Słota leżała na boku, wpatrując się w starannie uplecione paprocie. Rozciągnęła się, ziewając, napuszyła przy tym ogonek i zajęła większą część legowiska. Parę starannie wetkniętych piórek wypadło z niego, a gdy tylko to zauważyła, źrenice jej się rozszerzyły. Wyskoczyła z szelestem, lądując łapkami z wysuniętymi pazurkami na jednym z nich. Promienie słońca wpadały do jamy przez szczeliny, grzejąc grzbiet maluchów. Przygniotła puszek, ciesząc się pod nosem z małego sukcesu. Podniosła pierze, a gdy tylko znalazło się wystarczająco wysoko, zdmuchnęła je w kierunku Pomroku. Wylądowało tuż obok jej główki.
— Pomroku! Śpisz jeszcze? — miauknęła donośnie w kierunku siostrzyczki, spozierając na jej pyszczek. Zauważywszy powoli rozsuwające się powieki, przysunęła się bliżej. — Hej, chciałabyś posłuchać czegoś nowego? — zapytała z błyskiem w oczkach. Wiedziała, że rówieśniczka bardzo lubiła jej słuchać albo przynajmniej tak jej się do tej pory wydawało. Widziała różnicę między nią a Cieniem, który wcale się nawet nie starał, by nie byli wiecznie skłóceni. Westchnęła cicho pod nosem. Zrobiło jej się gorąco, gdy przypomniała sobie ostatni raz, kiedy z nim więcej rozmawiała. Pożarli się, znowu. Poruszyła wąsami, odkładając to na bok, to nie było teraz istotne.Pomrok zamrugała, spozierając na Słotę.
— C... co? Ach, tak, oczywiście! — powiedziała niewyraźnie, jakby się nie do końca wyspała. Jednak brązowooka nie zwracała na to aż takiej uwagi, bo zawsze mogła dospać, więc to nie mógł być aż tak wielki kłopot. Nie powinno jej przeszkadzać to w słuchaniu jej.
— Wiesz, siostrzyczko... — zaczęła malutka, mrużąc oczy i przybliżając się nawet bardziej. Jakby chciała, by tylko ona to słyszała — chociaż niezupełnie to było jej głównym celem. Może mogłaby jakoś ośmieszyć Cienia, gdyby to więcej kotów dowiedziało się o jego występku nie tak dawno temu. Brązowooka zachowywała się odrobinę tak, jakby cała reszta świata nie istniała. Przynajmniej w tym momencie. Jej wielokolorowy ogon zatrzepotał lekko, wzbijając drobny pyłek z posłania w powietrze.
— Wczoraj w nocy widziałam Cienia — syknęła gniewnie. Bardziej emocjonalnie, niż pierwotnie to sobie zaplanowała. To, co między nimi się stało, nadal w niej żyło. Potęgowane było wrażeniem, iż Zalotka według niej z pewnością jakoś ukarałaby dymnego za to. Był takim mysim móżdżkiem! Słota prawie dotykała noskiem wąsów Pomrok. — Ten mysi móżdżek próbował wymknąć się z obozu, tak myślę. Pewnie sobie tkwił w przekonaniu, że nikt go nie przyuważy, ale ja nie jestem ślepa. Na jego niekorzyść! — pochwaliła się z dumą, wypinając pierś do przodu i unosząc brodę do góry. W jej tonie czaiła się nutka gniewu, mimo tego. — Oczywiście, musiałam go zatrzymać. Bo wiesz, Pomrok, bez kogoś rozsądnego jak ja, to on pewnie już by nie żył — prychnęła pod nosem, wyobrażając sobie jak pręgus stoi przy barierze. Jej serce zabiło szybciej, a pazurki lekko wysunęły na wspomnienie słów brata.
— Wyobrażasz sobie? — zniżyła głos, nie chcąc by siostrę rozbolały od tego uszy. — Nazwał mnie tchórzem! Rozumiesz? Mnie! — powtórzyła z oburzeniem, stukając łapą w posłanie. W oczach zatańczyły jej iskry, a na pysku pojawiło się niezadowolenie. — Ja mu już pokazałam, gdzie jego miejsce — mówiąc to, ponownie podniosła łeb, jakby wygrała jakąś najbardziej zaciekłą walkę w całym swoim życiu. Strzepnęła uchem.
Pomrok zamrugała parę razy, nieco zaskoczona intensywnością, z jaką przekazywano jej to wszystko. Wciąż była lekko zaspana, jednak słowa Słoty brzmiały jak coś, czego warto było wysłuchać. Chociaż mogłaby rzucać mniejszymi porcjami, taka bomba informacyjna z rana była trudna do przyswojenia od razu.
— Ale... — zaczęła cicho, jakby potrzebowała uprzednio dobrze zastanowić się, co powiedzieć. — Może on po prostu chciał, no... wiesz... wyjść na chwilę? Przewietrzyć się? Może nie chciał nic złego, tak naprawdę?
Słota, usłyszawszy to, natychmiast zmrużyła oczy raz jeszcze. Jej źrenice przybrały kształt szparek, a ogon teraz falował na boki z czystą irytacją. Poczuła się zdradzona. Fuknęła, a gdy tylko to zrobiła, Pomrok położyła uszy po sobie.
— Bronisz go? Zawsze to robisz — powiedziała ostro, z wyczuwalną nutą rozczarowania, a także złości. — Widzisz tylko to, co chcesz. A ja ci mówię prawdę. Prawdę i nic poza nią! On nic nie robi poza szukaniem okazji, żeby przedstawiać siebie jako tego lepszego. Żeby o mnie mówiono jak o tej gorszej. — Ostatnie słowa wręcz wypluła z siebie. Były przepełnione żalem dziwnego pochodzenia.
Pomiędzy rodzeństwem zapadła cisza, którą wypełniały tylko oddechy obu kotek i śpiewy ptaków, które musiały siedzieć na gałęziach gdzieś nieopodal. Szum liści także przygłuszał sporą część dźwięków. Pomrok zawahała się, wpatrując w oczy siostry. Była w nich dostrzegalna niepewność.
— Ale... ale ty przecież i tak jesteś najlepsza — powiedziała w końcu, uśmiechając się słabo, chcąc ukoić nerwy siostry. — Nie musi ci nic udowadniać.
Brązowooka przez parę uderzeń serca milczała, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami. Uniosła brodę ponownie, napuszyła futerko i uśmiechnęła się chytrze, tak jakby właśnie dostała potwierdzenie, którego wyczekiwała ze strony towarzyszki. Cała jej nagła wrogość się rozpłynęła. Jakby jej mówiła to wszystko tylko po to, by to usłyszeć, że to jednak ona ma racje, a nie Cień. Jeszcze się pożali Zalotce, on już zobaczy.
— No właśnie. Właśnie to — kiwnęła głową ochoczo, układając się obok siostry, opierając o nią bok. Zetknęły się futerkami. — Pamiętaj o tym. Bo gdyby nie ja, to byście oboje pogubili się jak kociaki we mgle.
<Pomrok, mam rację, prawda?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz