Wyszedł z obozu samotnie. Rude, ogniste i zdrowe futro kontrastowało z szaro-białym nieboskłonem, który najwidoczniej nie miał ochoty pokazywać słońca, swojego szczęścia i życia. No cóż, Pierze nic na to nie poradzi. Nie miał akurat kontroli nad pogodą, ale kto wie... w przyszłości...?
Spacer był nawet przyjemny; mało ptaków odeszło przez łagodną Porę Nagich Drzew. Szedł lekko, nucąc sobie pod nosem i machając głową w rytm swej muzyki. Ciekawe, czy Księżycowy Odłamek potrafił śpiewać. Jak wróci ten drań, to kuzyn nie będzie mógł rozróżnić pięknego śpiewu wróbli od złotego, miodowego głosu Tańcującego Pierza!
Och, akurat wtedy łapy zaprowadziły go na granicę z Klanem Wilka. Uśmiech zniknął, a na pyszczku pojawiła się zaduma, może przemyślenie całego wydarzenia sprzed trzech księżyców. Czy gdyby Krecik mu nie sprzedała wróbla, to wszystko potoczyłoby się inaczej? A może…
… Nie, nie mógł teraz myśleć, gdy przed nim biegała w tę i we w tę w krzaczorach jakaś dzikuska. Cofnął się i, nie wiedząc, co to za zwierzę, zaczął obserwować z ciekawości. Chwilę mu zajęło, że to pokręcone, zlepione futro i wielkie, zmęczone oczy... to była Śpiewający Raniuszek! Wstrzymał powietrze, wyraźnie zaskoczony; zapomniał już, jak kocica wyglądała. W wspomnieniach była nawet ładna... ale teraz!? To jakieś monstrum, a nie ta wredna suka. Może się pomylił co do Raniuszka. Wcale nie była ładna. To był BLEF z dzieciństwa!
Jeszcze nie zmył makijażu sprzed ostatniego swojego zgromadzenia. Będzie musiał sobie poważnie pogadać z Aminkową Łapą... stał się pewnie pośmiewiskiem na tle wszystkich klanów! Po raz kolejny! Trochę wstydził się akcji z Klifiakiem, ale nie mógł nic z tym już zrobić. Miał nadzieję, że następny makijaż wypali i kocur go nie rozpozna. I tym razem poprosi Bąbelkowy Plusk, nowego faworyta w rodzinie.
Na pyszczku Tańcującego Pierza uformował się tajemniczy, szeroki uśmiech. Lisie oczy zalśniły. Zanim Raniuszek zorientowała się, zaskoczyła ją obecność dziwnego, choć melodyjnego i miłego dla ucha głosu:
— Śpiewko... przecież wiesz, że zostałem uniewinniony~ — rozległ się za nią radosny świergot. Złoty rycerz patrzył na damę z góry, ponieważ różnica ich wzrostu... była dosyć wyraźna, można było rzec. — Po co kontynuujesz to szaleństwo? Odpocznij. Klan Burzy potrzebuje silnych i zdrowych na umyśle wojowników, a nie... — cmoknął — ... tego, co teraz sobą reprezentujesz.
— Właśnie, silnych i zdrowych na umyśle wojowników — powtórzyła, unosząc głowę z niesmakiem, by spojrzeć na Pierze. — Do których się nie zaliczasz. Nie wiem, czemu jesteś taką zarazą i dlaczego uważasz, że wszystko ujdzie ci płazem, ale twoje ,,uniewinnienie" nie potrwa zbyt długo. Nie oszukasz mnie, tak jak reszty tych błaznów, wiem czym jesteś. Mordercą. I wiem, jak bardzo nie lubisz brać na siebie odpowiedzialności za swoją własną głupotę. Rozwydrzone kocię. Nawet, jeśli konsekwencje dotyczą zabicia kota. Pozbawiłeś innego kota życia! I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to! Nie widzisz, co robisz? Słodka Dziewanna przez to cierpi, Gadożerowa Łapa przez to cierpi, klan został pozbawiony wojownika, gdziekolwiek staniesz rozsiewasz tylko chaos, cierpienie i swoje wszy głupoty. Co ty masz w gło- nie, to głupie pytanie, w końcu oboje wiemy, że nic. — parsknęła, drżąc lekko z nerwów, jakby zaczynała żałować, że w ogóle się urodziła w tym klanie — Z resztą popatrz na siebie... — parsknęła oceniająco, lustrując kocura z góry na dół, zatrzymując się na dłuższą chwilę na jego pysku, z nieco... powątpiewającym wyrazem. — Nie dość, że morderca to wstyd dla klanu. Jak ty możesz- jak...- — urwała, unosząc łapę do pyska, przykładając ją do czoła na moment z zawodem i niedowierzaniem. Była tym wyraźnie zmęczona.
“... I nawet nie miałeś tyle ogłady, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za to!” Hm. Czy rozsądny kot o zdrowym umyśle przyznałby się do morderstwa? Nie był na tyle głupi jak te baranki ofiarne. Nie. On był lepszy. Wiedział, co go spotka…
… Dlatego będzie musiał zagrać z nią w pewną grę.
— Och? Doprawdy? — mruknął, unosząc brwi do góry. Przyjął maskę zdziwienia, choć na pysku wciąż miał ten swój ładny uśmiech. - Ogarnęło cię szaleństwo, Śpiewający Raniuszku. Wierzysz w coś, co nie miało miejsca. I miejsca nigdy nie miałoby. Czemu nie odpuścisz? - mówił, podchodząc bliżej z każdym zdaniem. Stan Skrzeczącej Pokraki... i jej słowa... to było jak miód dla jego uszu oraz języka. Ach, nie wiedząc czemu, nawet mu się to podobało. Próbowała udowodnić coś, czego już nie udowodni. Zmarszczył brwi, gdy dzieliły ich tylko wibrysy, a na pysku rozgościł się smutek, a może i nawet współczucie.
— Ach, ty moja... myślałem, że masz więcej rozumu niż śliny w tym swoim pyszczku - zaczął pieszczotliwie. Pokręcił głową, a wtedy z nieba zaczęły spadać łzy. Mżawka zostawiła swój ślad na futrze Tańcującego Pierza. Zatrzepotał białymi rzęsami i spojrzał na chwilę w górę, pozwalając sobie na moment nieprzyjemnej ciszy. Zwrócił się do wojowniczki:
— Twoja matka już pojęła, co tu się dzieje. Szybciej, niż własna córka... coś nieprawdopodobnego - mówił głębokim głosem, z poważnym wyrazem pyska. - Czy nie widzisz tych zepsuć? Czyżbyś nie dostrzegała zbliżającego się chaosu, gorszego nawet ode mnie? — zapytał z żartem na końcu, a wtedy znów powrócił do swojego uśmieszku. Przechylił głowę do boku. — Naprawdę ci współczuję. Współczuję... głupoty i szaleństwa. Chcesz udowodnić sobie, że jesteś potrzebna? A może nic nie znajdziesz i zrozumiesz w końcu, że marnujesz każdą sekundę na takie przeszukiwania~? Nie masz dowodów. Nie masz nawet jakiegokolwiek poparcia u Zawodzącego Echa, a co dopiero u Króliczej Gwiazdy. Przeszukujesz to miejsce... z czym? Z nadzieją? Obłuda! Cokolwiek cię prowadzi do tego miejsca, to tylko własne szaleństwo. Odpocznij od tego... Obwiniasz mnie, jakby to reszta kotów nie zaczyna spiskować przeciw obecnej władzy. Czemu to zawsze ja, Śpiewko? Może jestem twoją obsesją? Ta ciągła gonitwa za mną zaczyna być... trochę nudna, że tak to ujmę.
— O czym ty do mnie teraz mówisz? — zaczęła z niedowierzaniem wymalowanym na pysku, cofając się o krok. — Co to ma do rzeczy? Nie mówimy teraz o spiskach, o Króliku ani o... na Gwiezdnych! Jesteś jeszcze bardziej połamany, niż zakładałam. Jaka władza, o czym ty teraz bredzisz, nie zmieniaj tematu, Szczurzy Bobku, nie uciekniesz od prawdy. Tak bardzo wmówiłeś sobie swoją niewinność i nieomylność, że zacząłeś w nią wierzyć? Zabawne. — jej głos z każdym kolejnym słowem nabierał coraz więcej ostrego, mocnego wydźwięku, drażniącego uszy — I jeszcze wrobiłeś w to wszystko brata Lodówkowej Łapy. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny, chyba ją lubisz? Myślisz, że gdyby poznała prawdę, to by cię pochwaliła? — parsknęła, wykrzywiając swój pysk w czymś, co przypominało uśmiech... albo skwaszony grymas — I co ma do tego moja matka? Z resztą, jesteś w błędzie, Zawodzące Echo wspiera moje działania. Rozmawiałam z nim, z liderem również. A jedynym zepsuciem jesteś teraz ty. Ty i twój brat. Oboje jesteście zaślepieni swoim własnym ego, patrzysz w górę, a nie widzisz, co masz pod łapami, i naprawdę chętnie zobaczę, jak się w końcu o coś potkniesz i pysk rozwalisz, wpadając w jakąś wielką, głęboką dziurę bez wyjścia. I wierz mi, chętnie taką wykopię, specjalnie dla ciebie.
Uśmiech nie zniknął, nawet nie drgnął. Co miał jej więcej odpowiedzieć? Ta biedulka nie wiedziała nawet, jaka jest pora dnia. Była zepsuta. Głęboko zepsuta... ale nawet i z czymś takim da się popracować. Wystarczy tylko cierpliwość i odpowiednie słówka.
— I ty wciąż z tym... cały czas powtarzasz te same informacje. W kółko, i w kółko... w kółko, i w kółko! Nie znudziło ci się to? Jesteś tak ślepa, że nie zauważasz, co się dzieje w klanie - powiedział, widocznie rozbawiony. Zachichotał. Kiedy się uspokoił, spojrzał na swoje łapy i wymamrotał bez emocji następne słowa:
— Kto kopie dołki... ten sam w nie wpada. A ty coś za bardzo chcesz mi te dołki kopać. Poza tym... — spojrzał na nią z uśmieszkiem. — Jesteś ciągle tylko na mnie i na tym swoim kochanym Gadożerku skupiona... - wypowiedział ostatnie zdanie teatralnie. - Nie sądzisz, że lecenie na dwa fronty... nie jest ryzykowne~? — wymruczał i puścił jej oczko. — Czyżbym był... kimś więcej, Śpiewko? — dodał pewnie, wręcz prowokująco.
— Obrzydzasz mnie... — wypluła z siebie pod koniec jego monologu, gdy wydobyła się wreszcie z szoku i otępienia. Nie słuchał. Nie, inaczej, nie chciał słuchać, to na pewno i wszelkie słowa, które miały mu przemówić do rozsądku, po prostu spływały po nim jak po kaczce. Był w pewien sposób niebezpieczny, w końcu to nie mądrych należy się obawiać, tylko tych, co myślą, że są mądrzy. A Pierzasty się idealnie w te słowa wpasowywał. — Nie tknęłabym się nawet kijem przez mech. — wypluła z siebie, nagle wzburzona. Nie wiadomo było, czy chciała rzucić się do gardła kocura, wydrapać mu oczy, rozpłakać się czy zwymiotować. Obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem, zanim skręciła w bok, by kocura wyminąć i szybkim krokiem skierować się do obozu.
— Cóż, to samo mógłbym powiedzieć o tobie! — miauknął z uśmiechem. Tak jak przeczuwał; udawanie głupiego nie było takie złe. Nawet ta Skrzecząca Pokraka się na to nabrała...
— Jesteś obrzydliwa, ślepa i obsesyjna. W dodatku już nie emanujesz tym pięknem, co kiedyś, tylko... śmierdzisz, cuchniesz. Gnijesz. Bąbelkowy Plusk dobrze zrobił, oddalając się od takiej wariatki jak ty... — wymamrotał, gdy kotka go wyminęła. Specjalnie to zrobił.
— Tak jak kiedyś? — warknęła, ze zirytowaniem kładąc po sobie uszy. Chciała sobie odejść, a ten jeszcze coś miauczy pod nosem. — Ha! I to ty masz dla *mnie* być ,,kimś więcej"? Posłuchaj ty sam siebie! Najpierw masz obsesję na punkcie mojego legowiska, potem chodzisz i mi zajmujesz czas, drażniąc i irytując. Co, zwietrzało i zaczynasz tęsknić za moim zapachem? Jak mam to szczeniackie zachowanie odebrać, co? Może ty mi powiesz, Paskudku — gderała szybko, z krzywym ~~uśmiechem~~ grymasem na pysku, drgając ze zirytowaniem ogonem — Co, aż tak cię to boli, że nie widzę w tobie nic atrakcyjnego? W mordercy? Powiedz, jak śpisz w nocy, to widzisz mnie, czy swoje zakrwawione łapy? — parsknęła, odwracając gwałtownie głowę w jego stronę.
Westchnął ciężko. Cokolwiek powie, to ta kotka znowu zacznie mówić swoje. Może musiała się na niego wydrzeć? Ognik mu czasem mówił o emocjach i niektóre lekcje zapamiętywał. Może nie tylko ona codziennie miała złe dni tak jak niektórzy w klanie.
Na jej krzyki i obelgi jedynie zdołał wzruszyć obojętnie szerokimi barami, skrzywił się nieco. I to jej zdaniem miał obsesję na tej kreaturze?— I co ja mam ci powiedzieć, co? Skoro takie dwa zdania cię wkurzyły, to może masz jakieś kompleksy, Śpiewający Raniuszku? — rzekł zmieszany. — ... Chcesz się nimi podzielić?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego uniosła wysoko ogon i dumnie podreptała dalej, biorąc trzy głębokie wdechy po drodze. Tańcujące Pierze odprowadził ją wzrokiem i usiadł. Kiedy zniknęła z pola widzenia, zgarbił się.
— Ach, te kotki…
Po czym wstał i ruszył za Śpiewką, zachowując pewien dystans. Przez to wszystko miał bardzo zepsuty humor. Może Lodówkowa Łapa będzie chciała coś porobić razem, bo z Śpiewającym Raniuszkiem przewidywał tylko zgrzyty.
< Skrzecząca Pokrako? Na pewno nie chcesz porozmawiać o własnych kompleksach? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz