BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Wrzosowa Pogoń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Wrzosowa Pogoń. Pokaż wszystkie posty

25 października 2021

Od Bluszczowego Pnącza CD. Wrzosowej Pogoni

Usłyszał głośne dźwięki, wskazujące na czyjeś zaniepokojenie. Bure futro mignęło mu przed oczami, przekraczając próg legowiska medyków. Kotka rzuciła na ziemię znaną mu roślinę, z której wydobywała się intensywnie słodkawa woń. Kiedyś nieustannie skarżył się na drażniące nozdrze zapachy, a teraz wydawał się na nie nieczuły. Potrafił znieść każdy smród, bo dzięki temu był w stanie rozpoznać wszelkie zioła, bez potrzeby długiego przyglądania im się.  Przydatna zdolność dla uzdrowiciela.
Wołała go, toteż zjawił się przy niej w zaledwie ułamek sekundy. Był gotów pomóc, nie tylko dlatego, że taka jego rola, ale i z dobrego serca. Chciał zapytać, co ją trapi i w jakim celu go odwiedza, jednak ta znacznie szybciej posłała mu spojrzenie przestraszonych ślepi. Nie bardzo wiedział, co się stało, ale nie potrafił znieść negatywnych emocji zawartych we wzroku Wrzosowej Pogoni. Starał uśmiechnąć się uspokajająco, jednak ta wydawała się żyć we własnym świecie i przejmować zupełnie czymś innym.
Wsłuchiwał się w błagania o podanie nazwy rośliny, jej głosem przepełnionym lękiem. Znowu poczuł potrzebę otoczenia wojowniczki ogonem i w pierwszej kolejności uspokojeniem jej, bo pod wpływem emocji nie każdy potrafił myśleć racjonalnie. Po szerokości źrenic mógł ocenić poziom jej przerażenia.
- Bardzo potrzebujesz wiedzieć, co to za roślina? - spytał delikatnie, muskając przednią łapą zielony, leżący na ziemi liści. - Wolałbym, byś w pierwszej kolejności ochłonęła. Nie wiem, co się zadziało, ale nie możesz działać zbyt pochopnie. Spokój w życiu jest niezbędny, dbaj o niego - dodał motywującą, chcąc jakkolwiek ją zagadać, nim zejdzie mu tu na zawał.
Bura wydawała się jeszcze bardziej podenerwowana, ale uległa i przysiadła pod ścianą legowiska, wciąż patrząc wyczekująco to w okaz flory, a to w medyka. Jej ogon uderzał o ziemię raz z lewej, a potem z prawej, czym podkreślała swoje zniecierpliwienie.
- Słuchaj Wrzos - odezwał się w końcu Bluszcz, rzucając kątem oka spojrzenie w stronę rośliny. - To kocimiętka. Na ogół jest bardzo dobra na kaszel, wyleczysz nią zarówno biały, jak i czarny. Mimo wszystko ma też swoje inne właściwości, nie do końca zawsze przyjemne. Niektórzy w ogóle na nią nie reagują, ale inni... Oni po prostu stają się weselsi i nie bardzo kontrolują swoje czyny.
Zapadła cisza. Van nie orientował się w klanowych problemach, ale najwyraźniej w życiu Wrzosowej Pogoni zadziało się coś niezbyt przyjemnego, bo wyglądała na mocno spanikowaną. Jej całe ciało drżało, a klatka piersiowa niebezpieczne szybko poruszała się przy każdym oddechu. Z niedowierzaniem kręciła głową na boki, ze wzrokiem wbitym we własne łapy.
- Zdarza się, że niektórzy bardzo szaleją przy nadmiarze zażytej kocimiętki Czy w tej sprawie chodzi o coś specjalnego? - zapytał. Nie wydawało mu się, by bura przyniosła mu nieznany jej listek bez żadnego powodu. Nieustannie wpatrywał się w jej zmarkotniałą sylwetkę, szukając wskazówek odnośnie tego, co mogło się stać.
- Chyba nie. Muszę to sama na początku sprawdzić, bo nie chcę rozsiewać niepotrzebnie plotek - przyznała niepewnie, wstając. - Ale dziękuję ci Bluszczowe Pnącze, za odpowiedź. Potrzebowałam wiedzieć - wyjaśniła krótko. Medyk posłał jej łagodny uśmiech.
- Jasne, jesteś tu mile widziana. Bardzo się cieszę, że nie oceniasz sprawy zbyt pochopnie, tylko próbujesz sama odkryć, co się dzieje. Powodzenia, oby ci się udało.

***
Śmierć Bursztynowego Pyłu nie zmieniła aż tak bardzo jego trybu funkcjonowania. Starał się udoskonalić swoją skuteczność. Nie miał w zwyczaju się spieszyć, ale uznał, że dobrze będzie nauczyć się robić wiele rzeczy w jak najkrótszym czasie, nie tracąc przy tym na jakości.
Dzień, w którym Wrzosowa Pogoń przyprowadziła niemrawo wyglądającą Perliczy Grzebień, okazał się dosyć skomplikowany. Kremowa sama wydawała się zaskoczona ciążą, zapewniając, że nie ma bladego pojęcia, jak do tego doszło. Bluszcz nawet nie zamierzał komentować tego, bo to nie jego sprawa i nie potrzebuje jej usprawiedliwień, bo to dorosła osobniczka i sama o sobie decyduje.
Mimo wszystko zmartwił się, bo naprawdę wydawała się nic nie rozumieć. Ktoś ją skrzywdził? Wykorzystał, gdy była nieprzytomna? Zadrżał z obrzydzenia na samą myśl.
Nie dopytywał o żadne szczegóły, tylko podał jedno z ziół na uspokojenie i pożegnał się.
Jeszcze tego samego dnia odwiedziła go Wrzos.
- Jeśli przyszłaś spytać, czy się nie pomyliłem, to nie. Ona naprawdę jest w ciąży - westchnął, obserwując ją uważnie, byleby nie dodać jej stresu. Pewnie i tak miała go już za dużo w życiu.
- Ja... Ja nie wiem, co o tym myśleć - odparła zmieszana.
Liliowy poklepał łapą miejsce obok siebie. W głębi legowiska było stosunkowo ciepło i kiedy siedzieli tak zbici, żadne niskie temperatury nie stanowiły dla nich zagrożenia.
- Przede wszystkim, to staraj się o tym w ogóle nie myśleć. Myślenie też potrafi zgubić, jeśli za bardzo oddajesz się umysłowi. Wydaję mi się, że Perliczy Grzebień sama nie wie, co się dzieje i będzie teraz potrzebowała dużo twojego wsparcia - podsunął.

<Wrzos?>


15 września 2021

Od Wrzosowej Pogoni CD. Bluszczowego Pnącza

- Dziękuję. Cieszę się, że trening już mam za sobą. Chociaż Srocze Pióro był bardzo dobrym mentorem brakowało mi już moich przyjaciół w jednym legowisku - zaczęła odpowiadać z delikatnym uśmiechem na pysku. Na dźwięk imienia Firletkowego Płatku wyraz jej pyska zgasł widocznie. - Nadal brakuje mi jej tutaj, za każdym razem jak przychodzę - westchnęła cicho, a na wspomnienie o niewielkich naukach ziołoznawstawa pokiwała głową. Propozycja Bluszczowego Pnącza zapaliła iskierkę w jej oczach. - Jasne, bardzo chętnie! Dziękuję. Nigdy nie wiadomo w końcu kiedy może się przydać.
Bluszczowe Pnącze ciepło zaprosił ją bliżej i po wymianie informacji o tym co bura już wiedziała, młody medyk zaczął tłumaczyć jej kolejne działania danych roślin.

***

Była gotowa. Powie jej. Powie jej dzisiaj. Zabierze na spacer, może polowanie i nareszcie podzieli się swoimi uczuciami z kotką do której tyle już wzdychała. Bała się odrzucenia czy negatywnej reakcji, jednak jeśli nie powie Perliczce tego co czuje, potem ciągle będzie sobie wypominała jakim tchórzem była i rozmyślała o tym, co mogło być.
Wrzosowa Pogoń rozejrzała się po obozowisku, szukając kremowej najpierw wzrokiem. Potem zaczęła pytać, czy ktoś jej nie widział. Nic. Perliczy Grzebień jakby rozwiała się w powietrzu.
Zastrzygła uchem, gdy ktoś wszedł do obozu. Miętowa Gwiazda z zagadkowym wyrazem pyska skierował się do swojego legowiska. Chwilę za nim nareszcie pojawiła się Perliczka.
Wrzos od razu zauważyła jej rozmarzony uśmiech i potargane futro, w którym ukryły się połamane gałęzie i liście. Bura delikatnie zaniepokojona aż nienaturalnym widokiem Perliczego Grzebienia w takim stanie, podeszła bliżej, w jednym momencie tracąc całą pewność siebie sprzed chwili.
- Wrzoskuu, ale ty szybko tuptasz! Za szybko… tak nagle uciekłaś… - wymiauczała niewyraźnie cętkowana, stawiając parę chwijnych kroków w stronę młodszej.
- Ale ja nigdzie… - zaczęła skonfundowana, jednak Perliczka przerwała jej głośnym "shhhhhh".
- Było cudownie Wrzosku!~ - zamruczała, potykając się o własne łapy. Wpadła na burą kotkę i zanużyła nos w jej sierści. Wrzosowa Pogoń zdziwona zamrugała parę razy, a gdy za moment do jej nosa dotarł słodki, kuszący zapach zmieszany z wonią jakiegoś kocura z Klanu Burzy. Zmarszczyła brwi, próbując jakoś logicznie wyjaśnić tą sytuację. Przecież… Perliczy Grzebień nigdy nie zadawała się z innymi klanami. Więc co na jej futrze robił zapach burzaków? I to tak ostry, przytłaczający aż, jakby… nie, na pewno nie. Przecież kremowa nie zdradziłaby Klanu, nie zdradziłaby… jej. Bicolor zostawiła po chwili zielonooką wojowniczkę, tłumacząc się chęcią odpoczęcia po tym wszystkim. Wrzosowa Pogoń stała w miejscu, czując, jak do jej oczu napływają łzy. Prosiła o to, by się pomyliła. Że zapach jaki poczuła to tylko urojenie. Nie rozumiała, co się dzieje. Brak wiedzy, brak możliwości zapanowania nad tą sytacją przerażał ją. Gdy zwiesiła głowę, ukrywając swój żałosny pysk, zauważyła parę listków które musiały wypaść z futra kremowej kotki. Słodki, kuszący aromat który znalazła na sierści Perliczego Grzebienia musiał wydobywac się z nich. Może… może one były powodem dziwnego zachowania Perliczego Grzebienia? To jedyne normalne wytłumaczenie. To musiały być one, nie ważne jak głupio brzmiała myśl, że liście mogły tak wpłynąć na kocicę.
Wpadła do legowiska medyków, zaniepokojona rozglądając się po jamie w poszukiwaniu Bursztynowego Pyłu bądź Bluszczowego Pnącza. Słodki zapach wydobywający się z liścia w jej pysku drażnił przyjemnie jej mos, jednak kotka była zbyt poruszona by zwrócić na niego uwagę. Szybko położyła roślinę, nie zaprzestając rozglądania się.
- Bluszczowe Pnącze? - zawołała, a widząc wychodzącego ku niej kocura, od razu jej przestraszone, niepewne spojrzenie skupiło się tylko i wyłącznie na nim. - Bluszczu, co to za liście? Jakie mają działanie? Proszę, musisz wiedzieć - wypaliła szybko, wskazując na skrawek nieznanego jej krzewu. Jej błagalne spojrzenie zdradzało, że chciała usłyszeć potwierdzenie swoich przypuszczań, o ktorych Bluszczowe Pnącze jednak nie miał pojęcia.

<Bluszczowe Pnącze? Perliczka została wpechnięta w kocimiętkę, o te liście chodzi>

29 sierpnia 2021

Od Bluszczowego Pnącza CD. Wrzosowej Łapy(Wrzosowej Pogoni)

Jak co wieczór obchodził obozowisko, zbierając rosnące blisko zioła i obserwując uważnie klanowiczów, czy aby na pewno nikt nie ukrył przed nim problemów zdrowotnych. Zdarzali się już bowiem tacy, którzy wstydzili się bycia chorym i nie przyznawali się, a potem na siłę trzeba było ich ciągnąć do legowiska medyków. Niektórzy bywali wtedy już w poważnym stanie i na ratowanie takiego uparciucha było mało czasu. Dosłownie tkwili krok od śmierci.
Kątem oka spojrzał na zebraną niedaleko stosu ze zwierzyną gromadę wojowników. Z ich strony dochodziły wesołe śmiechy i pomrukiwania, co świadczyło o tym, iż dobrze się bawią. Bluszczowe Pnącze na sam widok uśmiechnął się łagodnie. Dobrze, że niektórzy wciąż mają powody do szczęścia i nie chodzą z ponurymi wyrazami pyska.
Jedna z nich, najmłodsza, wydała mu się być bardziej znajoma.
Od razu zdał sobie sprawę, że to Wrzosowa Łapa, uczennica jego brata. Srocze Pióro czasami wspominał mu o swoich treningach i dumie z podopiecznej. Co prawda teraz jest zakochany, ale wciąż zapewne pełnił rolę dobrego mentora.
Stojącą nieopodal burą znał również z jej częstych odwiedzin u Firletkowego Płatka. Kotki wydawały się mieć naprawdę dobre relacje i Bluszcz zaczął zastanawiać się, czy Wrzos zdążyła z nią porozmawiać, nim ta całkowicie zamknęła się w sobie i skryła wśród starszych.
Westchnął przelotnie i zawrócił ze swoim zbiorem do legowiska.

***

Z zainteresowaniem przyglądał się zebraniu klanowemu. Znów widział Wrzosową Łapę, która stanąwszy przed Miętową Gwiazdą, miała przejść mianowanie na wojownika. Nie wyglądała na bardzo zestresowaną, ale z jego miejsca trudno było mu to ocenić.
Zmrużył oczy, patrząc na lidera. Ostatnimi czasy miał dziwne wrażenie, że widzi rudego częściej, niż to w ogóle możliwe. Zdecydowanie było z nim coś nie tak, aczkolwiek ten swoje przeżył i mógł nie czuć się najlepiej.  Liliowy chętnie zaoferowałby mu coś na uspokojenie, ale kocurowi z takim charakterem może być ciężko jakkolwiek pomóc.
Poczekał do końca ceremonii i zawrócił do legowiska. Rozejrzał się i ziewnął, czując, jak ogarnia go lekkie zmęczenie. Przy okazji zmiótł ogonem idealnie posegregowane stosiki z medykamentami. Zioła walały się dosłownie wszędzie, a on niemrawo zaczął przekładać je na właściwie miejsce.
Bursztynowy Pył poszedł po brakujące korzenie łopianu, podczas gdy Bluszcz próbował naprawić sytuację. Nie był na siebie zły, jego spokój jak zawsze wysuwał się na pierwszy plan. Sam nabałaganił, to teraz musi posprzątać.
Spostrzegł, że kilka roślinek znalazło się poza leżem. Z westchnięciem pomaszerował w stronę wyjścia, gdy nagle pewna futrzasta istotka zaczęła zbierać jego zguby, a po chwili skierowała się z nimi do środka. Omal nie zderzyła się z Bluszczem, stojącym w przejściu.
- Przepraszam – miauknął pospiesznie, wycofując się i dając kotce przejść. – Dziękuję, że je pozbierałaś i przyniosłaś. Trochę mi się nabałaganiło – przyznał z zakłopotaniem.
- Cieszę się, że mogłam pomóc – odparła bura.
Zapanowała między nimi niezręczna cisza. Van nie wymagał od nikogo aktywnej rozmowy, więc nie narzekał na moment spokoju. Rozglądał się po wnętrzu legowiska, zastanawiając się, czym może zainteresować kotkę.
- Gratuluję nowego imienia, Wrzosowa Pogoń. – Uśmiechnął się lekko i westchnął. – Byłaś blisko z Firletkowym Płatkiem, prawda? Z pewnością wspominała ci o wielu roślinach i ich właściwościach. Nie chciałabyś może pochwalić się tym, co już wiesz? – spytał, ochoczo pacając stosik maku. – Chętnie opowiem ci o paru ziołach, o których możesz jeszcze nie wiedzieć. Nawet wojowniczce taka wiedza może się nieraz okazać przydatna i uratować życie w sytuacji kryzysowej – stwierdził, posyłając w jej stronę łagodny uśmiech i patrząc na nią troskliwie, chcąc zakomunikować, że wciąż jest tu mile widziana, a jej pomoc na pewno im się nieraz przyda. 

<Wrzos?>

22 sierpnia 2021

Od Wrzosowej Łapy

Niedaleko stosu ze zwierzyną rozległ się gromki śmiech. Melodia tworzona przez rozmowy, cichy szum liści i śpiew ptaków grała w najlepsze, rozjaśniając wieczór po deszczowym dniu. Cała siódemka - Słowiczy Trel, Dziki Kieł, Marchewkowa Natka, Rdzawe Futro, Niedźwiedzi Pazur i Wrzosowa Łapa zebrali się, by podzielić się językami. Znaleźli czas, by porozmawiać, pożartować i podzielić wieściami. Niedźwiedzi Pazur znalazł partnerkę, Słowiczy Trel spodziewała się kociąt. Atmosfera była lekka, a ich niekończące się żarty czy okrzyki zachwytu krążyły między każdym z nich osobna. Wrzos odpłynęła delikatnie, niesiona rozmową z bliskimi jej kotami do kolejnej osoby, również bliskiej. Dużo bliższej, niż wcześniej jej się wydawało.
- Wrzos? Co ci chodzi po głowie?
- A może kto? - dodała Marchewka z sugestywnym uśmieszkiem goszczącym na białym pyszczku. Bura koteczka poruszyła na to zdanie ogonem. Aż tak to było widać?
- Chyba coś złapałam - wymruczała pod nosem, próbując wybrnąć tak z tej sytuacji.
- Choróbsko? - zainteresował się Dzik, unosząc uszy.
- Ta, ja widziałam. I nawet wiem, co to! - zamruczała zwycięsko Rdzawa, poruszając dumnie wąsikami. - Zaczyna się na z!
Reszta chwilę siedziała w ciszy, zostawiając Wrzosek w zakłopotaniu. Dlaczego skończyło się na dyskusji o niej? Westchnęła w myślach, nie chcąc robić przykrości czy zabierać zabawy reszcie. Nagle przez pysk Niedźwiedzia przeszedł błysk olśnienia i zaraz pochylił się ku Dzikiemu, żeby podzielić się swoim pomysłem. Wysłuchawszy słowa brata, Dzik pokiwał energicznie głową i zadowolony szybko oznajmił: “Zatrucie pokarmowe!”.
Rdzawe Futro już wyglądała, jakby miała mu potwierdzić, jednak na szczęście bądź nie, doszło do niej, co rzeczywiście powiedział a nie czego oczekiwała.
- Co? nie! Oczywiście, że nie! Chodzi o zakochanie! Nasza Wrzosek się zakochała!
Z pyszczka Marchewki wydarło się zachwycone “ooo!”, a Niedźwiedzi Pazur uśmiechnął się delikatnie. Bura poczuła na sobie wzrok rodzinki, przez co mimowolnie cofnęła delikatnie głowę w ramiona.
- Więc, kto jest szczęśliwym wybrańcem? - zamruczała Marchewa, już rozglądając się po obozie za potencjalnym kandydatem.
- To nie tak! Chyba…
- Nie ma się czego wstydzić Wrzosku.
Słyszała słowa zachęty, gratulacje, ciekawskie pytania o obiekt westchnień, zostawiając ją tonącą w morzu stresu i niepewności. Nie chciała, żeby tak to się potoczyło! Sama nie rozgryzła swoich uczuć, nie chciała żeby ktoś rozwiązywał je za nią! Dlatego nie dzieliła się nimi z nikim. Wiedziała co zrobić. Wiedziała, że potrzebowała jeszcze czasu! Przytłoczona głosami położyła po sobie uszy, próbując wymyślić coś, dzięki czemu będzie mogła uciec, wydostać się z tej sytuacji. Stworzyła szybko parę scenariuszy w głowie, szukając najlepszej opcji do powiedzenia. Wyrazu pyska do przybrania, by nie urazić nikogo. Co jeśli będzie musiała się powtarzać? Jeśli nie przestaną?
- Wszystko dobrze?
- Nie o to chodzi! Po prostu… cieszę się, że zostanę niedługo wojowniczką. To wszystko - westchnęła, delikatnie opuszczając głowę ku ziemi. reszta widocznie zrozumiała, że ich najmłodsza przybrana siostrzyczka nie jest gotowa na tego typu rozmowy. Dzik wstał, polizał ją za uchem i zamruczał uspokajająco. - Już późno. Jutro rano masz trening, więc może odpocznij. Dobranoc - zaproponował Niedźwiedzi Pazur spokojnie, na co Słowik pokiwała głową. Wrzos uniosła ku niemu pyszczek z wdzięcznym wyrazem, po czym odeszła, wypuszczając z cichym świstem powietrze z nosa. To było… przerażające.

< Może ktoś by chciał odpisać? >