W ostatnim czasie Owocowy Las tętnił życiem, ale i różnymi dramatami, którymi był dotykany. Jednym z głównych problemów w ostatnim czasie były bobry oraz tajemnicze zachorowania starszyzny — jak się okazało, sprawy te były ze sobą dość ściśle połączone. Czekoladowy wojownik podniósł wzrok na zimowe niebo, które swoją szarością utrzymywało w kocurze uczucie apatii, jakie osiadło ciężko na nim po niedawnej wyprawie na wodne ssaki, które wybudowały tamę. Jeden z patroli wcześniej doniósł, że wybudowana konstrukcja zatrzymywała nie tylko ruczaj w jakiś stopniu, co także rozkładające się truchło jelenie. Szczątki te zatruwały wodę, która dotychczas była zdatna do picia — mech, który był przynoszony dla starszyzny, miał w sobie wodę z owej rzeki.
Po śmierci Czerwca żółtooki nie był do końca sobą, zamknięty na większość Owocniaków, sprawiał wrażenie jeszcze bardziej oderwanego od rzeczywistości, niż jak to bywało wcześniej. Jednym słowem bicolor nie był gotowy na tak nagłą śmierć swego ojca. Może i nie zginął on na polu walki, lecz świadomość tego, że starszy skonał dopiero później przez odniesione rany, była jeszcze gorsza. Choć nie tylko Smugę dotknęła ta strata, gdyż także Miodunka zdawała się nie być do końca sobą od niedawnej tragedii.
Docierając nad brzeg ruczaju, poczuł, jak głębokie i nadal świeże rany na jego ciele dają o sobie znać w postaci nieprzyjemnego odczucia, jakby wręcz paliły żywym ogniem. Zaciskając szczękę, stłumił w sobie jęk bólu. Wystarczył moment, jedno spojrzenie w swoje odbicie w płynącej wodzie, by niedawne wspomnienia zaciętej walki na nowo odżyły.
Dzień walki z bobrami
Po tym, jak grupa kotów wróciła z patrolu, niosąc ze sobą ważne wieści o sytuacji nad rzeką, Pieczarka wraz z Czereśnią nie zwlekali i po wstępnym omówieniu problemu z bobrami, ogłosili wyprawę na owe ssaki. Od razu zgłosiło się sporo kotów z różnych profesji — z wojowników chęci udziału wyraziła Orchidea, Pszczółka, Topola, Kolendra, Sajgon i sam Smuga. W skład zwiadowców, którzy mieli ruszyć pod dowodzenie liderki i zastępcy byli to Czerwiec, Hiacynt, Kurka i Guziczek. Oprócz tego wraz z nimi ruszyło paru uczniów: Gondor, Całunka i Iskrzyk, a jako pomoc medyczną stanowił Wiciokrzew z Drobinką. Łącznie ich szło osiemnaścioro, jednak w trakcie walk nie obyło się bez strat — Ziemniak, do niedawna więzień Owocowego Lasu, kiedy tylko wyszła na jak sytuacja z dawnym nagłym zniknięciem Osetka i ich społeczności.
Kiedy tylko strategia została omówiona, nikt nie czekał ani jednego uderzenia serca dłużej. Opuszczenie obozu przez ich dość liczną grupę wywołało niemałe poruszenie wśród pozostałych — część jeszcze szybko żegnała się z najbliższymi, szeptając między sobą słowa, które mogły nieść niespełnioną obietnicę. Bicolor widział aż zbyt dobrze, jak Miodunce jest ciężko pogodzić się z decyzją, jaką podjął jej partner oraz syn. Stróżka ostatni raz dotknęła się nosem z Czerwcem oraz przejechała ogonem po boku Smugi, by ich dwójka dołączyła do pozostałych wyruszających Owocniaków.
Każdy stresował się na swój własny sposób, nawet jeśli po niektórych nie było tego widać. Młody wojownik czuł jednocześnie nutę podekscytowania, ale i niepewności, strachu czy obaw — głównie obawy te były związane z jego umiejętnościami. Nie chciał zawieść Żagnicy, który starał mu się przekazać całą swoją wiedzę, nieco zmieniając i dostosowując ją do budowy czekoladowego. Z każdym krokiem jednak wszelkie negatywne myśli mijały, ustępując determinacji i gotowości do działania. Pewnym krokiem podążał z innymi, a tuż obok niego kroczył Czerwiec, który co jakiś czas posyłał synowi słabe uśmiechy w czasie ich rozmowy. Widać było po nim, że myślami nadal jest przy partnerce, która pozostała w obozie.
«★»
Tw: śmierć, krew, walka
Krew. To jedyne, co widział i miał przed oczami. Nie wiedział, nawet kiedy to wszystko tak szybko się potoczył, że znaczna część z nich miała na swym ciele rany, u niektórych nawet dość poważne. Liliowy uzdrowiciel wraz z białą kotką byli niedaleko, w pobliżu, by udzielić pierwszej pomocy najbardziej potrzebującym. W powietrzu latały kępki sierści kotów, ale i bobrów, a pole walki było wypełnione rozjuszonymi wrzaskami Owocniaków, czy też ich przeciwników. Ziemię w niektórych miejscach już była przyozdobiona szkarłatną posoką obu z walczących stron, mieszając się w jedno, by dopełnić obraz, który przywodził na myśl tylko jedno słowo: rzeź.
Tego nie dało się inaczej opisać, a przynajmniej tak uważał Smuga, który właśnie stał w kałuży czyjejś krwi. Jego dotychczas białe łapy teraz miały na sobie ślady, świadczące jasno, że odebrały one komuś życie. Czy taki właśnie los dla nich przygotowała Wszechmatka? Nie wiedział, lecz miał nadzieję, iż ta nad nimi czuwa i ma w swej opiece.
Gdzieś z boku usłyszał dźwięk powalanego ciała na ziemię, a kiedy tylko skierował swój wzrok w tamtą stronę, ujrzał Pieczarkę. Liderka była ciężko ranna, a tuż nad nią stał dorosły osobnik, mający zamiar zakończyć żywot swojej przeciwniczki. Smuga doskonale wiedział, że musi jakoś pomóc starszej, inaczej polegnie, lecz kiedy jego umysł krzyczał, by ruszył się z miejsca, jego ciała ani drgnęło. Stał skamieniały, obserwując, jak Kolendra ratuje zielonooką przed spotkaniem ze Wszechmatką. Nieco dalej od nich rozgrywała się kolejna walka — Kurka wraz z Guziczkiem toczyli bój ramię w ramię przeciwko kolejnemu dorosłemu osobnikowi. Bóbr zapewne był od nich silniejszych, lecz współpraca dwójki kocurów zdecydowanie przechylała szalę na ich stronę — nawet jeśli liliowy poruszał się raczej na trzech łapach, gdyż jedną z nich miał wybitą.
Po jego drugiej stronie trwały kolejne starcia. Jeśli dobrze widział, to chyba każdy już nosił na swym ciele widoczne ślady walk — mniejsze czy też większe. Jednak jego obserwacje zostały szybko przerwane, gdyż niespodziewanie został powalony na ziemię, a nad nim stał bóbr. Miał wrażenie, jakby całe dotychczasowe życie przemknęło mu przed oczami, kiedy to z opresji wybawiło go pojawienie się Czerwca z Całunką. Starszy z impetem uderzył w bok gryzonia, skupiając jego uwagę na sobie — w tym czasie czekoladowa szylkretka dołączyła do zwiadowcy. Smudze trochę zajęło pozbieranie się, lecz w końcu stanął na łapy i dołączył do walczącej dwójki. Jego wyczucie chwili było idealne, gdyż jego ojciec ledwo trzymał się w pionie, nie mówiąc o dalszej walce.
«★»
Nie wiedział, ile to wszystko trwało, lecz w końcu zaczęli mieć coraz większą przewagę, nawet jeśli na polu walki nie było Pieczarki, Czerwca, Orchidei, Kurki czy żyjącego Ziemniaka. Ten ostatni zginął w trakcie potyczki i jak na razie był jednym trupem z ich grupy. Pierwsza czwórka wymienionych odniosła na tyle poważne rany, że obecnie znajdowała się pod opieką Wiciokrzewu i Drobinki, a pozostali starali się, jak mogli, by zakończyć już tę bitwę. Na ich czele stał Czereśnia, niewzruszony swymi ranami i faktem, że jego krew powoli sunie po jego łapach, by zakończyć swą drogę na nieco zmrożonej ziemi.
Kolejne wymiany ciosów trwały, a bobrów ubywało. W końcu bitewny kurz opadł, ukazując przed nimi widok pełny poległych przeciwników. Nikt nie spodziewał się, że bobry będą aż tak liczne, lecz fakt ten nie powstrzymał Owocniaków przed zwycięstwem tego dnia. Po kolei zaczęli oceniać poniesione straty i rany na swych ciałach — Pieczarka straciła przednią łapę w starciu, Kurka miał wybity bark, Czerwiec głębokie rany, z których nadal sączyła się krew, barwiąc pajęczyny na intensywny czerwony odcień. Pozostali mieli jakieś drobniejsze rany lub pourywane, naderwane uszy, jak Guziczek. Pewne było, iż większość z nich będzie nosić na swym ciele blizny po dzisiejszej walce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz