Trzcinowy Szmer, jednak dawno temu już wstała. Nie mogła spać, gdyż czuła, że i tak całe dnie przesypiała w żłobku. Nie czuła się produktywnie, chociaż zajmowanie się jej maluszkami sprawiało, że ciągle czuła się wykończona. Nie chodziła na patrole ani nie polowała, a jednak codziennie myślała, że odpadną jej zaraz łapy.
Obserwowała uważnie, jak patrole wychodzą z obozu. Kto wchodzi, a kto zostaje. Kto idzie na patrol łowiecki, a kto na graniczny. Przywitała się z Gąbczastą Perłą, która wyszła wraz z Klekoczącym Bocianem na spacer. Towarzyszyli im również Pierzasta Kołysanka oraz Szepcząca Hipnoza, który od zawsze nie wyglądał najlepiej. Czuła, że kocur musiał mieć jakieś problemy, jednak nie była przekonana jakie. Po prostu czas mijał, każdy zajmował się sobą i nie miała nawet okazji zapytać.
Jednak jej uwagę przykuła jedna z młodziutkich wojowniczek. Ile mogła mieć księżyców? Około dwudziestu? Chodziło o Liliową Pieśń, którą, jak dobrze pamięta, przyprowadzono do obozu Klanu Nocy, jako jedno z zagubionych kociąt. Liliowa może i nie była prawdziwą Nocniaczką z krwi i kości, jednak w tych czasach, kto był rodowitym kotem Klanu Nocy?
Trzcinowy Szmer skinęła jej na przywitanie głową. Nie rozmawiały zbyt często. Sama nie wiedziała, o co dokładnie mogłaby pytać młodszą. Czy znalazła sobie jakiegoś kochanego Nocniaka i zamierza założyć rodzinę? Przecież kotka była jeszcze na to za młoda. Nie miały po prostu tematu do rozmów, więc nigdy nie ciągnęła ją za jęzor. Była dla niej jedną z twarzy, które widzi codziennie, ale nie są tak blisko niej, jakby tego się chciało.
Liliowa Pieśń skinęła jej zadowolona głową i szczęśliwa wybiegła z polany obozu. Odprowadziła wojowniczkę wzrokiem, po czym sama zniknęła, tylko w wejściu do kociarni.
***
Zrobiło się chłodniej, a ona siedziała w cieniu żłobka, obserwując, jak jej kochana dwójka kociąt bawi się w kąciku zabaw. Chociaż słowo “bawią się” jest wielkim nadużyciem, gdyż Nur bardziej był wycofany, a bardziej takie sprawiał pozory. Stawał się obserwatorem i wyglądał, jakby oceniał, każdego z odpoczywających wojowników Klanu Nocy. Może miał to po niej? Dzisiaj obserwowała, jak pozostali pracowali, to Nur mógł po prostu ją kopiować.
Łabądka natomiast brodziła w wodzie, stawiając wysoko swoje łapki. Chodziła dostojnie i z gracją, niczym łania, jednocześnie przeglądając się w odbiciu tafli. Dziwna jak cały tatuś.
Jej uwagę przykuło liliowe futerko młodej wojowniczki, którą już obserwowała rano. Kotka właśnie wróciła z terenów i z zamyślona o mało nie wpadła na leżącego Szałwiowe Serce. Liliowa Pieśń szybko jednak wróciła na ziemię i przeprosiła księcia. Korzystając z jej rozczochrania, machnęła do niej ogonem, przyzywając kotkę do siebie. Siedziała cały dzień bez Żmijowcowej Wici, nie chciała tego nikomu mówić, ale czuła się trochę samotna. Nie pogardziłaby żadnym towarzystwem, a w szczególności jakiegoś młodego kota. Znaczy, nie uważała się jeszcze za starą, jednak nie zdarzało się jej, żeby rozmawiała z młodszymi od siebie.
— Tak, Trzcinowy Szmerze? Czegoś potrzebujesz? — spytała lekko zawstydzona Liliowa Pieśń.
— Widziałam, że często wychodzisz na patrole i jesteś nawet blisko z Gąbczastą Perłą. My również jesteśmy przyjaciółkami, więc może powinnam cię jeszcze lepiej poznać. Co słychać w tym waszym młodzieńczym świecie? — spytała z grzeczności.
Zapach liliowej był bardzo przyjemny, jednak zarazem Trzcinowy Szmer miała wrażenie, że coś kryła. Jakby maskowała… Chociaż nie była pewna. Nie powinna chyba podejrzewać o nic złego Nocniaczkę, która całym sercem starała się wpasować do swoich pobratymców.
< Liliowa Pieśni, czy coś ukrywasz? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz