BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty

17 maja 2024

Od Różanej Przełęczy CD. Piaszczystej Zamieci

 Czuła się niedołężna, stara. Okazała się jednak zbyt uparta, by zrezygnować ze stanowiska przywódcy. Jeszcze chodziła, nadążała za resztą...  z trudem. Coraz częściej widywała Rumianka, którego prosiła o coś na rozluźnienie mięśni i środek na bolące kości. Na bezsenność, na duszności. Jednak wizyty u medyka nie były spowodowane jedynie bólami reumatycznymi, ale również czystą chęcią zamienienia z kimś słowa, a jako, iż szylkret był najbliżej, zazwyczaj to na niego padało. Nachodziły ją wtedy rozmaite myśli, odcinając od świata realnego. Co za żałosny wiek. Doskonale pamiętała, że nigdy nie chciała go dożyć. Jej wymarzoną śmiercią było odejście w walce. Wizja babuszki otoczonej przez pozostałą jej dzieciarnię? Ha! Ha ha, jak daleko była ta wizja, wiedziała jedynie Róża. Dodatkowo, już od dłuższego czasu zobaczyć można u niej było objawy melancholii które starała się ukryć. Było wiele rzeczy, które żałowała, że zrobiła. Dla przykładu, zostawienie tych rudych pomiotów w obozie. Złość na siebie, za tą chwilę słabości, wywołaną posiadaniem własnych kociąt trwała nieustannie do tej pory, szczególnie potęgowaną słowami Kamień. Jej wizja była jeszcze bardziej frustrująca. A potem sceny zmieniały się znowu, ukazując budowę biedronki, jedzenie śniegu, ten obrzydliwy wzrok Wilczej Zamieci i masę następnych, parszywych wspomnień, które powinna była przywołać przy podejmowaniu decyzji o wyrzuceniu niektórych kotów. Jeszcze bardziej staro poczuła się, gdy zobaczyła młode swojego siostrzeńca. Nie miała pojęcia, jakim cudem te dwa, różne koty się dogadały i jeszcze w dodatku spłodziły cokolwiek, jednak patrząc na kocięta zaczynała bardziej być świadoma swojej starości. Szczególnie widocznym dowodem starzenia się liderki, były włoski. Niegdyś kruczoczarne, teraz poprzeplatane siwizną. Jasne koty miały z tym o wiele lepiej. Na białym czy kremowym futrze nie widać tak oznak starości, jakby od urodzenia koty były stare, jedynie czekając na odpowiedni wiek. Takim kotem był Piaszczysta Zamieć. Jego futro idealnie będzie maskować starość. Z resztą, nie potrafiła go sobie wyobrazić jako starca. Ciągle był zasmarkanym uczniem, który miał kompleks a na jego głowę została narzucona jakaś propaganda którą jej poprzednicy tak bardzo starali się wyplenić. W tej kwestii zawaliła na całej linii. Czy poczuła coś podczas przedstawienia, które odegrał? Nieprzyjemny niepokój. Coś znanego, co dawno powinno opuścić jej ciało, a jednak nadal trzymało się blisko jej żołądka, jedynie czekając na przebudzenie. Nie chciała o tym myśleć, nie chciała wyjść na paranoiczkę i jak się okazało, znalazła świetne rozwiązanie problemu. Po prostu myślała o Lwiej Paszczy i jej bezmyślnemu szczekaniu, niczym wkurzający piesek sąsiadów. Od razu kierowała swoją frustrację gdzie indziej. 
- Nie mam powodów, żeby się nie zgodzić - stwierdziła, po usłyszeniu pytania. Odnosząc się do wcześniejszych jej rozmyślań, być może powinna się martwić o Srebrnego. I owszem, martwiła się, jednak w tym momencie, bardziej zaniepokojona była o psychikę Piaska. Tego realnego, którego znała. Srebrny sobie poradzi, gorzej było z resztą. - Jeśli nie będziecie za blisko z terenami Klanu Wilka. - dodała zaraz chłodniej - Nie rozumiem tylko, jak sobie to wyobrażasz. ,,Szukali". Śmiem podejrzewać, że chcesz mieszkać poza obozem? Z resztą, z tego co kojarzę, to twoja rodzina jest częścią klanu, a tym samym, także i patroli. A i ślepi też nie są. - uniosła brwi, czekając na odpowiedź. W końcu ktoś ich razem zobaczy i nie będzie jej się chciało od nowa wysłuchiwać jęków i stęków Lwiej Paszczy. 
- Nie będziemy... Myślałem o terenach, z których najczęściej wychodzą samotnicy, aby jakoś przyczynić się do ich bezpieczeństwa... A co do mojej rodziny... Nie słyszałem, aby nocą były wysyłane patrole. Za dnia, nawet jeśli się spotkamy... Nic nie zobaczą.
Szylkretka zmarszczyła czoło. 
- Mhm... tak, czy dobrze rozumiem? We dwójkę, sami, na terenach opętanych przez samotników.
- Wątpię, aby jacyś się pojawili... A nawet jeśli... Jesteśmy doskonale wyszkoleni. Nic nam nie będzie - zapewniał. - Proszę... Choćby na kilka dni. Jeżeli będzie to dla nas zbyt niebezpieczne, wrócimy szybciej. To lepsze niż nic.
Zmrużyła oczy, patrząc przez chwilę intensywnie na Piaska, po czym westchnęła przeciągle. Ona sama by sobie poszła na takie granice, gdyby mogła. Najlepiej na stałe. Może uda się do Klanu Klifu pogadać ze Lśniącym, o ile jeszcze żyje. 
- Niech będzie. Nie mam ochoty się z wami użerać. - Stwierdziła, po czym zamilkła na moment, jakby próbując coś przełknąć - Z resztą.... należy ci się... odpoczynek. Powinnam przeprosić za wepchnięcie cię w tą rolę.
- Dziękuję - wymiauczał z wdzięcznością, wypuszczając z ulgą powietrze. - To nie twoja wina... Ja podjąłem decyzję. Mogłem w końcu odmówić i dać to zrobić zastępczyni. Mogę o to obwiniać tylko siebie.
- Skoro tak to widzisz - rzuciła jedynie na odchodne. Nie miała zamiaru się tu płaszczyć i błagać o wybaczenie czy coś, bez przesady. Z resztą, Piasek miał rację, to była jego decyzja, nie jej wina, że brak mu asertywności. Gdyby połączyć go z Lew, to zyskaliby całkiem przyzwoitego kota. Oczywiście łącząc dobre cechy, nie te złe. Cóż to by była wtedy za abominacja. 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

,,Jestem zmęczona, Rumianku" zaczęła dnia poprzedniego, patrząc na uklepaną posadzkę. ,,Już od bardzo, bardzo dawna zastanawiam się, dlaczego gwiazdy mnie tu trzymają".
Minęło trochę czasu od ostatniej rozmowy, podczas której zdążyło zdarzyć się wiele, jak na jej gust za wiele, doprowadzając do bólu w skroniach i zastanawianiem się, ile ten cyrk będzie jeszcze trwać. Sójczy Szczyt również nie robiła się młodsza i gdyby tylko dała znak, Róża chętnie odprawiłaby ją do starszyzny, na jej miejsce dając kogoś innego. W końcu było wiele możliwości, które można było wykorzystać. Będzie musiała o tym wspomnieć i porozmawiać przy najbliższej okazji. Gdyby Piasek nie był tak przyczepiony do swojej rodziny i gdyby nie miała co do niego pewnych obaw, może i jego by wcisnęła na stanowisko zastępcy. Jednak patrząc na obecną sytuację, były do tego lepsze koty. 
Wyszła. Z bólem stawów, z bólem głowy, czując chłód w kościach i niechęć, z jaką przywitał ją poranek. Nie było zbyt ciepło, jednak w jej oczy intensywnie wdzierało się światło. Przez co musiała zmarszczyć pysk i zmrużyć oczy, po czasie czując zmęczenie mięśni twarzy i irytację. Postanowiła podejść, zanim jeszcze klan wstał na nogi, do stojących na granicy wolontariuszy. Szczerze, zaczęła żałować, że sama na coś takiego nie wpadła w młodości. Pod pewnym względem rozumiała odczucia kremowego. Może nie odnośnie rodzeństwa, to trafiło jej się nawet całkiem udane, jednak pod względem szmerów. Szeptów skierowanych pod twoim adresem. A wszystko przez piętno pokoleniowe, i o ironio, Piaskową Gwiazdę. Chciała, żeby wszyscy pamiętali o jej wyczynach. By jej zbrodnie stanowiły przestrogę nawet, jeśli zła łata będzie ciążyć na następnych kotach, podobnych do syna Zięby. W jej odczuciu, była to tylko mało istotna pchła, w porównaniu do większego znaczenia, celu, jakim było wprowadzenie w życie kronikarzy. I jeśli któryś z nich, kiedykolwiek odważy się bawić we własne opowiastki, osobiście go odwiedzi. 
- Zauważyłeś coś ciekawego? - spytała po czasie, gdy w jej oczy rzuciła się kremowa sylwetka, od której przed chwilą oddaliła się inna, w której to rozpoznała swoje kocię. Podeszła z wolna, siadła obok i popatrzyła przed siebie, na tereny nocniaków. W tym momencie, wizja zajęcia ich wybiegających poza dopuszczalną normę terenów, nie wydawałaby się taka zła, gdyby nie wilczaki po drugiej stronie. Nadal nie miała pojęcia, czemu skończyli od nowa w środku wszystkiego, z ciasnymi granicami. Po tym całym trudzie... 

<Piasek? Lanie wody, wybacz>

12 marca 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Różanej Przełęczy

 Nieco się zaniepokoił tym, że liderka chciała z nim rozmawiać. Czyżby zauważyła, że za dużo czasu spędzał ze Srebrzystym Nowiem? Teraz też wracali razem z polowania, ale nie przyszłoby mu na myśl, że to spowodowałoby podejrzenia Różanej Przełęczy odnośnie ich dwójki. 
— Oczywiście... wysłucham pani. 
Nie czuł chłodu, a wręcz czuł jak powoli ogarnia go gorąc. Stresował się, lecz starał się to ukryć. Nie wiedział w końcu o co dokładnie mogło czarnej chodzić. Obawiał się jednak najgorszego. Te myśli same wypełniły mu umysł i nie chciały odejść. 
— Chciałabym się dowiedzieć, czy jest coś, co chciałbyś zrobić. Zmienić. Zarzuty w stosunku do czegoś — powiedziała krótko, oczekując na odpowiedź.
Czy coś go niepokoiło? Pierwszą myślą było, że nie, ale zaraz przypomniał sobie rozmowę z siostrą. Przecież ciągle szukał mordercy ciotki, który pozostawał nieuchwytny. Czuł, że to wszystko było ponad jego siły. Różana Przełęcz powinna lepiej podejść do tego problemu i nareszcie go rozwiązać. 
— Tak. Jest pewna sprawa. Dalej nie znaleziono mordercy mojej ciotki, a śledztwo wykazało, że musiał to być ktoś z nas. Co oznacza, że morderca sobie chodzi bezkarnie po obozie i może znów próbować skrzywdzić moich bliskich. Czy zrobi coś z tym pani? 
— Robię przez cały czas — odparła, kierując wzrok przed siebie. — Mamy oczywiście podejrzenia, ale nie jest to proste. Na podstawie samych podejrzeń nie możemy kogoś ukarać — zamilkła na chwilę. — Większość nowo przybyłych do klanu oczywiście odpada, chociaż byli pierwszymi oskarżonymi. Co do drugiej kategorii natomiast... Są w klanie koty, które żywią dość mocno zakorzeniony żal do waszych krewnych i jestem pewna, że zdajesz sobie z tego sprawę. — Zmrużyła nieco oczy. — W tym nie możemy wykluczyć obecnych starszych.
— Moja siostra uważa, że to wina Tropiącego Szlaku z uwagi na to jak mnie traktował, gdy byłem jego uczniem... — podzielił się z nią swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. 
— Jego też mamy na uwadze — odparła. — A czy masz może dowód stanowiący coś więcej, niż słowa twojej siostry i cierpiącą inteligencję owego kocura?
— Tylko swoje doświadczenie z nim podczas treningów. Podtapiał mnie, przypominam. Nie wiem czy byłby zdolny kogoś zabić, ale sam fakt, że to robił... stawia go jako podejrzanego w tej sprawie. Przynajmniej w moich oczach i mojej rodziny.
— Może, gdyby udało mu się przez przypadek coś napomknąć... — liderka zaczęła lekko, zerkając z góry ukosem na pysk kremowego. — Może udałoby się coś zrobić~ W końcu przypominam, że Trop ma sporo kotów, które albo nie wierzą w podobne działanie albo zwyczajnie by go poparły. Pytanie do ciebie, czy dałbyś radę trochę mu zagrać na wąsach.
Oho... Czy dobrze rozumiał to co kotka mu proponowała? Naprawdę miał spróbować tak podejść do dawnego mentora? Jeśli to on był mordercą to mogłoby to się udać... Jeśli nie... Na pewno zyska nowego wroga. 
— Mógłbym spróbować. Tylko... czy nie odwróci mych słów przeciwko mnie? Jest dość sprytny. A jeśli to naprawdę on to jak go sprowokuje to spróbuje mnie zabić... Mam być przynętą? — podzielił się z nią swoimi obawami. 
— Widzisz, jak szybko załapałeś — odrzekła z uśmiechem, wydając się niezwykle zadowolona — Ale spokojnie, nie zostawimy cię samego, w końcu po co byłaby przynęta bez większego planu, prawda? Dla Tropa będzie to mały test... i zobaczymy, czy go zda.
Test... Nieco niepokoił go jego wynik. Czy może dlatego, że nie chciał, aby kocur okazał się mordercą? Gdyby rzeczywiście na jaw wyszły jego intencje, to szkolenie, które z nim miał i topienie nad rzeką, mogło nie być zwykłym żartem, a celowym działaniem. Co jeśli to on mógł zginąć? Nieważne... Pokręcił szybko głową. Musieli powstrzymać mordercę nieważne kim był. 
— Ugh...  Rozumiem. Tylko jeśli ma to zadziałać to nie może dowiedzieć się o tym moja mama oraz siostry i Srebrny... — ugryzł się w język. — Znaczy... mama i siostry — odchrząknął zmieszany. Że też musiał zawsze palnąć imię przyjaciela. Ale nie mógł się powstrzymać. Gdyby tylko Srebrny wiedział co zamierzał, próbowałby go albo powstrzymać, albo do nich dołączyć. Nie chciał narażać go na niebezpieczeństwo. Już wystarczało, że nadstawiał swoje życie w obronie Klanu Burzy. 
— Oh, nie mam zamiaru się z nimi niczym dzielić. Jedynie z niektórymi kotami. Jakoś mogę w uszach usłyszeć zdanie twojej matki na ten temat. — Poruszyła zaraz po tym uchem. — I nie uważaj mnie za ślepą, to obraźliwe — prychnęła. — Może jestem stara, ale wzrok i słuch mam jeszcze dobry. Nie, Srebrzystego Nowiu również nie poinformuję.
Kiwnął głową, rozluźniając się nieco. Nie wiedział jednak co sądzić o tych jej słowach. Co miała przez to na myśli? Kocica jednak nie wyglądała jakby była chętna kontynuować temat, więc go porzucił, skupiając się na sprawie najważniejszej wagi. 
— Co dokładnie mam zrobić?
— Trop lubi się jeszcze przejść po wrzosowiskach, chyba niezbyt się może pogodzić z próchniejącymi kośćmi — zaczęła. — Tego, czego od ciebie oczekuję, to wcielenia się na krótki moment w odbicie swoich krewnych. Liczę na małe przedstawienie, na próbę wytrącenia starszego z równowagi, żeby zaczął mówić. Nie sądzę, by było to specjalnie trudne, zdążyliśmy się przekonać, że lubi wykorzystywać dane mu okazje. Podołasz?
— Mam... mam zagrać praprababcie? — odparł całkowicie zszokowany. Serce mu na moment nawet stanęło. To... To było chyba dla niego za wiele. Kiedyś został zmuszony przez dziadka, aby ją odegrać. Długo żałował tego co wtedy zrobił. Był jednak tylko dzieckiem, nieświadomym wielu rzeczy. Teraz jednak pojmował wiele i wiedział, że Piaskowa Gwiazda była tyranem, za którego czasów nie chciał przenigdy żyć. A tym bardziej, aby jej cząstka była gdzieś nadal w nim. — Ja... ja... chce dorwać mordercę. Chcę go odkryć... Ale... — Położył po sobie uszy. — Czy to nie sprawi, że inaczej na mnie spojrzysz? Tak jak i reszta, która będzie to obserwować? Nie chcę później problemów... Nie lubię być do niej przyrównywany.
— Nie musisz się tego obawiać — rzuciła lekko. — Zdążyłam wyrobić sobie o tobie zdanie już podczas naszego treningu — odparła. — Zresztą, jesteś pewien, że to akurat naszej oceny się obawiasz?
Tak... Obawiał się oceny całego społeczeństwa. Jednak czy aby na pewno? Czy może tak naprawdę chodziło o niego samego? Owszem... Bał się zatracić. Bał się, że przepowiednie rodziny okażą się prawdą. Starał się jak mógł, aby postępować odwrotnie niż Piaskowa Gwiazda, a mimo to... mimo to jej cień podążał za nim nieubłagalnie nawet w tej chwili. 
— A czyjej? Tylko będziesz tam ty, koty do pomocy i Trop... Nikt inny... — w końcu z siebie wydusił.
Liderka utkwiła na moment na nim spojrzenie, po czym wzruszyła barkami. 
— Skoro tak... — ucięła temat. —W takim razie przyjdź do mnie, gdy nadarzy się odpowiednia okazja. Ostatnio nie miałam większej ochoty na opuszczanie obozu.
Skinął głową i odszedł. 

***

W końcu nadszedł ten dzień. Dość długo na niego czekali, ponieważ zajęty był innymi sprawami. Ostatnio jednak udało mu się pozbyć Czarnej Łapy, więc jeden punkt na liście miał odhaczony. Pozostał tylko morderca ciotki.
Starszy był sam, a akcja miała się lada chwila zacząć. Stresował się, bo nie wiedział jak zareaguje Tropiący Szlak. Czy rzeczywiście okaże się mordercą i go zaatakuje? Czy liderka zdąży z pomocą na czas nim go zabije? Było to ryzykowne zagranie. Ale chciał tego. Tak udowodni siostrze, że był zdolny odnaleźć mordercę ciotki i wkupi się z powrotem w jej łaski. 
Dał sygnał Różanej Przełęczy głową, po czym zaczął zbliżać się do swojego celu. Musiał utrzymać jego uwagę tak, aby nie spostrzegł przyczajonych kotów ukrytych w wysokiej trawie. Na domiar złego musiał się wczuć w kogoś kogo się obawiał, licząc na to, że nie stanie się kimś takim w przyszłości. 
Wyprostował dumnie głowę i zaczął przedstawienie. 
— Kogo me oczy widzą. Paskudny nierudy, który sądził, że może być ponad nasz rodzaj. — Zmierzył go pogardliwym spojrzeniem. — Widzę, że emerytura ci zbytnio służy. Nudzisz się... Jaka szkoda... Za moich czasów kopałbyś nory. Może do tego wrócimy, hm? Co powiesz na powrót dyskryminacji? Ja nie mogę się tego doczekać. Nie wiesz jak cudownie omotałam wokół pazura liderkę — mruczał, okrążając go powoli. — Robi wszystko co każe. To tylko chwila moment, abym wróciła do klanu po raz trzeci jako lider. O tak... Wiesz o czym mówię... Tak, miałeś rację we wszystkim co mówiłeś. Powróciłam. I zacznę swe zmiany od ciebie... Ty który mi wadzisz najbardziej... Ty któryś zabił moją prawnuczkę... 
Przyszło mu to z trudem, ale wciąż pozostawał sobą. Nie czuł się inaczej, nie wpadł w panikę czy też w paranoję. Obserwował z uwagą kocura, który słysząc te słowa stanął jak wryty. Panowała cisza, którą nagle przerwał obłąkańczy śmiech. To Tropiący Szlak dawał upust swemu szczęściu. 
— Wiedziałem! Całe życie miałem rację! — powiedział, a Piaszczysta Zamieć zauważył jak trzęsie się z ekscytacji. To go zaskoczyło. Nie spodziewał się, że taki wywrze na nim efekt. Kocur jednak zdawał się emitować pewnością siebie oraz wielkim poczuciem spełnienia, że oto dowiedział się "prawdy". Nie przyznał się jednak do zabicia jego ciotki, co go zaniepokoiło. Czyżby te słowa mu umknęły? Nie mógł jednak ich od tak powtórzyć, bo jeszcze zacznie coś podejrzewać. Musiał rozegrać to inaczej.
— Owszem miałeś. Żyłam w tym ciele, udając słabego kota, aby nikt mnie nie nakrył. Ale ty... Ty Tropiący Szlaku zwróciłeś moją uwagę... — Zrobił krok naprzód. Było to ryzykowne, ale musiał skupić na sobie jego uwagę. — I dzisiaj zapłacisz za to co zrobiłeś... Ja wiem... wiem o wszystkim doskonale. Czekałam na odpowiedni moment aż będziesz sam. A mogłeś tego uniknąć... Gdybyś tylko nie skrzywdził Płonącej Pożogi. Gdybyś pozwolił jej żyć... Ale nie... Okazałeś się buntownikiem. Paskudnym nierudym, który niczym robactwo pełza po ziemi i ją skaża swym istnieniem. 
— HA! Masz czelność nazywać mnie tym, który skaża ziemię, podczas gdy to twoje rządy sprawdziły na nas tyle tragedii? — ryknął, obłąkanym wzrokiem błądząc po pysku kremowego, po zauważeniu braku ekspresji wojownika, zarechotał i dodał już spokojniej — Zasłużyła na to. Za to co zrobiła nam, mi, całemu Klanowi Burzy! To wy jesteście prawdziwa zarazą!
Nie dowierzał w to co słyszał. Przyznał się! Naprawdę się przyznał! Wściekłość zaczęła go palić wewnętrznie. Kocur wydawał się dumny z tego, że zamordował niewinną kotkę. Nie potrafił tego znieść. Żył z potworem. I to wcale nie był on pod postacią Piaskowej Gwiazdy. Potworem był Tropiący Szlak, który tak bestialsko, bez nawet cienia współczucia odebrał niepełnosprawnej kotce życie. 
— Ona była niewinna! Jak mogłeś ją zabić?! Nie mogła nawet chodzić czy się bronić! Ty... ty... lisie łajno! — wrzasnął, po czym rzucił się na niego, wbijając swoje pazury w jego ciało. 
— Piaszczysta Zamiecio — kremowy wojownik mógł usłyszeć głośny i rozkazujący głos Różanej Przełęczy, która wyskoczyła z kryjówki. — Wystarczy!
Zawisł nad leżącym na ziemi starszym, który próbował walczyć ze swoim byłym uczniem w tej niedogodnej pozycji. 
— Przyznał się słyszałaś?! Zabił ją! Zabił! — zasyczał wrogo, przyciskając dawnemu mentorowi pysk do ziemi swoją łapą. — Pewnie planował zabić też kocięta mojej siostry! To wariat! 
— Masz coś do powiedzenia na ten temat? — Kocica zignorowała go, zwracając się do Tropiącego Szlaku.
— Wy...! Wy lisie serca! Uknuliście to! — zacharczał, zdając sobie sprawę z tego, co naprawdę miało miejsce. Jego spojrzenie prześlizgnęło się na liderkę. Zaśmiał się gorzko. — Byłem głupi wierząc, że twoje rządy cokolwiek zmienią, Różana Przełęczo. Można udawać, że nie jest się rudym, jednak rudy nigdy z ciebie nie wyjdzie — skomentował, wpatrując się w rudawe plamy na grzbiecie kocicy. — Stałaś się taka jak oni wszyscy... A może zawsze byłaś.
— W tym momencie, masz przed sobą dwie opcje — zaczęła, spokojnie zerkając na burego z góry, chociaż czuć było gęstniejącą atmosferę. — Zawiodłeś już klan swoim postępowaniem wcześniej. Porzuciłeś daną ci szansę, po próbie czegoś, co nazwałeś treningiem. Powiedzmy sobie wprost. — Zniżyła nieco głowę w jego kierunku. — Od zaprowadzania porządku, jestem ja. — Wyprostowała się po czym odchrząknęła, czując jak głos jej chrypnie. — Możesz opuścić po cichu Klan Burzy. Nigdy się nie pojawiać na jego granicach i udawać, że twoja egzystencja nigdy nie miała miejsca, a reszta klanu zapamięta cię jako przykładnego wojownika... albo... oddam cię w łapy Piaszczystej Zamieci. Który to niezwykle dobrze odegrał swoją rolę.
Co. O czym ona mówi?! Rzucił Różanej Przełęczy zaskoczone spojrzenie, zaraz przenosząc swój wzrok na starszego, który już śpieszył z odpowiedzią. 
— Urodziłem się wojownikiem i umrę jako wojownik. Wolę zginąć z honorem, niż gnić i chować się w opuszczonych, zawilgoconych norach. Nie zrobiłem nic złego. Wiem, że Klan Gwiazdy to doceni. Próbowałem ochronić nasz klan przed tym... tym robactwem, które sprowadziła Piaskowa Gwiazda, jednak najwyraźniej byłem jedyny. Jesteś zaślepiona, Różo. Ich lisimi gierkami. Jednak płomienie nie są wieczne - każdy pożar prędzej czy później zgaśnie, a jedyne co zostanie, to czarny popiół — odpowiedział sucho. Był już stary. Nie miał nic do stracenia. Postanowił zachować swój honor ten ostatni raz, nim śmierć zabierze go w swe łapy. 
— Byłeś dobrym wojownikiem, Tropiący Szlaku — Rzuciła jedynie liderka, ze starczym żalem w oczach. Potem skierowała wzrok na kremowego wojownika, do którego powoli dochodziło to co się właściwie stało. — Jaki masz zamiar?
Jaki miał zamiar? Jaki?! Ha! Chciał zaśmiać się histerycznie, ponieważ kocica postawiła go w najgorszej możliwej sytuacji. Dlaczego mu to robiła?! On nie chciał nikogo zabijać! Jeśli to zrobi stanie się taki jak praprababcia. Przeleje krew i zasmakuje się w okrucieństwie. Dlaczego to mu kazała zdecydować? Czemu oddawała go w jego łapy? Nie miał pojęcia czy liderka widziała jak jego oczy błagają, a wręcz krzyczą, aby to ona to zrobiła. Aby to ona podjęła decyzję, aby to ona przelała krew mordercy, by on nie musiał. Bo wiedział, że trzeba było to zrobić. Jeśli go puszczą... Lew go zabije. 
— Mogę się... zastanowić? — przełknął ślinę. — Daj mi czas do zachodu słońca — poprosił. 
Różana Przełęcz zmierzyła go spojrzeniem i potaknęła. Kazała pilnować Tropiący Szlak, a następnie podeszła do Piaszczystej Zamieci, szepcząc mu na ucho. 
— Jeśli zdecydujesz się go zabić... Zrób to poza terenami burzaków, najlepiej gdzieś na granicy. Nikt nie może o tym wiedzieć. Nikt — podzieliła się z nim wytycznymi, a następnie dała mu znać, że może odejść. 
Czym prędzej udał się do obozu. Musiał kogoś prosić o pomoc, a najlepiej... aby tą odpowiedzialność przenieść na silniejsze barki. 

***

Wiedział, że z Lew ostatnio nie mieli zbyt przyjaznych stosunków. Wręcz na samą myśl skręcało go, że ta na powitanie wyzwie go od zdrajców i nawet nie wysłucha. O dziwo jednak wyszła do niego przed żłobek, pokazując, że woli, aby jej kocięta nie widziały wujka, któremu w głowie namotali nierudzi. 
— Znalazłem... mordercę ciotki — wyznał, a wyraz pyska Lew zmienił się w zaskoczenie po niedowierzanie i chłodną kalkulację.
— Mam nadzieję, że zrobiłeś w końcu coś dobrze, czyż nie? — dopytała, już szykując pazury, gdyby tylko wypowiedział coś nieodpowiedniego. 
— Ja... Ja jeszcze nie wiem. T-to Tropiący Szlak. Złapaliśmy go. Przyznał się. Różana Przełęcz oddała go w moje łapy. Mam go zabić na granicy, ale... ale ja nie wiem Lew. Ja się nie nadaje do tego. Nie mogę tego zrobić. Klan Gwiazdy mi nigdy nie wybaczy — wziął głębszy oddech. — A ty... Ty mogłabyś... Nie masz oporów przed... — nie dokończył, bo siostra szybko mu przerwała, biorąc gdzieś na bok, aby nikt ciekawski im się nie przysłuchiwał. 
— Ja? Ja jestem damą Piasku. Nie będę brudzić sobie łap jakimś nierudym ścierwem. To twoja robota. To ty powinieneś to zrobić. 
— J-ja... Ja nie dam rady... Ja...
— Więc co? Darujesz mu życie? Potworowi, który zdolny byłby zabić moje kocięta? — prychnęła niedowierzająco. 
— T-to może Jeleni Puch go... — znów mu przerwano.
— Jak możesz nawet o czymś takim myśleć! Już dość wycierpiał. Wstydź się! — Widząc jak brat cykorzy, przyciągnęła go bliżej siebie. — A co musi czuć nasza ciocia Płonąca Pożoga? — szepnęła wpatrując mu się w oczy, że aż dreszcz przebiegł mu po grzbiecie. — Co ona musi czuć. Odebrano jej życie... 
— Lew... Nie... — wyskomlał wiedząc do czego ta zmierzała. Nie chciał tego słyszeć, nie chciał! 
— Mogła umrzeć w starszyźnie jako staruszka, w spokoju. Mogła poznać moje kocięta. A zostało jej to wszystko odebrane... Z łap tego nierudego...
— Lew... Proszę... — pisnął, czując jak serce wali mu coraz szybciej, a poczucie winy w nim z każdą chwilą narasta. 
—  A raczej... nierudych, którzy ciągną cię za wąsy, a ty tańczysz tak jak rozkażą... 
— Lew... Jeśli to zrobię... Jeśli zabiję... Zatracę siebie. Boje się... — szepnął przerażony wizją, że naprawdę to robi. 
— Nie zatracisz. Nie bój się. Jeżeli Klan Gwiazdy skaże cię na potępienie za to, że wymierzyłeś sprawiedliwość splamionej duszy to nie jest ciebie wart. — Widząc jego wahanie, uniosła mu łapą łeb, by spojrzał jej w oczy. — Piasku... Pamiętasz jak mówiłam, że zawsze stanę po twojej stronie? Ale jak mam stawać, kiedy na każdym kroku mnie ranisz i ośmieszasz? Z przyjemnością bym pozbawiła życia Tropiący Szlak. To nic nie znaczące ścierwo. Gdyby Róża go wcześniej ukarała za to co ci robił może Płonąca Pożoga by żyła. Lecz ze mnie dama. Żądna mordu i przelania krwi, jednak dama. A ci nie wstyd prosić o to kotkę? Która ma na wychowaniu kocięta? A co jeśli mnie pozbawi życia? Musisz wziąć się w garść, Piasku. 
— Ja nie chcę tego tak zakończyć. Nie jestem taki jak on... — szepnął wciąż pełen obiekcji co do tego pomysłu, chociaż z każdym słowem kocicy czuł, że ma rację. Jednakże bał się, bał i nie potrafił tego zwalczyć. Nie chciał być mordercą, nie chciał. 
— To prawda nie jesteś. Ty byś bezbronnego kota nie pozbawił życia, ale zepsutą kanalię już tak. Kanalię, która żyła przez tyle księżyców, jak gdyby nic, czując się bezpiecznie...
— Klan Gwiazdy mi nie wybaczy — szepnął do siebie. — Co jeśli zamienię się w Piaskową Gwiazdę? Co jeśli mi się to spodoba? Co jeśli... — przerwał nie chcąc dopuścić tej myśli do siebie. Lękał się tego potwornie. Obawiał, że głód krwi w nim nagle zaskoczy i zacznie siać terror, ponieważ w jego żyłach płynęła krew tyranki. 
— Piasku... Wymierzając sprawiedliwość temu, który bez chwili wahania pozbawił życia cioteczkę, zmyjesz z siebie łatkę zdrajcy naszej rodziny. Pomyśl o niej. Ona patrzy. Widzi jakiego ma bratanka. Gdybym umarła też byłbyś dla mnie taki okrutny? Chociaż patrząc po tym jak wypuściłeś wolno Czarną Łapę, to o czym ja nawet myślę. Oczywiście, że mnie nie kochasz. 
— To nie tak! — zapewnił pośpiesznie, czując jak robi mu się sucho w gardle. Położył po sobie uszy i wbił wzrok w swoje łapy. Coraz bardziej utwierdzał się w tym, że nie miał wyjścia. Musiał to zrobić. Nikt mu nie pomoże. Nawet Różana Przełęcz pokazała mu, że jest jedna droga i nic pomiędzy. — Nie dam rady... — powtórzył niczym mantrę. — Sam nie dam rady... P-pójdziesz ze mną? — Uniósł na nią wzrok pełen płonnej nadziei. Czemu do tego aż tak jej potrzebował? Może dlatego, że jeśli naprawdę to zrobi to chciał, aby widziała, że był do tego zdolny. By nie musieć tego udowadniać na innym kocie, by na sumieniu nie mieć dwóch morderstw. 
— Pójdę. Lecz będę tylko patrzeć, bo chce zobaczyć na własne oczy jak mój brat z kocięcia w końcu stanie się prawdziwym wojownikiem. Poczekaj tutaj. Musze znaleźć opiekę dla dzieci, by nikt niepowołany tu się nie pałętał — to mówiąc odeszła, pozostawiając go samego ze strachem, który powoli zaczął w nim narastać. 

***

Przeszli przez most i dotarli na tereny niczyje. Szedł u boku siostry, wpatrując się w Tropiący Szlak, który prowadzony był przez Sójczy Szczyt. Zastępczyni pilnowała, aby nie uciekł lub nie zrobił nic głupiego. Dziwił się, że to ją wytypowała Różana Przełęcz. Czy byłaby zdolna zabić kota z jej rozkazu, gdyby mu się nie powiodło? 
Położył uszy płasko po sobie, a nerwowość w nim narastała z każdym krokiem. Dla Lew wydawało się to proste. Mordowała Tropiący Szlak wzrokiem tak jakby gotowała się na tą chwilę od urodzenia. A on? On tam dygotał jak ostatni tchórz. Tak... Naprawdę musiał się wziąć w garść. Siostra była gotowa w jego obronie zabić samotnika, a on tego nie mógł zrobić dla niej? 
To był ten problem, który trawił go od środka niczym rozżarzone węgle. Z jednej strony chciał odciąć się od rodziny, zapomnieć o tym jak go nazywali za jego plecami i żyć wolny bez ich nadzoru, lecz z drugiej strony pragnął wybaczenia, by zrozumieli go i aby był dalej częścią ich rodziny. Może był chory? Czemu pomimo tylu znaków wciąż starał się udowodnić swoją wartość? Nie wiedział. 
— To tutaj — miauknęła zastępczyni, zatrzymując się. 
Tropiący Szlak od razu odwrócił się w jego stronę, gotów pociągnąć go za sobą w otchłań. Kocur nie zamierzał się poddać, chciał umrzeć z honorem, w walce. Któryś z nich umrze... Wiedział, że staruszek nie miał z nim szans, a mimo to... poczuł niepokój. Miał zabić własnego mentora. 
— Zabiorę twą duszę do Mrocznej Puszczy gdzie raz na zawsze zgaśniesz — warknął kocur, wyciągając pazury i szykując się do skoku. 
Tyle było w nim nienawiści. Tyle zła, które informowało go o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Lew popchnęła go do przodu, by nie cofał się jak dureń, zwłaszcza że zastępczyni obserwowała. Kocica była w końcu następna po Różanej Przełęczy we władaniu klanem. Jeżeli się zbłaźni... Kto wie jaki będzie miała do niego stosunek, zwłaszcza że starał się jak mógł, aby ta go polubiła. 
— Pomyśl o cioci. O tym jak ją mordował, jak zakopał, gdy dogorywała dusząc się piaskiem — usłyszał przy swoim uchu. 
To była chwila moment, bowiem Tropiący Szlak zbił go z łap i przeturlał się z nim po ziemi. Rozpoczął się morderczy taniec. 

***

Ból... Wrzask... i Trop z kawałkiem czegoś co należało do niego. 
Ciepło spływające w dół, zalewające mu wnętrze ucha powodując głuchotę. 
Odgłosy dochodzące z oddali, jakby znaleźli się pod wodą. 
Tonął... Tonął we krwi, czując jak gardło się od niej napełnia, jak płuca łakną tlenu. 
Ból, ból silny, oślepiający, piekący po policzku.
Walka. Walka o życie, walka w podwodnej toni, w której raz jeden był na górze, raz drugi, walcząc o oddech. 
A potem nastała cisza. 

***

To co się stało nie było egzekucją, którą rozkazała Różana Przełęcz. Tropiący Szlak chciał go porwać ze sobą. Chciał go zabić, swą ostatnią ofiarę. 
Wrzasnął przeraźliwie, ze strachu i frustracji, która go ogarnęła. Patrzył na niekontaktujące ze światem białka oczu, na pysk splamiony krwią. 
Krzyczał, krzyczał i nie wiedział jak przestać, wisząc nad ciałem, czując jak świadomość mu wraca. Jak ból roztacza się po jego ciele, jak świat informuje go, że żyje. Żyje, a śmierć jeszcze po niego nie nadeszła. 
— Dlaczego?! — rzucił przed siebie, jak gdyby pytanie miało nadejść. 
Stał roztrzęsiony na szeroko rozpostartych łapach, pod którymi leżał starzec. Mógł zginąć. Był tego bliski. 
Lwia Paszcza się do niego zbliżyła, lecz tego nie zarejestrował. Sapał ciężko, przestając na moment nadwyrężać gardło. 
Ha. Haha. Ha. To był tylko zły sen. Nie był do tego zdolny. Prawda? 
Prawda? 
Morderca. Miał to we krwi jak praprababcia. To jej geny - rozlegały się głosy widowni, która istniała w jego głowie. W jego myślach i jego obawach. Wskazywali na niego łapa, patrzyli z pogardą. Stawiali wyrok, dodawali łatki. 
Niech oni się zamkną! Nie był nią. Nie... Wcale nie. To nie on. To nie on. To były łapy kogo innego. Niech go zostawią, niech przestaną się śmiać! 
— Ciii Piasku. Już po wszystkim — miauknęła cichutko siostra, widząc w jakim stanie był jej brat. — Spisałeś się. Płonąca Pożoga będzie mogła w końcu zaznać spokoju po śmierci. Zachowałeś się jak na lidera przystało, czego nie można powiedzieć o niektórych... — szepnęła unosząc spojrzenie na stojącą niedaleko nich Sójczy Szczyt.
Nic nie powiedział, a jedynie oparł się łbem o jej ramię. Kocica powoli odprowadziła go od leżącego na ziemi truchła, które miało tu pozostać. Resztę pamiętał jak przez mgłę. Sójczy Szczyt zakopała ciało, a zbliżając się do mostu kazała obmyć mu się z krwi. Zadane rany strasznie piekły, ale to nie było najgorsze. Najgorsze było wspomnienie tego co uczynił. Smak i zapach, widok masakry, do której dopuścił. 
— Różana Przełęcz kazała przekazać, abyście nie rozpowiadali o tym w obozie. Tropiący Szlak ma zostać uznany za zaginionego. Gdy ktoś będzie pytał, zaatakował was samotnik, tak wytłumaczymy jego rany. — Zastępczyni wskazała na kremowego wojownika, którego łeb zwisał smętnie. 
— Czyli... Chcecie zataić informację o jego zbrodniach? — spytała Lwia Paszcza będąc pewna, że się przesłyszała. — Dlaczego? Wszyscy powinni zdać sobie sprawę z tego z kim żyli w klanie przez ostatnie księżyce. Z mordercą, Sójczy Szczycie. Powinni wiedzieć, że został ukarany — zwróciła się do kotki, a w jej złotych oczach emanowała wściekłość na szylkretkę za to co od nich oczekiwała. — Wystarczy już zamiatania ogonem występków kotów takich jak Trop. Zabił Płonącą Pożogę! Mógł zabić moje kocięta! — syknęła.
Sójczy Szczyt westchnęła. 
— To decyzja liderki. Możesz iść do niej w tej sprawie jeśli coś ci nie odpowiada. Ja tylko przekazuje rozkazy — powiedziała, a następnie wznowili wędrówkę. 
Ten odcinek podróży również był zasnuty mgłą. Słyszał tylko niezadowolone fuknięcie Lew, jej ciepło u jego boku, a przed oczami była krew, krew i ciało pozbawione życia. 

***

Przyszli zdać raport Różanej Przełęczy. Został nieco z tyłu, dając Lwiej Paszczy przemawiać w tej sprawie. On nie miał nic do powiedzenia. To co się stało za bardzo na niego wpłynęło, za bardzo ugodło to w jego duszę. Czuł, że dzisiejszej nocy nie zaśnie. Tak samo kolejnej i kolejnej. Dopuścił się masakry. Zabił. Nie miał wyjścia. To była egzekucja, lecz też obrona własna. Gdyby tego nie zrobił, zginąłby. Już prawie Tropiący Szlak rozerwał mu gardło. Musiał to zrobić. Musiał być pierwszy... i był. 
Kiedy kroczył, czuł na sobie wzrok. Słyszał szepty. Oni wiedzieli. Wszyscy wiedzieli. Chociaż krew zmył już dawno, czuł się brudny. Wciąż widział szkarłat, w którym były jego łapy. Czyżby to było złudzenie? A może ich nie domył? Jego oddech zatrzymał się na moment, lecz zaraz wznowił się na powrót, gdy usłyszał głos siostry. Znów zadała pytania, te same, które kierowała w kierunku Sójczego Szczytu. Różana Przełęcz zaczęła tłumaczyć, że nie było innego wyjścia, ponieważ połowa kotów w klanie popierała Tropiący Szlak. Wspomniała też o tym, że Płonąca Pożoga nadawała się do starszyzny i była przyczyną wojny, a przy tym i śmierci wielu kotów, a trzymanie jej w klanie było błędem i jakby wyjawili co się stało z Tropem to zapanowałaby wojna domowa, więc jeśli Lew nie miała swojej małej rudej armii to powinna zrozumieć sytuację w jakiej się znaleźli. 
To tak go zaskoczyło, że aż zaniemówił, chociaż nie odezwał się odkąd tu przyszli ani słowem. Czyli jeśli ktoś się o tym dowie, to odpowie za wojnę domową?! W co on się wpakował! To nie tak miało wyglądać! Nie tak! 
— Przecież nikt go nie popiera. Co to za bzdury. Nawet jego siostry się od niego odwróciły — broniła swoich racji ruda kocica. 
— L-lew odpuść... — w końcu wydusił z siebie. — Jak to wyjdzie na jaw... Rozszarpią mnie. Nie ryzykujmy. Niech będzie tak jak mówi Różana Przełęcz. 
Królowa jednak nie słuchała. Dalej kłóciła się z liderką, pytając czy jeśli Trop by jej zabił kogoś z rodziny, to też by po cichu załatwiła sprawę, czy jednak ogłosiła klanowi jak zdradzieckim lisim łajnem był, bo jej dzieci były przecież ponad innych wojowników.
— Jesteś tego pewna? Wszyscy myśleli, że nikt już nie popiera okrucieństwa wprowadzonego przez Piaskową Gwiazdę — rzuciła jej krzywe spojrzenie szylkretka. — Jeśli będziesz mogła mi z pełną pewnością powiedzieć, że dasz sobie odciąć łapę za to, co mówisz i wiesz co siedzi w głowach innych kotów, to daj mi znać. Z resztą, nie praw mi teraz o ogłoszeniach publicznych, jeśli chodzi o moje kocięta. Nie ja ukrywałam fakt istnienia niebezpiecznego kota w obrębach naszego klanu.
Słysząc to zamarł i położył po sobie uszy. Teraz wyszło na jaw, że liderka o wszystkim wiedziała. Lew go zabije. Nie zrobił tego Trop, zrobi to jego rodzona siostra. Chociaż podejrzewała to nie miała pewności, aż do tej chwili. 
— Czy, aby na pewno nie ukrywałaś? — Siostra spojrzała taktycznie w jego stronę. — Spójrz na niego! To co zrobił mu Trop odcisnęło na nim piętno! A ja nikogo nie ukrywałam. To tylko pokazuję jak przeprowadzałaś rozmowy z nowo przyjętymi kotami. Kto wie czy reszta czegoś nie odwali w najbliższym czasie... 
Miał już tego dość. Głowa go bolała od ich kłótni. Klanie Gwiazdy dzięki, że Lew się opanowała i nie stał się obiektem krzyków, bo już czuł, że siostra zacznie tyrać go przed liderką za to, że zdradził jej prawdę odnośnie Czarnej Łapy. 
— Przestańcie! Wciągnęłyście mnie w swoje gierki. Teraz fanatycy Tropiącego Szlaku będą chcieli mnie zabić. Nieważne czy klan wie czy nie, wszyscy będą patrzeć na mnie jako na tego złego. Mam tego wszystkiego dość! — to powiedziawszy wyszedł, pozostawiając je same. Nie chciał tracić nerwów na wysłuchiwanie ich kłótni. Teraz miał poważniejsze problemy. Nie wiedział, że Trop miał taki posłuch, że mogłoby dojść po jego śmierci do wojny domowej. To nie mieściło się w jego głowie. Teraz kocur będzie go prześladował nawet po śmierci, we snach, na jawie i w kotach, którzy nienawidzą jego rodziny, a w nim widzą potwora. Im dłużej patrzył na swoje łapy, czuł... że mogą mieć rację. 

***

Ta noc przyniosła mu koszmary. Wtulał się w bok Lwiej Paszczy, która po tym jak zaprezentował swoją roztrzęsioną postawę, kazała mu spać dzisiaj z nią i jej kociętami. Wahał się, ponieważ jedno z młodych siostry rzucało w jego kierunku już niezbyt przyjemne spojrzenia. Ale po namowie przystał na to. To była jedna noc, a potrzebował kogoś, kto wiedział co się stało i co mógł teraz przeżywać. Srebrzystego Nowiu nie widział. Być może polował lub zajmował się innymi wojowniczymi obowiązkami. Kocur na pewno jednak zauważy, że coś się stało. Nie dlatego, że miał blizny, które zostały opatrzone przez medyka, ale ogólnie jego stan. Czuł się... okropnie. Niczym wrak. 
Gdy zasnął, budził się co chwila, wyrwany przez głos zmarłego. We snach widział scenę, do której dopuścił. Odtwarzał ją w głowie znów i znów, i znów. Lwia Paszcza jak i jej młode na pewno się tej nocy nie wyspały. Zrywał się ogarnięty lękiem, wyrywając się z objęć koszmarów z krzykiem, by zatopić nos z powrotem w ciepłej sierści siostry. 
— Śnisz o potworze? — rozległo się obok jego ucha. Uchylił powieki i zauważył, że o jego nos opierały się małe łapki kocięcia o wywiniętych uszach. — Wujku... Ten potwór, który cię nęka to nic. Ja będę znacznie gorszy — zaśmiał się, a go zmroziło w trzewiach. O czym ten malec mówił? Co wmawiała mu Lew? Czego uczyła? Widząc jego przerażenie w ślepiach, kociak kontynuował. — Chcę przerosnąć praprapababcie. Wszyscy będą mi służyć, ty także. 
Gdyby nie to, że była noc, a jego umysł dręczony był koszmarami i nie spał zbyt wiele, zapewne nie wziąłby tych słów malca na poważnie. Dzieci miały w końcu różne pomysły... Ale... Coś go w tym zaniepokoiło. Czemu miał takie marzenie? Czy on wiedział, że Piaskowa Gwiazda nie była dobrym kotem, a krwiożerczym potworem? Rozumiał, że wielkości nie zdobędzie w ten sposób? 
— Płomyczku nie strasz wujka. Śpij — ziewnęła Lwia Paszcza, otulając syna do snu. 
— Ale mamo, wujek jest zabawny. Lubię jak krzyczy przez sen. Szkoda marnować noc, aby to przegapić — wyjaśnił matce, która zmroczona przez zmęczenie, mruknęła tylko coś pod nosem, przytulając syna do swojej piersi. 
Nie dotarły do niej te słowa? Do niego owszem... Potwory... Jego rodzina była jednym, wielkim potworem. Wypijali to z mlekiem matki, rośli i przyczyniali się do zła. Nieważne kim się było... dziedzictwo było zapisane w ich krwi. Z tym negatywnym nastawieniem, po raz kolejny zasnął. 

***

Słyszał co się mówiło. Atak samotnika na jego osobę, zniknięcie Tropa i już powoli spiskowcy mieli materiał do plotek. Obawiał się jak bardzo powiążą go z tym wszystkim. Nie umiał ukrywać, że coś zaszło wtedy na granicy. Wmawiał im, że to był samotnik - nawet nie zdradził prawdy matce. Wiedziała tylko Lew. Ale i tak pewnego dnia zmuszony był stanąć oko w oko z kocicą, która pośrednio przyczyniła się do jego stanu. Nie winił jej... To była wszak jego decyzja. To on wybrał drogę. Mógł go wygnać, mógł zrobić cokolwiek innego, a wybrał ścieżkę śmierci. 
— Mam prośbę... — powiedział, gdy byli sami w jej legowisku. — Musze od tego wszystkiego odpocząć. To, że na granicach źle się dzieje może być idealną wymówką dla tego co ci zaproponuje. Otóż... wyślij mnie do ich ochrony z Srebrzystym Nowiem. Zrobimy tam strażnice i będziemy na miejscu, częściej patrolując okolice. Musze odpocząć od tego co się stało, od mojej rodziny, od klanowych spraw. Pozwól mi na jakiś czas odetchnąć u boku kogoś kto pomoże mi dojść do siebie. Nie chcę jednak, aby moja rodzina o tym wiedziała. To znaczy o tym, że będę tam sam ze Srebrnym. Nie chcę też, by mnie szukali i sprawiali problemy. Najlepiej ogłoś nabór i potem przekaż klanowi swój werdykt kto pójdzie z chętnych co się zgłosili. Potwierdzę tym sposobem, że zrobiłem to, by lepiej chronić swoją rodzinę przed atakami samotników. Powiesz, że wysyłasz naszą dwójkę też w dwie różne strony. Wtedy nie dojrzą powiązania. Proszę — podzielił się z liderką swoim planem. Długo o nim myślał, ale uznał go za najlepszą opcję. Tylko w taki sposób rodzina nie będzie podejrzewała, że uciekał od problemów w ramiona nierudego. A bardzo teraz potrzebował jednego - by to Srebrzysty Nów się nim zajął. By pozwolił mu zapomnieć o koszmarze, spojrzeniach i bliznach, szpecących jego ciało. By go kochał szczerze, bez ukrywania się. By spali oboje wtuleni we własne futra. 

<Różo?>

16 stycznia 2024

Od Różanej Przełęczy CD. Piaskowej Łapy (Piaszczystej Zamieci)

Widocznie Trop wykazał się większą niekompetencją niż myślała. Jego ostatnia połówka szarej komórki nie ogarniała czegoś tak oczywistego jak potrzeba wytrenowania DOBREGO wojownika, a nie jakiegoś pół kreta, który klanu nie potrafi bronić. Już w tym momencie wiedziała, że potrzebuje z burym wymienić kilka zdań i na pewno więcej uczniów to on nie dostanie. Na pytanie oczywiście kiwnęła głową. Nie przepadała za otwartą walką ale niestety była ona konieczna, więc poleciła kremowemu by ustawił się w odpowiedniej pozycji, zaraz potem wraz z czynnością wyjaśniając każdy ruch, powtarzając różne z nich do momentu który można nazwać: zapamiętał chociaż trochę. 
Walkę kontynuowali jeszcze przez kilka dni i to właśnie na tym się skupiali. Nie trzeba było zgadywać, że Trop z rozmowy szczęśliwy nie był, jednak niezbyt ją to obchodziło. Czas mijał, Piasek robił postępy, może to był dobry czas, by go poinformować o zbliżającym się końcu treningu. Już i tak przedłużyła go na tyle na ile mogła, szlifując u kocura tą walkę, chcąc nadrobić straty jakie wyrządził Trop. 
- Jak oceniasz swoje zdolności wojownika na ten moment? - Spytała pewnego dnia bez zbędnych emocji w głosie, idąc przed siebie w dogodne miejsce na wypatrzenie królików. 
- Bardzo dobrze. Lepiej niż wcześniej - odparł kremowy, rzucając kotce zaciekawione spojrzenie. - A ty co sądzisz? Myślisz, że jestem już gotowy na mianowanie?
Calico kiwnęła głową.
- Przerobiliśmy już wszystko. Mogę jedynie jeszcze powtórzyć z tobą wszystko i ewentualnie przeprowadzić test - Tu przerwała na moment, zatrzymując się by obejrzeć teren - Z tego co wiem, twoje siostry też są gotowe do mianowania.
- Jestem gotów. Postaram się cię nie zawieść - zapewnił. Na wzmiankę o siostrach zastrzygł uszami. Ciężko mu było ukryć uśmiech. - Naprawdę? Pewnie się ucieszą, gdy się o tym dowiedzą.
- Pewnie tak - odparła beznamiętnie, na pierwszą wypowiedź kiwając krótko głową - I nie musisz mi składać takich słów, skup się jedynie na tym, by nie zawieść klanu - Wyjaśniła, chociaż "obietnicę" przyjęła.
- Nie zawiodę. Obiecuję - zapewnił ją z pewnością w głosie. - Będę prawym wojownikiem, żyjącym zgodnie z wolą Klanu Gwiazdy. Tyle mogę zrobić, aby odpokutować grzechy przodków. 
Róża westchnęła ze zmęczeniem. ,,Grzechy przodków”. Akurat on się o to obawiać nie musiał. Śmiesznym było jednak to, że to akurat te największe zakały klanu pozostawiły po sobie największy ślad, że pamiętają ich nawet po kilku pokoleniach. Tymczasem ona znała tylko swoją rodzicielkę i słyszała coś o ojcu. Koniec.  
- O tak, będziesz - mruknęła, już jakby do siebie, nie odnosząc się do ostatniej wypowiedzi. Zaraz potem się zatrzymała, spoglądając na Piaska - Zapolujesz jeszcze na króliki, będę cię obserwować. - Poleciła lekko, czekając na działanie Piaska. Kocur nie czekał długo, zaraz jego pysk przybrał wyraz skupienia, a on sam zniknął gdzieś w trawach. Calico odczekała chwilę, zanim podążyła jego śladem. Chciała zobaczyć, jak sobie radzi, czy zrobiła wszystko dobrze, czy trzeba będzie jeszcze dokładać poprawek. Co prawda miała już dwa wytrenowane koty za sobą, niemniej nie udało jej się z jednym, konkretnym, w dodatku jak na złość należącym do jej rodziny. Mruknęła coś pod nosem. Że też z dziećmi Pasikonik, oczywiście, musiało być coś nie tak. Piasek podczas jej rozmyślań nie próżnował. Zdołał dopaść królika, jakąś piszczkę… jeszcze chwilę pokrążyli, zanim liderka postanowiła się ujawnić. Chyba zaczynały boleć ją łapy…
- Bardzo dobrze - stwierdziła. Trudno było wyczytać zadowolenie w jej głosie, chociaż niezaprzeczalnie się pojawiło. Może nawet też jakaś ulga, ale to już względem siebie.  - Za kilka dni możesz spodziewać się testu. Na chwilę obecną obejdziemy jeszcze krótko granice i wrócimy do obozu - Poinformowała, jeszcze wcześniej polecając by Piaskowa Łapa zakopał gdzieś zwierzynę którą właśnie trzymał, kierując się dalej.

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

- Powiedz, jak się czujesz w Klanie Burzy? - Spytała kilka dni później, kiedy tylko opuścili obóz. Dzień testu. Co prawda znała już umiejętności kremowego, jednak nie mogła uczynić z niego wyjątku, kiedy reszta jej uczniów musiała się również trochę na koniec postresować. 
- Dobrze. Odkąd Tropiący Szlak przestał mnie szkolić powiedziałbym, że znakomicie. Już mnie nie zaczepia, a ja nie wchodzę mu w drogę - powiedział kotce pogodnie. - A pani? Miała pani w końcu ostatnio ciężki okres... 
- Cieszy mnie to - kiwnęła głową zdawkowo. Co do dalszego pytania poruszyła uchem, po czym zamilkła na moment, jakby układając odpowiedź. 
- Znośnie. Przywykłam - Stwierdziła - Poza tym, lider nie może zbyt długo siedzieć w amoku. To kładzie klan w mało stabilnej pozycji. - Dodała. Jasne, było ciężko. Jednak już miała przerwę ze względu na siostrę… potem drugą. Nie mogła ciągle mieć przerw. Był to jeden z powodów, dla których nigdy nie chciała mieć rodziny. Już jedna jej odeszła. Została część drugiej. 
- Jest pani dzielna - oznajmił. - To dzisiaj mnie będziesz testować? - zapytał nieco się denerwując. W końcu końcowy test brzmiał bardzo poważnie. Calico prychnęła niemal z rozbawieniem, niemniej na pysku pojawił się lekki, szczery uśmiech, po czym przystanęła, zerkając za Piaska z jakimś błyskiem w oku. 
- Dokładnie. Klasycznie przeprowadzone będzie polowanie. Nie będziesz mnie widzieć, jednak będę podążać za tobą cały czas. Kiedy uznam, że wystarczy, wtedy się pokażę. - Poinformowała, czekając na ruch Piaska. W końcu to to samo, co było przez ostatnie wschody, poprzecinane walką. 
Kremowy skinął łbem, a następnie udał się w teren, gdzie zdążył zapolować na królika i gryzonia, po czasie w jego pysk trafił jeszcze mniejszy ptak, jednak patrząc na ciężkie czasy, Róża nie oczekiwała więcej. Więc gdy kocur po rozejrzeniu się, postanowił skierować się dalej, mógł usłyszeć wyraźne ,,Wystarczy”. 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Od czasu szkolenia i niefortunnej sytuacji na zgromadzeniu, kotka nie miała okazji do rozmów z Piaskiem. Bo i po co? Niemniej sytuacja się zmieniła. Jego siostrę miała już za sobą, przyszła pora na niego, chociaż dłużej z tym zwlekała. Nie potrafiła przełamać pewnej bariery, ale w końcu, gdy przyszły roztopy, postanowiła podejść do byłego ucznia, kiedy ten został sam, gdyż, jak się okazało, srebrny wojownik (który okazał się być kim by innym jak jej synem), zostawił Piaska samego, wchodząc do obozu. 
- Nie za zimno na dłuższe spacery? - poddała, pojawiając się obok. Cętkowany zjeżył się i drgnął, patrząc czarnymi spodkami na liderkę, która to nadal promieniowała spokojem. 
- Nie zrozum mnie źle, nie przyszłam tu nic oceniać. Niemniej, chciałabym zamienić z tobą słowo. Nie będzie ci przeszkadzać jeszcze chwila w chłodzie? 

<Piasek?>

12 września 2023

Od Piaskowej Łapy CD. Różanej Przełęczy

Obudzić się ze świadomością, że nie szedł na trening z Tropiącym Szlakiem było pięknym uczuciem. Wszystko było lepsze od tego kocura, nawet obecność liderki. Wciąż nie dawał wiary, że się przemógł i to zrobił. Uwolnił się od kpin wojownika i czuł się niczym nowonarodzony. 
Słysząc pytanie nowej mentorki, chwile zastanowił się nad odpowiedzią. Co takiego umiał? Cóż... Tropiący Szlak nawet jeśli był lisim łajnem, to co nieco go nauczył, chociaż sposób w jaki to robił pozostawiał wiele do życzenia. 
— Umiem polować na króliki i drobną zwierzynę. Bieganie też mi dobrze idzie. Znam granicę, wiem jak ją oznaczać. Jedyne czego nie ruszyliśmy to walki, ponieważ Tropiący Szlak mówił, że mi się nie przyda skoro będę przynętą na wilczaki... — westchnął.
Już nie miał sił rozmawiać o tym kocurze. Wystarczyła jedna wzmianka, aby poczuł się pozbawiony wszelkich sił. 
— Rangi, kodeks wojownika i najbardziej podstawowe podstawy rozumiem, że też już umiesz — zapytała na co skinął głową. 
Tropiący Szlak postarał się, aby recytował to nawet przez sen. Starał się mu tym sposobem pokazać gdzie jego miejsce i aby nie śmiał nawet złamać choćby jednej reguły, bo skończy marnie. Nie było to najbardziej miłe dla niego wspomnienie z zajęć. 
— Tak. To było na początku. Akurat reguły wbijał mi dość skrupulatnie — przekazał liderce. 
— Czyli walka — stwierdza z niezadowoleniem. — Znasz jakieś podstawy, gdzie atakować, czego unikać, czego najbardziej bronić?
Niezbyt orientował się w walce, ponieważ mentor nie próbował go jej nauczyć. Wciąż mówił, że mu się to nie przyda. Liczył na to, że nie wyposaży go w wiedzę, która mogłaby w przyszłości zaszkodzić Klanowi Burzy. Nawet jeśli jęczał mu, że powinien to umieć, aby chronić klan, to ten widział w tym jedynie przyszły upadek ich społeczności. W końcu nie powinno zbroić się wroga... Szkoda tylko, że kocur nie rozumiał, że nim nie był. 
— Pewnie w najczulsze miejsca... Oczy? Może w łapy, aby przewrócić przeciwnika? Nie wiem w co jeszcze... Tropiący Szlak nie chciał zbytnio się z tym ze mną dzielić — mruknął. 
Ucho kotki drgnęło z rozdrażnieniem. 
— Dobrze. Podobnie tyczy się to pachwin, brzucha, szyi, jak umiesz trafić to ścięgna są też ciekawym punktem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to podczas wciągania kotów do tuneli dobrze by było wbijać się właśnie w nie.
Zamrugał zaskoczony, bo nie słyszał o takiej formie walki. 
— Czyli zmieniamy nasz styl walki i teraz będziemy atakować spod ziemi? — zapytał ostrożnie. Nie był jakoś co do tego przekonany. Po pierwsze oznaczało to, że spędzi większość swojego życia pod ziemią, tak jak wróżył mu poprzedni mentor, a po drugie już widział jak jego siostry się brudzą. No i czy siedząc zagrzebany w piasku miał lepszą widoczność od takiego napastnika? To miało także swoje wady. A co jeśli zaklinowałby się w norze z wrogiem, gdy wciągnąłby go do środka i został przez niego zraniony? Walka w ciasnym tunelu w zwarciu, brzmiała jak przepis na szybką śmierć. Nie zapominając o tym, że jak taki tunel się zawali, to zostałby pogrzebany żywcem. Może w pierwszej chwili zapewniłoby to im znaczną przewagę, ale gdyby wróg był mądry, wykorzystałby to przeciwko nim. 
— Mówiłam na zebraniu — podjęła — Chcę trochę pozmieniać i udoskonalić naszą... całość. Na razie jednak nie będziemy tego ćwiczyć, nie mamy zapoznania z tunelami.
Skinął jej głową. Wolał nie dzielić się z nią swoimi obawami, aby nie wyjść na przemądrzałego. Nie powinien jej doradzać, bo jeszcze się na tym przejedzie. Różana Przełęcz wyglądała mu na taką, której łatwo było wejść na ego, podważając jej metody. Wiedział jednak, że gdyby doszło już do takiej bitwy, nie zamierzał iść na śmierć. 
— To... Pokażesz mi jakieś ciosy? — poprosił.

<Róża?>
[586 słów]
[Przyznano 12%]

02 września 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Piaskowej Łapy

przed śmiercią Ruczaja 

Prace szły powoli, ale jakoś szły, a kotka po jakimś czasie wreszcie wynalazła odpowiedni system snu który jej odpowiadał i dzięki któremu, przy przymusie Powiewu, zaczęła być wyspana. I zdawało się, że problemy rozwiązują się same, prace szły powoli, jednak z każdym dniem robili postępy, nikt nie robił większych problemów, nie dostawała zbyt dużo skarg… więc czemu dzisiejszy, zaplanowany już dzień musiał się tak posypać? Wizyta Piaskowej Łapy ją zdziwiła, a tym bardziej fakt, że wyglądał jakby przeżył tornado. Jego wzrok również zdawał się inny, podobny prędzej do jego sióstr, niż do samego Piaska, jednak kolejne słowa zdawały się wszystko wyjaśniać. 
To co mówił, cóż, brzmiało jak coś, z czym sama osobiście poszłaby na skargę o wiele wcześniej. Czyżby Tropiący Szlak był głupszy niż myślała? Potrzebowali wyszkolonych, zdolnych wojowników, a nie takich, którzy nie potrafią sobie poradzić ze swoim mentorem. Niemniej wysłuchała wszystkiego w spokoju, ze skupioną, lecz nie wyrażającą emocji twarzą. Trwała tak do momentu, w którym uczeń się nie rozryczał. Czarne uszy automatycznie poszły na boki, a całe jej ciało zalała jakaś panika i niezręczność, z którą nie potrafiła sobie poradzić. Potrzebowała Powiewa, potrzebowała, by się tym zajął. Odsunęła się z lekka, czując się otoczona. 
- Co…? Nie, weź… - wymamrotała wyciągając w jego stronę łapę, którą jednak zaraz cofnęła. Zagryzła zęby, odkładając ją na bok. - Piaskowa Łapo proszę cię. Wstań. - Powiedziała w końcu pewniejszym głosem, przykładając wcześniej odłożoną łapę do nasady nosa. Jeszcze ktoś pomyśli, że go tu zmaltretowała, jak usłyszy jego zawodzenie na zewnątrz. Kocurek niepewnie podniósł się na łapy z położonymi po sobie uszami. Wpatrywał się w Różaną Przełęcz spięty, oczekując na jej słowa. Liderka przymknęła oczy. Musiała pomyśleć. Co miała z nim zrobić? Miała kilka kotów, którym mogła oddać w opiekę Piaska. Chociażby taki Mżysty. Z Owczą Piersią na pewno też by się dogadał, byłoby to też nawet wygodne. Niemniej jednak kusiło ją, by coś sprawdzić. Kusiło by zobaczyć, jak sobie radzi, czy rzeczywiście mówił prawdę te kilka księżycy temu. Ohh, Powiew nie będzie zachwycony… Kotka zerknęła jeszcze ostatni raz na Piaska, po czym wstała, kierując się do wyjścia. Miała zamiar jeszcze zamienić kilka słów z Tropiącym Szlakiem i go poinformować o nowej sytuacji. 
- W takim razie od dnia jutrzejszego trenujesz ze mną. - tu jeszcze przed całkowitym wyjściem zatrzymała się, by zerknąć na Piaska - Jakieś obiekcje?
Kocurek zamrugał zaskoczony, po czym pokręcił szybko głową.
- Żadnych obiekcji. Dziękuję
- I ogarnij się zanim stąd wyjdziesz - dodaje na odchodne, po czym znika na zewnątrz. Potrzebowała poszukać Tropiącego i przekazać mu to, na nieszczęście osobiście, gdyż najpewniej gdyby posłała do tego kogoś innego, ten i tak by się zjawił po jakimś czasie szukając wyjaśnień, a kotka chciała przekazać mu tyle informacji, ile uważała za słuszne. Teraz wypadało ułożyć to w głowie, bo miała jeszcze na wychowaniu Stokrotkę. Niektóre dni najpewniej spędzą na szkoleniu osobno, inne dni natomiast będą łączone, gdyż warto by było od małego oswajać się ze stylem walki towarzysza. Poza tym, walka powinna być lepiej do nich dostosowana, patrząc na umiejętności… z gardła Róży wydobył się poirytowany pomruk. 
Już następnego dnia, po poinformowaniu Stokrotki o tym, że trening będą mieć wieczorem, wybudziła Piaska nim jeszcze pierwsze mgły opadły i wyprowadziła go poza obóz. 
- Co już umiesz? - proste, szybkie pytanie podczas przemierzania terenów. Nie miała ochoty wałkować tego, co kocur już wiedział, byłoby to zwykłe marnowanie czasu. 

<Piasek?>

01 września 2023

Od Piaskowej Łapy CD. Różanej Przełęczy

 Nie podobały mu się te zabezpieczenia, które kazała robić liderka. Nie dlatego, że były głupie. Właśnie to było mądre zagranie, by przygotować pułapki, w które wpadną ich wrogowie. Co innego było powodem jego rozgoryczenia. 
Tropiący Szlak wpadł na świetny pomysł jak zacząć dzisiejszy trening. A mianowicie, wrzucił go w błoto, tak po prostu, każąc mu się w nim zakopywać, bo miał ćwiczyć kamuflaż. No i dobra, żarty, żartami, ale kocur mocno wtenczas przegiął. Nie dość, że miauczał mu nad uchem, że Różana Przełęcz specjalnie dla niego stworzy formacje kotów, które pilnując granic, będą przysypane piaskiem, to twierdził, że nie będzie go już uczył polować, jak jego jedynym celem będzie robienie za żywą pułapkę. Te słowa bardzo go zraniły, ponieważ znów czuł, że jego futro sprawiało mu problemy. Nie chciał czuć się zmieszany z błotem. I to dosłownie. 
— Nie będę się tego uczył! — odmówił wojownikowi rozpoczęcia treningu w tym zakresie. 
— Masz piaskowe futro, nadajesz się idealnie do tej roli! Liderka na pewno to zauważy. A jak pokażesz jej jak wspaniale się maskujesz, awans masz podany na łapie — mówił z wrednym uśmieszkiem, który pałętał mu się po pysku. 
— Nie! Ja chcę być wojownikiem, a nie pokarmem dla mrówek! — postawił sprawę jasno. 
— Buntujesz się zaleceniom liderki? — Bury pchnął go z powrotem na ziemię. — Może jej o tym powiem? Będzie zabawnie oglądać jak rzuca cię w pierwszym szeregu na pożarcie wilczakom. 
Zamarł. Czy Różana Przełęcz byłaby zdolna do takiego czynu? Cofnął się pamięcią do ich ostatniej rozmowy. Tak... Ona nie miała litości. Była kolejną tyranką. Ukrywała to tylko pod płaszczykiem rozsądku, mając to swoje przeczucie, że ich rodzina zniszczy klan, tak jak niegdyś Piaskowa Gwiazda.
— Dobra — burknął do zadowolonego wojownika, kierując się jednak w miejsce nieco bardziej suche. Nie chciał po raz kolejny dopuścić do tego, aby błoto na nim zaschło i popsuło jego wspaniałą sierść, o którą tak starannie dbał. 
Tropiący Szlak jednak skrzywił się z niesmakiem, podchodząc do niego i kierując jego głowę w inną  stronę. 
— Tam. Tam wykop dziurę i się w niej kładź — zachichotał, jak gdyby obmyślał kolejny nieśmieszny żart. 
Przewrócił oczami, nie mając wyjścia. Może tylko wydawało mu się, że mentor robił to, by mu dopiec. Może rzeczywiście chciał pomóc mu w rozwoju nad jego umiejętnościami? Kiedy stanął na miejscu, położył się i zaczął zasypywać się piachem, gdy nagle... Czy to mrówki zaczęły wychodzić spod ziemi? Czując jak oblazły mu łapy, pisnął, zaczynając machać nimi na wszystkie strony. Weszły na niego! To było mrowisko!
Słyszał jak wojownik się śmiał, kiedy w panice wstawał na nogi, otrzepując się z robaków. Miał dość. Dość tego wszystkiego! Poczuł jak w jego oczach pojawiają się łzy. Nie chciał być już dużej uczniem skoro tak miało wyglądać całe jego szkolenie. Zerwał się do biegu, nie oglądając za siebie. I nawet wołania mentora nie sprawiły, że się zatrzymał. 

***

Gdyby matka go zobaczyła to jak nic zeszłaby na zawał. Zasmarkany, z potarganą sierścią z resztkami mrówek, które nie chciały opuścić jego ciała, wszedł do legowiska liderki. Jego ciało drżało, kiedy stanął przed Różaną Przełęczą, która na jego widok uniosła się do siadu. 
— O co chodzi? — zapytała.
Wbił w nią wzrok. Wzrok pełen złości jak i zawodu, tej bezsilności, która całego już go ogarnęła. Miał po prostu... tego wszystkiego dość. 
— Już dłużej nie dam rady. Tropiący Szlak odkąd został moim mentorem ma do mnie problem. Starałem się to ignorować i szkolić pod jego okiem, ale mam dość tych jego żartów! Ciągle mnie straszy, płoszy mi zwierzynę, podstawia łapy, abym się przewrócił, popycha i wyśmiewa. I to wcale nie są kłamstwa! — Tupnął łapą, aby nadać powagi swoim słowom. — Raz mnie wepchnął do nory i wrzucił tam węża. Innym razem dla zabawy zanurzał w rzece. Każe mi polować na króliki na zabłoconym terenie, przez co kilka razy prawie zwichnąłem sobie łapę. Drwi i obraża mnie co krok, używając prześmiewczych określeń. Dzisiaj kazał mi zakopać się w mrowisku, uznając to za cel mojego istnienia, bo jako kot o takim kolorze futra mam ćwiczyć kamuflaż! Ciągle wybrania się tym, że nic mu nie zrobisz, bo jest nierudym. Że jak przyjdę na skargę to sobie zaszkodzę, bo mi nie uwierzysz! Mówił, że jak ci powiem o wszystkim to on powie, że wmawiam ci kłamstwa, bo kieruje się kolorem jego futra, a to nieprawda! Ja nikogo nie dyskryminuje, on za to najwyraźniej tak! I mówił, że wygnasz całą moją rodzinę — załkał, wycierając swój nos o łapę. — Chciałbym kogoś normalnego za mentora... Nie musi mnie lubić, ale... ale by się nade mną nie znęcał za to kim jestem. Proszę. — Padł kotce do łap, co na pewno nie spodobałoby się jego mamie. Na szczęście jej tu nie było. Byli sami, mając zapewnioną prywatność. 
A co jeśli kotka mimo wszystko co powiedział mu odmówi? Czy wtedy naprawdę skaże go na bycie kotem od brudnej roboty? Całe życie spędzi w piasku nie umiejąc polować ani walczyć? Miał być tylko żywym celem, który miał odwrócić uwagę wroga? To go przerosło. Starał się zgrywać twardziela, ale nie wyszło. Rozbeczał się niczym kocię, kuląc się na ziemi. Był taki żałosny... 

<Róża?>

[830 słów]
[Przyznano 17%]

19 sierpnia 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Piasku (Piaskowej Łapy)

Chłodny, lecz spokojny wzrok obserwował działania Piasku. Zwyczajnie by kiwnęła krótko głową w geście uprzejmości ustąpienia przejścia, jednak kiedy już miała się oddalić, kocurek postanowił zadać, cóż, dość ciekawe pytanie. Zastępczyni więc zatrzymała się, badawczym spojrzeniem obserwując kociaka. Martwił się o to? Co prawda, jasne, jej pozycja mogła kłaść kociaka w dyskomfort, jednak nie widziała powodów, by to roztrząsać. 
- Nie rozumiem, czemu miałabym? To normalna reakcja w takiej sytuacji, najpewniej postąpiłabym tak samo - Stwierdza, chociaż przemilcza fakt zabrania kociaka do Wiśniowej Iskry, jakby medyczka nie miała gorszych zmartwień od śladu miękkich kiełków na ciele jakiegoś kociaka. 
- Rozumiem... A... Dlaczego pani nas nie lubi? - wyszeptał cichutko, chcąc poznać prawdę kryjącą się za niechętnymi spojrzeniami rzucanymi przez zastępczynie w ich stronę. Róża milknie na moment, zastanawiając się ile może powiedzieć. Jeśli poleci za daleko, będzie miała całą listę straumatyzowanych kociąt do naprawy. Westchnęła ciężko, ze zrezygnowaniem. 
- Przeświadczenie - stwierdza po chwili - Są koty, które łamią pewne stereotypy w Klanie Burzy. Być może się do nich zaliczasz, za wcześnie, by to określić. Jednak patrząc na historię, fakt, że koty jak wy skrzywdziły moich bliskich i niczego niektórzy przez ten czas się nie nauczyli... - tu zatrzymuje się na moment. Nie chciała robić wykładu już teraz, o który dzieciak nie pytał. - To zostawia ślady, Piasku.
- Ja... Ja nie jestem ja praprababcia - wyznał, prostując się dumnie. - Nigdy nie będę taki jak ona. Nie lubię jak mnie z nią porównują. To, że wszyscy macie z nią niemiłe wspomnienia, to nie jest moja wina. Moja mama także nie zasłużyła na pogardę z racji jej rudej sierści. Ona jest dobra i nie popiera rasizmu. Może i jestem mały i nie znam się na świecie, nie wiem co przeżyłaś, ale przeświadczenie o tym, że jesteśmy od was gorsi jest złe. Jeżeli naprawdę te ślady są takie głębokie, to czemu nie można ich zakopać, a teren wyrównać? Czemu drążyć ślady w innych kotach, które mogą powielić ten schemat? - Kociak zrobił smętną minę.
- Być może. Jak już wcześniej wspomniałam, za wcześnie by to określić - Powtarza z chłodem, chociaż potem jej ton wraca do neutralnego - A co do Zięby pozwól, że sama ocenię z czasem. Jak do tej pory naprawdę niewiele przygarniętych przy...-samotników wykazała się czymkolwiek, co mogłoby zbudować zaufanie. Więc w jej przypadku nie chodzi nawet o kolor sierści - tłumaczy, czując się trochę jak nauczycielka w przedszkolu. Czy ona sama też była taka upierdliwa jako kociak? Uczeń? Dalej też? 
- I tu też się mylisz, mój drogi. Nie mam przeświadczenia, że jesteście gorsi. Mam przeświadczenie, że możecie zrobić coś, co może wszystko zniszczyć. Zakopanie tematu nic nie da. Jest to rozczarowujące, wiem. Przykładem tego mogłaby być chociaż Tygrysia Gwiazda. Czy jej działania w tym kierunku cokolwiek przyniosły? Z tego co widzę nie bardzo, świat byłby zbyt piękny, gdyby pozwolił na pozbycie się starych ran. - Tu przerywa, wypuszcza nosem powietrze ze świstem jakiegoś rodzaju rozbawienia i zerka w stronę Piaska z lekkim, zrezygnowanym uśmiechem, który równie dobrze mógłby być doprawiony sarkazmem - Jednak jeśli masz jakieś pomysły, w takim razie proszę. Podziel się nimi. Powiedz, jak ,,wyrównać" teren. 
Maluch położył po sobie uszka słysząc słowa kocicy. Milczał przez kilka chwil, patrząc na nią smutnym wzrokiem.
-  Wystarczy być miłym -  szepnął cichutko pod noskiem. -  Gdy ktoś jest miły... Nie budzi u innych osób negatywnych odczuć, więc nie powinno dochodzić do kłótni... Szept jest dla mnie bardzo niemiły, ale ja go nie obrażam. Mówiłem mu spokojnie, że zachowuje się źle i szczerze z nim o tym porozmawiałem. Dostałem od niego przeprosiny. I chociaż boli mnie to, że zaatakował moją siostrę, to nie mszczę się za to. Każdy popełnia błędy, ale to nie znaczy, że nie można się na nich czegoś nauczyć… - Tak samo głupie i naiwne co jej własne, hm? Usiadła na moment, owijając szczelnie ogonem łapy. 
- Być może, gdyby świat składał się z kotów podobnych tobie, byłby bliski twoim ideałom, przypominając kolorową utopię. Jednak niestety Piasku, ale wszędzie jest bród, którego się nie pozbędziesz. Więc zamiast tego, trzeba się dostosować i przywyknąć do realiów, pozwalając by ta brudna woda pokierowała twoim ciałem. Jedyne co możesz zrobić, to ułatwić sobie drogę, by nurt nie porwał cię na niebezpieczne kamienie - Na wspomnienie jednego ze swoich synów, przez nos kotki wyszedł szybki świst - Niestety i moje kocięta muszą do tych realiów przywyknąć, jednak z zupełnie innej strony i naprawdę przepraszam za jego zachowanie - tu zwyczajowo skinęła w stronę Piasku głową - Szept wydaje się niezbyt przejmować tym, jak poczują się inni. Jednak z tego co mi wiadomo, to i twoja siostra nie była bez winy, mylę się?- Tu skierowała swój czujny wzrok na kocię, by po chwili unieść wcześniej skłonioną głowę. - A niektórzy wciąż się na żadnych błędach nie nauczyli. Jeśli chcesz naprawiać koty, poszukaj błędów wpierw wśród swojej rodziny.
Kociak wbił wzrok w swoje łapki. 
- Rozumiem... Nie będę już przeszkadzać, przepraszam - miauknął, a następnie wrócił do swojego rodzeństwa, nie mając nic do dodania w tej sprawie. Kotka kiwnęła mu głową na pożegnanie, po czym odprowadziła jeszcze spokojnie wzrokiem, zanim wstała z miejsca i wróciła do swoich spraw. Może kociak mówił prawdę, że nie ma zamiaru być jak Piaskowa Gwiazda, jednak nie oznaczało to, że zastępczyni od razu mu uwierzy. Czynniki i otoczenie kształtują kota i jeśli w jego życiu pozostanie czynnik zwany jako jego właśni krewni, to Róża miała co do jego przyszłości ciemne wizje. 

<Piasek?>

04 sierpnia 2023

Od Piaska CD. Różanej Przełęczy

 Obserwował więc jak kocica układa mech, nie chcąc żadnej pomocy. Liczył na to, że jej wszystkie dzieci będą chociaż odrobinę do niej podobne z wyglądu, aby jego rodzice nie byli źli, że zadaje się z nierudymi. Chciał w końcu zdobyć nareszcie jakichś przyjaciół, z którymi mógłby się bawić. Jego siostry... Nawet za piórkiem nie chciały ganiać, bo bieganie było w końcu nieodpowiednie. A raczej nie co samo bieganie, a zachowywanie się jak rozwydrzone kocię, które bryka i nie umie usiedzieć w spokoju.
— To ja pani już nie będę przeszkadzał — miauknął do niej grzecznie, wracając do swojej mamusi. 
Od razu zapadł się w jej łapkach, gdzie spędził resztę dnia. 

***

No i stało się. Różana Przełęcz urodziła piątkę maleństw, lecz tylko jedno z nich odziedziczyło po niej rudy odcień sierści. Był... zawiedziony. Sądził, że zdobędzie przyjaciół, ale jak na razie jej maluchy sprawiały mu tyle problemów! Najbardziej nie lubił Szeptu, który mu dokuczał. A to go popychał, a to śmiał się z jego rodziny, a nawet pokusił się o wsadzenie swojego mokrego palucha w jego uszko! To było odrażające! Z innymi też nie było najlepiej, ponieważ bał się mamusi i tego, że ta go ukarze, gdy zobaczy, że darzył potomstwo zastępczyni przyjacielskim nastawieniem. Chociaż dziwiło go to, że taka Stokrotka lubi słuchać opowieści o Piaskowej Gwieździe. Przecież była nieruda! Nie rozumiał tego. A Srebrny? Kocurek namawiał go do złych czynów, nie potrafiąc zrozumieć, że nie mógł wyjść z obozu i z nim uciec w świat. Nie był w końcu buntownikiem, chociaż przez pierwsze księżyce, rzeczywiście starał się walczyć o swoją wolność. Ale teraz? Teraz poddał się całkowicie woli matki, a także sióstr, które wywierały na nim olbrzymią presję, by zachowywał się jak na potomka Piaskowej Gwiazdy przystało. 
Właśnie wrócił od dziadka i zaczął kierować kroki ku legowisku jego i rodzeństwa, gdy przed nim wyrosła Różana Przełęcz. Pewnie chciała wyjść ze żłobka, a ten stanął jej na drodze. Skulił się lekko pod jej spojrzeniem, ponieważ straszono go nie raz, że kocica byłaby w stanie odebrać mu mamę i siostry, gdyby tylko dowiedziała się o ich rasistowskich przekonaniach. 
— Przepraszam — miauknął pokornie odsuwając się na bok. 
Liczył na to, że kocica nie była na niego zła za to, że przypominał Piaskową Gwiazdę. To raczej ona powinna się wstydzić, że Szept skrzywdził jego siostrzyczkę... 
— Jest pani zła? Za to, że moja mamusia poszła na skargę do liderki w sprawie Lew? — zadał pytanie, ponieważ potrzebował wiedzieć, czy rzeczywiście było się czego bać. 

<Różo?>

17 lipca 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Piasku

Nadal nie specjalnie wierzyła w swój obecny stan, można wręcz powiedzieć, że chorobowy, jednak uznała że skoro i tak nie może nic z tym zrobić, to należałoby chociaż obeznać się bardziej ze żłobkiem i go jako tako przygotować. Oczywiście wiedziała, że znajdują się tam teraz pomioty na które nie chciało jej się patrzeć, jednak nie miała wpływu na ich istnienie. Niestety. Tak czy inaczej już w środku wpadła na jednego z nich i od razu dostała lekkiego skrzywu. Rzeczywiście, tylko rudzi mogli wpaść na taki pomysł, by dać kociakowi imię po najgorszej zakale chodzącej po terenach Burzowego Obozu, a przynajmniej za czasów pamięci Róży. Co prawda była przywódczyni wtedy nie chodziła po obozie o własnych siłach, jednak to tylko bardziej wzbudzało niechęć szylkretowej. Pomimo iż matka młodego nie patrzyła bezpośrednio na nią, niemal czuła jak nieprzyjemna atmosfera wokół niej gęstnieje, wsadzając w znajomy dyskomfort. Kocię nie było JESZCZE niczemu winne, jednak nie miała zamiaru się przed nim luźno, tym bardziej, że nie ufała jego rodzicom, którzy w jej oczach byli jedynie niepotrzebnymi szkodnikami. 
- Tak. Mi również - Mruknęła obojętnie, chociaż jej ton nie wskazywał na radość z powodu zobaczenia jakiejś losowej kulki futra. Długie łapy przeszły przez kocurka omijając małą przeszkodę i kierując się dalej w głąb kociarnii. Chciała urodzić w spokoju, z dala od niepotrzebnych gapiów, więc próbowała znaleźć miejsce dość odosobnione by w razie czego jak najlepiej móc kontrolować swoje młode, nie chcąc by miały zbyt wiele kontaktu z rudym miotem. 
- Um. Przepraszam? - zawołał za nią, nieco niepewnie. - Wiem, że pani jest zajęta, ale... Mogłaby mi pani opowiedzieć o tym jak to jest być zastępcą? To musi być ciężka praca opiekować się klanem jak i wielki zaszczyt.
- Nie widzę w tym zaszczytu - odpowiada sztywno, wyraźnie niezadowolona z towarzystwa kociaka - Na tym stanowisku mógłby znaleźć się każdy inny kot, który zdobył na tyle zaufania by móc odpowiadać za więcej żyć niż tylko swoje, jeśli tylko by ruszył trochę głową. Chociaż jedyne co by za to dostał to więcej stresu. - Wyjaśniła swoje podejście, kopiąc gdzieś w bok zbędną kulkę mchu. Zyskujesz po prostu większy szacunek kotów, które muszą wykonywać twoje rozkazy. Żadna w tym zabawa, a klanem dowodzić można nawet będąc zwykłym wojownikiem, jeśli się wie jak kombinować. 
- Och... - miauknął z zawodem w głosie. - Czyli nie podoba się pani bycie zastępcą? Za bardzo to jest stresujące? - calico zastanowiła się przez chwilę. 
- Robię co muszę, nie prosiłam się o nie - odpowiada zgodnie z prawdą - A teraz po prostu spełniam swoje obowiązki. 
- Rozumiem... Przyszła pani w odwiedziny do mojej mamusi? Nie wiedziałem, że przyjaźni się z samą zastępczynią. Nic nie mówiła.
- Bo nie przyjaźni. I wątpię, by do tego doszło - odparła, chwytając w łapę niepotrzebną gałązkę, która wyglądała jak coś, co mogłoby zrobić jej kociakom później krzywdę, po czym odłożyła ją na bok, chcąc potem wynieść poza żłobek - Nie muszę być w żłobku by odwiedzać inne koty. Przyszłam tu z osobistych powodów.
- Och... - Położył po sobie uszka. - A ja mógłbym się z panią zaprzyjaźnić? - zapytał nieśmiało. - O! Co się stało? Jeżeli mogę zapytać... Tutaj w końcu mieszkają tylko mamusie z dziećmi... Czy pani będzie mamusią? - Jego oczka zalśniły. Różana poruszyła zmieszana uszami, patrząc na kociaka kątem oka. Zaprzyjaźnić? A to ciekawe, naprawdę nie było nikogo zbliżonego do młodego wiekiem, żeby z nim brykać czy coś? W gruncie rzeczy, Różana mogłaby być jego babcią, a nie koleżanką do zabaw. 
- Nie wydaje mi się, żebym była odpowiednią kandydatką do zawierania przyjaźni - odpowiada, chociaż jej ton różni się od tego wcześniejszego. Wydaje się być… bardziej przyjazny? A może kociakowi się tylko tak wydaje? Zaraz potem, przy kolejnym pytaniu, kotka westchnęła ze zrezygnowaniem, przerywając swoją pracę z uprzątaniem wybranego, odosobnionego miejsca, by spojrzeć na kocurka i unieść jedną z przednich łap, chcąc tym samym bardziej pokazać swój coraz to bardziej rosnący bęben. 
- Myślałam, że to już oczywiste. 
- Ojeju. - Podszedł do kocicy i dotknął jej brzuszka, na co Róża wzdrygnęła się, jednak nie odsunęła, chociaż miała na to ochotę i… cóż, nie ukrywała tego. - To tam są kocięta? Nie wiedziałem. Myślałem, że gwiazdki nas zsyłają mamusiom. Ale... ale to cudowne wieści! - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Chciałbym ich poznać i się pobawić. Mam nadzieję, że mnie polubią.
- Jak będziecie dla siebie mili, to na pewno się polubicie - odparła, odkładając łapę na bok, powoli wracając do pracy - A przynajmniej mam nadzieję, że nie będzie z tym problemów… - I nie miała tu na myśli, że ma nadzieję, że się polubią. Nie, miała nadzieję, że jeśli wyjdzie coś rudego, to będzie się trzymać od nich z daleka. A jak coś nie rudego i podatnego na manipulację, to tym bardziej. Jednak nie chciała po prostu mieć dużej ilości skarg i niezadowoleń. Miała już dość problemów na głowie, by rozwiązywać problemy dodatkowo swoich dzieci, które miała nadzieję, nie będą za bardzo problematyczne. 
- Mamusia mi mówiła, że to zależy od wychowania. Mnie uczy kultury, abym nie był złym kotem. Na dodatek bycie miłym jest lepsze od bycia wrednym. Takich be kotków to nikt nie lubi. - Obserwował prace zastępczyni. - Nikt pani nie chciał pomóc? Nie powinna się pani przemęczać. Może poprosi pani jakiegoś wojownika?
- Racja - stwierdziła krótko na pierwsze zdanie, po czym strzepnęła krótko ogonem na drugie - To nie jest trudna praca, a ja szczerze poradzę sobie z tym sama i nawet wolę sama to zrobić, bo inni jeszcze zepsują i będę musiała poprawiać - Wyjaśniła, wygrzebując kolejny mech, który według niej był jakiś nieudany. 

<Piasek?>

05 lipca 2023

Od Piaska do Różanej Przełęczy

Zamrugał zaskoczony, gdy sama zastępczyni zawitała w żłobku. Chciała ich zobaczyć? Czasami widywał jak kręciła się po obozie, jednak z oddali, bo co kierował łapki ku wyjściu, to słyszał nieznoszący sprzeciwu syk matki, aby wracał. Tym razem mógł podziwiać kocicę z bliska. Była duża... I tak jak opowiadał dziadek, była szylkretką, czyli według tego śmiesznego podziału, była godna rozmowy z nim. Mimo tego wszystkiego, czuł się lekko przytłoczony jej obecnością. Nie mógł jednak pokazać po sobie strachu czy też tremy, ponieważ wiedział jak to zaraz się skończy, gdy tylko zastępczyni wyjdzie. 
Mama... Mama potrafiła być straszna. 
— Dzień dobry — przywitał się z nią grzecznie, przybierając na pysku wyćwiczony przez mamę życzliwy uśmiech. 
Jego sylwetka na pewno była teraz nienaganna! Siedział prosto i dumnie, chociaż nieco zadzierał łeb w górę, by spojrzeć na pysk kocicy. Miał jednak nadzieję, że mamusia będzie zadowolona z jego prób. Tyle ćwiczył i oto mógł pochwalić się zdobytą przez niego wiedzą. 
— Dzień dobry — odpowiedziała kotka, mierząc go spojrzeniem. — Jak ci na imię?
— Piasek — przedstawił się grzecznie, a wyraz pyska zastępczyni diametralnie się zmienił. Na początku wydawała mu się zniechęcona, jak gdyby ktoś jej kazał tu przyjść, a teraz... nos jej się ewidentnie zmarszczył, jak gdyby wyczuła coś obrzydliwego. Dziwiło go to. W końcu... była ruda tak jak i oni. Dlaczego więc w jej oczach dostrzegł nutkę pogardy? A może mu się jedynie wydawało? 
— Miło mi panią poznać — dodał zaraz, aby jakoś rozluźnić atmosferę. Spokojnie, tylko nie rycz. Nie mógł wyjść na beksę przy kimś kto mógł w przyszłości zostać samym liderem. Mama by go zabiła. Musiał być idealny, musiał. Dla niej. — Fajnie, że pani nas odwiedziła. Mama nam dużo opowiadała o pani i pani liderce. To naprawdę ważna funkcja w klanie, aby zastępować Tygrysią Gwiazdę. Musi być pani bardzo odważna.

<Róża?>