— Widzę, że znowu nasze ścieżki się krzyżują, nie sądzisz? — Kazarek spojrzał na znajomego rudego kocura. To ten, którego uratował przed śmiercią z powodu utopienia.
— N-na to wygląda. Chcesz mnie wygonić? — pamiętał, jak za pierwszym razem klanowicz patrzył na niego wrogo, ukryty w krzakach. Emitowało od niego coś dziwnego, coś takiego, że chyba by podskoczył, gdyby miał do niego podejść bliżej.
— Chciałbym, ale tak chyba nie robi się z kotami, które uratowały ci życie. Gdybyś był z innego klanu, to bym cię rozszarpał, te koty nie są zbyt dobre moralnie. Samotników już bardziej zniosę, nawet czasem się zdarza, że bierzemy silniejszych pod nasze łapy. Nie widzę jednak w tobie jakiejś wielkiej siły, choć jestem ci wdzięczny, Kazarku, że mnie uratowałeś. Jako Cętkowany Tęgosz, wojownik Klanu Wilka nie zapomnę ci tego — chyba powinien się cieszyć, że rudzielec go nie zamierzał rozszarpać, choć się zastanawiał, czym taki kot z innego klanu mógłby zawinić.
— A czemu byś to zrobił, gdybym miał być kotem z innego klanu, Cętkowany Tęgoszu? — podrapał się po nosie, bo akurat go swędziało. Rudzielec chwilowo popatrzył na niego z odrazą, następnie przeszedł do rzeczy.
— Powiedzmy, że te koty są bardzo egoistyczne i zepsute. Uważają się za wyższych. Gdybyś wszedł na ich tereny, to by cię zabili bez zastanowienia, nie daliby ci nawet czasu, żeby uciec — brzmiało to dosyć nielogicznie. Od kiedy wymienili kilka zdań poprzednio z nim, cynamon pamiętał, że chyba klan rudego też rozszarpywał nieznajomych? "Nie daliby ci nawet czasu na ucieczkę" — cynamon przez chwilę zaczął się zastanawiać. Coś mu nie grało w tych słowach, ale nie umiał powiedzieć, co aż w końcu sobie przypomniał poprzednie słowa rudzielca, wypowiedziane jak rozmawiali dużo wcześniej.
— Ale sam mi powiedziałeś wcześniej, że gdyby twój klan mnie zobaczył, to by mnie też rozszarpał, bo nie tolerujecie złodziei i czegoś tam jeszcze, czego już nie pamiętam — no właśnie Cętkowany Tęgosz wcześniej coś takiego mówił.
— Mówiłem, ale oni rozszarpują wszystko, co się rusza na ich terenie bez powodu, a my mamy ich pełno. Po pierwsze złodzieje osłabiają nasz klan o jedną zwierzynę, która mogłaby wykarmić kociaka lub wojownika. Także, gdyby naprawdę byli głodni, to polowaliby gdzie indziej. Także u nas rozszarpanie jest pouczaniem takich osobników — pouczeniem? No cóż, to chyba i tak go nie dotyczyło, bo na ich terenie łowił tylko ryby, a ze swego skrawku patrząc na nich z daleka, nie widział, żeby korzystali z rzeki.
— A jeszcze macie jakieś powody? — chciał wiedzieć, czy na pewno nie był na tej liście powodów.
— Jeszcze stosujemy przeganianie dla słabych kotów, które spotkaliśmy po drodze, a jeśli będą uparte i zignorują ostrzeżenia, to wtedy sięgamy po pazury. Nawet gdybyśmy ich oszczędzili, to przyroda sama by ich zabiła, jak ptaki które za późno opuściły gniazdo, jak słabe młode, które opuściło swoją matkę. Dlatego nie ma dla takich ogólnie miejsca na tym świecie, tutaj toleruje się tylko siłę. Niestety ty też nie wyglądasz mi na silnego, tylko na jakąś chudzinę bez mięśni, jednak mogę zmienić o tobie zdanie, gdy przeżyjesz Porę Spadających Liści — brzmiało to, jak jakieś wyzwanie rzucone przez klanowicza. Nie bał się jednak zostać uznanym za słabego, a chciał żyć, w końcu był tylko prostym kotem, który chciał porządnie zjeść, zdrzemnąć się i żyć.
— Jasne, przeżyje, nie musisz się o to martwić — przetarł łapą znowu po nosie, bo akurat go swędział, rudas oczywiście patrzył na niego jak zwykle tymi oczyma bez żadnej emocji na pysku.
— Bardzo zadowalająca odpowiedź, oczywiście będę cię odwiedzać, ale nie sądź, że w celu ułatwienia ci przetrwania, po prostu będę sprawdzać granice, jak to mają za zadanie robić wojownicy — Cętkowany Tęgosz obrócił się w stronę lasu, znikając. Kazarek po tym wrócił do łowienia ryb, ten kot był tajemniczy, ale dzięki niemu dowiadywał się więcej rzeczy, o tym, jak wyglądała rzeczywistość. W towarzystwie rodziców pewnie nie dowiedziałby się nigdy o jakiś klanach czy innych grupach, pewnie by go zbyli, mówiąc, że tylko im zawraca głowę niepotrzebnymi pytaniami. Kocurek usłyszał drganie wody i szybko rzucił się w jej odmęt, miał już drugą rybę. Jedną do zakopania, drugą do zjedzenia. Kocurek wziął dwie ryby, trzymając je pyskiem za ogony. Przepłynął przez rzekę, następnie rozejrzał się po Drodze Grzmotu. Było pusto. Coś drgnęło. Cynamon obrócił głowę. Wiewiórka... a już myślał, że może oni wrócili… Przeszedł przed drogę, rozpływając się z Wilczackich terenów.
<Cętkowany Tęgoszu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz