BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrna Sadzawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrna Sadzawka. Pokaż wszystkie posty

17 września 2016

Od Srebrnej Sadzawki CD Spadającego Pióra

- Już wymiękasz? Phi – mruknęłam i skierowałam się z kocurem u boku w kierunku naszego obozu.
Był dla mnie ogromną zagadką. Wywrzeszczałam mu prosto w pysk najokrutniejsze słowa i wyżaliłam się a on jedynie miauknął „nic się nie stało”. Naprawdę go nie uraziłam? A może skrywał w sobie negatywne emocje i w myślach przeklinał mnie i wyzywał od najgorszych? Tak, Spadające Pióro to istna tajemnica.
*** po walce z Klanem Nocy***
Wszyscy lizali rany po walce z klanem Czarnej Gwiazdy. Co, prawda pokonaliśmy ich no ale ledwo, musieliśmy akurat szczęście, chociaż sama nie wiem. Cały ten konflikt zdawał mi się być bzdurny, walka o kocięta, gdy lada księżyc może nadejść Pora Nagich Drzew! Siedziałam w jednym z kątów obozu. Lekko drżałam przez delikatne podmuchy chłodnego powietrza. Każdy był czymś zajęty, jedni naprawiali szkody po walce, a drudzy chodzili na własną łapę polować. Chciałam także tak zrobić ale wtedy obóz by został bez ochrony, bo paru wojownikom się jednak dosyć mocno dostało. Ja sama nie ucierpiałam zbyt mocno, parę głębszych ran na grzbiecie, ślad po nic zostać nie powinien. Właśnie dlatego siedziałam gdzie siedziałam i wszystko obserwowałam. Wciąż jednak miałam gorycz porażki i bezużyteczności, bo gdyby nie Błękitna Burza to tamten kot prawdopodobnie by mnie jeszcze bardziej poranił. A tak swoją drogą, chyba powinnam mu podziękować za pomoc, chociaż on to robił dla swoich dzieci więc, sama sobie odpowiedziałam.
- Dzień dobry – usłyszałam Spadające Pióro.
Usiadł obok mnie, pachniał ziołami. Miał kilka poważniejszych ran ale tak jak u mnie, nie za bardzo przeszkadzały mu w funkcjonowaniu.
- Cześć, jak nastrój po walce? – spytałam naturalnym głosem, moja wrogość wobec kocura zniknęła w momencie, gdy zaatakował na Klan Nocy.
- Nie przywykłem do czegoś takiego ale nie jest źle, a ty?
- Nie najgorzej, chociaż utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę jeszcze poćwiczyć. Tak łatwo mnie obalono! Spokojnie, jak nie chcesz to nie musisz mi towarzyszyć. Jest jeszcze jakiś sprawny wojownik w obozie? Chciałabym pójść zapolować w twoim towarzystwie.
Spadające Pióro?

04 września 2016

Od Srebrnej Sadzawki [ZE]

No proszę! Kto by pomyślał, że w przeciągu paru księżycy aż tyle się wydarzy. Od momentu przybycia Błękitnej Burzy do naszego obozu przeczuwałam zachwianie, jak dotąd, spokojnego życia Klanu Burzy. A informacja o Zebraniu potwierdziła moje przeczucia. Swoją drogą nie odczuwałam wobec niego jakiś negatywnych emocji, bo go nie znałam, był mi obojętny, co do kociąt. Czemu tak agresywnie wszyscy zareagowali? To nie ich wina, że miały imiona pieszczoszków, obwiniali je za swoje pochodzenie, czyżby tutejsi aż tak bardzo peszyli się swoją szlachetną krwią wojowników? Nie zaprzeczę, że takie zachowanie mną lekko wstrząsnęło. A może to ja byłam dziwna? Jakby nie patrzeć według ich poglądu także jestem pieszczoszkiem, mimo, że nigdy z żadnym Dwunożnym nie miałam silniejszej więzi. Doprawdy, świat kocich klanów to istny labirynt utworzony ze krzewów spisków, praw i poglądów. Liczyłam tylko na to, że Klan Nocy nie uzna to za jaką prowokację ze strony Srebrnej Gwiazdy, bo walka z nimi to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę. Oby Czarna Gwiazda nie okazał się aż nadto impulsywny.
Usłyszałam krzyki innych kotów. Co ich tak rozwydrzyło?
- Coś się stało? Chyba lekko się wyłączyłam – spytałam Smutny Śpiew, który siedział obok mnie.
- Zmienił się lider w Klanie Wilka – mruknął od niechcenia.
„Dzięki, że łaskawie mi odpowiedziałeś”, nasunęło mi się na język ale wstrzymałam się. Nie pora na spory. Spojrzałam na miejsce, na którym siedziała cętkowana kotka. „Jelenia Gwiazda” gdzieś usłyszałam. Nie znałam ich poprzedniego lidera, ta zdawała się być sympatyczna ale wygląd mógł mnie zmylić. Nie rozumiałam czego znowu darli te swoje pyszczki, raczej nie wyglądała mi na kota, który z zimną krwią by zabił swojego przywódcę. Postanowiłam się wsłuchać o czym tak rozmawiają, bo wyjdzie na to, ze nic z tego Zebrania nie wyniosę.
-Mój zastępca zginął podczas trenowania ucznia. Nowym zastępcą mianowałem Wodnego Ogona, syna Kamiennego Pazura – przemawiał teraz Czarna Gwiazda.
Znowu zaczęli się nadymać i pomrukiwać. Widać nim dołączyłam sporo się wydarzyło. Czyli teraz pewnie będą wyrażać swoje opinie na ten temat sądząc po ich reakcjach.
- W tym kocie płynie krew mordercy mojego ojca?! - spytała z niedowierzaniem medyczka Klanu Wilka.
To teraz wszystko się robi jeszcze bardziej skomplikowane i problematyczne. Morderstwa, jakieś dziwne pokrewieństwa, cóż chyba fakt, że należę do Klanu Burzy mogę uznać za prawdziwy łut szczęścia, bo z takimi problemami w moim wcześniejszym życiu miałam styczność codziennie.

13 sierpnia 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Spadającego Pióra

Na pewno wcale się nie popisywał, już w to wierzę. Każdy kocur pragnie udowadniać kotkom w czym jest najlepszy lub pochwalić się swoimi umiejętnościami, kocurom zawsze coś pozostaje z kocięcia i jest to o wiele widoczniejsze niż u kotek. No ale teraz narzekać nie będę, sama się zgodziłam na jego pomoc, chociaż zauważyłam, że coś nietęgi się zrobił na pyszczku.
- Dobra Panie Spostrzegawczy Niepopisujący się, potrafisz włazić na drzewa i polować na nich, czyli musisz się odznaczać w jakimś stopniu skocznością i zwinnością – kocur spojrzał na mnie niezmiernie zaskoczony, a co on miał mnie za głupią czy jak? Zignorowałam to i kontynuowałam swój ciąg myśli - jednak nie zaatakowałeś ptaka od razu, tylko spokojnie do niego podszedłeś co świadczy o tym, że nie jesteś zbyt szybki, siły natomiast określić nie umiem, bo zabicie drozda nie jest wymagające.
- Widzę, że potrafisz wywnioskować kto na ile potrafi, to się ceni – odparł z lekkim uśmiechem, jak on mnie zaczyna denerwować! Wbiłam pazury głębiej w ziemię. Miałam ochotę mu wygarnąć co o nim myślę I zrobię to nawet teraz! Co, z tego, że miał mi pomóc, przecież widzę, że bladego pojęcia nie ma.
- Słuchaj no, masz mnie za idiotkę czy co? – syknęłam a on wzdrygnął się, chciał już coś powiedzieć ale zgromiłam go wzrokiem – to, że jesteś WIĘKSZY, że jesteś KOCUREM nie znaczy, że możesz sobie myśleć o mnie jak o kimś ślepym i głupim! Domyśliłam się, że nie wiesz jak ze mną trenować w momencie gdy poprosiłeś abym coś ja zaproponowała. A może tak o mnie myślisz, bo nie uznajesz mnie za zagrożenie ze względu na moje rany co? One dla mnie nie są tylko czymś co pozostawi blizny, nie, one mi za każdym razem przypominają o upokorzeniu jakie przeżyłam! – poczułam jak łzy napływają mi do oczu – ale, co ty możesz o tym wiedzieć! Ty wszystko kryjesz za swoim spokojnymi oczami i delikatnym głosem, a teraz pozwolisz, że cię zostawię!
Próbowałam iść ale zaraz upadłam, ból przeszył moje ciało. Ukryłam pyszczek we łapach i najciszej jak potrafiłam zaszlochałam, chociaż i tak nie obchodziło mnie jego zdanie. Po chwili poczułam ucisk w sercu, to były… wyrzuty sumienia. Teraz, gdy wyrzuciłam cały żal i gniew jaki mnie trawił od środka wracał do mnie zapomniany spokój i… ulga. Spojrzałam na niego, on nadal się mi przyglądał ale zamiast spokoju… dostrzegłam smutek. Czemu ja go obwiniałam za własne błędy? Czemu akurat jego? Przecież on nawet mimo moich syków pozostał życzliwy wobec mnie a ja go traktowałam jak… wroga a żyjemy w jednym klanie! Przyjęłam pozę siedzącą przodem do niego, opuściłam głowę.
- Proszę, wybacz mi moje zachowanie, j-ja chciałam zrzucić na ciebie winę za coś z czym kompletnie nie miałeś związku, szukałam kogoś na kim mogłam wyładować skrywany żal i złość, tak strasznie cię przepraszam.
Nie wiedziałam czy Spadające Pióro mi wybaczy, czy zapomni…

Spadające Pióro?

11 sierpnia 2016

Od Srebrnej Sadzawki CD. Spadającego Pióra

Sprowadzam nowych członków i tak mi się dziękuję, miło. Z drugiej jednak strony Srebrna Gwiazda wciąż mogła być w nieswoim nastroju po tym jak czuła ode mnie zapach obcego kocura chociaż może to co innego powodowało u niej tak podły nastrój. W każdym razie, zostawiłam rozdrażnioną liderkę ze bardzo spostrzegawczym kocurem, powoli się wycofując ze legowiska srebrnej kotki. Doszłam spokojnie na środek obozu i dostrzegłam, że Waleczne Serce organizuje patrol. Ożywiona zgłosiłam się, zagospodaruje jakoś swój czas.
***
Siedziałam w jakiś zaroślach i obserwowałam drobniutką polankę przede mną. Może zabrzmi to dziwnie ale wyobrażałam sobie, że tam kręci się jakiś wrogi kot, a ja chciałam go zaatakować z zaskoczenia. Skąd taka wena u mnie na wyimaginowane walki? Postanowiłam lekko poćwiczyć walkę, chociaż jak tak patrzę to ze żywym kotem byłoby znaczniej łatwiej. Od razu jak wróciłam ze patrolu postanowiłam pójść w jakieś ustronne miejsce i poćwiczyć. Naprężyłam mięśnie i chciałam skoczyć ale od razu silny ból przeszył moje ciało, upadłam z impetem na podłożę.
No pewnie, minęło tyle czasu, chciałam sobie lekko poćwiczyć, nie! Jeszcze się łaskawie nie zagoiły, zawsze pod górę! Fuknęłam nie zadowolona i powoli ze pozycji leżącej przyjęłam siedzącą. Pazurami zaczęłam drapać we ziemi. I wtedy usłyszałam szelest zarośli ze sobą, odruchowo się podniosłam i gdy tylko poczułam zapach innego kota automatycznie tam wskoczyłam. Pod swoimi dostrzegłam długą, pręgowaną sierść i zaraz poczułam na sobie brązowe ślepia. Zorientowałam się zaraz, ze to Spadające Pióro, zeszłam z niego i od razu oddaliłam się o kilka mysich długości. Odczułam lekki wstyd z powodu tego incydentu.
- P-przepraszam cię – chciałam aby nie brzmiało to płaczliwie tylko ze dumą i arogancją. Dostrzegłam jednak, że on wyczuł, że coś mnie gryzie.
- Ostrzegałaś mnie przed czajeniem we krzakach, mam za swoje – uśmiechnął się delikatnie – co ty tutaj robisz?
- To samo pytanie mogłabym zadać tobie – zmierzyłam go groźnie wzrokiem, jego wzrok był jednak pewniejszy od mojego, agh! Co ona ma w sobie takiego, że i tak jest zdolny do zmuszenia mnie swoim gestami? – przyszłam sobie poćwiczyć.
Kot lekko się zdziwił ale nic nie powiedział. W sumie się ucieszyłam, że nie dodał żadnej uwagi, bo wtedy bym popadła w jeszcze podlejszy humor.
- A ty?
- Spacerowałem po okolicy i trafiłem na twój zapach i postanowiłem za nim pójść – odpowiedział płynnie – ćwiczyłaś? Sama?
Spokojnie Sadzawko, on nie mówi tego w geście złośliwości tylko uprzejmości.
- Tak, miałam ostatnio nie ciekawe zdarzenie i chciałabym popracować na swoimi umiejętnościami, a głupio by było kogoś pytać, czy nie zechciałby ze mną potrenować, uczniem nie jestem! – syknęłam lekko.
Kot spojrzał na Srebrną Skórę, na jego kolorach malował się delikatny pomarańcz ze różem, na koniec dnia się rozjaśniło trochę.
- Jeżeli byś chciała to mógłbym trochę z tobą potrenować – zaproponował spokojnie ze lekkim uśmiechem – oczywiście w zamian oczekuję, że mnie rano oprowadzisz po terenach.
Bezinteresownie się nie dało no nie? W ogóle czemu ja chce się godzić? No dobra nie oszukujmy się, sama niewiele zdziałam. Westchnęłam.
- Dobrze, dzięki – wstałam i podeszłam i bliżej – to od czego zaczniemy?
Spadające Pióro?

09 sierpnia 2016

Od Srebrnej Sadzawki

Dzisiaj już mogę opuścić obóz. Musiałam spędzić w nim kila dni ze względu na obrażenia jakich nabyłam podczas walki ze Oślinionym Futrem. Na myśl o nim samym agresja budziła się we mnie ze niewyobrażalną siłą. Starałam się jednak panować nad nią, bo także muszę wyciągać wnioski, przede wszystkim musiałam przestać stawiać na swoją siłę a bardziej na zwinność i szybkość, to są moje atuty. Wygramoliłam się ze legowiska wojowników, wciąż odczuwając delikatny i kłujący ból we tylnych łapach. Jednak w obecności innych starałam się chodzić w miarę normalnie, bo nie chciałam przyciągać uwagi. Dzisiaj było dosyć dużo chmur na Srebrnej Skórze, więc nie mogłam określić położenia Słońca. Postanowiłam iść na polowanie, nie lubię siedzieć w jednym miejscu zbyt długo. Przecisnęłam się przez przejście i skierowałam się we swoje ulubione miejsce na łowy, a były to Wrzosowiska, tam zawsze kręciło się jakieś zdobycze. Żwawym choć nie gwałtownym krokiem skierowałam się do wyznaczonego miejsca.
***
W pyszczku zwisała mi mała, brązowa nornica. Miałam trochę przerwy od łowów to jednak wciąż pamiętałam jak zajść zdobycz by szybko ją uśmiercić. Nagle poczułam obcy mi zapach, kocur. Sierść automatycznie mi się delikatnie najeżyła a pazury lekko wbiły we ziemię. Nie czułam się jeszcze na siłach na walkę ale musiałam być w razie czego gotowa do szybkiej reakcji. Nikt się jednak nie pokazywał, ale zapach się wciąż unosił.
- Pokaż się! – krzyknęłam.
Przede mną z zarośli wyłonił się brązowy długowłosy kocur ze czekoladowymi pręgami, swoimi brązowymi oczami obserwował ją. Natychmiast jeszcze bardziej się nastawiłam na walkę.
- Kim jesteś? – wysyczałam – chociaż odpowiedniejsze byłoby pytanie „co tu robisz?” samotniku.
Kocur wydawał się lekko zaskoczony moją reakcją, ale wyraz jego pyszczka cały czas pozostawał niewzruszony, na pewien sposób sympatyczny.
- Nazywam się Spadające Pióro, aktualnie poszukuje klanu – odpowiedział swoim delikatnym głosem – chociaż sądząc po zapachu znalazłem się terytorium jednego.
Jaki spostrzegawczy.
- Naprawdę jesteś spostrzegawczy – odparłam ze sarkazmem – znajdujesz się na terytorium Klanu Burzy i radzę ci się nie sadzić we krzakach, bo ktoś mógłby to źle zrozumieć.
- Zapamiętam, cóż miałem zamiar odnaleźć obóz albo jakiegoś członka ale widzę, że już znalazłem – uśmiechnął się delikatnie.
Wzdrygnęłam się.
- A skąd wiesz, że cię tam zaprowadzę?
- Każdy klan potrzebuje członków – odpowiedział cały czas spokojnie, niewzruszony moim tonem.
- Załóżmy, że cię zaprowadzę, skąd mam wiedzieć, że jak się tylko nie odwrócę, nie rzucisz się na mnie? – zmrużyłam groźnie oczy.
On jedynie podszedł bliżej i łagodnym wzrokiem spojrzał wprost na mnie. Był wyższy… świetnie.
- Masz moje słowo, że nic ci nie zrobię.
Odwróciłam się i zastanowiłam się. Czy mogę mu zaufać? Jego wyraz pyszczka nie był bezczelny jak u Oślinionego Futra, w ogóle czemu ja go do niego porównuje? Nie wiem, teraz każdy obcy kocur dla mnie nim jest.
- Chodź za mną – i wzięłam nornicę we pyszczek.
Z jednej strony czułam się nieswojo z tym, że za mną szedł obcy kocur ale z drugiej, Spadające Pióro zdawał się być miły i… dziwnie sympatyczny.
Spadające Pióro?

22 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Oślinionego Futra

Cały jego zapach czułam na sobie, chciałam iść i go przycisnąć ale zamiast postawić dalej krok to upadłam. Po co przyniósł tą zwierzynę? Głód mi doskwierał ale nie pokuszę się aby to zjeść, możliwe, że tego oczekiwał tamten wyrzutek, chociaż po co na mnie zostawiał ten zapach? Był samotnikiem a stan w jakim byłam mógł wskazywać, mógł nasuwać jednolite wnioski, więc jego postępowanie nie miało żadnego sensu, chyba, że… istniał jeszcze jakiś klan, o którym ja nie wiedziałam. Do mojego nosa poza metaliczną wonią krwi doszła woń patrolu Klanu Burzy, próbowałam się do nich przybliżyć ale na nic, podejrzewam, że jednak poczują zapach krwi. Zaraz cały świat zasnuł się mgłami, a za nim ciemność. Traciłam przytomność, czułam to, ale nie mogę jej stracić, muszę im powiedzieć. Mimo to moje powieki same się zamykały. Już zaprzestałam dalszej walki ze organizmem i po prostu pozwoliłam aby ogarnął mnie mrok…

12 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki C.D Oślinione Futro

Ten paskudny kocur przyduszał mnie. Promienie słońca na mnie padały. O nie, w tak piękny dzień nie odejdę z tego świata. Zaczynało brakować mi tchu. Zorientowałam się, że samotnik ma odkryty brzuch. Ha! Był taki pewien siebie. Tylnymi łapami zaczęłam go uderzać, ten na chwilę się zgiął, więc jego ucisk zelżał, z całej siły złapałam go zębami za przednią łapą. Z jego rany zaczęła się sączyć krew, tym razem mocniej go odepchnęłam tylnymi kończynami, że upadł kawałek dalej. Natychmiast się podniosłam, wysunęłam pazury i najeżyłam sierść, samotnik także szybko się pozbierał. Obejrzał swoją ranę. Uśmiechnęłam się.
- Ja także ci coś zrobiłam, przeliczyłeś się, co do swoich atutów.
Zaśmiał się.
- A kto powiedział, że skończyłem? – spojrzał na mnie złowieszczo.
Zanosi się na dłuższy pojedynek, pokaże tej paskudnej kupie futra, kto tu rządzi! Przyjęłam bojową pozycję i ruszyłam na niego. On odskoczył a gdy się zatrzymałam zza nim błyskawicznie się odwrócił i wskoczył mi na grzbiet, wbijając pazury we skórę. Syknęłam i ze furii, która mnie ogarnęła, i ze bólu. Zaczęłam kombinować jak go zrzucić i wtedy się przewróciłam na lewy bok przy okazji gniotąc jego wczepione kończyny. Zasyczał, poczułam jak uścisk zelżał, ojej, chyba go zabolało. Gwałtownie się podniosłam a on stracił równowagę. Bolał mnie cały tył, chciałam obejrzeć swoje obrażenia ale on mógłby to wykorzystać i znowu mnie przygwoździć do podłoża. Spojrzałam na niego, ale wtedy natychmiast do mnie doskoczył i stanął nade mną. Chciał mnie dobić ugryzieniem we szyję. O nie, co to to nie! Ze wściekłością wyrwałam prawą przednią łapę i z całej siły pazurami walnęłam go w pysk. Odskoczył, krew kapała z jego polika, dostrzegłam głęboką szramę. Podniosłam się, chociaż ustanie sprawiało mi sporo bólu. Gotowa wystawiłam pazury, chociaż nie wiedziałam czy tylne łapy niedługo mi nie odmówią posłuszeństwa. Spojrzałam na samotnika. On także nie wyglądał na takiego, co by miał wytrzymać kolejne starcie ale kto go wie, co ma w tej swojej łepetynie.
- Odpuść, nikt przynajmniej nie zginie – czułam jak tylne łapy uginają się pode mną.
- A co, kiciu? Boisz się śmierci? Jak to możliwe, że ktoś taki jak ty dołączył do klanu? Już Pieszczochy są od ciebie dzielniejsze.
Wbiłam pazury we ziemię. Chciał mnie sprowokować i dobić, o nie, nie, nie, nie dam mu satysfakcji.
- A coś tam ze Pieszczocha mam, nie powiem. Po za tym nie jestem kicią, tylko nazywam się Srebrna Sadzawka samotniku – starałam się zachować spokój i rozmową go odwieść od walki.
- Hehe, Oślinione Futro skoro już mamy do siebie mówić po imieniu, zamiast samotnik używaj Oślinione Futro.
Pff… on akurat nie jest wart aby mówić do niego imieniem.
- Odejdź stąd a zapomnę o tym incydencie – skłamałam, oczywiście jak wrócę to pierwsze co zrobię, o ile starczy mi sił, poinformuje Srebrną Gwiazdę.
- Ooo… a już myślałem, że zyskam rozgłos – zaśmiał się, dziwak z niego, próbowałam odejść, chociaż kroki stawiałam dosyć wolno – a nie znasz zasady aby nigdy nie odwracać się do wroga grzbietem?
Usłyszałam kroki i w porę odskoczyłam, kocur przyrył pyskiem o podłoże.
- Weź daj sobie spokój – kuśtykając skierowałam się w kierunku obozu. Chciałam jak najszybciej oddalić się od tego włóczęgi i ostrzec pozostałych. Kiedy stawiałam następny krok poczułem ukłucie bólu we tylnych łapach i upadłam. Próbowałam wstać ale jakby mnie moje własne mięśnie blokowały.
- Chyba nigdzie nie odejdziesz, kiciu. Jesteś zdana na moją łaskę – podlazł do mnie i wpatrywał się usatysfakcjonowany.
- Jak chcesz mnie zabić to weź zrób to teraz a nie się gapisz jak sroka w gnat – syknęłam.
<Oślinione Futro? Zabijo Sadzawkę? ;_;>

11 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Srebrnej Gwiazdy

Starałam się zignorować obecność liderki i postępować jakby jej tu nie było. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na małą szarą kulkę przede mną. Lekko się rozluźniła i przez dosłownie jeszcze jedno uderzenie serca obserwowała srebrną kotkę zaraz jednak się skupiła na mnie. 
- Obiecałam, że dzisiaj ci wyjaśnię jak możliwie jest nasze pokrewieństwo. Otóż urodziłaś się we Siedlisku Dwunogów, tak samo jak ja. Naszą matką jest prosta kocica, Arkadia. Ojca nigdy nie poznałam, bo porzucił ją tuż po informacji o ciąży. Potem związała się z innym ale on nim zdążył dożyć twoich narodzin zabił go Potwór. Te wydarzenia spowodowały, że tylko ty żywa się urodziłaś. Ja i matka troszczyłyśmy się o ciebie ale i tak, gdy pewnego dnia wróciłam aby zobaczyć jak się czujecie, mamy nie było i ciebie także – przymknęłam oczy, czułam jak łzy mi się zbierają pod powiekami – wyczułam zapach Dwunogów i wiedziałam, że została skradziona. Matka nie mogła sobie z tym poradzić, niedługo po tym i ja odeszłam od niej i trafiłam tutaj. 
Piszczka siedziała zamyślona ze spuszczoną głową. Ja także zamknęłam oczy. Nie dbałam o to, że przed liderką wyjdę na kogoś kruchego, po prostu musiałam dać upust od dawna zbieranym emocjom. 
-Z-zostałam skradziona? – spytała drżącym głosem samą siebie - Ale oni wydawali się tacy mili i dobrzy, zawsze mnie karmili, głaskali. Nigdy nie dawali mi podstaw do tego abym myślała, że, że… mnie odebrali – spojrzała na mnie zapłakanymi oczami i przytuliła się, to był przyjemny przytulas – zawsze jednak miałam odczucie, że nie jestem sama. 
Siedziałyśmy tak chwilę wtulone we siebie. Żadna siła nie mogła nas rozdzielić. Dziękowałam Gwiezdnym, że pokazali mi swoją moc i zwrócili siostrę. Spojrzałam na nią.
- Teraz musisz przekonać Srebrną Gwiazdę do tego, że się nadajesz na wojownika – wskazałam na liderkę – pierwszym punktem jest to abyś jej zaufała i przestała bać. Nie jest wcale taka straszna jak na pierwszy rzut oka, zaufaj mi to dobra kocica. 
Uśmiechnęłam się do liderki a łapą lekko szturchnęłam Piszczkę aby podeszła. Z początku stawiała opór ale potem już sama podeszła. 
- Stąd nie wyglądasz aż tak strasznie Srebrna Gwiazdo – miauknęła Piszczka – mam nadzieję, że nie jesteś zła na Srebrną Sadzawkę, że się ze mną spotkała?
Dostrzegłam lekkie zakłopotanie na pyszczku kocicy.
- Nie jest zła, to co musiałyśmy to omówiłyśmy. Piszczko jesteś pewna swojej decyzji?
Kotka odwróciła się do mnie i chwilę wpatrywała się we ścianę ale zaraz spojrzała na mnie.
- Nie chcę żyć ze złodziejami, ale ja nic nie wiem o życiu na wolności – posmutniała – a nie chce iść do klanu nic nie wiedząc o takim życiu. 
Jedyne co pozostaje to abym ja ją trochę podszkoliła. Skierowałam wzrok na liderkę wyczekując co powie.
<Srebrna Gwiazdo?>

08 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Srebrnej Gwiazdy

Wydało się, ale ze mnie lisi bobek, nie potrafię nawet dochować dyskrecji i nie zdradzać, że robię coś nie bardzo. Nie! Czemu ja w ogóle wpadłam na ten pomysł? Czemu nie mogłam zignorować tego zapachu? Srebrna Sadzawka zawsze musi pokazać jak bardzo nie grzeszy inteligencją.
Wyszłam z legowiska liderki, zła, przerażona… rozjuszona opuściłam obóz i udałam się na wcześniej planowane polowanie, może jak wbije w coś pazury to wyładuje negatywne emocje. Starałam się jak najdłużej nie wracać do obozu dlatego szłam w każdy możliwy zakamarek terytorium. Udało mi się złapać królika, dwa ptaki i mysz. Widocznie, gdy jestem zła polowanie idzie mi o wiele lepiej. Z trudem utrzymałam w pyszczku łupy. Teraz w sumie się ucieszyłam, że musiałam więcej polować, bo szczerze? Lubiłam ten obowiązek, więc kara abym więcej polowała wydawała się dla mnie raczej nagrodą. Kolejny bezchmurny dzień właśnie się kończył a ja ze trudem się wgramoliłam ze łupami na teren obozu. Wrzuciłam je wszystkie na odpowiednie miejsce, a potem położyłam się w ocienionym miejscu, chociaż teraz to było bez różnicy, bo i tak na cały obóz znalazł się poza zasięgiem słońca. Nie miałam zamiaru w ogóle iść spać tylko czekać, w końcu będę miała towarzystwo podczas dzisiejszego spotkania.
***
Szłam przodem a Srebrna Gwiazda podążała za mną. Starałam się nie myśleć, że liderka idzie za mną tylko o tym jak ją przedstawię Piszczce. Wbrew temu, co teraz myślałam o srebrnej kocicy, chciałam aby kotka się jej nie obawiała a wręcz uznała za kogoś bliższego, nie powinna się zrażać do niej za moje błędy…
- Musimy przejść przez płot – poinformowałam ją, napotkałam jej chłodne spojrzenie – zmieniłam miejsce spotkania dla dyskrecji ale teraz to w sumie nieistotne.
- Dlatego naraziłaś się na atak psa? Co jeśli nie został przywiązany?
- Został uwiązany, tak to już dawno by stał tutaj przy płocie, pójdę pierwsza – przygotowałam się do skoku, ale widziałam wyraźny sprzeciw na pyszczku liderki – to przeze mnie się tutaj znalazłaś, Klan bardziej potrzebuje liderki niż… nielojalnej wojowniczki.
Nie czekałam na jej odpowiedź tylko przeskoczyłam. Chwilę powęszyłam ale nie czułam psa tylko zapach kociaka. Za chwilę za mną się znalazła kocica. Poszłam już pewniej do omówionego miejsca, a wręcz pobiegłam aby sprawdzić czy kotka czeka. Znalazłam się za Gniazdo Dwunogów i dostrzegłam kotkę.
- Cześć Srebrna Sadzawko! – przywitała się i chciała do mnie podbiec ale gdy dostrzegła Srebrną Gwiazdę zaniechała i stanęła wgapiona w nią.
- Dzisiaj przyszedł ze mną ktoś wyjątkowy – uśmiechnęłam się – a mianowicie liderka Klanu Burzy, Srebrna Gwiazda. Nie zrobi ci krzywdy i przyszła tutaj aby cię poznać Piszczko.
Kotka mimo to wciąż stała a w jej oczach dostrzegałam wszechobecny strach. Miałam tylko nadzieję, że Srebrna Gwiazda od razu jej nie przekreśli, przecież to ledwie trzecie nasze spotkanie.
< Srebrna Gwiazdo?>

07 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Srebrnej Gwiazdy

Podwójna wpadka, nie mogę jej się spytać o to, muszę się jakoś wykręcić.
- Aaaa…., ja zapomniałam o co miałam się spytać – zrobiłam niewinny uśmieszek, poprawka, próbowałam go zrobić ale podejrzewam, że wyszedł jeszcze bardziej winny.
- Srebrna Sadzawko… - liderka starała się zachować spokój i cierpliwość ale czułam, że już traci powoli nerwy.
- To ja pójdę się umyć, wybacz, że Ci zajęłam czas – przeprosiłam i odbiegłam w najdalszy kąt obozowiska. Zaczęłam się dokładnie wylizywać aby żadna część sierści nie miała na sobie resztek zapachu tego kociaka. Czułam się obserwowana przez Srebrną Gwiazdę ale nigdzie nie mogłam jej dojrzeć, widocznie mój rozum mnie ostrzegał, że chyba za daleko się posuwam. Nie miałam go jednak zamiaru słuchać, bo nawiązanie relacji ze zaginioną rodziną to coś co powodowało u mnie pewnego rodzaju szczęście i radość. Nie twierdzę, że źle mi się żyje w Klanie tylko… po prostu potrzebowałam kogoś kto zrozumie mnie, kogoś kto wiedział jak to być po części wychowankiem Dwunogów. A dzisiaj w nocy mam zamiar zapoznać ta kotkę ze tym wszystkim.
Teraz poczułam ukłucie głodu, zniechęcona podeszłam do miejsca gdzie leżało pożywienie, wzięłam wychudłą mysz, którą sama przyniosłam i zjadłam a kości oczywiście zakopałam. Muszę teraz postarać się zachowywać naturalnie by nie wzbudzać podejrzeń liderki, bo coś ,i się wydaje, że jednak zasiałam w jej sercu ziarno niepewności.
***
Środek nocy. Ze wstaniem nie miałam większego problemu, rozbudziła mnie myśl na temat kolejnego spotkania. Wyszłam z legowiska i jak zwykle rozejrzałam się po obozie czy nikt poza mną nie może spać. Podobnie jak poprzednio, ani żywego kota na zewnątrz. Najszybciej jak potrafiłam opuściłam teren obozu i pobiegłam w tym samym kierunku, co wczoraj. Nagle coś mnie jakby ukuło w głowie, przecież Srebrna Gwiazda wiedziała o tym, że byłam tam poprzedniej nocy i jej reakcje wcale nie wskazywała na to aby miała do mnie pełne zaufanie. Mogła kogoś za mną wysłać. Postanowiłam iść jak najbardziej naokoło aby domniemanego szpiega lekko zmylić.
Czemu ja to robię? Czyżbym przestała ufać Srebrnej Gwieździe, a może ona mnie? Czy, co to teraz faktycznie robiłam, było szkodliwe dla klanu? Mam nadzieję, że Gwiezdny Klan nie uzna tego za łamanie prawa, bo jakby nie patrzeć miejscem spotkania nie było terytorium Klanu Burzy, tylko poza.
Odgoniłam czarne myśli i kiedy zorientowałam się, że wystarczająco zakręciłam drogę poszłam, także okrężną drogą, do celu.
***
- Nazywasz się Srebrna Sadzawka? Dziwne imię – kotka uśmiechnęła się – ja się nazywam Piszczka.
Zaśmiałam się.
- Widzisz, tam gdzie ja teraz mieszkam to normalne imię, a twoje brzmi dziwnie – odpowiedziałam – czy wiesz, że tutaj mieszkają cztery klany?
- Coś słyszałam o nich, ale każdy mówił, że zamieszkują je zdziczałe koty, które zaatakują wszystko co się rusza – odparła.
W sumie się nie dziwię im, momentami odnosiłam wrażenie, że inni są trochę zbyt agresywni ale po jakimś czasie zrozumiałam dlaczego.
- Wiesz, po prostu pilnujemy swoich terenów przed intruzami, u nas każda mysz czy nornica się liczy. A niektóre koty przychodzą zapewne popolować dla zabawy, dla nas to nie jest zabawa. Nie wiem czy wiesz ale każdy z tych czterech klanów ma swoje terytorium, które jest ściśle strzeżone przed nieproszonymi gośćmi. Akurat ty znalazłaś się blisko terenów Klanu Burzy, do którego ja należę, a są jeszcze Klan Nocy, Klifu i Wilka.
- Ojej, nie miałam pojęcia, że w okolicy żyje tyle kotów. A zawsze myślałam, że tylko ja mam ochotę uciec od moich Państwa i poczuć się wolna! – uśmiechnęła się a jej oczy skrzyły od radości.
- A nie chciałabyś czasem dołączyć do jednego z nich? – spytałam.
Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Ty mi sugerujesz abym do któregoś dołączyła? A-ale ja nie wiem nic o życiu tam i walce i polowaniu i…
- Spokojnie nim bym cię gdzieś puściła, to najpierw byś została podszkolona przeze mnie abyś nie uchodziła aż za takiego strasznego Pieszczocha, to jak?
Piszczka zaczęła chodzi z jednego miejsca do drugiego ale po upływie kilku uderzeń serca stanęła i
spojrzała prosto na mnie.
- Życie tam jest nudne – wskazała na swój dom – a na tych wrzosowiskach mogę poznać jak żyje prawdziwy, niezależny kot, więc oczywiście, że chce!
- Doskonale, czyli od następnego spotkania zaczynamy trening, tylko spotkamy się zza płotem, dla bezpieczeństwa.
- Ale tam jest pies, a on strasznie hałasuje, chyba, że poszlibyśmy zza budynek, tam ani okien nie ma ani drzwi a na dodatek rosną drzewa, więc nikt by nas nie zobaczył.
- Zgoda, a teraz już muszę iść.
- Czekaj! Dlaczego mnie zachęciłaś do dołączenia?
- Bo… eh, jesteś moją siostrą.
Odbiegłam, kątem oka widziałam jak kotka stoi zdębiała. Jutro jej wszystko wyjaśnię ale teraz muszę wracać a przede wszystkim coś upolować i zmyć z siebie zapach.
***
Leżałam we legowisku wojowników. Wróciłam nim Słońce zdążyło wzejść. Po drodze zmyłam dokładnie z siebie zapach oraz upolowałam gołębia i nornicę. Mało który kot wstał, pojedyncze przypadki. Ja w końcu znudzona wstałam i wyszłam aby się rozruszać. Nie byłam głodna a tyle ile przespałam mi wystarczyło. Chciałam iść na kolejne polowanie ale usłyszałam głos liderki.
- Srebrna Sadzawko, czy mogłabyś przyjść do mojego legowiska porozmawiać? – spytała neutralnym głosem.
- Oczywiście – odpowiedziałam.
Kocica kiwnęła i ruszyła a ja za nią. Niby nie wyglądała na złą czy zawiedzioną ale i tak przeczuwałam kłopoty. Co jeśli dobrze nie zmyłam z siebie zapachu? Musiała być jednak dobrej myśli. Kiedy weszłyśmy od razu poczułam się jakoś bardziej podenerwowana.
- O czym chciałaś ze mną pomówić? – spytałam.
< Srebrna Gwiazdo?>

06 lipca 2016

Od Srebrnej Sadzawki

Obudziłam się we środku nocy. Przez wyjście ze legowiska mogłam dostrzec jak księżyc oświetla cała polanę swym srebrnym blaskiem. Nie odczuwałam zmęczenia a wręcz pobudzenie. Słyszałam ciche i spokojne oddechy innych wojowników ewentualnie mruczenie. Powoli się podniosłam i wyszłam przed legowisko. Ani jednego żywego kota na zewnątrz. Przeciągnęłam się i usiadłam wpatrując się we niebo rozświetlone licznymi gwiazdami. 
Zwą was Gwiezdnym Klanem. Czy w was wierzę? Sama nie wiem, tradycje, obyczaje i zasady klanu bardzo szybko przyjęłam i oswoiłam się z nimi ale… ze wiarą? Skoro jesteście obliczem dobra to czemu zginęła nasza medyczka? Czemu Klan Wilka został przegnany? Czemu nikt nie powstrzymał Onyksowej Gwiazdy, gdy atakował jego członków? Mówi się, że nic nie dzieje się bez przyczyny i niesie jakieś dalsze konsekwencje, czasem dobre, czasem złe ale przypadkiem nie jest ważne to, co dzieje się w obecnej chwili? Na ulicy się nauczyłam jednego, nie oczekuj tego, że jakiś Dwunożny ci pomoże, bo oni sobie wybierają tych lepszych i tych gorszych… A czy tak jest z Tobą Gwiezdny Klanie? Czy też wybierasz tych silniejszych i tych słabszych? Nie odpowiesz mi, może i lepiej, bo odpowiedź mogłaby mnie nie ucieszyć. Z czasem jednak przywyknę do wiary w Ciebie i stanie się dla mnie codziennością. Abyś stał się czymś dla mnie o wiele istotniejszym musiałbyś pokazać, że… jesteś. 
- Srebrna Sadzawka? – usłyszałam za sobą głos Lwiego Serca – czemu nie śpisz?
- To samo pytanie mogłabym zadać tobie – odpowiedziałam mając na pyszczku lekkie rozbawienie z tego, że taka podobna sytuacja się już zdarzyła – obudziłam się i nie mogłam zasnąć. A ty?
- A też jakoś się tak obudziłem i zauważyłem, że ciebie nie ma, pomyślałem, że znów tam poszłaś w tamto miejsce – usiadł obok mnie – widziałem jak przyglądasz się gwiazdom.
- Tak, kiedy na nie patrzę napełnia mnie spokój i harmonia – odpowiedziałam – poza tym, są widoczne tylko w nocy i jeśli niebo jest bezchmurne. 
- A wiesz o Gwiezdnym Klanie? – zapytał.
- Coś słyszałam – odpowiedziałam bez przekonania – z tego, co widziałam na Zgromadzeniu, tutejsi bardzo go czczą. 
- Nie znam kota, która by ośmieliłby się przeciwstawić Mu.
Kiwnęłam głową. Przez chwilę oboje siedzieliśmy we ciszy i obserwowaliśmy niebo. Nie wiem czy kocur także rozmawiał z Nim, czy po prostu obserwował niebo. Po kilku uderzeniach serca cisza przerodziła się we grobowe milczenie, nawet wrzosowiska spały. Na myśl o śpiącej myszy we norze, moje oczy zaczęły automatycznie się zamykać. Wstałam i ogonem musnęłam kocura dając znak że idę dalej spać. On przytaknął i pozostał w tej samej pozie. Jak chce to niech sobie siedzi, mnie zachciało się ponownie spać a nie mam zamiaru się męczyć. Położyłam się na swoim posłaniu i zwinięta w kłębek szybko usnęłam. 
***
Obudziłam się gdy Słońce już było na niebie. Mimo to widziałam jak kilku wojowników jeszcze śpi w tym Lwie Serce, ciekawe, o której się położył. Ja wstałam i ponownie się przeciągnęłam. 
- Srebrna Sadzawko – usłyszałam za sobą głos zastępcy, Walecznego Serca – chciałbym abyś wraz ze mną i Smutnym Śpiewem poszła na patrol. 
- Dobrze – odpowiedziałam i poszłam za kocurem. 
On wraz ze drugim kocurem wyszli przez wyjście a ja za nimi. Dziwnie się czułam w ich towarzystwie, pewnie to wynikało ze faktu, że tak naprawdę w ogóle z nimi nie rozmawiałam. Nikt jednak nie mówił, że podczas patrolu trzeba rozmawiać. Szłam za kocurami, cały czas węsząc i nasłuchując czy przypadkiem nie kręci się tutaj ktoś nieproszony. Nic ciekawego się nie działo. Wiatr trochę dawał o sobie znać ale był ciepły i przyjemny. Szliśmy w kierunku gdzie mieszkają Dwunożni. I wtedy poczułam kota… dokładniej Pieszczoszka. Dziwnie się czułam, a co jeśli ja też tak pachniałam? Chociaż ja pewnie śmierdziałam spalinami. W każdym razie poczuli to także moi towarzysze. 
- Jakiś Pieszczoch chodzi po okolicy, trzeba będzie go przegonić – stwierdził Waleczne Serce i ruszył dalej, widocznie nie miał zamiaru tropić go po okolicy i pogonić. Wolał to zrobić jak mu się nasunie. W tymże zapachu było jednak coś znajomego… coś co nie dawało mi spokoju. Jakbym go kiedyś czuła, tylko, że gdzie? Usłyszałam swoje imię i dogoniłam pozostałych wojowników. Zapach naprawdę utkwił mi we głowie. Wolałam jednak nie dawać po sobie poznać, że mnie zaintrygowała woń. Szłam za nimi cały czas zastanawiając się skąd znam zapach Pieszczoszka, odpędziłam od siebie jednak myśli i skupiłam się na patrolowaniu wraz z pozostałymi.
***
Specjalnie się zmusiłam aby nie zasnąć. Chciałam obadać tamto miejsce, gdzie poczułam tego Pieszczoszka ale wolałam to zrobić jak wszyscy będą smacznie spać, dla nich to mogłoby się wydawać dziwne, w sumie ja sama się sobie dziwię, że obchodzi mnie jakiś tam kot, który na dodatek pachnie Dwunożnymi. Mimo to, chcę to sprawdzić, bo… tak. 
Podniosłam się i najciszej jak potrafiłam wyszłam ze legowiska wojowników. Rozejrzałam się czy nikt nie siedzi i nie sadzi się na takich nieśpiących jak ja. Spojrzałam na Srebrną Skórę, nie było ani jednego obłoku. Podchodząc do wyjścia jeszcze raz się obejrzałam czy nikt przypadkiem się nie obudził. Upewniona wybiegłam. 
***
Dotarłam do miejsca gdzie poczułam woń kota i ruszyłam za nią. Raczej nie liczyłam na spotkanie z nim o tej porze, bo ze doświadczenia i obserwacji wiem, że są zamykane przez Dwunogów na noc. Z ciekawości pójdę jednak. Po dwóch czy czterech uderzeniach serca dotarłam do miejsca, gdzie ostatnio zostałam przyłapana przez Lwie Serce jak się tutaj kręciłam. Natychmiast spojrzałam się za siebie, choć nikogo nie widziałam ani nie czułam to zaczęłam chodzić najróżniejszymi ścieżkami tak aby tego, kto chciał mnie ewentualnie śledzić to mógłby się lekko zakłopotać. W końcu podeszłam do płotu i zaczęłam węszyć aż trafiłam na szukany trop, o dziwo bardzo świeży. Podążyłam za wonią a ona poprowadziła mnie na wrzosowiska. 
Ten Pieszczoch widocznie nie wie co robi! Muszę go napomnieć, bo wiem, że intruzów nie traktuje się łagodnie. Przypomina mnie i mój idiotyzm gdy to ja sobie swawolnie polowałam na terenie Klanu Burzy, tyle, że ja miałam szczęście i Srebrna Gwiazda mnie wysłuchała. 
Pobiegłam tropem kota a gdy znalazłam się na wrzosowiskach zaczęłam ostrożniej stawiać kroki i bardziej zdawać się na zmysły. Skradałam się tak długo aż ujrzałam szarawego, dosyć małego kota, kiedy się jednak przybliżyłam dostrzegłam, że ma długą sierść. W ogóle nie był uważny, szedł tak swawolnie. Zaczaiłam się i wysunęłam pazury. Skoczyłam.
- Au! – pisnął – to boli!
- Co robisz na terytorium Klanu Burzy? Nie powinno cię tu być! – syczałam, mocniej przyciskając kociaka do podłoża. To była chyba kotka i na dodatek kocię, muszę jednak trochę je nastraszyć aby było świadome zagrożenia.
- To tu jest jakiś klan? Nie wiedziałam! Przepraszam! Wypuść mnie a już nigdy tu nie wrócę, obiecuję!- prawie słyszałam jak przez jej głos przebija się cichy szloch.
- Dobrze, już dobrze – zeszłam z niej – nie zrobię ci krzywdy.
Kotka wstała i odwróciła się do mnie. I wtedy coś mnie tknęło. Miała identyczne oczy jak matka, w sumie głowę miała taką samą, czy to mogło oznaczać, że to moja dawno zaginiona siostrzyczka? Nie, wydawała się młodsza, chociaż, matka mogła mnie okłamywać. 
- Czemu się tak na mnie dziwnie patrzysz? – spytała kuląc się.
- No, bo… ja… ah! Już nastaje dzień. Posłuchaj, wiem, że… masz prawo się mnie obawiać ale nie musisz. Spotkajmy się o tej samej porze, w tym samym miejscu, w tym miejscu – powiedziałam.
- A-a jaką mam pewność, że mnie nie zaatakujesz i nie zabijesz? – wzdrygnęłam się na to pytanie, widocznie nie mam daru do robienia pierwszych wrażeń.
- Masz pewną pewność, że nic ci nie zrobię. Jeśli jednak byś mnie gdzieś zobaczyła w ciągu dnia to nie podchodź do mnie, a jeśli na miejscu spotkania zobaczysz innego kota niż ja, nie pokazuj się, dobrze? – zrobiłam poważną minę ale zależało mi na dyskrecji .
- Zgoda, pod warunkiem, że przy następnym spotkaniu powiesz mi kim jesteś – chciała zrobić groźną minę ale coś jej nie wyszło, powstrzymałam się od śmiechu.

- Dobrze, muszę już wracać, a ty staraj się iść jak najuważniej.
Natychmiast skoczyłam do biegu i skierowałam się do obozu. Po drodze upolowałam jakąś mysz aby nie wrócić ze pustym pyskiem. Kiedy wbiegłam do obozu, dostrzegłam, że kilka kotów już się obudziło. Odłożyłam zdobycz na miejsce. Nie czułam ani znużenia ani głodu, za bardzo byłam podekscytowana prawdopodobnym odnalezieniem zaginionej siostry. Położyłam się w ocienionym miejscu, rozmyślałam nad naszym kolejnym spotkaniem, którego szczerze nie mogłam się doczekać. Nie poznałam imienia tej kotki, nawet obroży nie miała, cóż mamy się sobie przedstawić przy następnym spotkaniu. Dostrzegłam Srebrną Gwiazdę jak gdzieś zmierzała, ciekawe czy by mi się udało namówić tamtą kotkę do dołączenia. Będę musiała się spytać liderki co ona na to. Wstałam i podeszłam do kocicy.
- Witaj Srebrno Gwiazdo! – przywitałam się – mam nadzieję, że ci w niczym nie przeszkodziłam, bo chciałabym się o coś ciebie zapytać.
- Witaj Srebrno Sadzawko, w niczym ważnym mi nie przeszkodziłaś a o co chodzi?
- Bo chciała…
- Czekaj, czemu pachniesz Pieszczoszkiem? – spojrzała na mnie podejrzliwie.
O nie! Zapomniałam się umyć po spotkaniu. Jej reakcja natomiast mnie jeszcze bardziej zaniepokoiła, lepiej abym się dzisiaj jej o to nie pytała.
- Emm… bo w nocy, wyszłam na taki… spacer i poczułam zapach i poszłam za nim a jak spotkałam tego Pieszczoszka to go przegoniłam, bo poprzez rozmowę nie chciał odejść – skłamałam ale starałam się kontrolować swój wyraz pyszczka.

<Srebrna Gwiazdo?>

12 czerwca 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Lwiego Serca

Moje pierwsze polowanie w towarzystwie jakiegoś kota, i to na dodatek z klanu! Wewnątrz mnie czułam się jak mały kociak, który upolował swoją pierwszą zdobycz, ale na zewnątrz starałam się zachować powagę. Choć i tak mój ton głosu się zmienił, więc domyślam się, że kocur domyślał się co tak naprawdę odczuwam. Szliśmy poprzez trawiaste wzgórza, wiatr czesał moją krótką sierść, a słońce radośnie przygrzewało. Kątem oka spojrzałam na pręgowanego kocura. On aż tak bardzo się nie cieszył z powodu słońca, nie dziwię mu się. Jego grubsze futro jeszcze całkowicie nie wypadło, więc oczywiste było, że słoneczna pogoda uprzykrza mu z lekka. Mimo to nie jęknął, trzymał się. Szliśmy tak równym krokiem, póki oboje zgodnie nie wyczuliśmy małej gromadki królików w pobliżu. Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Mam pomysł – kocur spojrzał na mnie – zróbmy zawody! Kto złapie więcej łupów ten lepszy!
Lwie Serce stał zaskoczony, ale odwzajemnił uśmiech .
- Zgoda – odparł i poszedł w drugim kierunku.
Hehe… uwielbiam to robić. Poszłam w przeciwnym kierunku niż wojownik i zaczęłam intensywnie węszyć w poszukiwaniu jakiejkolwiek zdobyczy. Nie czułam już królików, poszłam w przeciwnym kierunku, zaraz… Lwie Serce tam poszedł! A niech to, przechytrzył mnie, ale nie dam mu się! Podirytowana wytężyłam zmysł węchu i natychmiast poczułam zapach jakiejś myszy. Szybko na nią trafiłam i sprawnie zabiłam. Zakopałam ją i pobiegłam dalej. Po swojej drodze nałapałam jeszcze kilka małych gryzoni, nawet ptaka udało mi się upolować. Mimo to wciąż nie mogłam trafić na ślad żadnego królika a przecież jeden jest o wiele więcej warty niż mysz. A nie chcę przegrać z kocurem! Zdenerwowana niczym kociak wściekle ruszyłam przed siebie. Po chwili do moich nozdrzy doszła woń królika. Jest! Pobiegłam za zapachem i dojrzałam całkiem sporego uszaka kicającego spokojnie i chrupiącego trawę. Przycisnęłam brzuch do podłoża i wtedy prawdopodobnie mnie wyczuł. Natychmiast za nim skoczyłam i mimo początkowych trudów dorwałam go. Szybko zakończyłam jego męczarnie i wtedy usłyszałam szelest trawy za mną. Nastawiłam uszu i zaczęłam obserwować poruszające się kłosy. Wyskoczył z nich szczur. Ha! Kolejna zdobycz! Zabicie go nie należało do najtrudniejszych choć parę razy próbował mnie dziabnąć swoimi małymi ząbkami. Jego oraz królika wzięłam w pysk i po kolei jak wracałam w pysku przybywało mi zdobyczy. W końcu doszłam do miejsca mojego rozstania ze kotem. Powróciłam jako pierwsza i rzuciłam stos zwierzyny na podłoże i sama obok niej usiadłam. Po około jednym uderzeniu serca zza zarośli wyłonił się pręgowany zielonooki wojownik. Tak jak się spodziewałam, niósł króliki i ewentualnie ze dwie myszy. Położył swoją i usiadł naprzeciwko mnie.
- Hm… widzę, że głownie gustowałeś we królikach – stwierdziłam od razu, że on wygrał, przecież kilka myszy, jeden ptak, królik i szczur nie mogły się równać trzem utuczonym królikom – gratuluję, wygrałeś.
Kocur uśmiechnął się i lekko wyprostował ale zaraz podszedł do mnie i trącił mnie.
- Ty też całkiem sporo upolowałaś – uśmiechnął się – mógłbym stwierdzić nawet, że jest po rów…
Zamilkł. Wpatrywał się we moją kupkę zdobyczy, a dokładnie na szczura.
- O co chodzi? – spytałam zdezorientowana.
- Upolowałaś szczura to prawie jak wronie jedzenie!
- Że co?! – krzyknęłam - poważnie? Ja przez całe życie się nimi żywiłam i jakoś nigdy nie odczułam negatywnych skutków.
Lwie Serce spojrzał na mnie pytająco. No cóż, czasem nie trzymam pyszczka na kłódkę. A w sumie co mi tam, jesteśmy w jednym klanie, powinien wiedzieć o mojej przeszłości.
- Domyślam się, że ty urodziłeś się jako dziki kot prawda? – przytaknął – nie miałeś styczności zapewne ze Siedliskiem Dwunogów, ja natomiast tak, wychowywałam się tam. Nie byłam Pieszczoszkiem, nie lubiłam ludzi i w sumie ich nadal nie lubię ale tam żyło mi się dosyć dobrze. Tam nie było myszy, nie, same szczury i ich odpadki. Dlatego dla mnie wronim jedzeniem nie jest szczur, gdyż przywykłam do ich smaku.
Kocur widocznie się nad czymś zastanawiał.
- To przeszłość, teraz żyjesz tutaj – odparł, zaskoczył mnie, że nic nie jęknął na temat mojego pochodzenia – zostaw go tutaj, tobie może i nie przeszkadza ich smak ale innym kotom jak najbardziej.
Zrobiłam tak jak prosił. Byłam zaskoczona tym faktem, ale życie jest pełne niespodzianek. Teraz o mojej przeszłości wiedział Lwie Serce, mam nadzieje, że nie odczuwa wobec mnie obrzydzenia.
< Lwie Serce?>

30 maja 2016

Od Srebrnej Sadzawki CD Beżowej Duszy

Przysłuchiwałam się rozmowie Srebrnej Gwiazdy i jakiejś kotki, zapewne wojowniczce. Z tego, co zrozumiałam kotka chciała pozostać we obozie, bo się nie za dobrze czuła. Nie za bardzo mi się to podobało, bo w klanie nie było medyka. Kocice jeszcze przez chwilę ze sobą rozmawiały ale zaraz się rozeszły we swoje strony. Pręgowana kotka również zmartwiła mnie swoim stanem, choć jej nie znałam ale czułam, że związałam się ze klanem i każdym kotem, który do niego należy. Może jej coś przyniosę? Warto by było się z kimś zapoznać, bo w końcu spędzę tu swoje całe życie a ta kotka nie wyglądała na taką, która miałaby przy pierwszym poznaniu mnie zagryźć. Wyszłam ze obozu i postanowiłam coś zapolować. Przez moment nie mogłam zwietrzyć żadnego zapachu ale po chwili do mojego nosa doleciała woń królika. Musiał być niedaleko. Bezszelestnym krokiem ruszyłam w jego kierunku. Po chwili zza wysokiej trawy dostrzegłam młodego królika. Nie był wielki ale do przygryzki się nadawał. Kiedy podszedł bliżej skoczyłam na niego i sprawnym ruchem pazurów skróciłam jego żywot. Chwyciłam go w szczęki i ruszyłam w stronę obozu przy czym po drodze udało mi się dopaść niezwykle nieuważną mysz. Będąc już za osłoną kolcolistu skierowałam się w kierunku stosu na żywność i tam rzuciłam królika. Potem ruszyłam w stronę legowiska wojowników, spodziewałam się, że tam właśnie spotkam pręgowaną kotkę. Kiedy znalazłam się we wnętrzu udało mi się ją dostrzec leżącą. Ciekawe czy jest głodna, bo ja jakoś nie odczuwałam głodu. Przez chwilę się zawahałam ale muszę poznawać członków własnego klanu, bo to wstyd by nie znać własnych współlokatorów. Nieśmiało podeszłam do kotki. Kiedy znalazłam się w zasięgu jej szarych oczu rzuciłam przed nią martwego gryzonia.
- Słyszałam twoją rozmowę ze Srebrną Gwiazdą – usiadłam przed nią, starałam się lekko uśmiechnąć – i stwierdziłam, że może podejmę próbę umilenia ci czasu póki nie poczujesz się lepiej.
Kotka była zaskoczona moim gestem, przybrała siedzącą pozę i wciąż wpatrywała się we mnie. W sumie nie dziwię się jej zaskoczeniu, bo jakby nie patrzeć kompletnie mnie nie zna. Pora to zmienić!
- Jestem Srebrna Sadzawka – miauknęłam dumnie – jestem tą nową wojowniczką, no może nie aż tak ale chyba nie zdążyłyśmy się poznać, jak się zwiesz?
- Beżowa Dusza – odpowiedziała śmiało – cóż, dziękuję ci za to, a ty sama nie jesz?
- Nie jestem głodna, mam nadzieję, że gładko ci przejdzie przez gardło – zaśmiałam się aby rozluźnić atmosferę.
< Beżowa Duszo?>

29 maja 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Lwiego Serca

Zajadałam się myszą polną, obok mnie Lwie Serce spożywał też mysz, chyba. Po Skończonej uczcie pozostałe koty rozeszły się we swoje strony. Ja osobiście nie wiedziałam, co miałam ze sobą zrobić. Na polowanie nie opłacało mi się iść, bo po tym co przynieśli Waleczne Serce, Beżowa Dusza i Smutny Śpiew jedzenia było wystarczająco dużo. Nie wiedziałam czy ma odbyć się jeszcze jakiś patrol, więc stwierdziłam, że rozsądniej będzie pozostać w obozie. Skończyłam spożywać małego ssaka i skierowałam się w kierunku legowiska wojowników. Znalazłam swoje legowisko. Zwinęłam się w kłębek. Nim pogrążyłam się we śnie, obiegłam wzrokiem polanę klanu. Było jeszcze dość jasno ale dostrzegałam, że wszystko lekko różowiało od zachodzącego słońca. Moje powieki same się zamknęły.
***
Obudziłam się w środku nocy. Słyszałam spokojne oddechy pozostałych wojowników. Ułożyłam się w innej pozie ale to nie była ta. Przez chwilę się wierciłam i szukałam wygodnego ułożenia ale nieważne jakbym się nie położyła to i tak nie mogłam się zmusić do zaśnięcia. Zirytowana wstałam i najciszej jak potrafiłam wyszłam ze legowiska. Na zewnątrz przeciągnęłam się i przebiegłam wzrokiem cały obóz. W ciemniejszych miejscach widziałam pojedyncze koty, które nie spały, prawdopodobnie czuwały ale moja obecność ich nie zainteresowała zbytnio. Raczej już nie usnę a nie mam zamiaru siedzieć i pachnieć. Wyjdę poza obóz i może jak się trochę pomęczę to szybciej przyjdzie mi ponownie zaśnięcie. Na niebie było widać liczne gwiazdy i księżyc we sierpie. Idealna pogoda na nocny spacer, nawet temperatura była dosyć wysoka jak na nocne warunki. Podniosłam się i ostrożnie skierowałam się w stronę wyjścia. Po przeciśnięciu się przez ciasny tunel obrałam sobie cel wycieczki. Postanowiłam iść na północ od obozu, tam mnie jeszcze nie było, ze spokojnego marszu przeszłam do żwawszego kłusu. Bardzo szybko do mojego nosa dobiegła woń dobrze mi znana… Dwunożni. Mimo mocnego zapachu szłam dalej aż przez gęste liście krzewów ujrzałam ich dzieła. Do moich uszu dobiegło szczekanie psa ale nie przejęłam się tym zbytnio, bo pies był przywiązany a Dwunożnych zdawało się nie być. Cóż mam szczęście, jakoś ten pies nie budził we mnie aż tak wielkiego przerażenia. Zapewne wynikało to z faktu, że we swoim wcześniejszym życiu spotykałam ich całe rzesze i każdy mnie gonił. Nagle usłyszałam za sobą szelest. Nastawiłam uszu, momentalnie najeżyłam sierść na grzbiecie i swoimi ślepiami obserwowałam poruszające się krzewy. Byłam gotowa na atak napastnika. Poczułam mieszane uczucia gdy wyłonił się z nich Lwie Serce. Z jednej strony dobrze, że nie okazał się jakimś wrogiem ale z drugiej czy on mnie śledził?
- Lwie Serce, co ty tutaj robisz? – spytałam jakby fakt, ze ja tu jestem także nie był dziwny.
- To samo pytanie mógłbym zadać tobie – zmierzył mnie swoimi zielonymi oczami – podeszłaś bardzo blisko terenu Dwunożnych.
No jakbym nie zauważyła. Czyżby mi nie ufał? Możliwe, że poszedł moim tropem z ciekawości.
- Wiem ale nie ma ich tam a pies jest przywiązany – odparłam pewnie - czemu za mną poszedłeś?
Zmierzyłam kocura sowim wzrokiem i oczekiwałam odpowiedzi.
< Lwie Serce?>

16 maja 2016

Od Srebrnej Sadzawki cd. Lwiego Serca

Woń kota, którą czułam na klifami zniknęła, więc zignorowałam to. Widziałam, że dzień już na dobre się rozpoczął, póki co nie zapowiadało się na deszcz… jeszcze. Wstałam i powoli zaczęłam kierować się trasą, którą tu przybyłam. Naszła mnie ochota aby podumać o tym, co się ostatnio wydarzyło. Podsumuję. Dołączyłam do Klanu Burzy i tak naprawdę nikogo poza Srebrną Gwiazdą nie znam. Muszę to zmienić, bo w końcu mam zamiar spędzić tutaj chyba całe swoje kocie życie. Czyż nie na to czekałam wychowując się wśród Dwunożnych i ich Potworów? Pewniejsza przyspieszyłam kroku. Wczoraj tak naprawdę nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Może to i dobrze, dzisiaj przynajmniej wiem mniej więcej, co mogę powiedzieć. Podobnie jak wczoraj mam zamiar wrócić ze prezentem powitalnym. Zaczęłam węszyć poszukując woni jakiejś zdobyczy. W miarę szybko trafiłam na trop nie myszy a nornicy. Znalazłam ją i bez większego problemu upolowałam. Niosąc w pyszczku łup zaczęłam zmierzać w stronę obozu klanu. Podczas kłusu obmyślałam co powiem pozostałym członkom. Ee cześć? Jestem Srebrna Sadzaw… nie, zbyt jakieś takie... wątłe. Witam nazywam się… jeszcze gorsze, brzmi tak sztywno jak uschnięta gałąź. Nim zdążyłam się namyśleć już byłam przed ciasnym wejściem do obozu. Trzeba będzie improwizować… jak zawsze. Wzięłam głęboki wdech i ponownie się przeciskałam tak aby jak najmniej się poszarpać. Weszłam na polanę. Widziałam, ze każdy członek żył swoim życiem. Na chwile zwrócili na mnie swoje ślepia. Już byłam gotowa aby bronić się poprzez słowa ale na chwile tylko zwróciłam ich uwagę a potem wrócili do tego, co robili. Srebrna Gwiazda musiała ich poinformować o tym, że Klan Burzy ma nowego członka. Minimalny stres zszedł ze mnie i podeszłam do stosu na jedzenie i odłożyłam nornicę. Potem wzięłam, prawdopodobnie, mysz i w jakimś oddalonym kącie zjadłam ją. Smakowała dobrze, nie robiła może na mnie aż tak wielkiego wrażenia ale na pewno byłą lepsza od szczurów czy resztek jedzenia Dwunogów. Postanowiłam posiedzieć w tym miejscu aby oswoić się z miejscem, przy okazji obserwowałam klan. Nikogo z nich nie znałam, i szczerze mam nadzieję, że niedługo to się zmieni, tyle, że ja sama tego nie zrobię. Nie potrafię się przełamać i podejść do kogoś i tak po prostu się przedstawić. Poprzez obserwację mogę się nauczyć wiele o tradycji tutejszych mieszkańców. Nagle z wejścia do obozu wyłoniła się Srebrna Gwiazda z jakimś obcym kocurem, chociaż nie wiem, może to jakiś członek? Zaciekawiona podniosłam się i podeszłam bliżej aby dowiedzieć się o co chodzi. Liderka wskoczyła na najwyższy kamień i oświadczyła, że dołączył nowy kot. Zaczęłam mu się przyglądać z oddali. Miał długą, gęstą pręgowana sierść. Zauważył to. Spojrzał na mnie poważnie swoimi zielonymi oczyma. Lekko zakłopotana natychmiast przemieściłam wzrok gdzieś indziej. Kątem oka dostrzegłam jak zmierzał w moim kierunku. Mam nadzieję, że nie chodzi mu o to, że tak się mu przyglądałam. 
- Jak masz na imię? – mruknął i spojrzał prosto w moje oczy.
- Jestem Srebrna Sadzawka – odpowiedziałam i patrząc w jego oczy wyparowała ze mnie nieśmiałość poczułam się swojo. Cóż on zna moje imię, więc pora abym ja poznała jego – a twoje jak brzmi?
- Lwie Serce – odparł.
Jak teraz tak sobie myślę, to w sumie już oswoiłam się ze swoją nową tożsamością. Jest ona o wiele ciekawsza niż Mika, futrzak ze Siedliska Dwunogów. Widziałam po nim, że chciał nawiązać ze mną znajomość ale tym razem ja musiałam być przewodnikiem rozmowy. 
- Cieszę się Lwie Serce, że dołączyłeś do Klanu Burzy, jak trafiłeś na Srebrną Gwiazdę? – spytałam lekko się uśmiechając.
- Przez przypadek, przechadzałem się przy Czterech Dębach.
Zazdroszczę mu, bo poznał srebrną kotkę w normalny sposób nie to, co ja, na dzień dobry o mało nie wywołałam bójki. I o czym z nim dalej rozmawiać? Wiem, jest nowy, to może mu pokaże granice? Ja sama należę tutaj od wczoraj ale już mniej więcej orientuję się co do granic. 
- Mogę ci pokazać granice Klanu Burzy, jeżeli chcesz – odpowiedziałam podnosząc się.
< Lwie Serce?>

14 maja 2016

Od Srebrnej Sadzawki

Poszłam zgodnie z instrukcjami Srebrnej Gwiazdy. Nie wiem czemu tak nagle chciała abym poszła do obozu. Mój krok stał się znacznie wolniejszy. Przy boku liderki czułam się w miarę bezpieczna i wiedziałam, że jeśli zobaczą mnie z nią to nie uznają za wroga, albo chociaż nie odważą się zaatakować a tak to? Nie miałam pewności jak zareagują na moją obecność. Będą tylko patrzeć? Może bez żadnych słów mnie rozszarpią? A może nawet mnie nie zauważą? Wzięłam głęboki wdech. A kto powiedział, że muszę iść prosto do obozu? Mój pyszczek wygiął się na kształt uśmiechu. Zeszłam ze trasy we wysoką trawę. Musiałam iść uważnie aby przez przypadek nie trafić na Srebrną Gwiazdę, kto wie, co by sobie o mnie pomyślała. Znalazłam się na malutkim obszarze ogrodzonymi wysoką trawą, jedyne co tutaj było to piasek. Już wyobrażałam sobie z wyższego punktu, taki łysy złoty placek pośród soczystej zieleni. Z góry jestem widoczna ale z tego, co wiem koty nie latają, jeszcze. Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać co ze sobą zrobić. Podczas „spaceru” zdążyłam poznać Kodeks Wojownika albo raczej najważniejsze jego podpunkty, między innymi, że jak coś upoluję to muszę najpierw nakarmić klan a potem siebie. Może jak pójdę ze zdobyczą w pysku do obozu to zrobię lepsze wrażenie na pozostałych niż na liderce. Dumna ze swojej złotej myśli natychmiast zaczęłam biec wytężając zmysł węchu maksymalnie. Przez chwilę nie czułam nic interesującego.. jednak wyłapałam słaby zapach myszy. Zaczęłam biec w tamtym kierunku, gdy byłam bliżej zwolniłam krok do wolnego chodu. Usłyszałam obok siebie szelest liści. Natychmiast zaczaiłam się na tamtą stronę i gdy dźwięk był na tyle głośny, skoczyłam. Po krótkiej chwili pod moimi łapami leżał martwy gryzoń. Dumna ze swojego łupu wzięłam go i szłam drogą, którą przyszłam. Zobaczyłam w wysokiej trawie zgniecenia wykonane przez mój bieg. Powąchałam i stwierdziłam, że faktycznie cuchnę swoim starym życiem. Postanowiłam się wytarzać we wilgotnej trawie, robiło się coraz chłodniej, dzień dobiegał końca. Nie wiem czy to coś dało ale czułam się jakoś bardziej czystsza. Ponownie wzięłam mysz w pyszczek i szłam drogą, która była oznaczona moim śladami. Nie musiałam długo iść aby trafić na poprawną trasę.
***
Ujrzałam przed sobą coś na wzór muru ze kolcolistu. Poczułam lekkie kłucie wewnątrz siebie, nie wiem czy to stres czy podekscytowanie, czy to i to. Wzięłam wdech i zaczęłam się przeciskać przez ciasne wejście do obozu. Kiedy wyszłam, oczekiwałam, że wszystkie ślepia kierują się na mnie ale nikt się mną nie zainteresował, bo większość siedziała na środku polany. Weszłam pewniej i rozejrzałam się za miejsce gdzie bym mogła rzucić swój prezent powitalny. Ujrzałam kupkę ubitych stworzeń. Podeszłam i rzuciłam ją tam, a potem skierowałam się w stronę zbiegowiska. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Dzięki swojej długiej szyi dostrzegłam jak Srebrna Gwiazda siedzi przy ciele jakiejś kotki, całej we krwi. Poczułam nagły przypływ żalu. Nie znałam tej kotki ale już sam fakt, że nie żyje był przykry. Liderka odprawiała coś na zwór obrządku . Kiedy skończyła koty się rozeszły. Poszłam za grupą kotów wyglądające jakby były w podobnym wieku do mnie. Weszłam do jakiegoś schronienia i ujrzałam legowiska. Poszłam do tych najbardziej oddalonych i położyłam się na takim, które nie pachniało żadnym kotem. Szybko zasnęłam z mieszanymi uczuciami.
***
Kiedy tylko słońce wstało wyszłam ze pomieszczenia, chciałam jak najszybciej opuścić obóz. Czułam pewnego rodzaju strach. Jakby zareagowali na to, że leży obok nich obca kotka? Przedzierałam się przez wyjście a potem pobiegłam przed siebie. Musiałam ułożyć jakąś sensowną opowieść o tym jak dołączyłam, no chyba, że Srebrna Gwiazda mnie wyręczy jak ją spotkam. Jednak teraz musiałam iść w zaciszne miejsce i wszystko przemyśleć. W sumie szłam tam gdzie mnie łapy niosły. Musiałam pilnować aby nie przejść na obce terytorium. Biegłam i biegłam aż w końcu trafiłam nad klify. Nagle poczułam zapach obcego kota. Tym razem stałam czujna aby nie dać się zaskoczyć. Wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje…
< Ktosiu?>

Od Srebrnej Sadzawki cd. Srebrnej Gwiazdy

Srebrna Gwiazda, liderka Klanu Burzy, ja to mam naprawdę talent do robienia pierwszego wrażenia, na dobry początek podpadłam przywódczyni klanu, do którego należę dosłownie od pięciu uderzeń serca. Spytała się o moje imię. Tak i co ja mam jej powiedzieć, bo jakby nie patrzeć nie posiadam go. Niby kilku Dwunogów nazwało mnie parę razy Miką, a jedna samica Wrednym Futrzakiem a słysząc imię mojej nowej znajomej to te przezwiska wydają się śmieszne. Muszę improwizować. Spojrzałam na siebie.
- Nazywam się Srebrna… - jąknęłam się, spojrzałam na prawo, ujrzałam płytką mulistą kałużę – Sadzawka, tak nazywam się Srebrna Sadzawka.
- To dość nietypowe imię jak na kota, który pachnie Dwunogami – stwierdziła nieufnie.
Czyżby zapach Siedliska Dwunogów wciąż utrzymywał się na mojej sierści? Nie może się wydać, że to nie jest moje imię, jak już zaczęłam to kłamstwo to muszę w nie dalej brnąć.
- Nazwała mnie tak moja mama – odparłam spokojnie – wychowywałam się w samym sercu Siedliska Dwunogów.
- Przynajmniej nie byłaś ich Pieszczoszkiem – mruknęła.
- Wizja noszenia obroży i siedzenia w domu też do mnie za szczególnie nie przemawia – odpowiedziałam. Chciałam pokazać jej, że w tym temacie akurat jesteśmy zgodne.
- Skoro Srebrna Sadzawko dołączyłaś do klanu to powinnaś poznać nasze terytorium.
- Właśnie chciałam się zapytać, bo wolałabym uniknąć rozszarpania przez Klan Wilka czy inny klan – lekki dreszcze mnie przeszył.

< Srebrna Gwiazdo?>

Od Srebrnej Sadzawki cd. Srebrnej Gwiazdy

Analizowałam wydarzenia sprzed kilku chwil. W prawie tym samym momencie zostałam zaatakowana i dostałam propozycję aby zostać. Nie za bardzo wiedziałam czego chciałam, wizja pozostania tutaj powodowała u mnie przyjemny dreszcz, ale z drugiej strony, skoro są inne klany to znaczy, że są tutaj tez inne koty a, co jeśli one są o wiele agresywniejsze od tej kotki?
- No więc? – spojrzała na mnie lekko zniecierpliwiona.
Przyjrzałam się jej. Sierść miała połyskającą ale nie to było najniezwyklejsze. Jej błękitne ślepia wpatrywały się we mnie, powodowały, że czułam wobec niej pewnego rodzaju szacunek. Jej pyszczek nie wykazywał jakichkolwiek emocji, pewnie w przeciwieństwie do mojego, który aż kipiał od nich.
- To nowy świat dla mnie, inne koty mające swoje klany a do tego świeże powietrze wolne od gryzącego smrodu spalin – spojrzałam na nią – przepraszam ciebie za moją samolubność i dziękuję za propozycję, chętnie dołączę do Klanu Burzy.

< Srebrna Gwiazdo?>

Od Srebrnej Sadzawki

Szłam wśród wysokiej trawy. Słońce jakby chciało mi jeszcze bardziej dopiec, grzało w moją krótką sierść powodując, że odczuwałam gorąc. Nie mogłam jednak teraz poszukać cienia gdyż miałam dokładnie przed sobą świeży trop królika. Od co najmniej dwóch dni nic nie jadłam a wiedziałam, że jeśli też odpuszczę to później mogę już nic nie znaleźć. Powietrze tutaj było inne. Przywykłam do duszącego i kłującego gardło wyziewu Potworów Dwunogów a teraz mój nos spotykał się ze delikatną wonią trawy. Usłyszałam szelest ze sobą. Nastawiłam uszu ale zignorowałam dźwięk gdyż to pewnie wiatr. Dalej podążałam za wonią zdobyczy aż trafiłam na miejsce o krótszej trawie i ujrzałam kilka kicających par długich uszu. Przyłożyłam brzuch do ziemi, mięśnie na moich łapach napięłam maksymalnie. Czekałam aż któryś podejdzie bliżej. Jeden z nich zmierzał prosto w moją stronę. Musiałam być cierpliwa. Powoli zbliżał się do kępy trawy za którą się czaiłam. Po chwili zaczął nasłuchiwać. Wyczuł mój zapach! Natychmiast na niego skoczyłam. Zaczął uciekać ale byłam zbyt blisko by miał szansę uciec. Chwyciłam go za tylną łapę i przytrzymałam. Walczył, chciał uciec. Ścisnęłam z całej siły jego łapkę i gdy poczułam jak mu kość pęka, puściłam a potem dobiłam chwytem za kark. Gryzoń już leżał nieżywy. Czyli jednak polowanie na szczury się opłacało, niektóre dorównywały mu wielkością. Chciałam się już zabrać za spożywanie jednak wtedy poczułam na sobie czyiś wzrok. Obejrzałam się wkoło ale nikogo nie dostrzegłam. I wtedy coś wbiło mi się plecy. Było ciężkie i silne, chciało mnie przyziemić. Poczułam ból na łopatkach ale nie wydałam żadnego dźwięku tylko zaczęłam wierzgać aby zrzucić z siebie napastnika. Z początku powodowało to, że jedynie się męczyłam i wtedy poczułam jak chwytają mnie szczęki i powalają. Odleciałam niedużo od agresor ale byłam przynajmniej wolna i mogłam swobodnie się podnieść. I wtedy spostrzegłam postać kota. Ewidentnie chciał ze mną walczyć ale wiedziałam, że nie mam szans. Muszę z nim porozmawiać.
- Słuchaj jeżeli czymś ciebie rozgniewałam to powiedz czym – powiedziałam spokojnym głosem – nie chcę rozlewać krwi bez powodu.
< Ktoś?>