Mimo woli uśmiechnąłem się delikatnie. Lecz szybko spochmurniałem.
- Muszę z nim porozmawiać - odparłem poważniejąc. Cętce również zrzedła mina. Psotne gwiazdki z oczu zgasły, wąsy lekko opadły.
- Ale...proszę, bądź delikatny - położyła swoją delikatną, puszystą
łapkę na mojej łapie. Spojrzałem w jej zielone oczy, po czym kiwnąłem
lekko głową. Poderwałem się z pozycji siedzącej, wykonałem zwrot i
udałem się w stronę siedziska medyczki. Obniżyłem głowę, aby nie
zahaczyć łbem o sufit tunelu z paproci, którego obszerne liście
niebezpiecznie zbliżały się w moją stronę.
Sowie Skrzydło właśnie opatrywała łapkę ucznia, któremu w poduszkę wbił
się spory kawałek drewna. Przybrana siostra objęła pyszczkiem drzazgę,
po czym zdecydowanym ruchem wyciągnęła ją z łapy, którą wcześniej
rozmiękczyła tajemniczymi maściami, o których kompletnie nie miałem
pojęcia. Młody kotek pisnął, lecz gdy było po wszystkim zamruczał z
ulgą. Odprowadziłem go wzrokiem.
Sowie Skrzydło nie szybko mnie zauważyła, lecz gdy w końcu zdała sobie
sprawę z mojej obecności w jej gnieździe, na jej pyszczku pojawił się
wymuszony uśmiech.
- Ohh, Mglisty Cieniu, jakże miło cię widzieć! Co cię tutaj sprowadza? -
ton głosu przybrała taki jak przywykła do mnie mówić - zaczepnie,
żartobliwie, z deka zgryźliwie.
- Gdzie jest Widmowa Łapa? - zapytałem na wstępie, rozglądając się po
polance, mając nadzieje zobaczyć skrawek pręgowanego futra.
- Wysłałam go po zioła - mruknęła Sowie Skrzydło. Nagle westchnęła, lecz
w tym krótkim westchnięciu zawarła tyle zmęczenia, że nie mogłem
uwierzyć, że to ona je wydała. - Po raz kolejny...Do niczego innego się
nie nadaje, lecz mimo to... Zawsze przynosi nie te co trzeba... Mglisty,
on nie ma ambicji, chęci, niczego co popchnęło by go do dalszego
ciągnięcia treningu. Z nim jest coś nie tak, musisz z nim pogadać.
Złość się we mnie zagotowała. Nie miałem problemów z agresją, mimo
ognistego temperamentu, lecz poczułem, jakby ktoś ugodził mnie pazurem w
brzuch. Czułem jak cios przebija się przez żołądek, następnie ryje
piekącą dziurę z tyłu pleców. Parsknąłem.
- Właśnie po to tu przyszedłem - fuknąłem. - Idę go szukać.
Kakaowo-czekoladowa kotka machnęła ogonem.
- Powodzenia.
Wyszedłem z obozu prawie biegiem. Spod moich łap wzbijały się kłęby
kurzu, gdy poduszki uderzały o piach. Głowę miałem wysoko, rozglądając
się na wszystkie strony. Nie czułem jego zapachu.
Postanowiłem poszukać go przy rzece, dokładniej przy granicy Klanu Nocy.
Pamiętałem kiedyś, jak Sowa opowiadała mi o roślinach rosnących
niedaleko terenów podmokłych, rzek, jak i obrzeżach lasów znajdujących
się niedaleko zbiorników wodnych. Za nic nie mogłem sobie przypomnieć
krzaczkowatych nazw ziół, lecz nie to było teraz najważniejsze.
<><><>
Był tam. Siedział na obrzeżach granic Klanu Wilka, tuż przy linii drzew.
Trzymał przednie łapy blisko siebie, aby nie być za blisko Klanu Nocy,
lecz oczy miał utkwione w rzece, rozkładającej się długą srebrną wstęgą
po otwartym terenie pól. Zapach Klanu Nocy roznosił się tutaj dość
mocno, lecz wiedziałem, że mogę się czuć bezpieczny, bo to wciąż tereny
Klanu Wilka. Obok Widmowej Łapy walała się niska kępka ziół. Zebrałem
się i podszedłem.
- Widmowa Łapo - fuknąłem, a młody kot podskoczył odwracając się z przerażeniem w oczach. - Musimy porozmawiać.
Sierść na jego karku stanęła dęba, a syn skulił się w sobie. Nie miałem najmniejszej ochoty być delikatny.
- Zacznę krótko - odparłem. - Nie wliczając to, że z wielkim oporem
zgodziłem się na nauki ciebie jako medyk. Naprawdę nie wiesz,jak bardzo
się wtedy zawiodłem. Wszystko zawdzięczasz matce, bo to ona ostatecznie
doprowadziła, abym zachował urazy dla siebie. Pocieszało mnie to, że
może chociaż tam odniesiesz sukces, jako zbieracz kwiatków. Może nabiorę
do ciebie szacunku znowu, traktując jako kogoś, który otrzymał dar od
Klanu Gwiazd uleczania kotów, ratowania życia. A ty co? Nie robisz
postępów, mówiąc krótko wszystko masz w dupie. Straciłem do ciebie cały
szacunek. Zawiodłeś mnie, tyle powiem.
Czekałem na jego reakcję, czując upust emocji, lecz ten się nie odzywał.
Kociak patrzył na swoje łapy, miał szklane oczy. Ból w jego oczach był
nie do zniesienia, lecz rządzą wyjaśnienia spraw, i potężne
rozczarowanie całkowicie zasłało mi umysł.
Perspektywa Widmowej Łapy
To było jak cios z tyłu głowy. Poczułem masakryczny ból w okolicach czaszki. Niewidzialne sznury zacisnęły mi się na żołądku.
Bałem się tej chwili, jak swojego ostatecznego końca. Chwili, gdy
stanę z ojcem twarzą w twarz. Piekły mnie poduszki łap, same łapy
trzęsły się niemiłosiernie. Miałem ochotę skulić się i opaść w ciemność,
jak najgłębiej, byleby nie musieć patrzeć w te niebieskie oczy, pełne
rozczarowania i chłodu, jego wzrok przeszywał mnie na wylot.
Cały ten brak chęci miał jeden, jedyny powód, który więził mnie niczym
klatka Dwunożnych: bałem się, że zawiodę ojca. A gdy już to zrobiłem,
stając się uczniem medyka, nie miałem siły, aby to ciągnąć. Z każdym
ruchem, towarzyszyło mi uczucie, że robię źle. Każde zebrane zioło,
każda lekcja Sowiego Skrzydła, opatrzona rana przypominała mi o dnie na
którym się znajduję. Przypominała mi jakim śmieciem jestem, że zawiodłem
ojca. Jedyne co byłem w stanie robić, to ciągle uciekać. Byłem niczym
mała mysz, zagubiona w pszenicy, goniona przez głodnego drapieżnika.
Pełna paniki szukała schronienia, którego nie było - cokolwiek by nie
zrobiła, ostatecznie wpadnie w szpony zgłodniałej bestii.
Widziałem jego wzrok, gdy patrzył na Słoneczny Deszcz, czy Lisi Ogon.
Duma, jaka biła z zwykle zimnych oczu, napełniała jego wizerunek
ciepłem. Mój ojciec jest wspaniałym wojownikiem, legendą. Nigdy się nie
poddał, nigdy się odwrócił, a urazy będzie trzymać do końca. To klątwa
od Klanu Gwiazd, że urodził mu się syn taki jak ja.
Nie radzę sobie w stadzie, nie jestem do tego stworzony - to wiedziałem
od początku. Natarczywe zmysły samotnicze, uczucie odpychające prace w
grupie, zawsze robiły ze mnie kota, który nadawał się tylko na karmę dla
kruków.
Dlatego jedyne co byłem w stanie teraz zrobić, to patrzeć na swoje łapy.
Przerażenie paraliżowało mnie wzdłuż kręgosłupa, mierzwiąc sierść, która stanęła dęba.
- T-Tato, j-ja... - zasób słów jakie miałem w mózgu nagle się skończył.
Język zdrętwiał mi, stał się sztywny i niezdolny do pracy. Wydukałem:
- P-przepraszam...j-ja będę się teraz starał...
Perspektywa Mglistego
Te słowa nic nie znaczyły. To tylko puste słowa, wiedziałem o tym. Zmrużyłem oczy, obniżyłem barki.
- Nie chce słyszeć żadnych skarg na ciebie od Sowiego Skrzydła. Słyszysz? Żadnych!
Odwróciłem się i odszedłem, miałem tego wszystkiego dość. Nie miałem
pojęcia, że bycie ojcem będzie takie trudne. Musiałem ochłonąć, tak
bardzo tego potrzebowałem.
Znalazłem mały strumyczek, cienką odnogę, która odchodziła od rzeki i
wpływała na teren Klanu Wilka. Zanurzyłem w niej łapy, czując przyjemny
chłód. Położyłem się w wodzie, czując jak lekki prąd obmywa mi boki,
spływa po karku. Odetchnąłem głęboko.
- Oh, Klanie Gwiazdy, daj mi siłę...- wzniosłem pysk wysoko do nieba. Wstałem, otrzepałem się z wody.
Wróciłem do obozu. Od razu gdy znalazłem się w polu widzenia innych
kotów, Cętkowany Ogon pojawił się u mojego boku. Partnerka spojrzała mi
głęboko w oczy, jakby próbowała wyczytać z nich moją przyszłość.
Westchnęła, usiadła, po czym ogonem nakazała mi zrobić to samo.
- Jesteś zły, widzę to - odparła spokojnym, opanowanym głosem. - Rozmowa nie poszła dobrze, prawda?
Milczałem, lecz po paru sekundach orzekłem.
- Przepraszam, nie potrafię być delikatny - polizałem ją po głowie, między uszami. Kotka na chwilę zagapiła się w przestrzeń.
- Nie chce, aby nasza rodzina się rozpadła. - miauknęła. - Widzę, co
się dzieje z Widmową Łapą. Boje się, że to jest jak wirus, który rozwija
się w jego ciele. Tak bardzo chce jego szczęścia, lecz to nie takie
proste, jak mi się wydawało. Ciężko być matką.
W głębi duszy uśmiechnąłem się, gdyż przed chwilą myślałem to samo.
Rodzicielstwo, wychowanie młodych nigdy nie było proste, a efekty nigdy
nie będą widoczne po dłuższej pracy.
Zmieniłem temat.
- A jak idzie Słonecznemu Deszczu i Lisiemu Ogonowi? - zapytałem o resztę kociąt. Zobaczyłem ciepły uśmiech, i blask w oczach partnerki.
- Są już dorosłe i mają własnych uczniów. Niesamowite, prawda? Ten czas tak szybko mija..- nachmurzyła się. - Czas to złodziej.
- Nie zatrzymamy go - westchnąłem.
< Cętka?>
*dostałam cukrzycy Misty przez te ostatnie zdania. Lof ju <3 ;w;
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz