BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(brak wolnych miejsc!)

Znajdki w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 września 2025

Od Trzcinowej Łapy (Trzcinowego Szmeru)

Późną Porą Nowych Liści

Nastał ranek, na który kotka strasznie długo czekała. Dzisiaj był dzień, w którym zostanie mianowana na wojowniczkę!
Kotka była jednocześnie podekscytowana oraz zestresowana, nie mogła jej się podwinąć ot tak noga na sam koniec. Nie pozwoli uwalić siebie przez jakiś głupi kaprys Mandarynkowego Pióra. Skończyło się jej pomiatanie! Przy dobrych wiatrach, jutro będzie mogła robić, to co jej się żywnie podoba i nie musiała być pod nieustannym wzrokiem żadnego wojownika. Samodzielne polowanie na okonie brzmiało jak bajka, a nie nudny obowiązek.
Trzcinowa Łapa podniosła się z posłania i wyszła z legowiska uczniów. Wchodząc na polanę, wciągnęła głęboko rześkie powietrze. Przyjemny chłód oplótł jej futerko, a widok wschodzącego słońca dodał jej tylko energii.
Polana była prawie pusta, większość kotów jeszcze smacznie spała na swoich posłaniach, jednak jednym z nich nie była Mandarynkowe Pióro, która właśnie wyszła z legowiska liderki i z gracją kroczyła w jej stronę. Wzrok srebrnej był cięty, z resztą jak zawsze, kiedy tylko widziała swoją uczennicę. Przystanęła przy niej, bacznie sprawdzając futerko swojej uczennicy, po czym usiadła, owijając ogonem swoje łapy.
– Rozmawiałam ze Spienioną Gwiazdą i mam plan na twój ostateczny test, który masz zdać – powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo. – Zanim wyjdziemy, zjedz śniadanie.
Posłuchała się swojej mentorki i ruszyła w kierunku sterty ze zwierzyną, wzięła sobie mysz i odeszła w ustronne miejsce, przyglądając się kotom, które pomału wychodziły na polanę.
Algowa Struga razem z Mandarynkowym Piórem rozdzielały wojowników na grupy, po czym dobierały im obowiązki, które tego dnia na nich spadały. Grupa, której przewodził Dryfująca Bulwa, właśnie została zagoniona do tego nieszczęsnego pniaka, który miał służyć za niedługo na miejsce, gdzie będą wszyscy zostawiać zwierzynę po polowaniach. Był to istnie wspaniały pomysł, jednak pchanie kłody było bardzo ciężką pracą, którą sama przecież wykonywała. Tym razem, jednak w grupie pojawiły się koty takie jak: Zmierzchowa Łapa, Szałwiowe Serce, Pluskający Potok, Rysi Bór, Siwa Czapla, Kijankowe Moczary i Tojaadowa Kryza. Byli to sami panowie, co nie umknęło uwadze kotek, które były akurat na polanie.
– Dobra panowie, pora na pokazanie damą, jak wielka siła drzemie w wojownikach tego klanu – zaśmiał się Siwa Czapla, który rozgrzewał pozostałych członków swojej grupy do działania.
Rozległo się aprobujące mruczenie kocurów z drużyny.
– Dobrze, na moje trzy pchamy pniak! – powiedział głośno jej ojciec, który na czele grupy już oparł się barkiem o kłodę. – Raz… dwa…
Kocury postąpiły podobnie co Dryfująca Bulwa, zapierając się, napinając swoje masywne mięśnie i przyciskając swoje szerokie barki do wielkiego, jak na kota kawałku pnia drzewa.
– Trzy!
Wojownicy pchnęli kłodę, która bez problemu potoczyła się bliżej miejsca, gdzie właśnie miała zostać postawiona pod takim kątem, by wygodnie zostawiało się w niej zwierzynę oraz żeby podczas deszczu, nie wlewała się do środka dziupli woda.
Był to istny spektakl dla wszystkich wojowniczek oraz ciekawskich uczniów, którzy przypatrywali się z zainteresowaniem na wykonywaną przez panów pracę.
Oczy Trzcinowej Łapy od razu powędrowały na zmierzającego się ciężarem kłody Zmierzchającą Łapę, który prężył swoje muskuły i ze skupieniem dał się pochłonąć całkowicie swojemu zadaniu.
Wow… – pomyślała.
Do widoku, który cieszył oczy nie jednej kotki, przekąszała mysz, którą zdążyła zjeść dość szybko, nawet tego nie zauważając.
– Ekhem, Żmijowcowa Wicio pójdź, proszę do Algowej Strugi, ona przydzieli cię do kolejnej drużyny – zabrzmiał głos jej mentorki, która stała dosłownie obok niej.
Szylkretka zmarszczyła brwi. Przecież nie siedziała przy jej przyjacielu, przynajmniej jak zaczynała swój posiłek. .Nie widziała, żeby kocur w ogóle wychodził na polanę.
Oderwała od widowiska wzrok i zszokował ją widok ów wojownika, który wyrósł spod ziemi obok niej i jej mentorki. Żmijowcowa Wić musiał przyjść coś zjeść i może chciał o czymś porozmawiać, jednak nie zdążył nawet do niej otworzyć pyska, bo sam zaciekawił się widokiem pracującej grupy kocurów przy pniaku.
Czarny pręgowany tygrysio bicolor ocknął się na głos zastępczyni, pokiwał głową i bez słowa odszedł w stronę Algowej Strugi. Kiedy odszedł na tyle, by nie słyszał ich rozmowy, Mandarynkowe Pióro powiedziała do niej:
– Skończył się czas na śniadanie. Wychodzimy – mruknęła krótko srebrna.
Szylkretka smucąc się, że nie zobaczy, jak pracują kocury, podniosła się i ruszyła do wyjścia z obozu zaraz za zastępczynią.

***

Były już daleko od obozu, a słońce powoli zbliżało się do zenitu. Znajdowały się w brzozowym zagajniku, gdzie dostała za zadanie wspiąć się na drzewo. Trzcinowa Łapa zrobiła to bez problemu, została tego wyuczona pod surowym okiem Mandarynkowego Pióra, jednak nie mogła powiedzieć, że stosunek jej strachu co do wysokości się zmienił. Na wysokich gałęziach i podczas przemierzania koron drzew czuła, jak jej się łapy trzęsły ze strachu.
Kiedy tylko zeszła na ziemię, jej trzęsące się łapy uspokoiły się, a pewność w ruchach przekonały zastępczynię do podjęcia kolejnej części testu.
– Zostało ci ostatnie zadanie. Masz upolować jak najwięcej zdobyczy, ile ci się uda do momentu, aż na niebie pojawią się odcienie pomarańczu, wtedy ocenię, czy zasługujesz na miano wojowniczki.
– Tak jest.
– W takim razie zacznij już teraz, nie ogranicza cię terytorium. Będę za tobą podążać, jednak nie będziesz mnie widzieć, a ja ci nie będę pomagać.
Zrozumiała doskonale co miała na myśli srebrna kotka. Bez wahania zawęszyła w powietrzu i ruszyła za pierwszym zapachem, który dotarł do jej pyska. Na dobry początek złapała dwie myszy, które w Brzozowym Zagajniku ukrywały się pod ściółką i między paprociami. Potem udało się jej złapać rudzika, który prawie jej umknął z objęć pazurów. Wzlatujące się ptaki nie były ani najłatwiejszą zdobyczą, ani jej ulubioną, jednak na jej szczęście była szybka, zwinna i lekka, przez co miała o wiele większe szanse na złapanie zwierzyny, nawet wtedy kiedy się pomyli, zamyśli bądź zdradzi ją zmiana kierunku wiatru, niosąc jej zapach do ofiary. W takich przypadkach wystarczyło, by podbiegła.
Słońce schodziło niżej, cienie drzew stawały się dłuższe, a ona miała niedosyt. Chciała pokazać, że jest świetnym myśliwym i zamierzała to udowodnić. Zapuszczała się coraz dalej i dalej, wychodząc z Brzozowego Zagajnika i przechodząc obok opuszczonego cmentarzyska, gdzie widniały stare płyty z wyrytymi szlaczkami. Tutaj niepokojąca atmosfera przeganiała wszystkie koty oraz zwierzynę łowną bliżej rzeki.
Kierując się wonią małych zwierzątek, ruszyła w stronę rzeki.
Może powinnam zacząć łowić ryby? – zastanowiła się, zmierzając do wartko płynącej wody.
Mandarynkowe Pióro sprawdziła jej pływanie oraz wspinaczkę na drzewa, więc bardzo prawdopodobne było to, że chciała jeszcze zobaczyć, jak idzie jej z łowieniem ich najcenniejszej zdobyczy, która karmi ich klan w strasznych momentach pory nagich drzew, kiedy to inne klany głodują i są niedożywione. Było to podchwytliwe, jednak możliwe do dostrzeżenia przez kotkę.
Znajdując przyjemne miejsce przy wodzie, zacienione i dobrze ukryte wysoką trawą, zaczaiła się na brzegu, uważając, by żadna ryba ją nie zauważyła. Bez najmniejszego problemu udało jej się złapać płoć, jednak kosztem całej ławicy. Było to strasznie frustrujące, że były w ławicach oraz bardzo szybko umiały się płoszyć.
Spojrzała na niebo, które powoli robiło się pomarańczowe. Miała bardzo mało czasu!
No nic tu po mnie, muszę znaleźć kolejne miejsce i spróbować coś ciekawego złowić
Tak, jak postanowiła, tak zrobiła. Ruszyła się z miejsca i skierowała się w kierunku Brzozowego Zagajnika, jednak trzymając się blisko koryta rzeki. Zakopała płoć niedaleko jej następnego stanowiska i przysiadła przy lustrze wody skupiając się całkowicie na pojawieniu się jakiegoś ciekawego kąska.

[TW: krwawa walka]

Podczas czekania aż pod jej łapy wpadnie jakiś zagubiony jazgarz, okoń bądź leszcz, poczuła bardzo kwaśny i mocny zapach, który właśnie przywiał do niej wiatr. Był to zapach wydry. Pamiętała, jak o tych zwierzętach uczyła ją Mandarynkowe Pióro, jednak nigdy nie widziała chociaż jednego osobnika na swoje oczy.
Jej uwagę przykuł ruch w wodzie niedaleko brzegu, z której strony przed chwilą poczuła zapach drapieżnika.
Nie czekając, aż podpłynie do niej wydra, złapała kamień i rzuciła nim w wodę, w którym miejscu obstawiała, że znajduje się brązowo futrzaste zwierzę.
Wydra wynurzyła swój ogromny łeb z tymi swoimi malutkimi oczyma i ostrzegawczo zaskrzeczała do Trzcinowej Łapy.
Szylkretka wysunęła pazury i syknęła również do zwierzęcia. Widziała, jak wydra mierzy wzrokiem miejsce, gdzie wcześniej zakopała swoją poprzednią zdobycz. Pewnie chciała ukraść jej jedzenie!
Nie zabierzesz mojej płoci! – prędko stanęła w miejscu, gdzie zakopała rybę.
Osobnik wyszedł z wody, pokazując swoje długie i umięśnione cielsko, które skrywało czekoladowe futerko ociekające wodą. Zapach wskazywał na samca wydry, któremu nie chciało się ewidentnie polować, więc wybrał opcję kradzieży. Mogło się wydawać, że to jest o wiele prostsze, gdyż wystarczyłoby tylko przegonić kota i ukraść jedzenie, jednak wydra nie wiedziała, że Trzcinowa Łapa nie zamierzała ustąpić.
Szylkretowa kotka uważnie przyjrzała się swojemu przeciwnikowi. Zwierzę było silne i większe od niej. Musiała się postarać, by uciekło do wody i jednocześnie dopilnować, by samej nie zostać tam zaciągniętą. Nie miałaby wtedy szans w walce w wodzie, kiedy to ciało wydry jest bardziej przystosowane do pływania oraz nurkowania.
Syknęła ostrzegawczo, napinając swoje nogi do skoku.
Zwierzę widząc, że nie przesunie kotki, rzuciło się na nią i swoimi kłami podgryzało ją, chcąc przestraszyć szylkretkę. Trzcinowa Łapa odskoczyła, po to, by zaraz rzucić się na kark wydry, która właśnie chwyciła jej ciężko upolowaną płoć. Wbiła swoje zęby głęboko w jej gruby kark.
Zaczęła się szamotanina, w której oboje kąsali się, wyrywali swoje futra, których kosmyki fruwały w powietrzu. Wszystko działo się bardzo szybko. Trzcinowa Łapa na przemian robiła uniki, kąsała i starała się drapać pazurami zwierzę po miejscach szczególnie wrażliwych, trwało tak, aż do momentu, kiedy wydra straciła cierpliwość i czując się zagrożona, mocno uderzyła uczennicę swoim dobrze umięśnionym ogonem, posyłając ją do wody.
Szylkretka krzyknęła z bólu, a jej pysk zalała woda. Pośpiesznie wstała, łapiąc oddech. Ledwie jej się to udało, gdyż drapieżnik ugryzł ją mocno w tylną nogę, a ból rozszedł się jej po całym ciele. Wydra wciągnęła ją głębiej do rzeki, starając się utopić kotkę. Trzcinowa Łapa, wstrzymując powietrze, wgryzała się w szyję wydry oraz w jej podbrzusze, co utrudniało zwierzęciu ją przytrzymać.
Szamotali się tak w wodzie oraz mokrym piasku, które nabierały barw ciemnego szkarłatu. W końcu nie zdążyła się obronić przed kłami wydry, które zacisnęły się na jej gardle. Czerwień wokół niej stawała się coraz bardziej nasycona, a ból nasilony do takiego stopnia, że kotce robiło się coraz słabiej. Jej chwyt pazurów powoli się rozluźniał, a oczy powędrowały na niebo, które było pokryte pomarańczem. Dobiegł koniec czasu jej testu. Czy wygrała?
Z zarośli wybiegła z bojowym okrzykiem Mandarynkowe Pióro, która właśnie chciała jej pomóc w walce. Nie pozwoli jej na to, by przekreśliła jej cały test na wojownika, tylko dlatego, że jakaś głupia wydra właśnie na nią znienacka napadła! Ta chwila, przepełniona złością Trzcinowej Łapy oraz zdezorientowaniem wydry, która nawet nie poluzowując uchwytu, po prostu spojrzała na szarżującą srebrną kocicę, wystarczyła na ten jeden ruch.
Trzcinowa Łapa swoimi pazurami trafiła brązowo futrzastego napastnika w oko i zamaszystym ruchem wydłubała je, pozostawiając drapieżnika z ziejącym pustką oczodołem, z którego na wściekły pysk kotki trysnęła lepiąca, ciemna krew.
Wydra wrzasnęła i zakołysała się na łapach. Ten atak na rybę nie był wart takiego zachodu. Samiec zapłacił za jego występek bardzo dużą cenę, gdyż bez oka, z poważnie krwawiącymi ranami było ciężko przetrwać. Wskoczyła do wody i powoli odpłynęła na drugą część rzeki, barwiąc przy tym wodę odcieniami szkarłatu.
Trzcinowa Łapa wstała, czując, jak dostała w kość i mocno krwawi z ugryzień, które zadał jej drapieżnik, jednak nie był to koniec świata, żyła i jak zdąży szybko do obozu, to jeszcze wszyscy będą mogli zobaczyć to, co ma nabite na pazury. Z satysfakcją uniosła łapę, oglądając zakrwawione oko wydry. Przeniosła swoje spojrzenie na pysk Mandarynkowego Pióra. Widziała na nim zdegustowanie oraz wątpliwości.
Pewnie nie wiedziała, czy ją przepuścić do zostania wojowniczką, czy nie. Mogłyby się obie spierać, jednak jeszcze swoje do powiedzenia musiała mieć Spieniona Gwiazda. To ona zadecyduje, czy Trzcinowa Łapa jest godna miana wojowniczki Klanu Nocy.

***

Właśnie wróciły na wyspę, trzymając w pyskach zwierzynę, którą Trzcinowa Łapa zdążyła złapać do momentu zachodzącego słońca oraz pojawiających się na niebie odcieni pomarańczu. Oczywiście zebrały dość szybko wszystkie piszczki i zdążyły jeszcze przed wyjściem ostatniego patrolu granicznego. Przeszły przez tunel do obozu i stanęły w wejściu.
Wszystkie koty spojrzały się w ich stronę, a odgłosy rozmów i plotek ucichły. Widok poranionej Trzcinowej Łapy, która była cała we krwi, przyciągała wszystkich wzrokiem.
Kotewkowy Powiew jako jedna z pierwszych poruszyła się nerwowo i szybkim ruchem ogona zgarnęła kocięta, by nie musiały patrzeć na ten widok, a Mandarynkowe Pióro odstawiła część zwierzyny na stertę i ruszyła dumnym krokiem do legowiska Spienionej Gwiazdy.
Trzcinowa Łapa postąpiła podobnie. Również odstawiła zwierzynę na miejsce, jednak nie skierowała się do miejsca, gdzie właśnie toczyła się rozmowa na temat jej testu. Starając się pokazać, że jest wszystko w porządku, z trudem ukrywała bolącą nogę, na którą kulała. Trzymała głowę wysoko, nie garbiła się, a ogon trzymała w neutralnej pozycji, nie ciągnęła go za sobą ani go nie unosiła. Położyła się na boku w wolnym miejscu na trawie, nie czuła się najlepiej, jednak sukcesem było to, że jej rany przestały krwawić.
Po chwili z legowiska liderki wyszła jej mentorka i ruchem ogona przywołała szylkretkę. Trzcinowa Łapa powoli wstała, po czym pokuśtykała do dziury między korzeniami sumaka. Zamrugała kilka razy, by przyzwyczaić swoje oczy do ciemności i skłoniła głowę przed swoją przywódczynią.
– Trzcinowa Łapo, słyszałam, że przeceniłaś swoje umiejętności i gdyby nie pomoc Mandarynkowego Pióra mogło się to źle skończyć – powiedziała Spieniona Gwiazda, wstając z własnego posłania i oglądając z daleka jej rany.
– Nie, broniłam się tak, jak każdy wzorowy wojownik, by zrobił samemu. Wszystko działo się bardzo szybko i sama przegoniłam wydrę – podniosła łapę, pokazując nabite oko drapieżnika na swoje pazury, które ociekały wodą oraz brudną krwią zwierzęcia.
Zapadła cisza, a kotka mogła przysiąc, że właśnie przez to trofeum, które zdobyła w walce, jest teraz podejmowana decyzja nad jej mianowaniem. Duża część krwi, która i tak zmyła się w rzece, nie była tylko jej, a też wydry, więc bazowanie tylko na jej wyglądzie mogło być mylące dla każdego kota, który nie był w jej skórze.
Spieniona Gwiazda chyba wzięła to pod uwagę, gdyż ruchem głowy nakazała jej wyjście z legowiska, mówiąc przy tym:
– Odbędzie się twoje mianowanie.
– Dziękuje, Spieniona Gwiazdo. – Skłoniła pokornie głową i wyszła na polanę.
Zaraz po wyjściu została zaopiekowana przez Różaną Woń oraz Baśniową Stokrotkę. Medyczka sprawdzała starannie jej rany i co jakiś czas nakładała na nie opatrunek, natomiast jej mama wylizywała jej futro z krwi. Szybko ją oporządziły, dzięki czemu nabrała wzorowego wyglądu, jaki powinny mieć koty przed mianowaniem.
– Nie powinnaś czasem wyrzucić tego oka? – spytała lekko zaniepokojona jej matka, która położyła się obok niej.
– Pozbędę się go w nocy podczas czuwania – obiecała.
Kremowa kotka z uczuciem przytuliła swoją córkę, jakby ta była znów jej maleńkim kocięciem. Oczywiście, że nie odepchnęła matki, również wtuliła się w jej puchate futerko.
– Jak Mandarynkowe Pióro w ogóle śmiała cię zostawić w walce z wydrą. Mogłaś zginąć! – mówiła Baśniowa Stokrotka trzęsącym się głosem – Nie wytrzymałabym kolejnej śmierci mojego dziecka!
– Mandarynkowe Pióro przybiegła mi z pomocą – stanęła w obronie mentorki – Tylko wszystko działo się tak szybko, że wcześniej nie mogłaby zareagować. Za to powinnaś się cieszyć, że masz dobrze walczącą córkę. – Posłała jej uśmiech – Nikt inny nie przyniósł wydrze oko do obozu. Ja jestem tą pierwszą, która w pojedynkę przegoniła tego ścierwojada.
Baśniowa Stokrotka nic nie powiedziała, dalej tuliła się do swojej szylkretowej córki.
– Niech wszystkie koty zdolne do łowienia ryb zbiorą się pod sumakiem! – rozległo się wołanie liderki, która zasiadła na jednej z gałęzi, by wszyscy mogli ją dobrze widzieć i słyszeć.
– Pora na mnie – powiedziała i prędko znalazła się pod sumakiem.
Kiedy koty zgromadziły się pod drzewem, przywódczyni, zaczęła ceremonię:
– Ja, Spieniona Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Trzcinowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam – powiedziała donośnie, wiedząc, że dzisiaj właśnie pokazała, że jest w stanie oddać życie za klan.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Trzcinowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Trzcinowy Szmer. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i szczerość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy!
– Trzcinowy Szmer! Trzcinowy Szmer! Trzcinowy Szmer! – dało się słyszeć wiwaty Nocniaków, którzy cieszyli się z jej awansu.
Oczywiście nie byli to wszyscy, czuła na sobie twarde spojrzenia. Nie wiedziała, kto był na nią zły, jednak mogła zgadywać. Na pazurach jednej łapy mogła policzyć koty, które na pewno jej złorzeczyły.
Spieniona Gwiazda nie zeskoczyła jednak z sumaka, by zakończyć zgromadzenie Klanu oraz ceremonię.
– Klanie Nocy! – miauknęła przywódczyni, uciszając swoich wojowników – Dzisiaj podczas testu na wojownika Trzcinowy Szmer została zaatakowana przez wydrę. Nie sprowokowała ataku, co może świadczyć o nagłej agresji tych zwierząt względem kotów, dlatego w każdym patrolu ma być co najmniej trzech wojowników, a uczniowie mogą opuszczać obóz tylko pod okiem mentora oraz kolejnych dwóch wojowników. Do sytuacji doszło nad rzeką przy Opuszczonym Cmentarzysku, więc patrole graniczne będą częściej wysyłane do tamtej części terytorium. Gdyby ktoś znalazłby się w niebezpieczeństwie i zaatakowała, by go wydra, zachowajcie spokój i unikajcie walki w wodzie. Na lądzie mamy większą przewagę.
Po obozie rozległy się szmery poruszonych i zdziwionych kotów.
– Jutro patrole wyznaczy Mandarynkowe Pióro, a do przydzielania zadań w obozie zajmie się Algowa Struga. – Spieniona Gwiazda zeskoczyła z gałęzi sumaka i podeszła do szylkretki.
Starsza kotka dotknęła pyszczkiem głowy Trzcinowego Szmeru, po czym ta w geście posłuszeństwa dotknęła noskiem barku liderki.
Od teraz miało się zacząć jej czuwanie.

***
[TW: ohyda]

Był środek nocy, wszyscy wojownicy smacznie sobie spali, a Trzcinowy Szmer nadal odbywała czuwanie. Gorąc z dnia wcale nie ustąpił, kiedy zniknęło słońce, a wiatr wydawał się tak słaby, że każde źdźbło trzciny osłaniało przed nim obóz, w którym to nagrzane powietrze stało w miejscu.
Pewnie nastała już Pora Zielonych Liści, a raczej pora upałów i suszy.
Szylkretowa wojowniczka podniosła łapę z pazurami, na których było nadal nabite oko wydry. Pamiętała, że kazano jej wyrzucić część ciała zwierzęcia, jednak nie chciała się z nim rozstawać. Było to dla niej trofeum wygranej. Wyznacznik jej wartości i zażartości w walce. Chociaż kto powiedział, że musiała je wyrzucać?
Zdjęła oko z pazura i uniosła do góry, tak by zobaczyć je dokładnie pod światłem księżyca. Odcienie jasnego błękitu przechodziły przez białko prosto na tęczówkę, ukazując odcienie brązu oraz załamywanie się światła w gęstej i zamglonej ciemności źrenicy, która emitowała pustą duszę zwierzęcia. W zależności jak ustawiła oko, za każdym razem było inne. Raz mogła zobaczyć przezroczystą część, która znajduje się przed źrenicą, raz widziała całe unerwienie. Było to jakże intrygujące i z każdą bliższą, dokładniejszą obserwacją, czuła, że nie mogła tak po prostu wyrzucić tego oka do wody, ani go zakopać. Jacyś ciekawscy uczniowie lub kociaki mogłyby wydobyć jej trofeum, przez co sama mogła mieć większe problemy. Natomiast jeśli zostawiłaby je w swoim posłaniu, to po jakimś czasie oko zaczęłoby śmierdzieć i rozkładać niczym wronia karma.
Co mogła zrobić, żeby oko zniknęło i jednocześnie było ciągle przy niej, by stało się częścią niej? Żeby sama była swoim trofeum?
Zjeść je.
Zjedz oko
W tym samym czasie z legowiska uczniów wyszła Rozpędzona Łapa i musiała przez dłuższą chwilę wpatrywać się w szylkretową wojowniczkę, gdyż z niedowierzaniem i obrzydzeniem obserwowała jej zabawę z trofeum.
Trzcinowy Szmer zauważając obecność księżniczki, uśmiechnęła się do niej niepokojąco i bez krzty zawahania, wręcz teatralnie, włożyła do pyska oko, które poprzednio nabiła na swój pazur, po czym je połknęła, jak smakowity, duży kąsek ryby. Pokazała kotce z odległości swoją pustą łapę, żeby udowodnić, że nie blefowała i nie zrobiła żadnej magicznej sztuczki.
Można było usłyszeć cichy jęk przerażenia dochodzący od uczennicy, która, utykając na jedną łapę, uciekła w stronę śmietniska.

[3188 słów]

[przyznano 64%]

Event w Klanie Nocy: Wniesienie na wyspę kłody na zwierzynę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz