Po ukończonym patrolu Modliszkowa Cisza wylegiwał się na polanie, chwytając szybko uciekające promienie słońca. Gdy nagle usłyszał głos znajomego mu kota.– Dzień dobry, Modliszkowa Ciszo, chociaż powinienem powiedzieć dobry wieczór. Dawno nie rozmawialiśmy, a mi udało się zostać wojownikiem szybciej niż Ciernistej Łapie. Można do ciebie się dosiąść?
Modliszka uniósł swój kremowy łeb, by spojrzeć, kto taki zażyczył sobie porozmawiać z nim. Jego zielonym oczom ukazał się łaciaty, młody wojownik, Dziki Berberys. Zielonooki łebkiem wskazał puste miejsce obok siebie.
– Gratuluję. Czy to oznacza, że w końcu „zmieszałeś go z błotem”?
Na jego słowa, młodszy widocznie się wzdrygnął, krótkim wzrokiem omiótł resztę polany, po czym rozsiadł się obok rozmówcy, zakładając łapę na łapę.
– Być może... Już nie może i tak być z nim gorzej, niż jest teraz. Z każdym dniem udowadnia, jak wiele mu brakuje do zostania wojownikiem. Moja ciocia, Motylkowa Łączka jeszcze starała się mi to wytłumaczyć, że każdy potrzebuje dla siebie czasu, jednak nie powiem, żeby była to prawda... Widzę, jak mój brat się nie stara. Przez cały ten czas dostawał wszystko pod łapy i nadal tkwi w tym samym miejscu. — odpowiedział Berberys.
Kremowy podniósł się, zwijając swoje łapy pod siebie.
– Skoro się nie stara, to nie ma co się dziwić, że wciąż tkwi w roli ucznia. – mruknął kocur, zażenowany lenistwem młodego burzaka. W końcu wojownik o takim nastawieniu raczej się nie przyda.
– Jak się czujesz jako wojownik? – zapytał, delikatnie zmieniając temat.
– Całkiem dobrze, to jest, to czego chciałem. Mój ojciec już inaczej się na mnie patrzy i nie czuję się jako nieudacznik naszej rodziny. Wydaje mi się, że Śnieżycowa Chmura specjalnie przedłużała moje szkolenie, bo po prostu za mną nie przepadała. Królicza Gwiazda powinien lepiej dopasowywać mentorów do uczniów, a moja mentorka nie pasowała do mnie – polizał się kilka razy po piersi, żeby wygładzić odstające kłosy. – Już ja lepiej bym zarządzał tym Klanem... – burknął.
Kocur spojrzał zaciekawiony na rozmówcę, rozmyślając nad czasem, gdy był uczniem, pod opieką Gradowego Sztormu.
– Masz rację. Na szczęście rządy Króliczej Gwiazdy powoli dobiegają końca. Pytanie pozostaje czy Zawodzące Echo będzie lepszym liderem. – odpowiedział, wbijając swoje przeszywające spojrzenie w Dzikiego Berberysa. – Co sądzisz?
– Wątpię, by się sprawdził dobrze na miejscu lidera. Nawet jako zastępca ledwo daje sobie radę.
– A kogo ty byś wybrał na lidera?
Van chwilowo się zamyślił.
– Na pewno nikogo, kto popiera rządy Króliczej Gwiazdy lub jest z nim spokrewniony. Wolałbym nie ryzykować ponownymi rządami kota, który zagrzał sobie tę posadę przez znajomości lub więzy krwi.
Modliszkowa Cisza skinął głową, po czym wstał, otrzepując delikatnie swe kremowe futro z piasku.
– Zgadzam się. Dziękuję za rozmowę Dziki Berberysie. Niestety będę już udawał się do legowiska. – powiedział, po czym pomaszerował w stronę legowiska wojowników.
Po tragedii rodziny Świerszczowego Skoku
Modliszkowa Cisza nasłuchiwał rozmów przerażonych pobratymców. W Klanie Burzy ponownie doszło do mordu pobratymców. Tym razem mordercą był Świerszczowy Skok, do którego kremowy od dłuższego czasu był sceptycznie nastawiony.
Kątem oka zauważył rudo-białą kitę, od razu rozpoznał, do kogo ona należała.
– Witaj Dziki Berberysie. Czy… trzymasz się jakoś? – zapytał, ostrożnie podchodząc do wojownika, w końcu informacja, że jego ojciec zamordował jego matkę, musiała być dewastująca.
Młodszy z widocznie wymieszanym wstydem, strachem i smutkiem, popatrzył się na niego.
– Ciężko... Nie mogę uwierzyć, że tak się wydarzyło... To straszne... Nie rozumiem, czemu akurat padło to wszystko na Klan Gwiazdy na niewinną Jagodowe Marzenie... – mruknął z wysiłkiem. – Nie rozumiem... Czemu nikt tego wcześniej nie zauważył, żeby zapobiec tej tragedii?
Kremowy lekko zestresowany, nie wiedząc jak się zachować w takiej sytuacji, odpowiedział.
– Jagodowe Marzenie nie zasłużyła na taki los. Nikt nie zasłużył. W ostatnich księżycach zbyt wiele naszych pobratymców musiało zapłacić życiem, za brak kompetencji Króliczej Gwiazdy. – jego ton nabrał szorstkiej barwy, po czym wziął głęboki oddech, a głos powrócił do zwyczajnego, chłodnego oddźwięku.
– Nie obwiniaj się o to, co się wydarzyło. Nikt nie mógł tego przewidzieć.
Wojownik spojrzał na ziemię, jakby szukał tam winy, która rzeczywiście leżała po stronie lidera i zastępcy.
– Ciągle wszystko przez tego Króliczą Gwiazdę! Niedługo wszyscy zostaniemy zabici, przez jego niekompetencje! – warknął cicho, by nikt z Burzaków nie dołączył się do rozmowy. Kocur trząsł się cały z emocji.
Kremowy spojrzał na rozemocjonowanego kocura.
– Niestety taka może być prawda. Teraz lepiej odpocznij. W takich emocjach nic nie zdziałasz.
<Dziki Berberysie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz