Słońce powoli zachodziło, tworząc tym samym piękny widok. Niebo było jakby różowo-żółte, a niewielka ilość małych chmur tylko dodawała uroku całemu zachodowi. Bluszcz z zachwytem przyglądał się scenie na niebie, nie mogąc pojąć, jak to możliwe, że na tym świecie może znaleźć się coś tak wspaniałego. A myślał, że widział już wszystko... W końcu żył dosyć długo, swoje księżyce już miał za sobą, a coraz częściej czuł, jak starość go dogania. Jednak niezbyt się tym przejmował, dalej w duszy będąc tym samym kociakiem, potem uczniem, a potem dorosłym kocurem. Przez całe swoje życie jego zachowanie praktycznie się nie zmieniło. Dalej przerośnięty kociak. Na tę myśl tylko się zaśmiał, dalej wpatrując się w niebo. Uśmiechnął się zadowolony, zdając sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy. A mianowicie — postawił na swoim i w pełni mógł powiedzieć, że Set się mylił. Udało mu się przeżyć tyle czasu, a był sobą. I choć może raz jego umiejętności walki się przydały, był to tylko raz, a nie każdego dnia, jak potrafiło być w większości Betonowego Świata. Tego okrutnego miejsca, gdzie koty takie jak on — empatyczne i miękkie — nie mają prawa przetrwać zbyt długo. Lecz musiał też przyznać, że jego przetrwanie, było spowodowane głównie tym, że większość czasu spędził w domu, stresując się o ojca i będąc u Białozora. Gdyby żył normalnie na ulicy, na pewno już by go nie było.
– Dobra Guziku, koniec oglądania słońca! – odezwał się nagle, obracając głowę ku leżącemu na ziemi pluszowemu misiu. – Już ostatnio straciliśmy trochę czasu na dłuższej rozmowie z Turkawką, jeśli chcemy znaleźć jakieś miejsce do spania, musimy ruszać – oznajmił i złapał pluszaka za jedną z łap. Ruszył przed siebie, rozglądając się uważnie dookoła, nad jakimś przytulnym kątem. Musiał w końcu znaleźć jakieś dobre miejsce na sen. I oczywiście bezpieczne. Ominął szybko jeden z większych płotów, przeszedł wzdłuż kolejnego i wtedy zauważył dziurę w ogrodzeniu. Zainteresowany podszedł do drewnianej budowli wyprostowanych i odłożył Guzika na bok.
– Wiem, że to nie jest za ostrożne... Ale może tam znajdziemy schronienie. Jakieś bezpieczne, bo w końcu bez dostępu dla innych! – wyjaśnił szybko Bluszcz swojemu przyjacielowi i powoli podszedł do ogrodzenia. Otworzył lekko pyszczek, by lepiej wyłapać obecne zapachy i w razie czego móc w czas uciec. Jednak niczego innego niż wyprostowani i nieprzyjemny odór jednej z ulic obok nie wyczuł. Dlatego podszedł tylko bliżej, powoli stawiając łapy po drugiej stronie płotu. W końcu przeszedł przez dziurę i rozejrzał się dookoła. Ogród był dosyć duży, miał też wiele różnych roślin, a na środku było coś... Bluszcz sam nie mógł stwierdzić, co to tak właściwie jest. Wbite patyki w ziemię, z linami i czymś na wzór legowiska na środku. Tylko takiego... Dużo mniejszego niż normalnie, jakby dla bardzo małego kota.
– I to w powietrzu! – ustalił, gdy podszedł bliżej huśtawki. Zachwycony przyglądał się budowli, zapominając o zachowaniu bezpieczeństwa. Wtedy to usłyszał jakiś hałas. Szybko odwrócił głowę w stronę wielkiego domostwa wyprostowanych, z którego najprawdopodobniej wydobywały się odgłosy. Usłyszał głos jakby otwieranych drzwi, a po chwili z wnętrza domu wyszła mała wyprostowana. Bluszcz od razu zjeżył sierść na karku i cofnął się odrobinę, niepewny, co może zrobić ta istota. Dziewczynka przyglądała się kocurowi z uśmiechem, a chwilę później zaczęła wydawać jakieś dziwne, niezrozumiałe dla Bluszczu odgłosy. Były podobne do tych, które wydawała starsza wyprostowana z jego dawnego domu, lecz te były bardziej piskliwe. Kocur przyglądał się uważnie dziewczynce, która po chwili kucnęła i wyciągnęła przed siebie rękę. Sierść arlekina lekko opadła, a on sam podszedł odrobinę do wyprostowanej. Nie wyglądała na groźną, a przecież przywitanie się nie zaszkodzi. Dlatego podszedł bliżej ręki dziewczynki, uważnie ją oglądając. Jej zapach wypełnił jego nozdrza, zapisując się w pamięci Bluszczu.
– Cześć – przywitał się cicho Bluszcz, gdy dziecko zabrało rękę i delikatnie zaczęło głaskać kocura po głowie. – Jestem Bluszcz! – przedstawił się już nieco pewniej, przystawiając głowę do ręki dziewczynki. Ta znów zaczęła wydawać z siebie jakieś niezrozumiałe dla niego słowa, lecz Bluszcza nie za bardzo to obchodziło. Do czasu. Nagle wyprostowana wstała, pokazując swoją wielkość. Wyciągnęła ku Bluszczowi drugą ze swoich długich łap i szybko złapała go w uścisk, zanim on zdążył zareagować.
– H-hej nie na to się pisałem! – zaczął protestować arlekin, czując jak jego łapy przestają dotykać ziemi. Spanikowany zaczął się rozglądać, nie wiedząc, co tak właściwie zrobić. – Puść mnie! Nie chcę iść z tobą, to nie mój dom! – krzyknął, starając się zwrócić uwagę dziecka. Dziewczynka jednak nie reagowała, dalej wydając z siebie jakieś odgłosy. – Proszę! J-ja nie chcę! – krzyczał dalej i wtedy dziewczynka się ruszyła. Skierowała się w stronę domostwa, nie zważając na protesty kocura. Bluszcz poczuł jak przerażenie chwyta go za gardło. Zaczął się rzucać, starać się jakkolwiek uciec z uścisku dwunożnej, lecz ta nie puszczała. Była coraz bliżej drzwi, zaraz miała go wprowadzić do środka. Sierść na karku Bluszczu znów się podniosła, a sam kocur czuł, jak przerażenie przejmuje nad nim kontrolę. W końcu wyciągnął pazury i pchnięty strachem zamachnął się, trafiając w łapę dziewczynki. Ta od razu zabrała ręce, tym razem wydając z siebie odgłosy jakby strachu. Albo smutku. Arlekin jednak nie miał czasu i głowy do zajmowania się tym. Musiał uciekać, by więcej nie zostać złapanym przez żadnego dwunożnego.
– J-ja przepraszam! Tak bardzo! – krzyknął jeszcze, widząc małą stróżkę krwi na ręce dziecka. Po chwili szybko pobiegł w stronę płotu i znajdującej się w niej dziury. Przeszedł przez nią najszybciej jak się dało i napędzany przerażeniem pobiegł przed siebie, całkowicie zapominając o dalej leżącym obok Guziku. Jedyne o czym umiał myśleć w tamtej chwili była tamta dziewczynka. Nigdy nie bał się dwunożnych, ale był przekonany, że po tej sytuacji zmieni się to całkowicie.
Biegł dalej przed siebie, mijając różne płoty, drzewa, krzewy. W końcu dobiegł do ruchliwej ulicy. Zamknął oczy, wcześniej nie rejestrując, co znajduję się dokładnie obok. Jakie niebezpieczeństwo. Jego łapy brnęły dalej do przodu, choć płuca błagały o odpoczynek. Poduszki jego łap poczuły inną nawierzchnię. Otworzył oczy, lecz wtedy było już za późno.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz