Zdawał sobie sprawę ze słów, które przekazywała mu kotka. Rzeczywiście, gdyby jadł wolniej, mógłby schować trochę pokarmu na później. Jednak... nie potrafił. Ten głód, to uczucie, było silniejsze. Nie umiał z tym walczyć. Po prostu coś kazało mu jak najszybciej pochłonąć posiłek, nawet nie przeżuwając, jakby od tego zależało jego życie.
W Klanie Wilka wiele razy próbowano odebrać mu pokarm dla zabawy. To nauczyło go, że w sprawie jedzenia był nieufny do każdego, nawet do Leśnego Pożaru. Bo gdy chodziło o mięso, jego instynkt działał automatycznie. Kazał mu go bronić.
Kiedy ostatni kęs zniknął. Oblizał pysk i zadarł łeb na Gronostajową Bryzę. Chwilę się w nią wpatrywał próbując przypomnieć sobie jej imię. Kojarzył ją, chociaż pamięć po tych księżycach bywała u niego zawodna. Ale pachniała domem. Tak jak Tygrysia Gwiazda, jego mama. Nie była więc chyba wrogiem, prawda? Dała mu jeść! A on uwielbiał każdego kto mu je dawał.
— Dziękuję — zwrócił się do burzaczki, szczerząc się jak głupi.
Powoli dzięki temu, że więcej osób go odwiedzało, w tym liderka, zaczynał przyzwyczajać się do tego, że pysk otwierał nie tylko do kic-kica. W zasadzie jego przyjaciel został w Klanie Wilka, co było dla niego strasznie smutne, jednak wierzył w to, że dawny przyjaciel cieszył się z tego, że nareszcie był wolny. Ile to w końcu razy ze sobą rozmawiali o przeszłości? Nie potrafił spamiętać. Umysł trawiony głodem i gorączką nie pojmował za wiele. Teraz jednak był zdrowy. Nabrał masy, chociaż rany na ciele i umyśle nie zagoją się prędko. Być może wcale.
— Proszę bardzo — usłyszał odpowiedź kotki, która zerkała na niego z ciekawością.
No tak. Musiał być całkiem niezwykłym kotem skoro wiele osób przychodziło tu się na niego pogapić. Zwykle to ignorował, bo też wbijał w nich swój wzrok, ale czasem to go peszyło. Dziwne uczucie rosło mu w piersi. Niepokój. W końcu... Gdy przychodzili chmarą, przypominali mu Wilczaki, które okrążały od góry dół, wpatrując się w niego i czekając na rozrywkę.
Szybko pokręcił łbem, próbując wyrzucić z głowy traumatyczne wspomnienia. Skulił się i wycofał pod krawędź, wciskając w chłodną ziemię, która tworzyła zadaszenie.
— Nie patrz — wyskomlał. — Oni też patrzeć. Wszyscy. Każdy burzak. A wy to jeść. Czemu wy patrzeć na Puszek? Czemu wy dać jeść?
<Gronostaj?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz