BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch. Pokaż wszystkie posty

28 września 2024

Od Jeleniego Puchu CD. Gronostajowej Bryzy

 Słysząc znajomy głos na jego pysku pojawił się uśmiech. Czy to Gronostajowa Bryza? Kocica, która niegdyś pilnowała go, kiedy to pracował w polu? Nie miał pojęcia ile minęło księżyców, lecz ta wizyta sprawiła, że w swoim wnętrzu poczuł przyjemne ciepło. Na dodatek przyniosła mu coś na ząb! Jego oczy błysnęły, kiedy ujrzał królika. Tak dawno nie miał w pysku mięsa tego burzaka... Zapewne Różana Przełęcz skarciłaby kotkę za to, że ta ośmieliła mu się przynieść taki posiłek, więc musieli oboje zachować tą informację w tajemnicy. 
— Nie jadłem, dziękuję! — zwrócił się do starszej, przygotowując się do pochwycenia posiłku. 
Kotka zrzuciła mu królika, którego dość szybko pochwycił w swoje szczęki. Ach, ten smak! Rozbudziło to w nim wspomnienia. Od razu rozszarpał zwierzynę, pochłaniając mięso. Robił to jednak mniej żarłocznie, bowiem księżyce u burzaków na powrót sprawiły, że jego żołądek powrócił do swego stanu sprzed porwania. Mimo to uraz na psychice pozostał. Nie było nocy, gdzie nie śniły mu się koszmary. Wtedy też Leśny Pożar stanowił idealną poduszkę, w którą mógł wypłakiwać swoje łzy. Jego kojący głos i pocałunki, potrafiły sprawić, aby się uspokoił. 
— Jak tam na górze? — zapytał pomiędzy kęsami. Miał mało informacji ze świata zewnętrznego. Partner czasem mu mówił co się tam działo, ale dużo przed nim ukrywał nie chcąc go martwić. Liczył na to, że tym razem przed nim niczego nie zataił. — Czy Łóżana Przełęcz łądzi sobie jako lidełka? Klan ją lubi? — postanowił zagaić właśnie na taki przyziemny temat, ponieważ nie ukrywał, że bardzo mu tego brakowało. Tej... normalności, którą utracił. 

<Gronostajowa Bryzo?>

07 czerwca 2024

Od Jeleniego Puchu CD. Gronostajowej Bryzy

 Może i Gronostajowa Bryza nie miała talentu do śpiewu, ale dzięki temu, że jednak zgodziła się na jego prośbę, praca szła mu zdecydowanie lepiej. Cisza była dla niego tak bardzo niekomfortowa. Przypominała straszne chwile, gdzie za towarzystwo miał tylko samego siebie. A tak? Tak coś się działo. Czuł obecność kogoś, kto nie miał wobec niego złych zamiarów. 
Naprawdę wczuł się w swoją prace. Praktycznie nie zauważył kiedy dziura się powiększyła, ponieważ tak bardzo skupiony był na kopaniu. W zasadzie nie wiedział po co liderce były te dziury, ale nie narzekał. Lubił pracować w miejscu, gdzie nie widział tej strasznej pustki, która rozciągała się po horyzont. Wrzosowiska, które niegdyś były jego domem, teraz stanowiły przerażającą przeprawę. 
— Pławda — przytaknął jej, biorąc głębszy oddech. Zmienił swoją pozycję na siedzącą, przekrzywiając głowę. Chciała mu pomóc? Mu? To... To było miłe! Uśmiechnął się szeroko i pokiwał łebkiem. — Jak ty chcieć, to kop. Kopać to fajna spława. Im głębiej schodzić pod ziemię, tym zbliżać się do innego świata. Łaz wykopać dziułe do tajny tunel, wiesz? Pewnie kłólik to złobić albo jakiś kłet, ale to była taka niespodzianka! O! A innym łazem wykopać kość! Jakąś dziwną, bo dużą. Pod ziemią kłyję się wiele tajemnic — podzielił się z wojowniczką swoimi przeżyciami związanymi z tą profesją. Nie miał pojęcia kim dokładnie był w Klanie Burzy, ale skoro liderka pozwalała mu w taki sposób funkcjonować, to nie miał z tym problemu. 

<Gronostajowa Bryzo?>

12 marca 2024

Od Jeleniego Puchu CD. Gronostajowej Bryzy

 Nie odmówiłby jedzenia. Nie, nie! Więc, gdy tylko usłyszał, że Gronostajowa Bryza chcę mu coś wrzucić, pokiwał energicznie łbem. Aż dziw, że coś tak małego jak mysz może odgonić smutki i sprawić, że na pysku kocura pojawi się uśmiech. 
Smak pokarmu był przyjemny. Każdy kęs powodował w nim euforyczną wręcz radość. Chociaż już jakiś czas minął odkąd powrócił do domu, jego umysł nie zapomniał. Nie zapomniał jak głodował księżycami, żerując na marnych resztkach. 

***

Różana Przełęcz dała mu zadanie. Miał kopać przy granicy z jakimś śmierdzącym tworem. Jak to się nazywało? Jego umysł musiał się natrudzić, by przypomnieć sobie nazwę Drogi Grzmotu. Zawsze towarzyszył mu Leśny Pożar. Przy nim czuł się lepiej niż gdy byli przy nim inni. Teraz jednak w jego miejsce pojawiła się Gronostajowa Bryza. 
Samo to, że musiał wyjść z dziury napawała go lękiem, a przejście w tak oddalone rejony, skręcała mu kiszki. Ale zamknął oczy, złapał za ogon kocicy i dał się zaprowadzić do celu. W zasadzie nie wiedział po co kopał, na co i dlaczego. Nie pytał jednak, bo przecież dostawał jedzenie. Był grzeczny i nawet udało mu się opanować nieco swoją agresję. Nieco, bowiem czasami miewał ataki. Oczywiście w przypadkach, gdy został zaskoczony. Jednak pomimo tylu księżyców... nikogo nie skrzywdził. Uznawał to za swego rodzaju sukces. 
— Już jesteśmy na miejscu — usłyszał i uchylił powieki. 
Ujrzał dziurę, którą zaczął ledwie wczoraj. Wskoczył do niej szybko, nim wielkość świata go znów przytłoczy. Wpadając w panikę mógł być niebezpieczny, a ostatnie czego chciał to by biedna Gronostajowa Bryza ucierpiała. 
Gdy znalazł się na dole, zawęszył i zaczął pazurami rozgarniać ziemię. Była inna niż w Klanie Wilka. Lepiej poddawała się sile jego łap. Tak w ciszy upłynął mu jakiś czas, póki nieco zmęczony nie przysiadł i nie zadarł łba na swoją ochroniarkę. 
— Zaśpiewać. Ty. Ty zaśpiewać, by płaca ładosna — zaproponował jej jakąś aktywność, bo pewnie biedna się nudziła tak tam siedząc. 

<Gronostaj?>

20 grudnia 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Wiśniowej Iskry

 Nie działała logicznie? Nie za bardzo pojmował co medyczka miała na myśli. Różana Przełęcz w jego opinii była dobra. Gdyby była zła, na pewno nie pozwalałaby na to, aby Pożar do niego przychodził, tak samo jak i Lew. Na ten moment ta dwójka to były najbliższe mu osoby, bo niestety... po tym jak jego mama zmarła... nie został mu już nikt. Nawet nie wiedział co działo się z jego przyjaciółką, jaką była Płonąca Pożoga. Chociaż wiele księżyców minęło, pamiętał doskonale jak Mroczna Gwiazda ją skrzywdził. Ze słów partnera dowiedział się tylko tyle, że lepiej o niej nie mówić. Wiedział tylko, że żyła, ale coś więcej? Niestety nic. 
— Jelonek będzie płacować by móc pomóc klan — zapewnił staruszkę. 
Chociaż wychodzenie na zewnątrz dziury sprawiało mu wciąż wielką trudność, to naprawdę chciał jakoś odkupić swe winy. Zdradził w końcu klan. To, że go tu trzymali to było i tak coś niesamowitego. Był wdzięczny, że nie wygnali go w tą straszną, pustą przestrzeń. Najpewniej oszalałby wtedy całkiem i zakończył swój żywot w głębinach najbliższej rzeki. 
Szylkretka nie wydawała się przekonana co do jego słów, ale naprawdę w to wierzył. Nie chciał już krzywdzić burzaków. Na ten moment to oni dawali mu najwięcej opieki i uwagi niż wilczaki. Nie był bity, nie słyszał tak wielu obelg oraz nie cierpiał głodu. Zawsze przynosili mu coś smacznego na ząb. To był inny świat. Świat tak przepiękny, że chciał w nim pozostać na zawsze. 
Porozmawiał jeszcze chwilę z Wiśniową Iskrą, aż ta ogłosiła, że będzie musiała już wracać do pracy. Liczył, że jeszcze się spotkają. Była miła, więc zasługiwała na jego sympatię. 

***

Smutne wieści przyniósł mu partner. Wiśniowa Iskra zmarła. Podobno odeszła w ciszy i spokoju. Ta informacja mimo wszystko go podłamała. Nie dość, że odeszła tak jego mama to teraz i medyczka. Czy to była jego wina? Przynosił pecha? Co jeśli zaraz i Pożar odejdzie, a po nim każdy kto chwilę z nim porozmawiał? Te myśli krążyły mu po głowie przez kolejne dni. Jedynie nocą, doznawał ukojenia, widząc ilość gwiazd na nocnym niebie. Gdzieś tam błyskała do niego mama, a przy niej tata oraz Wiśniowa Iskra. 

24 października 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Różanej Przełęczy

Ucieszył się, że liderka tak bardzo się interesuje jego samopoczuciem. Fakt, nie miał zbyt wielu przyjaciół. Jedynie mógł liczyć na ukochanego jak i swoją przyjaciółkę Lew, więc nic dziwnego, że kotka mogła się martwić. Bywał w końcu nieufny, zwłaszcza gdy trafił do burzaków, których Pan kazał rozrywać na strzępy. Jednak ta dwójka potrafiła do niego dotrzeć. Widziała w nim nie potwora, a zwykłego kota, który pragnął tylko miłości i zrozumienia. 
— Namawiać mnie do wyjścia z dziuła... Dlatego ja wyjść — poinformował kocicę, która słuchała go z uwagą i zainteresowaniem. — Bać się, ale oni zapewniać, że Jelonek bezpieczny. Martwić się, że ja lubić dziuła. Oni nie łozumieć, że dziuła to dom, bezpieczeństwo. Ja i Pożał dużo łozmawiać. On uczyć mnie na powrót mowa. Umieć lepiej sklejać słowa. I daje buziaczki... — Uśmiechnął się, ponieważ uwielbiał te chwilę, gdy byli sami. Rudy pomimo tego, że kiedyś prawie odgryzł mu łapę, starał się go na powrót przyzwyczaić do życia w społeczeństwie. Dość szybko mu uległ, ponieważ pamiętał te sny, gdzie leżąc w błocie, marzył o ponownym spotkaniu ukochanego. Teraz gdyby tylko mógł, nie rozstawałby się z nim nawet na krok, ale wiedział, że miał swoje obowiązki i musiał znikać. Przychodził jednak zawsze wieczorem i mogli ten czas spędzać razem, sami. 
— A Lew... Lew tłoskliwa. Miła. Bawić się ze mną, by nie było nudno i dawać jeść! Ona dobły kot. Łozmawiać też o przeszłość Jelonka. Ostrzegać ją przed Wilczak. Obiecać na nich uważać. 
— Rozumiem. Czyli wydają się być całkiem w porządku, prawda? — odpowiedziała, utrzymując lekki ton. — Ale jeśli się coś zmieni, poczujesz niepokój lub zaczną mówić coś co uznasz za niestosowne, czy podzieliłbyś się wtedy ze mną? Mogłabym wtedy jakoś pomóc.
Przekrzywił łeb, ponieważ liderka zadawała naprawdę przedziwne pytania. Dlaczego Pożar i Lew mieliby mówić coś niestosownego? Czyżby o czymś nie wiedział? Wydawało mu się to dziwne, ale nie potrafił zrozumieć o co mogłoby chodzić. Rudy był w końcu jego ukochanym, nie był żadnym zdrajcą, a o wilczakach nie wspominał. Nie knuł więc nic za jej plecami. A Lew? Lew to była najmilsza osoba jaką spotkał. Pomogła mu wyjść z dziury i tak ładnie śpiewała, że odegnała jego strach przed światem. 
— Oczywiście, że powiedzieć — zapewnił ją. — Oni grzeczni. Słowo. Nie mówić nic złego o pani. Oni tłoszczyć się o Jelonek. Bawić się i miło spędzić czas. 

<Różo?>

14 października 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Lwiej Łapy (Lwiej Paszczy)

Jego oko zrobiło się wielkie, gdy ta opowiadała o wykopywaniu skarbów. Brzmiało to naprawdę kusząco. Owszem, myślał nad tym. Nawet zapytał Leśny Pożar co myśli o tym pomyśle. Partner oczywiście zdziwił się, ale stwierdził, że może to czas, aby przynajmniej spróbował zwalczyć swój lęk. A bał się bardzo. Sama myśl o opuszczeniu dziury powodowała w nim napad lęku. Nie wiedział bowiem co czeka na niego poza bezpiecznym schronieniem. Zapomniał jak wyglądał świat. To miejsce to był cały jego dom. A co było na górze? Ciekawość. Coś nieznanego. Coś co mógł poznać. Skarby, zabawki i rodzina. 
— Tak. Myśleć — podjął w końcu, biorąc głębszy oddech. — Ja... — zawahał się. — Spłóbować. A-ale... Ale ty obiecać, że ochłonić Jelonek. Jelonek bać się, bo góła to Pan. Tam nie ma Pan? — musiał się upewnić czy nie spotka tam czarnego vana. Obawa tak czy siak pozostawała, nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że było to niemożliwe. 
— Obiecuję Jelonku, ochronię cię. A o Pana nie musisz się martwić, nie ma go i już ci nie zrobi krzywdy. Masz moje słowo — zapewniła go. 
Nieco kamień spadł mu z serca, ale wciąż niepokój go nie opuścił. Czuł się tak, jakby miał wrócić... Dokąd? To było dobre pytanie. Co czekało na niego tam na górze, jak nie Pan? Skarby? Zabawki? Radość i jego ukochany? Zbliżył się do ziemistej ściany i zadarł łeb, by swym jednym okiem spojrzeć w oblicze rudej. 
— Chcę... Spłóbować. Wyjść... A-ale — głos mu zadrżał. — Ty musieć dać patyk. Ja złapać, ty wciągnąć. Jak Łóżana Przełęcz zezwolić. 
W sumie nawet jeśli by nie pozwoliła, a Lwia Łapa podałaby mu możliwość na oswobodzenie i tak by z tego skorzystał. Myślał długo i podjął decyzję świadomie. Trzeba było zrobić ten krok. Ten praktycznie olbrzymi krok nad przepaścią, która odgraniczała go od świata. 
Kotka skinęła łbem, po czym odeszła. 

***

Lew wróciła po paru dniach. Słyszał, że nie była sama. Ktoś jej towarzyszył. Ziewnął, bo właśnie się wybudził ze snu. Kic-kic leżał tuż obok niego. Gdy ukochany odchodził, mógł tulić się jedynie do tych twardych kości. Cieszył się jednak, że miał przyjaciela, który przypominał mu o tym co spotkało go w Klanie Wilka. 
Ruda zajrzała do niego i wyjaśniła sprawę. Różana Przełęcz zgodziła się spuścić mu kij. Obserwował z szybko łomoczącym sercem jak do dziury spychana jest gałąź przez paru wojowników. Oczy wbiły się w niego. Czekali w gotowości. 
Niepewnie zbliżył się do swojej przepustki na wolność, najpierw ją ostrożnie wąchając. Dopiero po chwili, upewniając się, że to nie wymysł jego umysłu, a to się dzieję naprawdę, wbił pazury i postawił pierwszy krok. I kolejny... 
Doznanie było takie, jakby zderzył się gwałtownie z wodną tonią. Wyszedł. Wyszedł i ujrzał świat. Nie miał barier, był pusty. Rozglądając się dojrzał niesamowite połacie terenu, żadnych barier, żadnych ścian, tylko czwórka wojowników, Lew oraz Różana Przełęcz wpatrywali się w niego z ciekawością i dozą ostrożności. Kto wie co w końcu zrobi. 
Na razie to nie był w stanie oddychać. Nie myślał o zaatakowaniu burzaków. Skulił się, czując się taki mały. Potęga świata go przytłoczyła, była przerażająca. Zaczął szybko łapać oddechy, dygocząc coraz bardziej. To było dla niego za dużo, za dużo! Nie powinien tu być! Nie poderwał się jednak do biegu. To oznaczałoby wpadnięcie głębiej w tą przestrzeń. Natychmiast się cofnął, potykając się w pośpiechu o gałąź, wpadając z powrotem do dziury. Tam dopiero uspokoił swoje serce. Tam poczuł na powrót spokój. Zaczął płakać. Płakał, nie kryjąc się z tym przed innymi. Płakał, bo nie potrafił wyjść z dziury, żyć tak jak dawniej. Mroczna Gwiazda go zepsuł. Nie miał szans powrócić do dawnego życia. To doświadczenie spowodowało w nim ból i tak ogromny żal, że chciał, aby to się skończyło. Tak jak wtedy, gdy leżał w błocie, bez jedzenia, bez wody, licząc na utonięcie w tej brei. 
— Jelonku? — usłyszał nad sobą. 
Lew wpatrywała się w niego ze zmartwieniem, wahając się nad tym czy do niego zejść. 
— J-ja nie mogę... Nie mogę... — miauknął przestraszony. — Stłasznie. Pusto. Stłasznie... 
— Nie jest strasznie. Zaufaj mi, Jelonku. Zobacz, ja jestem na górze, inni też są. Jesteśmy bezpieczni i ty też będziesz. 
To prawda. Byli tam, byli i nic się im nie działo. To nieco go pocieszyło, ponieważ znów spróbował. Nie bez widocznego trudu. Krzywił się za każdym razem, gdy zbliżał się z powrotem do świata. 
Stanął z powrotem na zewnątrz, zachęcany przez Lew do stawiania kolejnych kroków. Jednak zrobił ich tylko dwa, gdy ciężar niebios zaczął przygniatać go do ziemi. Położył się, niezdolny do wstania. Powietrze ponownie uciekło mu z płuc. Dusił się. Nie był w stanie oddychać. Ponownie wpadł w panikę. Zaczął się rozglądać. Szukał sposobu na zmuszenie ciała do zaczerpnięcia powietrza. Nie zdawał sobie sprawy, że oddychał, robił to szybko i płytko. Serce łomotało mu coraz szybciej, tak jakby zaraz miało wyskoczyć mu z piersi, a wzrok rozmazywał od napływu łez. 
Lwia Łapa zerknęła na Różana Przełęcz tak jakby chcąc uzyskać od niej niemą zgodę na zbliżenie się do płaczącego kocura. Ta skinięciem głowy pozwoliła jej, w końcu nie raz przekonywała ją, że Jeleni Puch jest niegroźny. Zrobiła krok w stronę starszego, przed którym usiadła uśmiechając się ciepło.
— Spokojnie Jelonku. — Wyciągnęła łapkę w jego stronę, by otrzeć mu łzy z policzka. Czując dotyk skupił się na nim, wlepiając wzrok przestraszonego ślepia w rudą. — Jesteś taki dzielny. Dzielny Jelonek.  Zobacz. Jesteś na górze, jesteś cały i zdrowy. A ja jestem obok ciebie. — Uśmiechnęła się. — Możemy się teraz razem pobawić. Słuchaj mnie i rób to co ja. Do przodu prawą łapkę daj...~ — podjęła zachęcająco, prawie że śpiewając, po czym sama wyciągnęła łapę w przód. 
Wpatrywał się zdumiony w kończynę uczennicy, czując jak oddech mu wraca. Uniósł łapę i powtórzył za nią ruch. Jej głos koił i odganiał strach. Pokazywała mu, że mógł cieszyć się z kolejnych kroków, niczym kocię, co na powrót uczy się chodzić. I chociaż upokarzała się przed czwórką wojowników i samą liderką, aby mu pomóc zwalczyć stres, to tego nie dostrzegał, zbyt skupiony na zabawie. Krok za krokiem, za melodyjnym głosem, posuwał się powoli naprzód. 
— Do przodu lewą łapkę daj — zawtórował jej cicho w którymś momencie, skupiając się na ziemi. Gdy jednak podniósł wzrok, złapała go ponownie słabość. Łapy mu zwiotczały, zadygotał i osunął się z powrotem na ziemię. — Za dużo... Za dużo... — w końcu wysapał. — Za duży świat. Za duży. Jelonek nie da łady. Jelonek tchórz... Jelonek zły, zły zdłajca — załkał po chwili, przypominając sobie wszystkie określenia jakimi zwracał się do niego Pan. — Ja nie zasługiwać na góła. Ja nie wiedzieć gdzie iść. Za duża przestrzeń. Nie mieć ścian — zaczął się jej zwierzać z problemu, którego nie potrafił przezwyciężyć.  

<Lew?>

13 października 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Wiśniowej Iskry

 Przekrzywił łeb na pytanie medyczki. Kojarzył ją. Powoli przypominał sobie dawnych członków klanu, do którego należał. Leśny Pożar pomógł mu dojść do siebie. Już lepiej rozumiał otaczający go świat i był z tego powodu przeszczęśliwy. Chciał czuć to uczucie już zawsze. Było ono czymś wspaniałym, co na wiele księżyców utracił. Teraz jednak odkąd zmienił swoją dziurę na tą tutaj, życia stało się dla niego nie torturą, a przyjemnością. Zimne noce spędzał u boku partnera, który gdy otwierał swoje oko, wciąż przy nim trwał. Nie znikał jak senna mara, co tylko udowadniało mu, że istniał.
Szylkretka w jego ocenie wydawała się zbyt zaskoczona. Przedtem go nie widziała? Nie przychodziła? W sumie to nie wiedział. Wbijał w nią swoje ślepie, próbując wyczytać z jej pyska coś więcej niż widoczną obawę. 
Poruszył się niespokojnie, przystępując z łapy na łapę, a następnie zadarł łeb na tyle ile był w stanie. 
— Jelonek — odpowiedział po długiej chwili licząc, że to rozbudzi jej pamięć. 
Trochę posmutniał, że kotka mogła go nie pamiętać. Raz się widzieli, kiedy był małym kociakiem. Wtedy badała jego brzuszek, bo był on znacznie, ale to znacznie zbyt duży. Teraz... Teraz po tym malcu pozostały wspomnienia. Stał przed nią zmizerniały, złamany i okaleczony cień dawnego syna Tygrysiej Gwiazdy. 
Dźwięk jego głosu jakby wybudził ją z odrętwienia. Zamrugała, lecz nie pozbyła się swojej ostrożności. Widział jej napięte ciało, słyszał wstrzymywany oddech. Kiedy żyło się w jednym miejscu, wyostrzały się inne zmysły, które pomagały mu ugasić nudę. Tylko bowiem dzięki nim był w stanie ocenić to co się dzieje na zewnątrz. Nie pamiętał już jak wygląda świat. Ta ziemia była jego domem. Bezpiecznym schronieniem, które zapewniało mu spokój. 
— Jelonek... — powtórzyła po nim głucho, marszcząc na moment czoło. Tak jakby jej umysł pracował, szukał dawnego podobieństwa w potworze, który znajdował się tuż pod nią. 
Uśmiechnął się szeroko i pokiwał energicznie głową, ciesząc się, że zrozumiała to co do niej powiedział. 
— Jelonek, Jelonek! — zawtórował jej entuzjastycznie. — Nie Puszek! Nie! Puszek zły! Umał, a Jelonek włócił! Ja być tu! W dom! I mieć Pożał! — pochwalił się jej, tryskając dziecięcą radością. — A ty? Przyjść do Jelonek po co? — zaciekawił się. — Skoło nie masz mniam, mniam... Ty... Ty leczyć Jelonek? — Ponownie jego łeb przekrzywił się pytająco. 

<Wiśnia?>

12 września 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Lwiej Łapy

 Dostał od Lwiej Łapy burzaka! To był najprawdziwszy kic-kic! Jego mięso było takie soczyste, takie przepyszne. Delektował się nim jak niczym innym. Zapomniał już jak uwielbiał ten smak. Na dodatek futro stworzenia jak i jego szczątki posłużą mu do odtworzenia przyjaciela, który został na terenach Klanu Wilka. Z lubością zaczął oczyszczać czaszkę zajęczaka, gdy nagle usłyszał pytanie, które sprawiło, że zamarł. Opuścić dół? Wziął głębszy oddech i spojrzał w kierunku kotki, czując się tak, jak gdyby zaraz mieli go siłą stąd wyciągnąć. 
— Nie! Nie! Błagam! Dół dobły. Deszcz też dobły. On dawać woda. Woda to życie. Nadzieja. — Cofnął się kręcąc głową. — Ja nie wyjść! Nie! Nigdy! Góła zła! Tam stłasznie! Tu bezpieczny. 
— Ale to więzienie. Nie możesz polować, jesteś zdany na łaskę innych — starała się przemówić mu do rozsądku. 
Zaczął bardziej chaotycznie machać głową. 
— Bać się. Na górze pusto. Duża przestrzeń. Stłach. Tu czuć bezpieczny. Tam stłach — starał się jej to uzmysłowić. Wciąż pamiętał to uczucie, gdy został wyciągnięty z dołu na poprzednich terenach. Nie wiedział co zrobić. Jak się zachować. Wolna przestrzeń go przytłaczała, dusiła i dławiła. Była niczym koszmar. Z każdej strony czaiło się niebezpieczeństwo. A w dole? W dole miał wszystko pod kontrolą. Nic nie umykało jego oku. 
— Nie wyszedłbyś nawet dla Leśnego Pożaru?
Zawahał się na te słowa. 
— J-ja... Wole, by on przychodzić do dziuła. Ja nie dam łady — zaskomlał, a jego oko zrobiło się wielkie i przestraszone. — Ja długo być w dziuła w niewola. Ja zapomnieć jak to jest wolność. Tełaz bać się. To stłach. Jak w dziuła to ja wiem jak żyć. Góła nie. Góła to pan. Ty jak pan. Ty stać na góła. Nie dla Jelonek. Nie dla Puszek. 
Kotka widząc jego przerażenie odpuściła tą kwestię, zaczynając wypytywać go o inne sprawy. Nieco się rozluźnił, kiedy zmieniła temat i chętnie opowiedział jej o swojej niewoli u wilczaków i tym co tam przeżył. Nie pomijał żadnych szczegółów. Te wspomnienia były w nim cały czas żywe. To jaki czuł głód, jak polował na robaki, bo jedzenia nie widział na oczy. To jak go bili, dręczyli i się śmiali. Najgorsze chwilę jego życia. Kiedy zakończył swoją opowieść, zastanowił się nad czymś. Lwia Łapa starała się go zrozumieć. Nie oceniała jak co niektórzy. Mogła być jego przyjaciółką. Nawet na to liczył. 
— Wiem! — Podskoczył radośnie, kiedy wpadł na pomysł jak poprawić ich relację. — Pobawmy się! Dawno się nie bawić! Zabawa dać szczęście nam oboje! — Uśmiechnął się radośnie do kocicy. — Ty mówić, a ja wykonać. Tak bawić się z pan! 

<Lew?>

11 września 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Gronostajowej Bryzy

 Zasmucił się, kiedy kotka oświadczyła, że nie przyniosła nic do jedzenia. Wolał najpierw coś zjeść, a nie rozmawiać. Chociaż lubił, kiedy do niego mówiono, tak był w lepszym nastroju, gdy przed tym mógł nasycić swój nieugaszony głód. Wojowniczka coś szepnęła, ale niedosłyszał co takiego. Był zbyt głęboko, by dźwięk dotarł do jego uszu, które były... bardzo w złym stanie. Miał je w końcu naderwane tak, że ledwo przypominały uszy. Kiedy Gronostajowa Bryza zbliżyła się do dołu, chciał zareagować tak jak zawsze, gdy jakiś wilczak głupio naruszał cienką granicę pomiędzy nim, a jego kłami. Powstrzymał się jednak przed skoczeniem w jej stronę, ponieważ mogła się obrazić. Leśny Pożar tłumaczył mu, że takie zachowanie zniechęca koty od dawania mu pokarmu. A on potrzebował jeść. 
Na wspomnienie mamy, posmutniał. Różana Przełęcz jak i partner przekazali mu smutne wieści. Czuł się przez jakiś czas jak we śnie. Jak gdyby ponownie wrócił do dołu w Klanie Wilka, gdzie modlił się o przybycie matki, która go uratuje. I wtedy przychodziła do niego jako złudzenie jego wygłodzonego umysłu. Teraz znów był w podobnej sytuacji, ponieważ kocica miała już na zawsze pozostać tylko jego wyobrażeniem. 
— Bałdzo — przyznał, pociągając nosem. — Mama odejść. Zostawić. Znowu... — Z jego oka pociekła łza, którą szybko starł łapą. — Ale napławić. Ona przyjść codziennie do Jelonek. Ona być. Napławić błąd. Nawet jak Jelonek zły i głyźć ona być. Ale ja wiedzieć, że nie włócić. Ja dobrze znać śmiełć. Ja umiełać codziennie w Klan Wilka. Modlić się o śmiełć. By nie ciełpieć. Ale Klan Gwiazdy zły, bo nie dać mi wolność. A pan mówić, że zły, bo zostawić mnie i nie pomóc. A ty? Ty lubić Klan Gwiazdy? 

<Gronostaj?>

Od Jeleniego Puchu CD. Diamentowej Groty (Diamentowego Wąsa)

Dawno nie widział się z siostrą, więc w pierwszej chwili jej nie rozpoznał. Wiedziony głodem, który tylko i wyłącznie odczuwał poprzez umysł, zareagował agresją. Chociaż Leśny Pożar starał się przywrócić go do dawnego stanu, tak w kwestii jedzenia pozostawał nieugięty. To co wpadło do dołu było jego i zamierzał o to walczyć, póki nie nasyci żołądka. Dlatego też rozrywał mysz na kawałki, łykając ją niczym wygłodniałe zwierzę, chociaż powoli jego sylwetka ulegała znacznej poprawie. Nawet jeśli bliscy go odwiedzali, tak z trudem pojmował, że nie musiał walczyć o najdrobniejszy kawałek mięsa. To było dziwne oświadczenie. No bo jak to? Nie będzie już głodu? Zawsze coś dostanie? I może rzeczywiście przynosili mu pokarm codziennie, to wciąż instynkt nakazywał mu pożerać wszystko, nawet nadprogramowe ilości, byle przeżyć kolejny czas bez pożywienia. I mimo tego, że był w raju, tak nigdy nie zapomniał tego co stało się w Klanie Wilka. Jak jego ciało trawiło własne tkanki, byle podtrzymać go przy życiu. Ten ból... To wszystko w nim wciąż było. 
Oblizał pysk, kiedy nie miał już co zbierać z resztek po myszy i spojrzał jednym okiem na szylkretkę. Dopiero teraz poznał w niej Diament. Tą samą, która jak był mały, śmiała się z jego brzuszka. Tą samą, która mu dokuczała. Ale mimo wszystko była jego siostrą. I chociaż pachniała jak burzak, który byłby smacznym kąskiem, budziła w nim zaciekawienie. 
— Siostła — miauknął, jak gdyby nie dowierzając, że ją widzi. — Ty... duża — palnął pierwsze co przyszło mu do głowy. W sumie... Skoro była już taka dorosła to ciekawe jak ułożyło jej się życie. Czy miała kogoś? Był wujkiem? Przysunął się bliżej ściany dołu, zadzierając łeb w górę, by mieć ją cały czas w zasięgu wzroku. — Ty mama? Mieć miłość i pałtneł? Małe diamenty? Nie sama? 

<Diament?>

29 sierpnia 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Tygrysiej Gwiazdy

Ucieszył się, gdy mama go odwiedziła i dała posiłek. Kiedyś nienawidził jej za to, że porzuciła go w Klanie Wilka, skazując na głód, samotność i przeogromny ból. Teraz jednak cieszył się za każdym razem, gdy widział jej pyszczek. I chociaż nie mógł jej dotknąć, ponieważ znajdowała się poza jego zasięgiem, tak te krótkie chwilę były dla niego bardzo cenne. Pokazywały mu, że kocica o nim nie zapomniała, że tu była i starała się mu zapewnić spokojne życie. 
Oblizał się ze smakiem, gdy skonsumował całą wiewiórkę. Takie dary były pyszne. Już przyzwyczaił się, że koty, które przychodziły do niego w odwiedziny zawsze coś dla niego miały. To było bardzo miłe. Nigdy tak dobrze nie jadał jak teraz. Powoli jego ciało wracało do normalnego wyglądu, a ostre kości i żebra, zaczynały na powrót obrastać w tkankę. 
— Tak! Kochać Pożał! On spać ze mną w dziuła! — powiadomił mamę, ocierając się o ścianę dołu, w geście podziękowania za pokarm. 
— Śpi z tobą? — zapytała zdumiona.
Pokiwał głową, uśmiechając się szeroko. Tak! Jego partner przychodził do niego często. Dużo rozmawiali, dzięki czemu coraz lepiej otwierał się na innych, porozumiewając z nimi tak jak dawniej. Chociaż wciąż miał pewne problemy ze składaniem zdań, to szybko o nich zapominał, gdy czuł pyszczek partnera tuż obok swojego. 
— Opowiesz jak się sprawuje? — dopytywała.
— Pożał uczy. Uczy mowa. I tuli, i kocha i ja kochać go. Cała noc ze mną, co dzień. On też nie mieć oko! — powiadomił ją, nabierając więcej powietrza w pysk, ponieważ wciąż to było dla niego dziwne, że rudy je stracił. Przypominał teraz tak bardzo Jelonka, co było z jednej strony smutne, a z drugiej uważał, że najwidoczniej byli sobie pisani. 
— A mama? Mama szczęście? — zwrócił się do kocicy, która posłała mu lekki uśmiech. 
— Tak, Jelonku. Jestem szczęśliwa, ale dlatego, że cię widzę. Cieszę się, że z każdym dniem jest lepiej — wyszeptała. 
Po chwili zawahania ruda skierowała w jego stronę łapę. Zaciekawiony podszedł, opierając się o ścianę dołu, aby dosięgnąć kończynę. Nie ugryzł jej jednak jak to miał w zwyczaju, a dał się dotknąć. Chciał poczuć mamę. Chciał wiedzieć, że była tu żywa i prawdziwa, a to nie był żaden sen. Tygrysiej Gwieździe łza zakręciła się w oku, że oto po długich księżycach jej syn wracał do swojej kociej wersji, a potwór w nim umierał. On także się z tego cieszył. Cieszył się, że na powrót był z rodziną. 

***

Mama przestała przychodzić. Martwił się i przez to chodził poddenerwowany. Coś się stało? To była jego wina? Nie wiedział. Dość długo czekał na jakieś informację z klanu. Różana Przełęcz przyszła do jego dziury i przekazała mu smutne wieści. Tygrysia Gwiazda... Nie żyła. Łza zakręciła mu się w oku, a całe ciało opadło mu bezsilnie na ziemię. Odeszła... Zostawiła go. Na zawsze. Ale... Ale wyglądała na zdrową. Nigdy nie przypuszczał, że ruda była aż taka stara, że Klan Gwiazdy już wyciąga po nią swoje łapy. Liczył na to, że ta wróci, że zastępczyni kłamała. Ale nie pojawiła się... Już nigdy. 

19 sierpnia 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Lwiej Łapy

Słysząc, że ktoś go woła zadarł łeb. Słońce jednak oślepiło go na moment, więc jedynie dojrzał sylwetkę i rudawa sierść. Uśmiech zalśnił na jego pysku, po czym podszedł bliżej krawędzi, by móc powitać partnera. 
— Pożał! — miauknął uradowany, nagle orientując się, że z bliska kocur wyglądał... inaczej. To nie był on. Od razu posmutniał i cofnął się, rzucając obcej wrogie spojrzenie. Czego chciała? Kim była? Skąd znała jego imię? Zwykle większość tutejszych używała albo jego starego imienia z Klanu Wilka albo wojowniczego sprzed niewoli. A ona... Ona nazwała go Jelonkiem, tak jak partner. — Ty nie Pożał. Nie mama. Kto ty? — Przygarbił się, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. — Ja nie biedny. Ja Jelonek. Puch. Ja w dom.
Nieznajoma pociągnęła nosem, co go zdziwiło. Dlaczego płakała? Nigdy nie zdarzyło się, aby doprowadził kogoś do takiego stanu. Tym bardziej jego ciekawość wzrosła. 
— Jestem Lew. Jestem... twoją przyjaciółką — przedstawiła się krótko. Przechyliła łebek, gdy powiedział, że nie jest biedny. — Tak, jesteś w domu. Jesteś bezpieczny. — zapewniła kocura, który obdarował ją chłodnym spojrzeniem swego jedynego oka. — Słyszałam, że często odwiedza cię kocur o imieniu Leśny Pożar. Właśnie go szukałam. Był dzisiaj już u ciebie? Jest twoim przyjacielem, tak?
Przyjacielem? Owszem, kiedyś był, kiedy był małym kociakiem, ale to się zmieniło. Teraz był kimś znacznie więcej, a sama myśl o rudzielcu powodowała, że serce mu szybciej biło w piersi, a na pyszczku pojawiał się uśmiech. 
— To mój pałtneł. Kochamy się. On ułatować mnie od pana. Włócił po mnie. Znalazł. Nie zapomnieć o mnie. Spać ze mną do łana a potem iść... — poinformował kotkę, przekrzywiając z zaciekawieniem łeb. — Ty pytać czemu? Nie znać Lew. Skąd ty? — zaniuchał. — Pachnieć burzak. Burzak pycha mniam, mniam.
Informacje które padły z pyska kocura sprawiły, że Lew zgłupiała. Patrzyła się na niego tak jak patrzyła się na Szepta, bądź Srebrnego, gdy z ich pysków padały jakieś dyrdymały. 
— Słucham? P-partner? J-jak to kochacie? — spytała podnosząc się na równe łapki, nie za bardzo rozumiejąc co do niej właśnie Jeleni Puch powiedział.
Całkowicie zignorowała jego dalsze słowa, no może na wzmiankę o "Burzak pycha mniam, mniam" jej sierść bezwiednie nieco się nastroszyła.
Podszedł bliżej krawędzi, wstając na tylne łapy, a przednie oparł na twardej ziemi. Spojrzał swoim jednym okiem w jej oblicze.
— To mój chłopak. Jak być młody, ja poznać kotkę. Aksamitna Łapa. Ona powiedzieć, że trzeba kochać. Powiedzieć Pożałowi, że kochać, a on kochać mnie. Mama zła, nie chciała, nie lubić Pożał, ale ja kochać go. Tełaz on jak Jelonek. Jelonek bez oko, on bez oko. Ja nie zjeść Pożał. On dać mi nadzieja. On tulić. On buzi, buzi. Kocham go, a on kocha Jelonek. To on mówić Jelonek. Wcześniej być Puszek. Ale on... — zarumienił się pod sierścią, uśmiechając się pod nosem. — On... sens mego życia.
— Aha. Nie wiedziałam. Teraz to wszystko ma sens... — mruknęła z przekąsem uczennica. — Jak dobrze, że chociaż jesteś rudy... — westchnęła sama do siebie, na co zdziczały burzak znowu przekrzywił łebek. — A rodzina Pożara... Co o nich sądzisz? Lubisz ich? — zagadnęła z błyskiem w oczach.
Rodzina partnera. Czy ich lubił? Oczywiście, że tak! Chociaż wciąż obawiał się jego matki, ale na szczęście odkąd wrócił do Klanu Burzy, ta go nawet nie odwiedzała. To dobrze... Cieszył się z tego, że jedynymi jego gośćmi były osoby, które lubił, chociaż zdarzało się, że przychodzili tu i inni, by się pośmiać z jego niedoli. 
— Jego mama... stłaszna. Kiedyś głozić, że jak ja zadać się z niełudym to... — drgnął, nie kończąc myśli. — Jego tata fajny. Akceptować nas. On też mieć kiedyś pałtneł kocuł. Wspiełać nas u moja mama. Lubić siostłę Pożała, Płomień. Moja przyjaciel. Ona ała, ała od niełudego, złego pana, wilczak... Ten co połwać, Jelonek. On mi ał, ał oko i ał, ał brzuszek. Ale pycha am, am dać. Pan dobły, ale stłaszny. Ja żałować, że śmiać się, że on niełudy. Nie śmiać się nigdy z wilczak — przestrzegł ją. — Ty fajna... — nagle stwierdził. — Miła. Jelonek lubić. Nie zjeść. Tełaz dużo am, am mieć. Więcej niż w niewola. Brzuszek czuć szczęście i Jelonek szczęście. 

<Lew?>

15 sierpnia 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Gronostajowej Bryzy

 Zdawał sobie sprawę ze słów, które przekazywała mu kotka. Rzeczywiście, gdyby jadł wolniej, mógłby schować trochę pokarmu na później. Jednak... nie potrafił. Ten głód, to uczucie, było silniejsze. Nie umiał z tym walczyć. Po prostu coś kazało mu jak najszybciej pochłonąć posiłek, nawet nie przeżuwając, jakby od tego zależało jego życie. 
W Klanie Wilka wiele razy próbowano odebrać mu pokarm dla zabawy. To nauczyło go, że w sprawie jedzenia był nieufny do każdego, nawet do Leśnego Pożaru. Bo gdy chodziło o mięso, jego instynkt działał automatycznie. Kazał mu go bronić. 
Kiedy ostatni kęs zniknął. Oblizał pysk i zadarł łeb na Gronostajową Bryzę. Chwilę się w nią wpatrywał próbując przypomnieć sobie jej imię. Kojarzył ją, chociaż pamięć po tych księżycach bywała u niego zawodna. Ale pachniała domem. Tak jak Tygrysia Gwiazda, jego mama. Nie była więc chyba wrogiem, prawda? Dała mu jeść! A on uwielbiał każdego kto mu je dawał. 
— Dziękuję — zwrócił się do burzaczki, szczerząc się jak głupi. 
Powoli dzięki temu, że więcej osób go odwiedzało, w tym liderka, zaczynał przyzwyczajać się do tego, że pysk otwierał nie tylko do kic-kica. W zasadzie jego przyjaciel został w Klanie Wilka, co było dla niego strasznie smutne, jednak wierzył w to, że dawny przyjaciel cieszył się z tego, że nareszcie był wolny. Ile to w końcu razy ze sobą rozmawiali o przeszłości? Nie potrafił spamiętać. Umysł trawiony głodem i gorączką nie pojmował za wiele. Teraz jednak był zdrowy. Nabrał masy, chociaż rany na ciele i umyśle nie zagoją się prędko. Być może wcale. 
— Proszę bardzo — usłyszał odpowiedź kotki, która zerkała na niego z ciekawością. 
No tak. Musiał być całkiem niezwykłym kotem skoro wiele osób przychodziło tu się na niego pogapić. Zwykle to ignorował, bo też wbijał w nich swój wzrok, ale czasem to go peszyło. Dziwne uczucie rosło mu w piersi. Niepokój. W końcu... Gdy przychodzili chmarą, przypominali mu Wilczaki, które okrążały od góry dół, wpatrując się w niego i czekając na rozrywkę. 
Szybko pokręcił łbem, próbując wyrzucić z głowy traumatyczne wspomnienia. Skulił się i wycofał pod krawędź, wciskając w chłodną ziemię, która tworzyła zadaszenie. 
— Nie patrz — wyskomlał. — Oni też patrzeć. Wszyscy. Każdy burzak. A wy to jeść. Czemu wy patrzeć na Puszek? Czemu wy dać jeść? 

<Gronostaj?>

27 lipca 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Mrocznej Gwiazdy

 "Do zobaczenia, przyjacielu. Niedługo tu wrócę" Te słowa lidera zbudziły go ze snu. Jego pierwszą reakcją był ścisk w brzuchu spowodowany strachem. Rozejrzał się po dziurze, ale to nie była dziura w Klanie Wilka. Ta była większa i zadbana. Na dodatek czuł miły ciężar na żołądku, który informował go o tym, że był syty, chociaż chęć zjedzenia czegoś go nie opuszczała. Dopiero po takim długim czasie, gdy wrócił do Klanu Burzy, przypomniał sobie o liderze wilczaków. Złapał się na tym, że instynktownie zerka w górę, jakby miał go zaraz ujrzeć. Na szczęście jednak... Ten niepokój był tylko wymysłem jego wyobraźni i sennej mary, która nawiedziła go, gdy spał. Teraz był bezpieczny. Miał w końcu Pożara! Jego oko spoczęło na śpiącym kocurze, do którego boku się tulił. Był taki mięciusi i cieplusi. Przy nim świat nabierał nowych barw. I mimo tego, że był burzakiem i powinien go zjeść, nie potrafił. Nie, gdy na powrót był szczęśliwy. 
Chciał odciąć się od przeszłości. Zostawić mroczne piętno daleko za sobą, ale nigdy już się od tego nie uwolni. Od tego piekła, które przeżył. Wciąż czuł jak śmierć zagląda mu w oczy. To jak tracił zmysły, zamieniając się w rozszalałą bestię. Teraz... Teraz nieco jego stan się ustabilizował, lecz wciąż to się za nim ciągnęło. Wciąż i wciąż. I mimo tego, że pragnął zapomnieć o krzywdach wyrządzonych mu przez pana, nie potrafił. Jego głos, jego wzrok, jego pazury na jego ciele, to wszystko w nim wciąż było. 
Skulił się, ponieważ poczuł się bardzo malutki i słaby. Tak jakby właśnie był obserwowany przez swojego oprawce. Leśny Pożar nie wiedział co przeżył. Nie zdawał sobie sprawy z tego jakie to było okropne piekło i ile łez wylał, i co takiego robił, aby przeżyć. Nie był dobrym kotem. Był złym Puszkiem. I chociaż odzyskał dawne imię, było dla niego obce i odległe. Jedyne czego teraz pragnął to bliskości, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Że wcale jego demony nie powrócą. Ale co zamykał oczy bał się, że zaraz to wszystko co widział zniknie, a on obudzi się z powrotem w Klanie Wilka, walcząc o przetrwanie, o każdy oddech i o każde marzenie, by spotkać ukochanego. 
Załkał cicho, budząc tym sposobem rudego. Kocur ziewnął i rozejrzał się zaskoczony. 
— Co się dzieję, Jelonku? — zapytał go, na co rozkleił się bardziej.
— O-on znów mi się śnił. Ja nie chcę do niego włacać, Pożał. Ułatuj mnie, płosze — wychlipiał, przytulając się do jego boku.
— Nie wrócisz. On... nie żyje. Odszedł. Jesteś już wolny — szepnął mu do ucha, uspokajając. 
Był wolny? To wydawało się snem... Ale ufał partnerowi. Wierzył w jego słowa, ponieważ... Ponieważ on nigdy by go nie zdradził. Nigdy. 

09 lipca 2023

Od Jeleniego Puchu

Księżyce mijały, a świat zdawał się dla niego zatrzymać. Widział tylko niebo, piękne chmurki, które leniwie przepływały po nim, a w tle słyszał głosy. Miał wielu gości. Nawet takich, których nigdy by się nie spodziewał, bowiem widział ich pierwszy raz na oczy. Niektórzy byli źli za to, że w wojnie mordował swoich braci, wypowiadając się o nim bardzo niepochlebnie. Przywykł do takich słów, nie robiły na nim wrażenia, bowiem tak właśnie wyglądało jego całe życie w niewoli. Sosnowa Igła wiele razy z niego szydziła grożąc najróżniejszymi sposobami. Byli jednak też i tacy, którzy w niego wierzyli, tak jak mama. Powoli wydawało się, że wracał do siebie, do normalności... jednakże... Czy dało się go całkowicie wyleczyć po tym co przeżył? Czy zniszczony umysł miał szansę zostać wyleczony, gdy wciąż pamiętał to piekło? Mało co o tym wiedział, nawet mało co myślał. Jedyne co sprawiało, że czuł się przeszczęśliwy to Leśny Pożar.
Ostatnio... Nie było go długo. Zamartwiał się i to bardzo. Gdy minęły kolejne dni, pokusił się nawet o wyjście z dziury, aby go poszukać. Skończyło się to na tym, że nic z tego nie wyszło, za to zwichnął kończynę, którą musiała zająć się medyczka. Wiśniowa Iskra zjawiła się przy nim tego samego dnia, gdy wyjaśnił mamie swój problem, swoim dość uproszczonym językiem. Nie pamiętał jednak, aby do niego schodziła. Dostał jeść i zasnął. Gdy się ocknął, łapa bolała go mniej i była usztywniona. Kusiło go pogryźć patyki, ale poinformowano go, aby tego nie robił. 
Leśny Pożar pojawił się niedługo później, chociaż nie wyglądał tak jak go zapamiętał. Jego pysk... brakowało mu sierści i oka. Na początku był zszokowany, ale zaraz potem wtulił się w jego rude futerko. Teraz byli... identyczni. Obaj bez oka, obaj skrzywdzeni, obaj będący potworami. Tylko on dawał mu nadzieję na lepsze jutro. Tylko on.

Wyleczony: Puszek

23 czerwca 2023

Od Puszka CD. Astrowego Migotu

— Um... M-miłym... — zastanowił się nad tym pytaniem. Co mogło być miłego, co sprawiało, że mógł się tym pochwalić, bez smętnych min? Czy coś takiego w ogóle istniało? Zmarszczył czoło, aż dostał nagłego olśnienia. Tak! Coś takiego miał. Było to bardzo dla niego cenne. Bardzo cenne. — Ja... Czasami mam piękne sny... Gdzie mi dobrze. T-to miłe pławda? — podjął temat, próbując sobie przypomnieć coś co zwykle poprawiało mu nastrój.
— Mhm! Też mam przyjemne sny! — wyznał wilczak.
— A... A co ci się śni? — Spojrzał na niego spod swojego mchowego posłania, które już bardzo polubił. Było miękkie, ciepłe i czuł się tu bezpiecznie. Znacznie lepiej niż spanie na gołej ziemi. Jego wycieńczone ciało bardzo mu z tego powodu dziękowało. 
— Uhm... Ym... Często miewam sny o najróżniejszych kwiatach i łąkach. To chyba jedna z niewielu rzeczy które poprawiają mi samopoczucie — opowiedział o swoich sennych przeżyciach.
Kwiatki... Łąka... Starał sobie przypomnieć jak wyglądały. Jedyne co przez ostatni czas widywał to ziemia, błoto i robaki, które od czasu do czasu udawało mu się upolować. 
— J-ja... ja nie widziałem dawno kwiatków. T-tylko błoto i łobaki. S-siedzę tu sam... tak długo, że... że czuję się t-tak jakbym wałiował. T-to dziwne uczucie. W-wydaje mi się, że coś j-jest na górze. J-jedzenie. Ten zapach... pyszny. A-ale nie mogę się d-dostać i go zjeść... — wyskomlał żałośnie. 
— Poczekaj, może coś znajdę do jedzenia! — mruknął przyjaciel, bo chyba tak mógł go już nazywać? I poleciał w głąb lasu szukając zwierzyny.
Otworzył pysk, aby go zawołać i powiedzieć, aby zaczekał, ale nie miał sił na wydanie z siebie takiego głośnego odgłosu. Schował ponownie pysk pod mech niczym ślimak, który wraca do swojej muszli, oczekując na powrót wojownika.

***

Czekanie mu się dłużyło, lecz gdy już sądził, że ten nie wróci, nagle pod nos spadła mu nornica i kwiatek. Prawdziwy kwiatek! 
— Proszę, tylko nie zjedz kwiatka! — usłyszał głos przyjaciela. 
Widząc pożywienie od razu wypadł spod mchu, uderzając łbem o ścianę dołu i zjadł ją szybko i sprawnie, oblizując pysk. Nawet się nie zachwycał nad smakiem. Potrzebował mięsa, nie panował nad swoimi ruchami. Po prostu... Pożerał. Nie chciał w końcu, aby zniknęło. Wtedy nie ugasiłby tego przeraźliwego głodu, który nękał go co dzień. 
— Ah... wybołne... A-ale... miły jesteś... D-dałeś mi tyle jedzenia... B-boję się, że j-je t-też załazł zwymiotuje. D-dawno n-nie jadłem i się o-odzwyczaiłem. D-dlatego... chciałem b-byś nie szedł, b-bo małnuje jeść... — Położył po sobie uszy, po czym spojrzał na kwiatka. — Ł-ładny... To poła już Zielonych Liści? — zapytał, ponieważ chyba tylko w tym czasie można było znaleźć takie twory natury. 
— Mhm! Zaczyna się już robić ciepło! — mruknął wesoło czarny. — I ze spokojem, jestem gotowy jeszcze raz iść polować, byleby poprawić ci humor! 
Poprawić humor? To... To były najmilsze słowa jakie usłyszał od kota z wrogiego klanu. Nigdy by się nie spodziewał, że mógł mieć oparcie w wilczaku, który nie chciał go skrzywdzić, ba! On mu wręcz pomagał i starał się ulżyć w cierpieniu. 
— T-tak? T-to... to upolujesz mi c-coś jeszcze? N-nawet jeśli się zmałnuje? — zapytał zdziwiony, wręcz nie wierząc w to co kocur do niego mówił.
— Jasne! — Wojownik ponownie usadowił się przed dziurą. — A poza tym, masz ciekawy akcent, opowiesz mi coś o tym? 
Jego akcent? Ah... Pewnie chodziło mu o to, że nie mówił "R". Sam nie wiedział jak miał mu to wytłumaczyć. Taki po prostu się urodził, a wedle Wiśniowej Iskry, to nie było coś szkodliwego, co utrudniłoby mu życie czy też komunikacje z innymi kotami. Taka jego cecha osobnicza. 
— N-nie umiem wymówić "l". Znaczy wiesz... nie powiem łyba, tylko łyba. Mam tak odkąd pamiętam. Nie przeszkadza mi to jednak... Medyczka mówiła, że to nic głoźnego, chociaż mama się bałdzo o mnie małtwiła... — przypomniał sobie jak był troskliwie zabierany na badania i znów smutek go zalał. Gdzie była jego mama? Kiedy przyjdzie i go stąd zabierze? Tak bardzo za nią tęsknił. 
— Zabawnie to brzmi! A jak tam u was sytuacja w klanie? — spytał próbując się dopatrzeć rudzielca w dziurze.
W klanie? Jego nastrój już całkowicie podupadł. Złapał go coraz większy dół. Skąd miał wiedzieć? Nie był w Klanie Burzy od... od tak dawna... 
— N-nie wiem... — Skulił się pod mchem. — N-nie było mnie w domu od... wielu księżyców. W zasadzie nie wiem ilu... Ile t-tu siedzę. A-ale... mi źle... bałdzo. Czuję się zmęczony i choły... — wyznał kocurowi.
— A, no właśnie, jak tam brzuch? Przestał boleć? — mruknął przechodząc z pozycji siedzącej do leżącej.
— Tłochę... — miauknął cicho. — Jesteś bałdzo miły... Nie wiem jak mogę ci się odwdzięczyć.
— Nie przesadzaj, jeśli mnie nie wydasz to może uda nam się ciebie stąd wydostać — uśmiechnął się czarny.
— Bałdzo chciałbym stąd wyjść — przyznał nieśmiało. — A-ale pewnie dotałbym daleko... P-p-pewnie połamaliby mi kości. O-oni są stłaszni.
Tak byli bardzo straszni. Kto wie co zrobiliby i czarnemu, gdyby dowiedzieli się, że mu pomógł uciec? Bardzo się bał, więc gdy ten wspomniał, że mu pomoże, stanowczo zaprzeczył. Już wolał, aby powiedział mamie o tym, że tutaj tkwił i na nią czekał, niż gdyby próbował sprzeciwić się rozkazom swojego lidera. Gdyby umarł... Byłaby to jego wina. Miałby go na sumieniu do końca życia. 

***

Po tym jak Mroczna Gwiazda dowiedział się o czynie Astrowego Migotu, ten przestał go odwiedzać. Bał się, że go zabili, ale podobno żył i miał się dobrze. Obraził się na niego? Nie dziwił się. Pewnie dostał karę. Żałował tego, że go wydał, lecz nie widział innego sposobu, aby ocalić swoje drugie oko. Wojownik w końcu zostawił mu mech, a sam raczej by go sobie tutaj nie umieścił. Dlatego kłamstwo na ten temat, lider wilczaków zwęszyłby dość szybko, a on umarłby dość boleśnie. 
Nie miał jednak wojownikowi tego za złe. Przynajmniej przez krótką chwilę czuł się... Tak jak dawniej. I był mu za to bardzo wdzięczny. 

Od Puszka (Jeleniego Puchu) CD. Tygrysiej Gwiazdy

Słowa pana dźwięczały mu w uszach. Tak. Zostawiła go. Porzuciła. Zasługiwała na ból. Musiała poczuć to co on przez te księżyce. Zasyczał na nią wrogo, ale nie odpuszczał. Był jednak zmęczony. Walka jak i doznanie wolności mocno go wymęczyły. Zmuszał się jednak, aby dorwać kocicę w swoje zębiska, nawet jeśli ta miała nad nim przewagę. 
— Zła! — zawarczał zachrypniętym głosem. — Zostawić! Zostawić Puszek! Ty dać ał! Zabić! Zabić!
— Zostaw — wydał wyraźne polecenie czarny van. Czemu pan nie pozwalał zabić? Przecież po to go szkolił. Ile razy powtarzał, że tygrys to jeść. Zły burzak. Gdy rudzielec machinalnie wykonał jego rozkaz, Mroczna Gwiazda spojrzał na kotkę. — Jeśli będziesz nieuważna, może zginiesz z łap własnego syna. To dopiero byłoby interesujące. Prawda, Puszku? Pamiętasz, co ta żmija tobie zrobiła?
— Z której strony przypominam ci żmiję? — wykrztusiła. 
Widział, że była zszokowana tym co padało z jego pyska. Ale... Ale tak trzeba było. Była winna! To ona sprawiła, że tak długo cierpiał! Ile modlitw składał do Klanu Gwiazdy, aby mama go odnalazła! Ile spadających liści widział, a ile cierpiał mrozów? Była żmiją! Podłą i złą! 
Przełknął ślinę, która zaczęła gęściej wypływać z jego pyska, słuchając słów Mrocznej Gwiazdy niczym w transie. 
— Zła... Ał, ał... zostawić... ja być w dziuła. Zapomnieć o mnie — wyskomlał żałośnie, powstrzymując z trudem swoje pierwotne instynkty. Wbił pazury w ziemię, sycząc w stronę rudej, lecz tak jak pan kazał, tak nie rzucił się na nią z zębami. 
— Tak, Puszku. Twoja matka cię zostawiła — miauknął. — Ale nie chcesz chyba, by szybko umarła? Powinna cierpieć. A nie ma lepszego cierpienia, niż patrzenie na własnego syna — spojrzał na Tygrys triumfalnie. — W takim stanie.
Na pewno ciężko było jej to wszystko znieść. Nie rozumiała, nie chciała rozumieć, ale powinna. To jej wina! Jej wina!  
— Nigdy o tobie nie zapomniałam — powtórzyła uparcie. — Rozumiem, że mówisz to z własnego doświadczenia? — mruknęła przeciągle, a wzrok dalej spoczywał na rudym. 
Nie zapomniała? Jak mogła tak mówić? Ile czekał? Bardzo długo! Mimo to te słowa wywołały, że z jego oka zaczęły wypływać łzy, a ciałem wstrząsnął dreszcz. 
— Kłeski... Tyle kłesek w dół. Liście dwa łazy spaść. Nie znaleźć. A ja płosić. Płosić, aby Klan Gwiazd pomóc. Oni opuścić. Tak jak ty — załkał niczym ranne zwierzę. — Gdzie być mama, gdy umiełać? Gdzie być mama, by dać jeść? 
— Mówisz, że nie zapomniałaś, a tyle czasu zajęło wam odnalezienie go. A ja w tym czasie ładnie to wyszkoliłem — zamruczał Mroczna Gwiazda. — Prawda, Puszku? Podejdź bliżej do pana.
Słysząc polecenie z pyska wilczaka, podszedł do niego posłusznie, przysłuchując się słowom matki.
— Nie miałam pojęcia, że jesteś w Klanie Wilka. A i wiele zależało od Kamiennej Gwiazdy, na której większość decyzji nie miałam wpływu — zauważyła. — Ale nigdy o tobie nie zapomniałam. Martwiłam się o ciebie przez ten cały czas i nigdy nie zwątpiłam w to, że odnajdę cię żywego i będziemy na nowo razem szczęśliwi. Nawet Diament zaczęła za tobą tęsknić. Wyrosła, zrobiła się rozsądna i z pewnością chciałaby zobaczyć swojego brata w takim stanie, w jakim był wcześniej — podkreśliła. 
Jej słowa brzmiały tak jak zawsze sobie wymarzył, gdy jeszcze miał nadzieję. Położył po sobie uszy, ale nic jej na to nie odpowiedział. Smutek mieszał się z niepewnością, bowiem chciał wierzyć w nawet najpiękniejsze kłamstwo, byle uwierzyć, że nie został tak naprawdę porzucony. Zwiesił łeb bardziej, zaczynając cicho łkać. Ta sytuacja jednak bardzo go przerastała.
— Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstewko, Puszku — podkreślił pan. —  Nie zapominaj, że to ona cię tam zostawiła. Gdyby przyszła wcześniej, nigdy byś nie ucierpiał, ale siedziała w swoim bezpiecznym obozie wiedząc, w jakim stanie jesteś. Pamiętasz, jak cię karmiłem, gdy byłeś głodny. Nie narażaj swojego pana na gniew.
— Nie zostawiłam go tam — prychnęła Tygrysia Gwiazda, karcąc się zaraz w duchu za ton, który przyjęła. — Bardzo lubisz ukrywać kłamstwo pod postacią ładnych słówek. Nie miałam jak przyjść wcześniej, skoro nie wiedziałam, że tam jest. A tym bardziej nie miałam pojęcia, w jakim stanie cię zastanę, choć owszem, mogłam się spodziewać, że nie będziesz już taki sam. Szukałam przez ten cały czas w złym miejscu, ale nie traciłam ani nadziei, ani chęci. Przez cały czas zależało mi na tobie i dalej mi zależy, Jelonku — rzuciła, spoglądając na syna.
Skulił się, ponieważ nie chciał, aby pan był zły. Nie chciał znów głodować, ani czuć jego pazurów na swoim grzbiecie. A pan był dobry. Dawał jeść, wypuścił z dziura i pozwolił zapolować na burzak. No i spotkać tą, która go porzuciła. 
— Pan dobły. Dobły... Pan zawsze ma łację — powiedział do kocura, by liczyć na jego łaskę. 
Mimo to słowa kocicy nie pomagały podjąć mu jednoznacznej decyzji. Jego wielkie, wystraszone oko spojrzało na matkę, a kolejne łzy z niego wypłynęły. Mówiła takie piękne słowa. Chciał ją przytulić mimo wszystko, mimo tego, że pan twierdził inaczej, ale... ale nie potrafił. Pan kazał podejść do niego, więc był przy nim. Kocica była daleko, poza jego zasięgiem. Odwrócił wzrok, wbijając go w swoje łapy. To było dla niego za ciężkie. Za ciężkie...
Jego szczątkowe uszy wyłapywały kolejne słowa, które padały, lecz czuł się tak, jakby były zagłuszane przez wodę. Nadchodziły z oddali, a on nie był w stanie unieść wzroku i spojrzeć matce w twarz. Nie potrafił, chociaż tak bardzo pragnął jej wybaczyć. 
Ostatecznie skończyło się na tym, że został w Klanie Burzy. Dostał własną dziurę i znów był sam. Widok nieba był jednak tak dziwny, tak nienaturalny, że obserwował przepływające chmurki dzień w dzień. W Klanie Wilka zawsze były liście, które ograniczały widoczność. 

***

Miał wielu gości, ale najbardziej to cieszył się z widoku Leśnego Pożaru. Kocur go uspokajał, dawał nadzieję, a móc wtulić się w jego pierś było tym, czym od zawsze pragnął. Niestety... Często ktoś przerywał im miłą chwilę i wyganiał rudzielca. Nie rozumiał dlaczego. Przecież nigdy by go nie skrzywdził. Nigdy. Nie, gdy na powrót go odzyskał. Może się o niego bali? 
Mama przychodziła do niego także. Na początku jej widok był dla niego bolesny, a zakodowany w głowie rozkaz do ataku dźwięczał za każdym razem, gdy tylko się pojawiała. Atakował, warczał i próbował ją dopaść w swoje zębiska, lecz ta nie zrażała się i przychodziła. Dzień w dzień. Mówiła do niego, czasem płakała, a mu ściskało się serce. Wtedy się uspokajał, przypominając sobie odległe czasy, gdy tak bardzo ją kochał. Brakowało mu tego. Tak bardzo. Lecz... Lecz nie potrafił zwalczyć swojej traumy, do której doprowadził Mroczna Gwiazda. Wciąż widział ją jako zło całego świata.

***

Radosne okrzyki, uniesienia, to wyłapał jego słuch. Zadarł łeb w górę, węsząc. Nie wyczuł zapachu wilczaków. Odeszli? Już nie żyli w ich klanie? To było dla niego niepokojące. Minęło już kilka księżyców i był pewien, że gdyby rosły tu drzewa, te zaczęłyby zrzucać liście. Lekkie mżawki go o tym uświadamiały powodując, że jego oko zachodziło łzami. Czuł się wolny... Tak. Chociaż wciąż mieszkał w dziurze, czuł naprawdę szczęście, że nie był w lesie. Tutaj dostawał jeść częściej, tutaj miał przyjaciół, którzy do niego zaglądali. Tutaj była mama...
Na jej pojawienie się dzisiejszego dnia, zareagował znacznie inaczej niż przez ostatnie księżyce. Gdy tylko jej ruda sylwetka pojawiła się w zasięgu wzroku, uśmiechnął się. Prawdziwie i szczerze. 
— Mama... Mama wygłała ze zły pan. — Pociągnął nosem, rozklejając się zaraz. — Jelonek wolny... Wolny... Dziękuję. 

<Mamo?>

09 kwietnia 2023

Od Puszka CD. Różanej Przełęczy

 Gdy się ocknął był w dziurze. Powitał ten widok z radością, która uciekła z jego pyska. Jak wspaniale było wrócić do domu! Okropna otwarta przestrzeń była jak koszmar i powodowała niezaprzeczalny strach. Chociaż coś mu tu nie pasowało. Ta dziura wydawała mu się inna. Trochę nad tym się głowił, węsząc po miękkim piasku i spoglądając na nietknięte pazurem ściany. To nie było dokładnie to samo miejsce, które znał. Był tu mech. Coś czego nigdy nie posiadał. No i ta czystość... Nie śmierdziało. A góra? Gdy uniósł łeb, dojrzał tylko błękit nieba. Nie było ani jednej gałęzi, która zasłaniałaby mu widok. Nie za bardzo wiedział jak na to zareagować. Był w szoku. Czyżby to była nagroda od pana za dobre rozprawienie się z burzakami? 
Uśmiechnął się pod nosem, wtulając się w piasek, który od razu znalazł się w jego sierści. Było tak miękko, tak miękko. Nie było twardej nawierzchni, która wbijałaby mu się w kości. Tutaj odetchnął. I to naprawdę. Kochał to miejsce. Nie chciał opuszczać swojego nowego domu. Do szczęścia jednak brakowało mu Leśnego Pożara. Gdzie był jego ukochany? Gdzie? 

***

— Jak się dziś czujesz, Jeleni Puchu? — Padło to samo pytanie, tym samym neutralnym tonem głosu, które słyszał przez ostatnie kilka dni. 
Uniósł łeb na kocicę, która go odwiedziła, wysuwając się z wnęki. Zmiana była dość widoczna, ponieważ prawie co chwilę ktoś do niego przychodził porozmawiać. Wcześniej to zdarzało się rzadko. Zatracił przez to umiejętność mowy. A teraz... Teraz powoli uczył się jej na nowo. 
— Puszek szczęśliwy — odpowiedział szylkretce. — Kocha dziuła. Jest jak niebo. — Zaczął kręcić się tuż przed miejscem, w którym stała. — Przynieść jeść? — Oblizał się, węsząc. 
—  Cieszy mnie to — skomentowała jego opinie na temat swojego nowego domu. — A na co byś miał ochotę? — zapytała. 
Na co miał ochotę? To chyba było jasne! Kocica mogła jednak tego nie wiedzieć, w końcu dopiero od niedawna ją widywał. Ale co takiego lubił? Co sprawiało, że jego brzuch się cieszył ze szczęścia? Wspomnienie tego jak pan rzucał mu kąski, które znał pod postacią jednego słowa, powróciło.
— Burzak! Pycha burzak! — Ślina gęściej pociekła mu po pysku, skapując na ziemię. Przełknął ją, oblizując się ponownie. Już nie mógł się doczekać! Chciał dorwać jakiegoś w swoje zęby! 
Ucho kotki drgnęło, chociaż wyraz pyska pozostawał niezmienny 
— Chyba nie chcesz zjadać kotów, które cię karmią prawda? — odparła spokojnie — Co powiesz na coś, co nie jest mięsem z tego samego gatunku?
Zamrugał zaskoczony. Burzaki go karmiły? Tak... karmiły go sobą. Nie rozumiał co przez to chciała mu uświadomić kocica. Może chodziło jej o to, że skoro sama była burzakiem, to chciała dać mu w zamian coś innego, aby jej nie tknął? Trochę się zawiesił, ale ostatecznie pokiwał głową. 
— Ja lubić kic, kic. Kic, kic to jak burzak. Pachnieć jak wy. Pan dawać mi i mówić "Burzak" — wyjaśnił to nieznajomej, której wspomnienie dawno już mu się zatarło w odmętach umysłu. 

<Róża?>

08 kwietnia 2023

Od Puszka

Odkąd Pożar wrócił, jego życie nabrało sensu. Wyczekiwał go każdego dnia, a gdy się zjawiał, na jego pysku pojawiał się szeroki uśmiech. Nie był już senną marą, ani nawet marzeniem. Był prawdziwy. Prawdziwy! Uwielbiał wtulać się w jego sierść, leżeć z nim w dziurze przez resztę dnia tak, jakby wcale nie byli więźniami na łasce Mrocznej Gwiazdy. Pierwszy raz od tak dawna był szczęśliwy. 
Otworzył oczy, wracając do rzeczywistości, gdy usłyszał kroki. Potrafił już doskonale rozpoznać zapach wilczaków, którzy do niego przychodzili. Nie było w nich tego należącego do partnera. Ich chód był szybki i nierówny. Śpieszyli się. Podniósł się na łapy, zadzierając łeb w górę. W jego oku pojawiła się złotawa sylwetka, która wskazała go burasowi. Z ich słów wynikało, że miał zostać stąd wyciągnięty. Po co? Dlaczego? 
— Puszku — rozległ się jej władczy głos, co spowodowało, że skupił na niej wzrok. — Twój pan wydał rozkaz. Zabij każdego burzaka. Każdego. Ale nie krzywdź nikogo poza nimi, bo się z tobą później policzy. 
Burzak? Był tu burzak? A nawet znacznie więcej? Radość i niecierpliwość go rozpierała. Kiwnął łbem dając do zrozumienia, że informacja dotarła, a następnie zbliżył się bardziej do krawędzi oczekując na ofiarę. Zamiast jednak wspomnianego burzaka, Szczurzy Cień nachylił się i złapał go za kark, wspomagany przez wojowniczkę, i wspólnymi siłami wyciągnęli go z dołu. 
Szok to mało powiedziane co przeżył. 
Gdy tylko jego łapy znalazły się na górze, zastygł, rozglądając się na boki. Ten ogrom przestrzeni... Nie! To było za dużo! Zaczął się cofać, by wrócić do dołu, ale wilczaki złapali go za kark i odciągnęli od jego domu. Nie! Nie! 
— Nie! — krzyczał przeraźliwie. — Nie! Ja dziuła! Dziuła! Nie! — Szarpał się w ich uścisku, próbując nie patrzeć. Nie mógł. Nie potrafił. Ta wolna przestrzeń go przytłaczała. Jedyne co znał to ziemię. Zadzierał łeb, by ujrzeć gałęzie drzew i liście. Teraz ta perspektywa się zmieniła. Czuł się jak tonący, chociaż oddychał świeższym, niemulistym powietrzem. 
— Masz wykonać rozkazy swojego pana! Jazda! — Został popchnięty, na co upadł, czując jak serce wali mu coraz szybciej. 
Nie potrafił przywyknąć do tej nowej sytuacji. Targnęły nim mdłości oraz nieuzasadniony lęk. Załkał, kuląc się, ale postąpił krok na przód. I kolejny, i kolejny. Koty eskortowały go po obu stronach, zawężając mu pole widzenia, dzięki czemu na chwilę jego lęk został w pewnym stopniu ograniczony. Ale i tak szedł przed siebie. Nie było ścian, nie było granic. To się dłużyło, chociaż narzucili szybsze tempo. Sam dziwił się, że ich nie zaatakował, ale był w tak ogromnym szoku, że nie docierało do niego to co się dzieję. Chciał tak bardzo do dziury! Do Pożara! Nie chciał tu być! 
Zatrzymali się, gdy odgłos walki stał się głośniejszy. Stokrotkowa Polana wskazała mu cel, pokazała coś co mu się nie śniło. Zapach krwi, okrzyki agonii, a to wszystko zmieszane z tak znajomym mu zapachem...
— Zabij ich. Wszystkich. — Poczuł ugryzienie, które rozpaliło jego gniew. Chciał uderzyć napastnika, lecz za nim już nikogo nie było, za to w jego stronę zmierzała pierwsza ofiara. 
Wojownik wydał z siebie bojowy okrzyk, zaraz zamierając jak gdyby spotkana przez niego kreatura nie miała prawa istnieć. Puszek jednak nie czekał. Ból, zapach krwi i wszechobecny zgiełk spowodował, że zaatakował. Walczył jak zwierzę, nie jak wojownik. Przemawiała przez niego chęć zaspokojenia pragnienia jakim był nieugaszony przez księżyce głód. Za to jego przeciwnik miał rozum i co najważniejsze wyszkolenie. Był silny, młody i nie pokrzywdzony przez życie jak on. 
— Jeleni Puchu! Przestań! — krzyczał, lecz te słowa do niego nie docierały. Wpadł w szał, a jego cel stał się jedynym co teraz widział. — To ja! Ostowy Pęd! Twój uczeń! 
Te słowa były nadaremne. Nie reagował na nie tak jak przewidywał przeciwnik. Został zraniony, a smak krwi na jego języku wzmógł jego apetyt. 
Walka trwała dalej... Padały kolejne koty, a on... A on nareszcie mógł zapolować na burzaki. 

***

*tw krew, mord*

28 marca 2023

Od Puszka CD. Szakalego Szału

 *Porą Zielonych Liści*

Spijał drogocenny płyn z wdzięcznością. Nie cierpiał Pory Zielonych Liści, odbierała mu zawsze dostęp do wody. Tak jak Porą Nagich Drzew czy Porą Opadających Liści, a nawet Nowych Liści, mógł się nią cieszyć, tak panujący leśny skwar, wysuszył jego źródło na wiór. Czasami przez to kopał i kopał w dole, mając nadzieję dorwać chociaż odrobinkę płynnej cieczy, która zwilży mu gardło. Nic jednak nie znajdował, a wrzaski rozpaczy nie pomagały mu okiełznać pragnienia. Teraz jednak... Ta ulga... To wspaniałe uczucie go zewsząd otoczyło. Zakaszlał, oblizując pysk, wpatrując się z wdzięcznością w swoją wybawczynie. Tupnął kilkakrotnie łapą słysząc, że mógł za to dostać nieco więcej wody i wbił wzrok w złotą boginię. 
Kocica widząc to zniknęła mu z oka, po czym rzuciła kolejny mech. Złapał go sprawnie w pysk i wycisnął z niego co się dało, biorąc oddech pełen ulgi. Chcąc okazać swoją wdzięczność, otarł się o ścianę dołu z zadowolonym mruczeniem. Zaraz jednak usiadł, drapiąc się już któryś raz za uchem. Przywykł do tego, że ciało go swędziało z każdą chwilą coraz bardziej, a nieprzyjemne uczucie palące mu skórę rosło. To było coś najzwyklejszego na świecie. Widząc, że wojowniczka mu się przygląda, zwrócił na nią oko, zaprzestając tej czynności. Czy coś jeszcze od niego chciała? Może przyszła tu na polecenie pana? Rozejrzał się niepewnie na boki, by sprawdzić, czy ktoś jej towarzyszył, ale jego słuch ani węch nie zakomunikował mu o innych gościach. 
— Sama? — zwrócił się do niej, przekręcając łeb. 
— Tak. 
Trochę te słowa go zawiodły. Tak strasznie się nudził... Kic-Kic nawet nie potrafił zapewnić mu odpowiedniej rozrywki. Praktycznie robił już wszystko. Chodził, skakał, stawiał kreski w ścianie dołu. No i oczywiście umierał z pragnienia, ale to zostało jak na razie zniwelowane. 
— Dać — powiedział do kocicy, która zmarszczyła czoło, próbując zrozumieć co miał przez to na myśli. — Tyk. Tyk, tyk. 
— Tyk? — zapytała, a on pokiwał od razu głową. — A co to takiego? 
Spojrzał na nią zaskoczony, jak gdyby urwała się z nie wiadomo jakiego świata. Nie wiedziała co to patyk? Zaczął się kręcić w kółko, próbując jakoś jej wyjaśnić co to było. Zatrzymał się przy niej, wskazując na drzewo, którego korony liści wisiały nad nimi. 
— Tyk... Pa... tyk... — Machnął łapą w górę. 

<Szakal?>