrażenie, jakby małe robaki zamieszkały w jego piersi i przegryzały się przez mięso. Samotność kuła, szczypała, a point miał ochotę krzyczeć. Burza szalała w jego głowie. Słowa Orzechowego Zmierzchu dudniły mu w uszach. Myśli nie chciały odejść.
Przemykał między trawami, kryjąc się przed wścibskim wzrokiem członków Klanu Nocy. Nie miał ochoty – i siły – rozmawiać. Cisza była dla niego jednocześnie największą katorgą i zbawieniem.
Łapy same pokierowały go nad rzekę. Szczypiąca niczym tysiące żądeł zimna woda dawała ukojenie, uciszając szum natrętnych myśli. Zanurzony po pas Jabłkowa Bryza pustym wzrokiem wpatrywał się w ciemną toń. Niewyraźne odbicie odpowiedziało pełnym bólu skrzywieniem pyska.
– Jesteś żałosny – warknął wojownik, czując, jak własna skóra zaczyna go palić. Był taki ślepy, taki egoistyczny, taki głupi… Wrzasnął ze wściekłością, z całej siły uderzając łapą w taflę. Odbicie rzuciło mu ostatnie przygnębione spojrzenie i rozmyło się. Jabłkowa Bryza wydał z siebie głośny jęk. Przecież wszystko było dobrze… Przecież byli szczęśliwi… Czyż nie?
Czemu to wszystko musiało być takie skomplikowane?
– Czemu pozwoliliście na tę bitwę? – wycharczał, wbijając wściekłe spojrzenie w zachmurzone niebo. Cholerny Klan Gwiazd, idealizowany i wychwalany, a taki bezduszny. Point ze złością zarył pazurami w mule, po czym zaśmiał się sucho.
Klan Gwiazd był całkowicie bezużyteczny.

***

Jabłkowa Bryza wcale nie był pewien, czy chce wracać do obozu.
Część jego chciała pozostać egoistą. Nie miał ochoty patrzeć w smutne oczy Orzechowego Zmierzchu. Nie chciał odczuwać tego przeraźliwego ciężaru, który spadł na jego barki, kiedy usłyszał wyznanie przyjaciółki.
Z drugiej strony nie mógł pozwolić jej cierpieć. Widział, jak upadała, jak się staczała, a jednak z jakiegoś irracjonalnego powodu zignorował to i nie pomógł. Piekąca, silna nienawiść do samego siebie rozpalała go od środka. Orzeszka powinna mieć w nim wsparcie. Powinna móc zwrócić się do niego wcześniej!
Był jej winny pomoc.
Zmusił się delikatnego uśmiechu, w kilku susach dopadając do siedzącej przed legowiskiem wojowników kotki.
– Przyniosłem ci coś do jedzenia – wymruczał, ocierając się o Orzechowy Zmierzch. Szylkretowa wbiła w niego zmęczone spojrzenie, a Jabłkowa Bryza poczuł, jak coś w nim pęka.
Mógł robić dobrą minę do złej gry, ale wewnątrz był złamany.

< Orzechowy Zmierzchu? >

18 marca 2021

Od Orzechowej Łapy (Orzechowego Zmierzchu) CD Jabłkowej Bryzy

- Chciałabyś może... porozmawiać o tym? - zaproponował delikatnie, a kotka spojrzała na niego z wdzięcznością. Pomimo własnego smutku nie zapomniała o niej. Rodzeństwo i ojciec, czyli jedyne jej bliskiej osoby, byli zajęci swoimi myślami, a ona nawet nie dawała rady podejść do grobu Wrzosowej Polany. Cały czas siedziała w swoim posłaniu, pogrążona w swoich myślach. Skinęła głową. Poczekała na przyjaciela, i zaczęła mówić.
- Ja od początku wiedziałam, że coś złego się stanie. Po tym jak odeszliście, ruszyłam za wami. Kurka i Niezapominajek też pewnie tam byli, choć nie chcą się do tego przyznać - tak samo jak ja. Oglądałam walkę, trochę wam pomogłam... - przyznała się - Zobaczyła moją mamę, leżącą na ziemi. Podbiegłam do niej i chwilę rozmawiałyśmy, a potem... ona... sam wiesz. - miauczała, z trudem łapiąc oddech - I powiedziała coś dziwnego...
Liliowy otulił ją ogonem, mrucząc przy tym uspokajająco.
- Co powiedziała? - spytał.
- Wolałabym zachować to dla siebie...
Wojownik uszanował jej decyzję, nie pytając o nic więcej.

* * *
(Czasy teraźniejsze, dzień mianowania <3)

Siedziała nad grobem matki, patrząc na kwiat dzikiej róży położony tam przez nią. Wspomniała wszystkie spędzone z nią chwile, a po policzku ścieknęła jej łza. Jesionowa Gwiazda zwołał zebranie klanu. W kilka uderzeń serca doprowadziła się do porządku i podeszła do zbiorowiska kotów.
- Orzechowa Łapo, podejdź tu.
Uczennica niepewnie wyszła na środek. Co tym razem przeskrobała? Miała zostać ukarana na oczach całego klanu?
- Wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam ją jako kolejnego wojownika. Orzechowa Łapo, po czy przyrzekasz przestrzegać jego zasad i bronić swojego klanu, nawet za cenę życia?
Czyli co, jednak nie będzie kary?
- „Nie” - pomyślała - Przysięgam! - dodała na głos.
- Dobrze. Orzechowa Łapa, od tej chwili będziesz znana jako... Orzechowy Zmierzch. Witamy cię jako nowego wojownika Klanu Nocy. Klan Gwiazdy ceni twój upór i... lojalność. - oznajmił czekoladowy, a młoda wojowniczka spojrzała na niego chłodno. Nie była gotowa na zostanie wojownikiem. Nie czuła się na siłach. Koty zaczęły skandować jej nowe imię, podchodząc z gratulacjami.

***

Siedziała przed nowym legowiskiem, czekając na powrót Jabłkowej Bryzy z polowania. Nie wiedziała, które posłanie jest wolne, a nie chciała się narażać na gniew innych. W tym czasie zajęła się rozmyślaniami. Nocne czuwanie odbyło się bez przeszkód. Po chwili point podszedł do niej. - Wiesz, chcę to wszystko zakończyć, ale nie wiem jak... - westchnęła - utonąć, spaść z drzewa czy może dać się zadeptać potworowi? - zaczęła wyliczać, pustym wzrokiem patrząc na przyjaciela.
<Jabłkowy? Wybij jej to z głowy!>

01 marca 2021

Od Jabłkowej Łapy (Jabłkowej Bryzy) CD Orzechowej Łapy

Wszystko go bolało. Bolały go zmęczone po bitwie mięśnie. Bolał go paniczny krzyk Pierwszego Deszczu, gdy wnieśli ciało Oszronionego Futra do obozu. Bolał go widok Kurkowej i Niezapominajkowej Łapy, którzy rozpaczali nad martwą Wrzosową Polaną. Bolało go cierpienie rodzin, które straciły swoich bliskich przez głupią bitwę.
Chciał tylko pójść do swojego legowiska i zapomnieć o wszystkim.
Jednak nawet tam wszystko wydawało się obce i chłodne. Jabłkowa Łapa stanął na progu, rozglądając się. Nie było Oszronionego Futra. Nie było Sarniego Susa. Nigdy więcej ich nie zobaczy, nigdy więcej z nimi nie porozmawia. Westchnął cicho i skierował się w stronę swojego posłania.
Jednak legowisko nie było puste – zwinięta na swoim gniazdku, Orzechowa Łapa spała spokojnie. Liliowego przeszedł dreszcz – wyglądała na bardzo smutną, jakby przed chwilą płakała. Martwiła się o rodzinę? Point westchnął cicho. Musiał jej powiedzieć o śmierci Wrzosowej Polany. Delikatnie trącił nosem przyjaciółkę, zmuszając się do przybrania spokojnego wyrazu pyska.
– Co się stało? – zapytał cicho, a oczy Orzechowej Łapy zalśniły z bólu.
– Moja mama… Ona… Ona nie żyje – wydukała kotka, chowając pysk między łapami. Jabłkowa Łapa dopiero teraz zauważył zadrapania pokrywające jej ciało.
– Byłaś tam – stwierdził głucho, a przyjaciółka pokiwała głową. – Nie powinnaś tego widzieć – szepnął, wtulając się w kotkę, która jęknęła i zaszlochała cicho. Jabłkowa Łapa przyłożył głowę do jej boku. Ani ona, ani Kurka, ani Niezapominajek nie powinni tego przeżywać. To wszystko było takie niesprawiedliwe. Ta bitwa w ogóle nie powinna się odbyć! – Chodź, zabiorę cię do medyka. Powinien opatrzyć twoje rany – mruknął, nawet nie siląc się na wesoły ton głosu. Był tym wszystkim okropnie wycieńczony. Orzeszka pokiwała głową i pociągnęła nosem, posłusznie ruszając za nim.

***

Jabłkowa Łapa czuwał przy ciele Oszronionego Futra przez całą noc. Nie był jedyny – bardzo wiele kotów zdecydowało się pożegnać swoich zmarłych przyjaciół. Ta bitwa zabrała ze sobą tyle żyć… Point wzdrygnął się i spłaszczył uszy ze złością. Nikt nie musiał umierać. Oni wszyscy mieli przed sobą jeszcze wiele księżyców życia! Decydując się na wojnę, przywódcy świadomie poświęcili swoich poddanych.
Był tak zmęczony i rozżalony, że nawet nie słuchał krótkiej przemowy Jesionowej Gwiazdy. Siedział skulony obok Pierwszego Deszczu przy świeżo wykopanym grobie mentora. Nie musieli nic mówić, żeby rozumieć swój ból – oboje stracili kogoś ważnego i nie potrafili tego zaakceptować.
– Jabłkowa Łapo, wyjdź na środek – nagle rozległo się zawołanie Jesionowej Gwiazdy, a mały kocurek drgnął zaskoczony. Czego przywódca od niego chciał? Posłusznie podniósł się i z cichym westchnieniem wysunął się na przód. Czyżby lider dowiedział się o spoufalaniu z przeciwnikami? – Ja, Jesionowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia – zaczął lider, a liliowy spojrzał na niego z zaskoczeniem. – Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – teraz point był pewny, że czekoladowy przeprowadzał ceremonię mianowania. Pochylił głowę z szacunkiem i wbił wzrok w przywódcę. Czy Jesionowa Gwiazda obawiał się kolejnego ataku i postanowił szybciej zakończyć jego szkolenie? – Jabłkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – zapytał przywódca, a uczeń zmarszczył nos. Czy rzeczywiście chciał ginąć przez głupie niesnaski? Rzucił niepewne spojrzenie w stronę Zbożowego Pola, który wpatrywał się w niego z radością.
– P–przysięgam – obiecał, czując, jak jego łapy robią się miękkie. Czy aby na pewno robił dobrze?
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Jabłkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako…
– Poczekaj! – zawołał point i natychmiast tego pożałował. Lider wbił w niego zaskoczone spojrzenie. – Po prostu… Mam prośbę – zaczął, przestępując z łapy na łapę. Jesionowa Gwiazda strzepnął uszami, marszcząc pysk. – Chciałbym… C–chciałbym być znany jako Jabłkowa Bryza – wypalił, a jego ogon zafalował. – Moja mama… Ona poświęciła za mnie życie – stwierdził cicho. – To jedyny sposób, w jaki mogę oddać jej cześć.
Jesionowa Gwiazda przez chwilę wpatrywał się w ucznia, po czym przyjaźnie skinął głową.
– Jabłkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Jabłkowa Bryza. Klan Gwiazdy cieni twoją ofiarność i dobroć, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy – zakończył lider, a wojownik pierwszy raz od bitwy uśmiechnął się szeroko. Klan zaczął skandować jego imię, a onieśmielony liliowy spuścił głowę, czując ciepło pod futrem. Odwrócił się w stronę przyjaciół – Kurka i Orzeszka siedzieli niedaleko grobu Wrzosowej Polany, wcale nie wyglądając na szczęśliwych. Jabłkowa Bryza poczuł ból w piersi – nie pomyślał, że przez mianowanie znowu będzie musiał ich opuścić. Po chwili otoczyli go dalsi znajomi, gratulując zostania wojownikiem. Ta ceremonia prawdopodobnie dodała im nadziei, której tak bardzo potrzebowali.

***

Wyrwanie się z tłumu zajęło mu dłuższą chwilę. Gdy w końcu gratulujący dali mu spokój, z przyzwyczajenia skierował się do legowiska uczniów. Wzdrygnął się – nie, to nie było już jego miejsce, teraz mieszkał z wojownikami, ze Zbożowym Polem. Mimo to chciał odwiedzić przyjaciół, choćby ten ostatni raz.
– Orzeszko? – zamruczał, widząc zwiniętą na swoim posłaniu kotkę. Legowisko było prawie puste – jedyną znajdującą się w nim osobą była właśnie ona. – Chciałabyś… Porozmawiać o tym? – zaproponował, siadając obok przyjaciółki. Nie powinna być z tym sama, podobnie jak Kurka i Niezapominajek.

< Orzeszko? >

27 lutego 2021

Od Orzechowej Łapy CD Jabłkowej Łapy

- Nigdy nie wiesz, kiedy kogoś stracisz... - oznajmił point, a Orzeszka zamyślona pokiwała lekko głową. Odkąd przyjaciel stracił matkę, coraz bardziej się o nią troszczył, a ona o niego. Wiedziała, że nie było mu łatwo. Dlatego postanowiła go posłuchać.
- Dobrze, postaram się. - odpowiedziała, bo otrzymanie kontaktu z rodziną było dla niej dość skomplikowane. Położyli się przed legowiskiem uczniów. Patrzyli na zachodzące słońce, odpoczywając po treningach. Mentorzy chcieli ich jak najbardziej przygotować.
- Poczekaj chwilkę! - zwróciła się do niego i podeszła do stosu ze zwierzyną. Po chwili namysłu wzięła do pyska dwa dorodne wróble. Podbiegła do Jabłkowej Łapy i położyła mu jednego przed przed łapami. Klapnęła obok niego, zabierając się do jedzenia. Piszczki były jeszcze ciepłe, a krew kapała im z pysków, brudząc futra. Gdy skończyła, wtulona w bok liliowego zasnęła.

***

Obudził ją większy niż zazwyczaj ruch w obozie. Spała na posłaniu przyjaciela, a przed nosem miała myszkę. Z zewnątrz dobiegał szum zdenerwowania i rozkazy wydawane przez Jesionowego Wichra, teraz już Jesionową Gwiazdę. Cieszyło ją, że jej wujek został liderem, choć trochę żałowała że poprzedniego prawie nie znała. Nigdy z nim raczej nie rozmawiała. Wstała, lekko zaniepokojona dzisiejszą wojną. Wyszła z legowiska, patrząc na odchodzącą resztę. Upewniła się, że nikt jej nie widzi i wymknęła się za nimi. Też chciała walczyć! Przecież Igła, Kruk i Sowa też byli w tym samym wieku, a walczą! Wujek jest zbyt troskliwy. Poruszała cię cicho, za krzakami. Po bardzo długim spacerze dotarli na miejsce. Wojownicy z Klanu Klifu już na nich czekali. Berberysowa Gwiazda zaczęła wrzeszczeć, a potem jej zastępca próbował załatwić sprawę pokojowo. Nim zdążyła się zorientować, bitwa już się zaczęła. Z zafascynowanie patrzyła na walkę pomiędzy kotami. Nieświadoma niebezpieczeństwa, wyszła na polanę i rzuciła się w wir pazurów i kłów. Drapała na oślep, gdzieś tam gryzła. Gdy zobaczyła upadającą w oddali w Wrzosową Polanę, nie zważając na innych wojowników podbiegła do niej. 
- K-kochanie, co t-ty tu robisz? - wysypała rodzicielka, kaszląc krwią.
- To teraz nieważne, ważne jest twoje życie! - wyjąkała calico.
- O-obawiam się, że t-to już jest koniec. A-ale pamiętaj, zawsze podążaj za g-głosem serca. I-i jestem pewna, że o-on też cię kocha... - odpowiedziała starsza, po czym bez dechu padła na ziemię. Orzechowa Łapa trąciła ją nosem, a gdy ta nie poruszyła się, załkała.
- Mama? Mama! - zawołała podnosząc głowę ku górze. Potem wszystko działo się szybko. Rozglądała się, wszędzie widziała krew i ciała poległych. Teraz wojna przestała wydawać jej się taką straszna. Zapamiętała kto zabił szylkretową i ruszyła w stronę obozu, posyłając ostatnie spojrzenie w stronę matki. Puściła się biegiem, a łzy kapały jej z policzków, tok jak krew z wielu zadrapań. Jej mama, kochana mamusia! Już nigdy na nią nie nakrzyczy, nie ukarze, ale nie pocieszy? Choć czasem była w stosunku do niej dość bezczelna, to i tak w głębi serca uważała za najlepszą matkę i wojowniczkę. To właśnie ona opiekowała się nią i chroniła przed niebezpieczeństwami. A teraz odeszła, mówiąc dziwne słowa. Czy chodziło jej o... Jabłkową Łapę? Nie, jej mama nie mogła o tym wiedzieć. A może jednak? Weszła do obozu. Podszedł do niej brat Kurka. Już chciał coś powiedzieć, ale calico walnęła go ogonem po pysku i odeszła. Przekroczyła “próg” legowiska uczniów.

***

 Obudziło ją delikatne szturchnięcie w ramię. Zdezorientowana patrzyła na pochylającego się nad nią przyjaciela. Po dłuższej chwili przypomniała sobie ostatnie wydarzenie, a ból przeszył jej pysk. 
- Co się stało? - zapytał zatroskany, najwyraźniej zauważając ślady łez. Choć zapewne wiedział co się stało.
- Moja mama... ona... ona nie żyje... - wyjąkała i schowała pysk między łapy.

<Jabłuszko?>

Od Jabłkowej Łapy CD Orzechowej Łapy

– Za rzeką, na terenach Klanu Klifu widziałam coś zwanego dymem. Wiesz, co to jest? – zapytała Orzechowa Łapa, wpatrując się w niego pytająco. Point zmarszczył pysk.
– Rzeczna Bryza opowiadała mi, że dym pojawia się nad ogniem – wytłumaczył niepewnie i zastrzygł uszami. – Klan Klifu może mieć problemy – stwierdził, robiąc wielkie oczy. – Powiedziałaś o tym Aroniowej Gwieździe?
Szylkretowa pokiwała szybko głową, wbijając wzrok w niebo. Liliowy położył ogon na boku przyjaciółki, chcąc dodać jej otuchy.
– Myślisz… – zaczęła, grzebiąc łapą w ziemi. – Myślisz, że powinniśmy im pomóc?
Jabłkowa Łapa zmarszczył pysk w zastanowieniu. Czy powinni coś zrobić w sprawie obcego Klanu? Czy pozwalając im umierać, stają się „tymi złymi”? Po chwili westchnął cicho, wtulając głowę w bok szylkretowej.
– Nie sądzę – odpowiedział po chwili, a Orzechowa Łapa wbiła w niego zaskoczone spojrzenie. – Nie możemy tam iść i się narażać – dodał, mrużąc oczy. – Nie chciałbym cię stracić – zamruczał cicho.

***

Jabłkowa Łapa był przerażony.
Słowa Jesionowego Wichru dudniły mu w głowie. „Berberysowa Gwiazda wypowiedziała nam wojnę.” Nie, nie, nie, tak nie mogło być. Nie chciał znowu patrzeć na umierających bliskich, nie chciał stracić nikogo więcej.
– Jabłuszko? – zamruczała mu do ucha Orzechowa Łapa, przyjacielsko czochrając mu futro. Liliowy podniósł na nią swoje udręczone spojrzenie i westchnął cicho. – Czy… Czy coś się stało?
– B–boję się – wyszeptał, a jego ogon zadrżał nerwowo. Szylkretowa oparła się o niego, wbijając wzrok w ziemię. – N–nie chcę nikogo więcej stracić – wyznał i spojrzał przelotnie na kotkę. – Nie chcę cię stracić.
Orzechowa Łapa zamruczała głośno i wbiła w niego pełny nieznanego mu uczucia wzrok. Point był jej wdzięczny za bycie z nim w trudnych chwilach – była z nim po śmierci Rzecznej Bryzy. Na wspomnienie tego feralnego wydarzenia, oczy Jabłkowej Łapy zalśniły z bólu i smutku.
– Nie stracisz mnie – obiecała szylkretowa, liżąc go między uszami.
– Mama też tak mówiła – wyszeptał, kuląc się. Orzechowa Łapa spojrzała na niego ze współczuciem. – Nie sądzę, żebyś potrafiła sobie wyobrazić, jakie to uczucie – stwierdził cicho, a szylkretowa zmarszczyła nos. – Po prostu… Byliśmy szczęśliwi, a później… Później wszędzie była tylko jej krew – powiedział łamliwym głosem i zadrżał. – Ja… Ja nie mogłem się ruszyć… Nie potrafiłem jej pomóc… – załkał, a mroczki zatańczyły mu przed oczami.
– To nie twoja wina – zamruczała Orzechowa Łapa, przyciągając go do siebie i otulając ogonem. Liliowy pochylił głowę, wydając z siebie pełen żałości jęk. – Tak bardzo się o ciebie wtedy martwiłam… Myśleliśmy, że nie żyjesz.
Jabłkowa Łapa pokręcił głową, pociągając nosem.
– Ja… Byłem z tatą – wytłumaczył cicho, a kotka spojrzała na niego z ciekawością. – On… On jest samotnikiem. Nazywa się Psia Łapa – szepnął. – Mama zakazała mi o nim opowiadać, bo nie chciała, żeby Aroniowa Gwiazda ją wygnał. Myślę… Myślę, że się kochali – westchnął cicho.
– Chciałabym go poznać – mruknęła Orzechowa Łapa. Jabłuszko pokiwał delikatnie głową.
– Orzeszko… Obiecaj mi coś – poprosi uczeń, a kotka z zaciekawieniem zastrzygła uszami. – Przed bitwą… Spędzaj czas z bliskimi. Ciesz się tym, co masz. Korzystaj z życia – szepnął, po czym podniósł na nią wzrok. – Bo nigdy nie wiesz, kiedy wszystko stracisz.

< Orzechowa Łapo? >

19 lutego 2021

Od Orzechowej Łapy CD Jabłkowej Łapy

- Nie, nic... - zapewniła go, choć liliowy chyba wiedział, że kłamała. - Naprawdę, nie martw się o mnie!
Spojrzał na nią niepewnie, ale nie kontynuował tematu. Zebrali mech i ruszyli w drogę powrotną. Aby Jabłkowa Łapa znowu jej o coś nie podejrzewał, zagadnęła go.
- Jak ci idą treningi? spytała.
- Raczej dobrze, umiem już polować i znam większość terenów. Ciebie Brzoskwiniowa Bryza zapewne dzisiaj też zabierze na zwiady. Mam nadzieję, że i ty zaprzyjaźnisz się ze swoją mentorką. - ogłosił nadal lekko zatroskanym głosem.
Szylkretka też chciała zaprzyjaźnić się z nią. Uczniowie weszli do legowiska, i ułożyli posłania. Po chwili do środka weszła Brzoskwiniowa Bryza rozglądając się.
- O, tutaj jesteś. Chodź pokażę ci tereny! - poprosiła ją i wyszła na zewnątrz. Orzeszka pożegnała się z przyjacielem i poszła za mentorką.
(Kilka dni później)
Calico szła obok mentorki. W jej głowie kłębiły się myśli, ale wiedziała, że jej może zaufać i poruszyła pewien temat.
- M-możesz mi opowiedzieć coś o... miłości? - spytała podenerwowana, bo wcześniej nigdy nie mówiła nic o tym uczuciu.
Brzoskwiniowa Bryza spojrzała na nią z lekka zaskoczona, ale podjęła rozmowę.
- Wiesz, miłość, to uczucie którym jeden kot darzy drugiego. Można ją komuś wyznać, gdy szczerze się go kocha. Stają się oni wtedy partnerami. Jak może wiesz, ja i Jesionowy Wicher nimi jesteśmy. On wyznał mi swoje uczucia nad rzeką. Kazał wstać rano, i zaprowadził tam. Przy wschodzie słońca zaproponował mi związek... - opowiadała, wspominając wcześniejsze czasy. - Czemu cię to ciekawi?
Orzechowa Łapa spojrzała na nią zaskoczona. Nie była pewna swoich uczuć, więc wolała jeszcze niczego nie mówić. Kremowa chyba to zauważyła, bo nie naciskała jej. - Spokojnie, jak nie chcesz to nie musisz mówić. - zapewniła, a uczennica odetchnęła z ulgą. - A teraz pozwól, że w końcu pójdziemy nad rzekę! - dodała lekko chichocząc. - Zobaczymy, co zapamiętałeś z ostatniej lekcji pływania.
Kotki ruszyły w stronę wody. Nagle Orzeszka zobaczyła dziwne niebo od strony terenów Klanu Klifu. Było ono szare, i jego pas odchodził od ziemi.
- Co to jest? - spytała.
Vanka spojrzała na niebo, i z niedowierzaniem oznajmiła:
- To jest dym... - wyszeptała - Wracamy do obozu, muszę to powiedzieć liderowi! - dodała głośniej.
Uczennica pobiegła za nią.

***

Weszła do legowiska uczniów. Większość miała jeszcze trening, ale siedział tam Niezapominajkowa Łapa i Jabłkowa Łapa. Podeszła do przyjaciela i wskazała ogonem jego posłanie, po czym spojrzała na niego pytająco. Liliowy skinął głową, więc klapnęła obok. Otarła się o niego delikatnie i przeszła do konkretu.
- Za rzeką, na terenach Klanu Klifu widziałam coś zwanego dymem. Wiesz co to jest?
<Jabłkowa Łapo? Zrób jej wykład!>

18 lutego 2021

Od Jabłkowej Łapy CD Orzechowej Łapy

Jabłkowej Łapie nic nie brakowało do szczęścia.
- A widzisz? Mówiłem! - zapiał, ocierając się o szylkretkę. - Jeśli chcesz, to mogę pokazać ci nowe legowisko! - zaproponował, a jego oczy zabłysły. Orzechowa Łapa rzuciła pytające spojrzenie w stronę Brzoskwiniowej Bryzy. W odpowiedzi kremowa kotka skinęła delikatnie głową.
- No… Dobra - zgodziła się uczennica, a serce Jabłuszka zabiło mocniej. Tak bardzo się cieszył, że przyjaciele wreszcie zostali mianowani! - To prowadź!
Liliowy kocur zamruczał i w podskokach popędził w stronę legowiska uczniów. Nie martwił się, że Orzeszka - teraz już Orzechowa Łapa (mimo najszczerszych chęci nie mógł przyzwyczaić się do nazywania przyjaciółki nowym imieniem) - za nim nie nadąży. Co prawda była młodsza, lecz odziedziczone po rodzicach krótkie łapy Jabłuszka dawały długonogiej częściową przewagę nad kocurkiem.
- Najlepiej zajmij sobie miejsce jak najbliżej środka - poradził, stając w progu. Kotka skinęła głową, rozglądając się. To nie była jej pierwsza wizyta w tym miejscu, ale (jak się domyślał) najbardziej emocjonująca.
- A ty gdzie śpisz? - zapytała kotka, podchodząc krok bliżej. Jabłkowa Łapa zamrugał, przez chwilę mając wrażenie, że usłyszał w głosie kotki nieznaną mu wcześniej nutę. Po chwili strzepnął ogonem, a na jego pysku ponownie pojawił się szeroki uśmiech.
- W tamtym rogu, obok Zbożowej Łapy - odpowiedział, podchodząc do posłania. Orzechowa Łapa pokiwała głową i wskazała na wolne miejsce niedaleko legowiska Jabłuszka.
- Myślisz, że jest wolne? - zapytała, a liliowy energicznie pokiwał głową.
- Zajmijmy też miejsce dla Kurki - poprosił, a przez pysk szylkretki przeszedł cień. Przez euforię związaną z mianowaniem, Jabłkowa Łapa zapomniał o konflikcie między rodzeństwem. Zgarbił się nieznacznie, mając wrażenie, jakby czarne chmury zasłoniły optymistyczne wyobrażenie o spokojnym życiu z przyjaciółmi.
- Dobrze – zgodziła się niechętnie kotka, a liliowy rzucił jej pełne wdzięczności spojrzenie. To niesamowite, ile koty mogą zrobić dla przyjaciół!
- Powinniśmy zebrać mech na wasze posłania - zaproponował kocur, ocierając się o przyjaciółkę i idąc w stronę wyjścia. Orzeszka skinęła głową i potruchtała za liliowym.
Przebyli drogę w ciszy. Jabłkowa Łapa wcale się na to nie uskarżał - calico była tym typem osoby, z którą po prostu dobrze się milczy. Mimo wszystko miał wrażenie, że przyjaciółkę dręczy jakiś problem. Jej długi ogon podrygiwał nerwowo, a wyraz pyska wskazywał na zamyślenie.
- Orzechowa Łapo - mruknął troskliwie, a wybita z transu kotka spojrzała na niego z zaskoczeniem, jakby dopiero zdając sobie sprawę z jego istnienia. - Czy coś się stało?

< Orzeszko? >

13 lutego 2021

Od Orzeszki (Orzechowej Łapy) CD Jabłkowej Łapy

- Mam tego wszystkiego dość… - jęknęła Orzeszka, ponownie wybuchając niekontrolowanym płaczem.
- Jestem tu dla ciebie - wymruczał.- Co się stało?
Kotka nie odezwała się, tylko wtuliła w niego jeszcze bardziej. Po dłuższej chwili zdobyła się na odpowiedź. 
- B-bo wydarłam się na O-ogienka i mama się bardzo z-zezłościła i nakrzyczała n-na mnie... - wyjąkała - N-no i nie ma tu ciebie tak częst-to - dodała po chwili.
- Wiem, że mnie tu nie ma, ale niedługo zostaniesz uczniem. Będziesz mnie widywać codziennie, obiecuję! A teraz chodź już do żłobka, bo się jeszcze przeziębisz...
- No... Dobraaa. - zgodziła się.
Para zeskoczyła z gałęzi i weszła do legowiska. Jabłkowa Łapa odprowadził przyjaciółkę do posłania. Kotka przytuliła się jeszcze do kocurka, a potem weszła w mech. 
- Teraz się prześpię. Dobran-noc. - zwróciła się do liliowego. - Tak, prześpij się. Do zobaczenia! - odpowiedział, a potem wyszedł z kociarni.

*timeskip do teraz*

- Wstajemy! Dziś macie mianowanie. Orzeszkę obudziła Wrzosowa Polana. 
Szylkretka wstała, przyciągając się. Karmicielka podsunęła jej pod łapy rybę. Młodsza zamruczała z zadowoleniem. 
- Dzięki mamuś... - podziękowała i zajęła się jedzeniem.

***

Aroniowa Gwiazda zwołał zebranie klanu, po czym wszedł do żłobka.
- Chodźcie i ustawcie się tam! - wskazał łapą miejsce.
Wszystkie kocięta, Kruk, Igła i Sowa także wyszli za liderem. Najpierw miał zostać mianowany Niezapominajek, potem Kurka, a na końcu Orzeszka. Ku zdziwieniu wszystkich calico wcale to nie przeszkadzało.

***

Orzeszka poczuła lekkie szturchnięcie w bok.
- Teraz twoja kolej. - szepnęła do niej Wrzosowa Polana, patrząc dumnie na swoją jedną córkę. Właśnie miała się spełnić obietnica Jabłuszka. Wyszła przed rząd. 
Aroniowa gwiazda rozpoczął ceremonię.
- Orzeszko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Orzechowa Łapa. Twoim mentorem będzie Brzoskwiniowa Bryza. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę.
- Brzoskwiniowa Bryzo, otrzymałaś doskonałe wyszkolenie od swoich mentorów: Śledziowego Futra i Szakłakowego Cienia. Mam nadzieję że przekażesz całą swoją wiedzę uczniowi.
Para zetknęła się nosami. Tłum zaczął skandować nowe imię kotki, a ona sama była z siebie bardzo dumna. 
- Moja mała uczennica... - mruknął Śnieżna Chmura, ocierając się o nią.
- Nie jestem już mała! 
Jabłkowa Łapa podbiegł do kotki.
- Hej! Gratuluję zostania uczniem. - przywitał się.
- Cześć! Twoja obietnica się spełniła... - zażartowała.
- A widzisz! Mówiłem... Jak chcesz, to mogę pokazać nowe legowisko! 
Szylkretka posłała pytające spojrzenie w stronę mentora, a ten skinął tylko głową.
- No... Dobra. To prowadź!

<Jabłkowa Łapo?>

10 lutego 2021

Od Jabłkowej Łapy CD Orzeszki

 Jabłkowa Łapa był w rozterce.
Naprawdę nie lubił się komukolwiek sprzeciwiać - szczególnie, jeśli tym „kimś” był odbywający z nim pierwszy trening mentor. Ogólnie, uznawał się za względnie niekonfliktową osobę, nie tylko ze względu na jego paniczny strach przed zostaniem okrzyczanym. Zdawał sobie sprawę, że powinien dążyć do nawiązania jak najlepszej relacji między nim a Oszronionym Futrem - przecież nie chciał skończyć z nienawidzącym go mentorem.
Z drugiej strony… Po prostu nie potrafił oderwać wzroku od błagalnego wyrazu pyska Orzeszki.
Kotka bezwładnie zwisała z pyska Oszronionego Futra i wpatrywała się w Jabłkową Łapę tak intensywnie, że kocurka przeszły dreszcze. Kątem oka spojrzał na mentora - niestety, tamten nie wyglądał na chętnego do zmiany zdania. Uczeń wymamrotał cichą modlitwę (mimo że wciąż nie był pewny wszechmocy Klanu Gwiazdy) i zrobił kilka kroków w stronę szarego.
- Proszę, p-pozwól jej zostać - powiedział drżącym głosem, schylając głowę z pokorą. Oszronione Futro wbił w niego zdziwione spojrzenie, prawdopodobnie zaskoczony nagłym przypływem odwagi ucznia. - Orzeszka jest moją przyjaciółką, jestem pewien, że nie będzie sprawiać kłopotów! - dodał piskliwie, kuląc się pod naporem wzroku mentora.
Oszronione Futro parsknął głośno i położył szylkretkę na ziemi. Delikatnie unieruchomiwszy kotkę, zwrócił się do Jabłkowej Łapy.
- „Przyjaciółka” powiadasz? - zaśmiał się i przewrócił oczami. Uczeń zmarszczył pysk, zbity z tropu. O co mogło mentorowi chodzić?
- Błagam, nie chcę ZNOWU siedzieć zamknięta w żłobku! - jęknęła Orzeszka, wtrącając się do dyskusji. Jabłkowa Łapa wbił wzrok w Oszronione Futro, z niepokojem oczekując werdyktu. Teraz wszystko zależało od mentora, który wcale nie wyglądał na przekonanego. Liliowy nerwowo zastrzygł uszami, mając nadzieję, że za jawny sprzeciw pierwszego dnia treningu nie spotka go kara. Co, jeśli mentor uzna, że nie zasługuje na bycie uczniem i zdegraduje go do rangi kocięcia? Jabłkowa Łapa głośno przełknął ślinę.
Być może wstawianie się za Orzeszką wcale nie było dobrym pomysłem.
Oszronione Futro przez chwilę mierzył ich wzrokiem, jakby zastanawiając się, czy para, aby na pewno nie robi sobie z niego żartów.
- Dobra - westchnął po chwili, a Jabłkowa Łapa pisnął z radością, rzucając Orzeszce pełen szczęścia uśmiech. - Ale nie łódź się, że Wrzosowa Polana się o tym nie dowie! - zagroził, a ogon zaskoczonej szylkretki opadł smętnie.

***

Jabłkowa Łapa tęsknił za swoimi przyjaciółmi.
To nie tak, że całkowicie stracił z nimi kontakt - po prostu miał dla nich dużo mniej czasu. Wracał z treningów zmęczony, więc większość wolnego czasu spędzał drzemiąc w legowisku uczniów lub rozmawiając ze Zbożową Łapą, aka najodważniejszym (oczywiście zaraz po Kurce i Psiej Łapie) kotem, jakiego znał. Mimo to brakowało mu codziennych zabaw z dziećmi Wrzosowej Polany.
Wybawieniem okazały się uczniowskie obowiązki.
Jabłkowa Łapa zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie większość jego rówieśników uznaje je za największą zmorę, jednak dla niego były one szansą na spędzenie czasu z przyjaciółmi. Zbieranie mchu nie było wdzięcznym zadaniem, ale dzięki temu miał wymówkę, by siedzieć w żłobku.
Jednak tego dnia nie wszystko było tak, jak powinno - Jabłuszko wiedział to od momentu wkroczenia do kociarni.
Tym razem nie przywitały go wesołe piski czy też rutynowa kłótnia Kurki i Orzeszki. Było tak cicho, że futro liliowego mimowolnie stanęło dęba. Przywitawszy się z Wrzosową Polaną nieśmiałym skinieniem głową, zaczął wymieniać mech, umyślnie dając go więcej w posłaniach przyjaciół. Ta czynność nie zajęła mu dużo czasu, więc szybko wycofał się poza żłobek, szerokim łukiem omijając myjącego się Ogienka, z którym bynajmniej nie chciał mieć do czynienia.
Po wyjściu na zewnątrz prawie natychmiast zauważył Orzeszkę.
Kuliła się w deszczu, drżąc na całym ciele. Jej futro było całkowicie przemoknięte, a z wąsów skapywała woda. Wyglądała na tak nieszczęśliwą… Jabłkowa Łapa poczuł ból w piersi - nie chciał, aby przyjaciółka cierpiała. Orzeszka była niesamowitą osobą i zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Wolnym krokiem ruszył w stronę szylkretki i bez słowa położył jej głowę na karku, mrucząc przy tym uspokajająco.
- Mam tego wszystkiego dość… - jęknęła Orzeszka, ponownie wybuchając niekontrolowanym płaczem. Jabłuszko wtulił się w przyjaciółkę i delikatnie polizał ją po głowie.
- Jestem tu dla ciebie - wymruczał i uświadomił sobie jedną, ważną rzecz.
Choćby miał przejąć wszystkie jej problemy, nie pozwoli przyjaciółce cierpieć.

< Orzeszko? >

03 lutego 2021

Od Orzeszki CD Jabłkowej Łapy

Orzeszka cały czas przypatrywała się mianowaniu przyjaciela. Gdy jego matka podeszła mu pogratulować, szybko pomknęła po kwiaty które wcześniej pozbierała. Kurka też gdzieś zniknął, lecz postanowiła się tym nie przejmować. Kiedy wróciła, podeszła do przyjaciela wołając:
- Jabłkowa łapo! Mam coś dla ciebie. - oznajmiła trzymając w pyszczku bukiet. 
- Dziękuję - wymruczał przyjaciel.
Kotka wplotła kwiaty w jego półdługie futro. Zamruczała z zadowoleniem. 
- To bardzo miłe, że… - zaczął uczeń, lecz jego wypowiedź została przerwana przez pełen wściekłości wrzask.
- TY GŁUPIA KUPO FUTRA!
Kotka wiedziała od razu, że to głos jej brata. Postanowiła go ignorować. Ale gdy zobaczyła przerażone oczy przyjaciela, ciekawość wzięła górę. Obróciła lekko głowę. Zobaczyła Kurkę trzymającego pęk jaskrów. Ogarnęła ją wściekłość. Jabłkowa łapa pisnął coś jeszcze, ale go nie usłyszała. Jak on mógł ją skopiować! Skoczyła do brata i zaczęła go okrążać. 
- Mysi bobek! - wyzwała go. 
- Lizuska! 
- Głupiec! 
- Kozi Bobek! 
- Śmierdziel! - i w tym momencie przegięła. 
Wrzosowa Polana słysząc to natychmiast podeszła do kociąt, zdenerwowana słowami córki. 
- Spokój! - zażądała - Rozejść mi się natychmiast! 
Orzeszka spojrzała na nią wściekła. Co z tego że kilka wschodów wcześniej była dla niego miła? Przecież musiała się zemścić! Uciekła obrażona i usiadła między korzeniami drzewa. Kurka odszedł z matką do kociarni. 
Szylkretka dopiero teraz zorientowała się, iż całą ich akcję obserwował Aroniowa Gwiazda z wyższych gałęzi. Na jego pysku malowało się zdenerwowanie, ale też i rozbawienie całą sprawą. Na szczęście nie zganił jej, tylko schował się w swoim legowisku. Zauważyła też, że Jabłkowa Łapa zniknął. Nudziło się jej, więc postanowiła go odszukać. Chwilę węszyła po ziemi, i znalazła jego zapach. Podążała zanim. Wyczuwała też innego kota. Zapewne był to jego mentor, Oszronione Futro. Lubiła tego gościa. Nagle usłyszała głos:
- I tam za rzeką, kończą się nasze granice. Zapamiętasz to?
 Kotka zdziwiła się. Doszła aż do rzeki? Ale najważniejsze było to, że ich znalazła. Para ruszyła w drogę powrotną. Czekoladowa cały czas skradała się za drzewami i wyższymi krzewami. Umiała poruszać się całkowicie bezgłośnie i dawało jej to pewną przewagę. Lecz nagle nadepnęła na gałązkę i zrobiła hałas. 
- Kto tam jest? Pokaż się! - usłyszała niespokojny głos Oszronionego Futra. 
Orzeszka niechętnie wyszła z krzaków. Zastała zdziwione spojrzenia kocurów. 
- Orzeszka!? - spytał zaskoczony Jabłkowa Łapa. 
Jego mentor poszedł do kotki i podniósł ją, chwytając za kark. 
- Trzeba się zanieść do matki. Wolę nie wiedzieć jak się tu znalazłaś... 
- Proszę nie! Nie chcę być znowu zamknięta... - błagała go. 

 <Jabłkowa Łapo?>