BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widmowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widmowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

05 września 2016

Od Widmowej Łapy [ZE]

- Idę z wami na zebranie? - odparłem półgębkiem w stronę Sowiego Skrzydła, słysząc poprzednio swoje imię wymawiane przez nakrapianą liderkę.
- Jesteś uczniem medyka, to bardzo ważny przywilej - odparła Sowie Skrzydło. - Więc nie bądź taki zdziwiony.
Owinąłem ogon wokół łap. To będzie moje pierwsze spotkanie przy Matczynym Pyszczku. Trochę się niepokoiłem.

<><><><><>

Gdy już wszystkie klany dotarły na miejsce, zgromadzenie się zaczęło. Jelenia Gwiazda na początku z lekką niepewnością w głosie rozpoczęła spotkanie:
– Nazywam się Jelenia G-gwiazda, liderka Klanu Wilka, córka Wilczej Gwiazdy i Miętowego Liścia, siostra Sowiego Skrzydła i Borsuczego P-pazura! – miauknęła dosyć głośno i stanowczo – Chciałabym się przywitać z pozostałymi kotami z i-innych klanów, mam nadzieję, iż my, Klan Wilka, nie będziemy waszymi najprzeklętszymi w-wrogami.
Lekki uśmiech utworzył sie na jej pyszczku, zanim wycofała się na swoje miejsce. Potężny, rudy lider o lekko płaskawym pyszczku i napuszonym groźnie ogonem po słowach naszej liderki, wstał, chcąc zabrać głos. Nie widziałem go wcześniej, lecz biorąc na logikę, był liderem Klanu Klifu:
- Co się stało z Wojenną Gwiazdą?
Chór kocich głosów rozdarł Matczyny Pyszczek. Chcąc poprzeć swojego lidera w słowach, miauczały głośno, skrobiąc pazurami o ziemię. Ich ogony drgały w zniecierpliwieniu na odpowiedź. Szary kocur syknął ostrzegawczo, uciszając harmider. Barki Jeleniej Gwiazdy opadły.
- W-wojenna Gwiazda zmarła kilka księżyców temu. Podobnie jak Onyksową G-gwiazdę przodkowie wybrali mnie na lidera.
- Niech Klan Gwiazdy prowadzi cię drogą Kodeksu Wojownika i wesprze cię w prowadzeniu klanu - powiedziała śliczna szara kotka, liderka Klanu Burzy. - Widzę jednak, że nie tylko Klan Wilka stracił ostatnio kogoś ważnego...
Jej wzrok powędrował w stronę kotów z Klanu Nocy. Czarna Gwiazda, biało-czarny, długowłosy lider podniósł dumnie głowę.
- Mój zastępca zginął podczas trenowania ucznia. Nowym zastępcą mianowałem Wodnego Ogona, syna Kamiennego Pazura.
Podniósł się syk od strony mojego klanu. Sierść starszych wojowników uniosła się w oburzeniu. Moja matka, Cętkowany Ogon, parsknęła z pogardą.
Nagle Sowie Skrzydło, siedząca obok mnie, gwałtownie wstała. Byłem szokowany, a wszystkie koty od razu zwróciły uwagę na naszą medyczkę, podążającą w stronę liderów. Miała spięte barki, ogon poruszał się gniewnie na wszystkie strony.
- W tym kocie płynie krew mordercy mojego ojca?! - spytała z niedowierzaniem. Schwytałem gwałtownie powietrze. Koty zaczęły poruszać nerwowo ogonami, wpatrując się w całe zamieszanie. Podniosły się syki, skierowane na Czarną Gwiazdę.
- CISZA! - czyiś głos uderzył niczym grom. Syki ucichły, a wzrok kotów skierował się w stronę Srebrnej Gwiazdy.
- Nawet, jeśli ojciec Wodnego Ogona jest mordercą, to nie oznacza, że jego syn musi taki być! Czarna Gwiazda chyba nie bez powodu go wybrał, prawda? - syknęła, przelatując po nas wzrokiem. Koty nie były chętne do współpracy. Patrzyły na siebie wrogo, ich sierść nie opadła, a uszy miały oklapnięte. Wycofałem się bardziej w tłum swojego klanu, nie chcąc być na polu rażenia.
- Jeśli pozwolicie, teraz ja się wypowiem. Klan Burzy ostatnio się rozrósł. Niestety straciliśmy świetną wojowniczkę, jednak dała ona życie dwóm, silnym uczniom! Dodatkowo do klanu dołączyło paru wojowników. Jednak przez zbliżającą się Porę Nagich Drzew i od niedawna psy, które kręcą się w okolicach naszych terytoriów, zwierzyny jest mniej. - jej głos przeszedł w zmartwienie. - Onyksowa Gwiazdo, może ty chciałbyś teraz zabrać głos?
Wszyscy spojrzeli wyczekująco na rudego lidera. Wydawał się być spokojny, mimo całego zajścia.

11 sierpnia 2016

Od Widmowej Łapy do Króliczej Łapy

Po rozmowie z ojcem zachowywałem się niczym zagrożona wiewiórka. Chodziłem spięty, walałem się z boku na bok, unikałem kontaktu z innymi kotami. Coraz bardziej zaczynałem przypominać samotnika. Sowie Skrzydło dalej posyłała mnie na wędrówki po zioła, odpowiadało mi to. Mogłem się wyrwać z życia obozowego i pobyć sam w lesie.
- Skończył mi się zapas liści ogórecznika - oznajmiła pewnego razu Sowie Skrzydło, jak zwykle przygotowując napar dla chorych kotów. - Widziałam duże złoża przy Czterech Drzewach. Myślę, że jesteś wystarczająco samodzielny, aby udać się sam na tamte tereny. Musisz tylko uważać na samotników. Jeśli chcesz, każę jakiemuś wojownikowi pójść z tobą.
- Nie, nie, nie! Dam sobie radę sam, dziękuję - odparłem szybko. Nie miałem ochoty odbywać podróży z natrętnym kotem u boku. Odetchnąłem i uśmiechnąłem się lekko. Ruszyłem w stronę tunelu z paproci.
- Wróć szybko - mruknęła Sowie Skrzydło, gdy znalazłem się przy wyjściu z obozu. Kiwnąłem łebkiem.

<> <> <> <>


Po jakimś czasie dotarłem pod Cztery Drzewa. Podróż nie należała do przyjemnych - ciągnące się kilometry, burczący brzuch uniemożliwiały mi odczuwanie korzyści z wędrówki. Spojrzałem na potężne dęby, których konary rozciągały się nad doliną niczym ogromny liściasty baldachim. Słońce ledwo przeciskało swoje promienie przez koronę, barwiąc ziemię tysiącami tańczących plamek. Rozejrzałem się, i szybko odnalazłem cel swojej podróży - niebieskie kwiaty, przypominające rozwarte paszcze, o włochatych łodygach i liściach, rosły w kupce, blisko siebie.
Lekkim krokiem podszedłem do roślin.
- Dziwne sobie miejsce znaleźliście, wiecie? - odparłem trochę do kwiatów, trochę do siebie. Objąłem pyszczkiem pokaźną kępkę, po czym szybkim, stanowczym ruchem wyciągnąłem chwasty z korzeniami, na których balansowały bryłki ziemi. "Trochę tak jak Sowa wyrywa drzazgi z łap" uśmiechnąłem się cicho. Odłożyłem kupkę na bok, szykując się na zerwanie większej ilości, gdy usłyszałem cichy głosik:
- Z-Zostawiłbyś, trochę d-dla mnie...?
Odwróciłem się powoli, stając pysk w pysk z młodą, białą kotką. Wystraszona moim nagłym ruchem odskoczyła. Z jej futra dało się wyczuć mocny zapach klanu Burzy, a sama kotka musiała być uczennicą medyka, tak jak ja. Lekko zmieszany sytuacją, zrobiłem miejsce do chwastów.
- Jasne, bierz śmiało. Każdy klan ma prawo do roślin rosnących na wolnych terenach.
- Dziękuję...- zmieszała się. Chwyciłem swoją kupkę w pysk, mając zamiar odejść lecz coś w jej wyglądzie przykuło moją uwagę. I nie było to śliczne, białe futerko lecz coś jeszcze...
Kotka miała czerwone oczy, co oznaczało, że była albinoską. Zafascynowało mnie to, nigdy nie widziałem kota albinosa.
Młoda uczennica chyba spostrzegła, że się jej przyglądam, bo szybko spuściła wzrok i schowała pyszczek.
- Masz piękne oczy, nie musisz się ich wstydzić - zadziwiła mnie łagodność w moich głosie, niczym skierowana do małego kociaka. - Jestem Widmowa Łapa, a ty?
<Królicza Łapo? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Le podrywy Widma>

09 sierpnia 2016

Od Mglistego Cienia CD Cętkowanego Ogona

Mimo woli uśmiechnąłem się delikatnie. Lecz szybko spochmurniałem.
- Muszę z nim porozmawiać - odparłem poważniejąc. Cętce również zrzedła mina. Psotne gwiazdki z oczu zgasły, wąsy lekko opadły.
- Ale...proszę, bądź delikatny - położyła swoją delikatną, puszystą łapkę na mojej łapie. Spojrzałem w jej zielone oczy, po czym kiwnąłem lekko głową. Poderwałem się z pozycji siedzącej, wykonałem zwrot i udałem się w stronę siedziska medyczki. Obniżyłem głowę, aby nie zahaczyć łbem o sufit tunelu z paproci, którego obszerne liście niebezpiecznie zbliżały się w moją stronę.
Sowie Skrzydło właśnie opatrywała łapkę ucznia, któremu w poduszkę wbił się spory kawałek drewna. Przybrana siostra objęła pyszczkiem drzazgę, po czym zdecydowanym ruchem wyciągnęła ją z łapy, którą wcześniej rozmiękczyła tajemniczymi maściami, o których kompletnie nie miałem pojęcia. Młody kotek pisnął, lecz gdy było po wszystkim zamruczał z ulgą. Odprowadziłem go wzrokiem.
Sowie Skrzydło nie szybko mnie zauważyła, lecz gdy w końcu zdała sobie sprawę z mojej obecności w jej gnieździe, na jej pyszczku pojawił się wymuszony uśmiech.
- Ohh, Mglisty Cieniu, jakże miło cię widzieć! Co cię tutaj sprowadza? - ton głosu przybrała taki jak przywykła do mnie mówić - zaczepnie, żartobliwie, z deka zgryźliwie.
- Gdzie jest Widmowa Łapa? - zapytałem na wstępie, rozglądając się po polance, mając nadzieje zobaczyć skrawek pręgowanego futra.
- Wysłałam go po zioła - mruknęła Sowie Skrzydło. Nagle westchnęła, lecz w tym krótkim westchnięciu zawarła tyle zmęczenia, że nie mogłem uwierzyć, że to ona je wydała. - Po raz kolejny...Do niczego innego się nie nadaje, lecz mimo to... Zawsze przynosi nie te co trzeba... Mglisty, on nie ma ambicji, chęci, niczego co popchnęło by go do dalszego ciągnięcia treningu. Z nim jest coś nie tak, musisz z nim pogadać.
Złość się we mnie zagotowała. Nie miałem problemów z agresją, mimo ognistego temperamentu, lecz poczułem, jakby ktoś ugodził mnie pazurem w brzuch. Czułem jak cios przebija się przez żołądek, następnie ryje piekącą dziurę z tyłu pleców. Parsknąłem.
- Właśnie po to tu przyszedłem - fuknąłem. - Idę go szukać.
Kakaowo-czekoladowa kotka machnęła ogonem.
- Powodzenia.
Wyszedłem z obozu prawie biegiem. Spod moich łap wzbijały się kłęby kurzu, gdy poduszki uderzały o piach. Głowę miałem wysoko, rozglądając się na wszystkie strony. Nie czułem jego zapachu.
Postanowiłem poszukać go przy rzece, dokładniej przy granicy Klanu Nocy. Pamiętałem kiedyś, jak Sowa opowiadała mi o roślinach rosnących niedaleko terenów podmokłych, rzek, jak i obrzeżach lasów znajdujących się niedaleko zbiorników wodnych. Za nic nie mogłem sobie przypomnieć krzaczkowatych nazw ziół, lecz nie to było teraz najważniejsze.
<><><>
Był tam. Siedział na obrzeżach granic Klanu Wilka, tuż przy linii drzew. Trzymał przednie łapy blisko siebie, aby nie być za blisko Klanu Nocy, lecz oczy miał utkwione w rzece, rozkładającej się długą srebrną wstęgą po otwartym terenie pól. Zapach Klanu Nocy roznosił się tutaj dość mocno, lecz wiedziałem, że mogę się czuć bezpieczny, bo to wciąż tereny Klanu Wilka. Obok Widmowej Łapy walała się niska kępka ziół. Zebrałem się i podszedłem.
- Widmowa Łapo - fuknąłem, a młody kot podskoczył odwracając się z przerażeniem w oczach. - Musimy porozmawiać.
Sierść na jego karku stanęła dęba, a syn skulił się w sobie. Nie miałem najmniejszej ochoty być delikatny.
- Zacznę krótko - odparłem. - Nie wliczając to, że z wielkim oporem zgodziłem się na nauki ciebie jako medyk. Naprawdę nie wiesz,jak bardzo się wtedy zawiodłem. Wszystko zawdzięczasz matce, bo to ona ostatecznie doprowadziła, abym zachował urazy dla siebie. Pocieszało mnie to, że może chociaż tam odniesiesz sukces, jako zbieracz kwiatków. Może nabiorę do ciebie szacunku znowu, traktując jako kogoś, który otrzymał dar od Klanu Gwiazd uleczania kotów, ratowania życia. A ty co? Nie robisz postępów, mówiąc krótko wszystko masz w dupie. Straciłem do ciebie cały szacunek. Zawiodłeś mnie, tyle powiem.
Czekałem na jego reakcję, czując upust emocji, lecz ten się nie odzywał. Kociak patrzył na swoje łapy, miał szklane oczy. Ból w jego oczach był nie do zniesienia, lecz rządzą wyjaśnienia spraw, i potężne rozczarowanie całkowicie zasłało mi umysł.

Perspektywa Widmowej Łapy

To było jak cios z tyłu głowy. Poczułem masakryczny ból w okolicach czaszki. Niewidzialne sznury zacisnęły mi się na żołądku.
Bałem się tej chwili, jak swojego ostatecznego końca. Chwili, gdy stanę z ojcem twarzą w twarz. Piekły mnie poduszki łap, same łapy trzęsły się niemiłosiernie. Miałem ochotę skulić się i opaść w ciemność, jak najgłębiej, byleby nie musieć patrzeć w te niebieskie oczy, pełne rozczarowania i chłodu, jego wzrok przeszywał mnie na wylot.
Cały ten brak chęci miał jeden, jedyny powód, który więził mnie niczym klatka Dwunożnych: bałem się, że zawiodę ojca. A gdy już to zrobiłem, stając się uczniem medyka, nie miałem siły, aby to ciągnąć. Z każdym ruchem, towarzyszyło mi uczucie, że robię źle. Każde zebrane zioło, każda lekcja Sowiego Skrzydła, opatrzona rana przypominała mi o dnie na którym się znajduję. Przypominała mi jakim śmieciem jestem, że zawiodłem ojca. Jedyne co byłem w stanie robić, to ciągle uciekać. Byłem niczym mała mysz, zagubiona w pszenicy, goniona przez głodnego drapieżnika. Pełna paniki szukała schronienia, którego nie było - cokolwiek by nie zrobiła, ostatecznie wpadnie w szpony zgłodniałej bestii.
Widziałem jego wzrok, gdy patrzył na Słoneczny Deszcz, czy Lisi Ogon. Duma, jaka biła z zwykle zimnych oczu, napełniała jego wizerunek ciepłem. Mój ojciec jest wspaniałym wojownikiem, legendą. Nigdy się nie poddał, nigdy się odwrócił, a urazy będzie trzymać do końca. To klątwa od Klanu Gwiazd, że urodził mu się syn taki jak ja.
Nie radzę sobie w stadzie, nie jestem do tego stworzony - to wiedziałem od początku. Natarczywe zmysły samotnicze, uczucie odpychające prace w grupie, zawsze robiły ze mnie kota, który nadawał się tylko na karmę dla kruków.
Dlatego jedyne co byłem w stanie teraz zrobić, to patrzeć na swoje łapy.
Przerażenie paraliżowało mnie wzdłuż kręgosłupa, mierzwiąc sierść, która stanęła dęba.
- T-Tato, j-ja... - zasób słów jakie miałem w mózgu nagle się skończył. Język zdrętwiał mi, stał się sztywny i niezdolny do pracy. Wydukałem:
- P-przepraszam...j-ja będę się teraz starał...




Perspektywa Mglistego

Te słowa nic nie znaczyły. To tylko puste słowa, wiedziałem o tym. Zmrużyłem oczy, obniżyłem barki.
- Nie chce słyszeć żadnych skarg na ciebie od Sowiego Skrzydła. Słyszysz? Żadnych!
Odwróciłem się i odszedłem, miałem tego wszystkiego dość. Nie miałem pojęcia, że bycie ojcem będzie takie trudne. Musiałem ochłonąć, tak bardzo tego potrzebowałem.
Znalazłem mały strumyczek, cienką odnogę, która odchodziła od rzeki i wpływała na teren Klanu Wilka. Zanurzyłem w niej łapy, czując przyjemny chłód. Położyłem się w wodzie, czując jak lekki prąd obmywa mi boki, spływa po karku. Odetchnąłem głęboko.
- Oh, Klanie Gwiazdy, daj mi siłę...- wzniosłem pysk wysoko do nieba. Wstałem, otrzepałem się z wody.
Wróciłem do obozu. Od razu gdy znalazłem się w polu widzenia innych kotów, Cętkowany Ogon pojawił się u mojego boku. Partnerka spojrzała mi głęboko w oczy, jakby próbowała wyczytać z nich moją przyszłość. Westchnęła, usiadła, po czym ogonem nakazała mi zrobić to samo.
- Jesteś zły, widzę to - odparła spokojnym, opanowanym głosem. - Rozmowa nie poszła dobrze, prawda?
Milczałem, lecz po paru sekundach orzekłem.
- Przepraszam, nie potrafię być delikatny - polizałem ją po głowie, między uszami. Kotka na chwilę zagapiła się w przestrzeń.
- Nie chce, aby nasza rodzina się rozpadła. - miauknęła. - Widzę, co się dzieje z Widmową Łapą. Boje się, że to jest jak wirus, który rozwija się w jego ciele. Tak bardzo chce jego szczęścia, lecz to nie takie proste, jak mi się wydawało. Ciężko być matką.
W głębi duszy uśmiechnąłem się, gdyż przed chwilą myślałem to samo. Rodzicielstwo, wychowanie młodych nigdy nie było proste, a efekty nigdy nie będą widoczne po dłuższej pracy.
Zmieniłem temat.
- A jak idzie Słonecznemu Deszczu i Lisiemu Ogonowi? - zapytałem o resztę kociąt. Zobaczyłem ciepły uśmiech, i blask w oczach partnerki.
- Są już dorosłe i mają własnych uczniów. Niesamowite, prawda? Ten czas tak szybko mija..- nachmurzyła się. - Czas to złodziej.
- Nie zatrzymamy go - westchnąłem.
< Cętka?>

*dostałam cukrzycy Misty przez te ostatnie zdania. Lof ju <3 ;w;

21 lipca 2016

Od Widmowej Łapy do Sowiego Skrzydła

- Sowie Skrzydło, przyniosłem to o co prosiłaś! - wymamrotałem w biegu, trzymając w pysku wiązkę pomarańczowych kwiatków.
- Świetnie, o to mi chodziło - odparła krótko odbierając przyniesiony przeze mnie darek. Czekoladowa kotka właśnie opatrywała zranionego wojownika, który skaleczył się w przednią łapę. Rana nie wyglądała groźnie, lecz bez jakiegokolwiek działania mogło dojść do zakażenia. Siedziałem cicho z tyłu, obserwując mentorkę, jak przyrządza opatrunek z uwzględnionych wcześniej roślin. Szybko się skapnąłem, że owy kwiat to kwiat nagietka, rośliny zapobiegającej infekcją, i przyśpiesza leczenie ran.
Wojownik syknął, gdy kotka dotknęła rany na łapie. Chcąc być przydatny, przyniosłem kocurowi trochę ziaren słonecznika. Ten podziękował, a Sowie Skrzydło pochwaliło mnie.
- Szybko się uczysz.
Uśmiechnąłem się tylko, po czym zająłem z powrotem miejsce obserwatora. Gdy już było po całej sprawie, mentorka podeszła do mnie. Myślałem, że znowu wyśle mnie na misje zbierania kwiatków i chwastków, lecz tym razem zrobiła to w inny sposób. Usiadła obok, westchnęła z powagą, po czym zaczęła mówić:
< Sowo?>

13 czerwca 2016

Widmowej Łapy do Sowiego Skrzydła

Zbierało mi się na wymioty. Już dość wytrzymywałem z niesfornym rodzeństwem, w których głowach mieli chyba tylko dwie opcje: "walczyć lub nie walczyć". A teraz jeszcze pasowanie na ucznia... Bałem się. Nie chciałem zostać wojownikiem, lecz bałem się również reakcji mojego taty. Był bardzo dobrym wojownikiem, myślę, że to hańba mieć syna, któremu nie zależy na obronie klanu. Uśmiechnąłem się do siebie. Jestem żałosny.
Dużo myślałem, zanim poszedłem na zebranie kotów. Czy ja chce być wojownikiem? Słyszałem, że jest miejsce jako uczeń u medyczki klanu...Bałem się tej opcji. Co powie rodzeństwo?
Siedziałem w żłobku, machając wahadłowo ogonem. Moje rodzeństwo jak zwykle ponosiła energia. Biegali wszędzie jak poparzeni. Już sam nie wiedziałem, czy z zabawy, czy serio ich coś tam świerzbi. Do żłobka wszedł ojciec. Zastygłem, wyrwany z rozmyślań. Spojrzał na nas z uśmiechem.
- Niedługo będziecie uczniami - odrzekł z dumą. - Jak się z tym czujecie?
- Znakomicie! - wyszczerzył kły Słońce.
- Boli mnie brzuch - jęknęła Lisek.
Milczałem. Mglisty Cień podszedł do matki, ona otarła się o niego brodą.
- Jestem z was taki dumny - odrzekł z uśmiechem, co jeszcze bardziej mnie zakuło.Odetchnąłem lekko. Gdy ojciec wyszedł, podpełzłem do matki. Tylko jej najbardziej ufałem.
- Mamo.. - zacząłem nieśmiało. Spojrzała na mnie z dołu, swoimi przepełnionymi pozytywizmem oczami.
- Tak, skarbie?
- Ja..- zająknąłem się, zaciskając powieki. - Ja nie chce być wojownikiem. Ja nie potrafię być wojownikiem.
Zamilkła. Zamknąłem oczy, chcąc cofnąć swoje słowa. Po co to powiedziałem...
- Nic się nie stało - przytuliła mnie do siebie. - Zawsze jest kierunek medyka. Bardzo honorowe stanowisko, myślę, że zgrasz się z nim idealnie.
Te słowa pocieszenia dodały mi otuchy. Jeśli jest sposób, aby uniknąć walki w jakikolwiek sposób, wchodzę w to.
- Może masz rację... - uśmiechnąłem się delikatnie. - Chyba, zostanę medykiem.
<><><<><>

Po zakończeniu spotkania koty rozeszły się w swoje strony. Nowi jak i starzy uczniowie skierowali się w stronę jaskini uczniów. Ja jednak chciałem odwiedzić matkę. Byłem dumny ze swojego wyboru, a wszystko zawdzięczałem jej.
Skierowałem się w stronę żłobka, w którym obecnie przebywała. Szedłem ostrożnie, stawiając łapy jak najciszej. Gdy usłyszałem głosy ze żłobka, zastygłem. Była to rozmowa dwóch kotów.
- Uważasz, że Widmowa Łapa źle postąpił zostając medykiem?
- Wierzyłem w niego, Cętka. Miałem nadzieję, że mimo tej wrodzonej słabości w sobie, nie podda się. Będzie walczyć i zostanie dobrym wojownikiem!
- Widmowa Łapa nie potrafi być wojownikiem!
- To znaczy, że jest słabym kotem.
- Odłóż dumę na drugie miejsce,Mglisty! Nie poznaję cię...
- Nie zachowuj się jak przewrażliwiona matka. Dobrze wiesz jak jest..
- Nie, to ty nie zdajesz sobie sprawy z sytuacji! Dlaczego nie zezwalasz swojemu synowi być tym kim chce?
- Bo chce dla niego dobrze, Cętkowany Ogonie. Chcę, by był silnym kotem i radził sobie z problemami! A nie był jakimś medykiem, i zbierał kwiatki!
- Ty nie wiesz co mówisz...
Szelest. Szary kocur wyszedł ze żłobka. Skryłem się szybko w zaroślach. Zauważył mnie. Zastygłem w sobie, wbijając zielone oczy w ojca. Ten tylko rzucił mi przelotne spojrzenie. Wślizgnąłem się szybko do żłobka.
- Mamo... - zacząłem, widząc cętkowaną kotkę siedzącą w roku jaskini. - Wszystko słyszałem...
- Nie przejmuj się tym - westchnęła i mimo irytacji w oczach, wywołanej poprzednią kłótnią, uśmiech zagościł na jej pysku. - Mglisty Cień martwi się o ciebie na swój sposób. On ma bardzo dobre serce, lecz czasem nie myśli co mówi i robi.
Mimo tego owe słowa zraniły mnie. Zawiodłem ojca. Jestem słaby. Nie walczyłem. Ale... czy byłbym wtedy szczęśliwy?
- J-ja może pójdę już... Jutro Sowie Skrzydło zamierza mi udzielić pierwszych lekcji związanych z ziołami - powiedziałem, przypominając sobie o mentorce. Wyszedłem szybko.
<><><><><>

Ranek przyszedł wcześniej niż się spodziewałem. Słońce już dawno wychyliło łepek znad horyzontu. Przez chwilę zastygłem w panice, że zaspałem, lecz ujrzałem Sowie Skrzydło idącą w moją stronę.
- Chodź młodziaku - uśmiechnęła się lekko. - Długa droga przed nami. Nauka na medyka to nie są żarty. Ktoś będzie musiał mnie zastąpić, gdy mnie zabraknie.
Zaśmiała się sucho. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc tylko kiwnąłem łepkiem.
< Sowie Skrzydło?>

27 maja 2016

Od Widmowego Kocięta CD Słonecznego Kocięta

Spojrzałem z powątpieniem na rodzeństwo. Byli tacy gwałtowni i hałaśliwi. Dlaczego ja nie urodziłem się taki? Usiadłem na zadku i ziewnąłem.
- Dobra chłopaki - miauknęła siostrzyczka, Lisia "Gwiazda". - Zaczynamy!
- Jest tu trochę za mało miejsca - miauknęła Słoneczna Gwiazda.
- Mi to nie przeszkadza - uśmiechnąłem się delikatnie. Nóżki drżały mi od ciężaru swojego ciała.
- Dobra, zbieram się - miauknął ojciec, po czym wstał i trącił nosem mamę. - Nie mogę tu siedzieć w nieskończoność, zaraz mam patrol, a nie chce podpaść Wojennej Gwieździe. Wiesz jakie są kontakty między klanami - liderka jest strasznie nerwowa.
- Jasne, idź - uśmiechnęła się nakrapiana kotka. Korzystając, że szary kocur zwolnił trochę wolnej przestrzeni ułożyła się na boku. Ziewnęła potężnie.
- Bawcie się grzecznie kociaki... - odparła sennie, kładąc łep na łapach. Widać było, jaka jest zmęczona. - Pozwólcie mi odpocząć...
Zamknęła oczy, po czym jej brzuch zaczął się miarowo unosić wraz z spokojnym oddechem. Słoneczne Kocię od razu to wykorzystało.
- Hej! Chodźmy powalczyć poza żłobkiem! - miauknął nabuzowany nową energią. - Tam będzie dużo miejsca!
- Nie wolno namwychodzić poza paprocie - pisnąłem cicho. Lisie Kocię posłało mi niewyjaśnione spojrzenie.
- Nie mów mi, że się cykasz? - mówiła spokojnie, chodź w jej głosie pobrzmiewała wyraźna nutka rozbawienia, od której głos jej lekko drżał.
- Chodzcie wszyscy! - nagonił nas ogonem rudy brat. - Nie zmarnujemy takiej okazji!
Oba koty pobiegły sprintem w stronę oświetlonego wyjścia. Nie miałem pojęcia skąd tak szybko potrafiły biegać!
- Hej, nie zostawiajcie mnie! - potoczyłem się za nimi ile sił w łapach, widząc jak rodzeństwo znika w promieniu światła.
Wyleciałem na zewnątrz.
Trawa była wysoka, prawie sięgała za moje uszy.Polana musiała być ogromna, gdyż nie widziałem czubków drzew.
Wesołe śmiechy kociąt zanikły mi w uszach, tak jak ich zapach w nozdrzach. Spanikowałem. Zacząłem przedzierać się przez trawę. Podskakując, mogłem zobaczyć więcej. Widziałem wiele kotów, lecz ich sylwetki były rozmazane, a ich zapachy kluczowe, jakby nie należały do tego wymiaru.
Zobaczyłem, że zbliżam się do dziwnego tunelu z paproci. Nie miałem pojęcia dokąd zabiegłem, lecz wydawało mi się logiczne, że rodzeństwo mogło pobiec w tamte strony. Trawa w tunelu była wydeptana przez kocie łapy więc obieg mojego widoku znacznie się zwiększył. Pomału dreptałem przez pnącza, mając nadzieję, że na końcu odnajdę rodzinę. Lecz zamiast tego, tunel kończył się małą polanką.
Zapachniało miętą, zmieszaną z zapachem mokrego futra, oraz nieznanych mi dotąd roślin.
Na polanie znajdował się kot. A raczej kotka. Jej futro było kasztanowe, o białym pyszczku i czarnych łatkach na łopatce i łapie. Wydawała się nie zwracać na mnie uwagi, lub mnie po prostu nie widziała. Była zajęta mieszaniem liści o dziwnym zapachu....
Po chwili zastygła. Sierść na jej karku zjerzyła się po czym, odwróciła się do mnie gwałtownie. Jej oczy były nachmurzone.
- Misty, jestem zaj.... - gdy mnie ujrzała postawiła uszy ze zdziwieniem.
- Ah, to tylko jego syn.. - mruknęła do siebie, zwężając zielone oczy w szparki, po czym warknęła do mnie.
- Uciekaj maluchu, nie masz tu czego szukać - syknęła na mnie. Stałem sparaliżowany w miejscu.
- Nie powinieneś być w żłobku..? Ah, znam to... - odwróciła pysk jakby zamyślona.- Sama często wymykałam się gdy mama nie patrzyła... Nienawidziłam siedzieć zamknęta w tym ciasnym miejscu...
Zaśmiała się do siebie.
- No nic. Odniosę cię do Cętkowanego Ogona... - podeszła do mnie, po czym zamaszystym ruchem chwyciła mnie za kark. Zacząłem się wić niezadowolony z uścisku.
Młoda medyczka wyniosła mnie ze swojej polany, prosto do żłobka. Z jej punktu widzenia, droga wcale nie była taka daleka.
W wejściu stała mama - w pysku trzymała się wijące Lisie Kocię, łapą przygniatała rudego brata.
- Jeśli chcieliście się bawić na dworze, wystarczy było mi powiedzieć - skarciła nas, gniewnie machając ogonem.
< Ktoś z rodziny? >