BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

27 sierpnia 2023

Od Srokoszowej Namiętności

Jego mięśnie drgały. Niespokojne kończyny dawały się ponieść nieoczekiwanym skurczom, zdradzając napięcie jakie odczuwał. Starał je zatrzeć. Schować głęboko w sobie, lecz ciało nie zgadzało się z tym pomysłem. Wtulony w Wilczego, a właściwie Dzierzbę drżał bezszelestnie, próbując nie zaburzyć nocnej ciszy. Jego słowa wciąż krążyły w jego głowie, zataczając błędne koło. Ból nieustannie rósł z każdym uderzeniem serca. Ze świadomością tego co stało się dzisiejszego wieczoru. Umysł nadaremnie próbował przemówić mu do rozsądku, lecz serce rozpływało się w każdym uderzeniu serca, gdy unoszący bok Wilczego Zewu spotykał się z jego skóra.
Przekraczało to jego rozumienie. Możliwości zaakceptowanie tego, iż to wszystko było fikcją. Czystą zagrywką. Brudną manipulacją. Nic z tego nie było prawdziwe. Lecz czemu wciąż nie potrafił odejść? Pomimo całego przelewającego się w nim bólu i cierpienia nie potrafił od tego uciec. Absurdalne uczucie przywiązało go żelaznym sznurem do Wilczego, sprawiając, że każda chwila bez niego zdawała się zmarnowana. Ciało niebieskiego wciąż reagowała tak samo żywo na jego dotyk. Czuły jak i brutalny. A mimo to nie były to jego gesty. Nie były to jego ruchy.
Kochał kogoś kto nigdy nie istniał. 
Czy jego miłość, choć tak niepoprawna, wciąż była prawdziwa? Zasługiwała na takie miano skoro to wszystko było tylko kaprysem Dzierzby? 
Potok łez nasilał się z każdą myślą o tym. 

* * *

Ciało Północnego Szlaku zostało odnalezione. Emocje znów zawirowały w ciasnej jaskini. Bali się. Paskudny smród lęku roztaczał się wśród Klifiaków. Paniczne szepty rozchodziły się po ścianach groty. Aksamitna Gwiazda milczała. Zatopiona w szaleństwie swojego sypiącego się "szczęśliwego świata" coraz bardziej odchodziła od zmysłów.
Porwała swoją siostrę. Trzeba było być ślepym by nie zauważyć, iż kolejne morskie ślepia zawitały w Klanie Klifu. Niezadowolone morskie ślepia. Zbyt dobrze znał to spojrzenie. 
— Aksamitka Gwiazdka ma siłę wywoływać kolejną wojnę, a na panoszącego się wśród nas mordercę już nie. — wzdychała Dzierzba wojownikowi. 
Niebieski kocur odmruknął cicho. Jego ogon uderzył głucho o ziemię. Zauważyła go. Niewinny uśmiech w półcieniu zdawał się taki złowrogi. 
— Srokoszku. — miękki głos wojownika przepełniała cicha zawiść. 
Poczuł, jak serce podchodziło mu do gardła. Zachowywała się jakby tamten dzień nie istniał. Jakby to wszystko nie wydarzyło się naprawdę. Lecz jego ślepia. Zdradzały jej prawdziwą naturę. 
— Myślę, że powinieneś porozmawiać z Lśniącym Księżycem. — miauknęła zagadkowo, owijając go swoim ogonem. — Zdziwiłbyś ile macie wspólnego.  
Srokosz nie odpowiedział. Wir w emocji w jego ciele mu nie pozwolił. Przeszklone pomarańczowe ślepia spojrzały na dobrze znaną mu sylwetkę. Rozszarpująca go na części trwoga rozchodziła się po jego kościach. Wnikał w każdą komórkę ciała. 
Wszystko było jedynie kłamstwem. 
Łgarstwem napędzającym kolejne spazmy gorzkiego lamentu. 
— Dobrze. — zdołał jedynie wyszeptać. 
Wdzięczny uśmiech pojawił się na pysku Wilczego. Lekkim krokiem oddalił się w stronę kolejnego kota. Kolejnej ofiary. Naiwnego umysłu podatnego na jej wpływy. Delikatne wskazówki. Utorowanie na właściwą drogę. Spełnienia jej zachcianek.
— Słoneczkowa Łapusio, dobrze, że cię widzę. Może nazbierałabyś trochę jagód starszyźnie? Misiowy Pazurek naprawdę za nimi przepada... — słyszał w oddali jej słodkie świergotanie. 

* * * 

— Uważaj z tymi jagódkami. Skacząca Fala sprawdza posiłki starszym. — bąknął cicho do Wilczego Zewu.
Kocur uśmiechnął się i nachylił się nad nim. Jego morskie ślepia przepełniało szaleństwo. Odznaczały się na tle panującego wokół nich mroku. 
— Wciąż się o mnie martwisz? Urocze. — wyszeptała mu do ucha Dzierzba. — Twoje przywiązanie do tego ciała nie zna granic. Jesteś jeszcze bardziej żałośny niż mogłam się spodziewać. 
Cichy śmiech niczym ostre ciernie wbijał się w jego ciało. Czuł nieprzyjemne pieczenie przy ślepiach. Rozrywające uczucie przelewające się w jego ciele. Nie zamierzał dać się jej poniżyć. Nie kolejny raz. 
— I kto to mówi? — warknął, lecz jego głos i tak się łamał. — Nie masz lepszych rzeczy do roboty niż durne gierki? Aż tak jest nudno w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? 
Dzierzba zaczęła iść. Wolny krok, aż irytujący, lecz wciąż zmuszający go do ruszenia za nią. Posłusznego podążania. Szum wiatru wypełniał ciszę pomiędzy kotami. Chmury powoli ciągnęły się po wieczornym niebie. Trawa pozostawała wilgotna. Moczyła nieprzyjemnie łapy. Zanosiło się na kolejny deszcz. 
— Nie póki jego rodzina żyje. — odpowiedziała jedynie. 
Zatrzymała się na uderzenie serca by ujrzeć dezorientację na jego pysku. Bawiła ją. Kontynuowała swój marsz. Długie łapy brodziły w gęstej polanie. Uderzały o zamknięte pąki kwiecia. Ogon Srokosza nerwowo chodził na boki. Miał dość tego wszystkiego. Wszystkich półprawd i tajemnic.
— Jego? — powtórzył twardo, wskakując w ociekającą rosą darń. — Czyli kogo? Niedźwiedziej Siły? Lamparciego Ryku? 
Dzierzba zaśmiała się. Odwróciła łeb w jego stronę. Iskra zemsty zdawała się przemknąć przez morskie ślepia. Westchnęła, otrząsając się z wcześniejszych emocji. 
— Nie musisz wiedzieć wszystkiego, Srokoszku. Nie wtrącaj się w sprawy martwych. Bo skończysz jak oni. — miauknęła tajemniczo, uśmiechając się podle. 
Podeszła do niego. Różnica pomiędzy nimi zdawała się dziś większa. Zadarł pysk by spojrzeć prosto w ślepia Wilczego Zewu. Może udało się jej go omanić, lecz nie zamierzał być traktowany jak reszta. Pozwolić na pozostanie bezwładną marionetką w jej łapach. 
— Nie jestem kociakiem. — syknął, jeżąc się. 
Jego ciało i umysł były ze sobą tak niezgodne. Rozdzielone. Nienawiść buzująca w łbie zderzała się w bezradnością w organizmie. Chłodny wiatr zmierzwił ich futra. Nie odpowiedziała. Nim zdążył zareagować łapa Wilczego powaliła go na ziemię. Wystawione pazury uderzyły o jego polik. Morskie ślepia uważnie obserwowały ekspresję jego pyska. Jakby nic innego na świecie się nie liczyło. 
— Srokoszku, to ja cię tu doprowadziłam. I to ja mogę cię zniszczyć. Nie stawiaj nas na równi. 

* * *

Przechodził obok białego kocura, którego krwiste ślepia przejeżdżały leniwie po sylwetkach wojowników. Sam. Zazwyczaj takiego widywał. Kocur nie miał praktycznie bliskich. Jedynie siostrę. W pewnym sensie znajdował się w podobnym położeniu co Srokosz, lecz zdawał się inny. 
— Lśniący Księżycu? 
Wojownik uniósł łeb, słysząc swoje dawne imię. Obarczył go chłodnym spojrzeniem. 
— Tak, Srokoszowa Wzgardo? 
Niebieski dosiadł się do niego. Spojrzał na rozpoczętą przez wojownika mysz. Drobne kostki przebijały się przez mięsnie. 
— Doszły mnie słuchy, że nie jesteś zadowolony z obecnej władzy. — mruknął, owijając się ogonem. 
Biały trzepnął uchem i przejechał spojrzeniem po wszechobecnych wojownikach. 
— Myślę, że nie jestem sam. — odpowiedział Lśniący Księżyc, unosząc ogon.
— Więc mogę liczyć, że mnie poprzesz w pozbawieniu Aksamitnej Gwiazdy? — zapytał wprost.
Biały wstał i przeciągnął się. 
— Oczywiście. Pytanie co będę miał w zamian. 
Srokosz zmarszczył brwi. Także wstał. Z powagą spojrzał na wojownika. 
— Lidera, który nie każe ci bawić się w berka i normalne imię. 
Lśniący westchnął i zrobił krok do przodu. Odwrócił łeb by spojrzeć na zastępcę. 
— Niezbyt zadowalająca oferta, lecz niech ci będzie. — mruknął jedynie i odszedł. 
Srokosz trzepnął ogonem. Liczył, że na tym zakończą się jego rozmowy z wojownikami o buncie. Wolał już, żeby Dzierzba tym się zajęła niż on. Odszedł w głąb groty, mijając zbierające się do wyjścia koty. Gdzieś kątem oka dojrzał kręcącego się Wilczego. Ostatnio na stosie ze zwierzyną coraz częściej pojawiały się jeżyny i jagody, lecz wojownik nie mówił nic na ten temat. Owoce bez problemowo przechodziły kontrole Skaczącej Fali, a skutki uboczne się nie pojawiały. 
— Co ty kombinujesz? — mruknął do wojownika. 
Dzierzba uśmiechnęła się. 
— Nie interesuj się. Aż tak cię boli, że wszystkiego nie wiesz? — miauknęła z rozbawieniem. 
Srokosz jedynie trzepnął ogonem. Niewiele kotów ochoczo wchodziło do lasu. Stał się kolejnym przeklętym miejscem na ich terenach. Ku ironii tam i kryła się większość zwierzyny. Niektórzy wojownicy zaczęli chodzić na polowania grupami. Nie doczekali się decyzji Aksamitki w tej sprawie. Utrzymanie uprowadzonej siostry w klanie było dla niej ważniejsze niż życie własnych wojowników. 

* * *

— Klanie Klifu! — pewnego dnia rozniósł się głos Grzybowej Ścieżki.
Stał na miejscu Aksamitki i czekał aż koty się zgromadzą. Zaciekawiony tłum wił się pod jego łapami. Ciche szepty, nadzieję, że może Rada zdecydowała się odwołać Aksamitną Gwiazdę plątały się pomiędzy kotami. Wilczy Zew dosiadł się do niego. Zdawał się rozbawiony. Posyłał kpiące spojrzenie dawnemu liderowi, lecz jego ogon nerwowo drgał. Choć Srokosz nie ośmielił się pomyśleć, że to ze stresu. Mimo to na pysku pozostawał bez wzruszenia. Kamienna mina nie zdradzała niczego. 
— Wiem kto zabił te koty. I ta osoba siedzi tutaj! — ogłosił starszy. 
Szepty rozległy się wokół nich. Poczuł na swoich ogrom spojrzeń na swojej sylwetce. Duszącą go atmosferę rozlała się wokół nich. Przyczyna okazała się oczywista. Łapa oszalałego lidera wskazywała na Wilczego, który nastroszył się. Srokosz poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła i zabiera mu wdech. Spanikowane spojrzenie utknęło gdzieś na jego łapach nieośmielone zawędrować wyżej. 
— To znowu jakieś twoje starcze fantazje? — prychnęła Dzierzba z wrednym uśmiechem. 
Była tak pewna siebie, że Srokosz na uderzenie serca aż sam jej uwierzył. Tylko on prócz Grzybiej Ścieżki zdawał się znać prawdę. Aksamitna Gwiazdka nawet nie zaangażowała się w to wydarzanie. Zamknięta w swoim legowisku, pogrążona w swoim bezpiecznym świecie. Z dala od nieszczęścia jakie toczyło się na środku obozowiska. 
— Nie, Dzierzbo. Klan Gwiazdy jeszcze nie osłabł na tyle, aby nas pozostawić w twych łapach. — miauknął poważnie kocur, prostując się. — Zostaw ciało tego biedaka, zaklinam cię albo poczujesz co to znaczy umrzeć po raz drugi. 
Cichy śmiech dotarł do jego ucha. Wraz z zaniepokojonymi głosami. Srokosz przerażony wpatrywał się w Grzybową Ścieżkę. Nie wierzył, że wyśnione gwiazdki miały taką moc. Lecz kocur zdawał się nie okłamywać. Nie miał prawa, nie w takiej sprawie. Jego zdeterminowane pomarańczowe ślepia błądziły po wojownikach. Po ich zdezorientowanych pyskach szepczących do siebie nieznane im wiadomości. 
— Kim jest Dzierzba? O czym on mówi?
— Klan Gwiazd kontaktował się z Morskim Okiem?
— Dlaczego akurat Wilczy Zew? Już jeden lider próbował się go pozbyć. Jego brat. Może się mści?
— Kłamał by w sprawie Klanu Gwiazd? 
— Gdzie jest Aksamitka Gwiazdka? To ona powinna tu stać!
Przerażony rozglądał się wokół. Powinien coś zrobić. Powstrzymać go. Wyśmiać i przegonić. Zaprzeczyć temu wszystkiemu. Zakończyć tą marną scenkę. Nie mógł znać ich sekretu. Nie mógł zagrozić Dzierzbie.
Nie mógł mu jej odebrać. 
Napotkał na sobie twarde spojrzenie dawnego lidera. Poczuł, jak serce uderza mu o żebra. Dygoczące kości uniemożliwiały mu zaczerpnięcie powietrza. 
— Tak. Twój przyjaciel nie jest tym za kogo się podaje. Został opętany przez ducha z Mrocznej Puszczy. Dzierzbę. Tą co występuje w naszych legendach, co nabijała koty na gałęzie dla zabawy. 
Wiedział. Wiedział zdecydowanie za wiele. 
 — Tą samą co nękała mnie co noc, niszcząc mój umysł. Robi to samo z tobą. Wykorzystuje cię, aby osiągnąć swój chory cel. Ale dość tego. Zabijając te koty, przelałaś czarę goryczy. Podejmij walkę albo cię do tego zmusimy — wzrok kocura utknął na Wilczym Zewie. 
Dzierzba uśmiechnęła się pod nosem. 
— Jest niczym wrzód na zadzie. — mruknęła cicho i wstała. 
Jej pewny krok zdawał się tak prawdziwy. Jakby naprawdę to wszystko było jedynie urojeniem Grzybowej Ścieżki. Ogon spokojnie kołysał się w rytm kroków. Dzieląca ich odległość powoli się zmniejszała. Czas zdawał się zwolnić. Albo serce Srokosza drastycznie przyspieszyć. 
— Sądzę, że siadło ci już na łeb, Grzybowa Ścieżko. Ja? Ja jestem jakimś duchem? No proszę cię. To brzmi jak bajka dla kociąt. — miauknęła głośno i pewnie.
Jej morskie ślepia przyglądały się zdezorientowanym Klifiakom. Jej gierkom i zabawkom. Która z nich odważyłaby stanąć przeciwko niej? Srokosz czuł, jak jego łapy powoli rozpływają się pod jego ciężarem. Dzierzba odwróciła pysk w stronę Grzybowej Ścieżki. Lecz mógłby spokojnie zgadnąć jej wyraz pyska. 
— Nic mi nie udowodnisz. — stwierdziła twardo. 
Medyczka skoczyła na nią. Srokosz wyrwał się do przodu. Czyjeś łapy zatrzymały go. Spojrzał na siostrę. 
— Puść mnie! — syknął, próbując się jej wyrwać. 
Vanka zdawała się jeszcze bardziej przerażona niż on. Dopiero po uderzeniu zauważył łzy w ślepiach siostry. 
— Nie, nie pozwolę ci. — miauknęła cienkim głosem. — Jeszcze ciebie z tym połączą! 
Srokosz warknął. Kopnął Białą w brzuch. Chmara wojowników zasłoniła mu obraz. Nie widział co się działo. Co jej robili. 
— Lepiej posłuchaj siostry. — syknął Czarny Ogień, zastawiając mu drogę. — Mieszając się do tego tylko sobie zaszkodzisz. 
— Nie obchodzi mnie to. — burknął nastroszony i ruszył na wojownika. 
Coś ugodziło go od tyłu w łeb. Czarna plama została wylana przed jego ślepiami, a łapy poskładały się same. Uderzył głucho o zimny kamień. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz