BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spieniona Fala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spieniona Fala. Pokaż wszystkie posty

16 czerwca 2018

Od Spienionej Fali C.D Żwirowej Ścieżki

  Kocica wpatrywała się długo w ciało Szelesta.  Uderzyło ją wspomnienie z dzieciństwa, gdy miała uczyć go walki, ale ostatecznie uznała, że jest za mały. I jak dowiedziała się że zabił Ziewającą Łasicę. Od tamtej pory praktycznie nie rozmawiali. I już nigdy nie będą.
  Pobiegła powiadomić Pierzastą Gwiazdę i wziąć kilka kotów, które pomogą im zanieść ciało i je zakopać. Zrobiła to Wydrowa Stopa i Rozżarzony Popiół.

***Po porodzie***

  Pianka siedziała w kociarni, czyszcząc swoje młode. Kociaków była dwójka, córka i syn. Chociaż maluchy na razie tylko się wierciły i piły mleko to pręgowana i tak zauważyła, że Żmijka jest znacznie większa od Gołąbka, którego musiała czasem wpychać przed tę koteczkę. Zaśmiała się w duchu na myśl, że Żwirka założy rodzinę przed nią, a ona sama w ogóle zostanie starą panną bez dalszych perspektyw. Czy nadal spotykała się z Błyskawicą? Przez początek ciąży się to zdarzało, teraz jednak nie mogła na dłużej wychodzić z kociarni a i zielonooki kocur powędrował gdzieś dalej, by nie prowokować klanów. Miała jednak nadzieję, że gdy kociaki podrosną nieco, będzie mogła o nich mu opowiedzieć. Lubiła Błyskawicę. Był dla niej niczym bliski przyjaciel, a choć mieli dzieci, to nieśpieszno było im nazywać się partnerami.
  Nagle do żłobka weszła Żwirowa Ścieżka, cała w skowronkach.
- Spieniona Falo, wybacz że nie mogłam zjawić się wcześniej ale miałam obowiązki, ach, tak bardzo się cieszyłam że zobaczę twoje kociaki że podczas łowienia ryb wpadłam do wody! Na szczęście Żar pomógł mi, bo zachłysnęłam się wodą. Dobrze, że nie byłam wtedy sama. - rzekła, a starsza kotka jedynie się uśmiechnęła. Wiadomość, że ta dwójka coraz częściej razem chodzi na polowania czy patrole dobrze wróżyła ich przyszłemu związkowi. - No ale dość o mnie, pokazuj te szkraby! - kocica odsunęła łapę, ukazując dwie śpiące kuleczki. -Ojej, ale one są urocze! Jak je nazwałaś?
- To duże to Żmijka, a to to małe to Gołąb. - odparła, gdy przyjaciółka przyglądała się im błyszczącymi oczami.
- Pianko, to trochę osobista sprawa, ale chciałam cię zapytać...
- ...kto jest ich ojcem? Fajny kot. - ucięła krótko, ale puściła oczko, by pokazać swoje przyjazne nastawienie. Żwirowa Ścieżka niestety nie zdążyła odpowiedzieć, bo nagle wparował Rozżarzony Popiół.
- No wiesz ty co, mogłaś mi chociaż pomóc zanieść te ryby do obozu, już chyba z piętnaście razy wszystko mi wypadło z pyska! - zawołał gniewnie.
- Bo ty zawsze chcesz wszystko już, teraz, a to małymi kroczkami trzeba. - zaśmiała się niebieskawa.
- Powiedziała ta co tak szybko sobie sprawiła kocięta! - odparował zręcznie.
- Skoro ja mam to i ty też mieć je powinieneś! Jesteś starszy ode mnie! No wiesz, kotka to co innego, może się nie czuć gotowa, ale ty jako kocur już dawno powinieneś...
- Ciicho! - odezwała się Żurawinowy Krzew, które zgarniała ciekawskie kociaki. - Nie przy dzieciach!
- Okej, przepraszam. - mruknęła do koleżanki z legowiska.

<Żwirko?>

27 maja 2018

Od Spienionej Fali CD

Błyskawica zaczął lustrować ją zielonymi oczami.
- Lubię cię, Pianko. - wypalił bez ogródek. Kocica otworzyła szeroko oczy. - Oh, czyżbyś nie polubiła mojego towarzystwa? -zapytał po chwili skruszony, ale w tym zdaniu czaiła się ironia.
- Nie, ja też cię lubię, ale jeszcze nie spotkałam kogoś tak bezpośredniego.
- Oczywiście, że spotkałaś.
- Co? A kogo niby? - dopytywała się.
- Swoje odbicie w tafli wody - parsknął śmiechem, przyciskając łebek do boku Spienionej Fali i śmiał się, wtulony w jej krótkie futro. Do odgłosu stłumionego śmiechu szybko dołączyła się i kotka, chichocząc. Długowłosy oderwał swoją głowę od kocicy. - To co, dostanę odpowiedź? Lubisz mnie?
- Yyyy... - bąknęła. Bardzo polubiła kocura, ale mimo to wiedziała, że tak naprawdę w ogóle nie powinna z nim rozmawiać, a jedynie krótko poinstruować, by się tu nie zapuszczał. Było jej tak szkoda Błyskawicy, błyskotliwego i szczerego do bólu samotnika, którego największym marzeniem było zostanie prawdziwym klanowym wojownikiem, że poczuła, jak łzy spływają jej po policzkach. Nigdy nie spotka kogoś takiego jak on. Miała nieodparte wrażenie że razem stanowiliby świetny duet - on kierował się sercem, ona umysłem. I może te myśli potoczyłyby się dalej, gdybg nie słowa kocura:
- Zapomnij. Nie powinienem pytać - przecież prawdziwy wojownik jest wierny swojemu klanowi. Przepraszam - spuścił głowę. Ona potrząsnęła głową - niech się wypchają, klanowe świętoszki!
- Lubię cię bardzo, bardzo, bardzo, tak bardzo, że aż boję się, co z tego wyniknie.  Ale wiesz co? Mam to gdzieś. Na pewno Klan Gwiazdy chroni dobre koty, którym los nie pozwolił być razem. - przytuliła się do niego mocno, a ten był zbyt zszokowany, by zareagować inaczej niż Pianka. Nie myślała o Błyskawicy jak o partnerze, ale czuła w nim przyjaciela, kota wspanialszego niż jej ukochany kuzyn Rozżarzony Popiół.
- To co, gotowy? - zapytała z łobuzerskim uśmiechem. Kocur najpierw się zdziwił, ale nim zdążył zapytać już wiedział i naprzemian otwierał i zamykał pyszczek. W końcu wydukał:
- Pianko, jeśli ty myślisz o tym, o czym ja myślę, to...
- Oj nie marudź, na pewno tego chcesz. - mrugnęła.
- Możesz się na mnie obrazić, ale nie przypuszczałem, że klanowe kotki są tak puszczalskie. - zaśmiał się. Kocica, udając wielce oburzoną rzuciła się na długowłosego i przeturlała go w pobliskie krzaki. A to, co się cstal dalej, niech pozostanie tajemnicą

<The end.>

13 maja 2018

Od Spienionej Fali

  Tego dnia kocica postanowiła zrobić swojej uczennicy egzamin, aby sprawdzić jej umiejętności łowieckie. Już wczorajszego wieczoru poprosiła ją na słówko i poprosiła ją o stawienie się następnego dnia przy wyjściu z obozu. Spieniona Fala mimo to zapomniała o całym świecie, wpatrując się w piękne, wschodzące słońce. Ocknął ją dopiero delikatny ciężar, który naparł na jej lewy bok.
  Jagodowa Łapa zgodnie z prośbą pojawiła się punktualnie, lustrując swoją mentorkę radosnymi, żółtymi oczami. Bo lekkich wibracjach wyczuła podniecenie uczennicy.
- Chodź, mam dla ciebie ważne zadanie na dziś. - obie kotki wyszły z opustoszałego jeszcze obozu i kierowały się w stronę rzeki, dokładniej pewnego miejsca, które Pianka wraz ze swoją nieśmiertelną kompanią: Żwirową Ścieżką, Rozżarzonym Popiołem i ich uczniami znaleźli podczas wspólnego wypadu na łowienie ryb. Było ono wręcz cudowne i od tamtego czasu zawsze tu wracała. Pokazała je też Jagodowej Łapie, by również mogła korzystać z niego jako wojowniczka i mentorka.
- Co będziemy robić? - zapytała zaciekawiona liliowa kotka.
- Zobaczysz. Zdradzę ci tyle, że zamierzam przyśpieszyć nasz trening, a dokładniej sprawdzić, co już umiesz, aby nie wracać się do podstaw w późniejszym czasie. - odparła. - No aż nie wierzę, że ten niepoprawny rudzielec już zdążył wyszkolić drugiego kota, a jest tylko trochę starszy ode mnie! Co za wredna kupa futra! - zaczęła nagle mruczeć do siebie. Jagodowa Łapa zaczęła chichotać.
- Przecież prawie płakałaś ze wzruszenia na mianowaniu Srebrnego Poroża, a gratulowałaś jego mentorowi więcej razy niż ryb jest w rzece! A może... O! On ci się podoba! - gdyby koty się rumieniły, to Pianka puściłaby buraka w tym momencie. Na te słowa otworzyła szeroko oczy, zesztywniała i przez wielki, usatysfakcjonowany uśmiech liliowej zrobiło jej się gorąco. - Widzę, że miałam rację! - krzyknęła radośnie.
- Żadnej racji nie masz! A za to nagrabiłaś sobie teraz nieźle i uwierz mi, wrócisz cała oblepiona błotem! - burknęła zażenowana. 
- Ale przecież wszyscy widzą, jak się na niego patrzysz! - nie ustępowała kotka.
- On nie był i nigdy nie będzie mi przeznaczony. Poza tym jest moim kuzynem. A to mianowanie... ja po prostu przeżywam każde ważne wydarzenie w klanie! Na kim mam się skupiać jak nie na Klanie Nocy? To jest moja rodzina! - wykrzyknęła desperacko, ale po chwili się opanowała. - A teraz koniec gadania, bo tracisz cenny czas.
- Czas na co?
- Na złowienie posiłku dla całego klanu.
- Że co? - uczennica otworzyła oczy ze zdumienia. - A-ale to niemożliwe! Ja sama?
- Tak, ty sama. A jak ci się nie uda to zapewniam cię, że nigdy nie zostaniesz wojownikiem! - rzekła ostro, ale zanim kotka zdążyłaby się załamać, puściła jej oczko i dodała łagodniejszym tonem: - Po prostu się postaraj, dobra?

***

  Szczerze powiedziawszy, Spieniona była pod wrażeniem, ile ryb złowiła młoda Jagodowa Łapa. Posłała jej pod koniec aprobujące spojrzenie, a ta odwzajemniła to uśmiechem. 
  Gdy dotarły do obozu, ledwo niosąc te wszystkie ryby, zauważyły wielkie poruszenie w obozie. Szybko odstawiły zdobycze na stertę i podbiegły do pierwszego lepszego kota.
- Żurawinowy Krzew rodzi! - dowiedziały się od młodego ucznia, Lwiej Łapy. Pianka szybko pobiegła do żłobka, by być przy koleżance. Na szczęście nikt jej nie wygonił. Po pewnym czasie, nareszcie na świat przyszły trzy piękne kulki. Kocica wzruszona nadała im imiona - każde było po części związane z wodą. Jednego malucha chciała nazwać Pianką, ale za namową pręgowanej córki Pszczelego Miodu zrezygnowała i obdarzyła kotkę imieniem Łezka.
A nasza kochana niebieskawa wojowniczka już obmyślała, jak zaciągnąć tutaj Żara. Niech się uczy. Dla Żwirki.


15 kwietnia 2018

Od Spienionej Fali

  Spieniona Fala ze znużeniem przypatrywała się kotom z obozu. Część z nich dopadła dziwna choroba, nazywana Łzawym kaszlem. Choć kotka martwiła się o swój klan, to nawet nie próbowała pomóc - nie znała się kompletnie na roślinach i jedyne co potrafiła odróżnić to śmiertelne jagody cisu. Wszystkie wyprawy z Dryfującym Obłokiem po zioła kończyły się zrezygnowaną miną kocura i zażenowaniem kocicy, która nie potrafiła nigdy znaleźć tego, o co ją proszono. Martwiła się też o przyszłość Klanu Nocy, bo ich jedyny medyk wyglądał na przepracowanego, a Miodowe Serce zaginęła. Gdy nawet ich liderkę dopadło to dziwne schorzenie, Pianka czuła się bezsilna i starała się wynagrodzić swoją bezczynność w tym aspekcie wzmożonym polowaniem. Na duchu podnosiła ją jedynie świadomość, że Rozżarzony Popiół i Żwirowa Ścieżka mają się dobrze.
  Późnym popołudniem opuściła obóz, aby zapolować. Pora Nagich Drzew szczęśliwie miała się ku końcowi, więc wiedziała, że norniki i inne stworzonka zaczną niedługo się mnożyć. Po pewnym czasie namierzyła mysz - chudą i mizerną wprawdzie, ale zawsze coś. Zaczęła się skradać, uważając, aby zwierzątko jej nie usłyszało. Gdy dostatecznie się zbliżyła, wykonała zgrabny skok i zabiła. Zakopała zdobycz i ruszyła dalej.
  Była tak skupiona na polowaniu, że nawet nie zauważyła, jak oddaliła się na tereny niczyje, a następnie jak nadepnęła na coś bardzo miękkiego. Ogon kota. Poczuła dreszcz bólu przebiegający przez ciało nieznajomego kota, po czym została przygwożdżona do ziemi, zanim zdołała zareagować.
- Co ty robisz? Nie atakuje się śpiącego, poza tym to tereny niczyje! - warknął nieznajomy kocur.
- To nie był atak, po prostu cię nie zauważyłam, więc może tak byś mnie wypuścił?! - odwarknęła niebieska kocica, próbując się wyślizgnąć spod silnych łap przeciwnika. Ten jednak ją puścił i począł jej się przyglądać.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Może to ja powinnam wpierw zadać to pytanie. - rzekła. - Bo nie kojarzę cię, a i żadnym z klanów mi nie pachniesz. - po tych słowach uderzyło ją to, że kocur wyglądał na bardzo zadbanego i całkiem nieźle odżywionego, choć tłusty nie był. A może tylko ukrywał to pod swoim długim futrem?
- Bo nie należę do żadnego z tutejszych klanów. Kręcę się w tej okolicy od niedawna. - odparł spokojnie. - Wprawdzie niestety musiałem naruszyć terytorium jednego z nich, ale tylko przelotnie i od tego czasu siedzę tutaj. Niewiele tu zwierzyny, na tym skrawku ziemi, ale zawsze coś. - uśmiechnął się lekko, jakby zupełnie nie przejmował się tym, że ma do czynienia z dziką kotką. - Poza tym, Błyskawica jestem. A ty? - obdarzył ją spojrzeniem swoich zielonych oczu, które mówiły wiele i jednocześnie nic.
- Spieniona Fala, wojowniczka Klanu Nocy, ale i tak większość znajomych nazywa mnie po prostu Pianką. - odparła dumnie, mrużąc swoje blade ślepia. Za to kocur swoje oczy rozszerzył z ciekawości.
- Prawdziwa wojowniczka? To zaszczyt. - rzekł. - Szkoda że nie spotkał on moich rodziców. - dodał, po czym usiadł i zaczął myć łapę.
- Niech zgadnę, twoi rodzice to pieszczochy? - na te słowa Błyskawica zmarszczył się i słowa, które wypłynęły zaraz z jego pyska były tak przepełnione wściekłością i urazą, że Pianka miała ochotę się cofnąć.
- Jak śmiesz! Moi rodzice nigdy nie mieli styczności z dwunogami i choć nie żyli w prawdziwym klanie to przestrzegali kodeksu aż do swojej śmierci!
Kocica zapeszyła się.
- Ja... nie wiedziałam. Mówisz że nie byli prawdziwymi wojownikami, ale przestrzegali kodeksu. Kim więc byli? - zapytała, próbując naprawić się w oczach nowego znajomego. Błyskawica nie chował jednak do niej urazy.
- Byli wojownikami w klanie, który klanem nie był. To znaczy że nie mia aprobaty Klanu Gwiazd, lider nie miał dziewięciu żyć i tak dalej. Mimo to byli dobrzy, większość żyła kodeksem i przestrzegała go tak bardzo jak ty i tobie podobni. Jednak przed moim narodzeniem klan nasz został podbity przez inny, lider i zastępca zginęli, tak jak większość kotów, ale moi rodzice uciekli, tak jak ta garstka, co przeżyła, która rozproszyła się w panicznej ucieczce na wszystkie strony. Po jakimś czasie rodzice znaleźli opuszczoną norę, w której się urodziłem. Od początku wychowywali mnie w duchu kodeksu i wpajali mi wiarę w Klan Gwiazd. Gdy miałem sześć księżyców, moja mama zmarła z powodu choroby. Ja i mój ojciec staraliśmy się jakoś żyć bez niej, on uczył mnie polować i tropić. Pewnego dnia, gdy wróciłem z łowów, zobaczyłem zmasakrowane ciało mojego taty. Zabił go borsuk. Pochowałem go i zacząłem szukać szczęścia gdzie indziej. Tak trafiłem tutaj.
- Oh. - kotkę poruszyła ta historia, potrafiła sobie wyobrazić każdy szczegół z życia Błyskawicy i jego rodziców i te wizje były tak barwne i smutne, że spuściła głowę. - To było takie straszne. - szepnęła, jakby i ona wtedy tam była, choć jedyne co miała to obrazy swojej bujnej wyobraźni.

C.D.N.


01 kwietnia 2018

Od Spienionej Fali C.D Żwirowej Łapy (Ścieżki)

  Obie kotki ćwiczyły walkę jeszcze długo, a Pianka z satysfakcją zauważała, że młoda szybko się uczy. Była absolutnie pewna, że wyrośnie na świetną wojowniczkę i będzie mogła się szczycić, że miała pewien wkład w jej wychowanie. Choć kocica ta była niezależna i lubiła towarzystwo samej siebie, Żwirkę obdarzała szczególnymi uczuciami, od czasu gdy Ziewająca Łasica ją skrzywdziła.


**timeskip**

  Tego dnia postanowiła zabrać Żwirową Ścieżkę na polowanie. Była bardzo dumna z kotki, która została wojowniczką, poza tym dzięki temu mogła z dumną miną oświadczyć swojemu kuzynowi, że gdyby nie ona to by Żwir tak szybko by sobie na to miano nie zasłużyła oraz ze zwykłą uszczypliwością dogryzała mu, że ten tyle czasu zmarnował w leżu medyka, choć oboje wiedzieli, że te słowa nic nie znaczą, a Spieniona Fala zamartwiała się cały czas.
- Żwirko, wstawaj! - zawołała. Usłyszała stłumione warczenie, chwilę po tym kotka zerwała się na równe nogi.
- Nie jestem leniem, poza tym już nie mamy treningu... oh, to ty, Spieniona Falo. - mruknęła. - Dlaczego mnie budzisz?
- Nie masz może ochoty popisać się przede mną twoimi wspaniałymi umiejętnościami łowieckimi? - miauknęła. - Zresztą, każda zdobycz się przyda.
- Jasne, daj mi chwilkę. - odparła. Niebieska kocica wyszła z legowiska i czekała na młodszą przed wyjściem z obozu. Po dłuższej chwili mignęła jest sylwetka młodej wojowniczki.
- To co, ruszamy?
- Tak.
  Gdy nie znalazły nic na terenie stałym, postanowiły łowić ryby w rzece. Nie obeszło się w międzyczasie bez plotek i pogaduch.
- Pianko, nie myślałaś może o... o znalezieniu sobie fajnego kocura? - wypaliła nagle Żwirowa Ścieżka.
- Że co? A widziałaś gdzieś w naszym klanie kogoś fajnego? - zapytała ironicznie. - Wszyscy skupiają się jedynie na sobie i widzą nie dalej niż czubek swojego nosa! - zaśmiała się. - Nie, nawet jeśli byłby taki ktoś, to i tak partnerstwo nie jest dla mnie. Samotność, wbrew pozorom, jest darem. Nie ocenia, nie krzywdzi cię od środka, nie opuści cię w najgorszych chwilach twojego życia. Grunt, by umieć cieszyć się nią i towarzystwem samego siebie.
- Nie chciałabyś kiedyś zostać matką? - padło następne pytanie.
- Kocięta to co innego - są twoje. Wychowujesz je sama i poświęcasz im całą swoją miłość. Ale nie wiem, czy będę je mieć, bo i z kim? - w jej głowie siedział Rozżarzony Popiół, ale szybko odtrąciła tę myśl - są spokrewnieni. - A ty? Chciałabyś mieć kogoś na stałe?

<Żwir?>

08 marca 2018

Od Spienionej Fali C.D Żwirowej Łapy

Kotka uważnie zlustrowała wzrokiem młodą kotkę. Była w idealnym wieku na naukę walki, a poza tym jej mentor bardzo ją chwalił. Dziwiło ją, że mimo tego, że ma bardzo dobre relacje ze swoim nauczycielem chce aby to właśnie ona uczyła ją tej trudnej sztuki.
- Dlaczego pytasz się mnie, skoro masz takiego cudownego mentora? - zapytała. Żwirowa Łapa chwilkę się wahała, zanim rzekła:
- Czuję, że to ty najlepiej mnie nauczysz. Nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu... - Spieniona nadal była zaskoczona zapytaniem terminatorki, więc przez chwilę milczała. Zmarszczyła brwi.
- Jak wytłumaczysz się Rozżarzonemu Popiołowi, że sprawiłaś sobie za jego plecami jeszcze jedną "mentorkę"? - nie mogła powstrzymać uśmiechu. - Bardzo chciałabym zobaczyć jego wyraz pyska. Ha, już to sobie wyobrażam! - parsknęła śmiechem, a Żwirka patrzyła na nią wyczekująco.
- Więc zgadzasz się? - miauknęła z nadzieją w oczach.
- Wygląda na to że tak. - odparła, wciąż nie mogąc powstrzymać uśmiechu na myśl o tym uroczym szoku na pysku swojego kuzyna.

***

Rano czekała na Żwirową Łapę. Kotka była zamyślona, ale mimo to wyglądała na gotową do chłonięcia wiedzy.
Poszły na spacer, a w tym czasie Pianka opowiadała młodszej kocicy o podstawach walki. Jednocześnie w głębi duszy mruczała z rozkoszą na widok tego cudownego krajobrazu, jaki się przed nią malował. Wdychała świeże, poranne powietrze i jakby niesiona wiatrem mówiła:
- Przede wszystkim nigdy nie wolno nie doceniać przeciwnika. Nie masz pewności, czy nie udaje słabszego lub wyczerpanego po to, by zaatakować z zaskoczenia. Po drugie: atutem kotów Klanu Nocy jest siła ich przednich łap. Mimo to nie zawsze możesz polegać tylko na ich mocy - wtedy powinnaś starać się używać rzeczy wokół siebie.
- Czyli?
- Na przykład piasku. Albo w Porze Nagich Drzew śniegu. A gdy jesteś w pobliżu rzeki to też możesz to wykorzystać, ale z rozwagą.

<Żwir? Przepraszam że tak długo czekałas ;_;>

01 lutego 2018

Od Spienionej Fali

Kocica była przepełniona radością, słysząc wojowników skandujących imię jej i Mrocznego Pyska. Spieniona Fala była według niej pięknym imieniem - niby lekka, puszysta i łagodna, a jednak potrafiąca uderzyć niespodziewanie z niezwykła mocą i zalać oczy słoną wodą. Odczuła smutek, że dziadek nie dożył tej chwili, ale Pierzasta Gwiazda już zyskała jej szacunek i w jakimś stopniu sympatię.
Ogólną radość przerwało dramatyczne wydarzenie - Szeleszcząca Łapa wniósł ciało Ziewającej Łasicy. Rozszerzyła ślepia z zszokowania. Początkowo myślała, że przydarzył się jakiś wypadek. Ale zobaczyła ślady kłów w okolicach jej gardła. Podeszła chwiejącym się lekko krokiem w jego kierunku, automatycznie wysuwając ostre pazury. Spojrzała bladymi oczami na kremową kotkę, a zwłaszcza na jej ranę. Gardło przebiły jej kły kota.
Uznała, że to może była potyczka z innym klanem. Ale kotka nie pachniała klanem innym niż Nocy. W dodatku Szeleszcząca Łapa rzekł drżącym głosem, że ją zabił.
No cholera, co to za potwór, że własną matkę zabił!
Cofnęła się na krok od kocurka, a w jej oczach błyszczała wrogość. Okej, Ziewająca Łasica była głupią kotką, mizdrzyła się do każdego ładnego kocura, źle traktowała swoje dzieci i była bardziej wkurzająca niż mucha latająca wokół ucha. Chyba większość kotów by się cieszyła w duchu, gdyby zniknęła z ich klanu. Ale zabicie kotki ze swojego klanu, mentorki i do tego własnej matki nie było ani trochę zgodne z kodeksem, wolą Klanu Gwiazdy ani nawet zasadami moralności! Przypomniała sobie swoje własne słowa wypowiedziane do niego: "Mam też nadzieję, że kiedyś zdołasz pokazać tej starej śmierdzielce, gdzie jest jej miejsce."
Poczuła się winna. Czyż nie ona go podjudzała do tego?
- Szelest nie jest głupi. - powiedział głos w jej głowie. - To on sam podjął takie środki. - przyznała też przed samą sobą, że nie chodziło jej naprawdę o zamordowanie byłej królowej z zimną krwią, tylko by nauczył ją, że się nie gardzi własnymi dziećmi i jak się to może skończyć - na przykład rysą na pysku, ale nie przegryzionym gardłem! I to zdanie przeważyło.
Po ataku Dębowej Łapy Pianka była ciekawa, co zrobi z uczniem Pierzasta Gwiazda. Czy liderka podejmie dobrą decyzję?
Sama nie była pewna, jakby się zachowała. Jej mózg darł się: Wygnaj! Niech ten potwór zniknie mi z oczu!, ale serce krwawiło z żalu. Wierciła się niespokojnie. Wszyscy rzucali mu spojrzenia - jedni współczujące, inni zszokowane, ale większość oburzone. Ona patrzyła na niego raz zimnym wzrokiem, raz tracił on bezwzględność.
- Ziewająca Łasica została zabita przez Szeleszczącą Łapę. Takie zachowanie nie jest w naszym klanie ani trochę akceptowane, a co za tym idzie - zostanie on ukarany za to, co zrobił. Nie wygnam go, ani nie zabiję. Zabił on swojego mentora, co oznacza, że nie był gotowy na trening, a z woli Klanu Gwiazdy będzie od tej chwili nazywany Szelestem. Nie jest on już uczniem a kocięciem i rangę tą odzyska wtedy, kiedy ja o tym zadecyduję. - rzekła liderka. Spieniona Fala kiwnęła aprobująco głową. Mimo wszystko brakowałoby jej Szeleszczącej Łapy, czy raczej znów Szelestu. Ale niech nie myśli, że zabicie członkini Klanu Nocy ujdzie mu płazem w jej oczach.
Po zebraniu odeszła do legowiska wojowników, myśląc tak intensywnie, że wpadła na kocura.
- I co, zadowolony z wyroku? - rzuciła chłodno. Nie odpowiedział, tylko patrzył się na nią. Był od niej niższy, więc musiał lekko zadrzeć głowę. - Nie miałam pojęcia, że taka z ciebie Mordercza Szczęka. - dodała na odchodnym.

<Szelest?>

27 stycznia 2018

Od Spienionej Łapy "Już czas"

Młoda kocica właśnie wróciła z bardzo udanego polowania. Złapała kilka sporych ryb, a przy powrocie upolowała jeszcze małą mysz. Odłożyła te smakowite kąski na stos zwierzyny i zamierzała udać się do legowiska uczniów na krótką drzemkę, gdy usłyszała swojego mentora rozmawiającego z Pierzastą Gwiazdą.
- Początkowo myślałem, że to zadufana w sobie nieróba, która oczekuje niewiadomo czego, sama nic nie dając. Cóż, jest uparta i dzika, dziksza niż być powinna, ale muszę przyznać, że jest materiałem na dobrą wojowniczkę. W każdym razie przestała zachowywać się jak kociak i całkiem nieźle walczy. - mówił Fiołkowy Podmuch, a Piance wąsy zadrżały z podniecenia. Czy to właśnie czekoladowy kocur chwali ją przed liderką? Nie posądzała go o to, że w jakiś sposób mógł ją polubić. Zazwyczaj się kłócili i wyzywali, a choć ona go wielbiła, to nie sądziła, że to szło w obie strony. - Sądzę, że jest prawie gotowa. Jutro ją sprawdzę, by mieć pewność absolutną.
- Jasne, mój synu. - odrzekła nieco rozbawiona liderka - Jak skończycie, przekaż mi wieści. I nie zamęcz jej. - Spieniona szybko się oddaliła, by nie być oskarżaną o podsłuchiwanie. Następnie poszła do legowiska uczniów i padła na posłanie z mchu.
Rankiem wstała bardzo wcześnie i dokładnie wyczyściła futerko, tak że lśniło w promieniach wchodzącego słońca niczym woda falująca w rzece. Czekoladowy kot podszedł do niej i powiadomił ją, że zabiera ją na polowanie. Przytaknęła i ruszyła za nim. Zanim doszli nad rzekę wypytał ją dokładnie o kodeks i Klan Gwiazdy, a gdy na wszystko odpowiedziała, kiwnął aprobująco głową. Potem łowili ryby w rzece, kiedy były jeszcze dość senne. Upolowali pokaźny stosik, chwilę odpoczęli i ruszyli dalej, w miejsce, gdzie uczniowie chodzili walczyć. Fiołkowy wydał rozkaz zaatakowania go. Kotka już chciała się rzucić, gdy wyczuła inny zapach... Dwa inne koty z jej klanu były gdzieś blisko, tak więc po chwili zaszarżowała, by w ostatniej chwili uskoczyć w bok przed nadbiegającą Rybi Ogon. Drasnęła kotkę pazurami po czym jej uwaga skupiła się na mentorze, który szykował się do skoku. Walczyła z nim przed chwilę, ale kocur był silniejszy, więc musiala przerwać walkę i odskoczyła w tył, wykonała obrót i kopnęła go tylnymi nogami, tak, że się zachwiał. Z drugiej strony wychyliła się kolejna postać, Żurawinowa Łapa, jednak nie wyczuła w niej chęci walki. Ona tam była, by ją zmylić, tak jak jej mentorka. Zrobiła łatwy unik przed cynamonką i zaczęła drapać swojego mentora. W końcu walka się zakończyła.
- Cóż... Dobra robota. - rzekł po chwili Fiołkowy.
- To było wspaniałe! Piękna walka, Spieniona Łapo. - dodała podekscytowana starsza kotka. Żurawinowa Łapa patrzyła na nią z radością, a Rybi Ogon szepnęła potem na ucho uczennicy, że niedługo też nauczy ją tak walczyć. Młoda za to zwróciła się do mentora:
- Myślałam, że uważasz Rybi Ogon za niegodną bycia wojowniczką. - rzekła zdziwiona.
- Same się zgłosiłyśmy. - odparła za niego czarna kotka. Kocur skrzywił się z niechęcią.- Fiołkowy Podmuch szukał dwóch kotów do zmylenia cię w czasie walki sprawdzającej. Widzę jednak, że to rozgryzłaś. - niebieska wojowniczka posłała jej promienny uśmiech.
Wrócili do obozu, a jej mentor poszedł pomówić z Pierzastą Gwiazdą. Kocica wyszła z nim na polanę i zmierzyła wzrokiem Piankę.
- Szykuj się na mianowanie, przyszła wojowniczko. Nadszedł czas. - rzekła tylko.

<Dum dum dum, koniec końców czekam na mianowanko la la la>

Od Spienionej łapy C.D Żwirowej Łapy

Spieniona skrzywiła się. Nie podobało jej się zachowanie Żwirki, zwłaszcza że sama przeżywała wewnętrzną żałobę. Płomienna Gwiazda zmarł dosłownie kilka dni temu, a jego miejsce zajęła Pierzasta Gwiazda, z którą Pianka zbyt dobrze się nie znała. Rudy starszy kocur był bądź co bądź jej dziadkiem, a ona, choć nie rozmawiała z nim co dzień, to dotkliwie odczuwała jego stratę. I to futro! Teraz w obozie jedynymi czysto rudymi błyskami mógł się pochwalić jedynie Rozżarzony Popiół, jej ulubieniec, a i tak większość jego długiego futerka była biała jak śnieg. I jak Klan Nocy ma żyć, gdy nie ma w nim ognia?
Zamyślona zapomniała, że nadal stoi przy Żwirce. Potrząsnęła głową, jakby chciała odgonić muchę, po czym rzekła, łagodniej niż chciała:
- Czy chodzi o tę rozmowę z Płomienną Gwiazdą? - kotka kiwnęła głową, ale z jej ust wypłynęły słowa:
- Odejdź. - Pianka zaszurała łapą o żwir przy legowisku medyka. Nie chciała zostawiać młodej samej.
- Rozumiem, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać. Naprawdę mam sobie stąd pójść? Wiesz, nie musisz nic mówić, ale życzliwe towarzystwo chyba ci się przyda. - przytuliła swój bok przyjacielsko do boku Żwirowej Łapy.
- Może wyjdźmy stąd? - wyszeptała. Spieniona Łapa kiwnęła głową i wyszły z obozu w odludne miejsce. Tylko ptaki cichutko śpiewały, zaś poza tym było słychać jedynie ich niespokojne oddechy. Żwirka wymogła na Piance obietnicę dotrzymania sekretu, na co ta uroczyście przytaknęła.
- Szerszeń okłamał moją mamę. - zaczęła. - Mówił jej, że jest wojownikiem Klanu Nocy, a potem ją zaciążył i odszedł. Złamał jej serce. Miałam nadzieję, że odszedł, bo musiał, a nie porzucił nas, mnie i brata. Myliłam się. - spuściła głowę, a w jej niebieskich oczach dostrzegła złość i smutek. Polizała pocieszająco Żwirkę.
- Ja nigdy nie poznałam mojego ojca. - rzekła. - I nikt nic o nim nie wspomina. Może był wielkim wojownikiem, ale może był zdrajcą? Obłudnikiem, gwałcicielem, świrem? Może był stary i cuchnęło mu z gęby? Moja matka, rodząc mnie, oddała swoje życie. Twoja też was wychowała, choć była sama. Kotki są silne, śmiem twierdzić że silniejsze i bardziej odporne niż niejeden kocur. Ty też bądź więc silna i przebacz. Albo, jeśli nie uważasz tego za słuszne, szykuj siły na pojedynek ostateczny, gdybyś go spotkała. - nie była pewna, czy namawianie młodej do walki z własnym ojcem było dobre, ale Żwirowa Łapa nie była głupia. Sama zdecyduje, co zrobić i Spieniona Łapa nie miała nawet cienia wątpliwości, że byłaby to dobra decyzja.


<Żwir? Wierzę w cb ;3>

23 stycznia 2018

Od Spienionej Łapy C.D Żurawinowej Łapy

Spieniona Łapa właśnie miała ruszyć na łowienie ryb ze swym mentorem.
Czekoladowy kocur wyglądał naprawdę majestatycznie w świetle porannego słońca. Kotka obserwowała bacznie otoczenie, wdychając chłodne powietrze. Zaraz miała się zanurzyć w wodzie. Nawet cieszyła ją ta perspektywa, bo lubiła wodę. Tylko nie taką zimną.
Gdy dotarli prawie na miejsce, usłyszeli wesołe miauknięcia dwóch kotek. Rybi Ogon, nowa wojowniczka Klanu Nocy uczyła Żurawinową Łapę łowienia ryb.
- Hej. -zagadnęła je łagodnie, wychodząc im na spotkanie. - Możemy się przyłączyć?
- Witajcie. - uśmiechnęła się łagodnie kocica. - Jasne, Spieniona Łapo. Możesz potrenować z Żurawinową Łapą. Łowiłaś już wcześniej ryby?
- Oczywiście, że moja uczennica zdołała opanować tę sztukę. A przynajmniej mam nadzieję. - odparł chłodno kocur. Nie akceptował w pełni Rybiego Ogona, która  nie urodziła się ani nie trenowała w Klanie Nocy.
- Nie musisz być taki nieuprzejmy. - fuknęła Pianka. - Rybi Ogon bardzo dobrze się sprawuje. - kotka uśmiechnęła się lekko. Mentor jednak tylko prychnął, po czym usiadł.
- No dawaj. Pokaż, czy coś umiesz.
- Nie wierzysz we mnie?
- Czasem mam pewne wątpliwości. - burknął.
- Ha, cudownie. Uwielbiam, gdy mnie tak sprawdzasz. - skupiła się na rybach w rzece i po chwili już złapała jedną. Popatrzyła z triumfem na Fiołkowy Podmuch, który przewrócił oczami. - Dawaj, teraz ty, Żurawinko. Kotka spojrzała niepewnie na ruchomą, aczkolwiek spokojną taflę wody. W końcu spróbowała swoich sił. Zdobyła zgrabną plotkę.
- Brawo, Żurawinowa Łapo! - krzyknęła z dumą jej nauczycielka. Pianka posłała cynamonowej kotce promienny uśmiech.
- Pff, za co ty ją chwalisz? Zrobiła to za wolno, a poza tym to tylko mała płotka. Nic specjalnego. - mruknął Fiołkowy Podmuch na tyle głośno, by całe towarzystwo go usłyszało. Rybi Ogon się zapeszyła, a młoda uczennica spuściła głowę.
- To jej pierwsza lekcja, wojowniku. Szybko się uczy, a niektórym nie udało się nic złapać na pierwszej lekcji łowienia. - przemówiła łagodnie, ale niezbyt pewnie.
- Skąd możesz to wiedzieć? Jesteś tu ledwie od kilku księżyców.
- Mnie się nie udało nic złapać na mojej pierwszej lekcji, pamiętasz? - stanęła pręgowana uczennica w obronie kotki.
- I po co się tym chwalisz? Twoja nieuwaga i oporność na wiedzę nie jest tym, czym powinnaś się dzielić z całym światem. - odrzekł obojętnie kot. Piankę te słowa mocno ugodziły. - Gdybym to ja rządził klanem, nie przyjmowałbym pierwszych lepszych kotów.
- Gdybyś rządził nami, umarlibyśmy od twojego oddechu. - odcięła się uczennica, po czym podeszła do Żurawiny. - Nie przejmuj się jego słowami, bo choć umie uczyć, to jego krytyka nie jest godna nawet mysiego ogona!

<Żurawina?>

Od Spienionej Łapy C.D Żwirki

Spienionej Łapie nie spodobało się to, że Żwirka ją zignorowała. Chciała iść w swoją stronę, ale bała się, że koteczce może się coś stać. Była mocno związana z młodszymi kolegami ze żłobka. Ruszyła więc za nią. Ze zdziwieniem zauważyła, że kieruje się do legowiska lidera.
- Żwirko! Dlaczego idziesz do Płomiennej Gwiazdy? - zapytała.
- Zapomniałam. Zapomniałam o nim. - wymruczała jedynie, a Pianka uniosła obie brwi do góry.
- O kim? A może o czym? - dopytywała. Młoda jednak nie odpowiadała, jedynie zaczepiła olbrzymiego rudego kocura.
- Płomienna Gwiazdo... - zaczęła cichutko, jednak starszy kot ją usłyszał.
- Słucham. - odparł. Przez chwilę się wahała, ale potem wyrzuciła to z siebie.
- Szerszeń. - lider przechylił głowę, nic nie rozumiejąc.
- Szerszeń cię użądlił? - zapytał.
- Nie, nie. Szerszeń był kotem. Wojownikiem Klanu Nocy. - powiedziała z wahaniem, patrząc kocurowi w oczy. Błyskały tam iskierki nadziei. - Rudy, o niebieskich oczach, dobrze zbudowany. - dodała po chwili. Przywódca jednak pokręcił głową.
- Niestety, ale nie pamiętam żadnego wojownika o imieniu Szerszeń, zwłaszcza, że nasi wojownicy noszą dwuczłonowe imiona, jak sama zresztą wiesz. I, no cóż... Jestem aktualnie jedynym rudym kocurem w klanie i to od dłuższego czasu. Był jeszcze mój syn, Osia Łapa, ale on... zginął. - spuścił głowę ze smutkiem. Osia Łapa zginął dawno temu, a gdyby przeżył, byłby teraz wojownikiem w sile wieku. Wszystkie dzieci Płomiennej Gwiazdy zginęły, za wyjątkiem Pszczelego Miodu i Świetlikowej Ścieżki. Ta pierwsza jednak odeszła niedawno do Klanu Gwiazd, przekazując swoje życie jedynej córce. Jedynymi żyjącymi bliskimi krewnymi Pianki była właśnie szylkretowa kotka, jej potomstwo i sam lider.
Żwirowa Łapa również spuściła głowę.

<Żwiruś?>

14 stycznia 2018

Od Spienionej Łapy C.D Szelestu

Kotka jedynie roześmiała się na te słowa. Nie był to jednakże śmiech miły, a raczej chłodny i tworzący dystans.
- Mam nadzieję, że zobaczę. - rzekła spod przymrużonych powiek. - Mam też nadzieję, że kiedyś zdołasz pokazać tej starej śmierdzielce, gdzie jest jej miejsce. - podniosła i mocno tupnęła w wydeptany grunt - O tutaj. Wśród robali takich jak ona. - mówiąc to, odwróciła się na pięcie i odeszła. Chociaż miała ledwie osiem księżyców, już czuła się odpowiedzialna za te biedne maluchy. Na przykład taka Żwirka, z którą nawiązała nić porozumienia. Pomyślała o małym, czekoladowym kocurku i nagle uzmysłowiła sobie, że jest to syn Fiołkowego Podmuchu, jej mentora. Mimo to nigdy nie zauważyła ich razem, ale cóż się dziwić - Ziewająca Łasica była wręcz nieznośna. Nie zapytała jednak mentora o tę sprawę. Uznała, że miał własne powody, by spłodzić z nią dzieci, zwłaszcza że kocica była ładna.
Wrócili właśnie z polowania. Zdobycze nie powalały, ale dzięki terenom odebranym Klanowi Klifu (zawsze należnym Klanowi Nocy) koty jakoś dawały radę przeżyć. Było coraz cieplej, lód miał niedługo pęknąć, a Fiołkowy Podmuch miał nauczyć ją łowić ryby. Kotka cieszyła się na tę perspektywę, zwłaszcza że lubiła wodę.
Nagle z myszą w pysku wpadła na coś. Upuściła zdobycz i spojrzała w dół, i ujrzała Szelesta, otumanionego po zderzeniu. Już chciała do niego wesoło zagadnąć, ale przypomniała sobie słowa kocurka z rana i wolała nie ryzykować fochem czekoladowej kulki.
- Witaj. - rzuciła obojętnie. Kocurek nie odpowiadał i wtedy spostrzegła, że ślinka mu cieknie na widok chudej myszy. Podsunęła mu ją pod nos zgrabną łapą. I tak miała ją zanieść do żłobka. - Jedz. - zachęciła. - Wiem, że ten worek kości was dobrze nie karmi. - obrzuciła myjącą się Ziewającą nienawistnym spojrzeniem.
- Nie! - krzyknął nagle Szelest, a w jego oczkach błyskały iskierki wczorajszej złości. - Nie jestem taki słaby, byś musiała mi przynosić jedzenie. Sam dam radę! - odsunął się od myszy, choć nagle usłyszała jego burczenie w brzuchu. Wzruszyła ramionami.
- W porządku. W takim razie idę zanieść tę mysz Dąbkowi.
- Nie, on jest dobrze karmiony. Nie dawaj mu! - miauknął z ledwie wyczuwalną błagalną nutą.
- Huh, a dlaczegoż to? To też kociak.
- Bo...może lepiej daj Wyderce.
- Która się z tobą podzieli? - zapytała cicho. - Chcesz jeść przez pośredników, bo jesteś na mnie zły? - dodała po chwili, patrząc kociakowi w jego zielone oczy.

<szelest?>

07 stycznia 2018

Od Spienionej Łapy C.D Pstrokatej Łapy

- Ha, ale nie sądzisz, że jako wojownik powinieneś się nazywać Pstrokaty Badyl? Aż zapytam Płomienną Gwiazdę, czy dałoby radę. - odparła, przekrzywiając głowę.
- Tylko spróbuj. - warknął, ale widać było, że dobrze się bawi. Był dla Pianki nieodgadniony i dlatego też zaczęła go lubić. Postanowiła się z nim jeszcze trochę poprzedrzeźniać.
- Hmm, a może wyjdziemy na polowanie, co? Fiołkowy Podmuch nauczył mnie niezłych trików. - rzekła dumnie, prostując ogon.
-Ogarnij się, pająki zasnuły ci mózg? Teraz nie znajdziemy nawet mysiego ogona. - powiedział kocur. Kotkę ogarnęło poczucie, że ma rację i choć zazwyczaj nie mówiła o tym, tak teraz postanowiła być szczera.
- Masz rację. Ale co nam szkodzi spróbować? - zapytała. Czarny kot jedynie westchnął i wstał, czekając na uczennicę.
- No chodź. Na co czekasz?
- Może weźmiemy jeszcze kogoś? Twojego mentora? Mojego mentora? Oboje?
- Oboje? - parsknęła śmiechem, bo powiedzieli to samo w tej samej chwili.
- Skoro wybór jest jednogłośny i to dosłownie, to bierzemy Świetlikową Ścieżkę i Fiołkowy Podmuch. Chodź. Albo poczekaj, zaraz ich znajdę. - uczeń jedynie kiwnął głową i zaczął bez zainteresowania lizać łapę. Po chwili odnalazła oba koty. O ile szylkretka bardzo chętnie się zgodziła, tak czekoladowego kocura trzeb było długo przekonywać.
- Nie wiem, co wy kombinujecie, ale nie podoba mi się to.
Gdy dotarli do wyjścia, tam gdzie czekał Pstrokaty, zatrzymali się.
- No, ty poprowadź, Pstrokaty Badylu. - powiedziała, posyłając mu uśmiech.

<Badyl? xD>

30 grudnia 2017

Od Spienionej Łapy (Pianki) C.D Szelestu

Kotka oblizała wargi, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Bo co miała zrobić? Bądź co bądź, Szelest był jeszcze małym kociakiem, a ona zaraz opuszczała żłobek. Poza tym jej i Ziewającej nie łączyło żadne pokrewieństwo i kotka nie miała oporów z wyzywaniem i upokarzaniem królowej. Co innego obrazić obcą kotkę, a co innego własną matkę, choćby i była nędznym śmieciem.
- Szeleściku... - zaczęła. - Nie wiem, czy to by się udało.
Kociak posmutniał wyraźnie, więc Pianka dodała:
- Nie mogę cię nauczyć mieć cięty język, bo po prostu nie umiem. Zresztą zawsze mogłaby ci coś zrobić za obrazę majestatu, a tego nie chcemy. Ale... jak zostanę uczniem, to mogę spróbować nauczyć cię walczyć. Ale naprawdę nie obiecuję, że coś z tego wyjdzie. - czekoladowy kocurek uśmiechnął się lekko i wyszeptał podekscytowane podziękowanie. Nagle Ziewająca Łasica odezwała się z kąta kociarni:
- Co wy tam szepczecie?
- Nic takiego, a co?
- Przestańcie, bo te szmery drażnią moje uszy.
- Ciebie ostatnio wszystko drażni. Może jesteś chora?
- Nie, jestem zdrowa jak ryba. - karmicielka zwęziła podejrzliwie oczy.
- Nie o to mi chodziło, ale okej. - odparła kotka i wyszła ze żłobka, zanim ta zorientowała się, że została obrażona.

***Timeskip***

- Spieniona Łapo! Spieniona Łapo! - wołał Szelest, kołysząc ogonem na widok młodej uczennicy wchodzącej do kociarni.
- Tak? - zapytała, lustrując kociaka spojrzeniem blado cytrynowych ślepi.
- Poćwiczymy walkę?
- Jasne, możemy spróbować. Ale ostrzegam, nie jestem jeszcze ekspertem w tej dziedzinie.

<Szelest? Sry że krótkie>

27 grudnia 2017

Od Spienionej Łapy C.D Żwirku

Spieniona Łapa właśnie wracała do obozu po treningu u Fiołkowego Podmuchu. Wbrew pozorom to romantyczne imię wcale nie było przypasowane do charakterku kocura. Czekoladowy mentor okazał się być wredotą i znakomitym kłamcą. Uwielbiał również kłótnie.
Jaki on wspaniały!
Młoda Pianka już od razu zaczęła trening walki, ponieważ syn Czarnego Piórka najwyraźniej uważał, że opanowanie umiejętności walki jest w tym momencie ważniejsze niż przykładowo nauka polowania. Kotka najpierw spierała się z mentorem na ten temat, a po wielu nieciekawych wyzwiskach i zniecierpliwionych syknięciach ustalili, że dziś zaczną uczyć się walki, a jutro polowania, choć Fiołkowy Podmuch z przekąsem wtrącił, że o tej porze mogą jedynie uczyć się łowić ryby, a bardzo możliwe, że rzeka zamarznie.
W każdym razie gdy tylko uczennica weszła do obozu, nieźle poharatana po ćwiczeniach, usłyszała wrzask Ziewającej Łasicy, a potem głuchy pisk kocięcia. Mimo obolałych mięśni rzuciła się do żłobka, a tam znalazła kwilące kocię z krwawiącym uchem, stojące wokół niego kocięta z przerażeniem na pyskach i samą Ziewkę.
Jej pysk wykrzywił grymas wściekłości.
- Ty okropna lisico, śmierdząca wrono! Co ty zrobiłaś Żwirce? - warknęła, a w jej oczach wrzała wściekłość.
- To co należało, smarkulo! I nie unoś na mnie głosu! - wrzasnęła Łasica.
- Płomienna Gwiazda powinien cię za to wywalić na zbity pysk! - Pianka pochyliła się nad biedną Żwirką i szepnęła: - Nie martw się, zaraz wezwę medyka, Dryfujący Obłok się tobą zajmie.
- Ale tego nie zrobi, bo kto wychowa te niedorozwoje na jako takich uczniów? Tylko ja umiem zajmować się kociętami. Inne zawsze za bardzo pobłażają. - mruknęła.
- Wolę nie wiedzieć, kim była twoja matka, Ziewająca Łasico. - rzekła lodowato Spieniona Łapa. Kremową kocicę zatkało. Otwierała i zamykała kilkakrotnie pysk, lecz żaden dźwięk się z nich nie wydobył. W końcu wysyczała jadowicie:
- Powiedziałabym ci coś, ale twoje delikatne uszka raczej by tego nie wytrzymały.
- Wal śmiało, twoje teksty jeszcze ani razu nie zrobiły na mnie wrażenia.
- Ha, a więc słuchaj, niedouczona życia gówniaro. Otóż twoja arogancka matka była taka sama jak ty. I wiesz gdzie skończyła? W Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, sama i nieszczęśliwa, porzucając na pastwę losu swoją jedyną córkę, której nikt nie chciał. - oczy Pianki rozszerzyły się.
- Kłamiesz. Świetlikowa Ścieżka przygarnęła mnie i wychowała jak własna córkę, poza tym była siostrą mojej matki, więc znała ją najlepiej. A poza tym trafiła do Klanu Gwiazdy i obserwuje mnie każdej nocy ze Srebrnej Skórki.
- A skąd możesz to wiedzieć? - warknęła Ziewająca.
- A ty skąd możesz to wiedzieć? - zapytała ironicznie, przedrzeźniając królową.
- Nie odwracaj kota ogonem! - odparła, tracąc pewność siebie. - A najlepiej się stąd wynoś, bo nie jesteś już kociakiem!
- Nie interesuje cię Żwirka?
- A kogo by interesowała denna przybłęda?
- Sama jesteś denną przybłędą. - mruknęła, po czym zawołała medyka. Kocur opatrzył ucho małej, jednak powiedział, że już na zawsze straciła mały kawałek i że on nie odrośnie. Kremowa kocica łasiła się do medyka, a ten wyglądał na zakłopotanego.
- Czy ty naprawdę nie widzisz, że na Dryfującym Obłoku twoje flirtowanie nie robi żadnego wrażenia? - gdyby koty się rumieniły, Ziewająca byłaby cała czerwona, jednak ponieważ tak nie było, to jedynie dygotała na całym ciele, a minę miała zażenowaną. Odwróciła się i schowała w kącie żłobka, a Spieniona posłała jej triumfujące spojrzenie.
Wygrała tę bitwę.

<Kociaki?>

22 grudnia 2017

Od Pianki

 Młoda kotka otwarła blade ślepia, rozglądając się wokół. W kociarni był standardowy skład - Pani Ziewka i jej bachory - ale poza tym przed wejściem było urządzone posiedzenie rudych, czyli Świetlikowa Ścieżka, jej ciocia, dziadek Płomienna Gwiazda we własnej osobie i Rozżarzona Łapa. Młody uczeń rozmawiał ze swoją matką i mentorem, a Pianka przeciągając się próbowała wychwycić zdania. Była niesamowicie dumna, że jej kuzyn dostał samego lidera na nauczyciela. Rudy przywódca był aktualnie najstarszym kotem w klanie i przeżył naprawdę wiele. A wcale nie był zniedołężniałym staruszkiem! To takie niesamowite! Czyżby Klan Gwiazdy zapewniał liderom nieśmiertelność? Ale przecież wtedy niepotrzebni byliby ich następcy... mózg kotki pracował na najwyższych obrotach, gdy nagle z ust Świetlikowej Ścieżki wypłynęło jej imię.
- ...za to Pianka tak cudownie się rozwija. To niewyobrażalne, że jest już taka duża! Pamiętam jak dziś kiedy Pszczeli Miód... -głos jej się załamał, ale po chwili kontynuowała- ...odeszła polować z Klanem Gwiazd, a malutka piszczała przy jej ciele. To było takie okropne, przykry widok, myślałam że znów się rozpłaczę, ale obiecałam siostrze, że będę dzielna. Była taka bezbronna, jak ją przygarnęłam, ledwie parę wschodów słońca miała. - spojrzała na Rozżarzoną Łapę, który słuchał o zmarłej ciotce i kuzynce z najwyższym zainteresowaniem - Cieszę się, że tak dobrze ją przyjęliście, jak własną siostrę.
- Przecież wiesz mamo, że wszyscy ją kochamy. Każdy na swój sposób. - zaśmiał się kocurek, a Piance serduszko szybciej zabiło. Uwielbiała go, zresztą jak większość kotów w klanie, bo był taki zabawny, towarzyski, sympatyczny, a zarazem nienatrętny i niegłupi. Miała tylko nadzieję, że nie zepsuje go ta sympatia klanowiczów i przynależność do rodu Czarnej Gwiazdy, dlatego mimo wszystko starała się być powściągliwa w uczuciach w stosunku do niego. Nie wiedziała, że po swojej matce odziedziczyła emocjonalność i ciężko było jej ukrywać emocje, nawet jeśli umiała wspaniale kłamać. Biało-rudy kocur został po chwili poinstruowany, by poszedł do medyków zapytać się, czy w czymś nie pomóc. Po chwili zniknął koteczce z oczu.
- Jeśli mówimy o Piance - zaczął Płomienna Gwiazda - to za kilka wschodów słońca będzie w odpowiednim wieku, by zacząć trening. Niedługo zarządzę zebranie przy Powalonym Pniu, by ogłosić jej nowe imię i mentora. - szylkretka pokiwała głową z uśmiechem na pyszczku.
- Mam jej nic nie mówić? - zapytała.
- Tak. Bo nam nie zaśnie. - lider zaśmiał się.
- Przecież już wiem i uważam, że mogłabym spokojnie zasnąć, gdyby nie fakt, że dopiero co się obudziłam. - rzekła spokojnie, wchodząc w rozmowę w idealnym momencie, gdy nikt nic nie mówił, bo ciocia uczyła ją, że przerywanie starszym kotom jest niewłaściwe. Szkoda, że nie mówiła nic o podsłuchiwaniu! Obydwa koty aż podskoczyły na dźwięk jej głosu.
- Pianko! Nie wiesz, że nie powinno się podsłuchiwać? - burknął Płomienna Gwiazda.
- Niestety nie, ale za to lubię wasze rozmowy, bo są bardzo interesujące, kochana ruda kupo futra. - rzekła młoda, na co przywódca trzepnął potężną łapą kociaka tak, że ten upadł. Nie był zły, ale Pianka uznała to za ostrzeżenie, że mimo wszystko nie powinna się zachowywać jak dojrzała wojowniczka. - To znaczy, ekhem, przepraszam za moje zachowanie. - poprawiła się. Kocur uniósł żartobliwie kąciki warg.
- Wybaczam, ale nie zapominaj, by szanować starszych rangą. - pouczył ją.
- Ale ja nie chciałam cię obrazić! To był wyraz sympatii! - odparła nieco naburmuszona.
- Wiem o tym, ale mam nadzieję, że jeśli pójdziesz na zgromadzenie to nie będziesz zaczepiać szanowanych wojowników lub o zgrozo, liderów słowami: "No cześć, jak tam życie? Wiesz, że masz krzywy nos?" - kocur nieźle naśladował ton i zachowanie Pianki. Nie wiedziała, że nie naśladował jej, a młodą Pszczelą Łapę. Koteczka na te słowa nic nie odpowiedziała, by nie ryzykować kolejnego trzepnięcia. Kiwnęła jedynie głową i bez pożegnania wróciła do wnętrza żłobka, na co starsi jedynie znów się zaśmiali.
Rozejrzała się znowu.
Wszystko tu, kiedyś tak bezpieczne i piękne, wydawało jej się teraz niesamowicie nudne. I ten duszący zapach mleka! Kociarnia była dla niej za mała, zbyt wiele monotonności tu zaznała. Mimo iż chodziła po całym obozie i gadała z różnymi kotami kiedy tylko chciała, czuła się przywiązana niewidzialnymi nićmi do tego miejsca. Nie mogła się doczekać swojego mianowania, choć nie pokazywała po sobie tego, jak jest podniecona.
Jej inteligentny wzrok skierował się w kierunku Ziewającej Łasicy i jej kociąt. Pianka miała kocicę za postać okrutną, pustą i wredną jak wrona. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że była ładna.
- Gdzieś się znowu szwendałaś, co? - rzuciła na powitanie kocica, nie przerywając starannej pielęgnacji.
- I tak cię to nie interesuje, wstrętna mucho. - burknęła młoda, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem.
- Ej, uważaj na słowa, mysi móżdżku! - krzyknęła, obrażona do głębi określeniem "wstrętna mucha".
- Raczej ty uważaj, byś się nimi nie zakrztusiła. Umrzesz wtedy i ktoś inny zostanie lokalną pięknisią. - odparła, a Ziewająca zamarła z oburzenia, jednak nie znalazła żadnej riposty, więc poszła położyć się jak najdalej od wkurzającej kotki i jej ciętego języka. Kociaki patrzyły na nią z mieszanką strachu i podziwu. Niebieska tylko machnęła na to ogonem i z gracją usiadła na przeciwległym końcu żłobka, nie zauważając reakcji młodych.
Nagle jeden z kociaków nieśmiało do niej podszedł.

<Szeleścik?>