Nieopodal zauważył, jak kot który jeszcze nie tak dawno temu przesiadywał z nim w legowisku uczniów, odprowadza jego siostrę do jakiegoś legowiska. Wyściubił nos zza żłobka, idąc w jego stronę. Czego on mógł chcieć od jego siostry? A może to jakiś wojownik, przekazuje jej pewnie tajne techniki walk, a on niczego się nie dowie i z nią przegra następnym razem, jak będą walczyli! Co to to nie! Ruszył zdeterminowany w stronę legowiska, a z niego wyszedł właśnie kocur, którego widział wcześniej ze swoją siostrą. Szturchnął go lekko w bok, chcąc być uprzejmym.— Nicość! Gdzie zabrałeś wcześniej moją siostrę? — zapytał Agrest stojący tuż za czarnym uczniem.
— Do medyków. Czuła się źle, więc jej pomogli. Mnie zresztą też — pokazał zwichniętą łapę. — Byłeś już tam kiedyś? — zapytał młodszego, na co ten zastanowił się chwilę, patrząc w miejsce wspomnianego legowiska.
— Chyba jeszcze nie… A co takiego tam jest? — zapytał zainteresowany.
— Mieszkają tam nasi medycy, pomagają chorym. Twojej siostrze też pomogą.
— To dobrze, martwiłem się o nią… — odpowiedział, co było w połowie prawdą. Martwił się, że coś mogło się jej stać, ale jeszcze bardziej martwił się, że straci cenne porady starszych wojowników! Trzeba przecież mieć priorytety, prawda? — A co było nie tak z twoją łapą?
— Zwichnąłem ją podczas treningu. — Agrest spojrzał na niego zaciekawiony.
— No tak, jesteś już uczniem! Jak wyglądają treningi, chcesz mi o tym opowiedzieć? Och, ciekawe, czy będziemy mieli kiedyś okazję razem trenować! — Podekscytowany wyskoczył do góry.
— Kto wie, to bardzo możliwe! — odpowiedział kociakowi — Słuchaj, muszę lecieć, bo obowiązki wzywają. Może cię jeszcze odwiedzę. Trzymaj się.
— Papa… — Usiadł na zadku, smętnie machając łapką do odchodzącego ucznia.
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
— Co dziś będziemy robili, Zwęglona Kukułko? — zapytał zaciekawiony mentorkę, jednak ta nie wykazywała tego samego entuzjazmu.
— Trening z Kawczą Łapą i Rozbitym Księżycem. — odpowiedziała krótko. Kocur opuścił lekko ogon i skinął głową. Zdążył już domyślić się, że kotka nie jest fanką rozmów, albo… cóż, z jego perspektywy nie była fanką niczego. Taka trochę jakaś smętna. Ale kim on był, żeby oceniać własnego mentora i zwracać mu uwagę o jego zachowanie! Ruszył więc za nią, podchodząc do wyjścia z obozu. Tam czekały już wymienione przez nią koty.
— Och, cześć Kawcza Łapo! — przywitał się z uczniem, który spojrzał na niego od razu.
— Witaj Słoneczna Łapo. Chyba nadszedł ten moment wspólnego treningu, co? Jeśli tylko będzie szansa, to skopię ci zad w walce! Nie będę ci pobłażał. — Kocur postawił ogon do góry, zamykając oczy, a jego pyszczek wyglądał na pełen dumy. Ewidentnie chciał się drażnić ze Słoneczną Łapą.
— Jeszcze zobaczymy! Jestem większy od ciebie. — Wskazał łapą na swoją budowę, kładąc ją na klatce piersiowej.
— Jesteś jedynie bardziej puszysty, no i nadal jesteś niższy. — Co do tego miał rację. Tego Słoneczna Łapa nie przemyślał. Wyszli z obozu, kierując się w stronę Czarnych Gniazd.
— Jesteśmy. Dzisiaj poćwiczymy walkę. — Rozbity Księżyc spojrzał przez chwilę na obu uczniów, a mentorka Słonecznej Łapy usiadła cicho obok niego.
<Kawcza Łapo?>
[473 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz