— Jak na początki, to świetnie.
Jej syn dał się unieść wodzie, jednak co jakiś czas gwałtownie się poruszał, szukając równowagi. Było to oczywistym błędem, które wykonywały wszystkie koty na początku nauki pływania. Asekurowała go ogonem, by ciągle się nie przewracał.
Ona natomiast dobrze czuła pod łapami muł. Miała stabilny grunt, chociaż lepki. Wodę miała do szyi. Musiała wyglądać również dość śmiesznie, gdyż wyobrażała samą siebie, jako kaczkę, która sunie po tafli.
Obeszła swoje dziecię dookoła i mruczeniem nakłaniała je do podążania za nią. Nur oczywiście pokracznie, jednak efektywnie dopływał do jej pyska.
— Świetnie! — pochwaliła go. — Teraz spróbuj wrócić na ląd. Widzę, że masz nosa do pływania. Machasz łapkami jak wyderka.
Ten widok, jak malec wiosłował swoimi dużymi łapkami, był istnie uroczy. Kocurek uśmiechnął się na jej pochwałę.
— Spróbuję!
— Oczywiście, skoro tutaj dopłynąłeś, to i dotrzesz na mieliznę.
Jak powiedziała, tak Nur zrobił. Kiedy wyszedł z wody, zadowolony wytrzepał swoje mokre futerko.
— Udało mi się! — krzyknął do niej.
— Pięknie! A teraz tutaj wracaj! Jeszcze nie skończyliśmy pływać!
Uradowany syn z powrotem wszedł do wody. Tak też spędzili resztę dnia na pływaniu i chlapaniu się. Nur dobrze radził sobie w wodzie i sama widziała, że kocurek odziedziczył po niej uwielbienie do pływania i moczenia sobie łap. Była z niego dumna, co młodziak na pewno zaobserwował.
***
Na drugi dzień zrobiło się nieco chłodniej, a sama Trzcinowy Szmer zauważyła, że niektóre liście powoli zaczęły żółknąć. Zaczynała się Pora Opadających Liści! Napuszyła delikatnie futerko, przy mocniejszym podmuchu wiatru i obejrzała się na wodę, gdzie Nur “bawił się” z Żabią Łapą. Dwójka raczej rozmawiała i moczyła sobie łapki, zamiast pluskać się bez opamiętania. Chociaż, czasem, czy to nie lepiej? Każdy podmuch wiatru mógł spowodować kocięcy kaszel u syna, a tego raczej nie chciała.
Nagle z wejścia do obozu wszedł Żmijowcowa Wić. Kocur wrócił z patrolu łowieckiego, gdyż w pysku trzymał dość wielkiego suma. Trzcinowy Szmer nie wiedziała, jak kocur zdołał upolować tak wielką rybę, jednak była pewna, że ten bardzo się poświęcił, gdyż z długiego futra wojownika ciekła woda bez opamiętania. Żmijowcowa Wić położył przed nią suma i zerknął na Nura.
— Czy powinienem teraz podejść do niego? Jakoś porozmawiać?
— Może zaczekaj chwile. Niech skończy rozmawiać z Żabią Łapą. Lepiej, żeby miał jakieś przyjaciółki, a nie tylko wpatrywał się w koty.
— To może pójdę najpierw do Łabądka?
— Nie. Zaczekasz. Łabądek też jest zajęta. Bawi się z Ropuszkową Łapą — wskazała na córeczkę, która siedziała ze starszą koleżanką przy stercie zwierzyny.
Żmijowcowa Wić posłusznie pokiwał głową. Pewnie obawiał się kolejnej rozmowy z Trzcinowym Szmerem. Już miał jedną i cudem wyszedł z niej bez zwiędniętych uszu i powyrywanych wąsów. Oboje przeczekali, aż młodzi przestaną rozmawiać i kiedy Żabia Łapa odeszła na trening z własną mentorką, Trzcinowy Szmer wypchnęła swojego partnera, by w końcu pobawił się ze Żmijowcową Wicią. Kocur jedynie rzucił jej urażone spojrzenie i skierował się z wielką rybą do swojego syna.
Nur na widok ojca się zdziwił, a sama podsłuchując, dowiedziała się, że buras podjął temat polowań oraz opowiadania o wielkim sumie, który kiedyś zaatakował jednego z Nocniaków. Trzcinowy Szmer zamruczała z rozbawienia, pamiętając, jak to Żmijowcowa Wić uwielbiał straszne historie. Pamiętała sama, jak była jeszcze kociakiem, a on uczniem i ich bliższa znajomość wzięła się od opowiadań, które powodowały jeżący się ogon ze strachu.
***
Zapadła już noc, a oni właśnie siedzieli w legowisku. Łabądek wraz z Nurem leżeli blisko jej brzuszka. Gładziła ich swoim ogonem, aż usną. Na jej córeczkę bardzo szybko to zadziałało, jednak jej syn, nadal patrzył na nią swoimi wielkimi zielonymi oczami.
— I jak poszła rozmowa z ojcem? Hm? Całkiem wielkiego suma upolował dla ciebie, nie sądzisz? — zamruczała i polizała go po główce. — Może, jak uśniesz, to przyśni ci się, jak wyciągasz z wody ryby, jak dzielny wojownik.
< Synu? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz