Dzień przed zgromadzeniem…
Wytarła łapy o wilgotny mech. Ostatnie promienie słońca ledwo przebijały się przez mrok panujący wewnątrz wieży; ostre krańce kamiennych cegieł spowite miękkimi cieniami.
Odłożyła zaschnięte makówki na ich miejsce. Kątem oka zerknęła na leżącą na jednym z posłań Śpiewający Raniuszek, upewniając się, że zimny kompres z jej czoła nie obsuwa się. Nie była pewna, czy bezzsenność kotki związana była z wysokimi temperaturami w nocy, czy stresem, ale… Lepiej być przezornym.
Od śpiącej pacjentki jej uwagę odciągnął odgłos kroków, przenoszący się z wyższego piętra Kamiennej Wieży na dół, do lecznicy. Uniosła głowę, kątem oka łapiąc spojrzenie Zawodzącego Echa.
Wraz z pojawieniem się zastępcy atmosfera w legowisku zgęstniała. Była wręcz w stanie zobaczyć zmartwienia czepiające się futra kocura.
— Zawodzące Echo?
Ślipia zastępcy zastrzymały się na chwilę na śpiącej sylwetce w rogu lecznicy, zanim ten potrząsnął głową i z westchnieniem zsunął się ze schodków.
— Martwię się.
Uniosła brew.
— Martwię się o to, co powiedział mi Gasnąca Łapa — doprecyzował z grymasem na pysku.
Ah. Przywołała w myślach obraz świeżo-przyjętego ucznia. Rzeczywiście, i Echo, i Wędrujące Niebo, wspominali coś wcześniej o monologu, który kocur wygłosił zastępcy na granicy.
— Nie ufasz mu — podsunęła, przekrzywiając głowę nieco w bok.
— Nie wiem.
Odwróciła się, zbierając z posadzki kłębek mchu. Przesunęła się zgrabnie w mroku i odłożyła go na miejsce, pośród innych, obok wydrążonego kawałka kory z resztką wody. Zmarszczyła brwi. Będzie musiała wysłać któregoś z uczniów po więcej.
— Planujecie mówić coś na zgromadzeniu? — zapytała. Pomimo zapachu mokrej sierści, od kocura nieomylnie unosiła się również woń Klifiaka. Nie było trudno połączyć fakty i dojść do wniosku, że Gasnąca Łapa jest zbiegiem z sąsiedniego klanu.
— A powinniśmy?
Cmoknęła z niezadowoleniem.
— Nie… Jeżeli przwódca Klanu Klifu niczego nie ogłosi, to lepiej, abyśmy zostawili tę informację dla siebie — miauknął po chwili zmęczonym głosem. — Wątpię, aby mój ojciec tak czy siak chciał poruszać temat.
Na zgromadzeniu…
Przez cały wieczór obserwowała, jak Zawodzące Echo czeka na moment, w którym atmosfera stanie się nieprzyjemna. Ze swojego miejsca pośród innych medyków nie zawsze była w stanie dojrzeć jego pysk, ale nerwowo drgające uszy i ogon mówiły wystarczająco.
— Niestety, wydarzyło się również coś, co dla każdego przywódcy jest wyjątkowo bolesne.
Uniosła wzrok, przerywając dyskusję z Wełnistą Mszycą na temat leczenia Dzikiego Berberysu. Lider Klanu Klifu podniósł ton głosu i wysunął się na przód skały.
— Jeden z naszych wojowników, Królicza Prawda, opuścił obozowisko i zbiegł na nieznane tereny — kontynuował, wodząc spojrzeniem zarówno po zebranych wojownikach, jak i przywódcach wokół niego. — Sądzę, że kot ten może być niezrównoważony psychicznie, a jego zachowanie staje się coraz bardziej niebezpieczne. Wszystko wskazuje na to, że po krótkotrwałym objęciu przywództwa przez Pikującą Jaskółkę zaczął kierować się chorobliwą żądzą władzy, w jej przywództwie dostrzegając własne korzyści. Po jej zniknięciu zaczął zachowywać się dość... Niestosownie.
Wziął głęboki oddech, a futro na grzbiecie Firletki nastroszyło się nieznacznie.
— Zwracam się więc do wszystkich klanów – jeśli spotkacie Króliczą Prawdę, zachowajcie ostrożność. Obawiam się, że jest gotów zrobić wszystko, by osiągnąć swoje cele. Jeśli będzie taka możliwość, zatrzymajcie go i sprowadźcie z powrotem do Klanu Klifu, zanim dojdzie do tragedii.
Widziała, jak Królicza Gwiazda zastyga w szoku, a jego syn strzyże uszyma i otwiera usta.
— ...Czy uważasz, że jest niebezpieczny? — słowa Echa wybrzmiały głucho pośród szeptów zebranych kotów.
Wąsy Lśniącej Gwiazdy drgnęły, a w jego oczach pojawił się chłodny błysk zainteresowania.
— W innym wypadku nie apelowałbym do wszystkich tu zebranych.
Na moment zawiesił spojrzenie na rozmówcach, jakby próbował ocenić, ile rzeczywiście byli gotowi mu powiedzieć.
— Jeśli ty lub Królicza Gwiazda wiecie coś o nim, proszę, powiedzcie mi o tym — dodał już nieco ciszej; musiała wytężyć słuch i skupić się na ruchach ich warg, aby zrozumiec część słów. — Nie musi być to koniecznie teraz. Szczerze mówiąc, wolałbym porozmawiać po zakończeniu zgromadzenia, jeśli jest to możliwe, oczywiście.
Zawodzace Echo skinął głową. Po paru uderzeniach serca spojrzał z wyczekiwaniem na ojca, aż ten odpowie liderowi sąsiednego klanu; ten jednak zachowywał się, jak gdyby zabrakło mu języka w pysku.
Drgnęła, gdy zastępca podniósł się z ziemi i zgrabnym susem wskoczył na skałę liderów, stając obok Króliczej Gwiazdy.
Pochylił głowę, skupiając wzrok na Lśniącej Gwieździe. Słowa, które dwójka kocurów wymieniła między sobą były już na tyle dyskretne, że słyszały je zapewne jedynie koty na skale liderów.
Jakiś czas później…
Tw: śmierć
Kręciła się pomiędzy dwoma legowiskami, raz kładąc zimne okłady na przegrzane czoło Cyklonowego Oka, raz pomagając Lotosowemu Pąkowi otrzeć cieknący nos i pilnując, aby ten zjadł podane mu zioła.
Głowa powoli zaczynała ją boleć. Szepty Wełnistej Mszycy, skierowane do brata, odbijały się od ścian legowiska, a suche, gorące powietrze wypełniało każdy jego zakamarek. Gwar na obozowej polanie nie pomagał. Zmrużyła ślipia i odwróciła się do prowizorycznej misy z wodą, mocząc w niej kolejną kulkę mchu. Musi wysłać kolejnych uczniów nad rzekę po kolejną porcję.
Letnie dni nie odznaczały się niczym. Może to nieustający gorąc sprzyjał takiej monotonii, ale łatwo było zatracić się w prostej, powtarzalnej pracy. Pochyliła głowę, mocząc okład, uniosła ją, wyciągając go z wody. Zwróciła się do jednego z posłań. Kropelki wody moczyły futro na jej piersi, ściekąc strużkami na posadzkę-
— Firletko?
O niemal nie upuściła ociekającego mchu. Podniosła spojrzenie, wbijając je w drżącą sylwetkę Zawodzącego Echa.
Zastępca przebierał łapami na kamiennych schodkach, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczyma. Poczuła, jak futro na jej karku staje dęba. Szybkim ruchem odłożyła okład na bok, w paru susach dopadając do Echa.
— Coś się stało?
Kocur bez słowa odwrócił się i zniknął na górnym piętrze Kamiennej Wieży. Zacisnęła zęby i podążyła za nim. Wyminęła Echo, wpatrując się w jedynego innego kota, leżącego na posłaniu. Królicza Gwiazda.
Nieruchome ciało, rozciągnięte na miękkim posłaniu. Jej łapy zaczęły nieprzyjemnie mrowić. Okryta popielatym futrem klatka piersiowa lidera nie unosiła się rytmicznie, góra i dół, a jedynie zastygła przy wydechu. Ciemne, zielone oczy Króliczej Gwiazdy wpatrywały się w nicość.
Jednak, nim jej gardło zdążyło się zacisnąć, nim zdołała ruszyć do przodu… Ciałem lidera wstrząsnął ostry kaszel. Charczące, ale silne oddechy ponownie wypełniły legowisko.
Jego ślipia ponownie zabłysły; iskierką ducha, lub łzami.
W przeciągu kolejnych paru dni…
Z obozu wyszli wczesnym rankiem. Pierwsze promienie słońca lewo co zaczęły lizać nieboskłon, a chłód pozostały po nocy muskał ich futra.
Siedziała po lewej od Zawodzącego Echa; obok niej Cyklonowe Oko, a po drugiej stronie Ruda Lisówka. Czekali już na granicy z Klanem Klifu. Widziała, jak zastępca stara się ukoić nerwy i powtrzymać drżenie łap.
— Zabierasz go ze sobą?
Skinęła ruchem głowy w stronę siedzącego na uboczu Gasnącej Łapy- Króliczej Prawdy.
— Nie — odparł po chwili zastępca, krzywiąc się nieznacznie. — Nie wiem, czego mam się spodziewać. Czy będą oczekiwać, abyśmy przyprowadzili go spowrotem?
Gdy tylko na horyzoncie zamajaczyła sylwetka Lśniącej Gwiazdy, jak i te towarzyszącego mu patrolu, Zawodzące Echo podniósł się z ziemi, schylając nieco głowę w geście szacunku. Ona zrobiła podobnie, a za nią pozostała dwójka wojowników.
— Witaj, Lśniąca Gwiazdo — zamiauczał. — Dziękuję za szansę na wyjaśnienie tej… Sytuacji.
— Witajcie — wymruczała podobne, ciche pozdrowienie.
Zastępca wziął głęboki oddech i wygladził futro na grzbiecie.
— Proszę wybaczyć nieobecność Króliczej Gwiazdy — dodał po chwili; w jego głosie nuta zmartwienia. — Jego samopoczucie… Nie- Nie czuł się na siłach, aby dzisiaj nam towarzyszyć. Mam nadzieję, że to nie problem.
Końcowka jej ogona zadrżała, a wąsy opadły nieznacznie. Nie była pewna, czy wieść o utracie życia przez lidera rozniosła się wśrod kotów Klanu Burzy.
— Co się mogło stać? — głos Echa przepełniony był emocjami, które bez skutku próbował ukryć.
Delikatnym ruchem położyła ogon na jego barku.
— Wycieńczenie, przegrzanie… Może odwodnienie. Przy jego wieku nie trudno o to, aby ciało przy takiej pogodzie się poddało.
Miała nadzieję, że nieobecność Króliczej Gwiazdy na takim spotkaniu nie spotka się z zaintrygowaniem klanu; zarówno ich własnego, jak i Klanu Klifu.
Lider sąsiedniego Klanu zastrzygł lekko uszami, po czym westchnął cicho.
— W porządku. Nic nie szkodzi — miauknął spokojnie, lecz w jego głosie słychać było nutę napięcia.
Obserwowała, jak lustruje wzrokiem członków ich patrolu.
— A więc? — odezwał się ciszej. — Co wiecie o tym wojowniku?
Zawodzące Echo zastygł w miejscu na uderzenie serca. Zerknęła w bok, na jego pysk, modląc się w duchu, aby zabrzmiał przekonująco.
— Moi wojownicy natknęli się na Króliczą Prawdę na południowej części naszych terytoriów — rozpoczął po chwili ciszy. — Wyraził chęć dołączenia do Klanu Burzy. Podczas rozmowy z nim, oprócz... Swoich myśli na temat ustroju w Twoim klanie — zerknął w oczy lidera, jak gdyby chcąc ocenić jego reakcję na te słowa — przedstawił mi się imieniem Gasnącej Prawdy.
Widziała, jak napięcie ucieka z jego barków, gdy Lśniąca Gwiazda.
— Nie mieliśmy powodów, aby nie przyjąć go w szeregi Klanu Burzy — kontynuował. — Nie jesteśmy kotami, które odmówiłyby komukolwiek schronienia. Oczywiście, zachowaliśmy ostrożność... Po konsultacji z Króliczą Gwiazdą oraz resztą władzy klanu nie byliśmy pewni, czy powinniśmy ufać jego słowom. Nadal nie jesteśmy.
Zawahał się na moment. Widziała niepewność w jego oczach; podejmować decyzje w obrębie klanu to jedno, a negocjowanie z liderem sąsiedniego klanu to drugie. Wierzyła jednak w to, że ma już tyle doświadczenia, że wrócą do obozu z dowodem pozytywnych relacji z Klanem Klifu, a nie jednym sojusznikiem mniej.
— Nie chciałbym patrzeć na Twój klan tylko przez pryzmat tego, co mówi o nim wojownik, którego uważasz za niebiezbiecznego... Ale nie chciałbym również podważać jego woli i zmuszać go do opuszczenia Klanu Burzy, jeśli nie jest to konieczne.
<Lśniąca Gwiazdo?>
wyleczeni: Śpiewający Raniuszek, Dziki Berberys, Cyklonowe Oko, Lotosowy Pąk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz