BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty

06 września 2021

Od Orlikowego Szeptu

 Siedział przy wyjściu z obozu, przyglądając się zachodzącemu słońcu. Delikatny wiatr okalał jego białe niczym śnieg futro.
Siedział sam, przymykając oczy pod wpływem złotych promieni. Nie chciał oślepnąć, nawet na starsze księżyce. Śmierć lada chwila mogła dobić się o duszę Orlikowego Szeptu, nie zamierzał z tego powodu wykańczać się doszczętnie.
Ziewnął. Pomimo brutalnych morderstw i gromadki kolejnych wnuków jego życie na powrót stało się... Rutynowe. Cieszył się z tego powodu. Nie musiał oglądać niczyich odejść ze świata żywych (oprócz zgonu jedynego syna i jego partnerki). Nie musiał zmagać się z zazdrością, z własnym kokonem natarczywych emocji.
Pomimo drobnych problemów dnia codziennego, pomimo Piaskowej Gwiazdy... Pomimo setek pomimo żył, trwał, kroczył przed siebie, nie oglądając się do tyłu. Zaakceptował przeszłość, przyszłość pozostawała dla niego nieznana, skupiał się na chwili obecnej.
Podszedł do niego Narcyzowy Pył i wtulił się w Orliczka różowym nosem. Splotli razem ogony, wyglądając w świetle zachodzącego słońca jak ogromny, dwugłowy kot.
Niedługo wybijała kolejna miesięcznica ich gejowskiego i niesamowicie udanego związku. Jako młody Orlik zupełnie nie spodziewał się, że skończy w objęciach dawnego mentora. Spodziewał się opartego na wzajemnych doczepkach żywota z Cętkowanym Kwiatem, a tu okazał się jednym z przedstawicieli tęczowego świata. 
Zamruczeli w tej samej chwili, bo poczuli się szczęśliwi, sami ze sobą. 

10 lipca 2021

Od Orlikowego Szeptu (Orlikowego Skrzeku) cd. Wilczej Łapy

 Patrzył w skupieniu na swoją uczennicę. Ech, miał pecha do podopiecznych. Jeden dostał drugiej jaźni, inny zginął, teraz trafił mu się przypadek wiecznie przerażonej istoty. Czuł na karku powiew cięższych niż kiedykolwiek treningów, ale cóż, jako wojownik Klanu Burzy musiał wręcz się temu podołać. Doświadczenie wzmacnia, czyż nie?
- No, dobrze... to dzisiaj zostaniemy w obozie... opowiem ci co nieco o byciu... byciu gejem. Jako wojowniczka... będziesz stykała się z wieloma kotami.... - zaczął tęczową opowieść Orlikowy Szept, chcąc odwlec obowiązek opieki nad strachem Wilczej Łapy.

teraz

- Pamiętaj, jestem Orlikowy SKRZEK, nie SZEPT. To prawdziwa hańba... Nazywać się po cholernych gadach - mówił Narcyzowemu Pyłowi zastępca Klanu Burzy. Leżał wtulony w ciało niebieskiego partnera, wtulając nos w jego sierść, pachnącą trawą i kwiatami. Dla tej woni mógłby znieść nawet publiczną chłostę. Miłość potrafiła ogłupić białego kocura z jednym całym uchem.
- Orliczku... Żaby to płazy, nie gady. Nie niszcz mojej piękności swoją niewiedzą, błagam. Nie spałem przez twoje jęki i narzekania przed snem - powiedział Narcyzowy Pył, krzywiąc się.
- Walić to! Walić to wszystko! Mam dość Piaskowej Gwiazdy, własnych dzieci, wnuków, wspomnień o zmarłych. Nawet ciebie! Też się nie wyspałem i co? Nie marudzę o tym na prawo i lewo - odpowiedział poirytowany Orlikowy Skrzek. Tak, ostatnio nie mógł się wyspać, z nerwów. Dużo narzekał, miał dość wszystkiego i wszystkich, Gdyby posiadał taką możliwość, uciekłby w kocie Bieszczady na emeryturę czy inną rentę i wygrzewałby się na betonie cały dzień (albo zbudowałby klatę, by stanowić obraz gejostwa dla wszystkich kotów z okolicy). 
- Orliczku... Spokojnie, moja bialutka śnieżynko. Nie spinaj się, bo wyglądasz gorzej niż stary Czapli Potok w starszyźnie - szepnął kojącym tonem głosu Narcyzowy Pył do rozciętego do głowy ucha towarzysza.
Orlikowy Szept zamknął oczy, żałując wypowiedzenia wcześniejszych słów. Kochał swoją rodzinę, całą. Dzieci, wnuki, Narcyza. Nie mógł uciec, bo zachowałby się jak jeden, wielki tchórz. Skrzekiem zajmują się płazy, a walić powinien się reżim Piaskowej Gwiazdy.
- Już lepiej? - zapytał się Narcyzowy Pył, czując pod sobą rozluźniające się ciało Orlikowego Skrzeku.
- Nieco lepiej... - mruknął nieśmiało. - Muszę iść zobaczyć, co z Wilczą Łapa. Mimo wszystko... została mi dana pod opiekę i... odpowiadam za nią.
- Pamiętaj, by ją pozdrowić od najpiękniejszego kocura na świecie! - rzucił niebieski, gdy biały wstał na własne łapy i udał się do kociarni.
Zastępca wziął głęboki oddech, widząc siedzącą w głębi ostoi dla małych kociąt Wilczą Łapę. Stało przed nim naprawdę trudne zadanie, podjęcie dialogu z kotką, wyniszczoną przez nerwy  i gnijącą w tym zasrajdołku.
- Wi...Wilcza... Chciałem... porozmawiać... bo... widzisz... - mówił, czując nerwy i kołatanie własnego serca. Przęłknął ślinę. - ... nie dokończyliśmy rozmowy o gejach...

<Wilcza?>

21 maja 2021

Od Orlikowego Szeptu

 Czas. Zmienny i poddawany ciągłym mutacjom na skutek podejmowanych decyzji. Nieprzewidywalny jak długoterminowa pogoda w klimacie umiarkowanym. 
Taki się okazał wobec Klanu Burzy. Nieprzewidywalny, dosyć brutalny.
Dlaczego? Odpowiedź była krótka, lecz treściwa i konkretna: Piaskowa Gwiazda.
Kremowa kotka zmieniła ostoję spokoju w coś... Dziwnego. Członkowie o żółtawym i rudawym odcieniu odpoczywali sobie i lizali sobie wzajemnie dupska jakimiś komplementami.
A Orlikowy Szept został zastępcą. Tak, ta mała glizda, niepewna siebie, została zastępcą.
Ja. Zastępcą. Ja. Zastępcą - powtarzał w myślach tę mantrę, nie mogąc uwierzyć w swoje... Szczęście? Nieszczęście? Sam do końca nie wiedział. Z ogromnym zaskoczeniem przyjął decyzję Piasek, również i dystansem. Nie ufał jej, bo uczyniła emocjonalne piekło własnemu dziecku.
To samo prawdopodobnie szykowała dla reszty kotów z Klanu Burzy.
Dodatkowo otrzymał uczennicę. Kolejną.
Siedział naprzeciwko czarnej kulki, patrzącej na niego brązowymi ślepiami pełnymi obawy i strachu. Biały westchnął, biorąc głęboki wdech. Musiał zachować spokój, aby nie przerazić młodszej. Tym bardziej, że kuliła się, starając się zmniejszyć jak tylko może.
W tamtym momencie ucieszył się ze spławienia Narcyzowego Pyłu. Gejowski kochanek i jego teksty na podryw posłałyby Wilczą Łapę do grobu. Poprosił niebieskiego o znalezienie kamyka, idealnie okrągłego i pięknego prawie jak żółte oczyska Narcyza. Zapatrzony w siebie od razu przyjął wyzwanie i wybiegł dumnie z obozu.
Orlikowy Szept uśmiechnął się nieśmiało, starając się wypaść jak najbardziej szczerze.
- Cz-cześć - miauknął patrząc prosto na nią. - Chcesz iść na spacerek? Taki.... Taki fajny... I szybko... Lub wolny.... Jak wolisz... Będzie... Super, co nie?

<Wilcza Łapo?>

15 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Niebiańskiego Kwiatu

dawno temu

– Tato? Dlaczego Tupot? To dlatego, że wolała kotki? To przez to? Czy Klan Gwiazdy nie toleruje takich kotów? - zapytała się Niebiański Kwiat swojego rodzica.
Nie tak dawno zginęły Stokrotkowa Łapa i Tuptająca Łapa. Córka Konwalii i córka Orlika. Dwie zakochane w sobie. Niczemu winne istoty. No... Może prawie. Czekoladowa rozrabiała, w wyniku czego otrzymała karę i nie mogła udać się na zgromadzenie. Niebieska uczennica medyka... Była niewinna, była przemiłą istotą. Zrodzoną z zakazanego związku.
Pozostała tylko Burzowa Noc i jakaś podobna do Konwaliowego Serca kotka w Klanie Wilka. Świat kotkowa okazał się strasznie mały, pomimo setek hektarów terenu.
Przełknął ślinę, nie wiedząc co powiedzieć. Pamiętał swoją reakcję na orientację córki. Czmychnął w krzaki, wyglądając na zniesmaczonego. Nie pokazał żadnego zrozumienia.
Okazał się okropnym ojcem, rodzicem. On nie zdołał poznać Ostrzenia, widział kocura jedynie w świetle opowieści własnej matki, przez co sam nie wiedział, jak postępuje rodzic płci męskiej.
Zawiódł się na samym sobie, śmierć czekoladowej tylko to potwierdziła.
- Ja... - wydukał coś po dłuższej chwili milczenia.
- Czyli Klan Gwiazdy nie toleruje takich osób... - miauknęła smutno Niebiański Kwiat.
- Nie! Nie myśl tak, kwiatuszku! - zaprzeczył ostro biały, pusząc się i wydając cichy syk. Jedną osobę zawiódł, nie mógł pozwolić sobie na utratę kolejnej. - To... To tak... Tak wyszło... To nie nasza wina. Klan Gwiazdy... Chciał użyć im w bólu. Po prostu. Pozwolił, by nie czuły się obco w klanie. I tyle.
Zapadło milczenie. Córka zbliżyła się do rodzica, ocierając się o jego bok, a wojownik spojrzał na niebo, próbując znaleźć wśród chmur uśmiechów utraconych członków rodziny.

wiosna

Tyle się zmieniło. Tak strasznie, strasznie, strasznie dużo. Kończyła się wieloksiężycowa relacja z Cętkowanym Kwiatem. Narcyzowy Pył bardzo dobrze to odczuwał i wykorzystywał czas wolny do poderwania swojego Orliczka.
- Orliczku, Orliczku, bialutki kocurku, chodź pomiziajmy się na murku. Futro twe białe jest wspaniałe. Bolało, gdy spadłeś ze Srebrnej Skórki? Ojeju, jaki jestem dzisiaj mądry! - miauczał niebieski nad uchem odpoczywającego Orlikowego Szeptu.
Niebieskooki chciał tylko odpocząć, nic poza tym! A tu taki natręt próbował go poderwać. Znowu. Do tego miesza komplementy na swój temat. Jak tu wytrzymać? Ma powiedzieć, by się wypchał? Nie, zbyt lekkie. By się pieprzył? Lepiej nie, bo zaszklą mu się oczy, a niepotrzebnie ranić nawet takiego Narcyza. Może... Wystarczy pokazać środkowy pazur?
- Jesteś śliczny, ale... - W tamtym momencie biały wpadł na naprawdę dobry pomysł, wykorzysta zwykłą naiwność i lekkomyślność starszego. - posłuchaj. Jest taki inny kocur... Taki rudy, który sam uważa się za najpiękniejszego...
- Że co?! Kto śmie tak myśleć?! Na tym terenie to tylko JA jestem piękny! Dawaj na niego namiary! - Narcyzowy Pył wysunął wrogo pazury. Orlikowy Szept uśmiechnął się na widok poirytowanego niebieskiego. O tak, o to chodziło. Plan przynosił zamierzony efekt.
- Jest piękny. Posiada gęste futro, oczy... Zielone, głębokie, błyszczące. Do tego te czyste pazury...
- Gdzie on jest! Tylko JA mam prawo cię podrywać! I za ciebie odpowiadać! A nie jakiś cuchnący samotnik! - oburzył się Narcyzowy Pył.
- Kręci się niedaleko wejścia do obozu - powiedział Orlikowy Szept, przez co niebieski od razu wybiegł z legowiska i z kalnu. Wow, ten idiota nawet nie zapytał się o zapach obcego przybysza.
Do białego podeszła Niebiański Kwiat. Wyglądała na zmieszaną i taką... Nie w sosie.
- Co sie stało, kwiatuszku? - zapytał się z troską w głosie biały. Wplątał delikatnie mały, intensywnie pachnący kwiat w liliowe futro Nieba, tak samo, jak kiedyś robiła to Koniczyka wobec swoich dzieci. Chciał przez to zbudować cień relacji z córką, jedyną, która mu pozostała. - Nadal jesteś zła o mnie i mamę? Przecież... Nadal cię kochamy.

<Niebo?>

14 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

wkrótce po śmierci Stokrotki i Tupot

Tamto polowanie zakończyło się zaskakująco brutalnie. Królik, to strasznie szybkie zwierzę, podrapało go oko! To aż niemożliwe. Tak wytrenowany drapieżnik nie powinien pozwalać sobie na takiego rodzaju wpadkę! Kto bowiem został zraniony przez roślinożerną ofiarę? Nikt! Przynajmniej o nikim takim nie usłyszał. 
Jeżowa Ścieżka cierpliwie zajął się przypadłością Orlikowego Szeptu, przechodząc niedługo potem do segregacji ziół. Biały przyjrzał się roślinom czekoladowego. Potrafił jeszcze rozpoznać kilka z nich, pamiętając nauki Konwaliowego Serca.
Konwalia.... - przypomniał sobie imię dawnej przyjaciółki kocur. Co się z nią działo? Czy ona w ogóle jeszcze żyła? Czy tęskniła za Klanem Burzy? Pamiętała o Burzowej Nocy i Stokrotkowej Łapie? 
Tyle pytań, na żadne nie potrafił odnaleźć odpowiedzi. Aż dziwne, że po tylu księżycach zdołał nadal przywołać w pamięci detale pyska łaciatej kotki. Serce bolało go na myśl odnośnie przypadłości czarnej. Nie zdołał jej przypilnować. 
Pieczenie oczu nie pomagało w uspokojeniu nawałnicy myśli o medyczce. Widząc tylko ciemność nie dojrzy nadziei. 
- Powiedz mi  Orlikowy Szepcie, jak tam z tobą i Cętkowanym Kwiatem? Dawno nie widziałem was razem - wtrącił Jeżowa Ścieżka od tak, rozdzielając zioła. 
Biały przełknął ślinę. Czekoladowy miał rację, trafił e sedno. Wojownik dawno nie widział samego siebie w objęciach burej, nie widział przeplatanki ciemnej i jasnej sierści, a spokojny niebieski nie zdołał zatopić się w przepięknym brązie... 
Każda wspólnie spędzona chwila dwójki dawnych zakochańców stała się wspomnieniem. W przenośni i dosłownie. 
- Wszystko... Wszytko dobrze. Po prostu... Wiesz.. Kryzys malutki - odpowiedział po chwili milczenia biały, otwierając powoli oczy. Eh, palnął głupotę. Co może wiedzieć medyk o wzlotach i upadkach w miłości? 
Przecież istnieją wyjątki - dodał sam do siebie, przypominając sobie Świtającą Maskę i Konwaliowe Serce. 
- Na pewno? Nie brzmisz przekonująco. Nie wstawaj od razu. I jeszcze przymróż oczy - miauknął Jeżowa Ścieżka. W tonie jego głosu brzmiało zarówno współczucie, jak i medyczna dokładność. 
- Naprawdę... Wszystko w porządku - powiedział szybko mlodszy. 
Czekoladowy pokiwał na potwierdzenie głową, chociaż po spojrzeniu widać było, że nie do końca wierzy swojemu przyjacielowi. 

wiosna 

Pięknie śpiewające ptaki wybudziły wojownika ze spokojnego snu, tuż nad ranem, w samą porę na posiłek. Biały ziewnął szeroko, prezentując światu swoje kły, wstał i przeciągnął się na tyle, na ile mógł. 
Spał dobrze pomimo dziwnego snu, w którym Narcyzowy Pył wrzucił go do króliczej nory i zostawił na pastwę losu. Samego, głodnego, umierającego. W czasie spania niebieski twór odczuwał w stosunku do dawnego ucznia zupełnie odwrotne uczucia niż w rzeczywistości. 
Na szczęście to wszystko myśli - odetchnął z ulgą syn Ostrzenia. 
Po posiłku zajął się... Rutyną. Taką samą, jak zawsze. No, może prawie. Zdawało mu się, że czegoś mu brakuje. 
Właściwie kogoś. 
Brakuje spokojnego głosu Mokrej Gwiazdy. Jego pomrukiwania, rytmicznego kroku, wyrozumiałego spojrzenia. Klan Burzy stracił swoją duszę, a Chaber... Cóż, oby dobrze jej się rządziło.
Bardziej niepokoił go wybór Piasek na zastępczynię. Doskonale znał jej czyny, w stosunku do Drżącej Ścieżki. 
Ścieżka, ścieżka. - Słowo to pojawiło się nagle w myślach Orlika. - Pójdę do Jeżyka... Muszę z nim o tym porozmawiać. 
Wparował bez pytania do legowiska i od razu zaniemówił. Co miał miauknąć? Nie może od razu wypalić ze śmiercią lidera! W końcu niebieskiego i czekoladowego łączyła silna relacja! 
Chyba przyszedł czas, aby przyznać się otwarcie o tym, że przeszedł na tęczową stronę mocy. 
- Jeżowa Ścieżko... Mam... Dosyć poważną przypadłość... Znaczy gej... Powód! Powód, by tu przybyć! - zająkał się biały. Cholera, znowu! Czemu nie mógł powiedzieć jednego zdania bez najmniejszego zająknięcia?! Na Klan Gwiazdy, jego przodkowie przewracają się pewnie w grobie z tego powodu. - Narcyzowy Pył mnie kocha, a Cętkowany Kwiat nie. Czy geje trafiają do Klanu Gwiazdy? 

<Jeżyku?>

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Ścieżki

Na pytanie odnośnie dzieci na chwilę zamilkł. Cóż... Owszem, posiadał dwójkę, lecz... Jakoś nie szło mu utrzymywanie z nimi takiego kontaktu, jak na początku planował. Musiał zachować jednak zimną krew i chociaż udawać odpowiedzialnego dorosłego przed Drżącą Ścieżką. Zachować pozory, pozory, pozory.
- One... Co z tego? Kolejne dziecko nie zrobi mi różnicy. Naprawdę. Kocham ich i ciebie, więc... Witaj w mojej rodzinie - powiedział na sam koniec.
Następnie oddalił się, tłumacząc się patrolem, a tak naprawdę udał się w kąt w celu uspokojenia bijącego w panice serca.

kilka dni przed śmiercią lidera

- Jak mi dzisiaj poszło? - zapytała się Króliczy Sus po patrolu z Orlikowym Szeptem. Biały nie odpowiedział nic, bo buszował wśród swoich myśli. Nie podobało mu się to, co ostatnio działo się z Drżącą Ścieżką. Kremowy, kiedyś taki nieśmiały, niepewny, będący małą spokojną kuleczką, zyskał drugie ego. Wredne, pełne bólu, wyrzutów, egoizmu.
Czy dawny malec, niechciany ojciec, naprawdę stał się chory psychicznie? Jeszcze bardziej przerażony niż był wcześniej?
- Halo! Ja tutaj nadal jestem! Nie udawaj, że nie! - Króliczy Sus warknęła wrogo, trącając łbem ciało starszego od siebie.
- Co? - rzucił wyrwany z zamyślenia. - Aaa.. A, tak, tak. Piękna, ładna pogoda - rzucił od niechcenia.
Wrócili szybciej, niż się spodziewał. Myślał, że spędzą na wspólnym patrolu większą część dnia, a tu słońce przesunęło się zaledwie kilka centymetrów po niebie. Westchnął ciężko. Nie miał nuc konkretnego do roboty. Kompletnie. Świerszczowy Skok pewnie rozmawiał z Cętkowanym Kwiatem, Niebiański Kwiat myła się w kącie legowiska, Mokra Gwiazda spał, Jeżowa Ścieżka segregował zioła, Narcyzowy Pył jak zwykle delektował się swoim własnym wyglądem. Ostatni z wymienionych spoglądał na własny autoportret, krzywo narysowany pazurem na glebie.
- Zobacz, jaka piękność się tutaj pojawiła. Oj, najpiękniejszy ja - mówił zatopiony w marzeniach Narcyz.
Orlikowy Szept postanowił spędzić czas sam ze sobą. Jednak na horyzoncie dostrzegł Drżącą Ścieżkę.
Idioto! Miałeś się nim zajmować! - rzucił do siebie w myślach. - Dobra, nie jesteś idiotą, tylko debilem... Nie! Nie wpędzaj siebie w kompleksy na stare księżyce!
Podszedł do kremowego ze sztucznym uśmiechem na pysku. Nie wiedział, która część duszy dominowała w dawnym uczniu na tamtejszą chwilę. Dreszcz będzie milutki, a Ścieżka warknie wrednie i wyrzuci wiązankę win białego.
- Mały... Maluszku.... Słuchaj, nie będę owijał w bawełnę. Zwaliłem sprawę, tak? - zaczął od razu wojownik. Nie zamierzał pozostawiać sprawy bez wyjaśnienia. Wolał zdecydowanie przyznać się do winy i zacząć poprawiać relację z młodszym od siebie. Musiał, po prostu musiał. Inaczej straci to, na co zapracował wcześniej. - Nie postarałem się, by o ciebie zadbać. Miałem... Przygody miłosne. Paskudna sprawa. Ty się zresztą zajmowałeś swoją uczennicą, za to ja rodziną i również uczniem. Od dzisiaj to się zmieni! Tylko... Będziesz mial dwóch tatusiów... Co ja gadam! Ścieżka nie polubi Narcyzowego Pyłu, a Dreszcz się wystraszy.... W każdym razie... Malcu... Proszę, uśmiechnij się i... Bo... Eee... Chcę być twoim... Promyczkiem szczęścia - palnął Orlikowy Szept.

<Drżący?>

12 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Jałowcowego Świtu

 Zabił szybkim ugryzie niej królika podczas polowania z Jałowcowym Świtem. Klan Burzy musiał otrzymać chociaż kilka kawałków mięsa, aby każdy z członków mógł zaspokoić w minimalnym stopniu uczucie głodu.
- To było niezłe - uznał arlekin.
Orlikowy Szept nieśmiało podniósł kącik ust w pewnej podzięce. Powiedziałby ciche dziękuję, lecz polowanie się nie skończyło. Nawet najmniejszy dźwięk mógł spłoszyć czujne ofiary.
Kiwnął głową na odpoczywające w pobliżu stadko królików. Jałowcowy Świt spojrzał w tamtym kierunku. Od razu zniżył się do pozycji godnej niejednego tropiciela i udał się w kierunku rodzinki roślinożerców. W pobliżu czaił się biały, łowy dopiero się zaczęły.

chwila obecna

- Eh... Zwyczajnie weź się w garść i powiedz mu, że stałeś się gejem. Czemu wszyscy w Klanie Burzy to takie mazgaje... - mruknęła Mniszkowy Kwiat, słuchając kolejnego monologu brata na temat miłosnego trójkąta.
Cóż, rodzeństwo zaczęło powoli, lecz względnie skutecznie budować od nowa kontakt. Po księżycach milczenia i wzajemnej zawiści przyszedł czas na zmianę kierunku w relacji. Koniczynka nie byłaby zadowolona z rozłamu w rodzinie, więc najmłodszy z jej potomstwa postanowił wybaczyć calico i po prostu z nią rozmawiać.
- Ale... Nie rozumiesz. Ja... Od tak mam do niego zagadać? Do... Do Narcyza? Od tak? Przecież... On ma mnie za przyjaciela... I... I tylko za niego - miauknął biały, poruszając nieśmiale ogonem.
- Słuchaj, spójrz mi w pysk. Powiedz prawdę. Kogo bardziej kochasz? Cętkowany Kwiat czy Narcyzowy Pył? - powiedziała stanowczo Mniszkowy Kwiat, uderzając przednimi łapami o podłoże.
Biały automatycznie stanął na baczność, wypinając pierś do przodu i patrząc na siostrę jak na generała armii kraju objętego dyktaturą. Co go napadło, by cały czas mówić o tym samym? Ciągle, ciągle i ciągle o tej miłości. Przecież istnieją inne tematy do rozmowy! Pogoda, wiosna, śpiewające ptaki, smak chłodnej wody w strumyku, odcień oczu Nar... Nie, stanowczo myśli były objęte zwykłą obsesją!
Przestań. O. Nim. Myśleć - rzekł do siebie w umyśle.
- Odpowiedz - wyrwała go z zamyślenia Mniszkowy Kwiat, ruszając wibrysami z zirytowania.
- Kocham... Siebie. Najbardziej siebie - powiedział Orlikowy Szept wymijająco.
- Szczerze!
- Narcyza!
- Ktoś mnie wołał? Mnie? Wspaniałego mnie? Co za wyróżnienie... Ojej! Cześć! Mniszek! Orliczek! - Jak na zawołanie pojawił się niebieski mentor Orlikowego Szeptu.
Najmłodszy kocur od razu schował się za siostrą. Nie mógł powiedzieć Narcyzowemu Pyłowi NIC na temat rozmowy z Mniszkowym Kwiatem. Jak on się dowie, będzie spłukany.
- Mój brat się w tobie zakochał i boi się o tym powiedzieć. Tylko tyle - mruknęła calico, przewracając oczami.
- Nieprawda! Ja tylko.... Udawałem! Bawiłem się.... W homosia! - zaprzeczył biały, kuląc się.
- ORLICZEK MNIE KOCHA?! JA GO TEŻ! ORLICZKU! MORDO TY MOJA! CHODŹ TU DO MNIE! - krzyknął Narcyzowy Pył radośnie, skacząc wysoko. Wyglądał na niesamowicie zadowolonego, jak nigdy.
Jakby tego było mało, do trójki wojowników podeszła Kozi Skok. Jej tu tylko brakowało!
- Co się dzieje? Co to za zgromadzenie? Coś się dzieje? - zadała od razu kilka pytań.
Orlikowy Szept wychylił się zza ciała Mniszkowego Kwiatu, chciał ukryć się w króliczej norze i jie wychodzić z niej do końca świata. Wstydził się jal nigdy, wibrysy drżały nerwowo, brakowało zazdrosnej jak nigdy Cętkowanego Kwiatu w całym tym niefortunnym zbiegowisku.
Przełknął ślinę. Musiał wziąć się w garść. Przecież... Tyle przeżył. Utratę połowy rodziny, w tym matki, siostry, córki, zawiódł się na partnerce, stracił część ucha, kilka razy zachorował... Zabił wiele zwierząt. Powinien przetrwać wyznanie miłości, prawda?
- Narcyzowy Pył... Dostał... Ataku szaleństwa. Ignoruj go. Przecież nie zawsze mówi serio - miauknął Orlikowy Szept, na szczęście nie mieszając się w słowach.
- Mój kochany Orliczek mnie kocha. Orliczek mnie kocha! Orliczek mnie kocha! - mówił Narcyzowy Pył, skacząc cały czas. Wyglądał jak radośnie tykająca bomba.
- Rety! Orlik i Narcyz są parą! Muszę to powiedzieć reszcie! Będą zachwyceni! - powiedziała również uradowana Kozi Skok.
- Nie! On kłamie! Postradał zmysly! Nie słuchaj go! - Biały stanął przed czarną, nikt nie mógł się więcej dowiedzieć! Dlaczego akurat córka Chabrowej Bryzy pojawiła się w takim momencie?
- Co tu się dzieje? - usłyszał głos Byczej Szarży. Nie, kolejny kot. Dlaczegoooo, dlaczego, dlaczego spotkało to akurat białego, akurat w tak spokojny, piękny i wiosenny dzień jak taki?
- Właśnie jestem świadkiem wyznania miłości Narcyzowego Pyłu i Orlikowego Szeptu! - od razu wypaplała Kozi Skok.
- Nie! My... My się tylko tak bawimy! To... To żarty! - skomentował Orlik.
- Też cię uwielbiam, moje bialutkie słoneczko! Daj mi pyska! Niech ja cię uściskam! - Narcyzowy Pył przestał skakać i zdyszany zaczął rozglądać się za swoim dawnym uczniem.
- Ale jaja. Mamy gejów w klanie - skomentował zdziwiony Bycza Szarża.
- Klanie Gwiazdy, dopomóż mi... - powiedział zrezygnowanym tonem Orlikowy Szept.
- ORLICZKU! Gdzie jesteś? - Narcyzowy Pył rozgladał się za swoim obiektem zauroczeń.
- Tutaj! - wskazał na białego ogonem Szeleszczący Zagajnik. Orlikowy Szept położył jedną z łap na ustach burego.
- Cicho bądź, albo cię trzepnę tak, że Klan Gwiazdy cię nie pozna! - syknął do Szelestu.
- ORLICZKU! MORDO TY MOJA! - Narcyzowy Pył skoczył na białego, przygnieżdżając go do ziemi. - Przyznaj się! Kochasz mnie? Mnie?! Moje futro? Oczy? Wszystko? Przyznaj się! Też cię kocham! - Niebieski zaśmiał się.
Syn Koniczynki zmierzył rozzłoszczonym spojrzeniem Szeleszczący Zagajnik, a bury w odpowiedzi pokazał język. Te młodsze pokolenie to prawdziwe bachory. Kiedyś rodzili się prawdziwi wojownicy, a nie wredne pomioty.
W wejściu do legowiska wojowników biały zauważył Jałowcowy Świt z jednym wielkim wtf na pysku. Arlekin planował się wycofać, widać to było po wyrazie zdziwienia w jego oczach.
- Jałowcowy Świcie! Pomóż mi! Błagam! On mnie dusi! - krzyknął Orlikowy Szept do znajomego, błagając w myślach o wsparcie jak nigdy dotąd.

<Jałowcu? Powodzenia>

19 pkt

25 marca 2021

Od Orlikowego Szeptu

Wziąłbyś się w końcu garść - powiedziała mu głowa lub serce, wojownik nie potrafił stwierdzić, skąd dokładnie pochodziła ta myśl. - Ciągle tylko myślisz i myślisz, i myślisz, i myślisz.... Każdy w tym klanie coś robi, a ty? Opierasz się zarywającemu Narcyzowemu Pyłowi i kończysz z nosem w łajnie. A Niebiański Kwiat? A Świerszczowy Skok? Nie przejmujesz się własnymi dziećmi! A partnerka? Przecież tyle o nią walczyłeś! Jeszcze Konwaliowe Serce... Uciekła i to przez ciebie, bo jej nie pilnowałeś! A Mokra Gwiazda? Masz go gdzieś! A Jeżowa Ścieżka? On się poświęca dla wyższego dobra i jakoś nie marudzi jak ty, biała dupo. A co z Drżącą Ścieżką? On dostał drugą jaźń. Już on bardziej się rozwinął, wszyscy się rozwijają! A ty! Pozostajesz taką samą, dużą, rozleniwioną kupą mięśni!
- Zamknij mordę - mruknął pod nosem Orlikowy Szept, mając powyżej uszu własne myśli. Co je napadło? Dlaczego on siebie tak atakuje? Przecież nie zrobił nic złego, na masę rzeczy nie miał nawet wpływu. Kompletnie żadnego.
- Coś ty powiedział?! - fuknęła niezadowolona Cętkowany Kwiat. - Szlajasz się całymi dniami z Narcyzowym Pyłem, a mnie ignorujesz! Zapomniałeś, jak kiedyś było nam dobrze? Doczekaliśmy dzieci, a ty zmieniasz... Zmieniasz się w geja!
Biały zacisnął zęby. Już długo się między nimi nie układało, cóż miał począć? Zazdrość narastająca w burej kotce przerodziła się w obsesję. Nie mógł się nawet wysrać w spokoju, bo bura czatowała za każdym rogiem. Jak tu żyć? Posiadanie partnerki to jedna sprawa, ale kotki z pierdolcem.... To już co innego.
Jeszcze to stwierdzenie o zmianie w geja. Tak prawdziwe. Ech, przeklęte geny, że też Klan Gwiazdy stworzył inne orientacje.
- Dlaczego cały czas się mnie czepiasz! Narcyzowy Pył to jedyny kocur, któremu mogę zaufać! Ty.... Ty się zmieniłaś! Nie jesteś tym, kim byłaś! - wybuchł, już nie mógł wytrzymać niewoli u Cętkowanego Kwiatu. Z jednej strony Orlikowy Szept bolało serce na myśl o zakończeniu relacji z burą, ale... Nie potrafił już wytrzymać. Kotka pozwalała sobie na zbyt wiele. Nie miała NIC z genów Czaplego Potoku, tego serdecznego czekoladowego.
- Że. Co?! - warknęła wrogo. No, proszę, kicia się wkurzyła i zamierzała pokazać pazurki.
Biały przewrócił oczami. Weź tu, kocurze, zrozum logikę niektórych samic. Poczuł chwilę zadowolenia z bycia stuprocentowym samcem.
- Nie zrozumiałaś? Jemu mogę zaufać, tobie nie. Mam ci to rozrysować na piasku? - zapytał się bezpośrednio.
- Nie! Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę... Już dawno powinnam cię zostawić! Aj... Jaka ja biedna.... Straciłam kogoś bliskiego... - mruknęła Cętkowany Kwiat, od razu zmieniając ton głosu na pełen żalu.
Orlikowy prychnął. Niech bura się udławi ze swoją zazdrością. W reakcji na słabą próbę zagrania na emocjach syna Koniczynki i Ostrzenia niebieskooki splunął kotce pod łapy, pokazał język i bez dalszego komentarza ją zostawił w kącie obozu. 
- I tak to pozostawiasz, tchórzu?! Wracaj! Tak cię zdzielę za te schadzki z Narcyzowym.... - próbowała powiedzieć Cętkowany Kwiat.
- PRZESTAŃ PIERDOLIĆ WIECZNIE O TYM NARCYZIE! ZAJMIJ SIĘ SWOJĄ DUPĄ! - krzyknął na cały głos, nie przejmując się patrzących na niego członkach klanu. Nie poczuł żadnego smutku czy żalu za wyrzeczone słowa. Wręcz przeciwnie. Przepełniała go duma, którą przelał w kroki. Po prostu szedł, z dumnie uniesioną głową, spojrzeniem zwróconym ku wejściu do legowiska wojowników, pierś wypięła się w przód.
- No, no.... Mój braciszek w końcu pokazał, na co go stać. Mamusia pewnie się przewraca w grobie, ale za to ja.... W końcu jestem z ciebie zadowolona - mruknęła od razu Mniszkowy Kwiat, gdy biały wkroczył do miejsca relaksu dla walczących w imieniu Klanu Burzy.
- T... Ty? Odzywasz się do mnie od tak? Nie wierzę.... Cholera jasna, to musi być jakiś paskudny sen - skomentował kocur, potrząsając łbem z politowaniem. Jedyna żywa siostra przecież znienawidziła Orlikowy Szept i od dawien dawna nie zamienili ze sobą żadnego słowa. Dokładniej od czasu obrony Klanu Wilka, podczas którego biały zabił Mleczowy Kwiat.
- Wiesz... Uznałam, że to czas, by dorosnąć... Chociaż na chwilę. Czy... Chcesz poprawić naszą relację... Bracie? - zapytała się calico. Ton jej głosu brzmiał dziwnie szczerze, bez cienia sarkazmu, kłamstwa czy drwiny.
- Muszę pomyśleć... Ech... Zajmę się lepiej synem, a ty.... Rób, co chcesz - odpowiedział oschle Orlikowy Szept.
Wyglądał na spokojnego, lecz w głowie kotłowały się całe tumany rozpędzonych myśli. Pojawiły się wątpliwości odnośnie krzyku na Cętkowany Kwiat. Może się zmieni? Może znowu miała gorszy dzień? Albo... Tylko udawała? Sprawdzała jego wierność, a on zawiódł?
Dość, zerwij z tymi myślami. Próbuj, walcz, inaczej na zawsze się w nich pogrążysz - pomyślał stanowczo. Czas to skończyć.
Myślenie przerwało mu oberwanie całkiem pokaźną szyszką. Odwrócił głowę i... Zauważył Narcyzowy Pył i Byczą Szarżę, śmiejących się do rozpuku. Biały zawęził oczy, ciesząc się mimo to widząc dawnego mentora. Zapomniał w ułamku chwili o Cętkowanym Kwiecie i Mniszkowym Kwiecie, liczył się Narcyz, tylko on.
Tak, po raz pierwszy Orlikowy Szept mógł przyznać to przed samym sobą - pokochał Narcyzowy Pył i zmienił się w geja.
- W taki oto sposób przykuwa się uwagę takich Orliczków w zimę - mówił niebieski do czarnego.
- Jeszcze raz! Dawaj kolejną szyszkę! Albo kamień! - odpowiedział Bycza Szarża.
- Ej, ej, kamieniami nie rzucaj w moje kochane, białe maleństwo! Nie w Orliczka, to niewinny kocur! - oburzył się Narcyzowy Pył.
- T... T... T-ty! Nazwałeś mnie maleństwem?! Dlaczego?! Przecież jestem duży! Pokazać ci to! Już to robię! Tylko zajmę się tym czarnym skurczykotem! - powiedział niebieskooki wojownik i od razu rzucił się na Byczą Szarżę.
Do końca dnia Klan Burzy musiał wysłuchiwać krzyków Byczka, słów wyjaśnienia Narcyzowego Pyłu i okrzyku bojowe Orlikowego Szeptu.

11 pkt

08 lutego 2021

Od Orlikowego Szeptu

 eksperyment opkowy, jednorazowy chyba

Od Szeptu Orlikowego, opowiadanie poezją pisane, by emocje senne podkreślić należycie

Biały kocur na mchu zasnął spokojnej nocy
Nieświadomie pragnąć gwiezdnej pomocy
Z burą partnerką ostatnio mu się nie układa 
A pewność siebie gwałtownie spada
Z gwiezdnego nieba weszła do snu dama
Cynamonka, Koniczynką kiedyś zwana
Miauknęła perliście do syna swego najmłodszego
"Narcyza poliż, nowego partnera, ukochanego"
Orlik własną śliną się udławił na te słowa
Szukał króliczej nory, by schować swoje ciało 
"Mamo, chyba cię bardo boli głowa"
Zaczął słabo, jakby emocji w sobie nie miał za mało
Jąkał się burzak spokojny i powolny
"Mamo, on jest strasznie nieudolny!"
Cynamonka, z dawien dawna pieszczoszka pożądna
Uśmiechnęła się tylko, wplątując w futro żywego kwiat
Utkany z marzeń i gwiezdnych traw księżyca
"Żyjesz na tym świecie, malutki, już tyle lat
Wnuki moje każda nowa zmiana zachwyca
A z matką relacja powoli się sypie 
Obawa z ich oczu przed snem łypie
Obserwuję was codziennie uważnie 
I ową radę szepczę ci rozważnie 
Z Cętkowanym Kwiatem minęła złota epoka
Pozwól sobie na prawdziwe szczęście 
Z Narcyzem dokończ swoje życie
Może twoja dusza gejostwa nieżądna
Jednak moja pełna wymowności troska 
Chce dla ciebie dobrze" dokończyła zmarła 
Znikała powolutku, bo powieki syna powoli się otwierały 
"Mamo, Narcyza nie widuję dzień cały! 
A on wcale nie taki piękny i wspaniały! 
Wróć, wracaj, mamo najdroższa, kotko ukochana! 
Źle się zrozumieliśmy, myśl twoja zacofana! 
Moje uczucia wewnętrznie podarła!" 
Zniknął sen, rozpłynęła się kocura mowa 
Może w nowym dniu czeka go emocji odnowa? 


Orlikowy Szept się obudził, oddychając szybko. Rozejrzał się wokoło siebie, widząc tylko ciemność i błyszczące w ciemności oczy Narcyzowego Pyłu. Młodszy wojownik drgnął, wewnętrznie uginając się pod intensywną żółcią wymownego spojrzenia syna dawnej zastępczyni.
- Mówiłeś przez sen moje imię, kochany Orliczku - miauknął Narcyzowy Pył, poruszając zalotnie brwiami w górę i w dół. Orlikowy Szept drgnął. Nie, tylko nie to, nie, nie. Ten usmarowany zbytnią pewnością siebie debil za chwilę wygada się Cętkowanemu Kwiatowi! Bura go zabije! Serce białego drgnęło niespokojnie. Oddychał spokojnie, próbując się uspokoić i nie dawać po sobie lęku, który rozlewał się po każdej komórce jego ciała. - Ciii, spokojnie, nie powiem jej nic - dodał Narcyz, kładąc przednią łapę na pysku dawnego ucznia. - Pod moim ogonem zawsze będziesz bezpieczny, słoneczko - szepnął białemu do ucha, chwilę potem znikając w mrok.

27 stycznia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Stokrotkowej Łapy

 -.. oj, rozgadałem się - miauknął Orlikowy Szept, a poglądach na swoje łapy. Coś go wzięło na wspominanie tych mniej i bardziej dawnych czasów. Poznanie Konwaliowego Serca, przyniesienie Stokrotki i Burzy do Klanu Burzy. Czas mijał szybko, a wspomnienia przybywały i gnieździły się w umyśle białego na stałe (lub do momentu kociego Alzheimera). Miło mu się robiło, miaucząc o życiu kiedyś. Dawniej wydawało mu się nie dostrzegać tylu problemów, ile czasami zdawało mu się dostrzegać za uczniaka.
- Mów dalej. Nie nudzisz mnie - miauknęła niebieska uczennica medyka, siadając naprzeciwko wojownika. - Jaka była Konwalia kiedyś? Opowiedz coś. Albo o Jeżowej Ścieżce, bardzo proszę - mówiła naprawdę miłym tonem Stokrotkowa Łapa. Dobrze, że nie znała swojej prawdziwej matki, inaczej zapewne w dosyć szybkim tempie przestałaby być taka miła i ukochana.
- Konwaliowe Serce urodziła się jako pieszczoszka. Przybyła tutaj i pozostanowiła zostać medyczką. Mało miauczała, bo posiadała głos, niepasujący do jej drobnej sylwetki. Odkryła lekarstwo na tę dolegliwość. Niestety na początku klan nie przepadał za nią, bo kot z zewnątrz postrzegany jest jako... Odmieniec - opowiadał Orlikowy Szept niebieskiej. - Rozeszły się na jej temat bardzo nieprzyjemne plotki. Dla dobra czarnej nie będę ci ich opowiadał, są... Dosyć nieciekawe... W każdym razie, również byłem w tym gronie. Bałem się jej. Przychodziła dosyć często do żłobka, bo zaprzyjaźniła się z Cętkowanym Kwiatem. Wówczas Cętką. Z czasem poznałem ją bardziej i stworzyliśmy zgrane trio. Przyjaźniliśmy się we trójkę. Konwalia nauczyła mnie naprawdę dużo o podstawach zielarstwa, do dzisiaj pamiętam te nauki. Co do Jeżowej Ścieżki... Jak był uczniem, to się urodziłem. Towarzyszył Zajęczej Stopie przy moich narodzinach. O więcej szczegółów z jego życia dopytaj jego samego.
- Wujku Orliku, proszę, powiedz więcej o Jeżowej Ścieżce - miauczała Stokrotkowa Łapa, robiąc duże oczy do wojownika.
- Naprawdę go zapytaj. To twój mentor. Każda rozmowa zbliży was do siebie - odpowiedział Orlikowy Szept, chcąc iść do swojej partnerki, by spędzić z nią czas.
- No, dobrze. Porozmawiam z nim. I dziękuję za te historie. Musisz mi potem opowiedzieć więcej. - Stokrotkowa Łapa pobiegła w nienznaym białemu kierunku.
- Żegnaj, mała - miauknął cicho Orlikowy Szept z uśmiechem na pysku.
Te same krótkie słowa miauknął nad grobem Stokrotki.
- Żegnaj, mała.
...
- Niech Klan Gwiazd ma nad tobą opiekę - dodał po chwili milczenia. 

Od Orlikowego Szeptu cd. Jałowcowego Świtu

 time skip do teraz

Nastała wiosna. Pora roku, podczas której każde życie odnawia się i powraca do dawnej rutyny. Kolorowe ptaki śpiewały głośno, chmurki pędziły powolnie i leniwie po niebieskim pastwisku nieba, a Klan Burzy... Żył. Zwyczajnie sobie żył. W spokoju, harmonii. Bez szukania zwady, wojny, zbytecznych problemów.
Biały obudził, rozciągnął cialo, prezentując skryte pod futrem blizny po walce o Klan Wilka. Ziewnął, czując burczenie w brzuchu. Spokojnym krokiem udał się do stosu ze zwierzyną i zjadł pliszkę.
Kątem oka zauważył Jałowcowy Świt. Wojownik leżał sam z boku. Biały postanowił dotrzymać mu trochę towarzystwa, bo młodszy od niego nie wyglądał zbyt pogodnie. Bycie samemu na dłuższą metę w taki piękny dzień to prawdziwe marnotrastwo.
Niebieskooki wpadł na pomysł, jak może zachęcić Jałowcowy Świt do działania.
Podszedł do znajomego z nieśmiałym uśmiechem na ustach.
- Witaj... Co powiesz na mały wyścig do traktoru, gdy coś zjesz? Jadłeś coś w ogóle? - zapytał się Orlikowy Szept, unosząc brew.
- Jeszcze nie, ale zamieszałem - powiedział niezbyt ochoczo arlekin, który ostatecznie wstał, podszedł do stosu ze zwierzyną i spożył jeden z kawałków mięsa. - I... Wyścig? Czemu nie. Z chęcią.
Orlikowy Szept poczekał na swojego towarzysza przy wejściu do obozu. Popatrzył na rosnącą w pobliżu trawę, przypominając sobie moment pożaru, gdy ziemia stała się czarniejsza od futra niejednego czarnego kota. Pamiętał ogniste płomienie, gorące i pożerające nieuważnych wojowników. Przypomniał sobie mrożący krew w żyłach krzyk Burzowego Mrozu, brata Cętkowanego Kwiatu, wówczas umierającego. Wtedy uciekła Konwaliowe Serce, a cały klan na chwilę utracił swój dom.
- Oby taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła - szepnął pod nosem, kręcąc głową. Trauma po tych wydarzeniach na szczęście mu minęła względnie szybko, ponieważ nie ucierpiał. Nadal posiadał tylko blizny po pazurach wrogich kotów z Klanu Klifu.
Jałowcowy Świt zrównał się z Orlikowym Szeptem.
- Kto wygra, ten bierze większy kawał królika na kolejnym posiłku - miauknął biały.
- A przegrany wymienia mech - uśmiechnął się Jałowcowy Świt.
- Weź, nie mam ochoty na takie... Cuchnące rzeczy. Przegrany po prosru przegrywa - powiedział Orlikowy Szept. - Na miejsca? Gotowy?
- Start! - krzyknęli oboje.
Kocury biegły przez trawiaste terytorium klanu, płosząc miejscową zwierzynę. Nikt na razie nie wyszedł na polowanie, więc po powrocie nikt nie będzie się ich czepiał o wystraszenie potencjalnych ofiar.
Biały skupiał się całym sobą na dotarciu do traktora. Całą dostępną siłę przeznaczał na miarowe unoszenie nóg w rytm muzyki granej przez wiatr.
Dotarli do mety praktycznie w tym samym momencie. Spojrzeli na siebie, dysząc. Obaj włożyli w gonitwę wszystkie swoje siły.
- Hm... Cóż... Co teraz? Podzieliłbym jakiegoś dużego królika na dwie równe części... Chyba, że odpoczniemy i robimy drugi wyścig. Tym razem do obozu. Jak wolisz? - zapytał się starszy.

<Jałowcu?>

Od Orlikowego Szeptu cd. Cętkowanego Kwiatu

Welp, 100 opko Orliczka

Bura kotka wtuliła się w sierść Orlikowego Szeptu, płacząc cicho. Zmarł Czapli Potok, teść wojownika. O dziwo nie stereotypowy jak z żartów o typowych teściach, a kocur pełen wigoru, humoru i optymizmu. Ten, który go mianował na ucznia i na wojownika. Niedługo dzieci zapomną o swoim dziadku, o każdej spędzonej z nim chwili.
Orlikowy Szept już nigdy nie odwiedzi legowiska starszyzny, żeby zwyczajnie zrelaksować się w towarzystwie kocura.
Polizał czoło ukochanej, sam czując się okropnie, dawno nie pogrążył się w takim smutku od utraty Bluszczowej Poświaty.
- Spokojnie... Jestem tu... Nie zostawię cię samej - miauczał, sam bez większego przekonania. Najchętniej zakopałby pod ziemię i nigdy z niej nie wychodził. Nigdy, nigdy, prze-przenigdy.
- On... Nie mam już taty... Bez niego nic nie będzie takie samo - odpowiedziała Cętkowany Kwiat, siorbiąc w futro białego. Orlikowy Szept się skrzywił. Eh, czeka go dłuższe mycie niż zwykle. I to... Bardziej ohydne. Nie ma to, jak gluty własnej wybranki na ciele, naprawdę romantyczne, tfu.
- Wiem, co czujesz, kochanie. Straciłem mamę, więc uwierz, mam d oświadczenie. Nie czujesz się dobre, ale czas wyliże ci rany. Przeżyj ze spokojem żałobę, pomilcz sobie, popłacz. Jeśli chcesz, mogę zostawić cię samą, byś przemyślała to sobie. Potem od nowa się zorganizujesz. Uwierz. Teraz wydaje ci się to niemożliwe, ale tak będzie - mówił spokojny tonem Orlikowy Szept.
Cętkowany Kwiat przybliżyła się do ciała białego, przez co ich futra zlały się w jedno. Bury odcień właził w białe kosmki półdługich włosków, chcąc stać się jednością z drugim kolorem. Smutne, brązowe spojrzenie kotki spotkało się z niebieską tonią spokoju i opanowania kocura. Przybliżyli nisy do siebie, czując względnie dogodną sytuację na zbliżenie się do siebie (ale nie pójście w krzaczki). 
- Zostań tu... Na zawsze i do końca naszych dni - miauknęła Cętkowany Kwiat, już nieco pocieszona. Obecność partnera pozwalała jej na rozluźnienie obolałych od płaczu mięśni pyska. 
- Zostanę... Póki pozwala mi Klan Gwiazdy - odpowiedział Orlikowy Szept, mrucząc. 
W tamtej chwili nie śmiał śnić czy myśleć o tym, że ich relacja przejdzie kilka księżyców później poważny kryzys.... 

Od Orlikowego Szeptu cd. Jeżowej Ścieżki

 Pogratulował mu mianowania dzieci. Biały uśmiechnął się nieśmiałe, poruszając w rytm bijącego serca. Spokojnie i miarowo. Niedawno sam był kociakiem, który z ciekawością, ale też i przerażeniem wkraczał w dorosły świat.
Oddał resztę nornicy medykowi.
- Jedz. Przydadzą ci się siły do leczenia chorych - powiedział do czekoladowego medyka.
- Na pewno? - Jeżowa Ścieżka zmarszczył brwi, przyglądając się bacznie synowi Ostrzenia i Koniczynki.
Biały tylko pokiwał głową i oddalił się od miejsca posiłku. Po prostu.... Przestał czuć się glodny i zechciał pobyć sam ze sobą, jeden na jeden.
***
Leżeli oboje w praktycznie pustym legowisku medyków. Milczeli, wpatrzeni pusto jakiś punkt przed ich oczami. W powietrzu unosił się słabnący już zapach Konwaliowego Serca, lecz wciąż intensywny Stokrotkowej Łapy.
Oboje utracili bliskie sobie osoby. Wojownik córkę, a medyk własną uczennicę. Niby kolejną z rzędu, lecz zawsze podopieczna.
Tkwili razem, w milczeniu, wspierając siebie nawzajem własną obecnością. Jak prawdziwi przyjaciele, próbował się tak przekonywać Orlik w myślach. Nadal uwielbiał czekoladowego, lecz czy Jeżowa Ścieżka nadal widział i chciał widzieć w niebieskookim przyjaciela?
- Dawno... Nie było tu tak cicho - przerwał milczenie wyższy rangą.
- Tak... Zgadzam się... Bardzo, bardzo cicho... Cisza wylewa mi się uszami i... No, tyłem... - miauknął Orlikowy Szept, zmuszając się do wypowiedzenia każdego słowa. Jak miał się odzywać, skoro zawiódł własne dziecko? Najpierw Ciernista Łapa, której nie próbował odwieść od pomysłu biegnięcia z nim, potem Konwaliowe Serce, bo jej nie upilnował... Potem Drżąca Ścieżka, bo nie potrafił mu pomóc, na końcu Tuptająca Łapa. Cholera, mógł zareagować normalnie na wieść jej orientacji! Mógł, ale oczywiście nie mógł! Był paskudnym ojcem! Najgorszym na świecie! Jednym, wielkim gó...
"Przestań. Przestań, ale to już" - powiedział do siebie w myślach. To nie czas na umartwianie się. Obok leżał równie strapiony Jeżowa Ścieżka. Musiał go wesprzeć, chociaż jego nie zawieść.
- Ja... Wiem, że nie zrobię zbyt wiele, by ci pomóc, ale.. Wiedz.... Twoja obecność blisko mnie mi pomaga i... Proszę, chociaż raz zjedzmy razem kocimiętkę i wyluzujmy - zaproponował biały.

<Jeżyku?>

Od Orlikowego Szeptu cd. Drżącej Ścieżki

 time skip do teraz

Dziwne emocje towarzyszyły ostatnio Orlikowemu Szeptowi. Dziwne, dziwne, strasznie dziwne, naprawdę dziwne. Myśli pędziły rozszalałe po jego głowie, a biały nie potrafił ich uspokoić nawet liczeniem królików przed snem, skaczących nad norami Dwunożnych. Legowisko wojowników stało się nagle za małe, świat... Taki pusty.
Stracił córkę, relacja z Cętkowanym Kwiatem rozpadała się jak domek z kart, w samym sercu syna Koniczynki tkwiło... Podejrzanie romantyczne uczucie skierowane ku Narcyzowemu Pyłowi. Ku temu cholernemu cwaniaczkowi i... Wow, nic odkrywczego, narcyzowi jakich mało. Myślał o nim coraz częściej, jednocześnie kochając swoją burą ukochaną. Miał działać na dwa fronty? Miał kochać jednocześnie dwie osoby? Przecież... Przecież był czystym potomkiem hetero kotów, więc skąd nagle miałby stać się gejem? Czy bardziej bi, skoro nadal czuł płonące uczucie ku Cętkowanemu Kwiatowi.
"Straciłem córkę, muszę... Nie, nie chcę kolejnych dzieci... Mam jeszcze dwójkę... Jak oni umrą, zajmę się tym.. Chyba" - myślał, czując, jak frędzelki przy jedynym całym uchu drżą niespokojnie.
Wziął głęboki wdech, przytrzymał powietrze w  płucach przez kilka sekund, następnie je wypuszczając.
- N-nie j-jestem b-bi - miauknął łamiącym się głosem. Co by pomyślała mama? Jego biedna, cynamonowa mamusia. Wychowała naprawdę ciekawe dzieci. Słonika, który uciekł, Bluszczową Poświatę, łatwą do zmanipulowania, małą skurczykotkę Mniszkowy Kwiat... I biseksualnego Orlikowy Szept.
- Ty.... Bi?! - zdziwił się leżący niedaleko niego Drżąca Ścieżka.
Biały spojrzał z niepokojem na kremowego. Nie, nie i nie. Jego dawny uczeń nie mógł wiedzieć, nie, nie, nie, za żadne skarby tego posranego świata.
- Nie! Skądże! Hetero to zero... Znaczyyyyyy.......... Nooooo.... Nie kocham nikogo poza Cętką i... Tobą.. Znaczy! Ja cie lubię jako fajowego uczniaka... I wojownika... I... I.... W ogóle... Jesteś super ziomeczkiem... Naprawdę! Nie wierzysz! Udowodnię ci to! - miauczał głośno Orlikowy Szept. Niech kremowy nawet nie śmie myśleć, że kocur... Okazał się kimś zupełnie innym niż zwykłym hetero burzakiem.
Niebieskie oczy Drżącej Ścieżki zaszkliły się.
- N-nie krzycz... Prozę... - szepnął młodszy łamiącym się tonem.
Biały zamarł. Nie... Dlaczego musiał go zawieść? Akurat Dreszcza! Dorosły doskonale wiedział o problemach syna Piaskowej Ścieżki, który zresztą został zmuszony do zmuszony do zrobienia dzieci z Muszym Lotem. O rety, ale spartaczył sprawę! Jak mógł? Jak mógł?!
Drżał jak liść niesiony przez zimowy wiatr. Gdyby był mały, od razy popłakałby się przez nadmiar negatywnych emocji.
- Nie... Ciiii, ciiii... Ma.... Maluszku, maleństwo... Proszę, nie płacz - miauknął, ocierając się o kremowego i mówiąc do niego jak do kociaka. - Już... Już ciiiii... Ja... Przecież możesz mi ufać... Straciłem właśnie córeczkę. Tuptająca Łapa. Strasznie mi jej brakuje, a ty... Potrzebujesz miłości... Czy... Mogęcięadoptowaćjakoswojegosynkabo jestmiwcholeręźlesamaty... - Wziął oddech, chcąc uspokoić kołatające serce. -... mogę być... Tatusiem... Marnym... Ale... Tatusiem... Naprawdę... Nie... Nie bądź sam...

<Dreszczyk?>

22 stycznia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Niebiańskiej Łapy (Niebiańskiego Kwiatu)

 time skip do teraz

Wrócił z patrolu, zadowolony, że życie toczyło się względnie spokojnym torem. Dzieci rosły, Cętkowany Kwiat wydawała się szczęśliwsza niż zwykle.
Jedynie widok niezbyt zadowolonej Niebiańskiego Kwiatu wzbudziło w białym kocurze podejrzenia, czy wszystko rzeczywiście było w porządku i pełne harmonii.
Przystął. Czy rzeczywiście dobrym wyjściem okazałoby się zagadanie do córki? Sam wolał posiedzieć sam podczas gorszego dnia, a niektórzy wręcz pragnęli zapomnieć o ciążącym smutku i gadali w kółko i w kółko jak najęci. Chwilę się zastanawiał nad następnym krokiem, poruszając wibrysami w rytm powiewającego wiatru.
Spojrzenia ojca i córki spotkały się w tej samej sekundzie. Orlikowy Szept uśmiechnął się nieśmiało, a Niebiański Kwiat odwzajemniła uśmiech.
Mała Niebo. Jeszcze nie tak dawno widział ją jako ślepe kocię w żłobku, pijące mleko przy ciemnym futrze Cętkowanego Kwiatu. Pamiętał chwilę, gdy na zgromadzeniu obiecał jej pomoc w zdobywaniu kontaktów z innymi kotami w jej wieku. Tłumaczył kilka razy, że mianowanie na ucznia to nowy rozdział w życiu, a nie koniec świata.
W niebieskich oczach zaszkliły się delikatne łzy wzruszenia. Orlik nadal nie przepadał za dziećmi i bał się3 posiadania małych kulek pod własnymi łapami, lecz ostatecznie pokochał swoje trzy pociechy.
- T-tato? Coś nie tak? - zająknęła się Niebiański Kwiat do rodzica.
- Nie, nie... Wszytkie gra... Dobrze się czujesz? Nie zjadłaś czegoś niestrawnego lub nieświeżego? Boli cię brzuch? - miauczał. Zestresował się. Czuł to, bo serce zaczęło mu mocniej bić, a język plątał się pod wpływem każdego wypowiadanego słowa. - P.. Przeje...przjedzmy... Znaczy... Przej... Psie... Przejdźmy się gdzieś razem - zdołał w końcu powiedzieć biały.
Niebiański Kwiat uśmiechnęła się delikatnie, podeszła do ojca i otarła się o jego kark.
- Spokojnie, tato, wszystko gra. Wstałam dzisiaj lewą łapą, a na spacer... Zwarta i gotowa... Gonisz! - miauknęła, dotykając nosem rozdartego na pół ucha białego. Zaczęła biec w kierunku wyjścia z obozu, a kocur pobiegł prosto za nią.
Ganiali siebie wzajemnie przez dłuższą chwilę. Zbliżał się wieczór, a wiosenne powietrze stawało się coraz chłodniejsze.
Orlikowy Szept ucieszył się, że w końcu mógł przeżyć trochę czasu z własnym dzieckiem. Żałował braku obecności Świerszczyka czy Tupot, z nimi od dawna nie rozmawiał. Przez obowiązki, pożar, z czasem przez zwykły brak tematu do zagadania.
Wojownicy upadli na ziemię, dysząc. Biegali naprawdę długo, chociaż nie oddalili się na obozu na więcej niż kilka żabich skoków. Spojrzał na własne dziecko i serdecznie się zaśmiał, pełen szczęścia i radości. Liliowa wyglądała na zadowoloną jak nigdy wcześniej.
- Co powiesz na wspólne oglądanie gwiazd, gdy zajdzie słońce? - zapytał się Orlikowy Szept. Chciał wydłużyć czas spędzony z dzieckiem, a co nie łączy bardziej niż oglądanie srebrnych punkcików?

<Niebo?>

03 grudnia 2020

Od Orlikowego Szeptu

 Żył, a każdy dzień wydawał mu się taki sam. Dzieci rosły, zbliżając się coraz bliżej do końca swojego treningu. Cętkowany Kwiat starała się spędzić z partnerem jak najwięcej czasu, a Klan Burzy... Pozostawał cichy i spokojny, jak zawsze. Odkąd Ryjówcza Łapa opuściła obóz, napięcie panujące w powietrzu zniknęło, a biały oddychał spokojniej. 
Każdy dzień wydawał się taki sam. 
Każdy dzień wypełniał spokój, jakim zdołał cechować się Klan Burzy od wielu księżyców. 
Każdy dzień... Stawał się coraz bardziej monotonny. 
***
Znowu miał ten sam sen. Biegł przez wysokie trawy, słysząc jedynie bijące rytmicznie serce oraz grzmoty nadchodzącej burzy z oddali. Każdy krok wydawał się dla niego długi. Tracił czas na ucieczkę przed jednym zdradzieckim szeptem. 
Jesteś słaby, coraz słabszy. 
Słowa wybrzmiewały w głowie kocura, nie zamierzając odpuścić. 
Upadł, potykając się o jeden z kamieni. Do jego nozdrzy dotarł metaliczny zapach krwi, a na ziemię skapywały czerwone krople. Biała sierść ubrudziła się przez ziemisty pył. 
Dyszał, czując zmęczenie. Nie potrafił się ruszyć. Silną wolą próbował choćby poruszyć wibrysami, lecz napotkał na brak energii, jakby nie spał od kilku dni. 
Jesteś słaby. 
Szept w głowie stał się głośniejszy. 
- Dość, dość, dość! - krzyczał Orlikowy Szept, nie szczędząc strun głosowych. W głosie brzmiało zwykłe przerażenie i strach. Jak inaczej mógł zareagować jak nie tak? Nikt nie zdołał nauczyć wojownika odwagi, godnej prawdziwych dzikich kotów. 
Jesteś. Słaby. 
Kocur otworzył zaciśnięte powieki, widząc przed sobą stos martwych ciał. Drżący, Cętka, Niebo, Świerszczyk, Tupot, Jeżynka, Mokry, Konwalia... Każdy po kolei. Ich pyski wyrażały spokój, ciała pozbawione życia otulał chłód. 
Rozległ się krzyk. Pełen bólu, żalu, smutku, chcący przeciwwstawić się temu, co zesłał los. 
Nie był słaby. Nie mógł być, skoro jakoś dożył tych czterdziestu księżyców. 
***
Z pożaru pamiętał tylko ostry zapach dymu, przeraźliwe miauknięcia, presję czasu, aby uratować własny tyłek. Podążał za resztą, słysząc za sobą okrzyk bólu Burzowego Mrozu. Zacisnął oczy, nie pozwalając łzom spłynąć z oczu po białym futrze. Zadawało mu się, że rozdrapane na pół ucho piecze, jakby płonęło ogniem. Serce wojownika zabiło szybciej, w umyśle przelatywały wspomnienia z dawnego życia, za którym zdążył w ułamku sekundy zastęsknić. 
***
Leżał w swoim legowisku, w dawnym obozie Klanu Lisa. Nie potrafił zasnąć. Noc wydawała się cicha, a jesienny wiatr smagał frędzelki białego, znajdujące się na jednym uchu. Blizny, pozostałe po walce w Klanie Wilka, zdawały się piec, dając o sobie znać. 
Polizał po uchu Cętkowany Kwiat. Zatroskanym spojrzeniem niebieskich oczu przyglądał się pręgowaniu kotki. Bardzo jej współczuł. Straciła ojca oraz całe rodzeństwo. Dodatkowo uciekła Konwaliowe Serce, której miał za zadanie pilnować.
Wysunął pazury i wbił je w ziemię. Zawiódł, znowu zawiódł. Pomimo tego całego spokoju i dobrego nastawienia po raz kolejny zawiódł.
Był za słaby, to próbowały uzmysłowić mu sny.
Nie udało mu się uratować Ciernistej Łapy.
Czuł zbyt silną więź emocjonalną z Bluszczową Poświatą i Koniczynką, przez co dawał się ponosić uczuciom i krzyczał. Uległ smutkowi i żalowi, skrytemu w głębi jego duszy.
Targały nim wyrzuty sumienia po ucieczce Słonika i Melodyjki.
Nie zdołał znaleźć w sobie odwagi, chcąc nawiązać kontakt z Ryjówką.
Nie zdołał pomóc Drżącej Ścieżce.
Zawodził, każdy, kto z nim żył, cierpiał.
Trzymał się z Mokrą Gwiazdą. Gdyby tylko Chaber zdołała rządzić...
Chabrowa Bryza. Niebieska kotka wydawała się lepszym materiałem na najwyższe stanowisko, a nie ten stary kocur.
Myślał całą noc, nie zmrużając oka. Zrozumiał, to emocje były jego słabością.
Służba Mokrej Gwieździe dobiegnie kiedyś końca, a wtedy biały zdoła raz na zawsze zerwać z przeszłością. Przywiązanie wprawiało go tylko w zły nastrój.
Podniósł głowę, patrząc w niebo. Klan Gwiazdy, który pokarał Konwalię, co po chwilę się na nim mścił i nie zdołał zakleić rosnącej w nim pustki.
Musiał się zmienić. Inaczej nikt nie zdoła go zauważyć i docenić pełen potencjał w nim skryty. 

02 listopada 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Ryjówczej Łapy

 po zgro

Żył w przekonaniu, że gdzieś tam, daleko od Klanu Burzy, Melodyjka i Słonik mieszkali wśród dzikiej natury. Nie spodziewał się, że zdołają przetrwać sami ze sobą i garścią abstrakcyjnych pomysłów. Do tego doczekali się dzieci.
Był wujkiem. Wujkiem Muchy, Ryjówki i być może jakiegoś innego kota bądź kotki. Nie dopytywał się czekoladowej o rodzinne szczegóły. Wyczuwał od niej dosyć nieprzyjemną aurę, chociaż sama bratanica nie zachowywała się wobec niego wrogo. Wręcz przeciwnie, wydawała się... Przyjazna? Orlikowy Szept nie potrafił tego stwierdzić. Tym bardziej po zgromadzeniu, na którym kotka urządziła nieprzyjemną i długą dyskusję z Drżącą Ścieżką. Czuł ociekający jad i ukryty mord w słowach bliskiej sobie osobniczki. W którymś momencie nie wiedział sam, po czyjej stronie stanąć.
Po jednej znajdowała się ona, Ryjówcza Łapa. Krew z krwi Słonika, rodzina, bratanica, lecz niezbyt dobrze przez niego poznana.
Po drugiej Drżąca Ścieżka. Niespokrewniony z nim, dawny uczeń, o którego się po prostu obawia. Zna go od kociaka.
Wstał, udał się na posiłek i dowiedział się od Mokrej Gwiazdy o wolnym dniu, bez żadnego patrolu czy polowania. Szykował się kolejny nudny dzień, niebędący niczym ciekawym w porównaniu do poprzednich tygodni. Planował w swojej głowie różne rzeczy, które mógł zrobić podczas najbliższych godzin. Pobyt z Cętkowanym Kwiatem, pomoc dzieciom, kontrola stanu psychicznego Konwaliowego Serca.
Usiadł z boku, poruszając połówką lewego ucha. Ciągle pamiętał bitwę, w której zyskał sporą liczbę blizn na ciele oraz utracił połowę narządu słuchu. Nie stracił całkowicie zmysłu, na szczęście. Jednak jedno z klifiaków pozbawiło go części ciała, która nigdy ku nie odrośnie i będzie stanowiła pewnego rodzaju pamiątkę po krwawej bitwie.
Powietrze wydawało się ciężkie, temperatura wzrastała, a żadna chmura nie pojawiła się na niebie.
Patrzył na własne łapy. Raz po raz wysuwał z nich pazury, licząc, ile razy tego dokonał. Na chwilę obecną wydawało mu się to jedynym ciekawym zajęciem. Kocięta zajmowały się sobą, żadna z królowych nie rodziła, Narcyzowy Pył spał, bo odsypiał wieczorny patrol. Reszta wojowników starała się znaleźć jakieś zacienione miejsce, aby ochłonąć od upału. 
Przed oczami białego wojownika pojawiła się, bez żadnej zapowiedzi, Ryjówcza Łapa.
- Dlaczego tu tak siedzisz? - zapytała się od razu.
Orlikowy Szept od razu wstał zaskoczony. Gęsty ogon napuszył się delikatnie, wibrysy zadrżały. Zastanowił się, co miał odpowiedzieć kotce. Nudzi się? Zamyślił się? Każda odpowiedź wydawała się taka... Zwyczajna.
- Bez żadnego powodu. Nie mam nic do roboty. Lider nie dał mi żadnych obowiązków.... Więc... No... No, po prostu się nudzę - miauknął zgodnie z prawdą Orlikowy Szept. - Nie miałaś przypadkiem wyjść na patrol z Burzowym Mrozem? - spojrzał uważnie na uczennicę. Może i wolała żyć na własną łapę i wykazywała się silnym indywidualizmem, ale nawet ją obejmowały pewne zasady. Musiała trenować, jeśli chciała przetrwać. Niezależnie od tego, gdzie w końcu postanowi rozpocząć dorosłe życie. Zarówno w klanie, jak i w dziczy, potrzebowała pewnych umiejętności do przeżycia.
- Jest zajęty czymś innym. Nie mam pojęcia czym - odparła szybko Ryjówcza Łapa.
Orlikowy Szept poruszył kilka razy ogonem. No cóż, chyba sam będzie musiał zagwarantować jej zajęcie, żeby czekoladowa za chwilę nie podbiegła do Drżącej Ścieżki, by mu dogryzać.
Wpadł na pewien pomysł. 
- Hmmmmm... Posłuchaj. Jest dzisiaj bardzo ciepło, ale tak czy inaczej wyszłabyś z obozu. Medykom brakuje wody. Weźmiemy od nich trochę mchu, pójdziemy nad rzekę i wrócimy z wilgotną rośliną do nich. Nie będziesz musiała czekać na Burzowy Mróz. Wchodzisz w to? - zapytał się Orliczek, mając nadzieję na twierdzącą odpowiedź.

<Ryjówko?>

28 października 2020

Od Orlikowego Szeptu

w końcu ostatnie dłuższe opko z nadrabiania fabuły

Został wybrany jako jeden z tych, którzy mieli za zadanie obronić Klan Wilka spod pazurów niejakiego Stwórcy. Nadeszła pierwsza taka walka w jego życiu.
Wszystko przez pojawienie się trójnogiego, liliowego kocura, nie bez powodu posiadającego imię Potrójny Krok. Opowiedział o całej sytuacji Mokrej Gwieździe. Historia medyka rozniosła się po spokojnym Klanie Burzy w mgnieniu oka. Wkrótce na językach każdego z wojowników, uczniów czy królowych widniał tylko jeden temat: więźniowie z lasu.
Biały został jednym z wybranych, którzy mieli zapisać się w karty losu, pisanego przez nich samych. Jeden z wyzwolicieli. Być może, dzięki jego pazurom, zdoła przyczynić się do wymierzenia sprawiedliwości oprawcom.
- Orliku, wiem o decyzji Mokrej Gwiazdy - zagadała białego Konwaliowe Serce. Zapach kotki wydawał się mniej intensywny niż zazwyczaj, każdy kosmyk futra odstawał w innym kierunku, a żółte oczy wyglądały na zmęczone i smutne. - Proszę cię o jedno, przekaż Świtającej Masce, że nadal o nim pamiętam. I nigdy nie zapomnę. Burza i Stokrotka rosną i... Wszystko z nimi dobrze.
Biały zacisnął zęby. Cała sytuacja go denerwowała. Ćwiczył od szóstego księżyca walkę, uśmiercił tyle zwierząt, widział śmierć bliskich sobie kotów, a wizja świadomego pozbawienia życia innego rozumnego kota nie uśmiechała mu się wcale. Gdyby Koniczynka żyła, nie opuszczałaby najmłodszego syna ani o krok, uspokajałaby go. Teraz to część cynamonki, gdzieś zatopiona w duszy Orlikowego Szeptu, próbowała ukoić nerwy kocura. Serce biło mu rytmicznie, a pełne troski słowa czarnej medyczki nie uspokoiły tego mięśnia.
- Nawet nie wiem, jak on wygląda - odpowiedział zgodnie z prawdą Orlik. Nie chciał robić na złość przyjaciółce, ale po prostu zapominał detali wyglądu u ukochanego Konwalii. Nie przykładał do tego głowy. Pamiętał jedynie, że widział go jako ucznia na jednym ze zgromadzeń. Już wtedy próbował poderwać Konwaliowe Serce. Taka drobna próba zaimponowania kotce skończyła się zakazanym uczuciem i trójką dzieci-wpadek.
- Morskie oczy, płowa sierść. Na pewno go rozpoznasz - miauknęła czarna.
Odszedł w milczeniu, po drodze zaglądając do Cętkowanego Kwiatu i swoich dzieci. Pożegnał się z nimi, czując na karku chłodny powiew śmierci. Nikt nie obiecał mu, że wróci żywy. Mógł paść na ziemię podczas pierwszej bijatyki i umrzeć na skutek wykrwawienia.
Postanowił walczyć, chociaż z wątpliwościami i strachem we własnym sercu.
***
Walka się zaczęła. Mokra Gwiazda poprowadził burzaków na tereny Klanu Wilka. Gdy dotarli do obozu, Stwórca i jego popleczniczy od razu zaatakowali.
Orlikowy Szept nie zauważył, kiedy zaczął się bronić. Czując ostrość czyiś pazurów, odpychał własnymi kończynami niechcianych wrogów. Syczał, wściekle machał ogonem, drapał i gryzł każdego, kto się do niego zbliżył.
Nikogo nie próbował zabić. Nie chciał, lecz wiedział, że w końcu ta chwila nadejdzie, szybciej niż grom od Klanu Gwiazdy.
Wziął kilka głębokich oddechów, chcąc się uspokoić, by panować nad każdym swoim ruchem. Jedno złe posunięcie, a trafi na drugą stronę. Umrze, zostawiając dzieci i Cętkowany Kwiat samych. 
Pod nogami wylądowało mu ciało jednego z klifiaków.Orlikowy Szept odskoczył, sycząc złowrogo. Gęste, półdługie futro zwiększyło swoją długość o co najmniej połowę. Każdy zmysł wojownika się wyostrzył, przygotowując się do bójki. Nieco ochłonął, widząc, że ktoś inny, z Klanu Wilka, szarpał się z klifiakiem. Osobnik ze zniewolonego stada z lasu gryzł wroga i zadawał mu rany. 
- Doskonale.... Rób tak dalej, a padniesz szybciej - mruknął spokojnym tonem więzień, dotykając językiem krwi, wypływającej z ran kocura z Klanu Klifu. Następnie roześmiał się i dostrzegł obecność białego.
Orlik rozpoznał go od razu. Połowe futro, morskie oczy. Świtająca Maska. 
On. Ten, który przysporzył Konwaliowemu Sercu tyle cierpienia. Ten, w którym medyczka bezgranicznie zakochała. Cały pysk płowego pokryty był plamami czerwonej posoki, a wzrok wydawał się pełen wściekłości i żądzy zemsty. 
- Orlikowy Szept... No, no, nie spodziewałem się, że spotkamy się w tak krwawym momencie - miauknął point, wstając i szepcząc coś do ucha klifiakowi. 
Orlikowy Szept chciał się cofnąć. Widział w sposobie poruszania się nowopoznanego dzikość, pewność i grację. Przełknął ślinę. Skupił się całym sobą na Świtającej Masce nie wiedząc, czego się po nim spodziewać. Z opowieści czarnej płowy wydawał się delikatny i uczuciowy, lecz przed chwilą ranił, bez żadnych zachamować, jednego z popleczników Stwórcy, czym zaprzeczał wcześniejszym słowom Konwalii. Bitwa o wolność stała się tylko tłem, a odgłosy szarpaniny i jęków wyciszyły się. 
- Skąd mnie znasz? - odruchowo miauknął biały, wzdychając cicho. - Świtająca Maska... To ty. 
-No, no, jednak masz jakąś tam mądrość w tej główce. Znasz tajemnicę Konwalii, pomagałeś jej podobno przez większość życia... Więc nie obawiaj się mnie - mówił spokojnym tonem płowy. - Mam za to idealną propozycję... Zabij tego kocura. Pokaż mi swoje umiejętności. Chcę cię poznać, a w czasie bitwy wychodzą najlepsze cechy każdego kota... Co patrzysz takim wzrokiem, godnym wystraszonego pisklęcia? Ofiara leży plackiem. Lepiej, żeby kolejny zły stracił życie. Świat stanie się piękniejszy! - dodał po chwili, śmiejąc się głośno. 
Burzak przełknął ślinę. Nie spodziewał się takiego zagrania ze strony wilczaka, który sam wyglądał na pełnego wrogości. 
- P-po co? Sam możesz go zabić. W końcu... To... Jeden z tych, którzy cię gnębili - odpowiedział Orlikowy Szept. Starał się podtrzymać kontakt wzrokowy z płowym. 
- Ojoj, chyba nie znasz powagi sytuacji. Otóż... Zobacz. Jesteś na polu bitwy. Mokra Gwiazda przybył tutaj ze swoją własną zgrają, która ratuje Klan Wilka. Każdy klifiak to twój wróg, nasz wróg - mówił Świt, dokładnie akcentując każdy wyraz. Dopiero w tej chwili Orlikowy Szept zauważył, że płowy nie posiada ogona. Przeszedł go dreszcz, co biedny morskooki musiał przeżyć, tracąc go. Konwaliowe Serce nie miauczała nic o kalectwie pointa, więc leśny kocur musiał utracić kawałek ciała niedawno. - Jesteś na polu walki. Wyglądasz na dorosłego kocura, który dawno ukończył swój trening. Zabiłeś tysiące zwierząt, a przed pozbawieniem życia wrogiego kota zaczynasz wątpić? Mleczowy Kwiat - mówił płowy, pokazując ogonem na leżącego. - zasługuje na śmierć. 
- N... Nie. Sam widziałem, jak się nim zajmowałeś, więc... Chyba to twoja ofiara. Nie moja - powiedział niespokojnym tonem biały. 
Powieka pointa drgnęła z irytacji. Nie wyglądał na cierpliwego. 
Uwaga, dalej może być mniej przyjemnie dla wrażliwszych czytelników, dlatego dalsza część czytana na własną odpowiedzialność. 
- Jednak to prawda... Każdy z Klanu Burzy to cholerny pacyfista... - mruknął pod nosem Świtająca Maska. W ułamku chwili podszedł do towarzysza i wgryzł się w lewe ucho białego, z frędzelkami na szczycie. Zrobił to tak mocno, że Orlikowy Szept odskoczył, drapiąc pointa po pysku. Krzyk niebieskookiego zlał się z dźwiękami bitwy. Kocur z Klanu Burzy widział przed sobą mroczki. Czuł okropny ból, a następnie spływające krople krwi. Mało brakowało, by stracił fragment własnego ucha. Wiedział, że po bitwie będzie zmuszony do udania się do medyków. Inaczej wda się zakażenie. 
- To ostrzeżenie. Następnym razem się mnie posłuchaj od razu. Nie wiesz, co oni mi uczynili, więc nie baw się w myśliciela, tylko działaj! - mówił Świtająca Maska. Odwrócił głowę w stronę Mleczowego Kwiatu. Klifiak wstał i zamierzał zaatakować kogoś z Klanu Burzy. - DZIAŁAJ! BIEGNIJ, ZABIJAJ GO! - krzyknął wściekły płowy. 
Orlikowy Szept działał pod wpływem impulsu. Zaczął biec, nie zwracając już uwagi na pointa. Skoczył na Mleczowy Kwiat, wbijając mocno pazury w jego ciało. Następnie dwa kocury stanęły do ciężkiej walki. Każde z nich korzystało z nabytej wiedzy. Szastali pazurami, ostrymi jak nigdy, w kierunku słabych punktów przeciwnika. Syczeli, warcząc przy okazji raz po raz. Z tego pojedynku mógł wyjść żywy tylko jeden kot. 
Był nim Orlikowy Szept.

Dalej jest nieco mniej przyjemny fragment, dlatego czytasz ciąg dalszy na własne ryzyko

25 października 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Mokrej Gwiazdy

 mega dawno temu, zima

Chłodne powietrze dotykało półdługiego futra Orlikowego Szeptu, scalającego się w jedno z otaczającą go bielą. Nadeszła zima, poczuł to każdy mieszkaniec Klanu Burzy, w tym on. Wibrysy zadrżały lekko na myśl o tej porze roku. Czuł do niej sentyment, bo właśnie większą część swoich księżyców spędził wśród wydrążonych, w jasnym puchu, korytarzy. Każde miejsce w obozie przywoływało masę wspomnień, tych dobrych i złych. Wspominał każdą chwilę.
Tym razem nie było mu do śmiechu, pod żadnym względem. Konwaliowe Serce próbowała pozbawić siebie życia, a on został jej głównym strażnikiem. Pilnował czarnej, aby ta nie dotknęła nawet pazurem kocimiętki, trujących ziół czy nawet maku. W żółtych ślepiach kotki widział pogarszające się szaleństwo i zanikającą chęć życia. Znajdowała się w trudnej sytuacji. Jeżowa Ścieżka, Cętkowany Kwiat i Orlikowy Szept starali się nie wprowadzać medyczki w gorszy nastrój, ale niestety Konwalia ciągle miauczała o swoim złym stanie wewnętrznym.
Zamienił się z jednym z wojowników, ponieważ odbył swoją wartę. Szedł przed siebie, niezadowolony. Co się dziwić, spędził kilka godzin z bardzo bliską dla niego osobą, która chciała z wielkim utęsknieniem zakończyć życie na ziemi.
Śnieg skrzypiał pod nogami białego. Na chwilę przystanął, biorąc kilka głębokich wdechów. Z nosa kocura wyleciała para wodna, a do niego samego dotarł chłód panujący w dzisiejszym dniu.
Chwilę potem oberwał śnieżką.
Rozejrzał się i zauważył czającego się z tyłu Mokrego. Na pysku niebieskiego zauważył delikatny uśmiech.
- To...To ty we mnie rzuciłeś?! - zdziwił się biały, rozszerzając oczy ze zdziwienia. Nie spodziewał się takiego ruchu ze strony starszego od siebie. Mokra Gwiazda pozostawał poważny wobec otoczenia i Orlik nigdy nie widział go podczas zabawy.
- Owszem, ja. Coś w tym złego? - zapytał się Morky z cieniem rozbawienia w oczach.
W odpowiedzi Orlikowy Szept uformował swoją śnieżkę i od razu rzucił nią w kocura. W ciągu kolejnych minut dwójka dorosłych i, teoretycznie, poważnych kotów urządziła śnieżny pojedynek. Ukrywali się w zaspach, żeby tylko nie oberwać białą kulką. Śmiali się w głos jak małe kociaki, a reszta Klanu Burzy patrzyła na nich, następnie dołączając do walki na śnieg i rzut.
Bitwa na śnieżki przedłużyła się aż do wieczornego posiłku. Wymęczeni wojownicy od razu udali się wspólnie do stosu ze zwierzyną.
Na polu walki pozostali tylko Mokra Gwiazda i Orlikowy Szept. Patrzyli na siebie zdyszani, a gdy uspokoili oddech, zaśmiali się.
- Musimy to kiedyś powtórzyć! - miauknął biały. Buzowała w nim energia, której od dawna nie czuł. Zapomniał na chwilę o obecnych problemach, czując się jak mały kociak.
- Kto wie, jutro o tej samej porze? - zapytał się Mokra Gwiazda.
Orlikowy Szept kiwnął głową na tak. Czekał na rewanż, bo chciał po raz ponownie trafić w czoło lidera. Niezależnie od tego, czy przegra, czy wygra.

wiosna

Wiał lekki wiatr, a słońce świeciło intensywnie, gdy Orlikowy Szept udał się na pierwsze wiosenne polowanie. Usiadł na maszynie Dwunożnych, uważnie obserwując teren. Ostatnie kilka dni klan jadł mniej, ponieważ zaczęło brakować zwierzyny. Na szczęście coraz więcej zwierząt budziło się z zimowego snu i chodziło po rozległych terenach Klanu Burzy.
Kocur wziął głęboki wdech. Zdawało mu się, że poczuł czyiś zapach. Od razu zeskoczył z maszyny, przyjął pozę łowiecką i na obniżonych kończynach zbliżał się do ofiary. Nasłuchiwał każdego dźwięku i uważał, by nie nadepnąć na nic. Przez drobny błąd ofiara mogła uciec przez nagłe pęknięcie gałęzi.
Skoczył na zwierzę, które.... Okazało się Mokrą Gwiazdą. Orlikowy Szept od razu zszedł z ciała niebieskiego, z podkulonym ogonem.
- Klanie Gwiazdy, myślałem, że jesteś zającem! - miauknął biały. Co za wpadka! Jak mógł nie rozpoznać przywódcy własnego klanu? - Co tu robisz?

<Mokra Gwiazdo?>

17 października 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Ryjówczej Łapy

 Ostatnie dni okazały się dla Orlikowego Szeptu naprawdę różnorodne i zaskakujące. Dwójka uczniów została mianowana oraz przyprowadził do klanu dwie znajdki. Mucha i Ryjówka, kotki podejrzanie znajome... Nie potrafił stwierdzić, dlaczego na ich widok czuł dziwne uczucie ulgi. Jakby ktoś z Klanu Gwiazdy pozwolił mu na relaks, bez większego powodu. Zastanawiał się nad tym przed zaśnięciem. 
Biały, zgodnie z poleceniem, miał udać się na patrol z Ryjówczą Łapą i Kozim Skokiem na patrol. Czekoladowa szylkretka od razu zareagowała dosyć nerwowo na widok Orlika i wyszła pewnie z obozu, nie patrząc dłużej na kocura. Po opuszczeniu klanu koty od razu rozdzieliły się. Kózka udała się na patrol granic z dawnym Klanem Lisa, chciała się wykazać i pochwalić się mamie, że pamięta trening i umie korzystać z nabytych umiejętności. Orlikowy Szept poprowadził uczennicę wgłąb wysokich traw. Jako najstarszy z ich trójki posiadał największe doświadczenie i obycie w terenie. Najszybciej mógł wyłapać błędy w czynach szylkretki i poradzić jej najlepszą drogę do ich wyeliminowania.
Kotka szła przed nim, kilka kroków. Próbowała przyspieszyć, lecz biały, jako dorosły, za pomocą kilku żabich skoków, doganiał młodszą w mgnieniu oka.
- Nie tak szybko. Mamy czas - miauknął spokojnie do Ryjówczej Łapy.
Kotka nic nie odpowiedziała.
Kocur nie dodawał nic więcej. Czekoladowa nie była otwarta na jakikolwiek kontakt, a między nimi wisiała dosyć napięta atmosfera. Wojownik wolał nie wdawać się w żadne dyskusje z młodszą. Miał tylko, przysłowiowo, odbębnić trening i potwierdzić Burzowemu Mrozowi, Chabrowej Bryzie i Mokrej Gwieździe, że znajdka czyniła postępy. Nawet drobne ucieszą wyższych hierarchią burzaków.
Dotarli do traktora i od razu się na niego wspięli.
- Stąd bardzo dobrze widać cały teren. Gdy wybierzesz się kiedyś na patrol z własnym uczniem bądź uczennicą, zaprowadź go lub ją w to miejsce. Od razu wszczepisz im dobre nawyki - powiedział biały do kotki, widząc we własnej głowie, jak przybył tu jako Orlikowa Łapa z Narcyzowym Pyłem, a potem jako wojownik z Drżącą Ścieżką i Jeżynowym Śladem.
- Burzowy Mróz wytłumaczył mi to wszystko. Rozumiem - odpowiedziała Ryjówcza Łapa, rozglądając się bacznie po terenie.
Między nimi zapadło milczenie. Biały patrzył we wszystkie możliwe strony, wypatrując ewentualnego wroga. Węszył, nie wyczuwając w powietrzu zapachu obcych kotów. Żadna z traw nie poruszała się inaczej niż pod wpływem powiewu wiatru. Kolejny dzień okazał się spokojny dla Klanu Burzy, właściwie jak każdy następny. Życie kociego stada w tej części terenów przebiegało naprawdę pokojowo, nie jak w przypadku Klanu Wilka, na którego uwziął się Klan Gwiazdy, raz po raz zsyłając jakieś nieszczęścia. Klan Nocy praktycznie cały czas prowadził bitwy z Klanem Klifu, a Klan Lisa... Nie istniał. Przynajmniej nikt nie znalazł śladów po kotach, postępujących zupełnie inaczej niż reszta.
Orlikowy Szept postanowił podjąć chociaż krótką dyskusję z Ryjówczą Łapą. Nie chciał do śmierci pozostać przegrywem życiowym, bez żadnych znajomości. Każdy kontakt mógł przynieść mu jakieś korzyści. Nawet chwilowe.
- Ilu was jest? W sensie... Ilu było? Samotników. Z iloma osobami żyłaś? - zapytał się od razu. Może dzięki kotce dowie się czegoś o Słoniku i Melodyjce.
Brat i kumpela z dzieciństwa zwiali dosyć dawno, ale biały nadal za nimi tęsknił. Mimo, że nie podobały mu się pomysły tej dwójki. Jednak to dzięki nim nie nudził się w żłobku, a pierwsze księżyce życia okazały się naprawdę interesujące. Dobrze rozmawiało mu się z ich dwójką, chociaż po śmierci Koniczynki kontakt między nim a kocurem i kotką pogorszył się, bo we trójkę byli pogrążeni w rozpaczy. Cóż się dziwić, stracili bardzo bliską dla siebie osobę, a cynamonka naprawdę obdarzyła ich ogromnym uczuciem. Nawet Melodyjkę.
- Po co o to pytasz? - zapytała się Ryjówcza Łapa, nieco niechętna do rozmowy.
- Posiedźmy tu dłużej. Nie wierzę, że chcesz przebywać większość dnia w obozie. Jak byłem uczniem, korzystałem z każdej okazji, by wyjść z terenu klanu. Nawet, jeśli wyglądam na tchórza - mówił Orlikowy Szept. Nigdy nie był przeodważnym i przetowarzyskim kocurem, ale za czasów uczniostwa przemawiała przez niego ciekawość. - Żyłaś jako samotniczka, wraz z Muchą, ale ktoś musiał was wychować. I pewnie miałyście inne rodzeństwo.
- Miałam rodziców, siostrę i brata. Z Muchą trafiłyśmy tutaj. Nie wiem, gdzie podział się brat. Rodzice żyją nadal jako samotnicy, sami ze sobą - powiedziała szylkretka.
- Hm... Mój brat wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką również zostali samotnikami. Uciekli i... Od zawsze ciągnęło ich ku łamaniu zasad - mówił Orlikowy Szept. Postanowił opowiedzieć kotce o uciekinierach. To były i tak wspomnienia białego, a kotka raz je sobie wpoi i po chwili zapomni.
- Naprawdę? - zdziwiła się szylkretka, patrząc przez kark na wojownika.
- Tak. Woleli uciec. Do dzisiaj nie rozumiem ich dokładnych intencji, ale... Stało się. Mam dwie siostry i brata. Jedna z sióstr zmarła, druga nadal żyje, a brat uciekł. Słonikowa Łapa i Melodyjna Łapa... Nierozerwalny duet. Nie wiem nawet, czy nadal żyją. Oby Klan Gwiazd był im łaskawy... - mówił wojownik, czując nostalgię w swoim sercu. Na chwilę zapragnął powrotu do dzieciństwa pełnego radości i beztroski, bez żadnych problemów, gdzie Konwaliowe Serce nie cierpiała na depresję, a Cętkowany Kwiat i on dopiero co się poznawali jako małe kocięta.
- Chwila... Słonik? Twój brat?! - Kotka wyglądała na naprawdę zaskoczoną słowami Orlikowego Szeptu.
- No... Tak. Moment, moment... Znasz go? I Melodyjkę?! Naprawdę?! - zareagował Orlikowy Szept, zapominając kompletnie o Kozim Skoku, buszującej gdzieś niedaleko nich. - Oni nadal żyją? Jak? Gdzie? Opowiedz mi wszystko o nich. Gdzie przebywają? Co oni robią? Jak ich poznałaś? Czy... To twoi znajomi, towarzysze, przyjaciele? Rodzie... Och, Klanie Gwiazdy, Słonik i Melodyjka rodzicami... - Kocur naprawdę nie potrafił uwierzyć, że najprawdopodobniej stała przed nim jego bratanica.

<Ryjówko?>