Po walce z bobrami
— Gondorze, wystąp — rozbrzmiał głos Czereśni, który od poprzedniego dnia oficjalnie piastował rolę przywódcy Owocowego Lasu. Biały kocur zrobił trzy potężne kroki, a następnie wypiął pierś, patrząc prosto w pomarańczowe ślepia. — Nadszedł czas, abyś dołączył do grona wojowników. We wczorajszej bitwie walczyłeś dzielnie i umiejętnie, więc wraz z Topolą zdecydowaliśmy, że ta potyczka była niczym twój wojowniczy test. Społeczność Owocowego Lasu ceni twoją odwagę i siłę, i ma nadzieję, że użyjesz ich jeszcze wiele razy dla jej dobra. Czy przysięgasz pozostać lojalnym względem naszej społeczności i zawsze jej bronić? — zapytał uroczyście.
— Przysięgam.
— Przysięgam.
— A zatem witamy cię jako nowego wojownika Owocowego Lasu — wymruczał czekoladowy.
Po ceremonii kocura doszło jeszcze do mianowania Całunki, która równie mężnie i zawzięcie walczyła z rzecznymi gryzoniami. Kiedy wszyscy rozeszli się spod drzewnej mównicy, a skandowane imiona ucichły, Rohan podbiegła do swojego partnera, aby przeciągnąć policzek pod jego brodą.
— A nie mówiłam, że na pewno zostaniesz mianowany jako pierwszy? Wiedziała to, wiedziałam, że mnie uprzedzisz, a ty miałeś czelność mówić mi coś innego, ty mój udawany skromniśku — skarciła go żartobliwie, liżąc futerko pod jego okiem.
— Zwyczajnie udało mi się mądrze wykorzystać sytuację — wytłumaczył się, chociaż nie potrafił ukryć dumy, która błyszczała w jego oczach, nawet za maską nonszalancji.
— Nie wiem, czy rzucanie się pod wielkie siekacze bobrów można nazwać mądrym wykorzystaniem sytuacji, nieważne, jak dobre okazały się skutki, mój drogi. — Zmarszczyła brwi.
— Dla ciebie wszystko, co chociaż troszeczkę mnie naraża, jest całkowitą głupotą — zauważył.
— To prawda; nie będę się nie zgadzać tylko, aby móc się podroczyć — wymruczała. — Ale obiecaj, że to już ostatnia taka decyzja, dobrze?
— Nie słyszałaś, co przysiągłem? Muszę bronić wszystkich nawet za cenę życia! — Wypiął pierś niczym paw.
— Mm... No nie podoba mi się to... Nie mogę ukrywać — wyburczała, odwracając nieco wzrok i wydymając policzki.
— Nie dąsaj się, nie w mój wielki dzień. — Polizał ją po policzku, a srebrna przewróciła oczami. — Opowiedz mi, co ostatnio robiłaś na treningu. Może ty też za niedługo doczekasz się takiej pięknej, poważnej ceremonii, co?
— No może... Mam nadzieję, bo bardzo bym chciała, żeby to Jeżyna zajęła się moim testem… — Przez grzbiet przebiegły jej ciarki; na samą myśl o powrocie Figi do roli jej mentorki nachodziły ją najgorsze myśli. — Dużo ostatnio ćwiczę siłę przednich łap. Podobno mi to pomoże w... w sumie we wszystkim.
— To prawda! Może i jesteś prędka jak klaczka, ale nie przed wszystkim można po prostu zwiać — powiedział w taki sposób, jakby to on był jej mentorem.
— A nie mówiłam, że na pewno zostaniesz mianowany jako pierwszy? Wiedziała to, wiedziałam, że mnie uprzedzisz, a ty miałeś czelność mówić mi coś innego, ty mój udawany skromniśku — skarciła go żartobliwie, liżąc futerko pod jego okiem.
— Zwyczajnie udało mi się mądrze wykorzystać sytuację — wytłumaczył się, chociaż nie potrafił ukryć dumy, która błyszczała w jego oczach, nawet za maską nonszalancji.
— Nie wiem, czy rzucanie się pod wielkie siekacze bobrów można nazwać mądrym wykorzystaniem sytuacji, nieważne, jak dobre okazały się skutki, mój drogi. — Zmarszczyła brwi.
— Dla ciebie wszystko, co chociaż troszeczkę mnie naraża, jest całkowitą głupotą — zauważył.
— To prawda; nie będę się nie zgadzać tylko, aby móc się podroczyć — wymruczała. — Ale obiecaj, że to już ostatnia taka decyzja, dobrze?
— Nie słyszałaś, co przysiągłem? Muszę bronić wszystkich nawet za cenę życia! — Wypiął pierś niczym paw.
— Mm... No nie podoba mi się to... Nie mogę ukrywać — wyburczała, odwracając nieco wzrok i wydymając policzki.
— Nie dąsaj się, nie w mój wielki dzień. — Polizał ją po policzku, a srebrna przewróciła oczami. — Opowiedz mi, co ostatnio robiłaś na treningu. Może ty też za niedługo doczekasz się takiej pięknej, poważnej ceremonii, co?
— No może... Mam nadzieję, bo bardzo bym chciała, żeby to Jeżyna zajęła się moim testem… — Przez grzbiet przebiegły jej ciarki; na samą myśl o powrocie Figi do roli jej mentorki nachodziły ją najgorsze myśli. — Dużo ostatnio ćwiczę siłę przednich łap. Podobno mi to pomoże w... w sumie we wszystkim.
— To prawda! Może i jesteś prędka jak klaczka, ale nie przed wszystkim można po prostu zwiać — powiedział w taki sposób, jakby to on był jej mentorem.
— Zignoruje ten ton — skarciła go i kontynuowała: — A w przerwach uczyłam się tworzyć i wić legowiska, których używamy w koronach drzew. To bardzo miła i relaksująca czynność... Chyba moja ulubiona, no oprócz maskowania śladów; to jest moja najulubieńsza...
— Podobają ci się najbardziej te rzeczy, przed którymi ja broniłem się ze wszystkich sił. Nienawidziłem przesiadywania na drzewach, tylko po to, aby te wszystkie mchy i gałązki spadały mi wiecznie na dół.
— Podobają ci się najbardziej te rzeczy, przed którymi ja broniłem się ze wszystkich sił. Nienawidziłem przesiadywania na drzewach, tylko po to, aby te wszystkie mchy i gałązki spadały mi wiecznie na dół.
— I właśnie dlatego tworzymy taką wspaniałą parę, wiesz? Pomyśl sobie, jakie ogólniewykształcone będą nasze przyszłe dzieci, skoro ich rodzice są dobrzy w tak różnych sferach owocowego życia — rozmarzyła się kotka.
— Jakie dzieci..? — przeraził się kocur kompletnie ignorując resztę wypowiedzi.
— Wyimaginowane, wymarzone, wykreowane w mojej głowie; wybierz, który epitet najlepiej ci podpasuje i pamiętaj, że teraz jesteśmy bezpieczni i otoczeni kotami, którzy w razie czego zawsze nam pomogą i nas wesprą — zakończyła i polizała go ponownie po policzku. Zaraz po tym uciekła od niego dziarskim kłusikiem, wysoko podnosząc ogon.
— Jakie dzieci..? — przeraził się kocur kompletnie ignorując resztę wypowiedzi.
— Wyimaginowane, wymarzone, wykreowane w mojej głowie; wybierz, który epitet najlepiej ci podpasuje i pamiętaj, że teraz jesteśmy bezpieczni i otoczeni kotami, którzy w razie czego zawsze nam pomogą i nas wesprą — zakończyła i polizała go ponownie po policzku. Zaraz po tym uciekła od niego dziarskim kłusikiem, wysoko podnosząc ogon.
[562 słowa + Tworzenie legowisk w koronach drzew]
[11% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz