— „Na miłość Klanu Gwiazdy”… Mówisz tak, a podobno w Klan Gwiazdy nawet nie wierzysz! — zarzucił Agatówka.
Uczennica wywróciła swoimi pomarańczowymi oczami. Zazwyczaj lubiła kocięta. Ale ten mały futrzak był akurat wyjątkiem. A co do samego powiedzenia, na które zwrócił on uwagę, podłapała je od kotów z klanu. Od żadnych konkretnych, po prostu słyszała, jak niektórzy czasem wypowiadają te słowa i, jej zdaniem, ładnie to powiedzenie brzmi. Niekoniecznie znaczy to, że zaczęła wierzyć w tych całych przodków.
— Nie zmieniaj tematu, futrzaku — upomniała go kotka.
Agatówka tupnął łapką.
— Dobra, ale weź już mi daj te zioła! Głowa mnie boli!
— Wiem, wspomniałeś już o tym więcej razy, niż Judaszowcowa Gwiazda miał przeżytych księżycy — westchnęła szylkretka. — Nadal uczę się ułożenia ziół. Potrzebuję chwili na znalezienie, gdzie co leży.
Koteczka wzrokiem szukała poznanego już wrotyczu. Pamiętała również, że na ból głowy są też stosowane liście malin, lecz za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć, jak wspomniane właśnie liście malin wyglądają. Będzie się potem musiała Jagny o to dopytać.
Aldrowanda w końcu znalazła poszukiwane przez nią zioło. Chwyciła je do pyszczka i zaniosła młodemu kocurkowi. Wydzieliła niewielką porcję i podsunęła ją Agatówce.
— Proszę, zjedz to, to powinno ci pomóc — poleciła uczennica, jeszcze siląc się na w miarę uprzejmy ton.
— Tak mało? Mówiłem ci już, że głowa boli mnie bardzo mocno, taka mała porcja mi nie pomoże! — miauknął przeciągle bury kociak.
Była samotniczka, czuła, jak powieka jej skacze. Dobrze wiedziała, że sama czasem potrafi być trochę denerwująca, ale ten kociak był upierdliwy na zupełnie innym poziomie. Jakim cudem to jest syn Drzemiącego Słońca?
— W takim razie dobrze, dam ci więcej, skoro tak dobrze się na tym wszystkim znasz. Tylko jak cię przez to zacznie boleć brzuch, będziesz mieć mdłości i biegunkę, to mnie o pomoc nie proś, bo ja ci jej nie udzielę. Pasuje ci tak? — wypaliła w końcu dosyć sarkastycznie kotka.
Mina kocurka nieco zrzedła na jej słowa. Opuścił delikatnie uszy.
— Dobrze już, zjem mniej… — wydukał niezadowolony z takiego obrotu spraw.
Przyszła medyczka patrzyła, jak Agatówka nachyla się i zjada przeznaczone mu zioła, krzywiąc si przy tym. Zioła medyków nigdy jeszcze chyba nikomu zasmakowały. Gdy kocurek przełknął ostatni kęs wrotyczu, Aldrowandowa Łapa wstała i machnęła swoim puchatym ogonem.
— Wspaniale. A teraz sio do żłobka — rozkazała kotka.
— A nie odprowadzisz mnie? — zapytał burasek.
— Jak cię odprowadzę, to przy okazji opowiem twojej mamie, jak się ładnie u medyka zachowujesz. Chcesz? — Pomarańczowo oka uniosła brew.
Agatówka wywrócił tylko oczami, po czym bez słowa wyszedł z legowiska medyka przez wąski, kamienny tunel.
„Nareszcie, w końcu spokój!” — pomyślała Aldrowanda, wzdychając.
[447 słów]
Wyleczeni: Agatówka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz