BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Motyli Trzepot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Motyli Trzepot. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

Sierść na jej karku stanęła dęba. Starała się ukryć tę reakcję, by nie wyglądać jak mieszanka niewychowanego dzikusa ze wściekłym jeżem. Jastrzębia Gwiazda potrafił samą obecnością zburzyć jej wyrafinowany spokój. Nie miał prawa grozić jej prosto w pysk i to szczególnie w kwestii Goryczki. Doskonale wytłumaczyła mu, że uczennica da sobie radę ze szkoleniem i nie może wyznaczać granic czasowych na to. To tylko dodatkowy i zbędny stres, złotej daleko było do ukończenia granicy wieku uczniowskiego, więc nie rozumiała jego nagłego oburzenia. Nie powinien wątpić w jej umiejętności mentorskie, miały się świetnie i prędzej czy później by mu udowodniła.
Trzepnęła ogonem. Nie dosyć, że martwiła się na każdym kroku swoimi problemami z płodnością, to ta bezużyteczna kupa futra dokładała jej kolejnych zmartwień. Tak naprawdę bury prócz władzy nie prezentował sobą nic. A to, w jaki sposób osiągnął dowodzenia nad klanem, było dla niej zagadką. Nikt o zdrowych zmysłach nie usadowiłby go w roli zastępcy, więc wychodziło na to, że ta cała Krocząca Gwiazda musiała mieć nieźle namieszane we łbie.

***

Nie przejęła się śmiercią Jastrzębia, ale nie dlatego, że spodobała jej się nowa władza. Dla niej Wielka Gwiazda pozostała tą głupią i niegroźną Małą Różą. Motyl bywała nieufna wobec sprawiedliwości panującej zza kadencji poprzedniego idioty, ale nie popadała w aż tak skrajny feminizm.
Czuła, że może odpocząć. Nie musiała martwić się tym zadufanym bucem, który nie docenił jej piękna.
Jej myśli zostały aktualnie zajęte przez trójkę puszystych kulek. Jeden daleki spacer okazał się błogosławieństwem od Klanu Gwiazdy. Nie było żadnego innego i sensownego wyjaśnienia na obecność takiego prezentu na jej drodze. Zabrała ich bez wahania, a w klanie wcisnęła bajkę o tym, że sama je urodziła, tylko wychowywała poza granicami. Jastrząb może by tego nie łyknął, ale na jej szczęście Wielka Gwiazda nie miała do tego problemów.
Uśmiechnęła się, łapą przysuwając do siebie siedzące na uboczu, białe kocie. Frezja i Asterek zasługiwali na swoje przeurocze imiona. Nie podpadali jej i byli tak idealni, jak tylko wymarzyć sobie ich mogła. Koteczka w dodatku była do niej tak podobna, że Motyl coraz mocniej wierzyła, iż te dzieci były przeznaczone właśnie dla niej.
Nie mogło być oczywiście zbyt idealnie. Co do trzeciego nieraz traciła cierpliwość. Z początku, przez swoje zafascynowanie, nie zauważyła, że on nie ignoruje jej specjalnie, tylko jest głuchy. Kiedy jednak zaczął wykazywać objawy nadmiernej agresji, poczęła się martwić. Starała się nie traktować go gorzej od reszty, ale nie była gotowa na takie utrudnienia.
Imię Jastrząb pasowało mu idealnie. Przypominał jej go. Głuchy na jej słowa i działający wiecznie po swojemu, niechcący słuchać jej gadaniny. Choć bury nie słuchał jej z własnych powodów, a biały przez problemy zdrowotne, to i tak widziała w kocięciu odzwierciedlenie zmarłego.
Odetchnęła spokojnie, widząc, jak niebieskooki w końcu daje sobie spokój i zwija się w ciasny kłębek, a następnie zapada w sen. Frezja i Asterek poszli w ślad za bratem i po chwili Motyl miała ich z głowy, bo jedyne, co słyszała, to ciche świsty wydobywające się z drobnych ciałek.

30 czerwca 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Motylego Trzepotu

 — Jaki masz problem, Jastrzębia Gwiazdo? — syknęła. — Goryczkowa Łapa wciąż jest młoda i świetnie sobie radzi. To, że ktoś szybciej został mianowany, nie oznacza, że jest lepszy od tych, którzy ceremonię mają w późniejszym wieku. Zresztą, ja też bardzo późno zostałam mianowana i to tylko i wyłącznie z twojej winy! Świetnie walczyłam, świetnie polowałam, a ty mianowałeś jedynie moich braci. Nie wiem co z tobą nie tak, jesteś jakiś uprzedzony do kotek? I to może w szczególności do tych z ładniejszym futerkiem? — parsknęła. — Moja uczennica to moja sprawa. Prędzej czy później skończy swój trening i będzie lepszą wojowniczką niż każdy z tych, których już mianowałeś. Wątp sobie, w co chcesz, ale nie w jej umiejętności — burknęła.
Spojrzała na niego hardo.
- Nie mam żadnego problemu do kotek. Gdyby nawet uczeń płci męskiej nie robił postępów, również pogadałbym z jego mentorem. - wyjaśnił jej. 
Goryczkowa Łapa już naprawdę dawno powinna być mianowana, a jednak... jej trening stał ciągle w miejscu. Nie chciał zsyłać na wygnanie córki Irgowego Nektaru, bo wierzył, że była szansa na przeciągnięcie jej na ich stronę, tak jak to było z jej siostrą. Klan jednak rządził się swoimi prawami. Gdyby zrobił wyjątek, oczekiwaliby od niego tego znowu i znowu. Nie mógł pozwolić na to, by przez jedno beztalencie cierpiał cały klan. To ani nie złapie piszczki, o obronie granic nie wspominając. Jeżeli Motyli Trzepot wierzyła w swoją uczennicę, to powinna ją mocniej przycisnąć, a nie znikać ciągle, nie wiadomo gdzie, pozostawiając Goryczkową Łapę samą w obozie. 
- Ona robi postępy! - zapewniła. 
- Właśnie widzę. Obserwuje was uważnie. Jest nadal na poziomie sześcioksiężycowego kociaka. Nie wiem czy problem leży w niej czy też w tobie. Może nie potrafisz uczyć? 
Kotka zjeżyła sierść, dając mu łapą w pysk. Posłał jej niezadowolone spojrzenie, ale ta się tym nie przejęła. Widział, że uderzył w jej czuły punkt. 
- Wina nie leży we mnie tylko w tobie! - wytknęła. 
- Och, tak? We mnie? Przecież nie przykładam łapy do jej szkolenia. To ty się nią opiekujesz - zauważył. 
- I tak wszystko to twoja wina! - warknęła, odchodząc. 
Wziął głęboki wdech. Mroczna Puszczo daj mu cierpliwość do tej wojowniczki. 
- Ma czas do dwudziestu księżyców, jeżeli nie zrobi postępów, wygnam ją Motyli Trzepocie - zawołał za nią. 
Wiedział, że usłyszała. Nawet jak nie chciała tego sobie uświadomić. Mogła albo coś z tym zrobić, albo straci swojego ucznia na zawsze. 

<Motyl?>

09 czerwca 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

— Motyli Trzepocie, co się stało, że się spóźniłaś? I to dość poważnie? - zapytał.
Powstrzymała się od triumfalnego uśmiechu. Powód był oczywisty – zrobiła mu to na złość. Po ostatnim zgromadzeniu była pełna furii. Jak śmiał w ogóle zwrócić się do niej w ten sposób? Z daleka widać było, że jest niewychowany, a ci, którzy go podziwiali, byli ślepi. Żałowała, że straciła na niego tyle czasu, zamiast szukać kogoś równego sobie.
— Nie będę spieszyć się na spotkanie z jakimś nadętym i naburmuszonym bucem — odparowała, zadowolona z tak świetnego w jej mniemaniu pocisku. Dla podkreślenia swojej buntowniczej postawy nonszalancko zaczęła przyglądać się własnym łapom. Były idealne i piękne, zresztą — jak cała ona.
— Ten nadęty i naburmuszony buc jest liderem klanu, do którego należysz, więc powinnaś okazywać mu jakikolwiek szacunek — zauważył, nie reagując na jej zaczepki w taki sposób, jaki ona by chciała.
Skrzywiła się, spoglądając na niego z urazą. Nie tego oczekiwała.
— Na mój szacunek trzeba zasłużyć — stwierdziła, zajmując się oględzinami ogona. Taki puszysty, z niespotykanie kręconym futerkiem. Nie da się znaleźć na świecie drugiego takiego cuda jak ona.
— Jeśli będziesz się zachowywać w ten sposób, nic nie stoi na przeszkodzie, żebym cię po prostu z tego klanu wygnał — westchnął, najwyraźniej znudzony jej występkami. I choć Motyli Trzepot chciała dalej zachować pozory niewzruszonej, tak jego słowa wzbudziły w niej lęk. Drgnęła niezauważalnie, mocno rozdrażniona. Wyrafinowanej kotce jak ona nie przystało jednak unosić się w żaden sposób. Wystarczyło, że na zgromadzeniu dała upust emocjom. Po tym zdarzeniu lekko je przyhamowała i skupiła się na treningu uczennicy, ale widok Jastrzębiej Gwiazdy budził w niej ciągle te same, negatywne odczucia.
— Byłbyś głupcem, gdybyś wyrzucił z tego klanu kogoś tak wspaniałego jak ja — rzuciła z nienaturalnym spokojem w głosie.
— Bo? — mruknął, biorąc głęboki wdech. — Robisz cokolwiek przydatnego prócz narzekania na wszystko i zachwycaniem się samą sobą? — spytał pobłażliwie.
— To, że jesteś ślepy i nie dostrzegasz moich poświęceń dla tego klanu, to co innego! — obruszyła się. — Robię wiele. Wracaj sobie do legowiska, żyć jak durny odludek, którym jesteś! — prychnęła, odwracając się. Odeszła bez słowa, uprzednio przywalając kocurowi ogonem w pysk. Usłyszała za sobą parsknięcie burego, gdyż jej sierść naleciała mu do pyska. Uśmiechnęła się dumnie. Nie da sobą pomiatać komuś, kto jest zwykłym prostakiem bez serca.

***
jeszcze przed powrotem do obozu, Pora Opadających Liści
Niektóre sprawy zaczęły ją powoli przytłaczać. Nawet jeśli wciąż była młoda, a w dodatku czuła, że zawsze będzie piękna i starość nigdy nie dotknie jej wyglądu, tak czas płynął nie ubłagalnie. Kiedyś powtarzała sobie nieustannie, że nie musi się z niczym śpieszyć, bo na wszystko przyjdzie pora.
W szczególności na jej marzenia. Motyli Trzepot urodziła się w tak wspaniałej rodzinie, że wzięła ją sobie na wzorzec i zapragnęła tego samego dla siebie. Przystojny kocur u boku i gromadka własnych dzieci, wyglądających jak jej małe kopie. Byłaby tak wspaniałą matką, jak Rozkwitający Pąk. A będąc szczerym z samym sobą – byłaby jeszcze lepszą, chociaż jej rodzicielka była mocną przeciwniczką do pokonania w drodze po najlepszy tytuł.
Uśmiechnęła się, patrząc na wojowników kręcących się w obozie. Żaden kocur z tego klanu nie był jej godzien. Nikt nie spełniał jej oczekiwań, chociaż nieraz wdawała się w głębszą dyskusję, aby ocenić kandydata na stałego partnera.
Po wielu rozmyśleniach doszła do prostego wniosku. Nikt nigdy na nią nie zasłuży, ani tym bardziej nikt jej nie dorówna. Pozostała w pewien sposób sama i wychodzi na to, że musi wziąć sprawy we własne łapki.
Dlatego też po skończonym treningu jej uczennicy i spełnieniu kilku dennych, klanowych obowiązków, wymknęła się poza tereny, kierując swe kroki w kompletnie nieznanym jej kierunku. Kolorowe liści przypominały jej barwę własnego futra. Czerwień i pomarańcz stanowiły odbicie dla rudości, a żółć odzwierciedlała kolor jej ślepi. Ponownie wyszczerzyła się, patrząc na to z rozczuleniem. Była tak pochłonięta myślami, że nie przeszkadzało jej nawet to błoto, w które wpadła przednią łapą.
— Motyl… Motyli Trzepocie! —Pełen ekscytacji głos wydobył ją z zamyśleń. Z boku mignęło jej czekoladowe futro. Wyższy od niej kocur zatrzymał się obok niej, na co skrzywiła się i odsunęła.
Ten samotnik mówiący dziwne wiersze. Kiedy to było, gdy ostatni raz go widziała?
— Um… Tak. To ja — wykrztusiła.
Nie była pewna, co dalej mówić. Nie traktowała go jako zagrożenia, a nawet gdyby nim był, to i tak miała ważniejsze problemy na głowie, niż przejmowanie się podejrzanym gościem.
— Pamiętasz mnie? — spytał po dłuższej chwili milczenia, a w jego ślepiach zaiskrzyła ekscytacja.
— Szczerze? — zaczęła. — Zapomniałam o twoim istnieniu — przyznała, mając nadzieję, że to go wystarczająco zniechęci.
— Oh, a skoro już mnie widzisz, to może przypomniałaś sobie chociaż moje imię? — zagadnął.
Westchnęła, na tyle głośno, by na pewno usłyszał jej niezadowolenie. Dawała wprost znaki świadczące o tym, że nie ma ochoty z nim przebywać w jego otoczeniu, a tym bardziej z nim dyskutować. Nie wiedziała, jak bardzo musiał być głupi, skoro tego nie rozumiał.
— Iglak? Coś takiego? — burknęła od niechcenia, wymyślając to na szybko.
Kocur w jakiś sposób wydawał się jednak jeszcze bardziej podekscytowany.
— Blisko! — pisnął. — Ignacy.
Przewróciła oczami. Kolejna nieistotna dla niej informacja. Jak tak dalej będzie ją nachodził, to zacznie się obawiać. Naprawdę nie pamiętała nic z ich pierwszej i jedynej rozmowy, ale wciąż miała o nim niezbyt pozytywną opinię.
Zastanawiając się nad trasą ucieczki, w pewnym momencie doznała lekkiego olśnienia. Spojrzała na niego i bez skrupułów obleciała go wzrokiem, robiąc w głowie bardzo krytyczną ocenę jego wyglądu. Nie był wyjątkowy, choć kolor futra miał nawet ciekawy. W Klanie Wilka nikt takiego nie miał.
Strzepnęła ogonem, mrużąc mocniej oczy.
— Wiesz co? — zaczęła. — Przydasz mi się.

***

— I co, Ośnieżona Łąko? Jesteś w stanie powiedzieć mi, ile będę miała kociąt? Proszę, powiedz, że jest na to jakikolwiek sposób! Nie mogę się doczekać — miauknęła rozemocjonowana. Aktualnie przesiadywała u medyków sam na sam ze swoją znajomą, więc nie musiała się martwić, że ta wspaniała wieść rozniesie się gdzieś dalej. Chciała osobiście ogłosić rodzicom, że będą dziadkami.
Płowa pokiwała niemrawo głową, przyglądając jej się w skupieniu.
— Jakby ci to powiedzieć — zaczęła, nerwowo przestępując z łapy na łapę. — Nic nie wskazuje na to, żebyś była w ciąży — oświadczyła, na co szylkretka roześmiała się.
— Proszę cię! Muszę w niej być, staram się już tak długo… — westchnęła, nawet nie chcąc myśleć o tym upokorzeniu, jakie musiała przeżywać w imię wyższego dobra. Samotnik był dziwny, ale słuchał jej i pomagał w zdobyciu tego, czego najbardziej pragnęła.
Dzieci.
— Właśnie… Tu może być jakiś głębszy problem — westchnęła, powoli podchodząc do Motyl i siadając przy niej, a łapę oparła o jej bark. — Posłuchaj, nie wiem, czy to kwestia twojego partnera, czy ciebie samej, ale… Ale któreś z was po prostu nie może mieć dzieci — mruknęła, spoglądając w oczy przyjaciółki. — Przykro mi.
— Co to znaczy, że nie może? — prychnęła, ale od razu pohamowała pogardę w swoim głosie. — Przepraszam, to nie twoja wina. Po prostu nie rozumiem, do czego zmierzasz i o co ci chodzi — wyjaśniła, starając się uspokoić oddech. Tyle jej prób poszło na marne?
— Niektórzy nie mogą mieć dzieci i tyle. Natura nie jest łaskawa dla każdego — odparła.
Tortie spięła się, powoli podnosząc się z ziemi. Świat z niej ewidentnie kpił. Choć poświęcała się na każdym kroku, robiła tak wiele wbrew sobie samej, to i tak nie mogła mieć tego, czego chciała najbardziej?
W życiu nie spotka się już z Ignacym. Chociaż sama go o to prosiła, tak teraz czuła się paskudnie wykorzystana. Nie miała żadnego pożytku z niego.
Musiała znaleźć innego partnera. Skoro z tamtym było coś nie tak, to znajdzie kogoś lepszego. Nie mogła się poddać, kiedy robiła już tak wiele, by mieć kocięta.
Ani przez chwilę nie wzięła pod uwagę, że problem mógłby być w niej.

***

Motyl nie liczyła już czasu, ani czynów, jakich dopuściła się, byleby zajść w tę przeklętą ciążę. Jakim prawem nawet jej mentorka, tak stara i ślepa, miała swoje kocięta, a ona nie? Tak wiele młodszych od niej kotek dorabiało się potomstwa, a jej wszelkie starania okazywały się niesukcesywne.
Za każdym razem Ośnieżona Łąka spoglądała na nią ze smutkiem, a z jej pyska padały te same słowa.
Nie była w ciąży.
Prośby, by przestała się zadręczać i wykańczać, nieustannie zbywała. Naiwnie wierzyła, że to tylko chwilowy pech i pewnego dnia jej brzuch zacznie rosnąć, a potem – choć w bólach – wyda na świat własne potomstwo. Wychowa je na miłych i zaradnych. Będą tak samo piękne jak ona.
Wpadła w pewien trans. Po prostu czuła, że nie może ot, tak poddać się z tym wszystkim. Każdego dnia wychodziła na coraz to dłuższe spacery. Czasem w wiadomym celu, a innym razem tylko po to, by poukładać swoje myśli.
Albo płakać. Siadała przy granicy klanu, gdzie miała pewność, że nikt jej nie zobaczy, a następnie dawała upust emocjom. Z oczu ciekły jej łzy, kiedy uświadamiała sobie, że wina może być w niej.

***

Obóz był w trakcie powrotu do ładu. Dziki nie stanowiły już dla nich utrapienia, tak samo jak dwunożni, więc teraz pozostało im naprawić szkody. Ich życie mogło w końcu wrócić do normy, szczególnie po wojnie, na której dorobili się nowych terenów. Motyl nie brała w niej udziału. Była zbyt dobita jej niemożnością zajścia w ciążę, by iść i walczyć.
Szła ze zwieszonym łebkiem. Nie miała sił trzymać głowy wysoko. Zamiast kroczyć z dumą, wlokła się jak zbite szczenię, któremu odebrano ulubiony patyk. Nie miała już powodów do szczęścia.
Poczuła, jak zderza się z czymś miękkim. Powoli odsunęła się, podnosząc wzrok na lidera.
Momentalnie coś w niej tchnęło.
Nie. Przy nim nie będzie się błaźnić. To zwykły dureń, w żadnym stopniu niewarty jej uwagi. Wojownicza część jej duszy miała ochotę mu to wszystko wygarnąć, ale od pewnego czasu postanowiła, że nie może się tak panoszyć. Musi zachowywać się ładnie i nienagannie. Może to kara od Klanu Gwiazdy? Przez to, iż raz nakrzyczała na niego na zgromadzeniu, nie może mieć r
— Gdzie byłaś, Motyli Trzepocie? — spytał, co ją nawet zaskoczyło. Jeśli ona go nie zaczepiała, to zazwyczaj olewał ją. Dziwne, że sam wdawał się w dyskusję.
— Na polowaniu — odparowała.
— Nie widziałem, żebyś wchodziła do obozu z jakąkolwiek piszczką — mruknął, przypatrując się uważnie stosowi ze zwierzyną i doszukując się czegoś nowego.
— Nie powiedziałam, że to było udane polowanie — burknęła, gapiąc się drętwo we własne łapy. Dopiero zaczęli tę rozmowę, a ona już ją zmęczyła.
— To może zadbaj o to, żeby następne było udane. I skup się, bo postępy twojej uczennicy są mało widoczne. Jej siostra i znacznie młodsze od niej koty zostały już wojownikami — zauważył, co tylko mocniej ją zirytowało.
— Jaki masz problem, Jastrzębia Gwiazdo? — syknęła, gdyż frustracja jej ciągłym niepowodzeniem w zajściu w ciążę spowodowała, że coraz częściej miała ochotę wyrzucić z siebie nadmiar tych emocji. — Goryczkowa Łapa wciąż jest młoda i świetnie sobie radzi. To, że ktoś szybciej został mianowany, nie oznacza, że jest lepszy od tych, którzy ceremonię mają w późniejszym wieku. Zresztą, ja też bardzo późno zostałam mianowana i to tylko i wyłącznie z twojej winy! Świetnie walczyłam, świetnie polowałam, a ty mianowałeś jedynie moich braci. Nie wiem co z tobą nie tak, jesteś jakiś uprzedzony do kotek? I to może w szczególności do tych z ładniejszym futerkiem? — parsknęła. — Moja uczennica to moja sprawa. Prędzej czy później skończy swój trening i będzie lepszą wojowniczką niż każdy z tych, których już mianowałeś. Wątp sobie, w co chcesz, ale nie w jej umiejętności — burknęła. Na obrażanie tak niewinnej duszyczki jak Goryczka nie zamierza pozwalać. Spojrzała na niego hardo.
Bury nigdy się nie zmieniał. Wiecznie miał narzuconą na pysk maskę niewzruszonego i zobojętniałego. W tych pomarańczowych ślepiach ani razu nie ujrzała jakichkolwiek pozytywnych emocji. 

<Jastrząb?>

18 kwietnia 2022

od Jastrzębiej Gwiazdy cd Motylego Trzepotu

 — Oj nie jesteś chyba aż taki stary, a przynajmniej na takiego nie wyglądasz — miauknęła i uśmiechnęła się zalotnie. — Poza tym, wydajesz się bardzo marudny. Jakbyś miał własne potomstwo, to na pewno obudziłyby się w tobie jakieś chęci do życia — podsunęła, bo według niej był to najlepszy argument.
Naprawdę jak do ściany. Wbił w nią zmęczone, ale i zirytowane spojrzenie. Z chęcią odpowiedziałby jej, że prędzej by zabił swoje dzieci niż obudziłby w sobie chęci do życia. Jednakże nie mógł z prostego powodu - jeszcze nie osiągnął w Klanie Wilka jedności. A odkrycie maski dobrego kota jak i lidera, byłoby fatalnym posunięciem, które mogłoby sprawić, że jego władza szybko dobiegłaby końca. Nie po to tyle pracował nad swoim wizerunkiem, by przez tą jedną kotkę to zniszczyć. Ale musiał przyznać, że z każdym jej słowem, ledwo powstrzymywał swoje chęci od pozbycia się jej raz na zawsze. 
- Wątpię, Motyli Trzepocie. Skoro jednak pragniesz potomstwa, to spróbuj dogadać się z jakimś innym kocurem, by dał ci to szczęście, bo ja niestety nie mogę. 
Miał nadzieję, że zakończy tym temat i kotka się zgodzi. Jaki był jednak naiwny tak sądząc. Wystarczyło jedno spojrzenie na wojowniczkę, by ujrzeć to jej zacięcie oraz domyślić się jej kolejnych słów. Nie bez powodu dał jej uczennice. Sądził, że będzie tak zajęta treningami z Goryczkową Łapą, że nie znajdzie czasu na zawracanie mu ogona. 
Musiał wymyślić coś innego, by pozbyć się jej na długie godziny. 
- Och przestań! Ty jesteś znacznie lepszy niż jacyś inni! - Dalej już nie słuchał. Skupił wzrok na jakimś punkcie w oddali, znosząc litanie kotki, która jeszcze nie zauważyła, że miał ją w nosie. 
Dopiero, gdy pacnęła go w nos, skupił na niej uwagę, zauważając jej niezadowolony wyraz pyska. 
- Wybacz, ale właśnie wrócił Suśli Nos z patrolu - to powiedziawszy wstał, wyminął ją i udał się do kocura, który był bardzo zadowolony z tego, że z własnej inicjatywy zaczął rozmowę. 

***

Motyli Trzepot się na niego obraziła. Dziękował Mrocznej Puszczy za to. Słyszał plotki, że była przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale nie sądził, że taka jedna uwaga na zgromadzeniu sprawi, że się od niej uwolni. Gorzej jednak było z tym, że zła wojowniczka zaczęła pleść o nim różne głupoty. Widać było, że ma naprawdę zbyt dużo wolnego czasu.
Postanowił ją wezwać, by ukrócić ten jej czas.
Na początku musiał trochę się na nią naczekać, bo ta zaczęła zgrywać wielce obrażoną i niedostępną. Jednak kiedy w końcu się zjawiła, widział jak w jej oczach błyska ta nadzieja.
- Motyli Trzepocie, co się stało, że się spóźniłaś? I to dość poważnie? - zapytał. 

<Motyli Trzepocie?>

10 kwietnia 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

    Przyspieszyła kroku.
    Widziała, jak ucieka przed nią. Jego bura kita zniknęła za skalną ścianą, więc zaczęła biec. Ledwo co dosięgnęła nosem koniuszek ogona, a znów jej umknął. Nie podobała jej się ta zabawa w kotka i myszkę. Zdecydowanie utrudniało to rozwinięcie między nimi lepszych relacji, do których tak zawzięcie dążyła.
    — Jastrzębia Gwiazdo! — miauknęła, chcąc zwrócić uwagę kocura. Lider zdawał się mieć ją głęboko gdzieś, bo nawet ucho mu nie drgnęło na dźwięk jej głosu. Szedł dalej, w niczym transie, byleby znaleźć się jak najdalej od niej.
    Zdenerwowała się. Dlaczego ją ignorował? Był aż tak onieśmielony jej pięknem, że wszelkie konfrontacje z nią go przerastały? Bywała wyrozumiała, więc jeśli tylko odważy się z nią pogadać, z pewnością wyjaśni mu, że akceptuje go nawet z tak przeciętną barwą futra.
    Uderzyła gniewnie ogonem o ziemię i odchrząknęła. Od razu pożałowała tego czynu, bo kurz od podłoża wzleciał ku górze i osiadł na jej pięknej kręconej sierści. Wstrzymała się od pisków. Musiała zachowywać się jak twardzielka, jeśli jakkolwiek chce mu zaimponować. Może takie lubił? Chociaż według niej jej idealny wygląd był już wystarczająco dobrym powodem do zawarcia z nią związku.
Wyprzedziła go i zatrzymała się, blokując mu drogę. Podniosła wzrok na jego pomarańczowe ślepia, z których jak zwykle nie dało się wyczytać żadnych emocji. Spojrzał na nią drętwo, próbując odstraszyć ją negatywnym podejściem.
    — Dlaczego przede mną uciekasz? — zapytała bez zastanowienia.
    — Nie uciekam. Po prostu mam dużo do roboty i zajmujesz mój czas — odparł spokojnie, próbując wyminąć ją z lewej, ale ta od razu odstąpiła o krok w danym kierunku. — Ja nie żartuję. Przeszkadzasz mi — dodał, krzywiąc się na jej czyn.
    — Lider powinien być gotowy pomóc członkowi swojego klanu w każdej chwili - zauważyła.
    — A potrzebujesz teraz pomocy? — mruknął znudzony, znając doskonale odpowiedź.
Odwróciła wzrok z lekka zażenowana, że nic nie szło po jej myśli.
    — Onieśmielam cię? — rzuciła nagle, zmieniają w ten sposób temat. Nie zamierzała odpuścić, dopóki ten się w niej nie zakocha.
    — Skądże. Nie dopowiadaj sobie za wiele — westchnął i machnął na nią łapą. — Jeśli nie masz co robić, to idź sprawdzić, czy nie trzeba pomocy w żłobku albo gdziekolwiek indziej — polecił.
    Motyl czuła, że kocur chciał dopowiedzieć "byleby jak najdalej ode mnie", ale najwyraźniej coś go powstrzymało przed tą uwagą. Czekała tak chwilę w bezruchu, jednak ten się już wiecej nie odezwał.
    — Gdybyś miał dzieci, to pewnie odwiedzałbyś je często, prawda? — spytała, a jej wibrysy zadrżały z rozbawieniem, kiedy znowu wyraz jego pyska zmienił się na naburmuszony.
    — Jestem za stary na dzieci i tak jak ci już wspominałem, nie chciałbym ich — wyjaśnił, a głos jego przesycony był irytacją. Z boku ta sytuacja mogłaby wyglądać tak, jakby dorosły wojownik tłumaczył kociakowi coś nadzwyczajnie oczywistego.
    — Oj nie jesteś chyba aż taki stary, a przynajmniej na takiego nie wyglądasz — miauknęła i uśmiechnęła się zalotnie. — Poza tym, wydajesz się bardzo marudny. Jakbyś miał własne potomstwo, to na pewno obudziłyby się w tobie jakieś chęci do życia — podsunęła, bo według niej był to najlepszy argument.

<Jastrząb?>

28 marca 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Motylego Trzepotu

 Naprawdę nie miał czasu, ani ochoty rozmawiać z Motylim Trzepotem. Problemy waliły się mu na głowę, niczym kamienie spadające z gór. Przez trudną sytuację na ich terenach, Klan Wilka zaczął głodować. Coraz mniej zwierzyny udawało im się przynieść do obozu. A dopiero co zaczynała się Pora Nowych Liści! Może pokarm potrzebował znacznie więcej czasu na wyjście z nor? Jeżeli to będzie się utrzymywać, będą musieli znaleźć inne źródło pokarmu. 
— Bo warto też zadbać o bezpieczeństwo... swojej duszy. Wiesz, brak stresu i w ogóle, życie towarzyskie... — podsunęła. — Nie zauważyłam, żeby... Kręciło się wokół ciebie wielu potencjalnych partnerów. Dziwne, że taki silny i dorosły kocur jest wciąż samotny — rzekła — Więc Jastrzębia Gwiazdo, nie myślałeś o tym, by sobie kogoś znaleźć? — podsunęła. — Jesteś w końcu taki rozsądny, z pewnością nadałbyś się kiedyś do roli ojca — kontynuowała pochlebstwa.
Spojrzał na nią zimnym wzrokiem. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego tyle osób walczyło o jego względy, czy też pytało go o jego życie uczuciowe. Najpierw Wierzbowa Kora, następnie Cisowa Kołysanka, później jej brat, a teraz Motyli Trzepot. Czy naprawdę w Klanie Wilka było tyle desperatów, czy też on o czymś nie wiedział? Nie podobało mu się to jednak. Zwłaszcza słowa kotki o ojcostwie. Już dawno przyrzekł sobie, że nie spłodzi żadnego potomka. Nie czuł takiej potrzeby. Na dodatek widział po swojej matce, jak to powołanie ich na świat się dla niej skończyło. Nie wątpił w to, że jego potomstwo mogło urodzić się również tak ambitne jak on. Jednakże nie miał zamiaru dzielić się władzą z nikim, ani żałować tego czynu w dalekiej przyszłości. 
- Nie. Nie potrzebuje żadnego partnera na pocieszenie, jeżeli o to pytasz. To zbędny balast. Jako lider poświęciłem się klanowi i nie będę tego zmieniał. A dzieci nie planuje, więc jeśli to wszystko, to wybacz, ale obowiązki wzywają - to powiedziawszy ominął ją i wyszedł z jaskini na zewnątrz. Na szczęście kotka nie poszła za nim, więc odetchnął z ulgą. 

***

Musieli znaleźć nowe miejsce do zamieszkania... A to wszystko wina tego mysiego móżdżka Papli! Powinien bardziej interesować się uczniami. Wierzył jednak, że mentorzy doskonale dzielą się wiedzą ze swoimi wychowankami odnośnie zachowania na zgromadzeniu. Cóż... Mylił się. Następnym razem postara się podejść do każdego młodego adepta i jasno i klarownie wyjaśnić im, że nie toleruje paplania na prawo i lewo o dzikach. 
Kolejny patrol przyszedł, zdając mu raport, że niestety nie znaleźli żadnego innego miejsca na przenosiny. Na dodatek Wydrzy Las oberwał od Dwunożnego, przez co skończył w legowisku medyka. Jednak pojawił się kolejny problem. Błoto. Irgowy Nektar skręciła przez rozmokłą ziemię łapę. Dotarły do niego wieści również o katarze głównego, sędziwego medyka oraz Modliszkowej Łapy. Na szczęście mieli ich tam aż trójkę, więc wierzył, że sobie poradzą z tymi problemami. Gorzej się sprawa miała z Sosnową Igłą, która z rana go obudziła mówiąc, że widzi jakieś znaki od Miejsca, Gdzie Brak Gwiazdy i że powinni zabić Skalny Szczyt, która w jej mniemaniu wyglądała jej na kota z Klanu Gwiazdy. Zalecił jej udanie się do medyka, co poskutkowało tym, że nie pamiętała, co przed nim odwaliła. Pokręcił głową. 
Do jaskini weszła Motyli Trzepot wraz ze swoimi braćmi. Rzucili jedną piszczke na marny stos, po czym rozeszli się w swoje strony. No może nie wszyscy... Widząc jak ta do niego zmierza, od razu udał się do swojego legowiska z nadzieją, że daruje sobie te miauczenie mu nad uchem o uczuciach.

<Motyl?>

Wyleczeni: Irgowy Nektar, Modliszkowa Łapa, Sosnowa Igła

19 marca 2022

Od Motylego Trzepotu do Jastrzębiej Gwiazdy

Pora Nowych Drzew okazała się dla niej koszmarem. Od dawna czekała na stopnienie śniegu i pojawienie się słońca, w którego blasku promieni jej futro mogłoby się pięknie mienić. Nie mogła się doczekać podmuchów delikatnego wiatru w upalne dni, gdzie najlepszym zajęciem będzie leniwe wygrzewanie się w ramach odpoczynku po polowaniach.
    Ale tworząca ciepło kula nie raczyła wychylić się spomiędzy chmur. Było ponuro i ciemno, przez co nikt nie zwracał uwagi na piękno jej kręconej sierści. Nie dość, że siedzieli w ciasnych i wilgotnych komorach jaskiń, to jeszcze na zewnątrz panowała taka paskudna pogoda. Wszystko szło nie tak, jak chciała. W dodatku z dniem na dzień robiła się starsza, a żaden ładny kocur nie raczył do niej zagadać.     A ona potrzebowała kogoś, by stworzyć z nim rodzinę pełną miłości i być tak wspaniałą matką, jaką od zawsze była Rozkwitający Pąk.
    Wyprostowała się, dostrzegając Jastrzębią Gwiazdę. Z początku była uradowana, bo może to jej uroda w końcu zwróciła czyjąś uwagę. Chciała się uśmiechnąć, jednak ten tutaj nie wykazywał nią ani odrobiny zainteresowania.
    Lider miał swoje klanowe sprawy. Jego poważny wzrok spoczął na kotce, gdy tortie podeszła do niego. Nie wyrażał jednak którejkolwiek z upragnionych przez nią emocji. Żadnego podziwu, żadnego oniemienia.
    — Motyli Trzepocie, weź jakiegoś kocura i wraz z nim przejdź się po granicach. Trzeba odnowić znaki zapachowe, by żaden klan nie dowiedział się o naszych... — urwał na moment, szukając odpowiedniego słowa — trudnościach. Nie chcemy w końcu, by przejęli nasze tereny — dodał chłodno.
    Motyl z początku miała się bezproblemowo zgodzić, ale widząc przechodzącego obok nich wojownika z zabrudzonymi łapami, zawahała się.
    — Nie kwestionuje oczywiście polecenia, ale... Widziałeś to błoto? Wiesz, jak skleja futro i je brudzi? Nie wrócę zbyt czysta...
    — To się umyjesz, jaki jest problem? — westchnął.
    — Tego nie da się ot, tak zmyć! Poza tym, nim wrócę do obozu, to mi się wchłonie mocniej i ciężej będzie się z tego wyczyścić! — upierała się.
    Bury wpatrywał się w nią z niedowierzaniem, wciąż nie rozumiejąc jej powodu do zmartwień.
    Motyl pojęła, że on nigdy nie załapie. Kocur najwyraźniej miał ograniczony sposób myślenia, ale nie chciała tego mówić na głos, bo jeszcze zmieniłaby się w drugą Małą Róże.
    — Dobra, nieważne, pójdę — burknęła, odchodząc. Ze złości machnęła ogonem i rozejrzała się za potencjalnym towarzyszem. Błądziła wzrokiem tak długo, aż nie dostrzegła Suślego Nosa. Był miły, więc jego obecność powinna być łatwa do zniesienia. Gdyby mogła, wzięłaby Liściasty Krzew. Mieliby niestety problem z oznaczaniem terenów. A Jadowite Serce to ostatnio osobnik, z którym miałaby ochotę na kontakt.
    Czekoladowy akurat zajadał się niewielką piszczką. Wibrysy zabawnie drżały mu przy każdym gryzie, ale jako iż kończył już swój posiłek, powinien znaleźć wolną chwilę na wojownicze sprawy.
    — Suśli Noosie — zamiauczała, stając przy nim. — Pójdziesz ze mną na patrol przy granicach, aby odnowić zapach? — spytała bez wahania.
    — Nie ma problemu — odparł wesoło. — Kiedy?
    — Teraz — oświadczyła.— Chodź.
    Wydawał się zaskoczony jej bezpośredniością, ale w końcu skinął głową i wstał.
    Wyszli z obozu, choć Motylej każdy krok sprawiał wewnętrzny ból. Starała się jak najbardziej omijać brązowe kałuże, ale momentami było to niemożliwe. Gdy tylko błoto osiadło się na jej pięknym, kręconym futrze, wydała z siebie głośny pisk.
    — Co się stało? — spytał spanikowany kocur, który zdążył wyrobić sobie między nimi odległość, bo parł do przodu, nie zwracając uwagi na brud.
    — Mam dosyć tej pogody! Jest ślisko i ciągle pada! — jęknęła, chcąc skoczyć na pobliski kamyk. Kiedy jej łapy opadły na gładką powierzchnię - skuliła się. — Dalej nie idę— przyrzekła ze śmiertelną powagą w głosie.
    — Ale mamy zada...
    — Trudno - przerwała mu. — Bądźmy realistami, to niemożliwe... — zadręczała, patrząc w tył, na drogę powrotną. Na małym głazie trudno było jej się obrócić, ale zaryzykowała i nieszczęśliwie wpadła w największą kałużę.
    Krzyknęła tak głośno, że z pewnością było ją słychać w całym lesie. Suśli Nos rozglądał się na boki, nie wiedząc, co z nią uczynić. Niepewnie podszedł do niej, gdy ta na nowo wdrapała się na kamień, patrząc na siebie z niesmakiem.
    — Jak ja tragicznie wyglądam! — wymamrotała zestresowana.
    — Wyglądasz normalnie? — mruknął, starając się nie siać zbędnej paniki. — Dawaj, załatwimy to szybko, wrócisz i będziesz mogła się... ogarnąć — dodał ostrożnie, patrząc uważnie na jej reakcje.
    Najpierw była zła, potem zrozpaczona, a na koniec na jej pysk wstąpiła mina pełna rezygnacji.
    Nic nie mówiąc, zstąpiła na suchszą część drogi i pokierowała się tam, gdzie trzeba. Nie była ani trochę zadowolona. Zdawała sobie sprawę ze swoich wojowniczych obowiązków, ale znacznie łatwiej było je wypełniać, kiedy pogoda nie sprawiała im dodatkowych utrudnień.
    Im bliżej granicy byli, tym w jej głowie kreowało się coraz jaśniejsze wyobrażenie powrotu do obozu i przywrócenie futerka do ładu. Czuła, że jest poplątane i posklejane, a na dodatek nieprzyjemne w dotyku. Miała nadzieję, że Suśli Nos będzie jedynym, który widział ją w takim stanie.
    Potrafiłaby złościć się tak dłużej, ale wtem nad ich głowami rozległ się dziwny skrzek. Ledwo co uniosła głowę, a w jej stronę poszybowało ogromne ptaszysko. Nie miała czasu by ocenić, co to w ogóle jest. Leciało wprost na nią i już wyciągnęło swe szpony, ale w porę odskoczył na bok.
    Czy to był jakiś znak od Klanu Gwiazd, że robi coś nie tak? Zmartwiła się i skulona cofnęła pod drzewa. Chciała uciekać, ale stworzenie tym razem wycelowało w Suśli Nos. Ponownie nie udało mu się wykonać ataku, ale gdy ci próbowali odejść, po raz kolejny skierował swój ruch na kocura.
    Ten padł na ziemię, a gdy skrzydło przecięło powietrze tuż przy jego uchu, podniósł się i zaczął biec przed siebie. Motyl ruszyła za nim, wciąż trzymając się ubocza drogi. Ślizgała się, ale wyobrażenie zabłoconego pyska pomagało jej skupić się na zachowaniu równowagi.
    — Chyba jesteśmy w złym miejscu — rzucił nagle Suseł, zatrzymując się i oddychając ciężko.
    Rozejrzała się i zdała sobie sprawę, że poszli nie wiadomo gdzie. Można by nawet rzec, że przez szaleńczą ucieczkę się zgubili. Omal nie wypluła płuc. Przewróciła oczami i spojrzała w kierunku, z którego przybyli.
    — Idziemy na około. Nie chcę znowu spotkać... tego dziwnego ptaszora — burknęła. Kocur najpewniej podzielał jej zdanie, bo postanowili trzymać się bliżej drzew, kryjąc się pod ich koronami. Nie odzywali się do siebie, poniekąd zestresowani tym, co się stało.
    Podróż była długa, ale dotarli w końcu tam, gdzie trzeba.
    Na miejscu Suśli Nos poprawił zapach i upewnili się, że przy ich granicy nie ma żadnych obcych śladów łap. Wszystko okazało się być w porządku, więc zadecydowali się wrócić do obozu. Motyl niemalże pędziła, nie mogąc znieść brudu, który trzymał się jej sierści. Była obrzydzona swoim wyglądem. Dopiero będąc w bezpiecznym miejscu, zatrzymała się i starannie wyczyściła swoje futro.
    Trwało to dłużej, niż powinno, ale w końcu mogła iść zdać liderowi raport.
    Myśl o nim sprawiła, że w jej głowie narodził się nowy plan.
    Jastrzębia Gwiazda miał pod władzą cały klan. Nie posiadał żadnego partnera, ani nic z tych rzeczy, od zawsze wydawał się taki odizolowany i cichy. Nie był według Motylego Trzepotu wyjątkowo urodziwy, ot, zwykłe bure futerko i pomarańczowe ślepia.
    A jednak był taki tajemniczy. A to sprawiało, że stawał się ciekawszy.
    Im dłużej kombinowała, tym głupsze pomysły osiadały się na w jej głowie.
    Odchrząknęła przed wejściem do jego legowiska, a potem przybrała najbardziej uroczy wyraz pyska, na jaki było ją stać. Rozegra to szybko i dobrze.
    Oczywiście musi go wpierw lepiej poznać, ale czy na tle i tak zwyczajnych kocurów w ich klanie, nie był on poniekąd... lepszy? Nie wiedziała, ile ma księżyców, ale chyba nie mógł być niesamowicie stary. Wiadomo, była między nimi pewnie spora różnica, ale chyba na tyle, by taka relacja zachowała się w granicach rozsądku.
    — Jastrzębia Gwiazdo! — zamruczała, robią krok w stronę burego. Podniósł na nią wzrok. — Granice mają się w porządku, a tereny zostały oznaczone — mruknęła.
    Teraz mogła lepiej ocenić jego wygląd. Wiadomo, zasługiwała na więcej, ale na chwilę obecną musi pozostać mniej wybredna, bo inaczej skończy jako samotna i stara kotka.
    — Dobra robota. Cieszę się, że to załatwili...
    — Nie wyglądasz, jakbyś się cieszył — przerwała mu. Musiała jakkolwiek przedłużyć tę rozmowę.
    — Jestem zadowolony z powodu bezpieczeństwa klanu — odparł, wyraźnie zaskoczony.
    — No dobra, a co uważasz o swoim bezpieczeństwie? — spytała.
    — Co masz na myśli? — zdziwił się. — Czy ta rozmowa ma jakiś głębszy cel i chcesz mnie o coś zapytać, czy po prostu marnujesz swój i mój czas? — mruknął, krzywiąc się
    — Bo warto też zadbać o bezpieczeństwo... swojej duszy. Wiesz, brak stresu i w ogóle, życie towarzyskie... — podsunęła. — Nie zauważyłam, żeby... Kręciło się wokół ciebie wielu potencjalnych partnerów. Dziwne, że taki silny i dorosły kocur jest wciąć samotny — rzekła, mając nadzieję, że choć jeden komplement zadziałał.
    Nigdy nie widziała tak zdezorientowanego kota. A szczególnie Jastrzębiej Gwiazdy, który zawsze wydawał się być obojętny. Miał taką minę, jakby co najmniej powiedziała coś absurdalnego, np. że co noc z jej grzbietu wyrastają skrzydła i może na nich latać. Czyżby onieśmielała go?
    To było możliwe. Z pewnością taki zwykły burek nie spodziewał się zainteresowania ze strony tak niesamowitej istoty jak ona. Musi go lepiej poznać, by ocenić, czy ma u niej jakieś szanse. Jeśli okaże się, chociaż pod jednym względem ciekawy, to zrobi wiele, byleby przekonać go do siebie.
    — Więc Jastrzębia Gwiazdo, nie myślałeś o tym, by sobie kogoś znaleźć? — podsunęła. — Jesteś w końcu taki rozsądny, z pewnością nadałbyś się kiedyś do roli ojca — kontynuowała pochlebstwa.

<Jastrząb?>