**skip, teraźniejszość, a dokładniej tuż po śmierci Aminkowej Łapy**
Wełnistę Mszycę od dobrych kilku dni dręczyły koszmary z udziałem Tańcującego Pierza. Postać młodego rudego kocura owładniętego furią po utracie brata, Aminkowej Łapy, co noc jawiła się w umyśle medyczki początkowo pod postacią lisa, nawet jeśli w ciągu dnia nie miała okazji na niego wpaść w obozie. Kotka najzwyczajniej w świecie zaczęła go unikać po ich ostatniej konfrontacji w lecznicy w dniu, w którym Aminkowa Łapa dołączył na Srebrzystą Skórę. Natomiast nocna mara przez większość czasu trwania snu była tak realistyczna i obarczała winą asystentkę Wdzięcznej Firletki, jednak bywały również noce, w których kocur znużony jej tłumaczeniem, tracił cierpliwość i w akcie zemsty rzucał się jej do gardła. Wówczas albinoska wybudzała się ze snu z krzykiem.
Dzisiejszej nocy było podobnie, jednak tym razem w porę udało jej się wcisnąć pyszczek w mech, aby stłumić krzyk i nie wybudzić mieszkańców Skruszonego Drzewa. Nie chciała dodawać im dodatkowych zmartwień, których mieli w ostatnim czasie wystarczająco dużo.
Wełnista Mszyca ostrożnie podniosła się ze swojego posłania i po cichu wyszła na zewnątrz lecznicy. Obawiała się, że wpadnie na Białego Strumienia lub Lotosowy Pąk, których mogła zmartwić swoim stanem, a dokładniej podkrążonymi i zaczerwionymi oczami, jednak na szczęście jej bracia najprawdopodobniej znajdowali się poza obozem. Nie zdziwiłaby się, gdyby Lotos znajdował się w tym momencie w Grocie Pamięci, mieszając barwniki na zbliżające się ceremonię co poniektórych uczniów, a Biały umacniał ściany korytarzy w tunelach.
Może ona również powinna wymknąć się z obozu? Mogła spróbować odszukać Mglistego Snu oraz pozostałych Świetlików, aby się upewnić czy są cali, jak i ponownie zaproponować im azyl w Klanie Burzy. Mogła również spróbować zasięgnąć języka samotników spotkanych na granicy na temat niebieskiego niewiadomego kota, którego ciało zdobiły rozety i prawdopodobnie wciąż gdzieś tam przebywał więziony przez Dwunożnych. Mogła również mimo obaw udać się na granicę z Klanem Wilka z nadzieją, że uda jej się spotkać z Brukselkową Zadrą. Mogła spróbować wykonywać te wszystkie rzeczy naraz, jednak najpierw musiała załatwić jeszcze jedną sprawę.
– Tak mi przykro, Aminkowa Łapo... Przepraszam, że nie zareagowałam w porę i nie byłam w stanie ci pomóc... – szepnęła, mając nadzieję, że jej słowa dotrą do gwieździstych uszu zmarłego ucznia. Mimo, że widziała wiele śmierci kotów, głównie starszych, to właśnie śmierć młodego kocura w ostatnim czasie nią najbardziej wstrząsnęła. Głównie dlatego, że gdyby kocur przyszedł do medyków wcześniej, gdy zamiast dławiącego kaszlu z krwią doskwierała mu początkowo chrypka, mógł uniknąć śmierci. Nie rozumiała, dlaczego kocur zwlekał z zawitaniem do medyków.Czyżby się obawiał, że Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca nie zechcą mu pomóc? – Tańcujące Pierze ma pełne prawo być na mnie zły i obwiniać mnie o twoją śmierć... Gdybym mogła, oddałabym ci jedno ze swoich żyć, a nawet to jedno jedyne, które posiadam...
Zamilkła, gdy kątem oka spostrzegła biało-niebieską postać opuszczającą legowisko wojowników. Był to nie kto inny jak Szara Skóra, jej ojciec. Stary wojownik o krępej budowie ciała przeciągnął się w wejściu, po czym dostrzegając swoją córkę siedzącą niedaleko wyjścia z obozu, zbliżył się do niej. Przez dłuższy czas milczał, aż w końcu jego pysk opuściły słowa, wyrażające niezadowolenie dotyczącego wyglądu córki.
– Twoje podkrążone oczy wyglądają paskudnie, nie mówiąc o twojej skołtunionej brudnej sierści. Wyglądasz jak przybłęda, a nie posłaniec Klanu Gwiazdy. Doprowadź się do porządku, bo inaczej skalasz moje, swoje i twoich braci dobre imię. Jesteście córą i synami Srebrzystej Skóry. Jesteście wyjątkowi i macie pozostać nieskazitelni. – Prychnął. – Nie możesz pozwolić, aby śmierć jakiegoś zwykłego kota aż tak na ciebie wpłynęła. W szczególności jednego z tych problematycznych kotów... Wystarczy, że już jeden z nich namieszał ci w głowie. Klan Gwiazdy najwyraźniej jeszcze czuwa nad tobą, skoro nadal pozbywa się otaczających cię rozpraszaczy.
Nie oczekiwała od swojego ojca jakichkolwiek przejawów empatii. Nie chcąc wdawać się w nim dyskusję, zapewniła go, że później zadba o poprawę swojego wyglądu. Szara Skóra odchrząknął, by chwilę później podniósł się i opuścił obóz.
Wełnista Mszyca westchnęła. Zadbanie o siebie w tym momencie było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę. Zamiast tego zamierzała w ciągu najbliższych dni porozmawiać ze wszystkimi członkami Klanu Burzy, zarówno z tymi, z którymi rozmowa przychodziła jej z łatwością, jak i z kotami, którzy nie darzyli jej jakimkolwiek dobrym uczuciem. Z tymi, z którymi znała się od narodzin, jak i również z tymi, którzy zamieszkali w klanie parę wschodów słońca temu. Liczyła na to, że rozmowa z współklanowiczami i prośba, aby nie bagatelizowali rozwijających się objawów chorób, jak i zwracali uwagę na pozostałych wojowników sprawi, że już nigdy nie powtórzy się podobna sytuacja. Mogła również poprosić brata, aby udostępnił jej na parę godzin w ciągu dnia Grotę Pamięci i za zgodą Króliczej Gwiazdy, Zawodzącego Echa i Wdzięcznej Firletki mogła zwołać zebranie klanu, podczas którego opisać przebieg groźnych chorób i uczulić wojowników na ich charakterystyczne symptomy. Wspólnie mogli zadbać, aby tragedia, jakiej doświadczyli przyczyniła się do czegoś dobrego.
wstrzymanie sesji lub koniec sesji 

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz