Dawno temu
— A dlaczego miałby się na ciebie gniewać? Zapewniam cię, że byłaby zła, gdybyś zrobiła coś naprawdę niestosownego — mruknęła Mroczna Wizja, a jej wibrysy lekko zadrżały z rozbawienia. — Po co mamy okazywać emocje? Zachowanie spokoju to często najlepsza broń. Inni nie wytrącą cię z równowagi ani nie poznają twoich słabości — miauknęła. Jednak Kocimiętkowa Łapa wciąż była zmieszana.
— Ale czy takie nieokazywanie emocji nie jest… ciężkie? — spytała, próbując zrozumieć tok myślenia Mrocznej Wizji. — Poza tym okazywanie słabości przed kimś, komu się ufa, jest chyba normalne… no nie? Tak mi się wydaje — mówiła dalej. Czy to nie na tym polegało całe zaufanie? Na tym, by otworzyć się przed drugim kotem i niczego przed nim nie ukrywać? — Czy moja mentorka nie ma nikogo, komu mogłaby zaufać? Czy mi nie ufa? — zastanawiała się, czując, że to za dużo informacji jak na jej prymitywny móżdżek.
* * *
Po dostaniu awansu
Cieszyła się, że udało jej się wskoczyć na wyższą rangę w Klanie Wilka. Bycie mistrzynią to już nie przelewki! Zdecydowanie miała się czym chwalić przed innymi — tym bardziej że wraz z nią awansowały Nadciągający Pomrok i Ognikowa Słota, czyli córki Zalotnej Gwiazdy. To oczywiste, że im ufała, ale czy każdy spodziewał się tego, że lubi także Kocimiętkę? Zapewne nie. Rudofutra sama zresztą nie wiedziała, dlaczego liderka patrzyła na nią przychylnie. Może dlatego, że szybko została mianowana? Może dlatego, że przyjaźniła się z Pomrokiem i Słotą? Na pewno obie kotki szepnęły coś o zielonookiej swojej matce i przez to jej ufała. Powinna im za to podziękować? Nie… Chyba nie. I tak nie miała pewności, czy faktycznie maczały palce w awansie Kocimiętki.
Wiedziała jednak, z kim o zostaniu mistrzynią chciała koniecznie porozmawiać. Z Makową Iluzją, oczywiście, ale oprócz niej chciała też zagadać do swojej matki — Dyniowej Skórki. Wojowniczka musi być z niej naprawdę dumna! Kocimiętka może i nie urodziła się wśród Wilczaków, ale przez swój pobyt wśród nich z całą pewnością zyskała całkiem dobrą reputację. Przynajmniej wśród niektórych… bo z Wilczym Skowytem raczej nie było jej po drodze. To jednak żadna strata, bo czekoladowy nie cieszył się uznaniem ani wśród swoich pobratymców, ani liderki.
W końcu Kocimiętce udało się znaleźć w obozie swoją matkę. Od razu do niej podbiegła, szczerząc się jak małe kocię.
— Mamo! Mamo! Czy to nie ekscytujące, że zostałam mistrzynią? — mruknęła, poruszając wibrysami z zadowolenia.
Dyniowa Skórka aż podskoczyła, nie spodziewając się tak nagłego spotkania.
— Nie strasz mnie tak! — odparła najpierw, po czym spojrzała na córkę i uśmiechnęła się nieznacznie. — Ach, tak… To bardzo ekscytujące — stwierdziła, pochylając się, by liznąć ją po czole.
Kocimiętka cofnęła się, wydając z siebie cichy chichot.
— Przestań! Teraz jestem już poważną mistrzynią w Klanie Wilka. Nie mam czasu na czułości — fuknęła żartobliwie, przewracając oczami.
— Więc pewnie nie masz też czasu, żeby przejść się ze starą matką na spacer… — miauknęła Dyniowa Skórka, wzdychając dramatycznie.
Kocimiętka otwarła szerzej oczy i zatrzęsła swoim krótkim ogonkiem.
— Ależ mam! Na spacer zawsze mam czas — oznajmiła, stawiając uszy do góry. — Poza tym to nie musi być zwykły spacer, a dodatkowy patrol! Upolujemy coś razem i proszę, już nasza schadzka będzie miała jakiś cel — dodała, kiwając ochoczo głową.
— No, skoro tak mówisz… Możemy iść na ten twój spacero-patrol — odpowiedziała Dynia, po czym smagnęła powietrze ogonem i ruszyła w stronę wyjścia z obozu.
— Świetnie! — skwitowała młodsza, niemal przyklejając się do boku swojej matki.
* * *
— Chciałabym, żeby było już tak zawsze — odezwała się w końcu Kocimiętka, przerywając ciszę.
Dyniowa Skórka przez moment nie odpowiadała, jakby zastanawiała się nad słowami córki.
— Tak… ja też — mruknęła w końcu. — Dobrze, że twojej siostrze udało się wygrać tę walkę i zostać wojowniczką. Mało brakowało, by ją wyrzucili z klanu! — dodała z przejęciem.
— No! Mówiłam jej, żeby się śpieszyła, ale kazała mi się nie martwić — odparła mistrzyni. — Wiesz, powiedziała mi, że jeszcze zostanie najlepszą wojowniczką Klanu Wilka. Ale na to już chyba za późno, nie? — westchnęła, odwracając wzrok od matki i spoglądając na taflę jeziora. — Cieszę się, że udało mi się odnaleźć w nowej przynależności, ale… szkoda, że Mak chyba nie czuje się tu aż tak dobrze. Myślisz, że lepiej by jej było, gdyby została samotniczką? — spytała.
Dyniowa Skórka spięła się i burknęła:
— Nie chcę o tym myśleć. Wolę żyć z przekonaniem, że dobrze zrobiłam, zabierając was tutaj. — Jej głos był ciężki, jakby przygnębiony. — Twój ojciec to łajnojad! Wierzę, że dobrze wam wszędzie tam, gdzie go nie ma — zaśmiała się, próbując rozluźnić atmosferę.
Kocimiętka skinęła głową.
— Masz rację. Nie wiem, jak mogłam go wcześniej tak idealizować! — odparła z obrzydzeniem.
— Idealizowałaś go? — miauknęła wojowniczka. Po chwili strzepnęła ogonem i pokręciła głową. Kocimiętka nie spodziewała się takiej reakcji.
— Nie mówiłam ci? — zdziwiła się. Była pewna, że już o wszystkim matce powiedziała. — Dałabym sobie głowę urwać, że wszystko ci wyśpiewałam! — dodała. Czy naprawdę nigdy nie powiedziała Dyniowej Skórce o tym, że Królik ją zdradzał? Na pewno powiedziała o tym Makowej Iluzji, co do tego nie miała nawet najmniejszych wątpliwości — ale jak to się stało, że nie przekazała tej informacji własnej matce?
— Nie przypominam sobie… — przyznała rudofutra.
— Och! Nie martw się… już ci powiem — mruknęła Kocimiętka, uśmiechając się smutno do matki. — Ale nie wiem, czy spodoba ci się to, co usłyszysz…
* * *
Teraźniejszość
Nie spodziewała się dostać ucznia — a jednak stało się. Teraz Księżycowa Łapa był pod jej opieką i musiała zrobić wszystko, by jak najlepiej go wyszkolić i nie zawieść Zalotnej Gwiazdy. W końcu liderka liczyła na to, że Kocimiętce uda się nieco naprostować białofutrego młodzieńca, gdyż jak na razie uchodził on za raczej delikatnego i płaczliwego kota — zupełnie niepasującego do wzoru Wilczaka.
Dziś wróciła już z treningu i resztę dnia miała dla siebie. Postanowiła wykorzystać wolny czas na odwiedzenie legowiska starszyzny. Liczyła na to, że może Mroczna Wizja będzie miała dla niej kilka rad odnośnie wychowania Księżycowej Łapy.
Kocimiętka zabrała ze stosu świeżą piszczkę i poszła prosto do legowiska. Zanurzając głowę w jego półmroku, od razu wypatrzyła byłą mistrzynię. Podeszła do niej, kładąc zwierzynę tuż przed jej łapami.
— Witaj, Mroczna Wizjo — przywitała się, pochylając przed kotką głowę. — Doceniam twój wkład w Klan Wilka i… chciałabym poprosić o kilka rad — mruknęła ostrożnie, siadając przed starszą. — Chodzi o Księżycową Łapę… Jest bardzo emocjonalny. Zależy mi na tym, by go zahartować, tylko… nie mam pojęcia, jak to zrobić. Może ty będziesz wiedziała?
<Mroczna Wizjo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz