— Hej! — zawołała, opadając na przednie łapy. — Szukasz guza? A może blizny? Uważaj, teraz jestem lisem! A ty wojownikiem! — zawołała, szczerząc zęby. — Musisz mnie przepędzić!
Szylkretka uniosła główkę, kiedy usłyszała wyzwanie ze strony dymnej. Jej oczy rozbłysły, a futerko na grzbiecie momentalnie się nastroszyło. Miała teraz okazję się wykazać, na oczach Zalotki! Mogła pokazać, jak bardzo się stara i jej zależy, jak świetna jest, lepsza od Cienia! Zamachnęła napuszonym ogonkiem i bez wahania rzuciła się w stronę Gąbczastej Łapy, tupiąc drobnymi łapkami o ziemię. Malutkie pazurki wysunęły się, przypominając igiełki. Jakby naprawdę zamierzała ją dopaść. W oczach karmicielek, a może nawet i dymnej, Słota mogła wyglądać teraz niezwykle uroczo, choć w jej ślepkach błyszczała czysta determinacja i nadzieja, niżeli szczera radość. Coś w rodzaju skupienia na danej rzeczy, a nie przedwczesne rozmarzenie.
Gąbczasta Łapa parsknęła śmiechem i w ostatniej chwili uskoczyła na bok, gdy młoda już miała na niej lądować. Słota przeleciała obok, uderzając nosem w kulkę mchu. Dokładnie tę, którą parę uderzeń serca temu rzuciła w kierunku nowoprzybyłej, nie pozwalając dalej rozmawiać z karmicielką.
Pręguska fuknęła, odwracając się gwałtownie. Jej oczka zwęziły się w szparki, a na pysku wymalowało czyste niezadowolenie.
— Nie żartuj sobie ze mnie! Nie uciekaj jak tchórz, lisie! Walcz! Złapię cię, choćbyś była jeszcze większa!
W odpowiedzi usłyszała kolejną dawkę chichotu. Następnie "lis" zatoczył kółko wokół niej.
— Lisy są szybkie, głuptasie! — zawołała rozchmurzona. — Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz mnie przepędzić!
Słota skrzywiła się nawet bardziej, jakby ktoś nagle ukłuł ją w łapę. Z każdym kolejnym okrążeniem Gąbki jej zadziorność rosła, bo zamiast śmiechu słyszała kpiny. Pisnęło w niej coś, co nie było już tylko chęcią zabawy. Pojawił się gorąc w piersi, czysty gniew, napędzany upokorzeniem. W głowie dopowiadała sobie nowych rzeczy, które tylko potęgowały to uczucie. Ona sobie z niej kpiła! To nie była zabawa, a próba upokorzenia jej przed wszystkimi!
— Przestań się na mnie nabijać! — wysyczała, a drobne łapki drgnęły. — To nie jest śmieszne!
Gąbczasta Łapa odsunęła się do tyłu sprytnie, przybierając pozę "ofiary", ale w jej oczach wciąż żywy był rozbawiony błysk.
— Oj, uspokój się, mała — zawołała, wijąc się z udawanego strachu. — Nie bierz tego tak serio, to tylko zabawa!
Słota zachowywała się tak, jakby już nie słuchała dymnej. Zamiast zostać tam, gdzie była, rzuciła się do biegu. Małe łapki zadudniły o podłoże raz jeszcze, futerko na karku stanęło dęba niczym kolce u jeża. Zbierała się do skoku, napierając całym ciałkiem. Jak mogła tak bardzo zepsuć, szczególnie kiedy Zalotka patrzyła? Na pewno widziała, jak się przewraca. Pewnie towarzyszył jej ogromny zawód! Brązowooka poczuła, jak w oczach zaczynają zbierać jej się łzy. Nie chciała, by przybrana mama była nią zawiedziona. Nie o to jej chodziło. Wbiła swoje pazurki w ten sam mech, który teraz był już trochę pognieciony, wyskoczyła prosto na bok Gąbki i zamiast zabawowego potknięcia, chwyciła jej końcówki w ząbki, próbując dostać się do skóry i zahaczyła pazurkami o gęstą sierść, zaplątując całą łapę w długich kosmykach. Pociągnęła, próbując ją uwolnić, jednak to tylko wytworzyło kołtun, który nie chciał jej wypuścić.
Starsza nagle przerwała rozbawiony ton. Jej ciało zadrżało, a potem naturalnie odbiła się, jakby wyczuwając, że to nie było zwykłe łaskotanie czy przyjazna zabawa. Tym ruchem wypuściła kociaka, obok którego leżała malutka kępka futra, jakie zostało wyrwane przez tak nagłe szarpnięcie. Pomrok zaglądała w ich kierunku niepewnie, a jedna z karmicielek syknęła ostrzegawczo i zsunęła się bliżej.
— Ej! — Uczennica zatrzymała się, bardziej zaskoczona niż zraniona. — Hej, hej, spokojnie, spokojnie... — Po wypowiedzeniu tego między nimi zapadła długa cisza, której nikt nie przerywał. Bicie serca dudniło pręgusce w uszach, słyszała swój oddech, a obraz delikatnie się zamazywał. Gwar dochodzący z centrum obozu Klanu Wilka wdzierał się co jakiś czas. Słota nie była pewna, kto rozmawia, ale nie zwróciła na to uwagi. — Nie musisz tak na serio, ja naprawdę nie chciałam — powiedziała dymna tak cicho, że tylko szylkretka to usłyszała.
Słota oderwała pysk, łapiąc oddech. Jej serce kołatało jak oszalałe. Po policzkach spłynęły jej gorące łzy czystej złości. Z powodu upokorzenia, czuła się jak... najbardziej nieporadny kot na świecie. Stanęła nieruchomo, jakby zastanawiając się, czy to, co zrobiła i jak zareagowała, było słuszne. Ale w środku wciąż w niej się aż gotowało. Nienawidziła wrażenia, iż ktoś się z niej nabija, może wątpi w umiejętności. Kocię poczuło, jak mięśnie spinają jej się jeszcze bardziej. Zadrżała, strzepując uchem. Zamiast wycofać się do posłania, uniosła brwi i prychnęła, próbując zachować twarz, chociaż jej to zupełnie nie wychodziło.
<Gąbczasta Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz