dawno temu
Zmarszczył pysk, kiedy tata opuścił legowisko, a zamiast niego w żłobku pojawił się jakiś nowy pysk, o wiele młodszy od taty, z pyskiem wypchanym mchem. Już wcześniej spotkał rudego kota wchodzącego do żłobka, by coś pozamieniać, jednak za każdym razem, gdy pytał Sójkę o pokrewieństwo z którymś z nich, ta kiwała przecząco głową. ,,Nie, to Kminkowa Łapa, z tego co wiem, nie jest żadnym twoim kuzynem". Nie przerwało to jednak jego chęci do zadawania tego samego pytania, za każdym razem, gdy pojawiał się ktoś nowy. Nawet, jeśli futro na grzbiecie obcego nie było rude. Jednak i tym razem spotkał się z negatywną odpowiedzią, gdy mama stwierdziła, że kotka która właśnie wymieniała im posłanie, to Wielenia Łapa, która w dodatku wcale nie urodziła się w klanie. Zastanawiało go jeszcze jednak jedno, dość istotne pytanie, krążące po małej głowie od jakiegoś czasu. Pochylił się do Rudzik, która bawiła się niewielką gałązką.
- Myślisz, sze nam pszynoszą je-jecenie i mech, bo jesteśmy specjalni? - spytał niewiennie, zerkając szeroko otwartymi oczami na siostrę - Tata tak mófił... - dodał dla wyjaśnienia. W odpowiedzi wzruszyła ramionami, zajmując się od nowa swoim patyczkiem.
- Bleh, jakje nje doble! - miauknęła oburzona po chwili, odrzucając patyk, a następnie spojrzała na Ognika, który jak na razie obserwował poczynania siostry. Kiepski sobie gryzak wybrała. Czy oczekiwała, że będzie smakował mlekiem?
- Śpecjalni? Ciemu tjak sądzisz? Kocijaki takje jak my nje mogą jeszcze wychocić posa żł... jak sję tjo mówiło? Trudne słowo! - stwierdziła, a następnie zmarszczyła swój pyszczek. - Tata myśli że tjo coś złiego? - zapytała unosząc swoje małe brewki.
Kociak pokręcił głową przecząco.
- Chyba nje... Nie wydawał się być sły jak o tym mófił - Odpowiedział niezbyt pewnie, zastanawiając się nad słowami siostry - Ale chciałbym sam sobie pszynieść coś do je-jedzenia... - wyznał, patrząc na wyjście ze żłobka, a potem na mamę, która zajęta była czyszczeniem Płomykówki - Mosze damy ladę pszynieść coś dla mamy!
Mała koteczka wyglądała tak jakby bardzo intensywnie nad czymś myślała. Czy pomysł jej przypadł do gustu? Bardzo chciał też mieć uznanie mamy, chciał zrobić coś dla niej fajnego, ale na chwilę obecną niewiele mógł.
- Skjoro nje byłi złi tjo po cio? - zmarszczyła brwi. - Nje bojisz sję wichocić? - zapytała, poruszając lekko swoimi uszkami. - Dla mamy! W takjim lazie mogę!!! - miauknęła rozpromieniona, układając pyszczek w szeroki uśmiech. Kocurek poczuł zaraz ulgę. Będzie miał towarzystwo! Chociaż pierwotnie się wahała. Cóż, sam też by mógł coś przynieść, ale to nie to samo.
- Ale czy dami ladę tjo unjeść? Jedzonko jest takje duze!!! - stwierdziła Rudzik.
Wzruszył barkami. Nie miał pojęcia, o co chodziło siostrze, jednak jego umysł niezbyt miał ochotę na analizowanie myśli kotki.
- Nie! - pokręcił zaraz główką na jej pytanie. A nawet jeśli się trochę bał... to co? Powinien być dzielny, tak mama mówi. Niemniej, Rudzik miała rację... w pewnym sensie.
- Weśmiemy co-coś mniejszego - stwierdził - I poniesiemy fe-fe dfoje tszymając za ogon i głofę. A-albo poplosimy kogoś, szeby nam połoszył na pleckach i ftedy doniesiemy tak ładnie...
Rudzik patrzyła tylko bezmyślnie na swojego brata, a może raczej na robaczka pełzającego za nim. Nie umknęło to jego uwadze i z automatu poczuł jakieś lekkie zirytowanie i zrozumienie sytuacji. Oh, to będzie ciężkie, z Rudzik wielka misja mogła być niemal niemożliwa do wykonania! Ale to nic, on ją naprowadzi... jakoś. Obserwował, jak ta się szykuje do skoku i... został przygnieciony.
Wydał z siebie odgłos niezadowolenia... i zgniecenia? Zaraz jednak się wygramolił i otrzepał, niezbyt zadowolony patrząc na siostrę. No zupełnie nie chciała współpracować! Zupełnie! Tylko się robaczkiem interesowała, a co z mamą?
- Ale lobaka mamie nie damy... - mruknął, już niezbyt szczęśliwy, na co Rudzik zmarszczyła brwi niezadowolona i fuknęła głośno.
- A to niby ciemu! Jeśt taki ładni. I tak dam go mamie źeby śpytać cio to zia robaciek! - miauknęła, a już po chwili stała zaraz obok wyjścia ze żłobka już z biednym, małym robaczkiem w pyszczku. - Na co ciekaś! Sibko!! Zanim ktoś zobaci źe wyśliśmy - miauknęła kotka do brata z szerokim uśmiechem.
Podreptał za siostrą z nieodgadnionym wyrazem pyska, rzucając jeszcze ukradkiem spojrzenie na robaka, marszcząc pysk, gdy ten poruszył odnóżami. Oh, nie, zdecydowanie nie lubił robaków. Nie wykłócał się jednak.
- Dobla, chyba jest czysto. Poczekajmy, asz wejcie ktoś z jedzeniem i wtedy weśmiemy to takie najś-najwś..naj... - zmarszczył nos - To naj naj.
Rudzik niosła w pysku robaczka, którego też szybko porzuciła, gdy rozproszyło ją, z tego co zauważył, jakieś skrzydlate stworzenie. Zdążył jeszcze szepnąć "skup się", zanim skoczyła za nim. Prędko jednak wróciła umysłem to teraźniejszości, usunęła się z przejścia i ustala koło brata dumnie wypinając pierś, chociaż już miała ochotę stąd pójść. Widocznie Ognik musiał przejąć dowodzenie i całą sprawę załatwić osobiście... albo przynajmniej większą jej część. Wyciągnął łapkę, próbując stanąć na ogonie rozbrykanej siostry, a gdy to się nie udało, pacnął srebrną antenkę jak irytującą muchę.
- Tsiiiiiii - przystawił łapę do pyszczka - Bo nam pofiedzą, szebyśmy wlócili do ślodka.
- I macie rację - wyrosła przed nimi jakaś postać, której jeszcze nigdy nie widzieli. - Jeśli wyjdziecie za daleko, porwie was jakiś drapieżny ptak. - Kocurek speszył się lekko i przestraszył, w pierwszym odruchu chowając. Nie trwało to jednak długo, zaraz dzielnie wypiął pierś.
- Nic nas nie porwie, ja bym z nim walczył - Odezwał się, próbując znaleźć wyjście z sytuacji i skompletować misję - Musimy przynieść mamie coś smacznego. W drodze do stosu na pewno nic nam się nie stanie.
- Misja z przyniesieniem jedzenia? - Oba kociaki pokiwały gorączkowo głowami. Starsza postać zamyśliła się na chwilę, albo przynajmniej udawała, że to robi, już chwilę później podstawiając im pod łapy jakąś większą nornicę. Ognik zerknął na nią z zaciekawieniem. - Powiedzmy, że wasza misja zakończyła się sukcesem, z małą pomocą. Co wy na to?
Cóż, nie było to to, czego Ognik oczekiwał, ale teraz skakanie do dorosłego nie miało najmniejszego sensu. Zgodził się więc z siostrą, że wezmą w pyski nornicę i zaniosą ją do mamy, chwaląc się, że upolowali dla niej wspaniałą zdobycz. Następnym jednak razem, sam ją zdobędzie.
ᔕ◦∙⚜∙◦ᔓ
teraźniejszość
Nie sypiał dobrze, a gdy już mu się to udawało, zazwyczaj miał ciemne, bezsenne noce. Gdy już się jakiś sen zdarzał, przepełniony był stresem i niczym więcej. Teraz więc, gdy jakiś szept do niego dotarł, nie był wcale zachwycony. Ktoś go budził. Budził w momencie, kiedy jeszcze nie była pora wstawania, jego godziny snów się nie zgadzały i pewnie przez to będzie się męczył na treningu.
- Wstawaj... - szepnięto mu prosto do ucha. - Chodźmy poza obóz...... - Prócz szeptu pojawił się uporczywe coś, na wzór bólu, gdy Rudzik postanowiła wbić w niego pazury. Czuł się jak matka pilnująca kociąt i już od samego początku odzyskania świadomości, był strasznie nie w sosie.
<Rudzik?>
[1077 słów]
[przyznano 22%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz