BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
22 lipca 2018
Od Tequili
Dwa gołębie nie przeczuwając niebezpieczeństwa, spokojnie siedziały na ziemi. Drapieżnik siedział tuż za krzakiem, niezauważony. Nie mógł być zauważony, ponieważ oczy gołębi nie zostały stworzone do wychwytywania szczegółów. Cynamonowe futro drapieżnika świetnie maskowało w leśnej głuszy. Drapieżca zmrużył niebieskie oczy. Już za chwilę poczuje smak gołębia w pysku. Ugiął tylne nogi i wyskoczył na polanę. Zaalarmowane nagłym ruchem gołębie rzuciły się do panicznej ucieczki, jednak było już za późno. Drapieżnik upatrzył sobie gołębicę, która już po chwili leżała martwa na trawie. Gołąb uciekł, ale drapieżnik się tym nie przejął. I tak miał już śniadanie. Tequila nie mógł powstrzymać cisnącego się na usta triumfalnego uśmiechu. Z każdym polowaniem był coraz lepszy. Wziął w pysk skrzydło martwego ptaka i odwrócił się z zamiarem powrotu do Kukułki i podzielenia się z nią zdobyczą. Poczuł na sobie czyjś wzrok. Podniósł oczy i natrafił na spojrzenie… gołębia. Ptak siedział na drzewie i obserwował uważnie kocura. Patrzył na niego, a raczej na gołębicę w pysku Tequili ze smutkiem i żalem… Nie stop! Gołębie nie mogą patrzeć ze smutkiem i z żalem! Tequila wypuścił z pyska martwą gołębicę i warknął ostrzegawczo. Ptak nadal siedział jednak na gałęzi niskiego drzewka. Czy on nie widzi martwego gołębia? Nie widzi, że Tequila jest drapieżnikiem, który może go w każdej chwili zabić? Gołąb nadal jednak wbijał wzrok w kocura, więc Tequila postanowił się wycofać. To było idiotyczne! Kot nie może bać się gołębia! Kocur wziął w pysk martwego ptaka i starannie omijając żywego, ruszył statecznym krokiem w kierunku przesmyku między drzewami. Za krzakami rzucił się jednak do panicznej ucieczki, w obawie, że gołąb będzie próbował go ścigać. Biegł, przeskakując nad niskimi paprociami i korzeniami drzew. Ciężko dysząc, stanął przed Kukułką. Jego boki unosiły się i opadały, kiedy stanął przed matką, czekając na śmiech lub sarkastyczną wypowiedź skierowaną do niego, w odpowiedzi na jego szaleńczy bieg przez las. Kukułka siedziała jednak w ciszy. Tequila podniósł łeb i spojrzał w jej żółte oczy. Były one jakby zamglone. Z żalu? Z tęsknoty? Kocur podszedł bliżej matki i przycisnął się pocieszająco do jej boku.
- Co się stało? – spytał cicho, patrząc z niepokojem na Kukułkę. Kukułka zawsze była silna. Teraz siedziała jednak bezsilna i smutna. Kotka westchnęła ciężko, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z jego obecności. Spróbowała spojrzeć na Tequilę z dawną siłą i powiedzieć, że nic się nie stało… Wbrew sobie, po prostu mocniej wtuliła się w miękkie futerko syna i wyszeptała.
- Tęsknię.
Nie musiała mówić już nic więcej. Tequila zrozumiał ją od razu. Kukułka tęskniła za swym dawnym życiem kota domowego, za ich dwunożnymi, telewizorem…
Kukułka znów spróbowała przybrać pewny siebie wygląd, ale wciąż jej to nie wychodziło.
- W każdej chwili możemy wrócić – miauknął Tequila.
Kukułka podniosła głowę, a w jej oczach pojawiła się dawna determinacja.
- Nie możemy – warknęła i odsunęła się od kocura.
- A to niby czemu?
Tequila usiłował panować nad głosem. Miał zamiar przycisnąć matkę i dowiedzieć się, po co tak właściwie idą w ten ciemny las pełen dzikich kotów, rezygnując jednocześnie z wygodnego życia kotów domowych.
- Mam prawo wiedzieć – powiedział tym razem pewniej Tequila. Kocur rozkoszował się każdym słowem. Nigdy nie mówił tak ostro do matki.
Kukułka spanikowała. Jej źrenice powiększyły się lekko. Wiedziała, że kiedyś będzie musiała powiedzieć Tequili, po co tu idą. Idą po to, aby zabić jego przyszywane rodzeństwo ze strony ojca. Takie łatwe zdanie, wystarczyło je tylko wypowiedzieć. Kukułka nie była jednak głupia. Wiedziała, że pomimo otoczki pewności siebie i sarkazmu, jaką otaczał się Tequila, w głębi serca był wrażliwym na krzywdę innych kocurem. Może nie chciał tego przed sobą przyznać, ale tak właśnie było. Jeśli wyzna mu prawdę, Tequila znienawidzi ją i opuści, a tego nie chciała. Kochała swego syna.
***
Tequila czekał cierpliwie na jej odpowiedź. Kiedy Kukułka siedziała w milczeniu, zniecierpliwił się lekko. Ale on przetłumaczył sobie jej milczenie inaczej. W oczach Tequili pojawił się radosny błysk, który nie gościł w nich od tak dawna.
- Jesteśmy tu by znaleźć Szampana, prawda? - spytał.
Kukułka odetchnęła z ulgą. Na razie nie będzie musiała powiedzieć mu prawdy. Wiedziała, że ta chwila kiedyś nadejdzie, ale cieszyło ją, że to jeszcze nie teraz.
- Tak, dokładnie – kłamstwo przyszło Kukułce z dziwną łatwością.
Tequila roześmiał się wesoło. Odzyska utraconego brata!
Kukułka chciała jak najprędzej odejść od tematu, aby jej kłamstwo nie wyszło na jaw.
- Co tam złapałeś?
Tequila cały czas nie przestając się uśmiechać, wskazał gołębia.
Kukuła zaczęła go chwalić i wypytywać o polowanie, ale nie mogła się uwolnić od niepokoju…
Niepokoju o to, że Tequila się dowie…
15 lipca 2018
Od Tequili
Tequila i Kukułka ostrożnie szli przez las. Kocur stąpał za matką. On również był teraz zaniepokojony, bo wyczuwał ślady zapachowe innych kotów, ostrzegające żeby nie brnęli dalej przez ich teren. Oni szli jednak coraz bardziej zagłębiając się w las. Szli coraz wolniej, aż wreszcie Kukułka stanęła zupełnie z szeroko otwartymi żółtymi oczami.
- Pomyliłam się – szepnęła bezradnie, wciągając powietrze w płuca. – To nie ten zapach…
- Co?! – przerwał jaj Tequila jednak ona zignorowała syna.
Kukułka nadstawiła uszy na sztorc, a Tequila poszedł w jej ślady. W oddali słychać było odgłosy przedzierania się przez las. Ciche łapy biegły przez leśną ściółkę. Dzikie Koty!
- Biegnij! – syknęła Kukułka i ruszyła pędem przez las.
Tequila z miłą chęcią poszedłby w jej ślady, ale jego obroża zaplątała się w niskie gałęzie najbliższego drzewa. Tequila zaczął się rozpaczliwie szarpać, ale obroża trzymała mocno. Syknął i naprężył mięśnie w rozpaczliwej próbie ucieczki. Czerwona obroża trzasnęła i czerwony materiał opadł na ziemię uwalniając szyję Tequili. Było już jednak za późno. Kocur wyczuł obecność innych kotów. Zdał sobie sprawę, że jest okrążony. Tequila opuścił głowę starając się nie patrzeć na leśne istoty które za chwilę go rozszarpią.
- Jesteś sam? – zadał pytanie jeden z kotów.
Tequila myślał intensywnie. Kukułka na pewno nie chciałaby, aby zdradził jej obecność. Inaczej byłaby tu z nim, a nie ukrywała się lesie.
- Jestem sam – Tequila uniósł głowę i poczuł, że górę bierze jego sarkastyczna żyłka. – A co może widzisz tu kogoś jeszcze? Jakiegoś innego samotnika?
Przeciwnik prychnął. Tequila przeniósł wzrok na kocura stojącego dalej w cieniu drzew. I nagle przestał myśleć. Miał w nosie, że inne koty go widzą i uznają za słabeusza. Miał w nosie wszystko oprócz tego kota. Rzucił się biegiem w kierunku płowego kocura i przewrócił go tak, że oboje potoczyli się po trawie. Tequila śmiał się miaucząc:
- Szampanie nareszcie cię znalazłem!
<Jasny Kieł, albo ktoś kto był z nim na patrolu Klanu Nocy?>
13 lipca 2018
Od Tequili
Tequila obudził się. Promienie słońca wpadały do jego schronienia. Leżał jeszcze chwilę zbierając siły by dźwignąć się na nogi. Wzrokiem wciąż jeszcze zamglonym ze snu poszukał swoich misek. Misek nie było, więc zamknął oczy mając na dzieję, że nora i gnijące liście pod łapami znikną. Doskonale wiedział jednak, że wszystko zostanie na swoim miejscu ponieważ był w lesie. Postanowił, że podzieli się tym odkryciem z matką. Otworzył oczy i wtedy zdał sobie sprawę, że cynamonowej kotki nie było. A co jeśli coś jej się stało? Wybiegł na dwór gotowy do nawoływania. Rozejrzał się. Odetchnął z ulgą gdy zobaczył kocicę siedzącą niedaleko wejścia i grzejącą się w promieniach słońca. Kukułka uśmiechnęła się słysząc nadbiegającego syna.
- Wreszcie wstałeś. – Powiedziała wesoło, otwierając oczy.
- Tak – zupełnie niepotrzebnie, potwierdził Tequila.
Kotka rozbawiona zmrużyła oczy. Była w zdecydowanie lepszym nastroju niż wczoraj.
- Pamiętasz jak się poluje?
Tequila zamyślił się. Kiedyś gdy był jeszcze kociakiem matka pokazywała mu jak polować, ale było to dawno. W głowie kocura pozostały tylko jakieś niewyraźne obrazy i pozycje, z których nie dało się ułożyć żadnej logicznej całości. Pokręcił więc przecząco głową.
- Chodź to ci przypomnę – Kukułka uśmiechnęła się.
***
Przez cały ranek Tequila trenował pozycje łowieckie pod okiem matki. W południe Kukułka stwierdziła, ze jest gotowy na swoje pierwsze prawdziwe polowanie. Wyruszyli więc szybko zagłębiając się las. Po kilkunastu minutach Tequila przystanął i wciągnął głęboko powietrze. Wyczuł mysz. Kukułka bez słowa usiadła z boku przyglądając się poczynaniom syna.
Tequila przysiadł tuż przy ziemi Małe szare stworzonko. On widział ją, a ona nie widziała jego. Do tego kocur stał pod wiatr, więc mysz nie mogła go wyczuć. Idealne warunki. Lekko stremowany kot oblizał pyszczek. Nie może ośmieszyć się przed Kukułką. Zebrał siłę w tylnych łapach…
Krótki skok. Nerwowe poruszenie wąsów. Próba ucieczki. Błysk pazurów, a może kłów? Krew. Kocur wymierzył idealnie. Mysz leżała martwa u jego łap. Tequila obrócił się wzrokiem poszukując matki. Kukułka skinęła mu głową z uznaniem. Tequila wyprężył pierś, ostrożnie podniósł swą zdobycz za ogon i ruszył dalej idąc tuż za matką.
Niedaleko natknęli się na wróbla i tu już zadziałała Kukułka. Była wspaniała. Szybka, dzika i nieokiełznana, z rządzą mordu w oczach. Tequila czuł jednocześnie podziw i strach, że ktoś taki jak ona jest jego matką. Po chwili Kukułka podniosła się z ziemi w zębach trzymając martwego wróbla. Z jej oczu zniknął już dziki błysk. Zarówno ona jak i Tequila usiedli pod najbliższym drzewem, aby się posilić. Kocur rozkoszował się każdym kęsem swojej zdobyczy, za to Kukułka jadła szybko co jakiś czas rozglądając się niepewnie jakby sprawdzając czy nikt ich nie śledzi. Kiedy Tequila skończył jeść, chciał zakopać kostki jednak kotka go powstrzymała.
- I tak będą wiedzieć, że tu byliśmy. Polowaliśmy na ich terenie, wyczują nas. – Wyjaśniła Kukułka.
Tequila zrozumiał, że chodzi jej o dzikie koty, więc kiwnął głową ze zrozumieniem. Wstał i otrząsnął sierść z mchu i leśnych paprochów.
- którędy teraz? - Spytał patrząc na matkę.
Kukułka też już wstała i teraz rozglądała się niepewnie.
- Tędy - mruknęła w końcu lecz było widać, że nie jest do końca pewna tego co mówi.
Tequila po raz ostatni spojrzał za siebie i dwa koty ruszyły razem dalej na południe.
11 lipca 2018
Od Tequili
Wyruszyli o wschodzie słońca. O dziwo mimo nieprzespanej nocy, Tequila nie czuł zmęczenia. Weszli do kuchni. Poruszali się w milczeniu, ale Tequili to nie przeszkadzało. Kukułka bez wahania i bez najmniejszego dźwięku wyskoczyła na zewnątrz, przez kocią klapkę umieszczoną we frontowych drzwiach. Tequila zawahał się i przystanął. Ta nowa Kukułka była mu obca. Nawet nie obejrzała się na dom, dwunożnych i całe swoje dotychczasowe życie, które tak bardzo kochała. Kocur natomiast przystanął i spojrzała na swój drapak, zabawki. Zamykał ten rozdział. Nie wiedział nawet czy wróci z tej wyprawy skoro po lesie biegały te dzikie koty. Ale czy miał jakiś wybór? Miał. Mógł tu zostać, pozwolić Kukułce odejść skoro tak bardzo tego chciała… Nie! Ta decyzja została już podjęta! Wziął głęboki oddech i wyskoczył na dwór z trzaskiem kocich drzwiczek. Ogarnęło go zimno poranka i usłyszał syknięcie Kukułki. Kotka patrzyła na niego z naganą – miał zachowywać się ciszej. Potem ruszyła tuż przy ścianie domu. Tequila spojrzał na ogród w którym ( jak mu się wydawało) jeszcze nie dawno bawił się z rodzeństwem. Obejrzał się i skoczył za matką przez płot. Teraz biegli ulicą. Kotka i kocur. Dwa cynamonowe koty. Tequila był tak zamyślony, że w pewnej chwili wpadł na Kukułkę. Jej żółte oczy zabłysły kiedy prychnęła ze złością. Kocur spojrzał na powód ich zatrzymania. Aby jak najszybciej dostać się do lasu należało przebiec przez rząd ogródków. Ogródki ciągnęły się, aż po horyzont, a teraz stali przed pierwszym z nich. Tequila z przerażeniem uświadomił sobie, że mieszkają tu dwa psy. Dwa choć nieco podstarzałe beagle z całą pewnością dałyby radę zagryźć kota. Kukułka nie udzielając mu żadnych wskazówek skoczyła przez płot. Po minucie była już po drugiej stronie ogródka. Psy nie wypadły jeszcze zza rogu, ale miały to zrobić lada chwila i Tequila wiedział, że musi się pospieszyć. Wziął głęboki wdech i… skoczył. Przy lądowaniu cicho zadzwonił dzwoneczek przy jego obroży. „Tylko się nie obracaj, tylko się nie obracaj” myślał kocur. Tequila usłyszał szczekanie. Obrócił się. Dwa beagle wybiegły już zza rogu. Wściekle ujadały. Czyli już go zobaczyły. Nie było szans na ucieczkę. Do płotu został jeszcze spory kawałek. On Tequila zginie tu zagryziony przez psy. Usłyszał za sobą ich ciężki oddech i warczenie. Zdecydowanie nie miały przyjaznych zamiarów. Wciąż przebierał łapami, ale po chwili ogarnęły go wątpliwości. Nie zdąży, nie dobiegnie… Nie miał już siły, zaczął zwalniać. Pies prawie sięgał po niego zębami. Prawie bo w tej właśnie chwili spadł na niego cynamonowy pocisk. Kukułka, bo to była właśnie ona wybiła się mocno z tylnych łap i wylądowała na psie. Wściekle biła go łapami, drapała i gryzła. Tequila miał szansę! Przebiegł tuż pod psem, był pewien, że właśnie tego chciała Kukułka. Wskoczył na płot. Nie dał sobie, ani chwili wytchnienia. Natychmiast obrócił się pewny, że Kukułka nie poradziła sobie z psami. Nie docenił jednak matki. Kukułka biegła przez trawnik, a za nią gnały dwa beagle. Kotka wybiła się mocno z tylnych łap i przeskoczyła płot. Tequila prędko poszedł w jej ślady. Zeskoczył na trawnik. Za nim rozległ się głośny trzask. Psy bezradnie skakały na płot, ale nie mogły dosięgnąć krawędzi i przeskoczyć na drugą stronę. Tequila dla pewności przeszedł jednak głębiej w stronę drugiego końca ogrodu. W jego ślady poszła Kukułka. Obydwoje usiedli pod krzakiem mocno pachnących kwiatów. Kukułka bezradnie spojrzała na syna. Podeszła do Tequili powoli i przelała cały swój strach o niego, w jedno liźnięcie w pyszczek. Była to jednak chwilowa słabość. Po chwili Kukułka się wyprostowała i przyjęła zwyczajną minę.
- Następnym razem postaraj się nas nie opóźniać. – powiedziała po prostu.
Tequila skinął głową. Ruszyli dalej. Na szczęście nie napotkali już żadnych psów. W południe stanęli na skraju pola. Za polem zaczynał się cel ich wędrówki. Las. Kukułka mimo całego dnia podróży nie wyglądała na zmęczoną. Tequila czuł dla niej dziwny podziw. W końcu nie była już młodym kotem. Ruszyli powoli przez pole. Nieliczne źdźbła jakiegoś zboża, które przetrwało zimę nieprzyjemnie kuły w łapy. Wreszcie wkroczyli w las. Tequila był już zmęczony. Nie miał na nic siły. Kukułka musiała to zauważyć. Po całym dniu wędrówki ona również nie czuła łap. Kocur zdobył się jeszcze na poszukiwanie schronienia na noc znalazł je w opuszczonej lisiej norze. Bez słowa zwalił się na zeszłoroczne liście, pełniące funkcję wypełnienia norki i zapadł w sen.
Od Tequili
Tequila wyrósł. Z kluskowatego kociaka zmienił się wreszcie w prawdziwego kocura. Teraz jak chyba każdy pieszczoch stał i ocierał się o nogi swojej dwunożnej, mrucząc z zadowoleniem. Chciał zaznaczyć, że to jego dwunożna tak żeby wszystkie koty w okolicy wiedziały do kogo ona należy. Dwunożna schyliła się aby go pogłaskać, po czym usiadła na kanapie zapraszająco wskazując miejsce obok siebie. Tequila wskoczył tam. Usiadł i nadstawił uszu. Ktoś bił łapą w szklane drzwi tarasu. Tequila wychylił się z nadzieją. Nie pomylił się. Dwunożna otworzyła drzwi. Do środka weszła matka Tequili. Kukułka.
Ominęła ona dwunożną szerokim łukiem. Wskoczyła na drapak patrząc na kocura wyczekująco. Tequila zeskoczył z kanapy i w kilku susach był już przy Kukułce. Usiadł u stóp drapaka patrząc w górę na kotkę.
- Nie było cię kilka dni. – Powitał ją cichym miauknięciem.
Jego matka prychnęła z niechęcią.
- Miałam swoje powody.
Tequila przyjrzał się Kukułce uważniej. Siedziała na drapaku, jej cynamonowa sierść błyszczała w słońcu. Dumnie unosiła głowę. Kotka, która nie okazuje uczucia strachu. W głębi duszy Tequila chciał być taki jak ona. Zimny i oschły kot po którym nic nie widać.
- Przenoszę się. – Przerwała w końcu ciszę Kukułka.
Tequila pilnując aby jego mina nie zdradziła, jak wielki wpływ miała na niego ta informacja spytał.
-Gdzie?
- Do lasu.
Tequila zadrżał. Las było widać z ich domu. Mieszkali niedaleko niego, a jednak Tequila bał się. Słyszał wiele historii o złych, krwiożerczych i dzikich kotach mieszkających w leśnych ostępach. Ale skoro szła tam jego matka…
Z ojcem nie utrzymywał kontaktów. Polewka zniknęła, a Szampan uciekł i Tequila nie znał ich dalszych losów. Został tylko on i Kukułka…
- Idę z tobą. – Powiedział Tequila. Potem przybrał maskę obojętności. Matka nie mogła się dowiedzieć jak bardzo się bał.
- Jak tam chcesz. – wzruszyła ramionami Kukułka.
- Tylko po co?! – Kocur zadał pytanie które najbardziej go nurtowało.
Pazury Kukułki wbiły się w miękki materiał drapaka, a jej żółte oczy zabłysły.
- Już ci mówiłam! – warknęła – Mam tam parę spraw do… hmm… załatwienia.
Kotka schowała pazury, po czym miękko zeskoczyła z drapaka delikatnie uderzając poduszkami łap o podłogę.
- Wyruszamy o świcie. – miauknęła jeszcze. Potem skierowała się do pomieszczenia nazywanego kuchnią by podkraść trochę jedzenia dwunożnych.
Tequila tymczasem nerwowo wskoczył do swojego legowiska. Już jutro. Już jutro wyruszy po raz pierwszy i a pewno nie ostatni w nieznane…
13 lutego 2018
Od Tequili C.D Sarenki
- Ha! Mówiłam ci, że wygram!
Niebieskooki prychnął i wyciągnął łapy, z zamiarem zrzucenia z siebie siostry.
- Nie podniecaj się tak... - mruknął.
Zirytowany Tequila, trzepnął ogonem i spuścił głowę, z zamiarem odejścia w kierunku miski z wodą. Od tej całej bieganiny zachciało mu się pić, a poza tym jakoś stracił ochotę na zabawę. Był niemal pewny, że świadkiem jego widowiskowej przegranej była nie tylko Polewka, ale i Szampan! Och, jego siostra z pewnością nie omieszka mu tego wypominać przez najbliższe kilka dni. Kocurek schylił głowę z zamiarem wzięcia paru łyków wody, ale wyczuwając zapach jaki z się z niej wydobywał, natychmiast odskoczył, z obrzydzeniem wymalowanym na pysku. Mysz? Naprawdę? Jakim cudem to zwierzę było, aż tak głupie, żeby wejść tuż pod nos drapieżników, a potem bezczelnie utopić się w ich wodzie?!
- No to sobie popiłem - warknął kociak, wykrzywiając pysk w dziwnym grymasie.
Względny spokój ("względny", to dość kluczowe słowo) panujący w pomieszczeniu przerwały nagłe wrzaski, pochodzące najprawdopodobniej od Kukułki. Po chwili można było również usłyszeć drugi, zupełnie nieznany dla kociąt głos. Cała dyskusja, która wywiązała się pomiędzy kotami nie brzmiała zbyt przyjemnie, więc Tequila wiedziony chęcią obrony matki przed nieznajomym, jak oparzony wystrzelił do przodu, w ciągu kilku uderzeń serca będąc już u wejścia do ogrodu. Widząc jednak, że owym "nieznajomym", była całkiem ładna, choć nadal straszna kotka gwałtownie się zatrzymał. Uważnie zlustrował ją wzrokiem, szczególną uwagę poświęcając drewnianemu kikutowi, który chyba miał za zadanie zastępować jej łapę. Po chwili zauważył również drugiego kota, a sądząc po wyrazistym zapachu - kocura. Oboje byli chudzi, a pod ich skórą można było dostrzec wyraźnie zarysowane mięśnie.
- Co się dzieje? - zapytał Szampan, który chwilę później znalazł się przy cynamonowym kocurku.
- Cicho bądź! - syknęła Polewka, wyglądając zza pleców brata.
Cała trójka znieruchomiała, napotykając uważne spojrzenie nieznajomej. Cóż, najwyraźniej nie byli mistrzami kryjówek, a już na pewno nie Tequila, ponieważ zaraz po tym jak owa kotka ich zauważyła, wyskoczył przed swoją mamę, chcąc osłonić ją przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Wygiął grzbiet w łuk i najeżył ogon, unosząc go wysoko do góry. Chwilę potem przyszło mu jednak żałować swoich czynów, uświadamiając sobie, w jak bardzo niebezpiecznej sytuacji się znalazł.
< Sarna? >
03 lutego 2018
Od Tequili C.D Szampana
| Tequila wymruczał coś pod nosem, ostatecznie przystając na propozycję
brata. Nie chciał sprawiać mu przykrości, szczególnie widząc
determinację z jaką kocurek prosił o zabawę. Musi mu na tym bardzo
zależeć - przyznał, posyłając Szampanowi krzywy uśmiech. - Niech ci będzie, uparciuchu. - W takim razie, gonisz! - krzyknął błękitnooki, natychmiast odskakując od Tequili. Kocurek prychnął i niemal od razu zaczął gonić za bratem. Nie zajęło mu to długo, zważywszy na to, iż Szampan nie należał do najszybszych. Po chwili obaj tarzali się po ziemi, próbując się nawzajem zrzucić jeden z drugiego. Zabawę kociąt przerwała Kukułka, która stanowczym tonem nakazała maluchom zjedzenie śniadania i dopiero po wykonaniu tegoż polecenia pozwoliła wrócić im do zabawy. Tequila machnął ogonem, wbijając wzrok w dziwne stworzenie siedzące za oknem. - Mamo, co to jest? - miauknął. - Wróbel, jak będziesz starszy to może uda ci się go złapać. Niebieskooki kiwnął głową i podekscytowany przyszłą wizją polowania, aż westchnął z zachwytu. < Szampan? > |
26 stycznia 2018
Od Tequili C.D Jagódki
- Ciekawe imię.
- Coś w nim złego?... - burknął Tequila, uciekając spojrzeniem w bok.
Biała kotka pewniej rozłożyła się na parapecie, wyraźnie rozbawiona zachowaniem kociaka.
- Kto wie? - szepnęła Jagódka, odchylając głowę do tyłu.
- G-głupia! - krzyknął kocurek, lekko jeżąc sierść.
- Nie wolno obrażać innych - parsknęła kotka. - Powinnam już iść, nie mogę całymi dniami przesiadywać u pieszczochów.
Tequila machnął ogonem, słysząc jej słowa. Niby kocica go denerwowała i wyraźnie nie traktowała go poważnie, ale mimo wszystko była jakimś urozmaiceniem w nudnym życiu kocurka.
- Przyjdź jeszcze kiedyś, nudno tu... - mruknął.
- Oczywiście! - Po wypowiedzeniu tych słów Jagódka zeskoczyła na ziemię i ostatni raz zerknęła na kociaka, znikając za najbliższym rogiem.
<*> <*> <*>
Promienie słoneczne leniwie wpadały do pomieszczenia, oświetlając czwórkę kotów: Kukułkę i należące do niej potomstwo, które aktualnie spało wtulone w jej puszystą sierść. Cynamonowa kotka widząc, iż na dworze zrobiło się już jasno, delikatnie szturchnęła nosem pierwsze z kociąt, jakim okazał się Szampan. Płowy kocurek tylko mruknął coś pod nosem i obrócił się na drugi bok. Złotooka westchnęła i wstała, wywołując tym samym protest ze strony dzieci, które zaczęły cicho popiskiwać. Tequila nie widząc lepszego wyjścia, po prostu posłusznie się podniósł, z zamiarem podejścia do drapaka. Jeśli udałoby mu się na niego wspiąć, to w środku mógł by na spokojnie "dospać". No, pod warunkiem, że oczywiście uda mu się na niego wejść. Niebieskooki stojąc już przed owym meblem, spiął wszystkie mięśnie i z całej siły wybił się do góry. Jakież było jego zadowolenie, gdy mu się to udało! A wzrosło ono jeszcze bardziej, gdy kocurek zauważył, że całe zajście widziała jego mama. Dumny z siebie ułożył się na czymś, co mającym przypominać poduszkę i zamknął oczy z nadzieją, na ponowne zaśnięcie.
< halo rodzeństwo? >
20 stycznia 2018
Od Tequili C.D Jagódki
- Też chcę się pobawić! - krzyknęła Polewka, nieco przy tym sepleniąc. Tequila widząc naburmuszoną siostrę westchnął i puścił kulkę, odsuwając się od niej.
- Skoro tak bardzo chcesz się bawić, to proszę! - burknął - tylko nie myśl sobie, że jesteś jakaś wyjątkowa, czy coś...
Kotka natychmiast się rozpromieniła, zadowolona z faktu, że znalazła sobie jakieś zajęcie. To, że kosztem brata, to już sprawa drugorzędna. Rozmyślania kocurka przerwała Kukułka, która uznała ten moment za odpowiedni, na pielęgnację syna. Z jego protestów nic sobie nie robiła, no bo przecież co takie małe kocię może jej zrobić? Ano nic, co najwyżej trochę posyczeć. Znając jednak Tequilę, to szybko mu przejdzie. Uwolniony już z silnego objęcia matki, odbiegł z nadzieją znalezienia odpowiedniego miejsca na drzemkę. Żółta poduszka wydawała się do tego wręcz idealna! Kocurkowi nie dane jednak był dotrzeć do niej, gdyż w tej samej chwili do góry poderwały go czyjeś silne łapy. Ach, ci dwunożni - westchnął. Czując ciepły dotyk na szyi, z jego gardła mimowolnie wydobyło się ciche mruczenie. Po jakimś czasie, ku niezadowoleniu niebieskookiego, dziwne stworzenie przerwało pieszczoty i odstawiło go z powrotem na ziemię. Nagłe poruszenie za oknem przykuło uwagę Tequili. Zaciekawiony podszedł bliżej, chcąc poznać źródło ruchu. Kocurek miauknął, z zamiarem przykucia uwagi jednego z dwunożnych. Ku jego zadowoleniu udało mu się to i już po chwili stał na parapecie, mając przed sobą szybę. Za nią, siedziała ładna, biała kotka. Co prawda nie tak bardzo jak mama, ale nadal była niczego sobie. Jej futerko w niektórych miejscach było brudne, a i sama obca wyglądała jakoś tak "dziko".
- Dziwna - miauknął Tequila, wbijając wzrok w tęczówki kotki.
< Jagódka? Wybacz, że takie krótkie >