*tuż po wygnaniu Gąsieniczka*
Od czasu misji ponownie stała się cieniem kota. Unikała praktycznie wszystkich i znikała z obozu na długie godziny. Nie robiła tego jednak dla relaksu, czy rozrywki. W rzeczywistości wiedziała, że od ostatniego wydarzenia zachowywała się inaczej i bała się, że mogłaby komuś coś przez przypadek powiedzieć. A wtedy… Nie chciała o tym myśleć. Już i tak jej sny zatrute były wizjami krwi. Jedyne koty, z którymi ostatnio rozmawiała to Różeńcowe Serce i Skrzydlata Pogoń. Tylko że nawet przy nich nie czuła się komfortowo. Wielokrotnie było to po niej widać podczas spotkań. Nigdy nie roztrząsali tego za bardzo, bo wszystko ucinane było słowami “Wykonaliśmy rozkazy, misja się skończyła. Nie powinniśmy o tym więcej rozmawiać”. No właśnie, wykonali rozkazy. Skąd miała wiedzieć, że kiedy Lśniąca Gwiazda nagle zacznie mieć jakieś wątpliwości, nie skończy z pazurami przyjaciół z legowiska w gardle? Tak, bała się ich. Ale nie mogła tak po prostu uciec, bo wiedziała, że to również jej wina. Nie była wcale lepsza, była wspólniczką. Nieważne jak bardzo chciałaby, żeby to zmyło się z niej przy pierwszym lepszym deszczu. W końcu doszła do wniosku, że wyrzuty sumienia nie dawały jej normalnie funkcjonować. I choć uważała to za szalone czuła, że musi pójść porozmawiać o tym z Lśniącą Gwiazdą. Potrzebowała wreszcie komuś powiedzieć o swoich przemyśleniach, a kocur był jedynym, który mógł to usłyszeć. Kiedy stanęła przed wejściem do legowiska, poczuła się jeszcze gorzej niż kilka wschodów słońca temu kiedy to została wyznaczona do patrolu. Przełknęła głośno ślinę i spuściła wzrok na łapy, po czym łamiącym się cichym szeptem miauknęła:
– …Lśniąca Gwiazdo. – w tym momencie jej gardło ścisnęło się, więżąc w środku wszelkie inne słowa, jakie mogłaby teraz powiedzieć.
— Tak, Wzorzysta Dali? Czy... Coś się stało? Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to jestem tu, by tego wysłuchać. Niezależnie od tego, na jaki temat chciałabyś się wypowiedzieć – rozbrzmiał głos ze środka jaskini. Kotka postawiła krok do środka i zerknęła na niego szybko. To był błąd. Od razu odwróciła wzrok. Ten jego uśmiech… to, że był taki spokojny, kiedy wiedział, co zrobili… To ją przerażało. Jeśli ona nie mogła spać, będąc w to zamieszana, to jakim cudem on mógł się tak zachowywać, skoro to był jego pomysł?
– Ja… – ugryzła się w język i syknęła cicho. – Może lepiej poza obozem…
— Oczywiście — przywódca odparł miękko. — Chodźmy.
Poszli do lasku niedaleko starej studni. Przez całą drogę pomimo patrzenia pod łapy czuła się jeszcze gorzej. Co chwilę zmieniała tempo. Na początku to ona prowadziła, ale wtedy zalały ją wspomnienia, kiedy prowadziła patrol do betonowego świata, potem szła obok lidera, ale czuła się okropnie niekomfortowo, jakby celowo pakowała się pod szpony jakiejś bestii. Chociaż, czy nie to właśnie robiła? W końcu pozwoliła rudemu prowadzić, chociaż niezbyt to pomogło. Kiedy dotarli na miejsce, usiedli naprzeciwko siebie. Dopiero wtedy zdecydowała się ponownie podnieść wzrok, by widzieć kocura. Strach nie ustępował, jednak zmuszała się do pozostania w takiej pozycji.
– Chodzi o patrol – wyrzuciła z siebie szybko, bojąc się, że jeśli zrobi pauzę, znowu straci zdolność mowy. Cisza zawisła na chwilę pomiędzy kotami. Rudy przechylił lekko głowę, a w jego spojrzeniu pojawiła się łagodna ciekawość.
— Och... uciekł wam?
Zjeżyła się lekko. Czemu był taki spokojny? Wizja możliwej porażki nie przeszkadzała mu?
– Nie… po prostu… – wzięła głęboki oddech. – Dlaczego? Dlaczego mieliśmy to zrobić?
— Robić... Co? Wzorzysta Dali, naprawdę nie rozumiem, co próbujesz mi przekazać.
Nie chciała tego mówić. Wypierała się tego, mając nadzieję, że poczuje się lepiej. Ale teraz musiała się przyznać.
– Czemu musieliśmy go oślepić? – powiedziała powoli, jakby nagle ulotniły się z niej wszelkie emocje. Po prostu siedziała i patrzyła bez konkretnego wyrazu na rudego, zupełnie jak wtedy, kiedy widziała, jak z jej łapy spływa cudza krew i zostawia szkarłatne plamy na chodniku. Lęk ustał na chwilę. Zamiast niego poczuła brak zrozumienia. Lśniąca Gwiazda przez moment wpatrywał się w rozmówczynię.
— Wydawało mi się, że już o tym mówiłem — odparł spokojnie, a jego głos pozostał miękki i wyważony. — Posłuchaj. Ogryzek dopuścił się czegoś, czego nie da się ani usprawiedliwić, ani pojąć. To nie był błąd, który można zmyć skruchą czy dobrymi intencjami. Nawet jeśli naprawdę żałuje, nie może zbliżać się do naszych terenów. Są czyny, których po prostu się nie wybacza. – uśmiechnął się. — Cieszę się, że jest w tobie tyle empatii. Właśnie dlatego uznałem, że powinnaś zostać Jaśniejącym Skrzydłem.
– Mogliśmy go po prostu zabić… To tylko wszystko przedłuża… – zwiesiła łeb i podparła go łapami. Nie była w stanie go słuchać. Nawet gdyby chciała to robić. Wszystko wydawało się teraz takie mgliste.
– Tylko przedłużamy jego cierpienie…
Lśniąca Gwiazda cicho westchnął.
— I zniżyć się do jego poziomu...? — zapytał łagodnie. — Wtedy przestalibyśmy się od niego różnić.
– Mamy być gorsi? – zapytała drżącym głosem. - I tak pewnie już nie żyje…
— Skąd możesz to wiedzieć? — zapytał spokojnie. — Jestem przekonany, że znalazł pomoc. Siedlisko Dwunożnych tętni życiem i na pewno znajdzie się tam ktoś, kto opatrzy rany albo poda łapę potrzebującemu.
– Sama ledwo przeżyłam! – miauknęła głośno, podnosząc łeb. Po chwili zestresowała się tym i starała się opanować ton:
– Chcieli mnie zabić, kiedy byłam kociakiem… a potem trafiłam tutaj…
— To naturalne, że odczuwasz stres. Ale... postaraj się po prostu o tym nie myśleć. – zamilkł na moment, a w jego oczach pojawiło się subtelne współczucie. — Możemy wracać? — dodał miękko. Skinęła tylko niemrawo głową. Przecież przywódca naprawdę próbował jej pomóc, tylko ona nie potrafiła tego wykorzystać… prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz