*Wszystko dzieje się przed walką z bobrami*
– To wspaniale Poranku! – powiedział zadowolony samotnik, spoglądając co jakiś czas na rudego. – Jak się z tym czujesz? – zapytał.
– Dobrze – stwierdził Poranek, spuszczając głowę. – Brakowało mi tego. Trochę żałuję, że przez tyle czasu od nich uciekałem – mruknął cicho, jakby wstydził się własnych słów.
– Najważniejsze, że teraz już się nie boisz! Założę się, że one też za tobą tęskniły. W twoim zachowaniu widać głębokie przywiązanie do nich. Jednak pozwól, że zapytam... Rozmawiałeś z nimi o tym? – Derwisz wskazał jego łapę. Rudy zamilkł na chwilę. Po co miał z nimi o tym rozmawiać? Już wystarczyło, że co jakiś czas gdy uciekał z obozu, trafiał tu na starszego samotnika, tak jak było i tym razem. I chociaż Poranek doceniał chęć pomocy uzdrowiciela, czasem część niego wciąż chciała się buntować, mimo wiedzy na temat oddziaływań rozmów z Derwiszem na jego własne życie. W końcu nie tylko on zwrócił uwagę, że nie jest tak wycofany jak był jeszcze parę księżycy temu. – Rozumiem to za zaprzeczenie? – głos Derwisza przywrócił go do rzeczywistości.
– Nie rozmawiałem – wyznał w końcu Chwast. – Nie rozumiem, w czym to ma pomóc – stwierdził i spojrzał na siedzącego obok samotnika, wbijając w niego swoje spojrzenie.
– Rozumiem, że chcesz chronić swoje siostry, jednak nie mówiąc im całej prawdy, zawsze możesz je stresować. One naprawdę się o ciebie martwią Poranku i chcą ci pomóc, jak tylko mogą. Myślę, że jeśli powiesz im, jak się czujesz i wyjaśnisz sytuację, która była źródłem twoich konfliktów z nimi, pomoże to i tobie i im – wyjaśnił samotnik. Ciepły uśmiech pojawił się na jego pysku, jakby chciał przekonać Chwasta do swoich słów. Ten za to tylko kiwnął głową.
***
Myślał jeszcze nad słowami Derwisza, wchodząc do obozu. Może miał rację? Może Chwast powinien porozmawiać z siostrami i wyjaśnić im całą sytuację? Przecież zasługują na prawdę, chociaż była ona straszna. Zanim jednak podjął decyzję, jego uwagę przykuł kamyczek, leżący na jego posłaniu. Po dłuższej chwili rudy mógł nawet powiedzieć, że wygląda on jak listek. Mały, błyszczący, kamienny listek. Poranek podszedł trochę bliżej, nachylając się nad znaleziskiem. Nie było ono tak piękne jak chwasty, jednak i tak było dość ładne. I na pewno wyjątkowe, w końcu nie często udaje się znaleźć taki kamień. Kogokolwiek było, na pewno nie należało do Poranku, który to zbierał tylko chwasty, a na pewno musiało do kogoś należeć, ponieważ tak samo z siebie nie mogło pojawić się akurat na posłaniu rudego uzdrowiciela. Z tego też powodu kocur zrobił w swojej głowie małą listę, a dokładniej listę kotów, które mógłby zostawić taki kamyczek, akurat w tym miejscu. Policzył każdego z uzdrowicieli, ale również swoje siostry. Przecież mógł to być swego rodzaju prezent od nich, jednak wątpił w to. Pszczółka zazwyczaj nie robiła prezentów, a Mgiełka przyszłaby osobiście. Mimo to postanowił sprawdzić każdą możliwość. Nikt nie chciałby zgubić takiego ładnego kamiennego listka.
***
Cierpliwie czekał na Gołąbka, z małym kamiennym listkiem położonym dokładnie przed nim. Jego małe grono "oskarżonych" powoli się zmniejszyło, dlatego przyszła pora o spytanie młodego Gołąbka, który, patrząc na pozostałych podejrzanych, miał z nim największy kontakt. Dlatego, gdy tylko uczeń przekroczył próg lecznicy, spotkał się z przeszywającym wzrokiem swojego mentora, wyglądającego trochę jak sędzia, mający skazać podejrzanego za zgubę kamiennego listka.
– Czy to ty położyłeś to na moim legowisku? – zapytał, dokładnie obserwując Gołąbka.
<Młody Gołąbku?>
[552 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz