Po zasypaniu, w legowisku medyka
— Porzeczko? — mogłaby przysiąc, że wypowiedziała to na głos. A jednak z jej pyszczka w rzeczywistości wydobyło się jedynie charknięcie. Chciała, żeby ktoś ją teraz przytulił. Jej oczy ponownie zaszły mgłą, a sama leżała wysunięta z legowiska bezwładnie, niczym rozciągnięta kuna.
***
Teraźniejszość
— Jeśli nie jesteś pewna, to zawsze trzymaj się jednej ze ścian. Tak, jak trenowaliśmy. Już wiele razy przechodziłaś tym tunelem, więc sobie poradzisz — powiedział do niej, a czarna szylkretka poruszyła uchem nieznacznie. Nie spodziewała się, że kocur jakkolwiek spróbuje ją, chociażby pocieszyć czy wesprzeć na duchu, dlatego też było to dla niej wystarczająco zaskakujące. Kiwnęła zatem głową. Może jeśli zamknie oczy i uda, że jest tak naprawdę gdzieś indziej, przykładowo w cieplutkim legowisku obok siostrzyczek, to będzie jej łatwiej? Owszem, przechodziła tędy już tak wiele razy. Znała ten tunel, wiedziała, dokąd prowadził. Było to jedno z wyjść, całe szczęście tuż obok żłobka, a nie Kamiennych Strażników. Serce zabiło jej szybciej, a przez klatkę piersiową przeleciało nieprzyjemne uczucie. Łapy stały jej się słabsze. Nie mogła się teraz poddać.
Odetchnęła z ulgą, gdy mroźny, świeży zapach dotarł do jej nozdrzy. Nim się obejrzy, zdążą już opuścić azyl. Wzięła głębszy oddech i kiwnąwszy głową, ruszyła tuż przed kocurem. Wyobraziła sobie, że przewodnik był tuż przed nią i prowadził ją przez prosty, krótki odcinek ze spokojem i gracją, a ona, szła jego śladami z głową uniesioną wysoko. Tak, jak do tej pory. Ta wizja napawała ją swego rodzaju nadzieją. Może wyrobiła sobie właśnie sposób, jak radzić sobie z lękiem? Odczuwała lekką niechęć względem zanurzania się ponownie do tuneli, ale bez tego nie mogła przecież żyć. Kto by polował? W dodatku była uczennicą przewodnika, a na otwartych przestrzeniach czuła również dyskomfort. Czasami miała wrażenie, że ciężko było jej dogodzić, że może wymagała zbyt wiele od każdego dookoła. Nie chciała rezygnować ze swojej wymarzonej roli z powodu jednego wypadku. Musiała być silna. Nawet jeśli kosztowało ją to wiele i było niezwykle, niezwykle trudne.
— Dasz sobie radę, Poziomko — szepnęła do siebie, końcówką ogona muskając ścianę po swojej prawej stronie. Czuła pod poduszkami twardy grunt. Nieco chropowata, sucha ziemia przylepiała się maleńkimi drobinkami do jej wielokolorowego ogona, jednak nie przeszkadzało jej to szczególnie. Zdążyła się do tego już przyzwyczaić.
Zanim się obejrzała, zdążyli wyjść z azylu. Był to pierwszy raz, kiedy wyruszyła tak daleko, odkąd została zasypana. Możliwość rozprostowania łap tak, jak dawniej, również działała na nią w pewien sposób terapeutycznie. Dawało jej to nadzieję, że jednak wypadek nie przekreślił całej jej przyszłości.
Dwójka wyszła w ciszy na pokryte śnieżnym puchem połacie. Poziomkowa Łapa zrobiła wielkie oczka. Rzeczywiście, Dzielna Łapa miał rację. Śniegu było tak dużo, że aż pobolewały ją ślepia, podatne na tak jaskrawe zmiany. Łapy zaczęły ją piec, a uszy powoli rezygnowały z oferowanego jej do tej pory czucia. Wzdrygnęła się. Z jej pyszczka zaczęła wydobywać się ciepła para, zamieniająca się prędko w chmurkę. Śniący Obserwator również został dotknięty srogością Pory Nagich Drzew, jednak dużo sprawniej ukrywał to w sobie.
— Pójdziemy do starego obozu, może uda się nam coś jeszcze znaleźć.
Poziomka kiwnęła głową. Cieszyła się, że mogła jakoś czymś zająć nieustanną gonitwę myśli w jej głowie. Szła tuż obok kocura, który przyspieszył nieco tempa. Mieli określony czas, jaki mogli spędzić poza obozowiskiem. W końcu nie mogli przebywać tu zbyt długo, skoro widmo hipotermii zbliżało się coraz bardziej dotkliwie. Zostawiali za sobą ślady, łapy uczennicy tonęły delikatnie w gęsto nasypanym, acz kruchym puchu. Niektóre miejsca były głębsze, inne płytsze, a mimo wszystko i tak paraliżujący chłód wprawiał ją w dyskomfort, mimo że był tak przepiękny.
Wysoko pnąca się wieża zamajaczyła przed dwójką. Wreszcie, znalazłszy się w znajomym miejscu dla starszego, szylkretka udała się do legowiska medyka. Do tej pory nie wiedziała za bardzo, gdzie udało jej się zawędrować. Tym razem mentor zaczął szukać razem z nią, odkopując zniszczoną norę. Niebieskooka łapami brodziła w zwęglonych płatach, węsząc jednocześnie, ale z góry, nie chyląc nosa do ziemi. Wreszcie, po paru uderzeniach serca udało jej się coś znaleźć – pod kamiennymi schodami coś przykuło jej uwagę. Podeszła bliżej, ujmując w łapy dobrze zachowany pęczek trybuli. W jej oczkach pojawiły się iskierki podekscytowania. Odwróciła łeb do Śniącego Obserwatora.
— Udało mi się coś znaleźć! Pachnie ziołami. Przyda się? — zapytała go, poruszając nieznacznie ogonem. Kocur kiwnął głową.
— Wdzięczna Firletka zidentyfikuje, co to. Zaniesiemy jej to, ale rozejrzyjmy się jeszcze za czymś.
Machnąwszy ogonem, odwrócił się i zaczął przekopywać skrawek, jeszcze niedotknięty przez ich łapy dzisiaj. Koteczka przyjęła jego słowa do informacji, odkładając delikatnie zawiniątko. Przecież nie mogła pozwolić na to, żeby się uszkodziło. Było zdecydowanie zbyt cenne!
***
Niestety, po poszukiwaniach, które kosztowało ich czucie w łapach, wrócili jedynie z pęczkiem. Mimo wszystko liliowa zielarka przyjęła go ze swego rodzaju nadzieją, ciesząc się z takiego skarbu. Uczennica była z siebie niesamowicie dumna. W końcu nie zawsze udawało się znaleźć coś, co było rzeczywiście przydatne! W ruinach wiele z niegdyś w perfekcyjnym stanie, rzeczy pozostał jedynie popiół, dawno zdmuchnięty i poniesiony daleko przez wiatr. Ogon młódki zafalował z podekscytowania, a sama miała wrażenie, że rozpierała ją energia mimo podróży.
Wyszła z nory, żegnając się uprzednio z medyczką. Śniący Obserwator pozwolił jej odpocząć, dlatego też cieszyła się z tego powodu niezmiernie. Mogła wreszcie porozmawiać więcej z siostrzyczkami! Najszczególniej zależało jej na tym, żeby odnaleźć Porzeczkę. Chciała z nią pilnie zamienić słówko. Pamiętała o ich nauce przemów, zależało jej, żeby stać się idealną w tej dziedzinie. Szylkretka tego od niej potrzebowała, więc mogła dla niej zrobić chociaż tyle. W tłumie kotów odnalazła szybko ciemne, nakrapiane futerko kotki. Podeszła do niej pospiesznym krokiem, tym samym zwracając na sobie jej uwagę.
<Porzeczko, może znowu zapozuję? Żebyś nie była na mnie zła? Jesteś na mnie zła?>
[Event w Klanie Burzy: Przeszukiwanie obozu; znalezienie w legowisku medyka pęczka trybuli]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz