— Cześć, maluchy. — powiedział, wchodząc. Niby taki podobny do Kaczorka zarówno wyglądem, jak i spokojnym charakterem, jednak przy swojej partnerce tracił te łączące ich cechy charakteru. Kocurek obserwował z boku te poczynania. Jeśli zapytacie go o to, kim był tenże wojownik — powiem wam, że nie ma bladego pojęcia! Patrząc na niego, momentalnie uderzył go stres. Przywitał się zupełnie, jakby mieli go znać. Do tego teraz patrzył na nich, oczekując jakiejś odpowiedzi?
— Cześć! — odpowiedzieli po kolei, przyzwyczajeni do odwiedzin względem najmłodszych członków grupy. A mimo tego łaciaty poczuł uderzający go wstyd. Dla każdego innego byłby to któryś kolei, nic nieznaczący dzień. Natomiast on zapamięta go, jako piętno wstydu odciśnięte mocno na normalności.
Rozmowa zeszła na inne tematy, których po prostu słuchał. Pomimo zainteresowania, mógł skrzywić się na samą myśl o tym, kim właściwie był przybysz. Dopiero po zetknięciu się nosami obydwu dorosłych, pojął. Wówczas mimowolnie uderzył ogonem o ziemię w zdenerwowaniu. Czuł się tak strasznie głupi! Od tej chwili markotny, został wyprowadzony na zewnątrz. To nie tak, iż nigdy nie wychodził, aczkolwiek sam wybierał raczej pozostawanie w przestrzeni pomiędzy miejscem snu a centrum. Teraz został zmuszony do bycia w środku całego zgromadzenia. Jego mottem stało się: wtop się w tłum. Wówczas więc zaczynająca się zabawą z kulką mchu niewiadomego pochodzenia była doskonałą okazją. Chociaż nie lubował się w takich gonitwach, tej oddala się w pełni i nawet dosyć dobrze się bawił.
Podczas gdy opiekunowie bacznie obserwowali ich z kącików oczu, oni biegali w najlepsze. W jedną, a potem w drugą. Potem skoki, fikołki i wywrotki, aby tylko złapać zielony przedmiot. Kaczorek musiał przyznać, że z czasem zabawa stała się przednia! Nie miał chęci do rozpamiętywania przeszłości, a wyjątkowo łatwo przychodziło mu zapominanie. Korzystał z tego jak mógł.
Wtem kuleczka trafiła pod łapy kota. Rodzeństwo zatrzymało się nagle, a skoro to on stał na czele gromadki, wylądował zaraz przed kotką i tym samym był zmuszony podejść do przodu. Grzecznie uśmiechnął się do uczennicy — przynajmniej tak ocenił ją, opierając się na młodym wyglądzie. Finalnie znał rangi w społeczności w jakimś stopniu! Mniejsza o większe, zabawka została mu oddana bez zbędnych słów. Wyskoczył i złapał w pyszczek rzucony mu mech pełen wdzięczności.
Wciąż nie zapomniawszy o wcześniejszej kompromitacji, lecz z wielką chęcią zachowania uprzejmości, odezwał się cichutko: — Dziękuję, przepani. — jego głos był stłumiony przez trzymany materiał. Natomiast nie mógł powstrzymać się przed przejrzeniem się spotkanej. Ładny listek schowany był za jej uchem! Mimowolnie jego wzrok powędrował właśnie w tamto miejsce, a on zatrzymał się na dłuższy czas, po prostu patrząc.
<Pani z listkiem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz