BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wdzięczna Firletka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wdzięczna Firletka. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2026

Od Wdzięcznej Firletki Do Żywicznej Łapy

Płatki śniegu wolnymi, ospałymi ruchami wpadały do środka przez świetlik w sklepieniu. Podążyła za nimi wzrokiem, obserwując, jak osiadają na tafli źródełka i rozpuszczają się.
Nowe legowisko medyków nabrało już kształtów. Ściana pomiędzy nim, a legowiskiem kronikarzy została już postawiona; kamienie i odłamki cegieł ciasno powciskane na swoje miejsca i umocnione gliną. Część z nich formowała wgłębienia i wypustki, tak, jak o to prosiła – formujące prowizoryczne półki i schowki na zioła. Uwite na nowo posłania zostały ułożone jedno obok drugiego wzdłuż jednej ze ścian, a te należące do niej i Łzawej Łapy w osobnej wnęce.
— Wdzięczna Firletko?
O wilku mowa. Odwróciła się, odrywając wzrok od tafli wody i uśmiechając się do uczennicy.
— Tak?
Z pyska Łzy zwisał patyk z owiniętymi wokół niego kłębami pajęczyn. Szylkretka machnęła ogonem i podeszła bliżej, przejmując go od podopiecznej.
— Jeden z wojowników kazał je przekazać — miauknęła młodsza.
— Dziękuję.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Pokasływanie odbijało się od kamiennych ścian. Z westchnieniem zebrała rozrzucone po posadzce liście kocimiętki, składając je za zgrabny stos, owijając liściem i chowając głębiej pod inne zioła. Tych nadal było mało, ale starała się być dobrej myśli.
Odwróciła się w stronę leżącego na posłaniu kota. Policzek Żywicznej Łapy spoczywał na suchej trawie, a sama kotka przyglądała się jej spod przymkniętych powiek.
— Dlaczego nie przyszłaś wcześniej? — mruknęła do niej, karcąc ją bez ognia w głosie. Ruchem ogona musnęła jej bok. — Nie mogę pozwolić, aby moja ulubiona bratanica opuszczała treningi przez chorobę.


<Żywico?>

wyleczona: Żywiczna Łapa

12 lipca 2026

Od Wdzięcznej Firletki

Skała pod jej łapami była gładka i chłodna. Strzepnęła ogonem, strzepując z niego śnieg, po czym podążyła za Śniącym Obserwatorem w głąb jaskini.
— Została już wyczyszczona?
Przewodnik zastrzygł uchem, po czym przechylił łeb z jednej strony na drugą.
— Częściowo — odparł, wymijając grupę kotów i znikając w jednym z tuneli. Przyśpieszyła, wsuwając się za srebrnym w węższą przestrzeń. — W pierwszej kolejności zajęto się żłobkiem.
Skinęła głową. Rzeczywiście, z jednej z grot do jej uszu dobiegały piski i podekscytowane głosy, jak i szepty zajmującego się nimi Dryfującego Fluorytu.
— Podział będzie w połowie, pomiędzy mną, a kronikarzami?
— Dokładnie.
Śniący Obserwator zniknął za zakrętem; przyśpieszyła i wsunęła głowę do odbiegającego od głównego przejścia tunelu.
Przed nią otworzyła się dość szeroka, średnio wysoka przestrzeń, ze zbiegającym do skosu sklepieniem po jednej stronie. W miejscu, w którym miała postawiona zostać kamienna ścianka ułożona została prowizoryczna linia – nadal widoczna była druga część legowiska, z charakterystycznymi wgłębieniami w podłodze, w których kronikarze zapewne ułożą swoje posłania. Wróciła wzrokiem do części przeznaczonej dla niej, z zadowoleniem notując płytkie wnęki w ścianach, które będą jej służyć za skrytki na zioła, oraz miejsce z gładką posadzką i niskim sklepieniem, w które zaciągnie posłania dla chorych.
Odwróciła się w stronę przewodnika.
— Dziękuję.
Srebrny pochylił głowę, po czym z machnięciem ogonem odwrócił się na pięcie, i swobodnym krokiem opuścił tunel, znikając za rogiem.
Podniosła spojrzenie, skupiając je na świetliku w sklepieniu, z którego do środka wpadały smugi wieczornego światła i zimne powietrze. Tuż pod otworem, pod jedną ze ścian, wpadająca do środka woda wymyła płytkie wgłębienie o zakrzywionym, owalnym kształcie. Jego brzegi pokrywała cienka warstwa mchu. Postąpiła krok do przodu, łapiąc swoje odbicie w jego tafli; od powierzchni delikatnie odbijało się światło, tworząc za jej cieniem jej sylwetki plamę rozmytego blasku. Przeniosła wzrok wyżej, łapiąc w odbiciu coś jeszcze – dwa ciemne kształty, łudząco przypominające… Kocie pyski.
Uniosła głowę. Nad “sadzawką”, po obu jej stronach, w sklepieniu uformowały się dwie skalne rzeźby, gładko wtapiające się ścianę i sklepienie, wystające ledwo na długość łapy… Jednak formą podobne do dwóch krótkich pysków, trzymających się skały za szyję i uszy. Pochylonych na nią, jakby wpatrywały się w jej oczy; jedno w prawe, drugie w lewe. Czekając na jej kolejny ruch.
Wpatrywała się w nie przez moment, z zaintrygowaniem przechylając głowę w bok – jednak po paru uderzeniach serca westchnęła i powoli odwróciła się od rzeźb. Jaskinia sama się nie wyczyści.

11 lipca 2026

Od Wdzięcznej Firletki

Jakiś czas temu...

Pochyliła się nad ledwo widoczną, szylkretowa sylwetką, skrytą pod mchem i króliczym puchem. Pysk Małej Bazi wychylał się spod okrycia.
— Czemu tak długo szwendałaś się na zewnątrz? — zapytała. Pacnęła czubek głowy wojowniczki ogonem. — Nawet ja czuję, że łapy powoli zaczynają mi drętwieć, gdy za bardzo ociągam się przy zbieraniu pajęczyn. Końcówka Pory Opadających liści jest nieprzewidywalna.
Młodsza wywróciła figlarnie oczami.
Zadziwiające było, jak szybko można było zapomnieć o wydarzeniach z przeciągu ostatnich kilku wschodów słońca. Wystarczyło zatracić się w pracy, rozmowach z bliskimi, posłuchać, jak przyjaciele próbują zrobić żart z ich obecnej sytuacji… Zaśmiać się, a potem przypomnieć sobie o wszystkim w przeciągu paru uderzeń serca, i poczuć ukłucie żalu w żołądku.
— Ktoś musi dla tego klanu polować — odparła Bazia.
Firletka uniosła lekko kąciki pyska i przycisnęła swój bok do siostrzenicy. Spojrzała z ukosa na jej łaciatą mordkę. Wyglądała niemal tak samo, jak pamiętała Knieję, jednak ich zachowanie nie mogło być bardziej odmienne…
Obie podniosły wzrok na głos kroków i ostre słowa, rozchodzące się po Grocie Pamięci, w której nadal przebywali. Jej spojrzenie padło na dwójkę oskarżonych – Tańcujące Pierze I Nieustraszony Chomik. Jednego prowadził Oskrzydlony Ognik wraz z Poczciwym Szakłakiem, a drugą Cyklonowe Oko i Słodka Dziewanna.
Chyba wiedziała, na co przyszedł czas.
Z nieco zaciśniętym gardłem spoglądała na grupę kotów. Podszedł do nich Zawodzące Echo, przekazując ostatnie informacje i ukazując kierunki, w których mają się rozejść dwie grupy. Wywnioskowała, że Dzikiego Berberysa wyprowadzono wcześniej. Przydzielone do egzekucji koty skłoniły lekko głowami, podczas gdy Pierze i Chomik pozostali w bezruchu, z trudnymi do odczytania wyrazami pysków.
Spuściła spojrzenie na własne łapy. Dlaczego w Klanie Burzy rodziły się takie koty? Koty, które przed brutalnymi czynami można było powstrzymać jedynie ich własną śmiercią?
— Bądźcie w gotowości.
Uniosła wzrok, łapiąc spojrzenie Echa, który podczas jej momentu nieuwagi podszedł bliżej. Kątem oka zerknęła na siedzącą nieopodal Łzawą Łapę.
— W gotowości na to, że stracimy więcej kotów, niż mi obiecałeś? Tak jak ostatnio? — miauknęła z wyrzutem. Po paru uderzeniach serca westchnęła i zwiesiła głowę. — …wybacz.
Kocur trącił jej bark nosem, uśmiechając się słabo.
— Wszyscy jesteśmy teraz nie do końca sobą.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Parę wschodów słońca później...

Ściany groty, w której znajdowała się Księżycowa Sadzawka, odbijały jej subtelny blask. Oglądała przez chwilę znajome jej malunki na ścianach, zanim zwróciła spojrzenie z powrotem na Zawodzące Echo.
— Powodzenia — miauknęła krótko.
Czarnofutry skłonił w jej stronę głowę. Zerknął kątem oka w mrok tunelu, z którego przyszli; pozostawili obstawę wojowników na zewnątrz, przy zejściu pod ziemię, a ona poprowadziła Echo ciemnymi korytarzami.
Błysk Sadzawki malował się na jego pysku miękkimi plamami światła. W jego oczach błyszczało zarówno podekscytowanie i duma, jak i strach. Uchylił usta, zawahał się, i postąpił krok bliżej wody.
— Boję się zobaczyć tam mojego ojca.
Zastrzygła uchem.
— Dlaczego?
— Zawiodłem go — odparł. Przycupnął przy brzegu. — A przynajmniej tak ja to widzę. Miem bronić jego życia… Nie tylko tego ostatniego, a wszystkich poprzednich też. Mogłem zostać razem z nim.
Usiadła pod jedną ze ścian, obserwując, jak pysk kocura zawisa ponad taflą wody. Zawsze podziwiała to, jak Echo umie trafnie dobierać słowa, aby uderzyły boleśnie i głęboko, nawet, jeśli nie są na Ciebie skierowane.
— Na pewno ucieszy się na Twój widok. Będzie pamiętał Twoją pomoc, której udzielałeś mu przez wiele księżycy, nie twoje winy.
Nos Zawodzącego Echa dotknął powierzchni Księżycowej Sadzawki.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Jej łapa, pokryta krwisto-czerwoną mazią, dotknęła czoła Zawodzącej Gwiazdy. Jeden ruch, drugi; zgrabnie naznaczyła głowę nowego lidera symbolem gwiazdy.
Uśmiechnęła się w jego stronę, szczerze, i delikatnie skinęła głową, okazując szacunek. Echo odwzajemnił gest.
— Zawodząca Gwiazda! Zawodząca Gwiazda!
Po Grocie Pamięci rozległy się wiwaty; na jednej z jej ścian widniał nowy, barwny odcisk łapy.
Patrzyła na niego z dumą. Patrzyła, jak unosił wyżej głowę i spoglądał na swój klan. Nie była pewna, w którym momencie na tyle się do siebie zbliżyli; traktowała przywódcę nie tyle jak współklanowicza, a jak członka rodziny. Brata, któremu czasem trzeba przemówić do rozsądku, z którym nie zawsze będzie się zgadzać, ale któremu może ufać i w szczęściu, i w potrzebie.
— Klanie Burzy!
Echo wyprostował się i zlustrował wzrokiem zebranych pobratymców.
— Jestem dumny z tego, że mogę przewodzić Klanowi Burzy — zaczął. — Obiecuję, że nie zawiodę was. Będę się starał podejmować właściwe decyzje i aktywnie uczestniczyć w życiu klanu – jakkolwiek trudne by to nie było. Otwarty jestem na Wasze uwagi, sugestie i pytania.
Wziął głęboki oddech.
— Chciałbym również coś ogłosić. Jak wiecie, nasz stary obóz został w większości strawiony przez ogień. Żywioły odebrały nam dotychczasowy dom, i nawet, jeśli nie jestemy w stanie go teraz odbudować, to nie możemy się poddać i siedzieć bezczynnie. Nadszedł czas, abyśmy sami stworzyli nowe serce Klanu Burzy – właśnie tu, w podziemiach!

wyleczona: Mała Bazia

Od Wdzięcznej Firletki CD. Tańcującego Pierza

Zawodzące Echo stanął pod jedną ze ścian w Grocie Pamięci. Obserwowała go z naprzeciwka, przycupnięta tuż obok Oka. Stłumione przez chmury promienie słońca wpadały do środka Groty przez świetlik w jej sklepieniu, malując na ziemi i kocich futrach miękkie plamy światła.
— Klanie Burzy! — zastępca podniósł głos, zbierając na sobie uwagę. Koty zwróciły pyski w jego kierunku. — Dzisiejszego poranka wrócił patrol poszukiwawczy.
W tłumie rozległy się szmery. Po jej grzbiecie przebiegł dreszcz; wiedziała, jakie słowa zaraz padną. Została już wcześniej o wszystkim poinformowana, przy okazji zaproszenia poza Grotę, gdzie brała udział w oględzinach… Ciał, które udało im się odzyskać.
— Nie znaleziono ciała Króliczej Gwiazdy — oznajmił – wprost, tak, jak się tego spodziewała. Szepty przybrały w natężeniu; uniósł łapę, aby je uciszyć. — Podobnie jak ciał Sójczego Błękitu, Szarej Skóry, Skrzypiącego Skrzypu oraz Szafirkowego Wiatru. Po Wełnistej Mszycy również nie ma żadnego śladu…
Podczas ewakuacji wcale nie zauważyła jej nieobecności. Gdy do obozu wpadł Bąbelkowy Plusk, zabrała jedynie ze sobą Łzawą Łapę i Milczącą Łapę, krzycząc do Zawodzącego Echa, że obiecuje, że nie spuści ich z oczu… Nie zwróciła uwagi na to, że asystentka nie opuściła obozu tuż za nią. Dopiero pod Kamiennymi Strażnikami, gdy Echo przeprowadzał sprawdzenie obecności, uświadomiła sobie brak kocicy u jej boku.
— …a więc. Proszę wszystkich wojowników, medyków, kronikarzy, przewodników oraz uczniów powyżej dwudziestego księżyca życia o wyrażenie swojego głosu publicznie. Koty, które wypowiadają się za wygnaniem głównej czwórki podejrzanych niech staną po mojej prawej — uniósł jedną z łap — a za egzekucją, po lewej — powtórzył gest po drugiej stronie.
Firletka zacisnęła usta i owinęła łapy ogonem. Nie chciała się tam teraz znajdować.
Obserwowała, jak pierwszy ruch wykonuje Złota Wydma, przechodząc wraz z Ostatnim Pożarem na stronę symbolizującą wygnanie. Tuż po nich do przodu, o parę kroków, wystąpiła Śpiewający Raniuszek.
— Moją opinię już znacie, możecie brać mój głos pod uwagę w obu kwestiach — miauknęła wyraźnie kocica po paru uderzeniach serca. — Egzekucja oszczędzi nam wielu kłopotów w przyszłości. Wygnanie niesie za sobą ryzyko. Niemniej jednak, jeśli, jak wspomniałam, pozbędziemy ich pazurów i języków, ryzyko się zmniejszy. W końcu nie można ślepo wierzyć w zapewnienia spiskowców, jeśli postanowią złożyć przysięgę, że nigdy więcej nie postawią łapy w tych okolicach ani nikogo nie naślą.
Drgnęła, wykrzywiając pysk z dyskomfortem. Nienawidziła tego, że słowa Śpiewki miały sens. Myśl o tym, że miałaby spędzać dni w strachu o to, czy nadejdzie moment, w którym zęby zacisną się i na jej gardle.
Z grupy wysunął się pysk Lodówkowej Łapy.
— Jeśli mogę, Zawodzące Echo… Uważam, że nie zasługują na pewno na zbyt surową karę. Ciała nie są znalezione, oraz nie mamy potwierdzenia co do tego kto dokładnie popełnił morderstwo. Gradobijący Cierń ocalił mi i Gadożerowej Łapie życie… Wiem, nie mogę mu ufać całkowicie, ale wierzę, że to, co się stało musi mieć jakieś wytłumaczenie. Poza tym Klan Burzy jest teraz bardzo słaby. Czy nie najlepiej byłoby ich przywrócić do roli uczniów, aby wykorzystać ich do obowiązków polowania pod nadzorem zaufanych wojowników?
Zamilkła na moment, spoglądając niepewnie po zebranych, po czym ponownie uchyliła pysk.
— Aktualnie stracimy pół klanu, jak chcemy potem wyżywić kocięta? Nie możemy sobie pozwolić na stracenie tak wielu kotów…
— Mamy dość kotek w klanie, by załatać braki — wbiła jej się w zdanie Śpiewka. — I jesteśmy dość silni by poradzić sobie bez morderców, którzy w każdej chwili mogą ci wbić kły w gardło. Oczywiście ty nie musisz się o to martwić. Wszyscy wiemy, że jesteście blisko.
Zapadła chwila napiętej ciszy. Ruda Lisówka uniósł z jedną z łap, spoglądając przelotnie na Nieustraszony Chomik.
— Korzystam z mego prawa do głosu i sądzę że Gradobijący Cień jak i Dziki Berberys są jeszcze młodymi kotami które weszły w dorosłość bez rodziców, które nie powinny zostać ani wygnane, ani zabite — zaczął. — Przypuszczam że oni obaj zostali zmanipulowani jak i reszta spiskowców przez zepsutego do szpiku kości Tańcującego Pierza i Nieustraszoną Chomik. Oba koty wykorzystały ich dramatyczną sytuację rodzinną dla ich wyzysku, oni obaj kotami które zabłądziły i mogą jeszcze się odkupić, za to Pierze i Chomik nigdy. Tańcujące Pierze to przykład chodzącej arogancji, kłamstwa i agresji, przed pożarem też dopuścił się kilka występków, rzucił się na jedną z naszych medycznek których tu nie ma i był może związany z otruciem Strzępotkowegi Kokonu. Nigdy do tej pory nie widziałem zła wcielonego we własnej osobie które pewnie teraz nie na skruchy, dosłownie jak został przyłapany to zamiast coś z siebie wydusić jak normalny kot to poszedł gadać do Bursztynowej Łapy że jako rudy ma ciężkie życie, no po prostu wąsy spadają ze śmiechu. Nieustraszona Chomik za to dostała szansę na pokutę, ale zmarnowała ją przy pierwszej lepszej okazji, zawiodła własną rodzinę i przyniosła jej zawód. Dlatego chcę żeby ta nieobliczalna kotka z psychopatą odeszli najdalej stąd jak się da, wystarczająco nam pokazali że nie zasługują tu żyć. Już wystarczająco doświadczyliśmy przemocy w tym klanie, nie potrzebujemy następnej.
Chłód, z jakim wypowiadał się o byłej partnerce, był aż nienaturalny. Śpiewający Raniuszek spojrzała z ukosa na ojca i parsknęła.
— Są starsi niż ja, mają niemal po 40 księżyców, a Pierze jest od nich młodszy. To dorosłe kocury, tato. Nie dopiero co wyklute kociaki, które nie potrafią panować nad emocjami i trzeba myśleć za nich. Nie patrz na nich pod kątem młodości.
Lisówka uniósł wyżej podbródek.
— Może, ale nadal sądzę że mimo to mogą się bardziej zmienić niż twoja matka i Tańcujące Pierze.
Podczas, gdy szylkretka spoglądała na ojca z zawodem, jedna z uczennic ponownie wzięła głos.
— To, co mówi Ruda Lisówka… Ma sens — wtrąciła się niepewnie Lodówkowa Łapa. — W końcu Cierń wspomniał o swoim ojcu gdy wtedy pokłócił się z Króliczą Gwiazdą. Przecież sam potem przeprosił Zawodzące Echo, martwiąc się o lidera… Przecież nigdy wcześniej sie tak nie zachowywał.
Jej wzrok uciekł na bok, tam, gdzie za obstawą stali oskarżeni.
— Zgadzam sie z Rudą Lisówką. Również jestem za wyganiem Pierza i Chomik.
Modliszkowa Cisza, siedzący dotąd z boku, spojrzał przelotnie na zebranych, a później na Lodówkę.
— Wygnanie nie załatwi sprawy. Egzekucja za to uniemożliwi winnym popełnienia tej zbrodni ponownie, chroniąc nasz i inne klany. Oraz może sprawi ze inne koty, w końcu zaczną się bać konsekwencji swoich czynów.
Wraz z wojownikiem na lewą stronę Echa przesunął się Opadający Rumianek, a zaraz po nim Biały Strumień, Śniący Obserwator i Gasnąca Łapa.
— Głosuję za egzekucją. Uważam, że nie powinniśmy okazywać litości kotom, które jawnie zdradziły naszą społeczność — oznajmił wyraźnie biały przewodnik. — Jeśli byśmy ich wygnali, mogliby wrócić, albo co gorsza – mordować inne koty, co było zbyt wielkim ryzykiem. Powinniśmy ukrócić ich działania w możliwie najszybszym tempie, pozbawiając ich życia, tak jak oni odebrali je naszym pobratymcom. Takie potwory nie zasługują, by żyć wśród nas.
Przesunęła wzrokiem po występujących z grupy kotach. Widziała ich krzywe miny, słyszała ich brutalne słowa. Które były gorsze? Skazanych czy skazujących?
Przed tłum wyszedł Oskrzydlony Ognik.
— Uważam, że zawsze należy dawać drugą szansę, w końcu trzeba brać pod uwagę wiele możliwości i czynników, jak chociażby wcześniej wspomniany młody wiek, który nie tyczy się co prawda Gradobijącego Ciernia i Dzikiego Berberysu, lecz Tańcującego Pierza — zaczął, zawieszając wzrok właśnie na rudym kocurze. — W tym jednak wypadku, nie możemy patrzeć jedynie na młody wiek. Są koty, które od urodzenia tworzą za naczynie dla żaru, który w każdym momencie może zranić współklanowiczów i spopielić wszystko, nad czym pracowaliśmy. Niestety, mamy do czynienia z tym drugim, chociaż bardzo chciałbym się mylić. Po części zgadzam się z Rudą Lisówką, że to dwa koty w naszej społeczności stanowią największy problem. Nikt nie wie, czy bardziej niebezpieczny i żarłoczny jest płomień młody, czy stary i doświadczony... kto raz zaznał smaku krwi, przełamał barierę i jest w stanie zrobić to po raz kolejny. Naprawdę mi przykro, gdyż chciałbym zobaczyć wielkie zmiany, jakie młode koty mogą wnieść do społeczności. Niestety, zabrano się do tego w zły sposób. Jakiś czas temu wyraziłem swoją opinię na osobności, jednak po wysłuchaniu słów Rudej Lisówki zmieniłem swoje zdanie. Berberys jak i Cierń powinni być skazani na wygnanie lub dożywotnie prace na stanowisku kreta pod ciągłym nadzorem. Byłoby to bezpieczniejsze, niż stracenie ich z oczu. Co do Chomik i Tańca... — zamilknął na moment — niestety, jestem za egzekucją, z szansą na rozpatrzenie tego w przypadku Pierza.
Zapadła chwila ciszy. Przerwał ją dopiero jeden z więźniów, Gradobijący Cierń.
— Klanie Burzy… — trzęsącym się głosem zwrócił się do pobratymców. — Odkąd byłem kociakiem, byłem lojalny swojemu klanowi. Szanowałem każdego z was, jak i starszych naszego klanu. Przepraszam, że musieliśmy sie znaleźć w tak tragicznym miejscu jak to, w którym jesteśmy dzisiaj. Nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić. Gdy dowiedziałem sie o zabójstwie mojego ojca nie byłem w stanie uwierzyć, że zrobiłby coś tak okrutnego. Zabił moją własną matkę. Skończyłem bez rodziców, jak i Berberys i Mak. Wiele razy podczas szkolenia przechodziło mi przez myśl, że powinienem teraz szkolić się u boku matki, choć Szara Skóra był wspaniałym mentorem, to brakowało mi jej. Straciłem rodziców, byłego mentora… Tak, winiłem za śmierć mojej matki Króliczą Gwiazdę, oraz za późne mianowanie mnie, gdyż myślałem, że mi nie ufa. Jednak myliłem się. Królicza Gwiazda w żadnym stopniu nie był temu winny, a moje przekonania nie były moimi własnymi. Żałuję… Zaufania Pierzowi. Szukałem w nim wsparcia. Chciałem… Pomocy. Z Berberysem nie dogadywałem się najlepiej. Nie chciałem też martwić siostry, z resztą oboje przechodzili ciężki czas. A Pierze znalazł mnie w dołku, z którego nie potrafiłem wyjść. Nakarmił mnie fałszymi przekonaniami, nienawiścią do Króliczej Gwiazdy… — spojrzał po kotach. — Tak, rozmawialiśmy o morderstwie Króliczej Gwiazdy. To Pierze chciał mnie do niego namówić. Wpajał mi do głowy, że jest on stary, że nie nadaje sie na lidera, że to przez niego Jagodowe Marzenie jest martwa. Manipulował mną jak marionetką. W dodatku… Wiele ran, z jakimi wracałem do obozu, jak i te, które usprawiedliwiliśmy atakiem lisów, nie były ich winą. Pierze często posuwał się w moją stronę do przemocy fizycznej, a ja sam nie potrafiłem się mu postawić... Byłem tchórzem. Byłem… zbyt słaby. I żałuję tego.Możecie mnie osądzić, jednak wiedzcie, że nigdy nie skrzywdziłbym kota z własnej woli, ale nie chcę was oszukiwać. To ja zabiłem Króliczą Gwiazdę.
W tłumie rozległy się szepty.
Serce podeszło jej do gardła. Czyli ich podejrzenia zostały potwierdzone. Życia Króliczej Gwiazdy zostały mu zabrane.
— Nie… Nie chciałem tego zrobić… Męczyły mnie głosy, cienie, które widziałem, które mówiły mi, że jestem beznadziejny! Że też skończę jak mój ojciec! I tak właśnie się stało. Nienawidzę się za to. Dlatego przeprosiłem Echo za rzucone w stronę Króliczej Gwiazdy słowa. Bo tuż po tym, jak ten umarł, pożałowałem. Wiem, że dla was będę mordercą. Możecie mi wyrwać pazury, możecie dać mi przeklęte imię, zrzucić mnie do dziury, jednak proszę… Jeśli jestem w stanie o to jakkolwiek prosić… Oszczędźcie mojego życia… Odpowiem wam na każde pytanie, jakie zadacie, tylko… Proszę, nie wińcie mnie za coś, czego nie zrobiłbym z własnej woli...
Reszta oskarżonych, w tym Dziki Berberys, pozostali cicho. Po chwili jednak pysk uchyliła Nieustraszony Chomik.
— Też dołożę swoje parę słów. Wiem, że to nie zmieni sposobu jaki na mnie patrzycie i to rozumiem, ale póki jeszcze żyję, to…
Zamilkła na parę uderzeń serca.
— Poprzednio mój partner, Ruda Lisówka wspomniał, że Tańcujące Pierze wymienił słowa z tajemniczym kotem o treści "Chcę, aby razem pozbyła się tego czarnucha", oczywiście muszę się że to ja byłam tym tajemniczym kotem. Zaczęło się to tym że poprosił mnie na osobności żebyśmy pogadali, to było po zatruciu Strzępkotkowego Kokonu. Prosił mnie żebym mu zdradziła jak najbardziej by mógł skutecznie zabić Króliczą Gwiazdę i od czego zacząć. Mówił mi że już takie numerki kręciłam, ale nie zgodziłam się, dlatego że miałam rodzinę i nie chciałam szarpać jej reputacji. Tylko że tam najbardziej mnie uderzył, groził mi że jeśli mu nie powiem tego i nie dołącze do jego kwiorzerczego planu obalenia władzy- to- to mi groził że pośle swoich braci żeby zabili moją córeczkę, Śpiewający Raniuszek. Oczywiście powiedział mi że jeśli się zgodzę na jego warunki to ona będzie bezpieczna, nie chciałam oczywiście szarpać się na życie swojego jedynego dziecka które mam. Wystarczy że Cicha Łapa już mi został zabrany, co jeszcze na Klan Gwiazdy miałam poświęcać?!
Po policzkach oskarżonej pociekły łzy. Firletka odwróciła spojrzenie.
— Dlatego byłam zmuszona, zabić swego ucznia, Skrzypiąceg Skrz- Skrzypa, ja nawet nie umiem wypowiedzieć jego imienia! Stałam się potworem! Przynajmniej jednak ze spokojem umrę, jeśli mnie skarzecie na egzekucjez tym agresywnym rudzielcem, to przynajmniej wiem że mojej córce już nic nie będzie grozić.
Usłyszała zmęczone westchnienie Śpiewającego Raniuszka.
— Jesteś dorosłym kocurem, na gwiezdnych — mruknęła, komentując wywody Ciernia. — Patrzenie jak się mazgaisz już po dokonanej zbrodni jest obrzydliwe.
Gdy ponownie podniosła wzrok, Śpiewka wpatrywała się w matkę twardym wzrokiem.
— Zawiodłam się na tobie.
Gradobijący Cierń drgnął, unosząc głowę i wpatrując się w młodszą wojowniczkę błagalnie.
— Śpiewko, rozumiem twój punkt widzenia… Jednak czy gdy walczysz za swój klan, jesteś mordercą? Tak samo w tym przypadku, ja nie chciałem mordować, jak koty na bitwie. Tak, wtedy walczymy dla swojego klanu. Przyznaje, zrobiłem źle. Jednak żałuję. Bardzo. Nie chcę być mordercą — miauczał. Jego spojrzenie padło na Białego Strumienia. — Wełnista Mszyca nie została zabita. Uciekła. Pierze kazał jej uciekać i nigdy więcej nie zbliżać sie do Klanu Burzy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie miała zamiar wrócić… Po tak drastycznym widoku…
Zamrugała. Jej serce zatrzymało się na parę chwil, zanim ponownie ruszyło pędem. Wygnana? Kątem oka widziała, jak przewodnik wstaje, podchodzi parę kroków bliżej i obnaża zęby.
— Nie mieliście prawa jej wygnać. Dumni z siebie jesteście, mordercy? — wycedził przez zęby. — Medyczkę wygnać? Skazać Klan na problemy zdrowotne? Samolubnie podejmując decyzję zaszkodziliście nam jak i jej! Macie świadomość, że Wełnista Mszyca może nie przeżyć sama? Jest albinosem, nie może wyjść nawet na światło dzienne! Nie ważne, że żałujesz. Miano mordercy pozostanie z Tobą na zawsze, nic nie pozwoli odkupić Ci Twoich win, Gradobijący Cierniu.
Nie chciała tego słuchać. Z drugiej strony, chciała dołączyć do Białego Strumienia i przemówić im wszystkim do rozsądku.
— Pierze chciał ją zabić, ale został powstrzymany. Sam niestety nie byłem blisko, gdy się to stało — odpowiedział szybko Cierń. — Przepraszam, Biały Strumieniu. Chciałem ci to powiedzieć, abyś był spokojniejszy o to, że jest cała i zdrowa i że jest jeszcze szansa na odnalezienie jej… Nie oczekuję za to od ciebie łaski. Mówię to, abyś wiedział, że żyje.
Żyje. Żyje, ale jest sama. I na pewno przestraszona. Wygnana, pozbawiona domu i przyjaciół samozwawczą łapą. Kolejny jej uczeń, który został nagle oderwany od swoich marzeń.
— Cała i zdrowa? — powtórzył Biały Strumień, głosem przepełnionym jadem. — Ja mam być spokojniejszy? Oh, dzięki Przodkom za Twoją wspaniałomyślność! Dopiero z pazurami na gardle postanowiłeś gadać, Gradobijący Cierniu. Nic nie wybieli Twoich skrwawionych łap, jesteście niczym więcej, niż wronimi strawami. Nadajecie się tylko na egzekucję, nie wierzę w żadne wasze słowo o "żałowaniu win". Nie myślałeś o konsekwencjach w chwili planowania zbrodni? A później podczas jej popełniania? Nie ruszyło Cię wtedy to Twoje wspaniałe sumienie? Wystraszyłeś się, że będziemy chcieli Cię zabić? Za późno na żale, Gradobijący Cierniu. Stało się, a co do reszty...
Spojrzał na Pierze ze zmrużonymi ślipiami i bijącym o podłoże ogonem.
— To chętnie własnołapnie Cię okaleczę, Tańczące Pierze. Chociaż może powinienem powiedzieć; Zakłamane Pierze. Nigdy Ci nie wierzyłem i mam nadzieję, że spotka Cię najwyższy wymiar kary.
— Wbrew wszystkiemu, Biały Strumieniu zdaję sobię sprawę z popełnionej przez siebie zbrodni — Cierń brnął dalej. — Wiem, że nadal mogę zostać nawet wygnany, choć jeśli jest szansa odkupić moje winy, byłbym gotów to zrobić. Jeśli nie, nadal będę żałował. Wiedz, że nawet jeśli zostanie wybrane wygnanie i zdecydujecie by wygnać i mnie, to nawet jeśli przeżyje reszta, to domyślam się, że ja sam za wydanie innych zostanę zabity. Jeśli chcesz, aby ten kto daje ci nadzieję, że twoja siostra może jeszcze wrócić do Klanu Burzy umarł, oraz kto daje wam całą prawdę na wyciągniętej łapie umarł…
Tańcujące Pierze usiadł na ziemi, przekręcając lekko głowę i wpatrując się bez wyrazu w przewodnika.
— Nazywam się Tańcujące Pierze, Biały Strumieniu. Chcesz mnie własnołapnie okaleczyć? Czemu? Bo wierzysz mordercy? Tak łatwo tobą zmanipulować, przewodniku Klanu Burzy? — Uniósł jedną z brwi. — Mogłem się po tobie więcej spodziewać.
Pokręcił głową i uśmiechnął się z politowaniem.
— Czemu chcesz mnie skaleczyć, przewodniku? Czy moja krew zaspokoi twoje potrzeby? — Ponownie wstał i przechylił głowę na bok z uśmieszkiem. Wyszczerzył śnieżnobiałe zęby. — Czy znajdziesz ukojenie w kolejnej kałuży krwi pobratymca? Klanie Burzy, tak nie musi być — zwrócił się do ogółu klanu. — Nie możemy stać w miejscu i wybierać krew za krwią. Zaraz utoniecie w tym po same uszy, a nawet nie jesteście tego świadomi. Przemoc rodzi przemoc. Bawicie się w tej krwi. Taplacie z śmiechem. Nie widzicie? Odkąd ojciec Gradobijącego Ciernia, Zwiewnego Maku, Dzikiego Berberysa i świętej pamięci kremowego brata, Klan Burzy zaczął się dzielić. Czemu dalej chcecie rozlewać krew? Podejmujecie samobójczą decyzję. Jeszcze kilka kropli, a przed wami będzie tylko szkarłat, a nie pobratymiec czy rodzina; bo gdy wszystko staje się krwią... krew to wszystko.
Przewodnik spojrzał na dwójkę z prawdziwym brakiem szacunku w oczach.
— Zasłużyłeś na śmierć — zwrócił się do Ciernia; chłodno, acz dobitnie. Zwrócił wzrok na drugiego kocura. — Jesteś zwykłym manipulatorem oraz mordercą, Pierze. Gradobijący Cierń w swoim głosie nie miał paniki, a zwykłe pogodzenie się ze swym niechybnym losem. Ty zaś, Pierze, jesteś zwykłym, aroganckim, manipulującym kotem, który sieje chaos, rozlewając krew. Jesteś ostatnim kotem, który ma prawo mówić takie rzeczy.
Jej łapy drżały. Miała dość tej dyskusji. Miała dość tych wszystkich obrzydliwych, zajadłych słów padających z ich pysków. Ostrych spojrzeń i błyszczących kłów. Wiedziała, że rozmowa i osąd są konieczne; nie zmieniało to jednak faktu, że ani odrobinę się to jej nie podobało.
Obserwujący rozwój sytuacji Oskrzydlony Ognik zwrócił się do Gradobijącego Ciernia.
— Czyli przyznajesz się do zdrady i morderstwa, ale jesteś skłonny współpracować. Doceniam to. Czy chciałbyś się jeszcze z nami czymś podzielić? Dobra wola na pewno zostanie wzięta pod uwagę, prawda, Zawodzące Echo? — wojownik zerknął na zastępcę — Czy wszyscy tu są skłonni wysłuchać ewentualnych wyjaśnień? Czy ty, jako oskarżony, jesteś skłonny do odpowiedzenia na wszelkie pytania?
Kocur uniósł spojrzenie. W jego ślipiach lśniły nieuronione łzy.
— Tak. Jestem w stanie współpracować i odpowiedzieć na wasze pytania, jeśli takowe macie — Skłonił lekko głowę.— Jeśli skłamię, możecie mnie dać wronom na pożarcie.
W rozmowę wcięła się Śpiewający Raniuszek.
— Walczyć o swój klan?! Zabiliście zgraję staruchów! Dobra mi walka, Królicza Gwiazda ledwo się trzymał na łapach, słyszałeś, że stracił niedawno życie, wystarczyło poczegać, na miłość gwiezdnych. Szlachetne mi zachowanie, zabijanie starca.
Cierń opuścił spojrzenie.
— Wiem. Przykro mi. Wiem że nie przywrócę życia Króliczej Gwieździe, ale zrobię co w mojej mocy, aby był należycie zapamiętany. Oraz abyście dowiedzieli się prawdy.
Odwracając od nich głowę, skupiła się na Echu. Na pysku kocura wymalowany był szok i ból; współczuła mu z całego serca.
— ...Dziękuję za szczerość, Gradobijący Cierniu — miauknął zastępca po parunastu uderzeniach serca, ignorując słowa Śpiewki. — Prawda. Współpraca zostanie doceniona.
Wśród reszty oskarżonych zapadła cisza; przerwał ją dopiero Tańcujące Pierze, z uśmiechem pchającym się na pysk.
— Tak czy siak jesteś mordercą, Gradobijący Cierniu.
— Nie, nie. Pierze — Cierń spojrzał z ukosa na… Przyjaciela? — Nie dam ci wmawiać sobie, że to moja wina. Tak, zrobiłem źle, jednak to ty nie żałujesz tego uczynku. Ja zrozumiałem to w momencie, w którym było już za późno, przyznaję. Jednak ty nigdy tego nie zrozumiesz. To wszystko jest twoją winą-
Słowa srebrnego przerwał wrzask, który przeszył Grotę Pamięci.
— WIEDZIAŁEM, ŻE Z TEJ JEGO JADACZKI WYPEŁZAJĄ SAME KŁAMSTWA! — warknął Gadożerowa Łapa, patrząc prosto na Pierze. Wstał z miejsca. — Mówiłem o tym od początku, ale nikt mnie nie raczył posłuchać! Ani teraz, ani kiedy wrabiał mnie w otrucie Strzępotkowego Kokonu!
Fuknął z wściekłością, po czym przeszedł na jedną ze stron Zawodzącego Echa.
— Będzie mi się żyło lepiej, gdy ktoś wyszarpie te wszystkie godne pożałowania bajeczki razem z jego gardłem — splunął. — Co do reszty, róbcie to, na co zasługują.
— Właśnie! Jak to było, z tym zatruciem, Pierze?
Słowa Śpiewki ponownie zwróciły jej uwagę.
— Od początku się wypierałeś, ale przyznaj, że nie był to pierwszy raz, gdy doprowadziłeś do czyjejś śmierci. Tak bardzo ci się spodobało, że postanowiłeś kontynuować? — odwróciła się do Ciernia. — Wiesz coś o tym?
Pamiętała dzień, w którym Strzępotkowy Kokon skonał pod jej łapami. Otruty.
— Nie wydaje mi się, żeby mówił mi o tym. Jednak byłby do tego zdolny. Gadożerowa Łapa może mieć rację, nie wydaję mi się, że on byłby w stanie kogoś zatruć. Natomiast Pierze już tak.
— Mówiłam!
Gadożer fuknął, odwracając się przodem do zebranych kotów.
— A wy mi nie wierzyliście! To ja spędziłem księżyce jako uczeń bez mentora za coś, o czym nie wiedziałem, a on skakał sobie po łące i planował kolejne morderstwo!
Nie chciała na to patrzeć, nie chciała się odzywać, lecz ciążyło nad nią brzemię odpowiedzialności. Wstała ze swojego miejsca pod jedną ze ścian.
— Nie będę się wypowiadać za żadną z opcji — spojrzała wymownie na Echo — ale mogę zgodzić się ze słowami Śpiewającego Raniuszka. Tak jak wcześniej mówiła, jeżeli zostaną wygnani, powinniśmy pozbawić ich możliwości powrotu i skrzydzenia Klanu Burzy kolejny raz.
Spojrzała przelotnie na Tańcujące Pierze. Czy ten jeden raz, gdy groził im w legowisku medyków, była szansa, że doszłoby do podobnej tragedii? Ile brakowało, aby ściany Kamiennej Wieży splamione zostały krwią – nie pacjentów, a ich własną?
Oskrzydlony Ognik ponownie zabrał głos.
— Jestem za tym, by po wszystkim wysłać patrol poszukiwawczy. Być może Wełnista Mszyca jeszcze kręci się po okolicy.
Zawodzące Echo skinął głową. Złapał z nią kontakt wzrokowy; nie była pewna, jaka mina maluje jej się teraz na pysku, ale nie mogła być przyjazna, jeśli mogła wnioskować to po prędko wykrzywionych wagrach kocura.
Lotosowy Pąk, stojący po środku z paroma innymi kotami, uchylił pysk.
— Egzekucja Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika pozwoliłaby nam wszystkim spać spokojnie — oznajmił, niezbyt przejmując się lamentującym z tyłu Cierniem, śmiejącym się Pierzem i warczącym na niego Białym Strumieniem. Jego słowa skierowane były głównie do Echa. — W przypadku Dzikiego Berberysu i Gradobijącego Ciernia... Nie jestem pewnien. Wszyscy pamiętamy ich słowa, które przekazał nam Śniący Obserwator. Oraz wszyscy słyszeliśmy to, że Gradobijący Cierń przyznał się do zabicia Króliczej Gwiazdy. Płacz i histeria nie wymazują jego czynów, ale współpraca z nim mogłaby pomóc nam wyjaśnić lepiej całą sytuację. Oczywiście, jeśli spotkałaby go inna, odpowiednia kara.
Gradobijący Cierń uniósł spojrzenie i wbił je w koty stojące po obu stronach Echa.
— Czy macie jeszcze jakieś pytania? Ja sam nie wiem, co dokładnie chcielibyście wiedzieć, dlatego wolałbym usłyszeć to od was.
Zamiast pytań, po Grocie rozległ się lamentujący głos jednej z wojowniczek.
— Zawodzące Echo... muszą istnieć inne opcje, oprócz ponownego przelania krwi lub wygnania — Krokusowa Kruchość miauknęła cicho, wpatrując się w kocura szklistym wzrokiem. Nerwowo poruszyła uszyma. — Proszę, nie pozwól zabić, ani wygnać Dzikiego Berberysa. J-ja go kocham... — Spuściła głowę, roniąc kilka łez. — I podzielę jego los, nie ważne jaka będzie decyzja. Odejdę lub umrę razem z nim.
Zaskoczone spojrzenia zwróciły się na kocicę, a Dziki Berberys wbił w nią utęskniony wzrok.
— Krokus!
Naprzód grupki kotów przedarła się Słodka Dziewanna. Stanęła pomiędzy córką, a zastępcą.
— Krokusowa Kruchość jest w szoku i sama nie wie o czym mówi. Za pozwoleniem, zabiorę ją do innego pomieszczenia, gdzie poczekamy, aż zapadnie decyzja.
Koty spojrzały po sobie, zmieszane. Ciszę przerwał Gradobijący Cierń, ponownie podejmując dyskusję z Pierzem i Białbym Strumieniem.
— To ty zastanawiałeś się jak smakuje krew albinosów przy Wełnistej Mszycy. To ty czerpałeś datysfakcję z morderstw, które poczyniłeś.
Poczuła kwas cofający się jej do pyska. Krew albinosów. Jej żołądek zacisnął się, a język zwiotczał jak ciężki, bezużyteczny mięsień. Z kim ona dzieliła obóz przez te wszystkie księżyce?
Przewodnik odwrócił gwałtownie głowę.
— Coś Ty powiedział...?!
— Pierze próbował zabić Wełnistą Mszycę, jak już mówiłem — Cierń zawahał się. — Został powstrzymany. Jednak mówił przed próbą zabicia jej, że chętnie posmakowałby krwi albinosów. Słyszałem to niestety z daleka, nie ja powstrzymałem go przed zabiciem, choć zrobiłbym to gdybym tam był.
Koty wpatrywały się w rozgrywającą się scenę w ciszy. Jej samej żołądek podchodził do gardła; wzrok od Tańcującego Pierza oderwała jedynie na słowa kolejnej kotki, Kameliowej Łapy.
— Tańcujące Pierze oraz Chomik to koty, które niosą ze sobą wyłącznie ból — podsumowała. — Niech giną.
Okropne. Okropne, okrutne koty bez morałów. Nie umiała oderwać wzroku od Tańcującego Pierza.
— Chciałbym również, abyście wyrazili swoją opinię na temat Rudzikowego Skrzydełka, Zwiewnego Maku oraz Bąbelkowego Plusku — oznajmił Echo. Po chwili zawahania, zwrócił spojrzenie na jednego z oskarżonych. — Jednak najpierw… Gradobijący Cierniu. Czy byłbyś w stanie określić dla nas role tych trzech kotów we wczorajszej sytuacji?
Oskarżeni spojrzeli po sobie.
— Tak, Zawodzące Echo — odpowiedział szybko srebrny. — Nie byli przy morderstwie, brali udział w planowaniu jedynie pobieżnie, mało co byli wplątywani w ważniejsze sprawy. Pierze potrzebował jak najwięcej wiernych mu kotów. Nie widziałem ich pośród grupy mordujących, przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba, że ich nie zauważyłem.
Echo powoli skinął głową.
— Dziękuję — miauknął. Zwrócił wzrok z powrotem na trójkę podejrzanych. — Czy wy macie coś do powiedzenia na swoją obronę?
Pierwsza ugięła się Zawodzący Mak.
— Chcę odejść. Za- zabiłam Szafirkowy Wiatr i- i nie jestem godna miana wojowniczki... Nigdy nie byłam — wyznała drżącym głosem.
W jej oczach zabłysnęły łzy. Firletka uchyliła pysk, wpatrując się w wojowniczkę.
— ...to tłumaczyłoby krew na Twoim ogonie — wymamrotała. Nie oznajmiała tego wcześniej ogółowi klanu, ale zauważyła ją podczas oględzin poprzedniego dnia.
— Dziękuję za szczerość — miauknął po chwili Echo.
Dotarł do niej syk Śpiewki.
— Klan morderców.
Tuż obok trzęsącego się Bąbelkowego Plusku głowę podniosła Rudzikowe Skrzydełko.
— Faktycznie miałam brać w tym udział — mruknęła cicho. — Jednak gdy tylko zobaczyłam ogień to spanikowałam. Najpierw mnie zmroziło, a potem pobiegłam szukać Zajęczego Udka. Niby słuchałam tych wszystkich planów...ale nie czułam że należę do ich grupy. Ostatecznie zrobiłam to co chciałam i ostrzegałam ojca swoich kociąt o niebezpieczeństwie — wyjaśniła powoli i dosyć cicho, jednak wyraźnie. — Więc gdybyscie spytali ich to tak należałam do ich grupy. Jednak gdybyście mieli spytać mnie... — przerwała — to i tak zrobiłam to co według mnie było słuszne. Nie pomogłam im tak jak planowałam na początku. Poczułam się...okropnie. Królicza Gwiazda nic mi nie zrobił. Inni również. Nagle zaczęłam się zastanawiać po co kiedykolwiek chciałam w tym uczestniczyć.
Pokręciła głową.
— Nie przyłożyłam łapy do ich działań. Nikogo też nie buntowałam, nawet własnych kociąt. Zaufałam swojemu bratu, że zadba o ich bezpieczeństwo. I nie zabiłam nikogo. Ale za to być może uratowałam czyjeś życie, Zajęcze Udko na pewno jest bezpieczny. Nie mogę tu zostać, prawda? To nie pierwszy raz, gdy robię coś źle... — szepnęła cicho, uciekając wzrokiem w bok. Podążyła za jej spojrzeniem, napotykając dwójkę jej dzieci – Kurzą i Perłówkową Łapę. — Oni tez mogli mieć lepszą matkę. Ognik i Płomykóweczka mogli też mieć lepszą siostrę... Przepraszam. Jestem gotowa na każdą karę — dokończyła, skłaniając się na drżących łapach.
Do towarzyszącego jej od początku dyskusji obrzydzenia dołączyło współczucie. Przełknęła ślinę. Czy w oczach innych matka płacząca nad swoimi dziećmi, przepraszająca je za spaczoną przyszłość, której przez nią doświadczą, nie wywoływała choć nuty boleści?
— I nie tylko — wydusił z siebie Bąbelkowy Pysk, patrząc ostro na Mak. — Pozbawiłaś nas wojownika, ojca M- Mszycy, Lotosa i Białego St- Strumienia! Szara Skóra nie powinien umrz- umrzeć!
Zawodzące Echo zwrócił wzrok na pointa.
— Co masz przez to na myśli? Zawodzący Mak zabiła Szarą Skórę?
— Jak śmiesz oskarżać mnie o to, że zabiłam także Szarą Skórę, Bąblelkowy Plusku!
Głos czarnofutrej kocicy był zrozpaczony.
— To nie ja zamordowałam Szarą Skórę. Za to wiem, kto to zrobił...
— Tak, zabiła Szarą Skórę! — zawołał Bąbel. — Ja... Ja próbowałem zatrzymać ją, ale mnie odepchnęła... Morderczyni! Mszyca przeżyła dz- dzięki mnie, Biały S...Strumieniu! — Spojrzał na przewodnika. — To ja ją uratowałem! Nie chciałem, aby umierała! Słyszysz!? Mam dobre serce! — Odwrócił się ponownie do Mak. — Ty. Ty go zabiłaś Przez ciebie umarł! Szara Skóra nadal by z nami był, gdybyś w końcu mnie posłuchała! Ale nie! Bo jak to!? Lepsza krew albinosów niż żadna, tak!? MORDERCZYNIO!
Firletka wpatrywała się w rozwijającą się przed nią scenę z grozą.
— Jak możesz! To Tańcujące Pierze zamordował Szarą Skórę.
— Łże. Ona cały czas łże, Zawodzące Echo ! — zawołał, nie odrywając jednak od Mak wzroku. — Zabiłaś nie tylko naszą starszyznę, Szafirkowy Wiatr, ale jeszcze zabiłaś Szara Skórę! Teraz udajesz niewiniątko-
— Próbujesz bronić Pierze, ale ja mówię prawdę. I mimo to, że zamordowałam Szafirkowy Wiatr to mam nadzieję, że i tak mówię prawdę o Szarej Skórze i Tańcującemu Pierzu — Jej wrok biegał po zebranych kotach, spanikowany. — Błagam was, ten ostatni raz, uwierzcie mi. Proszę...
Echo zbliżył się do nich o krok.
— Proszę o spokój! — warknął. — Zwalaniem winy z jednego na drugie nic nie wyniesiecie. Czy ktoś inny jest w stanie potwierdzić słowa Bąbelkowego Plusku?
Zamiast odpowiedzi, wszyscy usłyszeli popiskiwanie kociaka.
—Mamusiu! Co się dzieje?
Spojrzenie tłumu zwróciło się na córkę Maku, Jabłuszko.
— …nic, kochanie. Mamusia musi załatwić... Ważne sprawy.
— Nie chcę wracać do tamtego kota. Chcę być z tobą. Mogę?
Od kociąt jej uwagę odwrócił zbliżający się do niej Bąbelkowy Plusk.
— Wdzięczna Firletko!
Oskarżony stanął tuż przed nią, wpatrując się w jej pysk zaszklonymi oczyma.
— Widziałaś przecież jej ogon! Szara Skóra w samoobronie ją ugryzł, ta się na niego rzuciła i rozerwała mu... mu... Wdzięczna Firletko, ona... ona mu rozerwała skórę na szyi! Błagam, zaufajcie mi! — ton jego głosu był zrozpaczony, przepłniony strachem. — Wdzięczna Firletko... ocaliłem was przed spaleniem się! Błagam... wysłuchaj mnie!
Cofnęła się o krok. Nim zdołała odsunąć go od siebie, z drugiej strony otoczyła ją Zwiewny Mak.
— Słuchaj...tę ranę zrobiła mi Szafirkowy Wiatr. Bąbelkowy Plusk próbuje tylko obronić Pierze...
Uratowało ją poirytowane prychnięcie Śpiewającego Raniuszka.
— Niesamowite, że wszyscy winni nagle płaczą i są tacy bezbronni i skołowani, kiedy już przychodzi o wymierzanie im kary i mierzenie się z konsekwencjami własnych czynów. Mam wrażenie, że sądzimy bandę bachorów które nie są w stanie utrzymać emocji na wodzy, a nie dorosłe koty — mlasnęła z niesmakiem. —Cierniu, skoro już tu stoisz nie tylko jako morcerca, ale również maź pozbawiona kręgosłupa, to może się wypowiesz, czy coś widziałeś? Próbujesz od nowa przeszukać swoją pamięć? A może Berberys? Twój brat już dawno pęknął, może twoja kolej. A może sama Rudzik? — tu skierowała wzrok na kotkę. — Podobno zniknęłaś, później dopiero dołączyłaś do Opadającego Rumianka. Czy nie widziałaś drugiej matki, która teraz patrzy za przygarniętymi przybłędami, jakby szukała w nich pomocy
Firletka spojrzała najpierw na Bąbelkowy Plusk, później na Zwiewny Mak.
— Ja… — zaczęła, przełykając ślinę. Nie chciała być stawiana w tej pozycji. — Gradobijący Cierniu? — powrórzyła po młodszej wojowniczce.
— …i na miłość Gwiezdnych, Dryfujący Fluorycie weź stąd kocięta. Czemu w ogóle są w tej części Groty!
Podczas, gdy Fluoryt podeszła do kociąt i zaczęła prowadzić je do legowiska kronikarzy, Cierń podniósł spojrzenie na nią i Śpiewkę. Bąbelkowy Plusk spojrzał na mrużącego oczy Tańcujące Pierze. Mak wbiła błagalny wzrok w Ciernia.
— Proszę, bracie. Powiedz im prawdę..
Srebrny przełknął nerwowo ślinę.
— Było dużo dymu i nie wszystko widziałem. Ale raczej tak. Przepraszam…
—Widzicie!? Mak kłamała!
Śpiewka prychnęła.
— Co za różnica, czy zabiła jednego kota czy dwa? Morderstwo to morderstwo, a kłócicie się o jednego starego Szarego jakby był przywódcą, gdzie już doskonale wiemy, kto zabił lidera.
Zwiewny Mak spuściła wzrok.
— Wielkie dzięki... Braciszku. Naprawdę, dziękuję za to, że skłamałeś i być może skazałeś własną siostrzyczkę na...nawet nie chcę mówić co.
Nagle pomrukiwania czarnofutrej przerwała Rudzikowe Skrzydełko.
— Nie mówię że jestem niewinna — wyskoczyła nagle. — Przyznałam się że należałam do ich grupy, choć czuję że tylko częściowo. Ale nic poza tym. Nie rzucaj takich oskarżeń Śpiewający Raniuszku.
Fuknęła pod nosem.
— Wysuwasz te rzekome wnioski a nawet nie słuchasz! — oburzyła się. — Dołączyłam do Opadającego Rumianka zaraz po tym jak wróciłam od ojca swoich kociąt, Zajęczego Udka. I nie, niestety nie widziałam nigdzie Zwiewnego Maku.
— Nikogo nie oskarżyłam, mysia strawo, oprócz samej Mak — prychnęła Śpiewka. — Zadałam tylko pytanie, czy nigdzie nie widziałaś Maku. Może też nauczysz się słuchać, zamiast mieć czelność wybuchać, kiedy jesteś w sytuacji w jakiej jesteś.
— Po co te wyzwiska, Śpiewający Raniuszku?
Rudzik spokojnie polizała sierść.
— Ty chyba sama nie wiesz już co mówisz. Słuchałam i wiem co powiedziałaś. To tobie w tej chwili myszy zjadły rozumek. A może po prostu próbujesz zrobic to samo, co Ostatni Pożar? Kto wie…
Śpiewka przeciągnęła łapą po pysku.
— Wiem co powiedziałaś. A ja cię spytałam, czy nie widziałaś Mak. Koniec. Czego na gwiezdnych nie jesteś w stanie zrozumieć — warknęła. — W końcu sama przyznałaś, że należałaś do tej grupy, więc może coś wiesz, więc CHCIAŁAM byś się podzieliła dodatkową wiedzą. Czy wiadomość dotarła?
Rudzik zmrużyła ślipia.
— W takim razie doszło do nieporozumienia. Tylko, że ja nawet nie miałam dodatkowej wiedzy. Nawet nie do końca wiem kto według ich planu miał zginąć.
Dwie kocice mierzyły się wzrokiem. Chwilę ciszy postanowiła ponownie wykorzystać Mak.
— Jak już mówiłam, odejdę dobrowolnie, jeśli tylko mi pozwolicie — miauknęła cicho. — Jestem...jestem całkowicie świadoma tego, co zrobiłam i jest mi strasznie wstyd i czuję się winna. Jednak nie chcę odejść z poczuciem, że dla was zabiłam nie jednego, ale dwa koty. Ostatni raz błagam was...uwierzcie mi. Nie zamordowałam Szarej Skóry.
Niewiele kotów jej słuchało. Większość była bardziej skupiona na Tańcującym Pierzu, który nagle wyrwał się do przodu.
— Wdzięczna Firletko, Zawodzący Echo. Zauważyłem, że Kameliowa Łapa, Tojadowa Łapa, Gasnąca Łapa mają prawo wyrażania się o sytuacji naszego klanu, choć wciąż nie zostali wojownikami naszego Klanu Burzy. Poza tym, mało księżyców spędzili tutaj, aby jakkolwiek się wyrazić o obecnej sytuacji i są z dwóch innych klanów — omiótł spojrzeniem wymienionych. — Według mnie ich głosy nie powinny być brane pod uwagę. Czy ktoś się ze mną zgadza?
— Według mnie Twój głos nie powinien być brany pod uwagę. W przeciwieństwie do ciebie, oni jeszcze nie zdradzili Klanu Burzy — rozległ się głos Opadającego Rumianka.
— Jeszcze.
Firletka zmrużyła ślipia, przytakując Rumiankowi.
— Ich zdanie powinno również się liczyć, jeśli jest szansa na to, że będą mieli spędzać dni z mordercami pod jednym sklepieniem — oznajmiła, a po chwili zgodził się z nią sam Gasnąca Łapa.
— Każdy kot wie, że za zabójstwo niewinnych kotów należy się kara i nie podlega to dyskusji.
Pierze spojrzał na nich zrezygnowany.
— …w takim razie pozostawię to w łapach naszego przyszłego przywódcy, Zawodzącego Echa.
Wspomniany kocur podniósł łeb; do tej pory przyglądał się kłótniom z cieniem dyskomfortu i zmęczenia wymalowanym na pysku.
— Czy ktoś jeszcze chciałby coś dodać? Czy możemy już przejść do podejmowania decyzji?
Śpiewka uniosła łapę do góry.
— Było wspomniane o tym, że znaleziono futra w różnych kolorach. Czy mogę wiedzieć, w jakich?
— Czarne, białe oraz jasno rude
— Czy były wyczuwalne na nich jeszcze jakieś zapachy? Czy wszystko strawił dym?
Echo pokręcił głową.
— Niczego nie dało się rozpoznać.
Wojowniczka westchnęła, zamyśliła się na chwilę, po czym uniosła wyżej głowę.
— Z tego co wiemy i czego się dowiedzieliśmy wynika, że: Gradobijący Cierń zabił Króliczą Gwiazdę, Zwiewny Mak – Szarifkowy Wiatr, i ,z tego co twierdzi Bąbelkowy Plusk, również i Albę, w co szczerze wątpię. Nie widzę sensu wypierania się drugiego morderstwa, kiedy przyznano się już do pierwszego, chociaż może ma jakieś ukryte powody. Nieustraszony Chomik pozbawiła życia natomiast Skrzypa. Czy coś ominęłam
Odetchnęła.
— Gdzie w tym wszystkim Tańcujące Pierze? Zastanawia mnie... W końcu tak bardzo chciał spróbować krwi Albinosów — Firletka wzdrygnęła się — i wątpię, by nie wyskoczył jako pierwszy do brodzenia we flakach, chyba, że tak bardzo bał się ubrudzić... W co wątpię, patrząc na ślady. Cała grupa starszych trzymała się razem wraz z Króliczą Gwiazdą i mieliby się nagle rozdzielić? W sposób, w który Gradobijący Cierń nie jest w stanie wyznaczyć kolejnych zabójców? Z resztą, brakuje tu ciał. Co z Pozłacaną Pszenicą i Ognistą Pięknością? Oprócz Rudzikowego Skrzydełka, ktora z jakiegoś powodu odłączyła się od ewakuującej grupy, pomimo, że w niej była, z tego co słyszałam, to nie widziałam też Bąbelkowego Plusku i Dzikiego Berberusu. Nie było wszystkich, ciał nam brakuje, dwa tylko zostały spalone a reszta wyparowała, gdzie z Pszenicą jestem skłonna stwierdzić, że jest to wypadek. Co z Sójczym Błękitem? Kto zabił? Brakuje nam sprawców, dlatego pytam resztę, jeszcze raz. Skoro i tak jesteście skazani na śmierć lub wygnanie, to pochwała swoimi czynami nie zaszkodzi. W czyjej krwi moczyliście łapy? Jestem bardzo bliska zagłosowania za śmiercią dla wszystkich tu oskarżonych i jestem pewna, że część z tu obecnych jest też skłonna zmienić zdanie, w zależności od waszych dalszych zeznań. Być może wasza skrucha w czymś pomoże… Ah, i jeszcze sprawa z oskarżeniami Pożar nie daje mi spokoju... ale niestety tutaj mamy jedno słowo przeciwko drugiemu.
Koty zamilkły na parę uderzeń serca, słuchając podsumowania wojowniczki. Cierń podniósł głowę.
— Ja zabiłem Sójczy Błękit. Wspomniałem jako pierwsze o Króliczej Gwieździe, bo o niego było najwięcej pytań.
— Rozumiem. Co się stało z ciałem?
— …wszystkie zostały utopione w jeziorze, dlatego ich nie znaleziono
Śpiewka uniosła brew.
— Cóż, będziemy musieli spytać w takim razie Klan Nocy, czy przypadkiem nie widzieli trupa przepływającego im przez obóz — skomentowała. — Wracając. Pamiętasz kto z tobą wtedy tam był, wrzucając ciała? Czy wszyscy wymieniemi? Czy znajdował się obok Tańcujące Pierze i czy jesteś w stanie opisać mi wygląd każdego z nich w tamtym momencie.
— Pierze nie był przejęty. Reszta z resztą też nie. Ja sam byłem wstrząśnięty, po całej tej sytuacji byłem bardzo nieobecny… Ale były tam chyba wszystkie koty, które mordowały.
— Proszę, Cierniu, nie mów ,,wszyscy", tylko od razu mów imionami. I znaczy to, że nic nie pamiętasz, dobrze-
Przerwała jej Ostatni Pożar.
— Rudzikowe Skrzydełko przyznała się do spiskowania przeciwko Króliczej Gwieździe. Czego jeszcze szukać? To samo w sobie nie powinno jej dawać prawa do życia w klanie jako normalna wojowniczka.
Oskarżona kocica otworzyła pysk.
— Przez długi czas stałam w obozie jak zamrożona — oznajmiła. — Później szłam raczej wolno przerażona na samym końcu grupy, daleko za starszymi. Gdy tylko się ocknęłam z tego transu ogień był już za mną. Gdy chciałam już pobiec za reszta grupy, a także zapomnieć o wszystkim co planowali nagle przypomniało mi się o Zajęczym Udku. Wtedy bez zawahania ruszyłam w pobliża Klanu Klifu gdzie widziałam ostatnio kocura — mówiła łamiącym się głosem. — A gdy wracałam widziałam już przed sobą Opadającego Rumianka do którego po jakimś czasie nawet dołączyłam. On raczej mnie nie lubi. Gdyby coś na mnie miał na pewno by mnie wydał.
— Ja i Ostatni Pożar byłyśmy pierwszymi kotami przy Kamiennych Strażnikach — skomentowała Złota Wydma — a co za tym idzie, przy granicy z Klanem Klifu i tak się składa, że ani przez chwilę cię nie widziałyśmy.
Rudzik zastrzygła uchem.
— Ale za to ja was widziałam. Może byłyście zbyt zajęte sobą? — prychnęła. — Samego Zajęcze Udko znalazłam bliżej granicy z Klanem Wilka. Pewnie mnie po prostu nie zauważyłyście.
— Czyli teraz to granica z Klanem Wilka? I mamy uwierzyć, że przypomniało ci się o tym dokładnie teraz? Bardzo wygodnie dla twojej wersji wydarzeń.
— Złocista Wydmo, nie zrozumiałaś! — odparła zaraz oskarżona. — Poszłam pod granicę z Klanem Klifu, ale nie było go tam. Zauważyłam go dopiero przy granicy z Klanem Wilka, gdy szłam wzdłuż granic. Potem poszłam szukać reszty, ale nikogo poza Opadającym Rumiankiem nie znalazłam.
Złota Wydma wywróciła oczami.
— Czyli chcesz powiedzieć, że byłaś na samym końcu grupy, przeszłaś wzdłuż granicy z Klanem Klifu aż do Klanu Wilka, w tym czasie nikt Cię nie zauważył, jednak ty ciągle nas widziałaś. A potem spotkałaś Opadającego Rumianka, który swoją drogą szedł z kierunku obozu, a nie granicy z Klanem Wilka i to wszystko sprawiło, że znaleźliście nas dopiero po pożarze.
Odczekała moment, patrząc w oczy Rudzik.
— To wszystko, czy chcesz dodać jeszcze jakieś bajeczki?
— Oj. Uwzięły się na mnie. Pożarek, jej irytująca... dziewczyna. I kłapiąca pyszczkiem pchła.
Na pysku rudej malowała się mieszanka obrzydzenia i bezradności.
— Chyba faktycznie trochę pogubiłam się w zeznaniach. Część z tego faktycznie była prawdą. Tylko, że chyba nie dam rady...tego dokładnie wyjaśnić. Nie jestem w stanie.
— A. Dobrze. W takim razie przykro mi Klanie Burzy ale musimy uniewinnić tę kotkę ze względu na poplątane zeznania, kłamstwa i brak chęci naprostowania. — zaszydziła Wydma, uśmiechając się do reszty kotów. — Wszystkim to pasuje?
— Nie chcę być uniewinniona... Przyjmę każdą karę jaka mnie spotka.
Śpiewający Raniuszek ponownie wtrąciła się do rozmowy.
— Czyli postanowiłaś przejść ten kawał drogi być niezauważona i powiadomić kocura z obcego klanu o pożarze zamiast zająć się swoimi dziećmi. Rozsądnie, tak. Dobrze, Gasnąca Łapo, czy w waszym klanie jest obecnie kocur o imieniu Zajęcze Udko?
Rudzik zwróciła spojrzenie na młodszą wojowniczkę.
— Zajęcze Udko nie należy do klanów. Chociaż często znajduje się na ich terenach — dodała, żeby wyjaśnić. — I z tego co wiem nigdy nie należał do żadnego klanu. Nie wiem skąd takie imię.
— W takim razie poszłaś szukać czegoś czego mogłaś praktycznie nie znaleźć — skwitowała Śpiewka. — I był na granicy Klanu Klifu z Klanem Wilka? Jeśli dobrze kojarzę, granica ta nie pozwala na przejście samotnikom, a Klan Wilka tym bardziej nie współpracuje z nikim innym, oprócz sobą. I akurat trafiłaś na niego? Podczas pożaru? Dosłownie w chwili? Znalazłaś i wróciłaś, jak pierwszy lepszy patrol? Na nieodpowiednich terenach? By ostrzec samotnika, który nijak się ma do pożaru, którego mogłaś nie znaleźć, który mógł dawno być daleko stąd, któremu nic nie groziło, dla którego naraziłaś swoje kocięta? Przepraszam, jest to tak irracjonalne, że aż śmieszne.
Bol przemknął po pysku Rudzikowego Skrzydełka.
— Nie naraziłam swoich kociąt. Ognik o nie zadbał gdy widział że ja spanikowałam. Chyba.
— Wciąż jednak wisi tutaj reszta oskarżeń. A Oskrzydlony Ognik to nie jest matka zastępcza, a tym bardziej nie byłby w stanie zastąpić ciebie!
Złota Wydma ponownie zwróciła się w stronę oskarżonej.
— Gdyby twój kochaś rzeczywiście przebywał blisko Klanu Wilka już by pewnie dawno nie żył. Parszywe wilczaki atakują wszystko co się rusza.
Rudzik wzięła drżący oddech.
— No dobrze. Powiem prawdę.
Zamilkła na parę uderzeń serca.
— Wcale nie widziałam się z Zajęczym Udkiem. Cały czas szłam na końcu grupy. Po czasie dołączyła do mnie Ognista Piękność. Ona... Ona się potknęła — wyszeptała cicho. — Ja wiedziałam że jak to powiem to będzie moja wina! Chciałam jej pomóc, ale gdy mój ogon zajął się ogniem. Spanikowałam. Ja... Ja widziałam jak ona płonie. Powiedziała, że ja i moje rodzeństwo to gorsze potomstwo Płomiennego Ryku. Nie wiedziałam wtedy o co jej chodzi. Teraz rozumiem. Nigdy bym jej nie zabiła... Ale czułam się temu winna, w końcu jej nie uratowałam... A mogłam. Nawet próbowałam. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Nie zdążyłam — załkała, dygocząc nerwowo. — Ale naprawdę nigdy nie zrobiłabym nikomu krzywdy!
— I w ramach pomocy złamałaś jej łapę?
— Ale to nie ja! — zawołała zrozpaczona. — Nawet nie wiedziałam że miała złamaną łapę. Musiała się potknąć. Albo złamała ja już jakiś czas temu. Nie wiem!
— Złamaną wcześniej? Musiałaby skoczyć ze skruszonego drzewa, kości nie są aż tak kruche, mogłaby ją co najwyżej zwichnąć podczas próby ucieczki - zauważyła Śpiewka, nieustępliwie drążąc dalej. - A była ewidentnie złamana.
— Moja matka nie miała złamanej łapy!
Wszyscy zwrócili wzrok na warczącą Ostatni Pożar.
— Zrobiłaś to. Zabiłaś Ognistą Piękność! Zabiłaś moją matkę! Wydrę z Ciebie flaki, wronia strawo!
Wojowniczka zaczęła zbliżać się do oskarżonej, obnarzając zęby. Echo podniósł się ze swojego miejsca.
— Ostatni Pożarze, uspokój się!
— Była starszą. Miała pewnie słabsze kości — zamiauczała cicho Rudzik. — Widziałam jak jej łapa się omsknęła. To chyba właśnie wtedy się złamała. Chciałam jej pomóc, ale zaczęła się strasznie wierzgać…
Spojrzała zdesperowana na Pożar.
— Nie zabiłam jej! Nic mi nie zrobiła!
— Zabiła mi matkę! Te Lisie Łajno zabiło mi matkę! Pomszczę ją! Zabiję Rudzikowe Skrzydełko, zabiję, zagryzę, rozpruję…
Po Grocie Pamięci rozległo się kolejne, o włos bardziej spanikowane zawołanie zastępcy.
— Ostatni Pożarze!
Rudzik zjeżyła futro.
— Nie zabiłam jej! Nikogo nie zabiłam!
Złota Wydma wbiegła pomiędzy oskarżoną a swoją partnerkę.
— Proszę, zostawcie ją! – krzyknęła, po czym obróciła się do rudej. — Pożar, proszę Cię, opanuj się!
W tym samym czasie Rudzikowe Skrzydełko zacisnęła ślipia i osunęła się na ziemię.
— Z-Zabijcie mnie. Po prostu mnie zabijcie.
Sytuacja zdecydowanie wymykała się im wszystkim spod kontroli.
— Uspokójcie się wszyscy! — warknął nagle Zawodzące Echo, po czym odchrząknął i spojrzał po pobratymcach. — Skakaniem sobie nawzajem do gardeł niczego nie rozwiążemy. Ostatni Pożarze, pilnuj się — spojrzał na kocicę z ukosa. Po chwili dobiegły go miauknięcia Raniuszek. — A ty, Śpiewający Raniuszku, zachowaj powagę. Mieliśmy tu dojść do wspólnej decyzji, a na razie wyglądamy jak zgraja kłócących się kociaków. Czy każdy rozumie, jakie oskarżenia zostały przedstawione? Czy ktokolwiek słuchał słów Śpiewającego Raniuszka?
— Oczywiście, Zawodzące Echo — odezwała się Śpiewka. — Nie ja jednak zaczęłam to przedstawienie, chciałam tylko zaznaczyć.
Zastępca westchnął.
— Czy wszyscy gotowi są zadecydować o przyszłości oskarżonych?
W tłumie rozległy się szmery potwierdzenia. Przed grupę wyszedł jeden z kotów – Oskrzydlony Ognik.
— Klanie Burzy, wysłuchaliśmy wielu słów i oskarżeń oraz dowiedzieliśmy się dzisiaj wielu nowych rzeczy. Nie powinniśmy jednak zapomnieć, że wszystkie tu obecne i oskarżone koty, kłamały. I pewnie kłamałyby dalej chroniąc się nawzajem, gdyby nie Gradobijący Cierń, który, jak śmiem twierdzić, nie ugiął się dlatego, że rzeczywiście żałował... A dlatego, że przestraszyła go wizja śmierci. W końcu to on bezwstydnie od samego początku próbował wmówić wszystkim, że trzeba zająć się głodującymi kociętami, które wcale wtedy jedzenia nie potrzebowały, w końcu nie głodowaliśmy od wielu księżyców, a jedynie uciekliśmy przed pożarem. W powietrzu wisi jeszcze wiele niewiadomych, jednak patrząc na chęć współpracy reszty zdrajców, nie licząc Ciernia, wątpię, byśmy uzyskali jakiekolwiek informacje. Nie uważam, by wygnanie było dobrym rozwiązaniem, patrząc na to, że zdrajcy zdrajcami pozostaną, a wrócić mogą ze wzmożoną siłą. Podjęlibyśmy wielkie ryzyko, gdybyśmy do tego dopuścili.
Odetchnął i zlustrował wzrokiem zebranych.
— Moja propozycja pozostaje niezmienna. Dla Tańcującego Pierza oraz Nieustraszonej Chomik proponuję wyrok śmierci. Wszyscy słyszeli o wyczynach młodego kocura, a Chomik swoim zachowaniem pokazała, że koty podobne jej nie mogą się zmienić. Jeśli raz próbowała zabić, drugi raz zabiła, to zrobi to po raz kolejny.Co do reszty... Degradacja do roli minara. Wieczny niewolnik, bez praw, bez możliwości chodzenia w samotności, bez wypowiedzi, na zawsze zostawiony w chłodnej dziurze, pilnowany dzień i noc przez przynajmniej dwa koty, jeśli się uda. Wymagałoby to oczywiście wielu środków, jednak dzięki temu możemy trzymać ich blisko, bez ryzyka powrotu z większą siłą. Każdy tu zabił z zimną krwią i chociaż doceniamy skruchę, przynajmniej niektórych z was, uważam, że zmiana w niektórych przypadkach, podobnie jak z Chomik, jest niemożliwa. Jeśli pilnowanie wymagałoby zbyt wiele wysiłku, być może okaleczenie o którym wspomniała Śpiewający Raniuszek nie byłoby złą opcją, chociaż wolałbym tego uniknąć. Nie słyszałem jeszcze głosu w tej sprawie Tańcującego Pierza i Dzikiego Berberysu i zdaje się, że nie mają zamiaru się bronić, tym samym przyznając się do winy. Oczywiście, największą zbrodnią jest zabicie naszego lidera, jednak czy skrucha, współpraca i zrzucenie winy na manipulację jest wystarczające? Gradobijący Cierniu, cokolwiek byś nie powiedział, wciąż jesteś myślącym, samodzielnym i dorosłym kotem. Ciężko było słuchać, gdy zrzucałeś winę na Tańcujące Pierze, zamiast na samego siebie, wspominając o tym, że ,,nie miałeś na to wpływu". Każdy. Powtarzam każdy z tu zgromadzonych przed sądem miał całkowity wpływ na swoje akcje i czyny. Końcowo jednak myślę, że życie w jego przypadku powinno być darowane. Właśnie dlatego. Co do Rudzikowego Skrzydełka natomiast — zawahał się — najpierw mylenie, później wypieranie a na końcu zmyślanie... zawiodłem się na tobie i wciąż wiem, że nie było powiedzianej całej prawdy, jednak nie mamy również dowodów przeciw. Nie sądzę, że jestem odpowiednią osobą do oceny co powinniśmy zrobić w tym wypadku, patrząc na nasze pokrewieństwo, jednak miałem nadzieję na nieco lżejszą karę, ze względów na brak adekwatnych dowodów. Proszę o rozpatrzenie moich propozycji.
Spojrzał na leżącą na ziemi siostrę.
— Dziękuję.
— Nie zniosę już dłużej tej podłości i nikłej lojalności — odezwał się po chwili Opadający Rumianek. — Chcę, aby dokonano egzekucji na każdym z oskarżonych. Nie zasługują na to, aby zagrzewać miejsce w Klanie Burzy. Nawet jako minarzy. Tym bardziej że ta Szczurze Skrzydełko próbowała mnie te w to wciągnąć. Nie chcę, aby takie koty zostały wygnane. Niech giną.
W jego ślady z własnymi głosami wysunęły się do przodu kolejne koty.
— Uważam, że Tańcujące Pierze i Nieustraszony Chomik zasługują na egzekucję — przyznał Poczciwy Szakłak stłumionym głosem. — Gradobijący Cierń natomiast i Dziki Berberys wygnani.
Skrzydlata Płomykówka przytaknęła.
— Uważam podobnie w sprawie Pierza i Chomik, jednakże Gradobijący Cierń z bratem powinni pozostać poddani pracy pod nadzorem.
Ciałem Rudzikowego Skrzydełka wstrząsnęły szlochy.
— Zabijcie mnie. Proszę. Zaopiekujcię się moimi maleństwami... — mamrotała w kółko.
Firletka po chwili zawahania podeszła do niej, kładąc jej delikatnie ogon na barku. Przydałoby się przypilnować, aby ta w panice się nie udusiła własnymi łzami, nawet, jeśli średnio miała ochotę zbliżać się do któregokolwiek z oskarżonych… Oskarżona podskoczyła i wcisnęła pysk między łapy.
— Zabij mnie!
Jej gardło zacisnęło się. Spojrzała przelotnie na Echo, po czym delikatnym ruchem ogona przyciągnęła kocicę do siebie.
— Nie zabiję cię — miauknęła, starając się utrzymać równy ton głosu. — Jeśli mam być szczera, nie chciałabym, aby kogokolwiek obecnego teraz w Grocie Pamięci spotkał taki los. Jednak nie we wszystkim mój głos jest na tyle istotny, aby przeważyć ten większości — kontynuowała. Nad ramieniem kocicy jej wzrok wbity był w ślipia zastępcy.
Poruszyła delikatnie końcówką ogona.
— Cokolwiek się stanie, mogę Ci obiecać, że zadbamy o Twoje dzieci. Dopilnuję tego.
Czuła, jak ciałem Rudzik wstrząsa dreszcz.
— Jesteś d-dobrą medyczką...
Wcale się taką nie czuła. Nie, gdy tuliła własnie do siebie kocicę, którą jeszcze tego popołudnia towarzyszące jej koty mogą zesłać na śmierć. Zacisnęła zęby, wodząc wzrokiem po ziemi. Ile kotów w Klanie Burzy spotkał taki los? Ile jeszcze spotka?
Z zamyślenia wyrwał ją głos Zawodzącego Echa.
— Mamy wystarczająco głosów, aby wydać wyrok!
Szumy w tłumie ucichły. Zwróciła na niego wzrok, podnosząc łeb znad ramienia Rudzikowego Skrzydełka.
— Pamiętajcie, że decyzja ta została podjęta wspólnie.
Zastępca wziął głęboki oddech.
— Zgodnie ze słowami większej części klanu, Tańcujące Pierze oraz Nieustraszony Chomik spotka kara śmierci — oznajmił. — Dziki Berberys zostanie wygnany daleko za naszą granicę. Gradobijący Cierń, natomiast... Zostaje skazany na dożywotnią pracę w tunelach pod stałym nadzorem. Liczę, że będzie skłonny do współpracy, abyśmy mogli w przyszłości lepiej wyjaśnić tę sytuację.
Odczekał parę uderzeń serca.
— Co do Rudzikowego Skrzydełka, Zwiewnego Maku oraz Bąbelkowego Plusku — kontynuował — ich również spotka kara w postaci prac w obozie i poza nim, jak i ograniczonej wolności.
Tańcujące Pierze wraz z Dzikim Berberysem zacisnęli szczęki, jednak nie ruszyli się z miesca. Gradobijący Cierń jedynie skinął głową w stronę zastępcy, z ulgą wymalowaną na pysku.
Odsunęła się o krok, gdy Rudzikowe Skrzydełko podskoczyła w miescu. Młodsza kocica zaczęła rozglądac się po grocie, wodząc rozbieganym wzrokiem po kotach. Gdzieś z boku, Bąbelkowy Plusk spuścił wzrok na własne łapy, a Nieustraszony Chomik zmrużyła ślipia.
— Upiekło Ci się jak na morde dwóch starszych kotów — ciszę przerwał głos Dzikiego Berberysu, skierowany do Ciernia. Od początku, aż do tego momentu, siedział cicho. — No, no, no... Nie wiedziałem że uda ci się tak spłakać przed resztą, że łaskawie ci darują życie. A podobno to ja byłem beksą. Szkoda tylko wspinasz się po trupach do celu, a potem wycierasz się innymi. Nikt ci nie kazał zabijać, zrobiłeś to sam i to dwa razy.
Srebrny kocur odwzajemnił ostre spojrzenie brata.
— Berberysie, przykro mi, że tak uważasz i że sam nie żałujesz swojego występku.
— Sam byś tego nie żałował, gdyby ciebie nie złapano i nie przeraziła wizja śmierci z łap pobratymców — zaśmiał się Berberys. — Czasami trzeba mieć honor, ty go już dawno straciłeś. Pewnie ojciec byłby z ciebie dumny. Całkiem dobrze, jak niespełnego rozumu mordercę.
Tańcujące Pierze wtrącił się do wymiany zdań.
— Gradobijący Cierń łga. Mówi to, co się mu nasuwa na język niczym idiota niższej klasy. Kłamać to potrafi, a w nie tylko jednej sprawie — odezwał się. — Twój braciszek o mało, co nie zabił własnej siostry. Ciebie. Zobacz, do czego może się posunąć taki egoistyczny kot, aby przeżyć, zniżając się do... ale to już nie mój kłopot.
Uśmiechnął się.
— Niech ten klan zgnije z raną, której przez dumę nie chciał pokazać medykowi.
Skinął głową Dzikiemu Berberysowi.
— Owszem, Dziki Berberysie. Gradobijący Cierń jest jak ze skóry zdarty swojego ojczulka. Mówił mi, że chciał go pomścić. Najwyraźniej Świerszczowy Skok na długo nie opuści naszego ukochanego Klanu Burzy, co? — uniósł brew i wyszczerzył ząbki w irytującym uśmieszku. — Jaki ojciec, taki syn. Oboje bezmyślni, ale tylko jeden zachowujący choć grosz honoru i podziwu. I to na pewno nie ten, co teraz się skulił pod wzrokiem zwykłych kotów — prychnął z pogardą i uniósł podbródek. — Dobrze byłoby go nazwać po tym wszystkim Świerszczowy Skok. Aby zapamiętał, dla kogo zabił aż dwa koty i mógł zabić jeszcze-
— Uspokojcie się. Decyzja już zapadła — warknął Zawodzące Echo. Odczekał parę uderzeń serca, po czym ponownie uchylił pysk. — Nim wszyscy się rozejdą, a oskarżeni tymczasowo powrócą do dołów, chciałbym coś ogłosić.
Spojrzał po kotach zebranych w Grocie Pamięci. Jasno widziała na jego pysku zmęczenie i ból
— W związku z odejściem Króliczej Gwiazdy — zaczął, uciszając tym samym większość szeptów w tłumie — Jestem zobowiązany oficjalnie przejąć rolę przywódcy oraz wyznaczyć nowego zastępcę.
Wziął głęboki oddech, zamrugał, po czym wbił wzrok w jednego z kotów.
— Skrzydlata Płomykówko, wystąp — polecił. Gdy kocica, po chwili zawahania, stanęła przed nim, kontynuował. — Jesteś kompetentną wojowniczką, jak i wytrwałą mentorką, co pokazał trening Ostatniego Pożaru. Dziś wykazałaś się umiejętnością przewodzenia grupie oraz zachowałaś spokój pomimo stresującej sytuacji. Od tej chwili pełnisz rolę mojego zastępcy — oznajmił, po czym zniżył ton głosu, szepcząc jeszcze parę słów. — Przykro mi z powodu śmierci Twojej matki i partnera. Sójczy Błękit odeszła jako szlachetna wojowniczka, broniąc życia innych. Widzę w Tobie to, co tak bardzo szanowałem właśnie w niej.
Skrzydlata Płomykówka milczała przez parę uderzeń serca.
— Dziękuję Ci za tę szansę — odpowiedziała w końcu. — Będzie to zaszczyt dźwigać na barkach losy Klanu Burzy wraz z tobą. Fakt, moja matka była wspaniała, jako rodzic i także członek klanu, dlatego też obiecuję, że nie zhańbię jej imienia, a także imienia Klanu Burzy — miauknęła, posyłając mu subtelny uśmiech.
Mogła spodziewać się tej decyzji. Nigdy nie dopytywała Zawodzącego Echa o kandydatów na zastępcę, ale miała swoje podejrzenia. Płomykówka była córką Sójki i siostrą Ognika; dwóch kotów, które Echo szanował.
Gdy szepy – te pełne ulgi, jak i te mniej zadowolone – ucichły, Echo ponownie zabrał głos.
— Gdy tylko sytuacja Klanu Burzy się ustabilizuje, odbędę podróż do Księżycowej Sadzawki — kontynuował. — Na razie powinniśmy się skupić na wyżywieniu klanu oraz zajęciu się jego najmłodszymi członkami.
Skinął głową swojej nowej zastępczyni.
— Skrzydlata Płomykówka wyznaczy patrole łowieckie. Trzymajcie się zachodniej części naszego terytorium, tej, której nie dosięgły płomienie; w przeciągu następnych wschodów słońca wysyłane będą również grupy, których celem będzie ocena wielkości strat. Chętnych uczniów oraz wojowników proszę również o zgłoszenie się do Wdzięcznej Firletki, aby w wolnej chwili pomóc jej oraz Łzawej Łapie w odbudowaniu prowizorycznych zapasów ziół, aby mogły zająć się waszymi urazami, jeżeli takowe się pojawiły. Dodatkowo, szczątki Pozłacanej Pszenicy oraz Ognistej Piękności zostaną przygotowane do czuwania, aby później mogły zostać godnie pochowane.
Zamilknął na moment.
— Tańcujące Pierze, Nieustraszony Chomik oraz Dziki Berberys powrócą do dołów, w których spędzili wczorajszą noc — oznajmił. — Tam, pod stałym nadzorem, wyczekiwać będą egzekucji, lub w przypadku Berberysu, odprowadzenia poza granice klanu. Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk zostaną przeniesieni do ślepej odnogi jednego z tunelów prowadzących do Groty Pamięci.

06 lipca 2026

Od Wdzięcznej Firletki

Jakiś czas temu…

Wsunęła pysk pomiędzy zioła, wybierając z niego parę jagód jałowca oraz liści malwy. Wzięła głęboki oddech, smakując zapachu medykamentów, do którego przez te wszystkie księżyce tak przywykła, że zaczął on ją po prostu uspokajać.
Po paru uderzeniach serca cofnęła się. Gdzieś z tyłu dobiegało do niej ciche, rytmiczne pomrukiwanie Wełnistej Mszycy, pochylonej nad Białym Strumieniem.
— Jak jego gorączka? — zapytała cicho, uważając na zioła w pysku.
Asystentka podniosła spojrzenie, przekręcając lekko głowę w bok i wzdychając cicho.
— Na razie bez zmian.
Zawsze zazdrościła w duchu kotce relacji, którą miała z rodzeństwem. Tęskniła za Skowronkiem.
Skinęła krótko głową, przechodząc obok kotki i muskając jej bark ogonem w geście pocieszenia. Łapa albinoski, trzymająca zimny kompres na czole brata, drgnęła.
— Nic mu nie będzie — miauknęła, zbliżając się do wyjścia z Kamiennej Wieży. — Idę odwiedzić Wędrujące Niebo, wrócę przed zachodem słońca. Gdyby mu się pogorszyło, poślij kogoś po mnie.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Jej futro otarło się o kamienną ścianę. Wstąpiło do Groty Pamięci, skinieniem głowy witając się z Wędrującym Niebem i siedzącym obok Zawodzącym Echem.
— A więc?
Głos kronikarza był niewyraźny, jednak patrzył się na zastępcę z uniesioną brwią. Nie zwlekając, zbliżyła się do niego, delikatnym ruchem każąc podnieść mu się z posłania, w które wciśnięty był jego pysk, po czym położyła przed nim przyniesione zioła.
— A więc co? — zapytała, cofając się o krok.
Wędrujące Niebo spojrzał wymownie na czarnofutrego kocura, którego wargi wykrzywione były w grymasie. Echo spuścił wzrok i westchnął.
Coś w jej żołądku zrobiło niespodziewany przewrót. Już czuła, że nie przyniesie to nic dobrego.
— Śniący Obserwator znowu poinformował mnie o tym, co usłyszał — wydusił z siebie. Firletka zastrzygła uszyma; jego głos zadrżał, a ślipia zabłysły. — Tym razem powiedział o… Pozbywaniu się mojego ojca. I o tym, że chciałbym ociąć wszystkich od władzy i zrobić taki sam ustrój, jaki panuje w Klanie Nocy. Firletko, oni chcą się nas... Pozbyć. Mnie, mojego ojca, może- może nawet moich dzieci!

wyleczeni: Biały Strumień, Wędrujące Niebo

21 czerwca 2026

Od Wdzięcznej Firletki CD. Tańcującego Pierza

W niedalekiej przeszłości…

Z zaciśniętym gardłem obserwowała, jak tłum kotów rozstępuje się, aby przepuścić rudego wojownika. Tańcujące Pierze obejrzał się przez ramię, uszy położone płasko przy głowie. Parsknął. Po czym zniknął w wyjściu z obozu.

"Klan Burzy słabnie. Marnieje. Wy po prostu nie umiecie tego przetrawić. Jeśli Królicza Gwiazda naprawdę martwi się swoim klanem, niechże coś w końcu dla niego zrobi!"

Potrząsnęła głową. Nie teraz. Zwróciła spojrzenie na grupę gapiów, szepczących między sobą.
— Koniec przedstawienia! — wysyczała, podchodząc parę kroków bliżej i zasłaniając ogonem ciało dogorywającego Aminka. Wykrzywiła pysk w grymasie. — Niech ktoś go przypilnuje, bo jeszcze zrobi coś głupiego.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Jeszcze tego samego wieczora kaszel i chrapliwe oddechy Aminkowej Łapy, które odbijały się od ścian legowiska, ucichły.
Odwróciła się od ciała ucznia, wciskając pysk między stosy ziół składowany w jednej z części wieży. Chwyciła pomiędzy zęby parę gałązek lawendy oraz rozmarynu. Ostry zapach ziół muskał jej nozdrza, jednak zapach był już jej na tyle znajomy, że nawet nie zmarszczyła pyska.
— Napewno nic się nie stało?
Zwróciła spojrzenie w stronę Zawodzącego Echa.
— Na pewno.
Zbliżyła się ponownie do Aminkowej Łapy i odłożyła zioła na bok. Czy naprawdę była w tej sytuacji tak niewinna, jak głosiła to wcześniej? Usiadła, po czym chwyciła jedną z łodyg między przednie łapy, trąc kwiaty między ich poduszkami. Może uczniów trzeba pilnować równie bardzo, jak kocięta.
Woń lawendy rozniosła się po Kamiennej Wieży.
— Odepchnął Wełnistą Mszycę — kontynuowała po chwili — ale wszystko z nią dobrze. Wysłałam ją do Groty Pamięci, aby spędziła trochę czasu z Lotosowym Pąkiem.
Uszy zastępcy drgnęły.
— Nie potrzebujesz jej łap do pomocy?
— Na razie poradzę sobie sama. Poślę po nią przed wschodem słońca, gdy zakończy się czuwanie.
Westchnęła, wcierając rozmaryn w sierść kremowego ucznia.
–– Zawołaj któregoś z wojowników, aby wyniósł ciało przed wieżę — poleciła, odsuwając się o krok i zbierając ze sterty po boku łodygi wrzosów, aby okryć nimi sylwetkę Aminka. — Mi Tańcujące Pierze oberwałby wąsy.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Słońce dopiero co zaczęło wspinać się po nieboskłonie. Grupa kotów zebrała się przed świeżo ukopanym kopczykiem, udekorowanym pojedynczymi gałązkami polnego kwiecia. Pozwoliła Króliczej Gwieździe, podpieranemu przez Zawodzące Echo, wygłosić parę pożegnalnych słów skierowanych do zmarłego ucznia, zanim sama wzięła głos.
— Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, jednak choroba okazała się silniejsza, zabierając go ogd nas przedwcześnie — miauknęła, unosząc wzrok w górę. — Niech jego dusza wędruje pośród gwiazd.
Czuła na sobie wzrok Tańcującego Pierza, ale nie odwróciła się w kierunku młodego wojownika. Jego słowa nadal wybrzmiewały w jej myślach; choć nie na miejscu, i wypowiedziane z wyrzutem, w pewnych aspektach do niej przemawiały. Sama krytykowała niektóre decyzje Zawodzącego Echa, o których wspominał rudy, o czym się przed zastępcą nie kryła… Ale nie wygarniała tego przed wszystkimi w taki sposób. Przełknęła ślinę. Czy podobnie myślała reszta Klanu Burzy?

Po powrocie do obozu zaszyła się w półmroku własnego legowiska. Wśród resztek rozchodzącego się tłumu zobaczyła jeszcze Wędrujące Niebo, z poważnym wyrazem pyska mówiącego coś właśnie do Tańcującego Pierza. Ganiącego go za jego wcześniejsze zachowanie? Czy może zapewniającego, że Aminkowa Łapa już nie cierpi?

<Tańcujące Pierze?>

14 czerwca 2026

Od Wdzięcznej Firletki do Lśniącej Gwiazdy

Dzień przed zgromadzeniem…

Wytarła łapy o wilgotny mech. Ostatnie promienie słońca ledwo przebijały się przez mrok panujący wewnątrz wieży; ostre krańce kamiennych cegieł spowite miękkimi cieniami.
Odłożyła zaschnięte makówki na ich miejsce. Kątem oka zerknęła na leżącą na jednym z posłań Śpiewający Raniuszek, upewniając się, że zimny kompres z jej czoła nie obsuwa się. Nie była pewna, czy bezzsenność kotki związana była z wysokimi temperaturami w nocy, czy stresem, ale… Lepiej być przezornym.
Od śpiącej pacjentki jej uwagę odciągnął odgłos kroków, przenoszący się z wyższego piętra Kamiennej Wieży na dół, do lecznicy. Uniosła głowę, kątem oka łapiąc spojrzenie Zawodzącego Echa.
Wraz z pojawieniem się zastępcy atmosfera w legowisku zgęstniała. Była wręcz w stanie zobaczyć zmartwienia czepiające się futra kocura.
— Zawodzące Echo?
Ślipia zastępcy zastrzymały się na chwilę na śpiącej sylwetce w rogu lecznicy, zanim ten potrząsnął głową i z westchnieniem zsunął się ze schodków.
— Martwię się.
Uniosła brew.
— Martwię się o to, co powiedział mi Gasnąca Łapa — doprecyzował z grymasem na pysku.
Ah. Przywołała w myślach obraz świeżo-przyjętego ucznia. Rzeczywiście, i Echo, i Wędrujące Niebo, wspominali coś wcześniej o monologu, który kocur wygłosił zastępcy na granicy.
— Nie ufasz mu — podsunęła, przekrzywiając głowę nieco w bok.
— Nie wiem.
Odwróciła się, zbierając z posadzki kłębek mchu. Przesunęła się zgrabnie w mroku i odłożyła go na miejsce, pośród innych, obok wydrążonego kawałka kory z resztką wody. Zmarszczyła brwi. Będzie musiała wysłać któregoś z uczniów po więcej.
— Planujecie mówić coś na zgromadzeniu? — zapytała. Pomimo zapachu mokrej sierści, od kocura nieomylnie unosiła się również woń Klifiaka. Nie było trudno połączyć fakty i dojść do wniosku, że Gasnąca Łapa jest zbiegiem z sąsiedniego klanu.
— A powinniśmy?
Cmoknęła z niezadowoleniem.
— Nie… Jeżeli przwódca Klanu Klifu niczego nie ogłosi, to lepiej, abyśmy zostawili tę informację dla siebie — miauknął po chwili zmęczonym głosem. — Wątpię, aby mój ojciec tak czy siak chciał poruszać temat.

Na zgromadzeniu…

Przez cały wieczór obserwowała, jak Zawodzące Echo czeka na moment, w którym atmosfera stanie się nieprzyjemna. Ze swojego miejsca pośród innych medyków nie zawsze była w stanie dojrzeć jego pysk, ale nerwowo drgające uszy i ogon mówiły wystarczająco.
— Niestety, wydarzyło się również coś, co dla każdego przywódcy jest wyjątkowo bolesne.
Uniosła wzrok, przerywając dyskusję z Wełnistą Mszycą na temat leczenia Dzikiego Berberysu. Lider Klanu Klifu podniósł ton głosu i wysunął się na przód skały.
— Jeden z naszych wojowników, Królicza Prawda, opuścił obozowisko i zbiegł na nieznane tereny — kontynuował, wodząc spojrzeniem zarówno po zebranych wojownikach, jak i przywódcach wokół niego. — Sądzę, że kot ten może być niezrównoważony psychicznie, a jego zachowanie staje się coraz bardziej niebezpieczne. Wszystko wskazuje na to, że po krótkotrwałym objęciu przywództwa przez Pikującą Jaskółkę zaczął kierować się chorobliwą żądzą władzy, w jej przywództwie dostrzegając własne korzyści. Po jej zniknięciu zaczął zachowywać się dość... Niestosownie.
Wziął głęboki oddech, a futro na grzbiecie Firletki nastroszyło się nieznacznie.
— Zwracam się więc do wszystkich klanów – jeśli spotkacie Króliczą Prawdę, zachowajcie ostrożność. Obawiam się, że jest gotów zrobić wszystko, by osiągnąć swoje cele. Jeśli będzie taka możliwość, zatrzymajcie go i sprowadźcie z powrotem do Klanu Klifu, zanim dojdzie do tragedii.
Widziała, jak Królicza Gwiazda zastyga w szoku, a jego syn strzyże uszyma i otwiera usta.
— ...Czy uważasz, że jest niebezpieczny? — słowa Echa wybrzmiały głucho pośród szeptów zebranych kotów.
Wąsy Lśniącej Gwiazdy drgnęły, a w jego oczach pojawił się chłodny błysk zainteresowania.
— W innym wypadku nie apelowałbym do wszystkich tu zebranych.
Na moment zawiesił spojrzenie na rozmówcach, jakby próbował ocenić, ile rzeczywiście byli gotowi mu powiedzieć.
— Jeśli ty lub Królicza Gwiazda wiecie coś o nim, proszę, powiedzcie mi o tym — dodał już nieco ciszej; musiała wytężyć słuch i skupić się na ruchach ich warg, aby zrozumiec część słów. — Nie musi być to koniecznie teraz. Szczerze mówiąc, wolałbym porozmawiać po zakończeniu zgromadzenia, jeśli jest to możliwe, oczywiście.
Zawodzace Echo skinął głową. Po paru uderzeniach serca spojrzał z wyczekiwaniem na ojca, aż ten odpowie liderowi sąsiednego klanu; ten jednak zachowywał się, jak gdyby zabrakło mu języka w pysku.
Drgnęła, gdy zastępca podniósł się z ziemi i zgrabnym susem wskoczył na skałę liderów, stając obok Króliczej Gwiazdy.
Pochylił głowę, skupiając wzrok na Lśniącej Gwieździe. Słowa, które dwójka kocurów wymieniła między sobą były już na tyle dyskretne, że słyszały je zapewne jedynie koty na skale liderów.

Jakiś czas później…
Tw: śmierć

Kręciła się pomiędzy dwoma legowiskami, raz kładąc zimne okłady na przegrzane czoło Cyklonowego Oka, raz pomagając Lotosowemu Pąkowi otrzeć cieknący nos i pilnując, aby ten zjadł podane mu zioła.
Głowa powoli zaczynała ją boleć. Szepty Wełnistej Mszycy, skierowane do brata, odbijały się od ścian legowiska, a suche, gorące powietrze wypełniało każdy jego zakamarek. Gwar na obozowej polanie nie pomagał. Zmrużyła ślipia i odwróciła się do prowizorycznej misy z wodą, mocząc w niej kolejną kulkę mchu. Musi wysłać kolejnych uczniów nad rzekę po kolejną porcję.
Letnie dni nie odznaczały się niczym. Może to nieustający gorąc sprzyjał takiej monotonii, ale łatwo było zatracić się w prostej, powtarzalnej pracy. Pochyliła głowę, mocząc okład, uniosła ją, wyciągając go z wody. Zwróciła się do jednego z posłań. Kropelki wody moczyły futro na jej piersi, ściekąc strużkami na posadzkę-
— Firletko?
O niemal nie upuściła ociekającego mchu. Podniosła spojrzenie, wbijając je w drżącą sylwetkę Zawodzącego Echa.
Zastępca przebierał łapami na kamiennych schodkach, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczyma. Poczuła, jak futro na jej karku staje dęba. Szybkim ruchem odłożyła okład na bok, w paru susach dopadając do Echa.
— Coś się stało?
Kocur bez słowa odwrócił się i zniknął na górnym piętrze Kamiennej Wieży. Zacisnęła zęby i podążyła za nim. Wyminęła Echo, wpatrując się w jedynego innego kota, leżącego na posłaniu. Królicza Gwiazda.
Nieruchome ciało, rozciągnięte na miękkim posłaniu. Jej łapy zaczęły nieprzyjemnie mrowić. Okryta popielatym futrem klatka piersiowa lidera nie unosiła się rytmicznie, góra i dół, a jedynie zastygła przy wydechu. Ciemne, zielone oczy Króliczej Gwiazdy wpatrywały się w nicość.
Jednak, nim jej gardło zdążyło się zacisnąć, nim zdołała ruszyć do przodu… Ciałem lidera wstrząsnął ostry kaszel. Charczące, ale silne oddechy ponownie wypełniły legowisko.
Jego ślipia ponownie zabłysły; iskierką ducha, lub łzami.

W przeciągu kolejnych paru dni…

Z obozu wyszli wczesnym rankiem. Pierwsze promienie słońca lewo co zaczęły lizać nieboskłon, a chłód pozostały po nocy muskał ich futra.
Siedziała po lewej od Zawodzącego Echa; obok niej Cyklonowe Oko, a po drugiej stronie Ruda Lisówka. Czekali już na granicy z Klanem Klifu. Widziała, jak zastępca stara się ukoić nerwy i powtrzymać drżenie łap.

— Zabierasz go ze sobą?
Skinęła ruchem głowy w stronę siedzącego na uboczu Gasnącej Łapy- Króliczej Prawdy.
— Nie — odparł po chwili zastępca, krzywiąc się nieznacznie. — Nie wiem, czego mam się spodziewać. Czy będą oczekiwać, abyśmy przyprowadzili go spowrotem?


Gdy tylko na horyzoncie zamajaczyła sylwetka Lśniącej Gwiazdy, jak i te towarzyszącego mu patrolu, Zawodzące Echo podniósł się z ziemi, schylając nieco głowę w geście szacunku. Ona zrobiła podobnie, a za nią pozostała dwójka wojowników.
— Witaj, Lśniąca Gwiazdo — zamiauczał. — Dziękuję za szansę na wyjaśnienie tej… Sytuacji.
— Witajcie — wymruczała podobne, ciche pozdrowienie.
Zastępca wziął głęboki oddech i wygladził futro na grzbiecie.
— Proszę wybaczyć nieobecność Króliczej Gwiazdy — dodał po chwili; w jego głosie nuta zmartwienia. — Jego samopoczucie… Nie- Nie czuł się na siłach, aby dzisiaj nam towarzyszyć. Mam nadzieję, że to nie problem.
Końcowka jej ogona zadrżała, a wąsy opadły nieznacznie. Nie była pewna, czy wieść o utracie życia przez lidera rozniosła się wśrod kotów Klanu Burzy.

— Co się mogło stać? — głos Echa przepełniony był emocjami, które bez skutku próbował ukryć.
Delikatnym ruchem położyła ogon na jego barku.
— Wycieńczenie, przegrzanie… Może odwodnienie. Przy jego wieku nie trudno o to, aby ciało przy takiej pogodzie się poddało.


Miała nadzieję, że nieobecność Króliczej Gwiazdy na takim spotkaniu nie spotka się z zaintrygowaniem klanu; zarówno ich własnego, jak i Klanu Klifu.
Lider sąsiedniego Klanu zastrzygł lekko uszami, po czym westchnął cicho.
— W porządku. Nic nie szkodzi — miauknął spokojnie, lecz w jego głosie słychać było nutę napięcia.
Obserwowała, jak lustruje wzrokiem członków ich patrolu.
— A więc? — odezwał się ciszej. — Co wiecie o tym wojowniku?
Zawodzące Echo zastygł w miejscu na uderzenie serca. Zerknęła w bok, na jego pysk, modląc się w duchu, aby zabrzmiał przekonująco.
— Moi wojownicy natknęli się na Króliczą Prawdę na południowej części naszych terytoriów — rozpoczął po chwili ciszy. — Wyraził chęć dołączenia do Klanu Burzy. Podczas rozmowy z nim, oprócz... Swoich myśli na temat ustroju w Twoim klanie — zerknął w oczy lidera, jak gdyby chcąc ocenić jego reakcję na te słowa — przedstawił mi się imieniem Gasnącej Prawdy.
Widziała, jak napięcie ucieka z jego barków, gdy Lśniąca Gwiazda.
— Nie mieliśmy powodów, aby nie przyjąć go w szeregi Klanu Burzy — kontynuował. — Nie jesteśmy kotami, które odmówiłyby komukolwiek schronienia. Oczywiście, zachowaliśmy ostrożność... Po konsultacji z Króliczą Gwiazdą oraz resztą władzy klanu nie byliśmy pewni, czy powinniśmy ufać jego słowom. Nadal nie jesteśmy.
Zawahał się na moment. Widziała niepewność w jego oczach; podejmować decyzje w obrębie klanu to jedno, a negocjowanie z liderem sąsiedniego klanu to drugie. Wierzyła jednak w to, że ma już tyle doświadczenia, że wrócą do obozu z dowodem pozytywnych relacji z Klanem Klifu, a nie jednym sojusznikiem mniej.
— Nie chciałbym patrzeć na Twój klan tylko przez pryzmat tego, co mówi o nim wojownik, którego uważasz za niebiezbiecznego... Ale nie chciałbym również podważać jego woli i zmuszać go do opuszczenia Klanu Burzy, jeśli nie jest to konieczne.

<Lśniąca Gwiazdo?>

wyleczeni: Śpiewający Raniuszek, Dziki Berberys, Cyklonowe Oko, Lotosowy Pąk

30 marca 2026

Od Wdzięcznej Firletki

Jej wzrok spoczywał na pysku Zawilcowej Korony. Jego klatka piersiowa nadal unosiła się w rytm nierównych oddechów, a z rany na szyi ściekała krew.
Zdążyła jedynie przycisnąć kłębek pajęczyn do poszarpanej skóry, zanim po obozie rozszedł się krzyk. Głos Kminkowego Szumu odbił się od kamiennych ścian legowiska. Na Klan Gwiazdy, kto jeszcze postanowił się mordować?
— Ja- Um. Proszę, nie ruszaj się stąd.
Drżącymi łapami założyła opatrunek, pośpiesznie tamując krwawienie, zanim z szeroko otwartymi oczyma wysunęła głowę na zewnątrz.
Świerszczowy Skok stał na środku obozu. Przywołane rozgardiaszem koty odsuwały się od niego jak oparzone, pomijając przytrzymującego go w miejscu Rudą Lisówkę i oddychającego ciężko Kminka.
— Zdrajca! — powtórzył rudy. Wyglądał, jak gdyby powstrzymywał się przed doskoczeniem kocurowi do gardła. — To wszystko Twoja wina!
Pomiędzy wojownikami rozległy się szepty. Później szepty zamieniły się w oskarżenia i wskazywanie pazurami. Firletka wcisnęła łapy głębiej w wydeptaną trawę, oglądając się przez ramię na Zawilca. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz. Wszystko?

"On nigdy... Aż tak daleko się nie posunął."

Co jeszcze, oprócz znęcania się nad jej byłym uczniem, przegapiła?
Dopiero po chwili jej spojrzenie padło na dwie kupy szylkretowego futra, leżące u łap Trzmielego Pyłku i Wydmowej Łapy. Tuż przed nimi Oskrzydlony Ognik i Dryfujący Fluoryt nawoływali do Zawodzącego Echa, przepychając się przez koty stojące w obozie. Czym prędzej wybiegła z legowiska i zbliżyła się do przybyłego patrolu… Z miny Wydmy mogła wyczytać, że oglądanie wojowniczek będzie jedynie formalnością.
Zawodzące Echo wychylił się z okna Kamiennej Wieży.
— Co się stało?
Zapadła cisza.
— Znaleźliśmy je nad rzeką — oznajmiła Fluoryt drżącym głosem. — Niedaleko granicy z Klanem Nocy, ale… Brakowało tam ich zapachu. Przeplatkowy- Przeplatkowy Wianek z głową w wodzie — urwała, biorąc głęboki oddech — a Jagodowe Marzenie tuż obok.
Zastępca nie zeskoczył na dół, wpatrując się jedynie w koty z góry. Firletka podniosła wzrok; wręcz widziała przesuwające się w jego głowie myśli. Powoli skinął głową i spojrzał na wojowniczkę, a później na Ognika.
— Czy wyglądało to na winę trzeciego kota?
— Tak — odpowiedział rudy kocur bez wahania.
Echo przymknął oczy i odwrócił pysk od zwłok, do których dopadły teraz pojedyncze koty, opłakując bliskich. Jak gdyby odsuwając tę sprawę na bok, machnął łapą, po czym spojrzał na stojący nadal po środku obozu Świerszczowy Skok.
— Świerszczowy Skoku — rozpoczął, zwracając się do kocura, pilnowanego teraz nie tylko przez Lisówkę, ale i Sójczy Błękit. — Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania, ale nie oznacza to, że nie dotkną cię jego konsekwencje.
Przymknął na moment oczy i wziął głęboki oddech, jak gdyby przygotowywał się do czegoś.
— Czy… Czy wiesz cokolwiek o śmierci Przeplatkowego Wianka i Jagodowego Marzenia? — cały czas wpatrywał się w pysk szarego kocura, jak gdyby próbował wyczytać z niego całą prawdę. Firletka nie mogła się nie zgodzić; trudno było nie próbować łączyć faktów w spójną całość. — Czy byłeś w nią zamieszany?
Wzrok Świerszczowego Skoku przeniósł się na okno wieży, jednak szybko przeskoczył na zgromadzone koty.
— Jak śmiecie zabierać moją zasłużoną nagrodę?! — syknął kocur, zwracając swój wzrok na Rudą Lisówkę, który stał na jego drodze do legowiska medyka. Zamiast do zastępcy, bądź nawet do klanu, swoje następne słowa zdawał kierować się do kryjącego się w środku uzdrowiciela. — Wszystko było idealne, póki on postanowił to wszystko zniszczyć. Moglibyśmy… Nie! Byliśmy szczęśliwi, więc skąd nagle ta zmiana?
Wszystkie szumy w tłumie całkowicie ucichły.
— Czyżby ona zdążyła Ci coś wpoić do twej głowy? Nie stanie ona nam na drodze ponownie już nigdy, więc możemy o niej zapomnieć, Zawilcu. Możemy zapomnieć o wszystkich i być wreszcie szczęśliwi razem. Nie możesz całe życie się chować, Zawilcowa Korono!
Świerszcz wykonał krok w stronę wieży; w tym samym momencie z pyska Lisówki uciekł głośny, ostrzegawczy syk.
— Pozbyłem się problemu. Czyż tego nie chciałeś?! Czyż nie chciałeś być wolny?! Dałem Ci taką możliwość, a ty ją odrzucasz. Czyżby… — Zamilkł na chwilę, jednak po chwili z jego pyska wydostał się cichy śmiech. — Więc tak to jest. Niech Klan Gwiazdy będzie mi świadkiem, gdziekolwiek nie pójdziesz, gdziekolwiek nie schowasz się Zawilcu, to ja Cię znajdę. Żywy czy martwy, kiedyś zaciągnę również Ciebie do Mrocznej Puszczy, gdzie nikt nie będzie w stanie zabrać Cię ode mnie.
Jej gardło zacisnęło się. Przez ile czasu za Zawilcem podążał tak chory kot? Ile razy Zawilec musiał słuchać jego gróźb, czuć niechciane łapy na jego ciele? Od ilu księżycy Świerszcz nie dawał mu spokoju?
Kminkowy Szum wyrywał się do przodu, zatrzymywany jedynie przez szczęki innego kota zaciśnięte na jego ogonie. Echo, ignorując rudego wojownika, spoglądał w dół w wyraźnym szoku.
— Ja... Świerszczowy Skoku- — zaczął, jednak zdawał się nie być w stanie znaleźć odpowiednich słów. Wziął głęboki oddech i zamiast tego skierował się do ogółu Burzaków. — W naszych szeregach znalazł się kolejny kot, który zagraża bezpieczeństwu nam i naszych bliskich. Wszelkie dowody pozostawione na miejscu zbrodni, jak i to hojne wyznanie, na to wskazują.
Przez jego pysk przebiegł bolejący grymas.
— Jestem kolejny raz zmuszony podjąć niełatwą decyzję. Świerszczowy Skoku, na czas bliżej nieokreślony zostajesz zdegradowany do rangi więźnia. Sójczy Błękit oraz Burzowe Chmury zabiorą cię do jednego z wolnych dołów, w którym oczekiwać będziesz na dalszy osąd — tu przerwał, unosząc spojrzenie na niebo. Z bliska dało się dojrzeć, jak jego łapy drżą delikatnie. — Lecz jestem pewien, że ani pozostawienie cię w naszych łaskach, ani wygnanie, abyś posmakował trudności życia na własną łapę, nie będą tutaj odpowiednim wyborem.
Nie trudno było się domyślić, do czego to aluzja. Czy Klan Burzy będzie świadkiem kolejnej egzekucji? Czy na łapach i zębach przypadkowych wojowników ponownie pojawi się krew zdrajcy?

***

Starała się zająć czymś drżące łapy, aby nie dać się pochłonąć całej tej sytuacji. Aby nie zacząć się zastanawiać, od kiedy Zawilec był tak traktowany.
Podała zioła Lotosowemu Pąkowi, co jakiś czas spoglądając na swojego byłego ucznia. Jego boki unosiły się w miarowym oddechu, a pysk wciśnięty był w puch posłania; ten dzień musiały go wyczerpać, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Musiała się powstrzymywać przed sprawdzaniem opatrunku na jego szyi co parę uderzeń serca. Zamiast tego skierowała się z powrotem w stronę składziku.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła głowę na głos Zawodzącego Echa. Nie siląc się na słowa, zamruczała jedynie pod nosem.
— Przyszedłem zobaczyć, co z Zawilcową Koroną.
Jej barki zesztywniały nieznacznie. Schowała resztę medykamentów i odwróciła się w stronę zastępcy.
— Zamierzasz postąpić tak samo, jak kiedyś z Wielenim Szlakiem — miauknęła, wymijając pytanie.
Echo wykrzywił pysk w grymasie. Wbił wzrok w sylwetkę śpiącego asystenta, jak gdyby chciał wyczytać z niej to, czego ona nie chciała mu powiedzieć. Po paru uderzeniach serca westchnął.
— Czy mam jakiś inny wybór?
Końcówka jej ogona zadrżała.
— Czy twoi wojownicy nie mają już wystarczająco dużo krwi na łapach?
— Będą ją mieli niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Zamilknął na moment.
— Wiesz, co się stało, gdy tylko zyskali szansę na osądzanie winnych samemu. Co się stało ze Skowronkowym Odłamkiem.

Bezwładnie leżące po środku obozu ciało jej brata. Krew barwiąca pożółkłą trawę, ściekająca z jego brzucha, łap, gardła…

Zacisnęła ślipia. Oczywiście, że wiedziała, co się stało ze Skowronkiem. Oczywiście, że wiedziała, że nie wiele potrzeba, aby sytuacja się powtórzyła.
— Słuszna uwaga — wymamrotała po chwili.
Nie chcąc patrzeć na współczującą minę, która znalazła się na pysku Echa, odwróciła się do niego tyłem. Jej łapy prędko znalazły rozsypane po posadzce nasiona maku; zajęła się zbieraniem ich ziarenko po ziarenku na jeden z liści, jednak jej uszy nadal zwrócone były w kierunku kocura.
— Jutro wieczorem wyślę z nim Burzowe Chmury, Kminkowy Szum i Trzmieli Pyłek — miauknął. — Bądźcie proszę gotowi, gdyby coś poszło… Nie tak, jak powinno.

***

Ostanie słowa Trzmielego Pyłku rozbrzmiewały w jej uszach, podczas gdy jego ciało stygło pod jej łapami.
Potrząsnęła łbem i zamrugała, odganiając łzy. Odsunęła się o krok, pozostawiając wojownika na posłaniu i wymijając sterczący obok Kminkowy Szept. Racja. Odłożyła na bok pajęczyny, których nie zdążyła wykorzystać, i przybrała neutralny wyraz pyska.
— Wełnista Mszyco- Proszę, zajmij się tym — mruknęła cicho, obrzucając spojrzeniem wnętrze legowiska i wskazując łapą na bliżej nieokreślony kierunek. — Weź do pomocy któregoś z wojowników, aby wynieśli ciało na czuwanie… Później przygotuję go do pochówku.
Z tymi słowy wysunęła się z legowiska. Zaczęła rozglądać się za Zawodzącym Echem oraz Burzowymi Chmurami – nie wyczuła obecności zastępcy w Kamiennej Wieży. Zbliżyła się do wyjścia z obozu, spoglądając na stojącą na warcie wojowniczkę.
— Zawodzące Echo? — zwróciła się do Skrzydlatej Płomykówki.
— Po południu udał się do Wędrującego Nieba — oznajmiła kotka, skinąwszy nieznacznie głową na powitanie. — Pewnie nadal przebywa w Grocie Pamięci.
— Dziękuję.

***

W drodze do groty natknęła się na Burzowe Chmury. Po upewnieniu się, że wojownik nie odniósł żadnych poważnych ran puściła go dalej, a sama wsunęła się do dobrze już znanego jej tunelu. Jej uwadze nie umknęły przyciszone głosy dobiegające z jaskini.
W Grocie Pamięci mrok zdawał się być jedynie odrobinę mniej gęsty. Ostatnie promienie słońca wpadały do środka przez otwór w sklepieniu i odbijały się od tafli wody Oka. Pierwszy zauważył ją Wędrujące Niebo; mimo tego, że patrzyło na nią ślepe oko, to jego uszy zwróciły się w jej kierunku na pierwszy odgłos kroków. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
Zawodzące Echo odwrócił się dopiero po paru uderzeniach serca.
— Trzmieli Pyłek odszedł polować z przodkami — miauknęła wprost, stając w pewnej odległości od kocurów. — Jego obrażenia były zbyt rozległe.
Zastępca zdawał się skulić w sobie. Z jego pyska wyrwało się ni to westchnienie, ni to jęk – podczas gdy Wędrujące Niebo zmierzył go surowym spojrzeniem.
— Domyślam się, że nie taki był Twój plan — kontynuowała. — Obiecywałeś życie jednego kota, a straciliśmy dwa.
— Co innego miałem zrobić? Dać mu chodzić wolno? Kazać klanowi karmić go, aż starość sama nie zaciśnie łap na jego gardle?
Ogon Echa zaczął przesuwać się po kamiennym podłożu.
— Burzowe Chmury miał sobie z tym poradzić. Ma już wprawę — ciągnął dalej, krzywiąc się na własne słowa. — Ale Świerszczowy Skok stawiał opory. Kminkowy Szum dał się ponieść… Ja-Mogłem się tego spodziewać. Nie chciał puścić jego ciała.
Zamrugała, obserwując, jak ciało zastępcy drży nieznacznie. Przez jej umysł przebiegła myśl, aby po powrocie podsunąć mu do legowiska jedno czy dwa ziarenka maku. Otworzyła pysk, czując, jak jej język zamienia się w ciężki, bezużyteczny mięsień.
— Klan Burzy pełen jest kotów tylko czekających na okazję, aby zacisnąć szczęki na gardle przyjaciela.
Przeniosła wzrok na falującą taflę Oka.
— Lub wroga — dodała po chwili. — Każdy księżyc jedynie to udowadnia.
Wędrujące Niebo z westchnieniem podniósł się na łapy, powoli kierując się w stronę wgłębienia, które kronikarze nazywali swoim legowiskiem. Tego wieczora było ono puste.
— Następnym razem, gdy zdecydujesz się przerwać kocie życie — miauknął zachrypniętym głosem, zwracając się do Echa — upewnij się, że to ty będziesz dźwigać tego konsekwencje.

wyleczony: Lotosowy Pąk