BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2020

Od Truskawkowej Łapy

Truskawkowa Łapa siedział z boku machając ogonem. Patrzył nie uważnie na swoją mentorkę i zgiełek tego wszystkiego przy porodzie Szron. Ah, Truskawek zosta uczniem medyka. Oczywiście, bardzo tego nie chciał i odwalił niezły cyrk na środku klanu, gdy zostało ogłoszone to że nie może szkolić się na wojownika. Wściekle rzucanie się po śniegu, krzyki i wrzask był dużym elementem tego 'wspaniałego' dnia. Na szczęście wkońcu przynieśli rybę i trochę się ogarnął. Pokręcił głową odrzucając myśli. Po raz kolejny wbił wzrok w stronę Słodkiego Języka patrząc co robi. Szczerze mówiąc niezbyt interesowało go przyjmowanie porodów, ale skoro całe nędzne życie ma spędzić w norze Medyka wypadałoby coś wiedzieć. Truskawkowi wydawało się że Rybiszcz już niedługo zmiecie płasko-pyską kotkę i sam będzie musiał wszystkim się zajmować. Albo jeszcze jakby dostał ucznia! Nie. Zanim się obejrzał, było jeszcze głośniej a przy małej szylkretowej kotce leżała już jedna kuleczka. Wrócił jednak do przemyśleń. Gdyby umarła i on zostałby sam nic by nie wiedział, gdyby nic nie wiedział wkońcu wywalono by go z klanu, a tego akurat nie chciał. Rybiszcz szanował tylko koty klanu nocy. Bał się więc że straci u niego względy. Wziął głęboki wdech i wstał, gdy mentorka wysłała go po jakieś zioła. 
– Ruszaj się.  – pospieszyła go po chwili kotka, mrużąc oczy. Kremowy wypełznął ze żłobka sunąć do swojego nowego legowiska. Starał się znaleźć zioła, co nie było takie łatwe. Medyczka klanu Nocy opisała je dokładnie, więc po dłuższym czasie udało się je znaleźć. Wziął je do pyska, odstawił w stronę czarnej kotki i poszedł.. spać. To całe przywitanie nowych członków klanu miał daleko w odbycie.
        ***
Byłeś już ich odwiedzić? Widziałeś jakie są cudne? Pff! Tylko ten temat krążył ostatnio wokół nocaków. Truskawek był niemal pewny że gdy on się urodził, nikt się nim nie przejmował tak jak tymi bachorami. Bo dzieci lidera! I co z tego że dzieci lidera? On był wnuczkiem zastępczyni i każdy miał to w głębokim poważaniu. Jednak to ciągle jęczęnie wszystkich o tych bachorach było tak flustrujące że musiał je zobaczyć, zresztą miał też dać Oszronionemu Płatkowi liście ogórecznika. Przełykając ślinę, wziął je szybko do pyska i wypełznął w stronę kociarni. Od razu przywitał go gwar. Było ogólnie sporo kociaków, więc wściekle walnął ogonem o ziemię aby zwrócić wszystkich uwagę. Rzucił kotce zioło i zaczął rozglądać się w koło. Wsumie, te kociaki nie były takie brzydkie. Miał już wychodzić kiedy wpadł na wspaniały pomysł! Biało - ruda kluska leżała przy jego łapie, więc kremowy schylił głowę.
– Wiesz co to rybiszcz?  – zapytał nagle. Nie widział czy gówniarze lidera już mówiły. Trudno. Nawet jeśli nie doczekał by odpowiedzi opowiedział by im o bogu. Przynajmniej dopóki nie wyrzuci go ze żłobka Szron. Kocię które leżało kilka oddechów wcześniej już stało. Truskawek zmrużył oczęta i przysiadł, wbijając baczny wzrok w młodzika.

<Jaskierku? Nowy przyjaciel Truskawek przyszedł na demoralizację>

13 marca 2020

Od Truskawka

Kremowy zastanawiał się czy tylko on zachował zdrowe zmysły jeszcze podczas tej całej bitwy. Przeczekał wszystko kitrając się za żłobkiem i oddając hołd rybiszczowi, aby on przeżył. Nie ruszała go krew, syki i piski. Mu się podobało! Wsumie nie widział zbytnio co się działo, bo siedział podkopany w miejscu modlitwy. Dopiero gdy emocje opadły, kocur doszedł do wniosku że jego mama nie żyje, nie ma kilku mieszkańców żłobka. Emocje były bardzo różne, jednak nie odczuwał ogromnego za dużego strachu czy smutku. Nie był zbytnio związany z matką a to że ubyło towarzyszy mu totalnie wisiało i powiewało. Więcej ryb dla niego! Super? Tak, zdecydowanie. Bicolor chwilę po tym jak wszystko się uspokoiło, cicho pożegnał się z Matką oczywiście modląc się do Rybiszcza. Zaraz po tym zasnął, wtulając się w mech. Wsumie to jednak nie zasnął, a zaczął rozmyślać nad tym co się właśnie stało, bo nadal nie umiał zrozumieć tej sytuacji.
                   ***
Kocur patrzył na kremową kocice z zdenerwowaniem. Po co ją tu przywlekli? Była głupia i tyle! No, była babą. Pomarańczowo oki ciągle na nią patrzył, a ona patrzyła na niego.
- Jestes gluoia. - Miauknął Truskawek mierząc ją zabójczym wzrokiem. Brzoskwinka otworzyła pysk, jednak nie zdążyła się wypowiedzieć bo syn Aroniowego już dawno odszedł od tej wieśniaczki. Wyślizgnął się ze żłobka, pociągają nosem. Miał katar, ale tylko lekki, a w żłobku nikt się nim specjalnie nie przejmował więc nie wylądował u medyka. Udał się do Rybiszcza, mając nadzieję modląc się o zdrowie. Po drodze zdobył rybę oraz zakopał ją w dziurze, w której chował się podczas bitwy.
- Rybiszczee o Rybiszczee! - Zaczął wzywać boga wesołym, głośnym tonem. Szybko po tym wrócił do kociarni, mając nadzieje na to że zastanie tam jedzenie.


<Ktoś coś?>

07 marca 2020

Od Truskawka cd. Jesionka

Urażony, po raz kolejny syknął. az każdą sekundą coraz bardziej nienawidził burego kocurka. Gdy poczuł przeszywający jego ogon ból spowodowany przez wyższego kocura. Pisnął, zdenerwowany posuwając się do tyłu żłobka. Wbił wzrok w ścianę, dysząc głośno.
- Jestef okropsy! - Wydarł się Truskawek do ściany, mając na myśli rzecz jasna, Jesionka. Odwrócił się jednak i spojrzał w jego oczy złośliwie.
- Pofiem rybiscowi że jestesf okropnfu a wtedy będzie zle! Jak jesce ras pofjes o nim zle to umszesz! -Miauknął kocur, powtarzając swoje wcześniejsze słowa.
- Tak, gadaj sobie tak dalej Lisi Bobku! Nie jestem mądrzejszy od ryby! - Ostatnie słowa niezbyt go ruszyły. Wiadomo że ryby były bardzo mądre, a Rybiszcz bym najmądrzejszą istotą świata!
- Ty jestesf glupim rozlaslym ślimakiem! - wyseplenił, wybiegając ze żłobka.
Poszedł prosto w miejsce modlitw, padając na łapy. Lekko zapłakał, wyrażając rybiszczowi skruchę.
- Ooo Rybiszczu! Ooooo Rybiszczu! - Zaczął mówić melodyjnym głosem, wzywając swego Boga.
- Fidisz Rybiszczu co się dzieje!? Nifkt nie wieszy w cjebie! - Wykrzyczał ze smutkiem i złością. Czuł się obserwowany, jednak miał nadzieję że Bury, krótkowłosy kocur gnił w żłobku. Kremowy bicolor o pomarańczowych oczach owinął się ogonem. Było mu przykro, że nikt nie uznaje jego poglądów. Uznał ze bedzie o to walczył. Będzie włączył za Rybiszcza! Głupie koty.


<Jesionku?>

Od Truskawka

Z podkulonym ogonem wpełzał do żłobka. Skończył dopiero oddawać hołd Rybiszczowi a ci już coś od niego chcieli. Dosłownie nikt nie wychwalał jego wiary, ale Klan Gwiazdy to już wszyscy! Głupie koty. Strzepnął ogonem i Ziewnął szeroko, zdając sobie sprawę z tego że jest już późno. Jesionek, znienawidzony przez Truskawka mieszkaniec żłobka jescze nie spał. Jego niebieskie oczy uważnie lustrowały kocura a Buro - białe futro kocurka było wmiare czyste. Aż dziwne że przybrał pozycje leżącą, jednak gdy kremowy bicolor tylko przeszedł od razu wstał. Pomarańczowo - oki kocur strzepnął ogonem wbijając w niego uważny wzrok. - Chcesz sje pobafic? Ja bedfe Rybiszczem a ty głupfim uczniem klanu Burzy! - Wykrzyknął kocurek, unosząc głowę dumnie do góry.
Starszy kot skrzywił się trochę.
- Czym chcesz być? - Miauknął pytająco Kocurek. Truskawek bardzo się oburzył, że nie wiedział kim jest bóg, Rybiszcz. Nastroszył sierść, czując jak oddech mu przyspiesza. Nie szanowanie Rybiszcza doprowadzało go do szału, do nie szanowania zaliczał też niewiedzenie o nim. Syknął, okrążając Jesionka, walać ogonem o ziemię. Przednimi łapami walnął go w pysk, na co dostał ponowną odpowiedź. Okładali się tak łapami przez trochę czasu, jednak wkońcu Truskawek zastrzygł uszami. Odwrócił pysk i zawszył.
- Co taj ochfudnie wali?! - Miauknął wściekły do Jesionka, oczekując jego szybkiej odpowiedzi.


<Jesionku?>

04 marca 2020

Od Truskawka

Gdy słońce było na środku nieba, kocur wyszedł a bardziej wypełzał ze żlobka nie prosząc mamy o pozwolenie, wsumie spała wiec po co budzić? Zresztą poszedł troll wypełnić obowiązki. Była to pora na codzienne czczenie ryby, a że Truskawek był wzorowym wyznawcą Rybiszczyzmu nie mogł zaniedbywać duchowych obowiązków, szczególnie że aktualnie był jedynym wyznawcą co za bardzo mu się nie podobało. Doszedł do stosu zwierzyny, wziął łapczywie rybę, włożył ją do pyska i usiadł, podnosząc rybę w stronę słońca. Mamrotał ciche modlitwy do Rybiszcza po czym tak jak kazdą rytualną rybę zakopał za żłobkiem, w miejsce modlitw. Tam właśnie modliło się gdy słońce nie stoi na środku nieba. Truskawek pokłonił się ostatni raz w świętym miejscu po czym wrócił do żłobka. Gdy tylko wszedł spowrotem, Już zaczęli się ciekawić gdzie był. - To nie washa sprafa! Ufodobwnilisnicie mje ze jesyscie negodni! - Miauknął dość niezrozumiale Kocurek, po czym wyszedł ponownie, znów w miejsce święte.
- Rybiszcze! Oooo, rybiszcze! - Zaczął przywołać swojego boga, następnie opowiadając mu o tym jak niegodni są towarzysze ze żłobka. Zaczął prosić aby się im objawił, aby doznali tego cudu, bo taki zły nie był. Chciał też aby żyli w takim wielkim szczęściu w jakim można było żyć u boku Rybiszcza, w wiarze, aby mogli czuć jak Rybiszczyzm jest wspaniały!

<Ktoś coś? Zapraszam do modlitwy>

03 marca 2020

Od Truskawka

Kocur konwersował właśnie z Lód, starając się jej wytłumaczyć sens istnienia. Nie wziął pod uwagi tego że lepiej było by zacząć opowiadać o swoich wierzeniach mądrzejszej płci. Pff, jasne ta niebieska wywłoka nie rozumiała Ryzbiszczy. Nikt nie rozumiał, Gruszka wcześniej też. Zawiódł się, nikt nie chciał uwierzyć w Ryzbiszczy a Klan Gwiazdy to już wszyscy! Prychnął, na kolejną kpine Lodu gdy on tylko tłumaczył jej co tak naprawdę stworzyło świat, co powinnyśmy czcić ponad wszystko. Wywrócił oczami i przysiadł przy wejściu, czując głód. Jednak, w tym właśnie momencie weszła Szałwiowa Chmura z Żółwim Brzaskiem. Żaden z nikt nie miał ryby. O nie, nie zostawi tego tak! NIE ZOSTAW! Nastroszył futro i rzucił się na łapę Szałwi. Zaczął ją szarpać, drapać i gryźć dopóki nie wzięła go Lśniąca Łapa.
- P-przepraszam za niego! - Miaukneła zawstydzona, po czym wzięła syna na stronę.
- Truskawku?! Co to miało być? Jak się zachowujesz?! Same problemy! To są żarty?! Koniec, masz szlaban na wychodzenie do odwołania. Najlepiej jeśli spędzisz tu cały czas do mianowania na ucznia, które też można przesunąć! - Wysyczała, jednak na tyle cicho żeby tylko on słyszał.
- Pfg, Wdzalas nie pszyniosła rylki! Ryzbiszcze cię ukara, i tamtom tesz! - Wypluł to praktycznie w pysk Lśniącej. Odwrócił się do niej zadem i odszedł.

Od Truskawka

Silą przymuszony do wyjścia, patrzył na harce innych kociaków. Tu ktoś gonił za kulką z mchu, tam ktoś się siłował a on siedział i czyścił futerko długimi liznięciami języka. Cały był już mokry od nadmiaru śliny jednak co miał robić? Przełknął ślinę po czym wziął głęboki wdech i oparł się o kulkę mchu, właśnie podaną mu przez Jesionka. Odepchnął ją prosto w Poziomke, nie zwracając już potem uwagi co się z nim stało. 
- Kochanie, odwiedź może straszyzne? - Miaukneła obojętnie Lśniąca Łapa, starając się znaleść jakieś zajebiście dla syna który był dość mocno.. problemowy. Najpierw spojrzał na nią z ukosa, potem nieco oburzony takim zadaniem, wczołgał się do jednej kotki, jedynej mieszkanki tego legowiska.
W milczeniu patrzył na pomarańczowo oką kotkę. Nie podobała mu się, była brzydka i głupia.
Jak to kotki.
Pacnął ogonem o ziemię, zastanawiając się po co tak właściwie ruszył tu swoją szanowną dupke. Przełknął ślinę, rzucając jej złowiescze spojrzenie.
- Jestesf Brzyfka - Miauknął z uśmiechem godnego seryjnego zabójcy.
- Hę? Co ty powied-.. - chciała dokończyć, ale Truskawek kontynuował.
- I głupia. I stara. Głupia, stara i brzydka. - Mruknął beztrosko, wypełzając z legowiska.
- Stój! - Nie raz krzyknęła kotka, jednak ten już dawno zdążył się ulotnić. Ta wyszła na poszukiwania kocura, ale on za dobrze się schował, w stosie zwierzyny.
Brzydka, stara i głupia baba.

02 marca 2020

Od Truskawka

- Ty będziesz starszym i tak nic nie robisz! - Miauknęła Agrest, patrząc uważnie na Truskawka. Pewnie wiedziała że właśnie doprowadziła go do stanu czerwoności. Zabawa w wojowników już przestała mu się podobać. Nagle zaczął okładać łapami Agrest, j a k ona śmiała to zrobić?! Rzucił się na jej ogon zaraz po tym, jednak bura skutecznie odepchnęła go na bok. Napiął mięśnie przednich łap i swoim ciężarem, skacząc do niej chciał ją przewrócić. Nie udało się to, jednak w późniejszym etapie 'bitwy' zaczął robić sprawne uniki. Dzięki jego w większości - obserwacji dobrze umiał zrozumieć kiedy kotka zrobi jakiś ruch.
- Dobra już, będziesz uczniem Medyka? Lepiej? - Miauknęła patrząc na niego z pod łba.
- NSE! N S E! - Krzyknął najgłośniej jak się dało, po czym walnął kotkę najmocniej jak potrafił. 
- Jesteś najgorszą siostra jaka istnieje! - Miauknął, totalnie płatając słowa. Strzepnął ogonem, odwracając się na piecie. 
Głupia baba, jak każda baba. 

 ***

Już pod wieczór, przyszedł ulubiony kot Truskawka. A R O N I A. Uwielbiał go, mimo że on chyba mniej uwielbiał jego. Gdy zobaczył w jego pysku rybę, oczy mu błysnęły. Rzucił się na nią w błyskawicznym tempie. Zaczął  próbować się do niej dostać a gdy kocur ja zniżył, rzucił się i zaczął ją wciągać.
- Czes Aronio! - Miauknął, zaczynając krążyć wokół czarno białego kocurka o pomarańczowych oczach.

<Aronio?>

01 marca 2020

Od Truskawka

Kolejny dzień spędzony i stracony na leżenie i jedzenie. Super, cudownie naprawdę S U P E R. Truskawek niedawno został nakarmiony, wyśmiał Poziomke i bez wachania osyczał Agrest za próby ukradzenia mchu, a gdy naprawdę go zabrała zaczął się drzeć, drzeć, drzeć i jescze raz, jescze głośniej drzeć. Zaczął pełzać po całym żłobku, bić łapami posłania karmicielek i robić poważne zamieszanie, czyli.. krócej mówiąc był w swoim żywiole.

                          **

- Mamso ja idę na pole! IDĘ I KONIEC! - Zaczął warczeć, kiedy Lśniąca Łapa odmówiła mu wyjścia. Ponownie rzucił się na ziemię, zaczął tarzać i krzyczeć. Ponowie, w całym żłobku zrobiło się głośno, ponownie każdy o nim plotkował. Spotkał się z masą krzywych spojrzeń w życiu i zaczęło przestać mu to przeszkadzać, jednak chciał kiedyś być normalny. Nie zależało od niego to że był paranoikiem, że tarzał się w tym momencie po ziemi, on już taki.. był. Taki się urodził i nawet nie widział jak miał by się niby zmienić. Wiedział również że nikt nie ja powodów do lubienia go, czy trzymania się z nim. Bolało go to, jednak nie narzekał na glos. Jeśli tak jest tak będzie, żeby coś zmienić musiał zmienić siebie a nie umiał. Wkońcu wstał i zobaczył jego mamę zagapioną gdzieś poza żłobek. Machnął ogonem i podczołgał się do niej.
- Mamsio..? - Miauknął niepewnie.

<Lśniąca?>

Od Truskawka

Już był zdrowy. Niestety. Choroba minęła jak za pstryknięciem palca, a szkoda, bo już nie mógł pożywiać się glutamin z nosa.
W żłobku było cicho. Nudno i nic się nie działo, co nie podobało się Truskawkowi. Jednak o! Poczuł uwaga,  g ł ó d. Jego największy wróg. Napiął mięśnie, szykując się już do ceremonii proszenia o jedzenie.
Rzucił się na jeden z boków prosto na środku żłobka. Zaczął się wić, parskać, fukąć i nagle zrobiło się głośno. Słyszał szepty Pigwy i Gruszki, zmartwione westchnięcie Lśniące Łapy i Śmiech Jesionka, oraz ujrzał zniesmaczone spojrzenie Lodu.
- JA CHCSE JES! J E S C! - Wyseplenił kocurek i nawet nie zauważył że przy nim leżała już ryba. Nie zidentyfikował jej nawet, walnął ogonem jak biczem w ziemię i rzucił się do ryby, szybko jednak uważnie zaczął pałaszować jej mięso, starając się nie zjadać zbyt dużo jej łusek, za smaczne nie były a jakby złośliwie pchały się mu do pyska.
Gdy zjadł, wściekłym spojrzeniem uraczył swoją matkę. Mogła przynieść jedzenie szybciej, a tego nie zrobiła. Aby podkreślić jego myśl warknął i doczołgał się na drugi koniec żłobka.
Nagle poczuł uczucie, uczucie że musi na czymś wyżyć swoje emocje.
Spojrzał na siedzącego obok jego brata, Pigwe. Zaśmiał się cicho i zaczął realizować swój plan...

29 lutego 2020

Od Truskawka

Kocur od początku dzisiejszego dnia źle się czuł. Ciągle kichał, kaszlał i prychał, co mu się nie podobało. Wszystko ma swoje plusy, prawda? Tak, tak było i w tym przypadku. Mógł kaszleć na swoje marne rodzeństwo do woli, i nikt nie mogł mu zarzucić złego zachowania, przecież nie jego wina że jest chory! Prychał więc cały dzień, na mame, na tate (który przyniósł pstrąga, za to właśnie na niego kichał, wiecie w podziękowaniu), rodzeństwo i Gruszkę. Lśniąca Łapa cały dzień była przez to jakaś nerwowa, jednak Truskawek kichał na nią kilka razy aby się uspokoiła bo taki jej stany był baaardzo denerwujący. Ciągle gdzieś łaziła, machała ogonem i nie pozwalała się mu zbytnio zbliżać do innych. Bardzo go to uraziło, więc tym razem kichnął na nią - za karę. Z nosa zaczął mu spływać dziwny, zielony glut, ale był dobry! na to narzekać nie mógł. Dzień mijał mu spokojnie, myślał że zaraz położy się spać, jednak jego mama wzięła go na stronę i wyprowadziła ze żłobka.
- Eeej?! Puscaj mje! - Miauknął, z typowym dla niego seplenieniem. Nie przejeła się tym jednak, co jescze bardziej go zdenerwowało. Rzuci się więc na ziemię, zaczynając darcie się, płakanie i drapanie rodzicielki.
Po długiej, bardzo długiej chwili dostali się do legowiska Medyczki. Truskawek patrzył na czarną kotkę z wściekłością, a zioła które dawała mu pod nos, skutecznie zostawały wyrzucane prosto w jej jak dla Truskawka, zmutowany pysk. Z daleka można było słyszeć krzyki - Truskawka, głośne fukanie obu kotek oraz kichnięcie kocurka.
Medyczka wyprosiła kota z legowiska, chcąc zamienić z jego mamą słówko.
Phi! Obrażony zaczął więc czołgać się do żłobka, nie mając innego sposobu ma dojście tam.

05 lutego 2020

Od Truskawka

Sielanka się skończyła. Dla jego rodzeństwa, rodziców i połowy jak nie całego klanu. Kolejne mordy do nakarmienia, i kolejne smrody. A, i jedna wywłoka z której nic nie będzie. Fajnie, nie? No, ja myślę że fajnie. Jednak w tym momencie nie dla jescze nie nazwanego kremowego kocurka. Nie dość że ciepła kompiel w wodach płodowych już się skończyła, to wszędzie coś się działo i mimo że niezbyt to odczuwał wszędzie było gwarno. Wtedy mokra istota pacneła go w czoło, potem w grzbiet i pierś i przyciągnęła go do jakiegoś zapachu, smacznego zapachu. Za to był akurat temu wdzięczny, jednak wtedy skupiał się na piszczeniu i zbliżaniu się do tego zapachu, dziękowanie zostawił na kiedy indziej. Przysłał się do tego czegoś, wtedy czuł na sobie jakieś cosie, jednak wszystko co się zbliżyło dostawało 'cios' zadem od kocurka. Machał tyłkiem, i w razie konieczności uderzał, bardzo bardzo mocno! Ale machanie w większości przypadków wystarczało. Te akrobacje tak go zmęczyły, że poszedł spać. Tak od razu.
                     ***
W końcu mógł zobaczyć. Zobaczyć cokolwiek. Najbardziej chciał zobaczyć nędzne pyski jego nędznego rodzeństwa, jednak jak się spodziewał, były nędzne. Parsknął i zrobił to co robił zreguły, siedział. Przyzwyczajał się do kolorów, światła i innych takich rzeczy. Jak zwykle, nie był szczególną gwiazdą żłobka. Wokół toczyły się zabawy, jednak on wolał siedzieć i obserwować. Zresztą, chodzenie było jakoś dziwne. Nie szło mu tak dobrze jak reszcie rodzeństwa, a to naprawdę mocno go martwiło.