– TAK! TAK! A żebyś wiedziała, że pójdziemy i zbadamy. – Tupnąłem łapką. – Może… MOŻE nawet na treningu pójdziemy tak razem? Jak już się od-obrażę na Jaśminowiec! Nie będzie to prędko, ale… ale już niedługo na pewno! TAK! TAK ZROBIMY!
Skoczyłem znienacka na Bratek, która nie spodziewała się tego w takim samym stopniu, co ja.
– EJ! Złaź ze mnie, Gronostajuuu! – krzyknęła, zdezorientowana nagłym atakiem.
Kotka, dzięki swoim dłuższym od moich łapkom, zrzuciła mnie z siebie dość prędko. Ja przeturlałem się trzykrotnie po ziemi, po czym popędziłem w stronę legowiska wojowników, by znaleźć moją mentorkę, nie odwracając się do Bratek.
Być może nadal byłem na nią śmiertelnie obrażony za te wszystkie poprzednie treningi, ale TO było chwilowo ważniejsze, niż moja urażona duma.
***
Następnego dnia, ja i Jaśminowiec wybraliśmy się na trening razem z Gondorem i Bratek. Szedłem sobie dumnie obok siostry, nasi mentorzy uzgadniali za nami szczegóły treningu, ja jednak nie słuchałem za bardzo. W mojej głowie wybrzmiewała jedna myśl - TRENING Z BRATEK, TAKKK.
– BRATEK, PATRZ! Chcesz zobaczyć fajną sztuczkę, której się nauczyłem? – Spojrzałem w kierunku siostry, gotowy zaprezentować jej w dokładnie tym momencie.
– Jasne, co to za sztuczka?!
– SZTUCZKA DO WALKI! Jaśminowiec nauczyła mnie, jak zrobić, żeby, jak już się ma przeciwnika pod sobą, to żeby mu tak wygiąć łapki, co by się NIE MÓGŁ RUSZYĆ JUŻ POTEM NIGDY! Chcesz spróbować?
Bratek spojrzała na mnie i jedynie lekko uniosła brwi.
– To brzmi… ciekawie, ale… może innym razem. Ja to jednak wolałabym jeszcze trochę się poruszać.
– WUSZ! W sumie racja… Nie pomyślałem o tym! Ale jak tam wolisz. Na pewno ktoś chętny na prezentację sztuczki się znajdzie! Może… O! JAŚMINOWIEC? – Odwróciłem się nagle do mentorki. – Czy byłabyś chętna na-…
– Dziś potrenujecie wspinaczkę na drzewa – powiedziała, nie dając mi dokończyć pytania.
Zatrzymałem się nagle, wpadając na nią.
Nie lubię, jak ktoś mi przerywa.
Spojrzałem na nią spod zmarszczonych brwi.
– EJ! ALE JA NIE CHCĘ! DRZEWA SĄ DLA… DLA DRZEWNYCH KOTÓW! – warknąłem z irytacją.
Kątem oka dojrzałem nagłe zaniepokojenie w oczach Bratek, spowodowane moim nagłym wybuchem.
Jaśminowiec jedynie nieco uniosła brwi.
– To my, Gronostaju. My jesteśmy teoretycznie… “drzewnymi kotami”. Dosłownie na jednym żyjesz.
– NO I CO… no i co z tego?! – dodałem już nieco ciszej. – Ja nie chcę! Nastawiłem się na… na inny trening!
– To znaczy jaki? – spytała moja mentorka.
– A bo ja wiem?! Ale na pewno nie taki! Prawda, Bratek? – Spojrzałem na siostrę.
– Ja to właściwie lubię wspinaczkę na drzewa.
Zatopiony.
Świetnie. No to już koniec. Już po mnie. Wspinaczka jest taka głupia! Moje krótkie łapki wcale w tym nie pomagają. Oczywiście, że siostra to lubi, jej łapki są w miarę proporcjonalne do reszty jej ciała, dzięki temu wspinaczka na drzewa staje się o wiele prostsza…
– Nie! Nieee! Jaaa tam nie wejdę! Nie-e! Nie umiem i nie chcę! Nie zmusisz mnie tym razem! – Głęboko wbiłem pazurki w ziemię, w razie, gdyby Jaśminowiec po raz kolejny postanowiła mnie gdzieś przenieść siłą.
Bratek spojrzała na mnie z lekko przechyloną głową.
Gondor i Jaśminowiec wymienili spojrzenia. Moja mentorka westchnęła.
– Gondorze, możecie zacząć. Ja pogadam z Gronostajem.
Spojrzałem na nią z jeszcze większą irytacją.
Ja nie potrzebuję żadnej rozmowy! Nie po to tu przyszedłem! Nie tak miało być!
– Gronostaju. – Jaśminowiec usiadła przede mną.
Oho. Kolejna pouczająca rozmowa. Za kogo ona się uważa?!
– Co? – burknąłem, patrząc jej z wyzwaniem w oczy.
– Pamiętasz, co ci mówiłam? – spytała spokojnie.
– A bo ja wiem, wiele rzeczy mówisz.
– Dobrze, to ja ci przypomnę. Mówiłam ci, że jako przyszły wojownik musisz nauczyć się wychodzić ze swojej strefy komfortu. Przyzwyczaić się do zmiennego środowiska i okoliczności. Do tego, że coś może pójść nie po twojej myśli. Ja nie proszę cię, żebyś czuł się z tym dobrze. Ja każę ci wleźć na to zapchlone drzewo i pokazać, jak uzdolnionym uczniem jesteś. Zrozumiano?
– No… – mruknąłem.
Nie cierpię, gdy Jaśminowiec ma rację. A ma ją… no, zawsze. Nie lubię kotów, które mają zawsze rację.
Kotka uśmiechnęła się lekko.
– No, to dawaj. Chodź. – powiedziała, wstając i kierując się w stronę Bratek i Gondora.
– Ale moje łapki są za krótkie. – dodałem nagle.
Mentorka odwróciła się do mnie.
– I co? Wiewiórki też mają krótkie łapki, a patrz, jak kicają po gałęziach! Bądź jak wiewiórka, Gronostaju.
Bądź jak wiewiórka? Co to ma w ogóle znaczyć? Nie mogę być jak wiewiórka, jestem przecież kotem. I nie jestem ani trochę rudy…
Ale może…?
***
Ja i Bratek staliśmy razem na gałęzi wysokiego drzewa o bliżej niesprecyzowanym gatunku (znaczy no, nie znam go). Jaśminowiec i Gondor wymyślili nam dość ciekawą zabawę - wyścig po gałęziach drzew…
– Które z was dotrze do Gondora i nie zginie na skutek upadku z drzewa, ten wygrywa. Pasuje? Pasuje. To… start!
[775 słów + wspinaczka na drzewa]
< Bratek, ścigaj się ze mną 0.0 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz