Podrapał się za przekłutym kością uchem, a drobinki skóry poleciały na biały śnieg. Chrupał zabawnie pod łapami, ale Chudemu nie było do śmiechu. Ostatnio o mało nie spotkał się ze śmiercią- tym razem naprawdę! Chociaż wtedy po kocimiętce też miał blisko do bram Mrocznej Puszczy… ale! Gdy dwunożni wyciągnęli łapy po Nocnego Śpiewaka, Chudego zmroziło. Borsucza Puszcza została finalnie przez nich zabrana, czego dowiedział się od brata, bo on sam już dawno z tego miejsca uciekł, gdzie pieprz rośnie. Nigdy nie biegł tak szybko w swoim życiu i oby nie musiał tego powtarzać. Niemalże wypluł płuca, kryjąc się gdzieś w zaroślach, gdzie później znalazł go Noc.
Takie to miał przygody ten młody medyk. Gdyby Przodkowie dali mu wybór, to wolałby mniej… atrakcyjne życie. A tak tu to, tam tamto. I tak leciało. Roztargniony Koperek pewnie bał się puszczać go samego gdziekolwiek w obawie, żeby znowu nie wpakował się w tarapaty. Gdzie Chudy nawet nie próbował! To kłopoty znajdowały jego.
Pewnego dnia, wieczorem, Zalotna Gwiazda zwołała koty. Wskoczyła ze skrzypieniem kości na ścięty pień. Chudy patrzył. Coś tam ogłosiła, a następnie podeszła do niej Cisowe Tchnienie. Kotka zwróciła oczy na Chudą Łapę, a po jego plecach przebiegł naprawdę dziwny dreszcz. Położył uszy po sobie i nerwowo przełknął ślinę. Cis ogonem go zawołała. Podszedł niepewnie, po chwili się prostując, bo w końcu był na oczach całego klanu. Nawet jeśli połowy nie lubił, niech widzą go w jego pięknej okazałości!
— Ja, medyczka Klanu Wilka, Cisowe Tchnienie, wzywam moich walecznych Przodków, by spojrzeli na tego oto ucznia — zaczęła, a Chudy rozdziawił buzię w szoku. Czy on naprawdę dożył tego momentu?! — By z waszą pomocą służył klanowi przez długie przyszłe księżyce. Chuda Łapo, czy przysięgasz podążać drogą medyka, trzymać się z daleka od klanowych wojen i chronić wszystkie koty, nawet za cenę życia?
Bury przełknął ślinę. Wizja oddania życia za kogokolwiek kto nie był jego braćmi, średnio mu się widziała, ale nie mógł tego powiedzieć. Przełknął ślinę, trzęsąc się na zimnie. Wziął wdech, podniósł szczurowaty ogon i odpowiedział swoim zdartym głosem z wyschniętego gardła:
— Przysięgam.
Cis wzięła wdech ponownie, spojrzała na ucznia, który przysporzył im tyle zmartwień, bólów głowy, nerwów i pewnie wszystkiego, co można z… jakąś dziwną mieszanką uczuć. Jakby niby go nie lubiła, ale też przywykła do jego obecności, a może chciała mu naklepać za krzakiem za wszystkie przysporzone problemy… Ciężko było stwierdzić.
Chudy zmarszczył brwi. Może mu się przywidziało?
— Z mocą Przodków nadaję ci imię medyka. Chuda Łapo, od dziś będziesz znany jako Chudy… Grzbiet.
Buremu szczęka opadła. Widział kątem oka uśmieszek Zalotnej Gwiazdy pod nosem, a po klanowych kotach przeszedł szmer.
— Przodkowie doceniają twój… zapał oraz pilną naukę i witają cię jako nowego medyka Klanu Wilka.
Cały klan zaczął skandować jego imię. Mógłby przysiąc, że część z nich była prześmiewcza, a druga poważna. Widział w tłumie wzruszonych braci, więc się do nich uśmiechnął. Czego się w sumie spodziewał… być Chudą Gałęzią? Albo Chudym Pazurem? Czy takie imiona do niego pasowały bardziej, aniżeli Chudy Grzbiet, który przecież no… nie ukrywajmy, leżał na nim jak ulał.
Koty się rozeszły, a świeżo upieczony medyk sztywnym krokiem zszedł na śnieg. Z jednego się cieszył, teraz będzie mógł rozstawiać koty typu Bielinka po kątach, bo jest poważnym panem medykiem. Koty nie będą mogły już go tak zbywać ani olewać tego, co mówi, czy unikać zaleceń. Hehehe… może nie będzie tak źle?
Takie to miał przygody ten młody medyk. Gdyby Przodkowie dali mu wybór, to wolałby mniej… atrakcyjne życie. A tak tu to, tam tamto. I tak leciało. Roztargniony Koperek pewnie bał się puszczać go samego gdziekolwiek w obawie, żeby znowu nie wpakował się w tarapaty. Gdzie Chudy nawet nie próbował! To kłopoty znajdowały jego.
Pewnego dnia, wieczorem, Zalotna Gwiazda zwołała koty. Wskoczyła ze skrzypieniem kości na ścięty pień. Chudy patrzył. Coś tam ogłosiła, a następnie podeszła do niej Cisowe Tchnienie. Kotka zwróciła oczy na Chudą Łapę, a po jego plecach przebiegł naprawdę dziwny dreszcz. Położył uszy po sobie i nerwowo przełknął ślinę. Cis ogonem go zawołała. Podszedł niepewnie, po chwili się prostując, bo w końcu był na oczach całego klanu. Nawet jeśli połowy nie lubił, niech widzą go w jego pięknej okazałości!
— Ja, medyczka Klanu Wilka, Cisowe Tchnienie, wzywam moich walecznych Przodków, by spojrzeli na tego oto ucznia — zaczęła, a Chudy rozdziawił buzię w szoku. Czy on naprawdę dożył tego momentu?! — By z waszą pomocą służył klanowi przez długie przyszłe księżyce. Chuda Łapo, czy przysięgasz podążać drogą medyka, trzymać się z daleka od klanowych wojen i chronić wszystkie koty, nawet za cenę życia?
Bury przełknął ślinę. Wizja oddania życia za kogokolwiek kto nie był jego braćmi, średnio mu się widziała, ale nie mógł tego powiedzieć. Przełknął ślinę, trzęsąc się na zimnie. Wziął wdech, podniósł szczurowaty ogon i odpowiedział swoim zdartym głosem z wyschniętego gardła:
— Przysięgam.
Cis wzięła wdech ponownie, spojrzała na ucznia, który przysporzył im tyle zmartwień, bólów głowy, nerwów i pewnie wszystkiego, co można z… jakąś dziwną mieszanką uczuć. Jakby niby go nie lubiła, ale też przywykła do jego obecności, a może chciała mu naklepać za krzakiem za wszystkie przysporzone problemy… Ciężko było stwierdzić.
Chudy zmarszczył brwi. Może mu się przywidziało?
— Z mocą Przodków nadaję ci imię medyka. Chuda Łapo, od dziś będziesz znany jako Chudy… Grzbiet.
Buremu szczęka opadła. Widział kątem oka uśmieszek Zalotnej Gwiazdy pod nosem, a po klanowych kotach przeszedł szmer.
— Przodkowie doceniają twój… zapał oraz pilną naukę i witają cię jako nowego medyka Klanu Wilka.
Cały klan zaczął skandować jego imię. Mógłby przysiąc, że część z nich była prześmiewcza, a druga poważna. Widział w tłumie wzruszonych braci, więc się do nich uśmiechnął. Czego się w sumie spodziewał… być Chudą Gałęzią? Albo Chudym Pazurem? Czy takie imiona do niego pasowały bardziej, aniżeli Chudy Grzbiet, który przecież no… nie ukrywajmy, leżał na nim jak ulał.
Koty się rozeszły, a świeżo upieczony medyk sztywnym krokiem zszedł na śnieg. Z jednego się cieszył, teraz będzie mógł rozstawiać koty typu Bielinka po kątach, bo jest poważnym panem medykiem. Koty nie będą mogły już go tak zbywać ani olewać tego, co mówi, czy unikać zaleceń. Hehehe… może nie będzie tak źle?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz