BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

22 kwietnia 2026

Od Tańcującego Pierza CD. Śpiewającego Raniuszka

Tańcujące Pierze po otrzymaniu nowego imienia zyskał jakąś reputację, podczas gdy Gadożerowa Łapa był obrzucany brzydkimi rzeczami. I choć na zewnątrz każdemu mówił, że bardzo współczuł Lodówce, która miała za brata mordercę, to w głębi duszy... cieszył się. Był niewinny, a każdy mu uwierzył. No, nie każdy. Śpiewający Raniuszek była pewnym odstępstwem, co bardzo irytowało kocura. Czemu nie odpuściła? To było tak dawno... trzy księżyce temu! I wciąż myśli, że znajdzie coś po tylu dniach. Pff, nawet on tak rozpaczliwie nie chciał odpowiadać podczas przesłuchań Echa.
Wyszedł z obozu samotnie. Rude, ogniste i zdrowe futro kontrastowało z szaro-białym nieboskłonem, który najwidoczniej nie miał ochoty pokazywać słońca, swojego szczęścia i życia. No cóż, Pierze nic na to nie poradzi. Nie miał akurat kontroli nad pogodą, ale kto wie... w przyszłości...?
Spacer był nawet przyjemny; mało ptaków odeszło przez łagodną Porę Nagich Drzew. Szedł lekko, nucąc sobie pod nosem i machając głową w rytm swej muzyki. Ciekawe, czy Księżycowy Odłamek potrafił śpiewać. Jak wróci ten drań, to kuzyn nie będzie mógł rozróżnić pięknego śpiewu wróbli od złotego, miodowego głosu Tańcującego Pierza!
Och, akurat wtedy łapy zaprowadziły go na granicę z Klanem Wilka. Uśmiech zniknął, a na pyszczku pojawiła się zaduma, może przemyślenie całego wydarzenia sprzed trzech księżyców. Czy gdyby Krecik mu nie sprzedała wróbla, to wszystko potoczyłoby się inaczej? A może…
… Nie, nie mógł teraz myśleć, gdy przed nim biegała w tę i we w tę w krzaczorach jakaś dzikuska. Cofnął się i, nie wiedząc, co to za zwierzę, zaczął obserwować z ciekawości. Chwilę mu zajęło, że to pokręcone, zlepione futro i wielkie, zmęczone oczy... to była Śpiewający Raniuszek! Wstrzymał powietrze, wyraźnie zaskoczony; zapomniał już, jak kocica wyglądała. W wspomnieniach była nawet ładna... ale teraz!? To jakieś monstrum, a nie ta wredna suka. Może się pomylił co do Raniuszka. Wcale nie była ładna. To był BLEF z dzieciństwa!
Jeszcze nie zmył makijażu sprzed ostatniego swojego zgromadzenia. Będzie musiał sobie poważnie pogadać z Aminkową Łapą... stał się pewnie pośmiewiskiem na tle wszystkich klanów! Po raz kolejny! Trochę wstydził się akcji z Klifiakiem, ale nie mógł nic z tym już zrobić. Miał nadzieję, że następny makijaż wypali i kocur go nie rozpozna. I tym razem poprosi Bąbelkowy Plusk, nowego faworyta w rodzinie.
Na pyszczku Tańcującego Pierza uformował się tajemniczy, szeroki uśmiech. Lisie oczy zalśniły. Zanim Raniuszek zorientowała się, zaskoczyła ją obecność dziwnego, choć melodyjnego i miłego dla ucha głosu:
— Śpiewko... przecież wiesz, że zostałem uniewinniony~ — rozległ się za nią radosny świergot. Złoty rycerz patrzył na damę z góry, ponieważ różnica ich wzrostu... była dosyć wyraźna, można było rzec. — Po co kontynuujesz to szaleństwo? Odpocznij. Klan Burzy potrzebuje silnych i zdrowych na umyśle wojowników, a nie... — cmoknął — ... tego, co teraz sobą reprezentujesz.
— Właśnie, silnych i zdrowych na umyśle wojowników — powtórzyła, unosząc głowę z niesmakiem, by spojrzeć na Pierze. — Do których się nie zaliczasz. Nie wiem, czemu jesteś taką zarazą i dlaczego uważasz, że wszystko ujdzie ci płazem, ale twoje ,,uniewinnienie" nie potrwa zbyt długo. Nie oszukasz mnie, tak jak reszty tych błaznów, wiem czym jesteś. Mordercą. I wiem, jak bardzo nie lubisz brać na siebie odpowiedzialności za swoją własną głupotę. Rozwydrzone kocię. Nawet, jeśli konsekwencje dotyczą zabicia kota. Pozbawiłeś innego kota życia! I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to! Nie widzisz, co robisz? Słodka Dziewanna przez to cierpi, Gadożerowa Łapa przez to cierpi, klan został pozbawiony wojownika, gdziekolwiek staniesz rozsiewasz tylko chaos, cierpienie i swoje wszy głupoty. Co ty masz w gło- nie, to głupie pytanie, w końcu oboje wiemy, że nic. — parsknęła, drżąc lekko z nerwów, jakby zaczynała żałować, że w ogóle się urodziła w tym klanie — Z resztą popatrz na siebie... — parsknęła oceniająco, lustrując kocura z góry na dół, zatrzymując się na dłuższą chwilę na jego pysku, z nieco... powątpiewającym wyrazem. — Nie dość, że morderca to wstyd dla klanu. Jak ty możesz- jak...- — urwała, unosząc łapę do pyska, przykładając ją do czoła na moment z zawodem i niedowierzaniem. Była tym wyraźnie zmęczona.
“... I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to!” Hm. Czy rozsądny kot o zdrowym umyśle przyznałby się do morderstwa? Nie był na tyle głupi jak te baranki ofiarne. Nie. On był lepszy. Wiedział, co go spotka…
… Dlatego będzie musiał zagrać z nią w pewną grę.
— Och? Doprawdy? — mruknął, unosząc brwi do góry. Przyjął maskę zdziwienia, choć na pysku wciąż miał ten swój ładny uśmiech. - Ogarnęło cię szaleństwo, Śpiewający Raniuszku. Wierzysz w coś, co nie miało miejsca. I miejsca nigdy nie miałoby. Czemu nie odpuścisz? - mówił, podchodząc bliżej z każdym zdaniem. Stan Skrzeczącej Pokraki... i jej słowa... to było jak miód dla jego uszu oraz języka. Ach, nie wiedząc czemu, nawet mu się to podobało. Próbowała udowodnić coś, czego już nie udowodni. Zmarszczył brwi, gdy dzieliły ich tylko wibrysy, a na pysku rozgościł się smutek, a może i nawet współczucie.
— Ach, ty moja... myślałem, że masz więcej rozumu niż śliny w tym swoim pyszczku - zaczął pieszczotliwie. Pokręcił głową, a wtedy z nieba zaczęły spadać łzy. Mżawka zostawiła swój ślad na futrze Tańcującego Pierza. Zatrzepotał białymi rzęsami i spojrzał na chwilę w górę, pozwalając sobie na moment nieprzyjemnej ciszy. Zwrócił się do wojowniczki:
— Twoja matka już pojęła, co tu się dzieje. Szybciej, niż własna córka... coś nieprawdopodobnego - mówił głębokim głosem, z poważnym wyrazem pyska. - Czy nie widzisz tych zepsuć? Czyżbyś nie dostrzegała zbliżającego się chaosu, gorszego nawet ode mnie? — zapytał z żartem na końcu, a wtedy znów powrócił do swojego uśmieszku. Przechylił głowę do boku. — Naprawdę ci współczuję. Współczuję... głupoty i szaleństwa. Chcesz udowodnić sobie, że jesteś potrzebna? A może nic nie znajdziesz i zrozumiesz w końcu, że marnujesz każdą sekundę na takie przeszukiwania~? Nie masz dowodów. Nie masz nawet jakiegokolwiek poparcia u Zawodzącego Echa, a co dopiero u Króliczej Gwiazdy. Przeszukujesz to miejsce... z czym? Z nadzieją? Obłuda! Cokolwiek cię prowadzi do tego miejsca, to tylko własne szaleństwo. Odpocznij od tego... Obwiniasz mnie, jakby to reszta kotów nie zaczyna spiskować przeciw obecnej władzy. Czemu to zawsze ja, Śpiewko? Może jestem twoją obsesją? Ta ciągła gonitwa za mną zaczyna być... trochę nudna, że tak to ujmę.
— O czym ty do mnie teraz mówisz? — zaczęła z niedowierzaniem wymalowanym na pysku, cofając się o krok. — Co to ma do rzeczy? Nie mówimy teraz o spiskach, o Króliku ani o... na Gwiezdnych! Jesteś jeszcze bardziej połamany, niż zakładałam. Jaka władza, o czym ty teraz bredzisz, nie zmieniaj tematu, Szczurzy Bobku, nie uciekniesz od prawdy. Tak bardzo wmówiłeś sobie swoją niewinność i nieomylność, że zacząłeś w nią wierzyć? Zabawne. — jej głos z każdym kolejnym słowem nabierał coraz więcej ostrego, mocnego wydźwięku, drażniącego uszy — I jeszcze wrobiłeś w to wszystko brata Lodówkowej Łapy. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny, chyba ją lubisz? Myślisz, że gdyby poznała prawdę, to by cię pochwaliła? — parsknęła, wykrzywiając swój pysk w czymś, co przypominało uśmiech... albo skwaszony grymas — I co ma do tego moja matka? Z resztą, jesteś w błędzie, Zawodzące Echo wspiera moje działania. Rozmawiałam z nim, z liderem również. A jedynym zepsuciem jesteś teraz ty. Ty i twój brat. Oboje jesteście zaślepieni swoim własnym ego, patrzysz w górę, a nie widzisz, co masz pod łapami, i naprawdę chętnie zobaczę, jak się w końcu o coś potkniesz i pysk rozwalisz, wpadając w jakąś wielką, głęboką dziurę bez wyjścia. I wierz mi, chętnie taką wykopię, specjalnie dla ciebie.
Uśmiech nie zniknął, nawet nie drgnął. Co miał jej więcej odpowiedzieć? Ta biedulka nie wiedziała nawet, jaka jest pora dnia. Była zepsuta. Głęboko zepsuta... ale nawet i z czymś takim da się popracować. Wystarczy tylko cierpliwość i odpowiednie słówka.
— I ty wciąż z tym... cały czas powtarzasz te same informacje. W kółko, i w kółko... w kółko, i w kółko! Nie znudziło ci się to? Jesteś tak ślepa, że nie zauważasz, co się dzieje w klanie - powiedział, widocznie rozbawiony. Zachichotał. Kiedy się uspokoił, spojrzał na swoje łapy i wymamrotał bez emocji następne słowa:
— Kto kopie dołki... ten sam w nie wpada. A ty coś za bardzo chcesz mi te dołki kopać. Poza tym... — spojrzał na nią z uśmieszkiem. — Jesteś ciągle tylko na mnie i na tym swoim kochanym Gadożerku skupiona... - wypowiedział ostatnie zdanie teatralnie. - Nie sądzisz, że lecenie na dwa fronty... nie jest ryzykowne~? — wymruczał i puścił jej oczko. — Czyżbym był... kimś więcej, Śpiewko? — dodał pewnie, wręcz prowokująco.
— Obrzydzasz mnie... — wypluła z siebie pod koniec jego monologu, gdy wydobyła się wreszcie z szoku i otępienia. Nie słuchał. Nie, inaczej, nie chciał słuchać, to na pewno i wszelkie słowa, które miały mu przemówić do rozsądku, po prostu spływały po nim jak po kaczce. Był w pewien sposób niebezpieczny, w końcu to nie mądrych należy się obawiać, tylko tych, co myślą, że są mądrzy. A Pierzasty się idealnie w te słowa wpasowywał. — Nie tknęłabym się nawet kijem przez mech. — wypluła z siebie, nagle wzburzona. Nie wiadomo było, czy chciała rzucić się do gardła kocura, wydrapać mu oczy, rozpłakać się czy zwymiotować. Obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem, zanim skręciła w bok, by kocura wyminąć i szybkim krokiem skierować się do obozu.
— Cóż, to samo mógłbym powiedzieć o tobie! — miauknął z uśmiechem. Tak jak przeczuwał; udawanie głupiego nie było takie złe. Nawet ta Skrzecząca Pokraka się na to nabrała...
— Jesteś obrzydliwa, ślepa i obsesyjna. W dodatku już nie emanujesz tym pięknem, co kiedyś, tylko... śmierdzisz, cuchniesz. Gnijesz. Bąbelkowy Plusk dobrze zrobił, oddalając się od takiej wariatki jak ty... — wymamrotał, gdy kotka go wyminęła. Specjalnie to zrobił.
— Tak jak kiedyś? — warknęła, ze zirytowaniem kładąc po sobie uszy. Chciała sobie odejść, a ten jeszcze coś miauczy pod nosem. — Ha! I to ty masz dla *mnie* być ,,kimś więcej"? Posłuchaj ty sam siebie! Najpierw masz obsesję na punkcie mojego legowiska, potem chodzisz i mi zajmujesz czas, drażniąc i irytując. Co, zwietrzało i zaczynasz tęsknić za moim zapachem? Jak mam to szczeniackie zachowanie odebrać, co? Może ty mi powiesz, Paskudku — gderała szybko, z krzywym ~~uśmiechem~~ grymasem na pysku, drgając ze zirytowaniem ogonem — Co, aż tak cię to boli, że nie widzę w tobie nic atrakcyjnego? W mordercy? Powiedz, jak śpisz w nocy, to widzisz mnie, czy swoje zakrwawione łapy? — parsknęła, odwracając gwałtownie głowę w jego stronę.
Westchnął ciężko. Cokolwiek powie, to ta kotka znowu zacznie mówić swoje. Może musiała się na niego wydrzeć? Ognik mu czasem mówił o emocjach i niektóre lekcje zapamiętywał. Może nie tylko ona codziennie miała złe dni tak jak niektórzy w klanie.
Na jej krzyki i obelgi jedynie zdołał wzruszyć obojętnie szerokimi barami, skrzywił się nieco. I to jej zdaniem miał obsesję na tej kreaturze?— I co ja mam ci powiedzieć, co? Skoro takie dwa zdania cię wkurzyły, to może masz jakieś kompleksy, Śpiewający Raniuszku? — rzekł zmieszany. — ... Chcesz się nimi podzielić?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego uniosła wysoko ogon i dumnie podreptała dalej, biorąc trzy głębokie wdechy po drodze. Tańcujące Pierze odprowadził ją wzrokiem i usiadł. Kiedy zniknęła z pola widzenia, zgarbił się.
— Ach, te kotki…
Po czym wstał i ruszył za Śpiewką, zachowując pewien dystans. Przez to wszystko miał bardzo zepsuty humor. Może Lodówkowa Łapa będzie chciała coś porobić razem, bo z Śpiewającym Raniuszkiem przewidywał tylko zgrzyty.

< Skrzecząca Pokrako? Na pewno nie chcesz porozmawiać o własnych kompleksach? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz