⊹₊˚‧︵‿₊୨*ੈ✩‧₊˚༺☆༻*ੈ✩‧₊˚୧₊‿︵‧˚₊⊹
Po zgromadzeniu; księżyc później, dzień po zgromadzeniu, popołudnie…
⊹₊˚‧︵‿₊୨*ੈ✩‧₊˚༺☆༻*ੈ✩‧₊˚୧₊‿︵‧˚₊⊹
— Maaaaaandaaaa! — mruknęła do niebieskiej. — Co robimy? Nudzę się! Wzlatująca Uszatka sobie gdzieś poszła... — dodała, wielce oburzona brakiem organizacji mentorki, wracając wzrokiem ku córce Szkwału.
— A ty? Gdzie twój mentor? Ropuszy Skok na pewno jest lepsza od mojej... — miauknęła ciszej, smutnie przyglądając się siostrzyczce.
Niebiesko futra spojrzała na siostrę.
— Pewnie rozmawia ze swoimi siostrami, na szczęście już skończyłam z nią trening na dziś. Mam wrażenie, że mnie szkoli, nie szkoląc. Jej tłumaczenie teorii jest tak kiepskie, że mam wrażenie, iż cały dzień leżąc w obozie, uzyskałabym tę samą wiedzę, co miałam poprzednio, czyli żadną — mówiła i skrzywiła pysk. — Za to muszę przyznać, że praktyki z nią są lepsze, choć prawie się utopiłam przez nią. Gdy byliśmy przy wodzie, oznajmiła mi, że dzisiaj woda jest chyba płytka. Okazało się jednak, że było tak głęboko, że wyglądałam po tym, jak napuszony królik. Jakimś cudem wyciągnęła mnie na brzeg. — I na koniec trzepnęła swą okazałą grzywką, niczym dama.
Kokoszka jej przytaknęła. Druga damulka zachichotała na wizję mokrej, chudej Mandarynkowej Łapy.
Ona i Wzlatująca Uszatka również kilka godzin przed zgromadzeniem postanowiły trenować pływanie. Na początku wychodziło im to kiepsko, a sama liliowa uczennica bardzo bała się wskoczyć do lodowatej wody. Wojowniczka nie umiała się zabrać za swoim pierwszym terminatorem. Z czasem jednak strach Kokoszki zaczął maleć i w końcu, po raz pierwszy, postanowiła zanurzyć się całym ciałem. Ciężko było jej pływać przez brak łapki i ogona, więc musiała stać się jeszcze silniejsza. Tylko jak? Mentorka nie wyglądała na osobę, która dobrze by ją wyszkoliła. Zresztą, zawsze mogła pójść do swojego ojca. On na pewno by jej pomógł.
— Napuszony królik? A nie raczej jak łysy zając? — miauknęła rozbawiona, łapiąc siostrę za słowa.
Ach, ileż ona by dała, aby mieć taką grzywkę jak jej siostrzyczka...
— To co, może wyjdziemy z obozu? Mandarynkowa Gwiazda i tak ostatnio odpływa, to może nas się nie uczepi — szepnęła niebieska do jej ucha, ignorując poprzednie pytanie Kokoszki.
Na pytanie uczennicy, kotka energicznie skinęła głową.
— O, można, można! — skinęła jej łbem ochoczo.
Przylgnęła do niej, również szepcząc:
— Gdy nas mianowała, wyglądała na wielce obrażoną... — mówiła cichutko, oczami nerwowo się rozglądając za nieproszonymi słuchaczami tej rozmowy. — Myślisz, że dlaczego na taką wyglądała?
— A jeszcze jak! Jak niektórzy za bardzo się kwaszą, to potem na starość im to wychodzi w postaci zmarszczek — Mandarynkowa Łapa zachichotała, następnie jej wzrok spoczął na wyjściu z obozu.
— To chodźmy teraz! Tutaj nie ma o czym zbytnio gadać — spojrzała na nią z iskrą w oczach, wzrokiem plotkary, która chciała obgadać każdego poza obozem, bez zbędnych uszu obok nich.
— Aha! — zawołała radośnie Kokoszkowa Łapa, z uśmiechem na twarzy podążając za niebieską kocicą. Bez jednej łapki może i było ciężej, ale z czasem do tego przywyknie. Przynajmniej, powinna.
Ekscytowała się informacjami, jakimi mogła się podzielić Nocniaczka. Wręcz podskakiwała błogo przy swoim wsparciu fizycznym niczym mały kociak.
Kotki zgrabnie opuściły obóz, wykorzystując chwilowy brak warty przy wyjściu.
Powitało ich zimne, wilgotne powietrze. I choć zawitała niby Pora Nowych Liści, ciepło słońca nie było odczuwalne. Kotki skakały z wysepkę na wysepkę.
— Powiem ci, że w obozie nie mogłybyśmy pozwolić na takie coś, bo jeszcze Mandarynkowa Gwiazda by na nas krzywo spojrzała.
Kokoszkowa Łapa przy pierwszym skoku się wahała. Próbowała dotrzymać tempa siostry, lecz Mandarynkowa Łapa musiała po każdym skoku czekać na swoją towarzyszkę z niecierpliwością.
"Czy wydry też tu są?" — zastanowiła się.
Rzuciła pobliskim kamykiem, który prędko zatonął. Następnie małym patykiem z ciekawości. Wytrzeszczyła oczy na silny prąd w wodzie, który porwał drugi przedmiot daleko w kilka uderzeń serca. Przełknęła ślinę i spojrzała niepewnie to na rzekę, to na niebieską kocicę.
Stała przez dłuższą chwilę niezdecydowana nad brzegiem, aż w końcu zaczęła działać.
Nie mogła być gorsza od Mandarynkowej Łapy. Jest przecież pierworodną córką.
Zmrużyła oczy, wzięła głęboki wdech i wydech, po czym naprężyła mięśnie. Wylądowała na małej wysepce, tuż przed drugą damulka. Natychmiast złapała się wszystkimi kończynami bezpiecznej strefy, bojąc się, że zaraz spadnie. Kiedy weszła na centrum wyspy, odetchnęła z ulgą. Spojrzała na Mandę i się zastanowiła.
— Mandarynkowa Gwiazda ledwo, co zipie, Manda. Pewnie ma ważniejsze sprawy na głowie niż pilnowanie kotów. Jej syn zaraz zostanie... tym... królem. Przywódcą. W każdym razie, jakimi plotkami mnie dzisiaj zaszczycisz? — zapytała z knującym uśmieszkiem.
[746 słów + pływanie]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz