BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąbczasta Łapa x Słota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąbczasta Łapa x Słota. Pokaż wszystkie posty

12 października 2025

Od Słoty (Słotnej Łapy) CD. Gąbczastej Łapy

Gdy była kociakiem

Słota ziewnęła przeciągle, obracając się na drugi bok. Promienie słońca wpadały do jamy, oświetlając ją delikatnie. Zamrugała parę razy, próbując przyzwyczaić się do światła. Co mogłaby dzisiaj porobić? Może porozmawiałaby znowu z Korą? Albo odszukała Cienia i zapytała, czy może nie zechciałby jej posłuchać chociaż chwilę? Pokręciła główką. Po co miałaby iść akurat do niego skoro Pomrok leżała tuż obok? Szylkretka zaczęła bawić się wystającym kosmykiem, gryząc go i próbując jakoś wyjąć, byleby miała jakąś zabawkę. Mogłaby poprosić Zalotkę o to, by coś jeszcze im opowiedziała, jednak czuła, że gdyby to zrobiła, możliwe, że zepsułaby sobie wieczór. Bo właśnie starsza zazwyczaj opowiadała im na dobranoc, brązowooka bardzo lubiła ten moment, praktycznie zawsze nie mogła się go doczekać.
Znudzona, wstała nagle na cztery łapy, pusząc sierść wokół kręgosłupa. Po rozchodzeniu jej przysiadła przy wyjściu z legowiska – lubiła to robić, wtedy wszystko lepiej słyszała i była w stanie dużo więcej zobaczyć. Początkowo nie działo się nic ciekawego. Parę wilczaków dzieliło się językami, inni brali sobie śniadanie albo może raczej obiad ze sterty, konsumując go samotnie lub u boku kogoś im bliskiego. Ich rozmowy nie wydawały się jakoś nazbyt ciekawe dla malutkiej… w dodatku ciężko było skupić się na tylko jednej.
Do obozu wróciła Gąbczasta Łapa wraz z Tygrysią Łapą. Kocię nie miało nawet pojęcia, że wyszli, jednak było to dość łatwe do zgadnięcia. Uczniowie wiecznie gdzieś chodzili, mieli tak mało czasu, praktycznie żaden z nich ich nie odwiedzał!
Prychnęła pod nosem, przecinając małym ogonkiem powietrze. Polizała się niezgrabnie parę razy po piersi, chcąc jakoś ukryć zażenowanie. Gdyby tylko znaleźli chociaż chwilę, może jej dni byłyby ciekawsze. Ciekawe czy Pomrok też czuła się w podobny sposób? Oczywiście do żłobka przychodziły koty od czasu do czasu, jednak szylkretka i tak czuła swego rodzaju niedosyt. Widząc, jak w dobrym humorze są uczniowie, poczuła ukłucie w żołądku. Z pewnością musieli świetnie się bawić podczas tych swoich treningów. Mogli zwiedzać całe tereny Klanu Wilka, polować, a nawet siłować się, by pokazać, które z nich jest lepsze. I to na oczach mentorów! Mogli nawet patrolować granice czy chodzić na zgromadzenia. Miauknięcie dymnej kotki dotarło do małych uszu. Pręguska nadstawiła uszu, wstrzymując oddech z najeżoną z nerwów sierścią. Zmusiła się do przygładzenia jej w obawie, że Tygrysia Łapa na nią spojrzy. Obserwowała, jak się śmieją i wymieniają zdaniami między sobą. Jak żartują, jednak nie miała pojęcia o czym. Wyglądali tak beztrosko! Byli tacy odprężeni i szczęśliwi.
Słota wysunęła małe pazurki, przejeżdżając nimi po cieniutkim patyku, który akurat wystawał zza krzewu. Paseczki kory zjeżdżały z niego, inne wystawały, dalej się trzymając. Parę listków spadło naokoło niej, jeden wylądował na jej nosie. Zdjęła go łapką, nie mogąc oderwać wzroku od dwóch kotów. Co, jeśli to z niej się śmiali? Że jeszcze nie mogła opuścić żłobka? Może śmiali się z tego ostatniego zdarzenia, które miało miejsce? Może Gąbczasta Łapa rozpowiedziała to każdemu i teraz wilczaki mieli ją za pośmiewisko?
Podrapała się łapą za uchem, nie chcąc skupiać się na tej myśli ani chwili dłużej. Też chciałaby tak porozmawiać z Tygrysią Łapą! Odkąd został uczniem, nie mogli już się tak dużo bawić, ponieważ miał obowiązki, których musiał się trzymać. Słota odnosiła wrażenie, jakby stał się też innym kotem w momencie, gdy go mianowano. A to wszystko przez to, że do niej nie przychodził codziennie, a co jakiś czas. Bała się, że kocur o niej zapomni i już nigdy nie pomyśli o tym, by jeszcze do niej zajrzeć. Że mu nagadają czegoś strasznego o niej, co wcale nie było prawdą, a ona nie będzie mogła w żaden sposób się wybronić, bo nawet nie będzie miała pojęcia o zaistniałej sytuacji.
Przygryzała małe wargi z nerwów. Rudy zerknął na łapę uczennicy – kocię nie było pewne dlaczego. Czyżby się zraniła? Może sprawdzali, kto bardziej o siebie dba? Nagle zielonooki zmarszczył brwi – coś mu się nie spodobało. Między nimi zapadła chwila ciszy, lecz już po paru uderzeniach serca Tygrysia Łapa ponownie zagadnął do kotki z tą swoją typową energią. Słota miała ochotę wybiec tam do nich i sprawić, by Tygrysek spędził resztę dnia z nią, a nie z dymną. Jednak zaraz po tym przypomniała sobie, że nie wolno jej było wychodzić ze żłobka samej. A nie chciała ciągnąć Zalotki, na pewno była zmęczona.
Gąbczasta Łapa zaczęła się rozglądać. Jej wzrok zatrzymał się na wejściu do żłobka, w którym prędko dostrzegła małą Słotę. Gdy tylko nawiązały kontakt wzrokowy, malutka czmychnęła z powrotem do wnętrza, z najeżonym ogonkiem gnając w kierunku jakiegokolwiek schronu. Co, jeśli zaraz tu przyjdzie? Znowu będą się bawić i stanie się całkowitym pośmiewiskiem? Usłyszała narastające kroki. Uczennica musiała już tu być. Słota, schowana między gałęziami, nie mogła jej dostrzec. Miała tylko nadzieję, że dymna jej nie znajdzie tak szybko.
Nie miała jednak pojęcia, że jej łapki wystają zza liści, a jako że ma tak intensywne kolory, wyłapanie jej wzrokiem nie było wcale takie trudne.
Na pyszczku Gąbczastej Łapy rozkwitł szeroki uśmiech, gdy to dostrzegła. Podeszła trochę bliżej. Znalazłszy się wystarczająco blisko, mruknęła do młodszej.
— Słoto! Witaj — przywitała się.
Słota, usłyszawszy te słowa, podskoczyła zdziwiona, jeżąc sierść wzdłuż kręgosłupa. Cała się napuszyła, a malutkie pazurki już wbijała w podłoże.
— Co u ciebie? — zapytała dymna jeszcze, nie dając jej spokoju.
Słota rozejrzała się szybko, myśląc, co mogłaby odpowiedzieć. Zazwyczaj by się nie zastanawiała i wypaliła cokolwiek, jednak teraz poczuła się niczym kocię okrążone przez wygłodniałe lisy, kłapiące jej tuż koło uszu.
— Idź sobie! — syknęła, nie wynurzając nawet główki zza krzaka. Zamachnęła się łapą, przecinając powietrze malutkimi niczym igły pazurami. Gąbczasta Łapa odsunęła się na parę uderzeń serca, jakby ten ruch ją zniechęcił do starań. Po jakimś czasie, gdy uznała, że szylkretka się uspokoiła, przestawiła gałąź łapą, uśmiechając się do młodej.
— No już, nie denerwuj się już na mnie — próbowała ją uspokoić. — Chcesz może się nauczyć czegoś nowego? — zagadnęła, skupiając całą uwagę kociaka na sobie. Gąbka, zauważywszy to, uśmiechnęła się szeroko. Może to sprawi, że mała szylkretka jej szybciej wybaczy. Może wcale nie potrzebowała żadnych błyskotek w ramach rekompensaty za ostatnie zdarzenie. Może wystarczyła po prostu dobra zabawa i zajęcie młodej czymś.
Słota nie odpowiedziała, jednak nie wyglądała już na tak sceptycznie nastawioną, jak jeszcze chwilkę temu. Była ciekawa, czego mogłaby ją nauczyć uczennica. Może byłoby to coś ciekawego, coś, czym mogłaby się pochwalić reszcie, a w szczególności Pomrok? Powoli pokiwała główką, jakby czekając na to, aż dymna się popisze, a także jakby próbowała się jakoś przekonać do tego pomysłu.
— W takim razie… chodź, wyjdź z tych krzaków — zawołała, ogonem zgarniając kupkę liści i przenosząc ją obok. — Nauczę cię specjalnego chwytu, który może ci się kiedyś przydać — dopowiedziała jeszcze.
Kocię, usłyszawszy to, poczuło nagły przypływ energii. Z zaciekawieniem spojrzała na Gąbczastą Łapę.
— Od czego mam zacząć? — zapytała dość spokojnie, co było dziwne jak na nią. Zazwyczaj wypowiadała się dużo głośniej i bardziej chaotycznie, oczywiście wychwalając siebie i swoją mamę po drodze. Teraz była w pełni skupiona i zaciekawiona. Zupełnie tak, jakby ktoś ją podmienił na jakiegoś innego kota.
Gąbczasta Łapa zatrzymała się na moment jakby zdziwiona zachowaniem młodej. Nie zastanawiając się nad tym długo, zgięła łapy i napięła mięśnie, gotowa do skoku. Nagle wyskoczyła najwyżej, jak mogła, łapą przecinając powietrze. Mała pręguska wyobraziła sobie dorosłego wojownika, który wyskoczył po to, by wgryźć się uczennicy w gardło. Zamiast tego, spotkał się z rozoranym bokiem, z którego tryskała obficie krew. Zauważywszy to, odwrócił się, spoglądając na dymną z ogniem szaleństwa w oczach. Rzucił się ponownie do ataku, warcząc niczym wściekły pies. Gąbczasta Łapa zanurkowała pod wyimaginowanym kocurem, podcinając mu łapy. Runął na ziemię z hukiem.
— Dobij go! — wrzasnęła Słota, patrząc na towarzyszkę.
Brązowooka spojrzała na nią z jeszcze większym zdziwieniem.
— Kogo takiego? — zapytała, rozglądając się, jakby coś jej umknęło.
— No tego wojownika! Szybko! — odpowiedziała szybko Słota. Podbiegła w podskokach do starszej, siadając u jej boku. — Wyobraziłam sobie, jak walczysz z wojownikiem. W powietrzu przejechałaś mu pazurami po boku, a potem, gdy wylądował i już miał się zamachnąć na ciebie, zanurkowałaś mu pod brzuchem i podcięłaś łapę, by go powalić. Teraz zostało tylko pokonanie go — wyjaśniła, patrząc na starszą z determinacją, ale też i tak, jakby to była największa oczywistość.
Gąbczasta Łapa pokręciła głową.
— Nie, nie możesz go zabić. Koty w takim momencie zazwyczaj się wycofują. Jeśli je zabijesz, możesz wtedy mieć duuuże kłopoty — odpowiedziała dymna, patrząc jeszcze przez chwilę na koteczkę. — Chcesz spróbować też tak zaatakować? — zapytała.
Słota nie odpowiedziała od razu. Czy rzeczywiście zabicie drugiego kota jest złe? Co by jej zrobili, gdyby jednak się nie mogła powstrzymać i dokończyłaby go? A gdyby to był samotnik, który mógł zagrażać jej pobratymcom? Czy w takim razie jego też nie powinna ruszać? Zmarszczyła brew, poruszając ogonkiem na boki. Gdy usłyszała propozycję, jej kufa się rozjaśniła na nowo. Oczywiście, że chciała!
— Tak! Najlepiej teraz! — dodała energicznie, zginając przednie łapki. Gdyby była psem, merdałaby ogonkiem z niecierpliwości, ale i ekscytacji.
— W takim razie rób to, co ja! — odparła Gąbka, ponownie napinając mięśnie.
Gdy Słota spróbowała tak samo, uczennica wstała, by sprawdzić, czy młoda robi to odpowiednio. Wyszło jej to dość niezgrabnie. Ogon miała wysoko w górze, jedną przednią łapę nieco bardziej wysuniętą niż drugą, a wzrok skupiony nie przed sobą, na niewidzialnym celu, a na starszej.
— Nie, popatrz, musisz to zrobić w ten sposób — powiedziała, poprawiając jej postawę delikatnie. Ruchem ogona podniosła lekko jej klatkę piersiową, futrem na niej zamiatała podłoże pod sobą. Gąbczasta Łapa kiwnęła głową, gdy wszystko było już w porządku. Poleciła Wilczaczce, by wyskoczyła do przodu i spróbowała również użyć jednej z łap, by zaorać niewidzialny bok wyimaginowanego wojownika. Słota wydała z siebie okrzyk bojowy, wysuwając pazurki i mimo że skoczyła dość nisko, to udało jej się wylądować na czterech łapach bez większego urazu.
— Świetnie! — pochwaliła ją kotka. — To teraz spróbujmy z nurkowaniem. Spróbuj zrobić to, co widziałaś u mnie chwilkę temu — poleciła, mając nadzieję, że ruda pamięta.
Słota kiwnęła głową. Zanurkowała pod kotką, pacając jedną z jej łap dość mocno. Gdyby była większa, może udałoby jej się ją powalić, jednak teraz ten cios mógł być porównywalny do zaledwie delikatnego puknięcia. Gąbczasta Łapa w odpowiedzi wydała z siebie cichy jęk i upadła teatralnie. Gdy tylko podniosła łeb, zaśmiała się radośnie. Słota, zauważywszy to, także wyszczerzyła ząbki. Udało jej się! Wreszcie jej się udało! Może wcale nie była taka nieporadna podczas zabaw z dymną! Nie pomyślała o tym, że może starsza zrobiła to specjalnie, by nie było jej przykro. Jak do tej pory bawiła się prześwietnie i tylko to się liczyło. Czyli jednak dało się bawić z Gąbką.

***

Teraźniejszość

Słotna Łapa była świeżo upieczoną uczennicą. Pomyślnie przeszła test, którego nie znała aż tak dobrze – w nocy, w lesie mogło pójść tak wiele rzeczy nie tak. Jednak ufała, że nic jej się nie stanie. W zasadzie przez cały ten czas myślała o swoich bliskich. Była pewna, że sobie poradzi. A gdy tylko przyjdzie jej czas na zostanie uczennicą, będzie bardzo się przykładać do każdego treningu, by Zalotna Krasopani była z niej dumna.
Zamruczała pod nosem. W legowisku uczniów już nie było nikogo, a ona była po kolejnym treningu z matką. Czuła ogromne zmęczenie, jednak czuła też swego rodzaju niedosyt. Dlaczego jak była kociakiem, to uczniowie wydawali się tacy ciekawsi? Dlaczego chodzili na wspólne treningi, a ona jeszcze nie miała nawet takiej okazji? Znaczy, nie miała okazji, by pójść z kimś, z kim by chciała. Cały czas uczyła się sama pod czujnym okiem szylkretki. Nie, żeby jej to przeszkadzało – po prostu miała wrażenie, że gdyby był przy niej ktoś jeszcze, to może i on by wyniósł coś nowego z nauk wojowniczki. Zamyśliła się na moment. Rozejrzawszy się po obozie, jej oczy napotkały drugą parę brązowych ślepi. Podbiegła w paru susach do Gąbczastej Łapy, witając się z nią szybciutko.
— Gąbczasta Łapo! Pójdźmy na wspólny trening, proszę! — wypaliła, mimo że na jej pysku malowało się widoczne zmęczenie.
— Co? A czy ty właśnie nie wróciłaś z jednego…? — zapytała, przyglądając się młodszej. — Nie jesteś zmęczona? Nie wiem… może byśmy mogły, tylko musisz się zapytać Zalotnej Krasopani, a ja Gąsiorkowego Trzepotu — powiedziała niepewnie. — No, ale skoro tak bardzo nalegasz, to dobrze, zapytam — pokiwała głową, zanim odeszła w kierunku legowiska wojowników.
Słotna Łapa postawiła nagle uszy, zapomniała, no przecież!
— Zabierz jeszcze Tygrysią Łapę! — zawołała za nią szybko, mając nadzieję, że doleciało to do niej.
Weszła pospiesznie za Zalotką, zastanawiając się, czy zechciałaby ją wziąć może na jeszcze jeden trening. Odnalazłszy ją wzrokiem, podbiegła do niej szybko. — Mamo, czy pójdziemy jeszcze potrenować? — poprosiła, patrząc na nią z nadzieją.
Zalotna Krasopani spojrzała na Słotną Łapę z delikatnym zdziwieniem. Było to pozytywne, czy negatywne zdziwienie?
— Chciałabym, byśmy potrenowały razem z Tygrysią Łapą i Gąbczastą Łapą — dodała, nie rezygnując ze swojej determinacji.
Wojowniczka w odpowiedzi pokiwała głową.
— Hmmm, Gąsiorkowy Trzepot, no dobrze. W zasadzie chciałam z nią porozmawiać. Niech ci będzie, dziecko — miauknęła, przesuwając ogonem wzdłuż grzbietu córki. Słotna Łapa, usłyszawszy te słowa, miała ochotę podskoczyć z emocji. Wyparowała z legowiska, czekając już na samiutkim środku. Miała tylko nadzieję, że dymna rzeczywiście dotrzyma słowa i przyjdą lada moment. Chociaż… w zasadzie czemu miałaby postąpić inaczej, niż powiedziała?
Nie musiała czekać długo – z legowiska uczniów wyłoniła się dwójka, a nieopodal szła liliowa van wojowniczka. Z uśmiechem na pyszczku gawędziła z Tygrysią Łapą, który chyba niedawno wstał, bo przecierał sobie łapą oczy. Mimo to poszedł razem z brązowooką, ciekawe czy trudno było go przekonać. Zalotna Krasopani zjawiła się tuż obok, czekając na resztę. Słotna Łapa uniosła przyjaźnie ogon do góry, następnie podeszła pewnie do Tygrysiej Łapy i dotknęła pyskiem jego policzka na przywitanie. Kocur spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Słotna Łapo…! Witaj — mruknął do niej, mrugając parę razy. Wydawało się, że już oprzytomniał po drzemce. Może nie spodziewał się takiego ruchu z jej strony? Zazwyczaj nie witali się w ten sposób. Jednak szylkretka nie przejmowała się tym aż tak. Zrobiła to, co uznała w danej chwili za słuszne.
Posłała mu szeroki uśmiech, wracając powolutku do Zalotki. Za chwilę wyjdą poza obóz i będą mogli zwiedzać, we trójkę! Nareszcie.

***

Słotna Łapa szła teraz obok Tygrysiej Łapy, co jakiś czas spoglądając na kocura. Patrzył sporo na Gąbczastą Łapę, widać było, że podtrzymanie rozmowy z tak wieloma kotami było dość trudne… może nawet momentami lekko uciążliwe? Szczególnie wtedy, kiedy zależało danemu kotu, by nikt nie poczuł się pokrzywdzony i otrzymał swoją odpowiedź.
— Tygrysia Łapo, czego ostatnio się nauczyłeś? — zagadnęła wreszcie Słotna Łapa, spoglądając na kocura. Gąsiorkowy Trzepot szła z przodu, rozmawiając z Zalotną Krasopanią.
Zielonooki zamyślił się na chwilkę, jakby była tylko jedna dobra odpowiedź na to pytanie.
— Ostatnio udało mi się upolować dość pulchnego gołębia, złapanie go nie było wcale takie łatwe! Wiesz, jak wysoko potrafią latać? Mimo że są grube, to czasami reagują dość szybko. Gdybym skoczył na niego chwilę później, to by z pewnością odleciał i byśmy nie mogli go skosztować — miauknął, nie rezygnując z tego swojego typowego rozpromienienia. — A był przepyszny! Tak się cieszę, że mi się udało! — zaczął mruczeć z zadowoleniem. Z kim on go w ogóle zjadł?
— Och, to świetnie! — odparła Gąbczasta Łapa ze szczerym entuzjazmem. — Tak, naprawdę był wspaniały. Ja ostatnio nauczyłam się nowych chwytów bitewnych — dodała od siebie, uśmiechnąwszy się do pręgusa chytrze, a potem patrząc na niebo. Chmury przesuwały się po nim leniwie, przypominając różne kształty. Korony drzew zasłaniały je odrobinę, uniemożliwiając dostrzeżenie całego jego błękitnego oblicza.
Słotna Łapa zaczęła przebierać łapami troszkę szybciej, nerwowo. Entuzjazm dymnej ją irytował, nie mogła zrozumieć dlaczego. Też chciałaby spróbować tamtego gołębia, ale już za późno. Zauważywszy swoje zagalopowanie, zwolniła kroku, czując, jak sierść delikatnie jeży jej się na karku. Czuła się… dziwnie. Czy źle zrobiła, prosząc dymną o wspólny trening? Może wcale nie chciała iść z nią, a tylko z Tygrysią Łapą? Przymrużyła na chwilkę oczy, otwierając je na nowo.
— Ja… ostatnio też zrobiłam sporo! Dzisiaj też polowałam, chociaż nie był to gołąb a nornica. W zasadzie ze dwie! — pochwaliła się Słotna Łapa, wypinając dumnie pierś do przodu. Wyprostowała się, stawiając łapy pewnie. Nornica była dużo mniejsza od takiego gołębia, ale to nadal był swego rodzaju sukces. Nie wspomniała o tym, że Zalotna Krasopani dużo jej pomogła, w końcu jeszcze nie opanowała łowienia tak świetnie, jak starsi uczniowie. — Ciekawe co będziemy robić dzisiaj, jeszcze nie miałam okazji z wami tak pójść — powiedziała, czując lekkie ukłucie w piersi. Nikt jej nie pochwalił ani nie zareagował w żaden szczególny sposób na to, co powiedziała. Czy Tygrysia Łapa w ogóle słuchał, co mówiła? Każde spojrzenie na Gąbczastą Łapę sprawiało, że nie była tego wcale taka pewna. Może jej się wydawało? Może rzeczywiście słuchał ich jednakowo, a ona po prostu… przesadzała?
Kita zaczęła machać jej na boki nerwowo, a spojrzenie uciekało cały czas w stronę rudej sierści. Z jakiegoś powodu Słotna Łapa nie czuła się przy przyjacielu aż tak swobodnie, jak jeszcze dotychczas. Sama nie była pewna, co o tym myśleć i, czy w ogóle powinna się zastanawiać nad czymś takim. Było to co najmniej niewygodne.
Uszy Słotnej Łapy zatrzęsły się z gniewu, gdy usłyszała śmiech dwójki idącej tuż obok niej. Musiała tak odpłynąć, że nawet nie zorientowała się, że rozmowa ciągnęła się dalej, już bez niej.
Szylkretka zmarszczyła brew, nie mogąc się połapać, o czym rozmawiali. Miała ochotę wycofać się z powrotem do obozu. Czuła, jak skóra piecze ją ze zdenerwowania. Uczucie, jakie kotłowało się w jej piersi, stawało się powoli nie do zniesienia, a nie mogła przecież wybuchnąć tuż przed Tygrysią Łapą! Może gdyby go nie było, to wtedy potoczyłoby się to zupełnie inaczej.
— Zaraz do was wrócę — miauknęła w kierunku Gąbczastej Łapy, wyrównując krok z mamą. Jej barki rozluźniły się, a ogon nie dygotał już tak nerwowo. Łapy też stawiała już jakoś tak… spokojniej.
Przez resztę drogi wcale do nich nie wróciła, zamiast tego rozmawiała co nieco z mamą i poznała odrobinę Gąsiorkowy Trzepot. Czuła się spokojniej, chociaż każdy chichot, który słyszała od dwójki za sobą, podnosił jej futro na karku.

Koniec sesji

[2916 słów]

[przyznano 58%]

05 października 2025

Od Gąbczastej Łapy CD. Słoty

Przeszłość

— Ej! — Uczennica zatrzymała się, bardziej zaskoczona niż zraniona. — Hej, hej, spokojnie, spokojnie… — powiedziała łagodnie. Po wypowiedzeniu tego między nimi zapadła długa cisza, której nikt nie przerywał. — Nie musisz tak na serio, ja naprawdę nie chciałam — dodała po chwili, cicho, tak że tylko szylkretka mogła to usłyszeć.
Słota oderwała pysk, łapiąc oddech. Po policzkach młodej kotki spłynęły łzy, lecz Gąbce trudno było ocenić, czy płakała ze złości, upokorzenia, czy może ze smutku. Szylkretka stała nieruchomo, a jej mięśnie napinały się coraz mocniej. Zadrżała, strzepując uchem. Zamiast się wycofać, uniosła brwi i prychnęła, próbując zachować twarz, choć szło jej to raczej marnie.
— Już, wszystko w porządku? — zapytała niepewnie uczennica. Zanim młodsza zdążyła odpowiedzieć, została chwycona za kark przez swoją matkę. Starsza kocica posłała dymnej tak mordercze spojrzenie, że nietrudno z niego było wyczytać rozkaz, który jasno mówił: “Wynoś się stąd, albo cię rozszarpię”.
Brązowooka natychmiast spuściła głowę i posłusznie ruszyła w stronę wyjścia ze żłobka, nawet nie żegnając się z jego mieszkańcami. Czuła wstyd, choć sama nie wiedziała dlaczego. Przecież nie zrobiła nic złego! Nie rozumiała, czemu młoda kotka zareagowała w taki sposób. Przecież chciała się tylko pobawić, prawda? To wcale nie miało być nic złego!
Może kiedyś uda jej się odzyskać przychylność tej rodziny. Wydawali się ciekawi, choć… dość uparci. Gąbczasta Łapa zauważyła, że wokół ich posłań walało się sporo piórek i błyskotek. A przecież ona też lubiła błyskotki! Może znajdzie jakąś ładną i podaruje ją młodej kotce na zgodę? O ile jej matka w ogóle pozwoli jej się zbliżyć do kociarni – a z tym mogło być ciężko.
Księżniczka wciąż czuła na sobie ten przeszywający wzrok. Chyba trochę czasu minie, zanim całkiem o nim zapomni. Och, jak bardzo chciałaby mieć taką siłę w sobie! Taką, która jednym spojrzeniem potrafiłaby przegonić niechcianych gości. To dopiero byłaby umiejętność godna podziwu!

***

Teraźniejszość

Gąbkę zbudził energiczny głos Gąsiorkowego Trzepotu – jej mentorki. Gdy czarnofutra otworzyła oczy i zaczęła dochodzić do siebie, pierwsze, co usłyszała, to:
— Wstawaj! Szybciutko! Tygrysia Łapa już czeka na rozpoczęcie treningu!
Na te słowa kotka od razu poderwała się z posłania. Jej futro było jeszcze zmierzwione po śnie, ale nie miała nawet czasu, by je doprowadzić do porządku. Wyminęła mentorkę i, lekko ją szturchając, ruszyła w stronę wyjścia z legowiska uczniów. Za nią rozległy się kroki łaciatej kotki.
— Co dzisiaj będziemy robić na treningu? — zapytała Gąbka, gdy Gąsiorek dorównała jej kroku. Wkrótce obie podeszły do rudego kocurka, który czekał już niecierpliwie przy wyjściu z obozu. Liliowa mentorka na chwilę się zamyśliła, po czym mruknęła:
— Możecie dziś spróbować zawalczyć! Pamiętajcie tylko, żeby robić to bez pazurów i kłów, bo chcę, żeby każdy z was wrócił cały. Nie chcę widzieć żadnych urazów, zrozumiano?
Spojrzała raz na Tygrysią Łapę, raz na Gąbkę.
— Jak dla mnie brzmi dobrze! — odparł zielonooki, posyłając czarnofutrej przyjazny uśmiech. Ta skinęła głową na zgodę. Nie była pewna swoich umiejętności w walce, ale przecież Tygrysek też dopiero się uczył. Nie mogło być tak źle.
W trójkę opuścili obóz. Po drodze Gąbczasta Łapa rozglądała się uważnie – może znajdzie jakieś ładne piórko albo kamyk, który mogłaby podarować Słocie na zgodę? Od tamtego incydentu nie rozmawiały ze sobą, ale wiedziała, że rudy uczeń się z nią przyjaźni. Może on jej pomoże?
Gdy Gąsiorek szła przodem, Gąbka zrównała się z Tygrysią Łapą.
— Hej, Tygrysia Łapo! — przywitała się z uśmiechem. Kocurek odwzajemnił gest. — Lubisz się ze Słotą, prawda? — zapytała, przekrzywiając lekko głowę.
— Tak, a co? — odparł z wyraźnym zaciekawieniem. — Ostatnio rzadziej gadamy, odkąd zacząłem trening. Sama wiesz, ile to zajmuje czasu! Ale tak, wciąż się przyjaźnimy.
— A, wiesz… nic ważnego, tylko… chciałabym się z nią pogodzić! — wyznała. — Jakiś czas temu poszłam do żłobka, żeby pobawić się z kociakami, a ona… rzuciła się na mnie! Chciałam, żebyśmy udawały walkę, tak dla zabawy, ale ona potraktowała to zbyt poważnie! Myślałam, że wyjdę stamtąd łysa! — dodała z przesadną powagą, unosząc brodę. Tygrysia Łapa roześmiał się szczerze, przez chwilę zapominając, że brązowooka nie chciała dłużej toczyć konfliktu z młodą szylkretką.
— To… może wiesz, jak mogłabym się z nią dogadać? — ciągnęła Gąbka. — Może lubi jakąś konkretną zwierzynę? Albo ma ulubiony kwiat? Nie wiem… — westchnęła, bezradnie poruszając wibrysami. Rudy kocurek zamyślił się na moment, po czym odpowiedział:
— Hm, nie bardzo. Wiem, że lubi zbierać różne drobiazgi, piórka, błyskotki, takie rzeczy. Ale nie pamiętam, by miała jakąś ulubioną. Może cokolwiek wystarczy. A może nie… — dodał po chwili. — Nie wiem, czy będzie ci chciała wybaczyć. Skoro mówisz, że była agresywna, to chyba… czarno to widzę.
Księżniczka zmarszczyła lekko brwi.
— To, co mam zrobić? — jęknęła. — Nie chcę mieć na pieńku z całą jej rodziną! To przecież aż czwórka kotów, wszyscy pewnie nastawieni przeciwko mnie! Ja naprawdę zaczynam się bać o własne zdrowie w tym klanie! — dodała pół żartem, pół serio, na co Tygrysek dumnie wypiął pierś.
— Nie martw się! Ja cię lubię, więc jak coś, pomogę! — zapewnił. Dymna rozpromieniła się. Uwielbiała zdobywać nowych przyjaciół! Wierzyła, że te znajomości przetrwają nawet wtedy, gdy wróci do swojego klanu. Może będzie widywać Tygrysię Łapę i Szczawiowe Serce na zgromadzeniach i wymieniać się z nimi nowinkami!
— Dobrze, dzieci! Jesteśmy na miejscu! — zawołała Gąsiorkowy Trzepot. Zatrzymali się na polanie otoczonej drzewami. Było tu wystarczająco dużo miejsca, by bezpiecznie przeprowadzić sparing. Łaciata mentorka stanęła między nimi i powiedziała:
— Pamiętajcie, bez pazurów i kłów. Ten, kto pierwszy przytrzyma przeciwnika przy ziemi przez sześć uderzeń serca, wygrywa!
Wycofała się w cień krzewów, a Gąbka napięła mięśnie. Nim rudy zdążył się przygotować, rzuciła się na niego. Oboje potoczyli się po ziemi, wzbijając w powietrze drobinki kurzu. Gąsiorek coś do nich wołała, ale hałas był zbyt duży, by cokolwiek zrozumieć.
W końcu Gąbce udało się przyszpilić Tygryska do ziemi. Już miała się triumfalnie uśmiechnąć, gdy nagle rudy odepchnął ją z całej siły, trafiając ją w brzuch. Dymna syknęła z bólu i upadła, ale szybko zrobiła unik, gdy przeciwnik próbował ją obalić.
— Nie tak prędko! — krzyknęła z determinacją. Tygrysek od razu zaatakował ponownie, trafiając w jej bark. Chciał wspiąć się na jej grzbiet, ale kotka zrzuciła go z siebie i przycisnęła mu łapę do klatki piersiowej, unieruchamiając go.
Gąsiorek zaczęła odliczać, lecz zanim zdążyła skończyć, Tygrysia Łapa szarpnął się i instynktownie wysunął pazury, po czym w przeciągu jednego uderzenia serca, przeciął nimi łapę dymnej. Gąbka krzyknęła, cofając się i unosząc łapę.
— Halo! Miało być bez pazurów! — zawołała oburzona. Mentorka natychmiast zjawiła się między nimi.
— Tygrysia Łapo! Uspokój się, zapominasz się! — skarciła go. Rudy natychmiast położył uszy po sobie. Ze zwieszoną głową podszedł do Gąbki i przycisnął pyszczek do jej szyi w geście przeprosin. Kotka liznęła go dwa razy po głowie i cofnęła się o krok.
— Nic się nie stało! To nic wielkiego, nawet nie będzie z tego blizny! Do zgromadzenia się zagoi! — zapewniła go z ciepłym uśmiechem.

***

Trójka kotów wróciła do obozu. Gąsiorkowy Trzepot, wyraźnie zmęczona po treningu, od razu skierowała się do legowiska wojowników. Dwójka uczniów została jednak na środku polany, śmiejąc się i żartując. Gąbczasta Łapa dopiero wtedy przypomniała sobie, że przez cały trening zapomniała rozejrzeć się za czymś dla Słoty. Los chciał, że teraz siedzieli dokładnie w takim miejscu, z którego żłobek był doskonale widoczny. Nie mieli pojęcia, że obserwuje ich para brązowych ślepi.
— Nie pójdziesz z tą raną do medyka? — zapytał Tygrysek, zerkając na jej łapę.
— Mam nadzieję, że żartujesz! — parsknęła dymna. — To nic wielkiego, samo się zagoi. Wystarczy, że wyliżę.
Rudy zmarszczył brwi, ewidentnie nieprzekonany.
— Zaufaj mi! — dodała z uśmiechem. — W Klanie Nocy szkoliłam się na medyczkę, pamiętasz? Wiem, kiedy trzeba interweniować, a kiedy można sobie odpuścić.
— No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę — mruknął, choć ton miał wciąż sceptyczny. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, wsłuchani w obozowy gwar. W końcu Tygrysia Łapa odezwał się znów, z typową dla siebie energią:
— Hej! Ciekawe, co jutro będziemy robić na treningu! Może spytamy Gąsiorkowego Trzepotu, czy nie chciałaby zorganizować z tobą trening ze zbierania ziół? To byłaby miła odmiana! Ciągle tylko walczymy i polujemy… a ja chętnie pozbierałbym jakieś ładne kwiatuszki! — powiedział, unosząc brwi i robiąc słodkie oczka w stronę czarnofutrej.
— Hmm… można spróbować — odparła Gąbka, zastanawiając się. — Nie wiem tylko, czy Gąsiorek się zgodzi…
— Na pewno się zgodzi! — przerwał jej Tygrysek z przekonaniem. — Przecież jest fajna i wyluzowana! Nic się nie stanie, jeśli raz odpuścimy sobie wojownikowanie.
Dymna zaśmiała się cicho i skinęła głową, po czym rozejrzała się po obozie. Jej wzrok zatrzymał się na wejściu do żłobka, w którym dostrzegła Słotę, która wpatrywała się w nią uważnie. W chwili, gdy ich spojrzenia się spotkały, młódka zniknęła w cieniu kociarni.
— Oj, Tygrysia Łapo! Muszę już lecieć, widzimy się jutro! — rzuciła szybko, po czym zerwała się na łapy i pobiegła w stronę żłobka. Wsunęła nos do środka. Od razu uderzyło ją przyjemne ciepło i zapach mleka, który wypełnił jej nozdrza. Wewnątrz panował spokój, a posłania kociąt i karmicielek wyglądały miękko i przytulnie. Kotka rozejrzała się uważnie, szukając wzrokiem jednej, konkretnej młódki. Gdzie się podziała ta mała urwiska?

<Słoto?>

[1451 słów do treningu wojownika]

[przyznano 29%]

18 września 2025

Od Słoty CD. Gąbczastej Łapy

— Hej! — zawołała, opadając na przednie łapy. — Szukasz guza? A może blizny? Uważaj, teraz jestem lisem! A ty wojownikiem! — zawołała, szczerząc zęby. — Musisz mnie przepędzić!
Szylkretka uniosła główkę, kiedy usłyszała wyzwanie ze strony dymnej. Jej oczy rozbłysły, a futerko na grzbiecie momentalnie się nastroszyło. Miała teraz okazję się wykazać, na oczach Zalotki! Mogła pokazać, jak bardzo się stara i jej zależy, jak świetna jest, lepsza od Cienia! Zamachnęła napuszonym ogonkiem i bez wahania rzuciła się w stronę Gąbczastej Łapy, tupiąc drobnymi łapkami o ziemię. Malutkie pazurki wysunęły się, przypominając igiełki. Jakby naprawdę zamierzała ją dopaść. W oczach karmicielek, a może nawet i dymnej, Słota mogła wyglądać teraz niezwykle uroczo, choć w jej ślepkach błyszczała czysta determinacja i nadzieja, niżeli szczera radość. Coś w rodzaju skupienia na danej rzeczy, a nie przedwczesne rozmarzenie.
Gąbczasta Łapa parsknęła śmiechem i w ostatniej chwili uskoczyła na bok, gdy młoda już miała na niej lądować. Słota przeleciała obok, uderzając nosem w kulkę mchu. Dokładnie tę, którą parę uderzeń serca temu rzuciła w kierunku nowoprzybyłej, nie pozwalając dalej rozmawiać z karmicielką.
Pręguska fuknęła, odwracając się gwałtownie. Jej oczka zwęziły się w szparki, a na pysku wymalowało czyste niezadowolenie. 
— Nie żartuj sobie ze mnie! Nie uciekaj jak tchórz, lisie! Walcz! Złapię cię, choćbyś była jeszcze większa!
W odpowiedzi usłyszała kolejną dawkę chichotu. Następnie "lis" zatoczył kółko wokół niej. 
— Lisy są szybkie, głuptasie! — zawołała rozchmurzona. — Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz mnie przepędzić!
Słota skrzywiła się nawet bardziej, jakby ktoś nagle ukłuł ją w łapę. Z każdym kolejnym okrążeniem Gąbki jej zadziorność rosła, bo zamiast śmiechu słyszała kpiny. Pisnęło w niej coś, co nie było już tylko chęcią zabawy. Pojawił się gorąc w piersi, czysty gniew, napędzany upokorzeniem. W głowie dopowiadała sobie nowych rzeczy, które tylko potęgowały to uczucie. Ona sobie z niej kpiła! To nie była zabawa, a próba upokorzenia jej przed wszystkimi!
— Przestań się na mnie nabijać! — wysyczała, a drobne łapki drgnęły. — To nie jest śmieszne!
Gąbczasta Łapa odsunęła się do tyłu sprytnie, przybierając pozę "ofiary", ale w jej oczach wciąż żywy był rozbawiony błysk. 
— Oj, uspokój się, mała — zawołała, wijąc się z udawanego strachu. — Nie bierz tego tak serio, to tylko zabawa!
Słota zachowywała się tak, jakby już nie słuchała dymnej. Zamiast zostać tam, gdzie była, rzuciła się do biegu. Małe łapki zadudniły o podłoże raz jeszcze, futerko na karku stanęło dęba niczym kolce u jeża. Zbierała się do skoku, napierając całym ciałkiem. Jak mogła tak bardzo zepsuć, szczególnie kiedy Zalotka patrzyła? Na pewno widziała, jak się przewraca. Pewnie towarzyszył jej ogromny zawód! Brązowooka poczuła, jak w oczach zaczynają zbierać jej się łzy. Nie chciała, by przybrana mama była nią zawiedziona. Nie o to jej chodziło. Wbiła swoje pazurki w ten sam mech, który teraz był już trochę pognieciony, wyskoczyła prosto na bok Gąbki i zamiast zabawowego potknięcia, chwyciła jej końcówki w ząbki, próbując dostać się do skóry i zahaczyła pazurkami o gęstą sierść, zaplątując całą łapę w długich kosmykach. Pociągnęła, próbując ją uwolnić, jednak to tylko wytworzyło kołtun, który nie chciał jej wypuścić.
Starsza nagle przerwała rozbawiony ton. Jej ciało zadrżało, a potem naturalnie odbiła się, jakby wyczuwając, że to nie było zwykłe łaskotanie czy przyjazna zabawa. Tym ruchem wypuściła kociaka, obok którego leżała malutka kępka futra, jakie zostało wyrwane przez tak nagłe szarpnięcie. Pomrok zaglądała w ich kierunku niepewnie, a jedna z karmicielek syknęła ostrzegawczo i zsunęła się bliżej.
— Ej! — Uczennica zatrzymała się, bardziej zaskoczona niż zraniona. — Hej, hej, spokojnie, spokojnie... — Po wypowiedzeniu tego między nimi zapadła długa cisza, której nikt nie przerywał. Bicie serca dudniło pręgusce w uszach, słyszała swój oddech, a obraz delikatnie się zamazywał. Gwar dochodzący z centrum obozu Klanu Wilka wdzierał się co jakiś czas. Słota nie była pewna, kto rozmawia, ale nie zwróciła na to uwagi. — Nie musisz tak na serio, ja naprawdę nie chciałam — powiedziała dymna tak cicho, że tylko szylkretka to usłyszała.
Słota oderwała pysk, łapiąc oddech. Jej serce kołatało jak oszalałe. Po policzkach spłynęły jej gorące łzy czystej złości. Z powodu upokorzenia, czuła się jak... najbardziej nieporadny kot na świecie. Stanęła nieruchomo, jakby zastanawiając się, czy to, co zrobiła i jak zareagowała, było słuszne. Ale w środku wciąż w niej się aż gotowało. Nienawidziła wrażenia, iż ktoś się z niej nabija, może wątpi w umiejętności. Kocię poczuło, jak mięśnie spinają jej się jeszcze bardziej. Zadrżała, strzepując uchem. Zamiast wycofać się do posłania, uniosła brwi i prychnęła, próbując zachować twarz, chociaż jej to zupełnie nie wychodziło.

<Gąbczasta Łapo?>

14 września 2025

Od Gąbczastej Łapy do Słoty

Jakiś czas po dotarciu do Klanu Wilka

Kilka dni minęło, odkąd dołączyła do Klanu Wilka, by podszkolić się w walce i polowaniu. Kilka dni – a już czuła, jakby trafiła tu w najgorszym możliwym momencie. Stała na uboczu, wyczuwając w powietrzu strach i napięcie. Wiatr niósł ze sobą szepty Wilczaków, które w jej głowie mieszały się w niezrozumiały bełkot. Końcówka jej ogona drgała nerwowo, a gdy podniosła brązowe oczy ku niebu, szukając otuchy, dostrzegła jedynie groźne, ciemne chmury i szkarłat zachodzącego słońca. Po błękicie nie zostało ani śladu – cały firmament zdawał się być splamiony krwią.
Nagle na starym pniu pojawiła się sylwetka, której futro jarzyło się czerwienią. Spojrzenie przywódcy było gniewne, a zarazem poważne. W oczach Gąbczastej Łapy jego ślepia wyglądały tak, jakby płonęły żywym ogniem. Z pyska burego kocura zaczęły wylewać się słowa, lecz dymna była zbyt daleko, by zrozumieć ich sens. Usiadła skulona, czując, jak jej łapy lekko drżą. Nie wiedziała, co się dzieje, ani czy to w Klanie Wilka było codziennością. Wiedziała tylko jedno – nigdy w życiu nie widziała nikogo bardziej rozgniewanego niż Nikła Gwiazda w tej chwili.
— Ostatnie słowa?
To jedyne, co zrozumiała z jego przemowy. Postawiła uszy i zaczęła wypatrywać kota, którego te słowa dotyczyły.
— Nie rozmawiam z idiotami.
Odpowiedź padła z pyska niebieskofutrego wojownika o żółtych oczach. Był naznaczony bliznami i ranami, a mimo to wcale nie wyglądał na przerażonego – raczej jakby kpił z całej sytuacji.
— Mógłbyś okazać odrobinę wdzięczności — warknął lider. — Borsucza Puszczo.
Gąbczasta Łapa wyciągnęła szyję, by lepiej widzieć to, co działo się na środku obozu. Tam twarzą w twarz stanęła dwójka kotów. Zaczęli walczyć – początkowo spokojnie, niemal jakby to była zabawa. Dymna aż miała ochotę się roześmiać, widząc, jak niebieski wojownik prowokuje burą kotkę. Jednak w pewnym momencie wojowniczka uderzyła go w pysk. Cios był silny, a Gąbka szybko zrozumiała, że to wcale nie była gra ani żadne zawody. Nagle lekkie uderzenia przerodziły się w prawdziwe ataki. Niebieskofutry wrzeszczał coś raz za razem, lecz brązowooka już nie słuchała. Odwróciła głowę, zaciskając powieki. Była zagubiona. Nie chciała tego oglądać. W Klanie Nocy nigdy nie widziała niczego podobnego – w ogóle nie myślała nad tym, że kary śmierci naprawdę mogą być gdzieś stosowane.
Nagle rozległ się stłumiony trzask. Wszystkie krzyki ucichły, a obóz wypełniły nerwowe szepty. Uczennica powoli otworzyła oczy, w których szkliły się łzy. Właśnie była świadkiem egzekucji. Jeszcze przed chwilą ten kocur żył – miał w sobie emocje, uczucia, a teraz leżał nieruchomo, z nieobecnym spojrzeniem, podczas gdy ciepło uciekało z jego ciała.

***

Kilka księżyców później

Jak dotąd Gąbczasta Łapa zdołała bliżej poznać w Klanie Wilka jedynie dwójkę kotów – Gąsiorkowy Trzepot i Szczawiowe Serce. Pierwsza z nich była jej nową mentorką, więc chcąc nie chcąc, dymna musiała z nią utrzymywać kontakt. Drugi zaś był zwyczajnym wojownikiem Klanu Wilka. Spotkali się już pierwszego dnia, gdy Gąbka dołączyła do nowego klanu, a teraz zdarzało im się rozmawiać od czasu do czasu. Nie mogła powiedzieć, że byli sobie szczególnie bliscy, ale jego obecność sprawiała jej przyjemność. Dwoje znajomych to już coś! Choć jak na fakt, że mieszkała tu od kilku księżyców, to wciąż odrobinę… za mało.
Może to przez to, że odkąd ujrzała na własne oczy egzekucję niebieskiego wojownika Klanu Wilka, nabrała pewnych uprzedzeń wobec Wilczaków? Na niektórych bała się nawet spojrzeć, obawiając się, że i jej skręcą kark. Nie miała pojęcia, czego dopuścił się tamten żółtooki, bo nikt nie raczył jej tego wyjaśnić, ale w jej oczach nieważne, co zrobił – i tak nie zasługiwał na tak okrutny los.
Nie była to jednak pierwsza śmierć, jaką widziała. Wciąż pamiętała tragedię, jaka dotknęła Klan Nocy. Pamiętała przenikliwy chłód wody i przerażone krzyki – zarówno kotów żywych, jak i tych, którzy już odchodzili. Jedne pełne strachu i rozpaczy, inne przepełnione bólem i żalem. Gąbka mogła się cieszyć, że ten żywioł nie odebrał jej nikogo bliskiego, ale wcale nie wyszła z tego całkiem szczęśliwa. Powódź sprawiła, że coraz częściej zaczęła rozmyślać o śmierci, a co za tym idzie – także o swojej martwej siostrze, Mątwim Marzeniu. Prawda była taka, że nie rozmawiały ze sobą zbyt często, ale przecież opłakiwać siostrę zawsze można, prawda? Dobrze, że jej matka wtedy była poza obozem, a ojciec… cóż, ojciec należał do Klanu Wilka. No właśnie! Musiał być tutaj! Gąbczasta Łapa powinna go powiadomić o śmierci jednej z córek, o ile jeszcze o tym nie wiedział… Problem polegał na tym, że nie wiedziała ani jak wyglądał, ani nawet jak dokładnie się nazywał! Z opowieści matki kojarzyła, że nosił imię… Syczkowy Szmer? Nie była pewna, a w Klanie Wilka i tak nie znała jeszcze wszystkich z imienia.
Po dłuższym namyśle Gąbczasta Łapa postanowiła poszukać nowych znajomych – tak na wszelki wypadek, żeby mieć do kogo odezwać się w potrzebie. Szukała kogoś, kto tak jak ona, wciąż nie do końca znał zwyczajów, które panowały w Klanie Wilka. Kogoś, kto również nie wiedział nic o egzekucjach i całej reszcie. Problem w tym, że w jej oczach każdy Wilczak już wydawał się zepsuty i niegodny zaufania. No, może z wyjątkiem kilku… a dokładniej trzech kociąt, które niedawno pojawiły się w żłobku. Nie pamiętała, jak się nazywały, ani jak miała na imię ich przybrana matka, ale wiedziała, gdzie ich szukać – oczywiście w kociarni.
Podjęła więc decyzję, że tam się uda. Chciała pobawić się z młodymi, a przy okazji zagadać do starszej wojowniczki, która z pyska wyglądała dosyć groźnie. Może jednak były to tylko pozory, a kotka okazałaby się wartym uwagi towarzyszem? Choć w oczach Gąbki sprawiała raczej wrażenie kogoś, kto nie miałby nic przeciwko stosowaniu przemocy wobec podejrzanych. Mimo to dymna postanowiła się nie zniechęcać.
Po południu wślizgnęła się do żłobka, witając z trójką kocic leżących na posłaniach. Jedna była czekoladowa w białe łaty, druga czarna szylkretowa, a trzecia niemal zupełnie biała, choć z kilkoma rudo-czarnymi plamami. Pod jej ogonem skitrały się puchate kulki futra, które, mimo że nie były jej biologicznymi dziećmi, wyglądały do niej całkiem podobnie. Co za zbieg okoliczności!
Gąbczasta Łapa ostrożnie podeszła do wojowniczki, która zawiesiła na niej podejrzliwe spojrzenie i ciaśniej owinęła ogon wokół kociąt, jakby chciała je ochronić przed obcą.
— Dzień dobry! — przywitała się radośnie Gąbka, szczerząc ząbki. Szylkretka wciąż nie wyglądała na szczególnie uszczęśliwioną. Jej spojrzenie zdradzało nieufność, a może nawet urazę? — Może… w czymś ci pomóc? — zapytała dymna, przechylając głowę, mając nadzieję, że nie przestraszyła starszej kotki.
— Od kiedy jesteśmy na ty? — odburknęła szorstko wojowniczka. Uczennica rozejrzała się po żłobku, spoglądając na miny pozostałych karmicielek, po czym znów utkwiła spojrzenie w rozmówczyni. — Możesz mi pomóc, wychodząc stąd i zabierając swój gwi- — ugryzła się w język. — Swój rybi zadek.
Gąbczasta Łapa aż otworzyła pyszczek ze zdumienia.
— Przepraszam? Ja? Rybi zadek? — prychnęła urażona. — Nic ci nie zrobiłam! Chciałam tylko pomóc, może pobawić się z kociętami! — próbowała się pospiesznie wytłumaczyć. W tym samym momencie zauważyła, że jedna z futrzastych kulek wymknęła się spod ogona szylkretki. Nim zdążyła zareagować, poczuła, jak coś uderza ją w policzek. Odwróciła się i dostrzegła mniejszą wersję wojowniczki, mierzącą ją tym samym nieprzyjaznym spojrzeniem. Gąbka rozdziawiła pyszczek w szoku. Nie wiedziała, czego spodziewała się po tej wizycie, ale na pewno nie tego! Złapała mszystą kulkę w pysk i odrzuciła w stronę młodej z taką siłą, że ta niemal się przewróciła.
— Spróbuj tylko jej coś zrobić, a wyrwę ci każdy włos z głowy własnymi zębami! — warknęła starsza kocica, na co Gąbka natychmiast zjeżyła futro.
— Moglibyście mnie trochę milej powitać! Przecież mamy z wami sojusz! — wymamrotała, na co wojowniczka otworzyła szerzej oczy, choć szybko znów przybrała kamienny wyraz pyszczka.
— Słuchaj… możesz zostać, o ile ograniczysz się do rzucania mchem. Ale nie waż się opowiadać Słocie o tradycjach swojego klanu! Jej serce musi pozostać lojalne wobec Klanu Wilka, a takie bajki o latających rybach i śpiewających żabach tylko namieszają jej w głowie… — mruknęła nieco spokojniej. Gąbczasta Łapa nie rozumiała, dlaczego starsza aż tak nie znosiła Klanu Nocy i wszystkiego, co z nim związane, ale skoro takie było jej życzenie…
— No dobrze! Ale skoro ja nie mogę opowiadać o Klanie Nocy, to może Pani opowie mi coś o Klanie Wilka? Bardzo chętnie poznałabym wasze zwyczaje! I… czy mogłaby mi Pani powiedzieć, czy takie egzekucje to u was codzienność? Bardzo mnie to zaskoczyło, gdy tamten niebieski został zabity na środku obozu… ale może to ja zostałam inaczej wychowana…? — odezwała się spokojnie.
Zanim wojowniczka zdążyła odpowiedzieć, pomiędzy nimi przeleciała kulka mchu. “Co za uparty kociak! Czy ona nie widzi, że teraz dorośli próbują rozmawiać?” – pomyślała Gąbka, po czym odwróciła się do Słoty.
— Hej! — zawołała, opadając na przednie łapy. — Szukasz guza? A może blizny? Uważaj, teraz jestem lisem! A ty wojownikiem! — zawołała, szczerząc zęby. — Musisz mnie przepędzić!

<Dziecino?>

[1396 słów do treningu wojownika]

[przyznano 28%]