BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierzasta Łapa x Śpiewający Raniuszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierzasta Łapa x Śpiewający Raniuszek. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2026

Od Tańcującego Pierza CD. Śpiewającego Raniuszka

Tańcujące Pierze po otrzymaniu nowego imienia zyskał jakąś reputację, podczas gdy Gadożerowa Łapa był obrzucany brzydkimi rzeczami. I choć na zewnątrz każdemu mówił, że bardzo współczuł Lodówce, która miała za brata mordercę, to w głębi duszy... cieszył się. Był niewinny, a każdy mu uwierzył. No, nie każdy. Śpiewający Raniuszek była pewnym odstępstwem, co bardzo irytowało kocura. Czemu nie odpuściła? To było tak dawno... trzy księżyce temu! I wciąż myśli, że znajdzie coś po tylu dniach. Pff, nawet on tak rozpaczliwie nie chciał odpowiadać podczas przesłuchań Echa.
Wyszedł z obozu samotnie. Rude, ogniste i zdrowe futro kontrastowało z szaro-białym nieboskłonem, który najwidoczniej nie miał ochoty pokazywać słońca, swojego szczęścia i życia. No cóż, Pierze nic na to nie poradzi. Nie miał akurat kontroli nad pogodą, ale kto wie... w przyszłości...?
Spacer był nawet przyjemny; mało ptaków odeszło przez łagodną Porę Nagich Drzew. Szedł lekko, nucąc sobie pod nosem i machając głową w rytm swej muzyki. Ciekawe, czy Księżycowy Odłamek potrafił śpiewać. Jak wróci ten drań, to kuzyn nie będzie mógł rozróżnić pięknego śpiewu wróbli od złotego, miodowego głosu Tańcującego Pierza!
Och, akurat wtedy łapy zaprowadziły go na granicę z Klanem Wilka. Uśmiech zniknął, a na pyszczku pojawiła się zaduma, może przemyślenie całego wydarzenia sprzed trzech księżyców. Czy gdyby Krecik mu nie sprzedała wróbla, to wszystko potoczyłoby się inaczej? A może…
… Nie, nie mógł teraz myśleć, gdy przed nim biegała w tę i we w tę w krzaczorach jakaś dzikuska. Cofnął się i, nie wiedząc, co to za zwierzę, zaczął obserwować z ciekawości. Chwilę mu zajęło, że to pokręcone, zlepione futro i wielkie, zmęczone oczy... to była Śpiewający Raniuszek! Wstrzymał powietrze, wyraźnie zaskoczony; zapomniał już, jak kocica wyglądała. W wspomnieniach była nawet ładna... ale teraz!? To jakieś monstrum, a nie ta wredna suka. Może się pomylił co do Raniuszka. Wcale nie była ładna. To był BLEF z dzieciństwa!
Jeszcze nie zmył makijażu sprzed ostatniego swojego zgromadzenia. Będzie musiał sobie poważnie pogadać z Aminkową Łapą... stał się pewnie pośmiewiskiem na tle wszystkich klanów! Po raz kolejny! Trochę wstydził się akcji z Klifiakiem, ale nie mógł nic z tym już zrobić. Miał nadzieję, że następny makijaż wypali i kocur go nie rozpozna. I tym razem poprosi Bąbelkowy Plusk, nowego faworyta w rodzinie.
Na pyszczku Tańcującego Pierza uformował się tajemniczy, szeroki uśmiech. Lisie oczy zalśniły. Zanim Raniuszek zorientowała się, zaskoczyła ją obecność dziwnego, choć melodyjnego i miłego dla ucha głosu:
— Śpiewko... przecież wiesz, że zostałem uniewinniony~ — rozległ się za nią radosny świergot. Złoty rycerz patrzył na damę z góry, ponieważ różnica ich wzrostu... była dosyć wyraźna, można było rzec. — Po co kontynuujesz to szaleństwo? Odpocznij. Klan Burzy potrzebuje silnych i zdrowych na umyśle wojowników, a nie... — cmoknął — ... tego, co teraz sobą reprezentujesz.
— Właśnie, silnych i zdrowych na umyśle wojowników — powtórzyła, unosząc głowę z niesmakiem, by spojrzeć na Pierze. — Do których się nie zaliczasz. Nie wiem, czemu jesteś taką zarazą i dlaczego uważasz, że wszystko ujdzie ci płazem, ale twoje ,,uniewinnienie" nie potrwa zbyt długo. Nie oszukasz mnie, tak jak reszty tych błaznów, wiem czym jesteś. Mordercą. I wiem, jak bardzo nie lubisz brać na siebie odpowiedzialności za swoją własną głupotę. Rozwydrzone kocię. Nawet, jeśli konsekwencje dotyczą zabicia kota. Pozbawiłeś innego kota życia! I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to! Nie widzisz, co robisz? Słodka Dziewanna przez to cierpi, Gadożerowa Łapa przez to cierpi, klan został pozbawiony wojownika, gdziekolwiek staniesz rozsiewasz tylko chaos, cierpienie i swoje wszy głupoty. Co ty masz w gło- nie, to głupie pytanie, w końcu oboje wiemy, że nic. — parsknęła, drżąc lekko z nerwów, jakby zaczynała żałować, że w ogóle się urodziła w tym klanie — Z resztą popatrz na siebie... — parsknęła oceniająco, lustrując kocura z góry na dół, zatrzymując się na dłuższą chwilę na jego pysku, z nieco... powątpiewającym wyrazem. — Nie dość, że morderca to wstyd dla klanu. Jak ty możesz- jak...- — urwała, unosząc łapę do pyska, przykładając ją do czoła na moment z zawodem i niedowierzaniem. Była tym wyraźnie zmęczona.
“... I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to!” Hm. Czy rozsądny kot o zdrowym umyśle przyznałby się do morderstwa? Nie był na tyle głupi jak te baranki ofiarne. Nie. On był lepszy. Wiedział, co go spotka…
… Dlatego będzie musiał zagrać z nią w pewną grę.
— Och? Doprawdy? — mruknął, unosząc brwi do góry. Przyjął maskę zdziwienia, choć na pysku wciąż miał ten swój ładny uśmiech. - Ogarnęło cię szaleństwo, Śpiewający Raniuszku. Wierzysz w coś, co nie miało miejsca. I miejsca nigdy nie miałoby. Czemu nie odpuścisz? - mówił, podchodząc bliżej z każdym zdaniem. Stan Skrzeczącej Pokraki... i jej słowa... to było jak miód dla jego uszu oraz języka. Ach, nie wiedząc czemu, nawet mu się to podobało. Próbowała udowodnić coś, czego już nie udowodni. Zmarszczył brwi, gdy dzieliły ich tylko wibrysy, a na pysku rozgościł się smutek, a może i nawet współczucie.
— Ach, ty moja... myślałem, że masz więcej rozumu niż śliny w tym swoim pyszczku - zaczął pieszczotliwie. Pokręcił głową, a wtedy z nieba zaczęły spadać łzy. Mżawka zostawiła swój ślad na futrze Tańcującego Pierza. Zatrzepotał białymi rzęsami i spojrzał na chwilę w górę, pozwalając sobie na moment nieprzyjemnej ciszy. Zwrócił się do wojowniczki:
— Twoja matka już pojęła, co tu się dzieje. Szybciej, niż własna córka... coś nieprawdopodobnego - mówił głębokim głosem, z poważnym wyrazem pyska. - Czy nie widzisz tych zepsuć? Czyżbyś nie dostrzegała zbliżającego się chaosu, gorszego nawet ode mnie? — zapytał z żartem na końcu, a wtedy znów powrócił do swojego uśmieszku. Przechylił głowę do boku. — Naprawdę ci współczuję. Współczuję... głupoty i szaleństwa. Chcesz udowodnić sobie, że jesteś potrzebna? A może nic nie znajdziesz i zrozumiesz w końcu, że marnujesz każdą sekundę na takie przeszukiwania~? Nie masz dowodów. Nie masz nawet jakiegokolwiek poparcia u Zawodzącego Echa, a co dopiero u Króliczej Gwiazdy. Przeszukujesz to miejsce... z czym? Z nadzieją? Obłuda! Cokolwiek cię prowadzi do tego miejsca, to tylko własne szaleństwo. Odpocznij od tego... Obwiniasz mnie, jakby to reszta kotów nie zaczyna spiskować przeciw obecnej władzy. Czemu to zawsze ja, Śpiewko? Może jestem twoją obsesją? Ta ciągła gonitwa za mną zaczyna być... trochę nudna, że tak to ujmę.
— O czym ty do mnie teraz mówisz? — zaczęła z niedowierzaniem wymalowanym na pysku, cofając się o krok. — Co to ma do rzeczy? Nie mówimy teraz o spiskach, o Króliku ani o... na Gwiezdnych! Jesteś jeszcze bardziej połamany, niż zakładałam. Jaka władza, o czym ty teraz bredzisz, nie zmieniaj tematu, Szczurzy Bobku, nie uciekniesz od prawdy. Tak bardzo wmówiłeś sobie swoją niewinność i nieomylność, że zacząłeś w nią wierzyć? Zabawne. — jej głos z każdym kolejnym słowem nabierał coraz więcej ostrego, mocnego wydźwięku, drażniącego uszy — I jeszcze wrobiłeś w to wszystko brata Lodówkowej Łapy. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny, chyba ją lubisz? Myślisz, że gdyby poznała prawdę, to by cię pochwaliła? — parsknęła, wykrzywiając swój pysk w czymś, co przypominało uśmiech... albo skwaszony grymas — I co ma do tego moja matka? Z resztą, jesteś w błędzie, Zawodzące Echo wspiera moje działania. Rozmawiałam z nim, z liderem również. A jedynym zepsuciem jesteś teraz ty. Ty i twój brat. Oboje jesteście zaślepieni swoim własnym ego, patrzysz w górę, a nie widzisz, co masz pod łapami, i naprawdę chętnie zobaczę, jak się w końcu o coś potkniesz i pysk rozwalisz, wpadając w jakąś wielką, głęboką dziurę bez wyjścia. I wierz mi, chętnie taką wykopię, specjalnie dla ciebie.
Uśmiech nie zniknął, nawet nie drgnął. Co miał jej więcej odpowiedzieć? Ta biedulka nie wiedziała nawet, jaka jest pora dnia. Była zepsuta. Głęboko zepsuta... ale nawet i z czymś takim da się popracować. Wystarczy tylko cierpliwość i odpowiednie słówka.
— I ty wciąż z tym... cały czas powtarzasz te same informacje. W kółko, i w kółko... w kółko, i w kółko! Nie znudziło ci się to? Jesteś tak ślepa, że nie zauważasz, co się dzieje w klanie - powiedział, widocznie rozbawiony. Zachichotał. Kiedy się uspokoił, spojrzał na swoje łapy i wymamrotał bez emocji następne słowa:
— Kto kopie dołki... ten sam w nie wpada. A ty coś za bardzo chcesz mi te dołki kopać. Poza tym... — spojrzał na nią z uśmieszkiem. — Jesteś ciągle tylko na mnie i na tym swoim kochanym Gadożerku skupiona... - wypowiedział ostatnie zdanie teatralnie. - Nie sądzisz, że lecenie na dwa fronty... nie jest ryzykowne~? — wymruczał i puścił jej oczko. — Czyżbym był... kimś więcej, Śpiewko? — dodał pewnie, wręcz prowokująco.
— Obrzydzasz mnie... — wypluła z siebie pod koniec jego monologu, gdy wydobyła się wreszcie z szoku i otępienia. Nie słuchał. Nie, inaczej, nie chciał słuchać, to na pewno i wszelkie słowa, które miały mu przemówić do rozsądku, po prostu spływały po nim jak po kaczce. Był w pewien sposób niebezpieczny, w końcu to nie mądrych należy się obawiać, tylko tych, co myślą, że są mądrzy. A Pierzasty się idealnie w te słowa wpasowywał. — Nie tknęłabym się nawet kijem przez mech. — wypluła z siebie, nagle wzburzona. Nie wiadomo było, czy chciała rzucić się do gardła kocura, wydrapać mu oczy, rozpłakać się czy zwymiotować. Obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem, zanim skręciła w bok, by kocura wyminąć i szybkim krokiem skierować się do obozu.
— Cóż, to samo mógłbym powiedzieć o tobie! — miauknął z uśmiechem. Tak jak przeczuwał; udawanie głupiego nie było takie złe. Nawet ta Skrzecząca Pokraka się na to nabrała...
— Jesteś obrzydliwa, ślepa i obsesyjna. W dodatku już nie emanujesz tym pięknem, co kiedyś, tylko... śmierdzisz, cuchniesz. Gnijesz. Bąbelkowy Plusk dobrze zrobił, oddalając się od takiej wariatki jak ty... — wymamrotał, gdy kotka go wyminęła. Specjalnie to zrobił.
— Tak jak kiedyś? — warknęła, ze zirytowaniem kładąc po sobie uszy. Chciała sobie odejść, a ten jeszcze coś miauczy pod nosem. — Ha! I to ty masz dla *mnie* być ,,kimś więcej"? Posłuchaj ty sam siebie! Najpierw masz obsesję na punkcie mojego legowiska, potem chodzisz i mi zajmujesz czas, drażniąc i irytując. Co, zwietrzało i zaczynasz tęsknić za moim zapachem? Jak mam to szczeniackie zachowanie odebrać, co? Może ty mi powiesz, Paskudku — gderała szybko, z krzywym ~~uśmiechem~~ grymasem na pysku, drgając ze zirytowaniem ogonem — Co, aż tak cię to boli, że nie widzę w tobie nic atrakcyjnego? W mordercy? Powiedz, jak śpisz w nocy, to widzisz mnie, czy swoje zakrwawione łapy? — parsknęła, odwracając gwałtownie głowę w jego stronę.
Westchnął ciężko. Cokolwiek powie, to ta kotka znowu zacznie mówić swoje. Może musiała się na niego wydrzeć? Ognik mu czasem mówił o emocjach i niektóre lekcje zapamiętywał. Może nie tylko ona codziennie miała złe dni tak jak niektórzy w klanie.
Na jej krzyki i obelgi jedynie zdołał wzruszyć obojętnie szerokimi barami, skrzywił się nieco. I to jej zdaniem miał obsesję na tej kreaturze?— I co ja mam ci powiedzieć, co? Skoro takie dwa zdania cię wkurzyły, to może masz jakieś kompleksy, Śpiewający Raniuszku? — rzekł zmieszany. — ... Chcesz się nimi podzielić?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego uniosła wysoko ogon i dumnie podreptała dalej, biorąc trzy głębokie wdechy po drodze. Tańcujące Pierze odprowadził ją wzrokiem i usiadł. Kiedy zniknęła z pola widzenia, zgarbił się.
— Ach, te kotki…
Po czym wstał i ruszył za Śpiewką, zachowując pewien dystans. Przez to wszystko miał bardzo zepsuty humor. Może Lodówkowa Łapa będzie chciała coś porobić razem, bo z Śpiewającym Raniuszkiem przewidywał tylko zgrzyty.

< Skrzecząca Pokrako? Na pewno nie chcesz porozmawiać o własnych kompleksach? >

22 marca 2026

Od Śpiewającej Łapy do Pierza (Paskudka)

 Przed śmiercią Cichej Łapy i mianowaniem Bąbelka. 

Mech, mech... wymiana mchu... 
Wolałaby robić cokolwiek innego, nawet kopanie tu- nie, kopanie tuneli było jeszcze gorsze, ale przynajmniej trenowała wtedy mięśnie. A wymiana mchu? W dodatku w tej wylęgni wszystkich przegrywów, pokrak i ucieleśnienia błędów rodzicielskich? I jeszcze w środku znajdowały się teraz te przynoszące wstyd, rude flądry. Widać było, że nie mają w sobie za grosz wychowania, a ich ojciec wcale nie był lepszy. Po co robił sobie kociaki, skoro nie mógł się nimi zająć i odpowiednio wychować? Co to było? Kolejny błąd a nie ojciec. 
I w ten właśnie sposób, zerknęła z góry na rude kocię, które przed nią stało. Nie było ich przypadkiem więcej? Tych małych fląder? Jej wzrok poleciał w bardzo wyraźnym, ostentacyjnym zirytowaniu i znużeniu w górę, zanim powędrował ze zobojętnieniem w bok. Może to i nawet lepiej, mniej szczurów do przejmowania się. Nie musiała też przy nich grać słodkiej miłej siostry, jak zakładała. W końcu już teraz widać po nich było, że nie będą niczym pożytecznym... chociaż? Zobaczmy... 
- Przyniosłam mech do wymiany posłań~ - zaświergotała w kwiecistej aurze, niczym nie przypominającej jej poprzedniego spojrzenia - Jak myślisz, od czego by tu zacząć.... - ze zmartwieniem i zamyśleniem rozejrzała się po tym zakurzonym padole. Jak na jej gust można by to było spalić. Śmierdziało tu mlekiem, śliną, kupą i czymś charakterystycznym dla kociaków, co w połączeniu tworzyło bardzo drażliwe i irytujące combo.
- To pytanie... było do mnie? - zapytał rudy kociak. - Myślałem, że porządny uczeń wie, co robi i po co tu jest... ups! - wymsknęło mu się i z szokiem zasłonił swój pyszczek łapką. - Najmocniej przepraszam...! - dodał dramatycznie. Coś drgnęło w oku kotki.
- Hahahah~ - ah, cóż za klarowny, słodki śmiech, z łapką przy pysku przyłożoną, który tak bardzo nie współgrał z wyrazem pyska, który zaraz potem nastał. - Tsk, ten jest zepsuty - wymamrotała do siebie niemal bezdźwięcznie, w sufit, z niezwykle zirytowanym wyrazem pyska, jakby młodszy właśnie nie dość, że zniszczył wszystkie jej oczekiwania, to jeszcze okazał się być kawałkiem robaka zamiast prezentu, gdy już rozdarła kolorowy papier. Gdyby to był ktoś ważny to pewnie brnęłaby dalej w przedstawienie, przełykając dumę. Ale to... to coś? Nie, nie było warte. 
- Powinnam wam zostawić tu ten mech i sami byście się nauczyli robić posłania pod swoje tłuste dupska, to może nauczylibyście się szacunku do starszych. Uczniowie mają ważniejsze rzeczy do nauki, a nie zajmowanie się latającymi po żłobku szczurami.
- Jeśli będziesz tak dalej trajkotać - zaczął powoli, ostrożnie patrząc na mimikę pyska uczennicy - I nie wykonywać swojej roboty, mogę to zawsze zgłosić takiemu Rozg... Pogłosowi Klanu Burzy, który następnie rozniesie wieść, że uczennica Śpiewająca Łapa nie dość, że nie wykonuje swoich obowiązków, to jeszcze spiskuje za plecami własnego przywódcy. 
Zakończył swoją sentencję i zmarszczył brwi w oczekiwaniu. 
- O, i powiem Zawilcowej Koronie, aby przebadał takich uczniów jak ty! Twój śmiech na peeeeewno nie jest zdrowy! A może i nawet wpada w kategorię... yyy... chorego... jak to tam gadał jakiś kot... o, wiem! Wpada to w kategorię kota chorego psy...psychicznie! - wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki w szeroki uśmiech z dumą, że umiał wymówić wszystko prawie bez jąkania się. 
- Uwierz mi, niedouczony kiełku, kiedy ci powiem, że Zawilcowa Korona ma lepsze rzeczy na głowie niż słuchanie wymysłów niepoczytalnego kociaka - mruknęła słodziutko pomiędzy pluciem jadem, łapą miętosząc policzek rudego, jak ta jedna, znienawidzona ciocia. Szybko jednak łapę zabrała i nią strzepnęła, albo przynajmniej ruch taki stworzyła, jak gdyby chciała się pozbyć z niej resztek zapachu kociaka, jak gdyby choroby - Oh i proszę bardzo, kto ci broni? No dawaj, śmiało, leć! Jestem pewna, że taaaak ci uwierzy - przeciągnęła, kończąc z sarkastycznym uśmiechem - Widzisz, jestem tu najlepiej pracującym kotem, dzięki wychowaniu odpowiedniemu, obok którego ty nawet nie stałeś. Nie jestem tylko pewna czyja to wina, twojego ojca czy bardziej matki, ale widać, że raczej nic z ciebie nie będzie... wstyd jedynie przynosisz - rzuciła już jakby ciszej, zamyślając się, oceniająco, za pomocą łapy krótkim trzepnięciem unosząc końcówkę ogonka Pierza, który był w jej oczach teraz jak kiepskiej jakości serwetka przeznaczona do zakupu. Nie odezwał się już jednak, a jedynie z obrażonym prychnięciem skierował gdzieś w kąt żłobka, zostawiając Śpiewkę samą ze sobą. Nie, żeby narzekała. Z uśmiechem satysfakcji i krótkim prychnięciem, zajęła się wymianą mchu w legowisku. Kto tam jeszcze został z tych kociąt? Na pewno był jeszcze jeden, głupi i głupszy, można by rzec, więc został... jakiś kociak, którego nie zabrali ze sobą na zgromadzenie. Trzeba zobaczyć, może on ma nieco więcej oleju w głowie i da się odpowiednio pokierować? Jeśli tak, klan będzie miał szczęście, że chociaż jedno z kociąt wyszło na koty. 

[746 słów]

[15%]