BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Wiśniowa Iskra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Wiśniowa Iskra. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2023

Od Rozżarzonego Płomienia CD. Wiśniowej Iskry

 Posłał jej uśmieszek. No proszę, pani medyczka, która powinna grzać tyłek w starszyźnie zjawiła się, aby z nim porozmawiać. Normalnie zaszczyt. W sumie nie wiedzieli się dawno, chociaż żyli w jednym klanie. Kocica zajęta była ciągłym douczaniem swoich uczniów, których w swoim życiu miała sporo, ale żaden nie był godny, by zostać jej pomocną łapą. Pewnie teraz żałowała, że nie wybrała drogi wojownika. Miałaby przynajmniej na starość spokój. 
— O tak. Są moim oczkiem w głowie — przyznał jej rację. — Piaszczysta Zamieć to takie dobre dziecko. Przypomina mi Piaskową Gwiazdę. Przez moment nawet miałem nadzieję, że to ona daje mi znak. Że powróciła... — widząc jej wzrok szybko dodał. — Ale nie martw się. To tylko moje starcze marzenia. Jest dobrym kotem i charakterem zdecydowanie różni się od swojej praprababci. A Lwia Paszcza... Mówię ci ta mała łachudra zawróciła mi w głowie, że hoho. Bardzo inteligentna cwaniara. Może nie powinienem mieć ulubieńców, ale jakbym miał wskazać kogoś to właśnie ją. No i Iskrząca Burza, kolejna dama, promyk rozświetlający mrok. Ziębi Trel naprawdę postarała się ich wychować na porządne koty. Aż jestem pełen uznania do jej pracy. 
— Każde z nich to część naszej wielkiej rodziny, więc zależy mi na nich wszystkich, bez względu na to, jaką drogą wybiorą. Jednak muszę przyznać, że Piaszczysta Zamieć zwrócił szczególnie moją uwagę. To mądry kocur. Jestem pewna, że on i Iskra dużo osiągną w przyszłości. A Lew... cóż, masz rację, Lew jest cwana i przebiegła. Zupełnie jak ojciec.
Rozbawiło go to stwierdzenie, ale zgadzał się z nim całkowicie! Jego wnuczka była niezłym ziółkiem. Możliwe, że nie odziedziczyła tego po Leśnym Pożarze, a właśnie po nim. W końcu to on był tym istnym klanowym utrapieniem, którego nie dało się powstrzymać z uwagi na jego wybuchowy charakter. Może i Lew była spokojniejsza, ale kręciła za plecami liderki niczym on w swoich młodzieńczych latach. 
— Tak, udały się pociechy — westchnął z zadowolonym pomrukiem. — Mam nadzieję, że dokonają wielkich czynów i zostaną zapamiętani po wsze czasy. No i oczywiście będą kontynuować nasz ród. Nigdy o tym nie myślałem, ale odkąd starość mnie dopadła i nic tylko leże, bo stawy już nie pozwalają mi na wiele, to powiem ci, że widok rozwijającego się nowego pokolenia, bardzo rozczula. 
Przecież jego wnukowie niedawno byli tacy mali, a teraz? Teraz byli dorosłymi wojownikami! Jak ten czas pędził! Wystarczyło jedno mrugnięcie, aby dojrzeć ten przeskok. 
Kocica uśmiechnęła się lekko słysząc te słowa.
— Wiem, Żar, mam podobnie. Przyjemnie się patrzy, jak klan znowu rozkwita, a młodzi korzystają ze swojego dzieciństwa. Czasem przypominają mi się czasy, jak my dorastaliśmy. Tyle księżyców minęło... Tyle się zmieniło. I będzie się zmieniać długo po naszej śmierci.
— Święte słowa — przyznał jej rację. 
Przez resztę popołudnia oddali się długiej dyskusji na błahe i nic nieznaczące sprawy, korzystając z tego, że było im to dane. 

***

Wiśniowa Iskra zmarła nagle. Nie spodziewał się, że kuzynka zejdzie wcześniej od niego. Była wiekowa, szkoliła nowe pokolenie medyków, co na szczęście jej wyszło, chociaż przez długi czas miała do tego pecha, a mimo to dalej trwała przy swej roli. Nie chciała dołączyć do starszyzny i przejść na zasłużoną emeryturę. Czasem zastanawiał się czy w legowisku medyka nie wadziła z uwagi na swój wiek. Chociaż jak raz tam zajrzał to wydawało mu się, że kocica była sprawniejsza od niego! Uwijała się jak mysz, dawkując odpowiednie zioła swoim pacjentom. A teraz... teraz leżała martwa. 
Oczywistym było, że przyszedł na czuwanie, pomimo tego, że chodzenie było dla niego prawdziwym utrapieniem. Ciągle coś mu strzykało, łapy miał zesztywniałe i czuł ból, który nakazywał mu posadzić tyłek na ziemi. Tęsknił za czasami, gdy mógł biegać i czuć wiatr w sierści. Teraz jedyne co mu pozostało to wegetować, póki babcia się o niego nie upomni i nie zabierze do siebie. Ta myśl koiła jego strapioną duszę. Ale wracając do kuzynki, to jakby śmiał odmówić przyjścia na jej ostatnie pożegnanie? Może i kiedyś się nie dogadywali, lecz starość w końcu ich do siebie zbliżyła. I chociaż nie płakał za nią, ponieważ wiedział, że jej czas w końcu i tak nadejdzie; sam także czuł w kościach, że i mu nie pozostało wiele czasu, tak serce go bolało. 
— Żegnaj, Wiśniowa Iskro — zwrócił się do zmarłej, która niedługo miała zostać pochowana. — Pewnie się nie spotkamy po drugiej stronie, ale wiedz, że będę tęsknić. 
Kiedy ceremonia pogrzebowa dobiegła końca, powrócił do legowiska starszych, z ulgą moszcząc się wygodnie na mchu. Niby przeszedł taki krótki dystans i trochę przesiedział nad ciałem zmarłej, a już czuł się znużony.

Żegnaj Wiśnia [*]

01 listopada 2023

Od Wiśniowej Iskry CD. Maleństwa (Rozżarzonego Płomienia)

 *dawno*

Żar opuścił legowisko, a ona z cichym westchnieniem wróciła do swojej roboty.

* * *
*wciąż dawno*

Przebywała w swoim legowisku, gdy usłyszała czyjeś kroki. Oczywiście, spodziewała się Rozżarzonego Płomienia. Wszedł do środka, cały spięty. Wiedziała, że ostatnio Kamienna Gwiazda cofnęła go do roli kocięcia. Nie zamierzała mu tego wypominać.
— Witaj, Wiśniowa Iskro — miauknął. — Czy potrzebujesz w czymś mojej pomocy? 
Owszem, potrzebowała. Poza tym rudzielcowi przyda się czymś zająć.
— Akurat miałam wybierać się do starszyzny, żeby skontrolować ich stan zdrowia. Możesz mi pomóc — miauknęła, nie komentując jego nowej kary. Zdążył już chyba zaleźć pod skórę nowej liderce.
Zauważyła, że kocur się skrzywił. Domyślała się, że nie chciał przebywać w towarzystwie kotów, które mogły naśmiewać się z jego karnego imienia. Współczuła mu, ale miała robotę do wykonania. Robotę, która nie cierpiała zwłoki.
— Mhm... — miauknął rudy niechętnie.
— Jeśli będę potrzebowała konkretnego zioła, to się po nie zawrócimy — obwieściła spokojnie i wyszła z legowiska, kierując się do starszyzny razem z kuzynem. Gdy już tam oboje byli, medyczka przywitała się krótko ze starszymi i skierowała wzrok na rudego. — Sprawdź, czy mają kleszcze.
Żar podszedł do jednego ze starszych i zaczął przeglądać mu sierść. Sądząc po jego obrzydzonej minie, Wiśnia wnioskowała, że niezbyt mu się to podobało.
— Ygh... mają... sporo...
Medyczka kazała jednemu ze starszych - Szybkiej Łani - pokazać swoje zęby. Kotka skarżyła się na ich ból. Wiśnia nie była zdziwiona, bowiem starsi często mieli takie problemy, także żadna nowość. Na wieść kuzyna o kleszczach, skinęła głową.
— Idź do legowiska i przynieś mysią żółć. Przenieś ją na liściach buku, nie bierz do pyska, bo śmierdzi. Jak będziesz odczepiał kleszcze to przesuwaj mysią żółć łapami, a potem je umyj. Jest teraz dużo kałuż, więc do rzeki iść nie musisz. A, i możesz przynieść mi też korę olchy, powinna leżeć z wierzchu składziku.
Zdegradowany niedawno wojownik wyszedł z legowiska i poszedł po te medykamenty. Wrócił z tym chwilę później, krzywiąc nos i dając kuzynce. Umoczenie łap w mysiej żółci, to najgorsze co mogło mu się trafić. Zrobił to jednak bardzo niechętnie, smarując kleszcze. Gorzej być już nie mogło.
Widząc jak Żar zajmuje się kleszczami, ona podała Szybkiej korę olchy. Starsza natychmiast zaczęła ją żuć, oblizując zębiska co jakiś czas.
— Jak ci idzie? — spytała do kuzyna.
— Yh... Obrzydliwie — podsumował, nakładając dalej żółć na kleszcze. — Ale jest już tego mniej
— Oczywiście, że obrzydliwie. Twój nos jednak się przyzwyczai do zapachu i nie będziesz go czuł, spokojnie — miauknęła. — Dobrze. Możesz zająć się teraz innymi, wyręczę cię z żółcią. Tylko umyj dokładnie łapy czystą wodą.
Jakby właśnie doznał wybawienia, od razu wyszedł, łapiąc świeże powietrze. Widziała kątem oka, że zaczął łapy w śniegu. 
Gdy już dokończyła swoją robotę, wyszła do kuzyna z wysoko uniesionym ogonem. W pysku trzymała mysią żółć. Skinęła mu głową i szybko odniosła medykament do legowiska. 
— Muszę się umyć. A ty zanieś w tym czasie to do mojego legowiska.  — podsunęła łapą korę olchy, którą wcześniej przyniosła dla starszych. — I czekaj tam na mnie. Nawet wojownikowi przyda się wiedza medyczna, a skoro spędzamy teraz ze sobą więcej czasu, a jak podejrzewam, nie chcesz kopać dzisiaj dołów, to mogę nauczyć cię czegoś pożytecznego — dodała, po czym wzięła na łapę dużą garść śniegu, który roztopił się, zamieniając w wodę.
Żar chwycił w tym czasie korę bez szemrania, po czym odszedł z nią do legowiska medyka.
Zastała go tam, gdy wyczyściła łapy z żółci. Wiedziała, że kocur nigdy nie doceniał znajomości medycyny, która jednak była wręcz niezbędna. Inaczej klany już dawno by wymarły. Zamierzała to jednak zmienić.
Może zbyt szybko ponownie mu ufała. Jednak coś podpowiadało jej, że miała szansę naprawić swoje relacje rodzinne. Żar pod rządami Kamień zdawał się trochę... Inny. Lepszy. Chociaż wciąż długa droga przez nim.
— Możesz zostać zaatakowany w każdej chwili, gdy nie będziesz w niczyim towarzystwie. Kot nie znający się na medycynie prędzej się wykrwawi, niż dotrze do obozu. Wiem, że nigdy nie przemawiała do ciebie ta droga, ale znajomość podstaw ratuje życie - dosłownie.
Żar skinął łbem.
— Akurat co nieco wiem, bo widziałem jak naprawiałaś moje ciało. Pajęczyna i patyki... — przypomniał sobie co zbierał z nią w Porze Zielonych Liści.
Skinęła głową.
— Ale to ci się na niewiele zda. Nie każdy patyk jest odpowiedni. Musi mieć odpowiednią grubość, by nadawał się do przymocowania do łapy. Cienkie z rozgałęzieniami, albo szybko się złamią, albo nie usztywnią wystarczająco łapy, albo będą niewygodne.
— A pajęczyna? Jak ją zrywałem z krzaków, to jakoś nie zwracałaś uwagi na jej lepkość — Było to takie śmieszne. Czuł się powoli niczym jej uczeń. A właśnie... Ciekawe gdzie podziewała się jej uczennica.
— Pajęczyna w dużej ilości zawsze jest w stanie zatamować ranę. Nawet cienka i mniej lepka, zmieszana z innymi, będzie się nadawać. Patyki to inna sprawa — wytłumaczyła. — Oprócz tego rany dobrze jest okrywać liśćmi nagietka. O tak wygląda — wskazała na kwiat, który leżał na stercie. — Dość charakterystyczny i rzuca się w oczy. Pomaga tamować rany w użyciu z pajęczyną.
Przyjrzał się liściom uważnie. Rzeczywiście miał ciekawe liście. 
— I go wystarczy przyłożyć do rany z pajęczyną? — zapytał, próbując sobie wyobrazić to wszystko. Pamiętał, że gdy był młody naśmiewał się z Wiśniowej Iskry i drogi jaką podjęła. A teraz siedział tutaj i się od niej uczył... Tego naprawdę nigdy by się nie spodziewał. Uśmiechnął się na te myśli, karcąc się zaraz za to, by nie wyglądać jak szaleniec, który cieszy się do roślin. Tak nisko jeszcze nie upadł.
— Najpierw nakładamy na rany nagietek, dopiero potem przymocowujemy okład pajęczyną. Trzeba to zrobić dokładnie, by przylegał do ciała, czyli także skutecznie tamował krew. Ważne jest, by zachować sterylność, by nie wdała się żadna infekcja. Okład trzeba wymieniać na noc, by ciało odpoczęło, i założyć nowy, czysty. — miauknęła, tłumacząc mu uważnie. — Gdyby w pobliżu nie było nagietka, można użyć jakichkolwiek większych liści, na przykład liści buku czy bluszczu, na których przenoszone są zioła.
— A co podaje się kotu w razie zatrucia? — zapytał.
— Cóż, to trochę ciężki orzech do zgryzienia. Działanie trucizny jest zazwyczaj szybkie, a większość ziół na zatrucia nie występuje powszechnie i można znaleźć je na terenach Dwunogów. A to daleko — stwierdziła. — Jednak możesz użyć do tego wrotyczy. To taki charakterystyczny żółty kwiat z intensywnym zapachem. Łatwo go wyczuć, ale nie rośnie w lesie. Musisz go zjeść, ale ważne jest, by robić to w małych ilościach. W większych może zaszkodzić. Na zatrucia dobra jest jeszcze zwykła pokrzywa. Rośnie wszędzie. Wywołuje wymioty. Nie działa jednak na wszystkie trucizny, ale na wiele z nich. Tylko musisz ją spożyć szybko, zanim trucizna zdąży rozejść się po organiźmie. Inaczej nawet zwrócenie jej ci nie pomoże. — odwróciła łeb w stronę składziku. — A będąc już przy temacie trucizn... —  na chwilę zniknęła, by potem wyłowić się znów ze składziku, tym razem tocząc łapą urwaną z krzewu gałązkę, na której wisiały krwistoczerwone jagody. Uważała, by nie brać tego do pyska. — Powiedzieć ci ciekawostkę na temat tej trucizny?
Medyczka widziała zainteresowanie na jego pysku. Uważała z tym, by nie mówić mu zbyt dużo o truciznach, ale nie sądziła, by Żar miał kogo w tej chwili otruć, zwłaszcza z tak nikłą wiedza.
— Chętnie posłucham...
— Tak naprawdę nie są trujące — miauknęła, ciekawa, czy zaskoczy go ta informacja. — Wiele kotów nieznających się na medycynie unika jagód cisu jak ognia. Prawda jest taka, że nic ci nie zrobią, gdybyś połknął je w całości. Jeśli jednak, tak jak większość kotów, zaczniesz ją gryźć, skończy się to dla ciebie śmiercią. Same jagody są jadalne, trujące jest nasienie, które znajduje się w środku, oraz sam krzew. Może zabić kota w przeciągu kilkuset uderzeń serca.
Zamrugał zdziwiony. No takiej ciekawostki to się nie spodziewał. 
— Jesteś... naprawdę dobrze w tym obeznana — zauważył. — Raczej nie pokusiłbym się, by je zjeść od tak, nawet jeśli nie są trujące. Wariatem nie jestem... — miauknął, chociaż patrząc na swoje zachowanie podczas tamtej pamiętnej nocy, gdzie zachowywał się jak szaleniec, zaczął mieć co do tego wątpliwości.
— Cóż, Jeżowa Ścieżka był dobrym mentorem, doświadczonym przez swój wiek. Wiele mnie nauczył — miauknęła tylko. — Ale dzięki, że tak sądzisz. Ja także nie zjadam tych owoców. Wystarczy drobny błąd, by umrzeć. Nie warto igrać z losem. Poza tym zakładam, że nie są specjalnie dobre.
Kiwnął łbem, zostając u niej jeszcze przez jakiś czas, słuchając jej wywodów o ziołach, nim zmuszony był wrócić do żłobka. 

* * *
dawna, dawna zima

Nie spodziewała się, że po tym, jak Żar zostanie wypuszczony z obozu, wróci zakrwawiony, zmęczony i w takim stanie, że zaczęła zastanawiać się, czy nie wykrwawiał się wewnętrznie. Nie mogła ukrywać zaskoczenia, które od razu wymalowało się na jej pysku, gdy Tygrysia Smuga go do niej przyprowadziła.
— Co ci się stało na litość zaświatów? — wykrztusiła wreszcie, gdy zaczęła przemywać jego rany sokiem z odkażających ziół, nim sięgnęła po okład z nagietka. Rozłożyła liście w miejscu ran i przymocowała je pajęczyną.
— No wiesz... zaatakował nas wygłodniały samotnik. Tygrysiej Smudze nic nie jest. Nie drasnął jej. Wziąłem wszystko na siebie — Skrzywił się, próbując się podnieść, ale nadaremno. — Niech to, jak Kamienna Gwiazda się dowie, to już nigdy mnie nie puści na zewnątrz.
Prychnęła.
— Wszyscy powariowali przez ten głód. Nie zdziwiłabym się, gdyby chciał pożreć was żywcem. To było odważne z twojej strony, Żar. Dobrze, że nic poważniejszego wam się nie stało. — mruknęła. Na wieść o Kamiennej Gwieździe zastrzygnęła uszami. — Cóż, skoro się nie lubicie, to może nie spodobać jej się, że wykorzystuję zapasy ziół do leczenia ciebie. Jednak myślę, że nie powinna cię ukarać za zwykłe bronienie swojego klanu, zwłaszcza w takiej porze. Jeśli to zrobi, to świadczy o tym, że źle rozpatrzyła sytuację. Jednak - w końcu uratowałeś Tygrys, jej własną zastępczynię. W pewien sposób jest ci nawet dłużna, jeśli jej na niej zależy. 
— Prawda — Kuzyn położył po sobie ucho. — Uratowałem jej życie. Nie da się tego zaprzeczyć. I to nie ze względu na jej kolor futra czy pozycje. Po prostu... Nie chciałem, by zginęła. Doceniam co dla mnie robi... — miauknął. 
— Widzę, że ją polubiłeś — zaśmiała się cicho. — Lepiej dla ciebie. Zazwyczaj siedziałeś sam, więc dla odmiany... Masz kogoś. Przyjaźnicie się, czy po prostu jesteście dobrymi znajomymi? — spytała. Przejechała łapą po miejscu opatrunku, by przylepić go bardziej do sierści rudego. — Mocno cię poharatał. Trochę to się będzie goiło. Nie nadwyrężaj się, liderka powinna ci dać trochę ulgi, by rany ci się zagoiły.
— Nie wiem... Mamy te... terapeutyczne rozmowy, więc wie o mnie wszystko. Jak się czuję, co myślę. Czasem się ze sobą nie zgadzamy, ale odpuszcza widząc, gdy nie mam już sił na te jej ględzenie. — wyjaśnił. — Tak... Mam taką nadzieję, że da mi trochę spokoju. Zrobiłem w końcu za tarcze, powinna to docenić.
— Ale poprawiło ci się przez ten czas? — spytała. W międzyczasie przyniosła ze składziku trochę maku; niewielką ilość, by działała przeciwbólowo, ale nie uśpiła go.  Podsunęła mu pod nos. — Może w końcu wyjdziesz z tego stanu i Kamień zaufa ci na tyle, by przywrócić cię do dawnej rangi. Zresztą ta kara przynajmniej nauczy cię trochę medycyny i pozwoli ćwiczyć mięśnie. Wrócisz silny.
Żar wziął medykament, przełykając go. 
— Nie wiem... zdegradowanie do kociaka bardziej mnie dobiło. Tygrys mówiła mi jakieś bzdury, że trzeba sięgnąć dna, by się odbić. Jednak mój powrót do sił będzie... ciężki. Nie ma nic tu do żarcia. Gdybym był w lepszej kondycji, ten samotnik by mnie tak nie poharatał.
— Sięgnąć dna, by się odbić? — zamyśliła się chwilę, w trakcie jak grzebała w ziołach tuż obok kuzyna. — Nie sądzę, że to najlepszy pomysł. Wiesz... Gdy zaczniesz tonąć, będziesz zbyt zmęczony by odbić się od dna, a odległość między tobą a powierzchnią, będzie zbyt duża. Trzeba unikać dna jak ognia, i wydostać się na powierzchnię wtedy, gdy jest najlepsza okazja. — mruknęła metaforycznie. — Cóż, najwidoczniej każdy to inaczej  interpretuje. Bądź co bądź, myślę, że zawsze jest czas, żeby pójść dobrą ścieżką. Polepszyłeś się, Żar. Może nie fizycznie, ale psychicznie na pewno.
— A gadasz... — prychnął, machając ogonem. — Już i tak sięgnąłem dna, bo zostałem kociakiem. Odbić się mogę, wracając do rangi ucznia. Chociaż mnie wrobiono, stąd ta głupia kara. Ale powoli zaczyna mi to już zwisać. Nikt mi nie wierzy, to co będę się starał...
Zaśmiała się jedynie cicho, kręcąc łbem. 
— Za pojęcie dna uważasz rangę, jaką masz? — zadała pytanie, na które nie oczekiwała odpowiedzi. — To nie kary określają kim jesteś, tylko twój charakter. Kot, który osiągnął dna, to kot, który nie ma czym się cieszyć i odpycha każdą deskę ratunku. Kot, który jest na powierzchni, to kot, który brnie do przodu, cieszy się z tego co ma, a nie smuci przez to, co stracił. W każdej chwili możesz się zmienić i to już będzie znaczyło o poprawie twojego punktu przebywania. Wystarczy zdobyć zaufanie kotów i naprawić swoje błędy. Nie musisz mieć do tego ani rangi, ani imienia, ani siły fizycznej.
— Widzę, że dogadałabyś się z Tygrysią Smugą. Znacie się na motywacyjnych gadkach. — skomentował to tylko, kładąc łeb na mchu. — Dla mnie... w życiu ważna była siła, no i pozycja. Teraz nie mam i tego i tego, więc się dziwisz?
Wzruszyła ramionami.
— To nie motywacyjna gadka, tylko zwykła logika. Czarnowron, ten nowy samotnik, który dołączył do klanu, był jedynie zwykłym włóczęgą, który pewnie nikogo nie obchodził i mógłby być obrzucany wyższymi spojrzeniami ze strony kotów urodzonych w klanie. Zamiast tego jednak, stał się jednym z bardziej lubianych wojowników. Koty mają w zwyczaju długo rozpamiętywać dawne winy, ale wystarczy im pokazać, że nie ma co rozdrapywać ran. — miauknęła. — Siła nigdy nie pomogłaby ci zdobyć lepszej pozycji, a tym bardziej szczęścia. Siła to jedynie coś przejściowego. I tak każdy z nas straci ją na starość. To nie ona decyduje o życiu. Nawet silny wojownik nie ma szans na zostanie kimś większym w oczach klanu, jeśli nie zna takich wartości jak opanowanie i szacunek.
— Wątpię bym zdobył uznanie, nawet jeśli bardzo bym się starał. Niektórych win ciężko zapomnieć. Sam mam z tym trudności, a co dopiero moje ofiary. Jestem złym kotem, nie zaprzeczam. Pogodziłem się z tym jednak, by nie upaść jeszcze bardziej. Lubiłem swoją siłę... Chociaż... może nadal ją mam? Obroniłem w końcu Tygrysią Smugę przed rozerwaniem na strzępy. Wiesz co mi powidziała? Że zachowałem się jak bohater... to... takie dziwne.
— Bo tak się właśnie zachowałeś. Nie myliła się — mruknęła medyczka, odrywając wzrok od ziół i spoglądając mu w oczy. — Siły można używać w dobry sposób, na przykład chroniąc swój klan. To atut fizyczny, który może bardzo pomóc, ale nie powinien być wyznacznikiem czyjejś wartości. Cóż... Nie zaprzeczam, ciężko byłoby ci znowu zdobyć uznanie w oczach klanowiczów, ale to nie znaczy, że to niemożliwe. Nie muszą ci ponownie ufać, grunt, żebyś pokazał im, że się zmieniłeś. Zrobiłeś dużo złych rzeczy. Ale złe czyny to nie to samo co zły kot. Nie powinno się z nich usprawiedliwiać, jednak ty masz uczucia i już to pokazałeś. Potrafisz współczuć i chronić tych, których kochasz.
— Gdyby tylko inni zauważyli, że je mam — prychnął, mając na myśli uczucia. — Zresztą... zawsze je miałem. Uważałem jednak to za słabość, więc się nie odnosiłem z nimi publicznie. Chociaż szczekanie Jałowego Pyłu i Kamiennej Gwiazdy sprzed jej depresyjnego momentu, bardzo mnie denerwowały i godziły w dumę. Dlatego wyżywałem się na słabszych... By czuć się silniejszy i wielki. To było przyjemne uczucie, takie... takie jak ty czujesz, gdy ocalisz komuś umierającemu życie. Takie szczęście i satysfakcja oraz ulga... To było najtrudniej okiełznać, by nie wylecieć na zbity pysk z klanu... Gniew również... Widziałaś mnie kiedyś spokojnego? Teraz się nie liczy. Boli mnie ciało — zażartował z lekkim uśmiechem. 
— Rozumiem cię, Żar — miauknęła. — Krzywdzenie innych pomagało ci podbudować samoocenę. ale widzisz, do czego cię to doprowadziło. Karma zawsze znajdzie sposób, by wrócić, więc nie warto robić sobie wrogów. — na ostatnią wzmiankę pokręciła głową, uśmiechając się. — Spokojny to ty chyba byłeś tylko podczas snu, Żar.
— Możliwe — mruknął. — Ale powiem ci, że widzę jeden plus tej sytuacji. Wiesz jaki? Szczypiorkowa Łodyga już się do mnie nie może kleić przez sen. Jak tu przyleci to powiedz, że śpię czy coś. Nie mam ochoty słuchać jej lamentów...
Skrzywiła pysk.
— Czy ona ci się narzucała? — mruknęła. Szczypior nie była dla niej niemiła, w końcu była częściowo ruda, ale Wiśnia za nią nigdy nie przepadała.
— Myślisz, że skąd wytrzasnęła ze mną dzieci? — prychnął. — Naćpała mnie i wykorzystała. A potem liczyła, że zostaniemy wielką szczęśliwą rodziną, jakby to miało mnie przekonać do życia z nią. Jeszcze nasyłała na mnie kocięta, by mnie zmiękczyć.
Wiśnia nigdy nie postrzegała Szczypiorkowej Łodygi jako kogoś, kto chciałby mieć dzieci. Pamiętała, jak zawzięcie rywalizowała z Kamienną Gwiazdą, gdy jeszcze rządziła Piasek. Zawsze była czymś zajęta, zawsze wypełniała jakieś obowiązki, zawsze robiła wszystko, by pokazywać nierudym, gdzie ich miejsce. Zdawało się, że nie miała czasu, by myśleć o kociętach. Pokiwała jednak głową.
— To dobrze, że się od niej uwolniłeś.

* * *

Tyle się zmieniło przez ten szmat czasu. Wiśniowa Iskra zbudziła się dość wcześnie, gdy obóz pogrążony był jeszcze we śnie. Niebo dopiero zaczynało przyjmować jasne, błękitne barwy. Wstała, wyszła ze Skruszonego Drzewa i udała się prosto do legowiska starszyzny. Poczuła potrzebę, by porozmawiać z Żarem.
— Wciąż śpisz? Widać, że starość ci się udziela — mruknęła żartobliwie, a Żar gwałtownie podniósł głowę. — Przyszłam porozmawiać. Oboje jesteśmy u kresu swojego życia, więc może warto byłoby utrzymać jakieś relacje rodzinne, zanim któreś z nas wyparuje. Widziałam, że często spędzasz czas ze swoimi wnukami. To pozytywne dzieci. Szybko się uczą.

<Żar?>

14 października 2023

Od Rozżarzonej Łapy (Rozżarzonego Płomienia) CD. Wiśniowej Iskry

*bardzo dawno temu*

Sapnął, zamierając. Nie wiedział jak zareagować, więc siedział tam, z kotką która jeszcze chwilę temu chciała go otruć. Czyli słowa Tygrys były prawdą... Wystarczyło otworzyć się na rodzinę i z nimi pogadać o tym co ciąży na sercu, a wszystko się ułoży. Był w szoku. Nadal.
— Wiesz... Nie wyzywam nikogo, z nikim nie rozmawiam, chyba że muszę. Jestem grzeczny. Morduje tylko króliki, chociaż po obowiązkach jakie na mnie narzuca Kamień, nie chcę mi się nic. Nawet nie mam czasu na myślenie. 
Nienawidził tej samozwańczej liderki. Odebrała mu wolność. Odebrała wojownicze imię. Przyrównała do zwykłego uczniaka, który miał słuchać mądrzejszych od siebie! I przeładowała go taką ilością zadań, że padał na pysk. Czemu więc to robił? Czemu wykonywał jej polecenia? Ponieważ wierzył, wierzył, że Piaskowa Gwiazda wróci i się na niej odegra, a mu nie było jak na razie śpieszno do opuszczenia klanu. 
— Faktycznie masz dużo zajęć — mruknęła. — Ale dzisiaj chyba nie robiłeś zbyt wiele. Masz sporo czasu. W cztery łapy szybciej idzie segregowanie ziół.
— Och, tak ci się tylko zdaje. Mam kopać tunele. Nie wiem kiedy z nich wyjdę, więc ciesz się moją pomocą póki możesz.
Na samą myśl o pracy fizycznej, skrzywienie wypływało na jego pysk. Nigdy nie przypuszczał, że ta wronia strawa zamieni go rolami. Teraz nie był panem, był niczym nierudy, który za panowania jego babci miał parać się ciężką pracą, marząc o odpoczynku. 
— W zasadzie większość ziół jest już posegregowana. Dalej sobie poradzę. Dzięki za pomoc — miauknęła. 
Słysząc jej słowa, zamarł. Jak to... Jak to już sobie poradzi?! O nie! On nie chciał jeszcze stąd wychodzić! Gdy to zrobi Kamienna Gwiazda od razu rozkaże mu wskakiwać do dziury i brać się za rozkopywanie obrzydliwej ziemi! Nie zniesie tego! Tutaj mógł przynajmniej odsapnąć! 
— Nie! — od razu palnął. — Daj mi coś jeszcze. Jak wyjdę to mi każe kopać czy znowu polować, czy Klan Gwiazdy wie co. Daj mi coś — miauknął zestrachany, wręcz licząc na to, że kuzynka się nad nim ulituje i nie wygoni na zewnątrz. 
— Więc możesz pomóc jeszcze z ziołami. I zobaczyć, czy czegoś brakuje w składziku. — Przewróciła lekko oczami. — Aż tak cię męczy Kamienna Gwiazda?
— Tak. Tak bardzo, że ledwo się ściemni, a ja już śpię. Nie mam nawet chwili dla rodziny, bo jestem zmęczony — wyjaśnił, kierując kroki do wspomnianego składziku.
Medyczka westchnęła, układając się w pozycji bochenka i łapami sortując grupki różnorodnych ziół, w miarę gdy widziała, jak zmierza w kierunku miejsca, gdzie magazynowała zioła. 
— Nie sądziłam, że łączy się coś ze Szczypiorek. Mieliście dobrą relacje, ale nie pomyślałabym, że to coś więcej. Jak się wam żyje razem? — nagle zapytała. 
Nie mogła znaleźć gorszego tematu do rozmów? Na samą myśl o kotce przypominał mu się na powrót ten cały szajs z jego byłym oraz to co później z tego wszystkiego wyszło. A wyszły kocięta. 
— Do kitu. Jestem z nią tylko dlatego, bo... bo zachowywałem się względem niej, tak samo jak Rudzik względem mnie. Zraniłem ją, odtrącając. Może to poczucie winy, nie wiem. Nie kocham jej jednak. Jestem gejem, ale mamy rodzinę, bo wykorzystała mnie, gdy byłem w stanie agonalnym. Chciałem to zmienić. Spróbować z nią być parą, ale... ale nie czuje do niej pociągu — wyjaśnił, sprawdzając ilość ziół. 
Medyczka skupiała uwagę jednocześnie na roślinach, jak także na słowach kuzyna.
— No cóż, przynajmniej próbowałeś. Nie każdy jest sobie przeznaczony — odparła. — Twoje dzieciaki są już uczniami. 
— Wiem. Śpimy razem w jednym legowisku — przypomniał jej o tym fakcie, bo może nie zauważyła, że jego człon brzmiał od teraz Łapa. — Muszę przyznać, że... ojcostwo jest ciekawe. Zawsze gdy z nimi jestem, to czuje... się tak dobrze.
Szylkretka uśmiechnęła się pod nosem.
— Dzieci potrafią być pocieszne. Ja tego nie doświadczę, ale cieszę się, że mogę być dalszą ciocią. Wyrosną pewnie na dobrych wojowników, jeśli obiorą właściwą drogę. Dobrze, że mają wsparcie.
— Chciałbym z nimi więcej czasu spędzać, lecz nie mogę. Mają swoje treningi, a ja swoją pracę. Chociaż... — westchnął. — moja mentorka coś za bardzo odlatuje.
— Tygrysia Smuga? — spytała, przypominając sobie o kotce. — A jaka jest? Zdaje się być dość normalna. Może gdy Kamienna Gwiazda dojrzy, że wykonałeś dobrą robotę, to da ci więcej czasu na rozmowy z rodziną.
Ta. Już to widział. Czarna chciała widzieć jego cierpienie i ostatnie o czym na pewno marzyła to by mógł wpajać w głowę maluchów swoje dyskryminujące przekonania. 
— Ona... za bardzo wnika w moje osobiste sprawy. Próbuje zmienić mój punkt widzenia i skłócić mnie z rodziną. Pokazuje mi, że się co do nich mylę i gada bzdury... Dużo rozmawiamy. Pewnie niedługo zacznie wypytywać mnie o moje dzieciństwo. — Przewrócił oczami. — Gada, że muszę się odrodzić na nowo i takie tam bzdety. Sama jednak nic o sobie nie mówi. Mam nadzieję, że nasza liderka tak uczyni, chociaż wątpię. Zrobiłem jej wielką krzywdę. Jest na mnie zła i się mści.
— Co jej zrobiłeś? — spytała, doskonale wiedząc, że kocur byłby w stanie skrzywdzić kotkę. — Co do Tygrysiej Smugi, może próbuje do ciebie dotrzeć. Chociaż nie lubię zmieniania kotów na siłę, bo to nic nie da. Nawet długa rozmowa będzie na nic jeśli ktoś przede wszystkim nie będzie chciał się zmienić. Chęć to podstawa. Często z nią ,,trenujesz"?
Westchnął. Nie sądził, że zacznie się zwierzać kuzynce, ale wolał to niż pracę. Tak kupował sobie czas, dzięki któremu jego łapy mogły zaznać chociaż odrobinę wytchnienia. O dziwo wypowiedzenie swoich grzechów na głos, przyniosło mu ukojenie. 
— Wyzywałem, biłem, zbezcześciłem grób jej rodziców — wyliczał. — Tak... codziennie trenuje. Daje mi patyki. Pomagają mi poradzić sobie ze stresem. To akurat w niej lubię. Ale... ale czasem gada takie głupoty... — Pokręcił głową. — Ty byś jej przyklasnęła, bo normalnie wzór idealny, prawdziwego prawego kota.
Wiśniowa Iskra skrzywiła się na jego pierwsze słowa. Pewnie już dawała mu łatkę potwora. Ale nie żałował. Gdyby miał szansę cofnąć się w czasie, zrobiłby dokładnie to samo. 
— Skąd wiesz? Nie słyszałam tego co ci mówiła. Tygrys daje wrażenie rozsądnej osoby, ale to nie znaczy że popierałabym każde jej słowo. Myślę, że narzucanie się też nie jest najlepszym sposobem by kogoś zmienić.
— Nie lubisz mojej babci, tak jak ona — wytknął jej to ze słyszalną urazą. No bo jak można było nie lubić Piaskowej Gwiazdy? Zwłaszcza, gdy było się rudym! Kimś z ich krwi! Medyczka powinna się wstydzić, a to mu każą czuć się winnym za podążaniem za jej słowem. — Twierdzi, że ona mnie wykorzystywała i mną manipulowała, a później by mnie porzuciła, gdybym nie był jej już potrzebny. Tak samo twierdzi Kamienna Gwiazda. Pewnie wszyscy. Ale wy nie znaliście jej tak jak ja. Dla was była potworem. Tak samo jak ja. Ale razem... gdy byliśmy sami. Ona... była dla mnie jak matka. Nigdy nie była na mnie zła, ani nie wątpiła we mnie. Nawet jak jej zdradziłem, że chciałem się zmienić dla Rudzika... kochała mnie. Dla mnie go nie skrzywdziła, chociaż zalazł jej za skórę. Wypuściła go, bo ją poprosiłem. — Poczuł jak po policzkach spływają mu łzy. — Kochałem ją — załkał. — A wy to zniszczyliście. Ja chciałem tylko... by była. Przytuliła. Nie zrozumiesz tego... A teraz... umarła. Na zawsze...
Kocica westchnęła i strzepnęła ogonem.
— Kochasz ją, ale nie dla każdego była dobra — odparła, zachowując spokój. — Nie mam zamiaru szanować kogoś, kto kazał mi grzebać we flakach zmarłego kota razem z moim mentorem czy kogoś kto cofnął mnie do rangi asystenta, bo nie popieram zdradziectwa. Jeśli miałabym ją kochać jak ty, to mogła mi pokazać, że jej zależy. Ale jak widać, nie — mruknęła jedynie, wysuwając pazury. Szybko jednak zamknęła oczy i odetchnęła, pozwalając dać upust złym emocjom.
— Trzeba było nie być medykiem, skoro brzydzisz się grzebania w trupach. To w końcu powinnaś potrafić i nie wybrzydzać — miauknął. — A czy ci zależało by cię zauważyła? Byłaś przeciwko jej słowom. Ale to bez znaczenia. Kamienna Gwiazda chcę bym się jej wyrzekł. Nie zrobię tego. Ona się mnie nie wyrzekła, gdy ją zdradziłem dla Rudzika. Ja też tego nie zrobię. Chcę być lepszym kotem, bo nie mam wyjścia. Mogę być dla wszystkich miły, ale nigdy jej nie porzucę. Nigdy. Moje życie bez niej jest pozbawione sensu... Czasem mam myśli....By to zakończyć. Ale... — Wziął oddech. — Gdyby nie one... moje dzieci... Nie jestem w stanie tego zrobić. Zostawić je na pastwę Kamień... 
— Nie brzydzę się grzebania w trupach, brzydzę się bezczeszczenia zwłok — odparła Wiśnia, starając się brzmieć spokojnie. — Nie byłam przeciwko jej jako osoby, byłam przeciwko jej poglądów. To nie moja sprawa w tym by zacząć się domagać uwagi od strony liderki. — zaśmiała się histerycznie. — Wszyscy którzy byli dla mnie jak rodzina odeszli, a ojca nigdy nie widziano na oczy, więc wszystko jedno. Dla ciebie może Piaskowa Gwiazda była jak matka, ale nie dla każdego. Nie wykluczam tego, że mogła kochać. Wierzę, że była dla ciebie troskliwa, w końcu jesteś jej oczkiem w głowie. Ale to nie sprawia że jest dobrą osobą. Możesz ją kochać, nie idąc równocześnie jej śladami - jeśli tego nie zaakceptuje to znak, że nie kocha cię za to kim jesteś, a za to czy bronisz jej zadu. — mruknęła. — Kamienna Gwiazda pewnie nie jest zbyt wyrozumiała dla twoich dzieci, ale wątpię, by wyrządziła ich krzywdę. Cieszę się, że otaczasz ich opieką, ale opieka nie musi równać się z wpajaniem dyskryminacji, pamiętaj.
Przyjął jej słowa w milczeniu.
— Szczypior je wychowuje, nie ja. Ale masz rację. Nie była dobra. Ja też nie jestem. Zrobiłem wiele złego. Nie wiem czy żałuje. Czas pokaże.
— Nie winię cię. Widać, że nie jesteś złym kotem — powiedziała, na co uniósł na nią zaskoczony wzrok. Naprawdę tak myślała, czy chciała go tylko pocieszyć, być może spławić, aby już jej tu nie biadolił? —  Czasami lepiej jednak zastanowić się nad tym, czy dany czyn jest dobry i czy nie będziesz tego żałować. Koty mają tendencję do popełniania głupich błędów — westchnęła, kręcąc głową. — Jeden błąd i twoje życie może się całkowicie zmienić.
— Nie wiem czym są błędy. Nie umiem rozróżnić granicy — przyznał. — Nie wiem co jest dobre, a co złe. Zawsze myślałem, że to co robię jest właściwe. Że tak działa świat i tak powinno być.
— Wiesz, nic dziwnego, skoro przez większość życia był ci wpajany jeden punkt widzenia. Świat ma wiele barw, nie istnieje tylko dobro i tylko zło. Przykładowo... Zabijanie kotów jest odgórnie złe, ale są przypadki, gdzie mordercy są niewinni. Na przykład, gdy zabili przez przypadek, z konieczności lub bez złych zamiarów.
— Prawda. Ma wiele barw, wiele oblicz — zgodził się z nią. — Chyba wszystko w składziku masz. Mogłabyś mi dać tylko zioła na wzmocnienie? Kamienna Gwiazda pozwoliła mi ostatnio je od ciebie wziąć, a coś czuje, że czeka mnie babranie się w ziemi, póki nie zajdzie słońce.
Medyczka zaśmiała się pod nosem. Akurat miała pod łapą takowe zioła, które segregowała w stosik, więc wzięła je do pyska i podniosła się, podchodząc do rudego i wręczając mu je.
— Masz, żebyś tam nie padł. Jeśli Kamienna Gwiazda zamierza cię tak męczyć każdego dnia, to jesteśmy tu na siebie skazani — miauknęła z nutą sarkazmu, ponieważ mimo wszystko ,,cieszyła się", że będzie mieć więcej czasu z Żarem, gdy jednym z jego obowiązków było pomaganie jej. Może zdoła poprawić ich relację, poznać te słabsze oblicze kocura. Może czasy panowania czarnej liderki go naprawią. Bo teraz przecież nie było Piasek, która mogłaby go niszczyć.
Wziął od niej zioła, od razu zjadając. Wiedział, że będzie potrzebował sił, aby sprostać kolejnym zadaniom, które narzuciła na niego ta tyranka. Pff! A to podobno Piaskowa Gwiazda nią była! W jego oczach to Kamień była złem. Złem, które zniszczyło jego wspaniały świat. Tą utopię, stworzoną przez jego babcie. 
— Tak... Mam nadzieję, że już się mnie nie boisz... Przepraszam za to wszystko. Za moje zachowanie. Cierpiałem, a słowa same wychodziły mi z pyska. Czasem nie myślę co mówię — miauknął, kierując się do wyjścia.
Medyczka zdrętwiała, nie wierząc w to co słyszy. W końcu ją przeprosił, po tym wszystkim co zrobił. Musiała być skonsternowana. A może obeszła ją ulga, bo to znaczy, że kuzyn nie miał zamiaru zadźgać jej w śnie.
— Nie ma sprawy, Żar. Wybaczam ci. Rodzina musi się trzymać razem — powiedział tylko do kocura. — Powodzenia w robocie. Mam nadzieję, że wkrótce będziesz mógł trochę odpocząć. — dodała. Machnęła ogonem, zgarniając stosik ułożonych ziół. 
Wyszedł. Wyszedł i od razu dojrzał wzrok Kamiennej Gwiazdy. Położył po sobie ucho i skierował kroki do dziury, którą miał cały czas poszerzać, aż nie odpadną mu łapy. Miał nadzieję, że czarna zdechnie szybko. Modlił się o to każdego dnia, gdy jego pazury spływały szkarłatem, spracowanych łap. 

<Wiśnia?>

22 sierpnia 2023

Od Wiśniowej Iskry CD. Rozżarzonego Płomienia

 — Szkoda tylko, że oprócz jaj nie ma żadnej różnicy między kocurem a kotką — parsknęła. — to ty nas do siebie nie dopuszczasz, więc nie dziw się, że masz tak słabe relacje z żeńską częścią swojej rodziny. Większość z was i tak jest srogo popierdolona na punkcie Piaskowej Gwiazdy. Przepraszam, ale nie mam zamiaru wielbić ślepo kogoś, kto kazał mi przegrzebywać flaki jakiegoś nierudego kota i kto cofnął mnie za wierność klanowi do rangi asystenta medyka. —  warknęła.
— Ja mam inny punkt widzenia. Jak chcesz mogę ci powiedzieć dlaczego to nas różni — zaproponował kuzyn.
Nagle mu się zechciało na psychologiczne rozmowy? Cóż, zamierzała go wysłuchać, bo nie miała zbytnio wyboru, ale wątpiła, by jego słowa jej się spodobały.
— Proszę bardzo. Ciekawe, co tam masz do powiedzenia. — burknęła.
— Piaskowa Gwiazda... wskazała mi cel. Była dla mnie jak matka. Troszczyła się, twoim zdaniem pewnie rozpieszczała. Wszyscy twierdzili, że jak ukarze przed nią słabość to mnie się wyrzeknie. A wiesz co ona zrobiła? Coś odwrotnego. Dała mi wsparcie, pocieszała, wysłuchała i nie oceniła moich czynów. Nawet powiedziałem jej, że przeprosiłem Kamienną Agonię. Czyli powinna mnie skreślić od razu. Nie zrobiła tego. Była kochana do końca. Może ty tego nie widziałaś, bo nie miałaś z niej dobrych relacji, ja jednak widziałem to co ukrywała przed światem. Poszedłbym za nią wszędzie, bo tylko ona się mną przejmowała. Lepiej porzucić taką osobę, zostając sam jak palec? Kogoś kto cię szczerze kocha?
Szylkretka westchnęła głęboko. Żar był naiwny - robił złe rzeczy wierząc, że to słuszna kolej rzeczy, bo tak mówiła mu od dziecka Piasek. Przez moment nawet zrobiło jej się go żal, ale przypomniała sobie wszystkie jego zbrodnie i wróciła tylko chłodna powłoka, która ich rozdzielała.
— Może i cię kocha, Żar, ale to nie znaczy, że jest dobrą osobą. Możesz ją kochać, ale kochanie nie równa się z chodzeniem jej śladami. Z naśladowaniem jej brutalnych zachowań.
— Czy zła osoba potrafi kochać? Rudzik... mówił, że moja miłość jest fałszywa. Udawana. Bo jestem potworem. Bo my nie czujemy innych uczuć niż chęć mordu. — prychnął. — Owszem... odtrącałem wielu tak, jak mnie odtrącił on. Ale robiłem to dla niego. Miłość taka jest... zmusza do głupich czynów. Nie zrozumiesz, bo jesteś medyczką.
— Zła osoba potrafi kochać — miauknęła bez zająknięcia. — Świat nie jest czarno-biały Żar. Niektórzy są w odcieniach szarości. Piasek najwidoczniej taka była. Miłość nie usprawiedliwia mordu na niewinnych kotach. Nie bronię nierudych. Oni są tacy sami jak rudzi. Nie lepsi, nie gorsi. Jesteśmy jednym gatunkiem i powinniśmy się wspierać, a nie dzielić klan. Z podzielonym klanem nici z tworzenia potęgi.
Rudzielec zjeżył sierść, słysząc w pysku kotki swoje własne słowa skierowane do Rudzika. 
— Jaki to ma teraz sens? Wygraliście. Poddałem się.
— Wciąż jesteś rasistą. Jeśli chcesz być dobrym kotem, to przestań robić to, co robi Piaskowa Gwiazda. Możesz ją kochać, ale nie idź jej śladami. Krzywdzisz tym siebie — nieoczekiwanie wstała i go przytuliła. Chciała, żeby przestał być jak ona. Żeby chociaż spróbował się zmienić.

<Żar? Wreszcie ci odpisałam>

05 sierpnia 2022

Od Rozżarzonej Łapy cd Wiśniowej Iskry

Kiedy najadł się i odpoczął, ruszył do legowiska medyka. Nie chciał tu przyłazić, ale Kamień mu kazała, no to przyszedł. Tym razem sam, bez niańki w postaci siostry. Usiadł w przejściu i obserwował jak jego kuzynka, robi coś nad roślinami w ciszy. Nie miał zamiaru jej przerywać. Im dłużej tu siedział, tym mógł lepiej wypocząć po polowaniu. 
Medyczka jednak wyczuła jego obecność. Przerwała segregację ziół i odwróciła się w kierunku wejścia. Zastygła, gdy go dojrzała, mrużąc oczy.
— Ty — prychnęła cicho. — Co ty tu znowu robisz?
Wzruszył ramionami. Mu też nie podobało się to, że musiał jej pomagać. 
— Kazali przyjść to przyszedłem. Mam ci pomóc w czymkolwiek zechcesz — miauknął znudzony.
— To pomóż mi w segregacji ziół i nie odzywaj się do mnie — fuknęła.
Podszedł do niej, siadając obok i patrząc na leżące na ziemi zioła. Były różne, chociaż dla niego wyglądały podobnie. Dostrzegł obok kilka kupek posegregowanych medykamentów, które zrobiła Wiśniowa Iskra. Przyjrzał się im uważnie i zaczął oddzielać podobne do siebie zielsko, dokładając na kupkę, milcząc jak grób. 
Jej ciężkie westchnięcie dotarło do jego uszu. Najwidoczniej jej też nie podobała się ta ich współpraca, do której zmuszała ich czarna.
— Mak kładź na liście bluszczu. — miauknęła cicho. — Ziarna łatwo się rozsypują.
Zrobił tak jak kazała. Więc to coś nazywało się mak? Dobrze wiedzieć... Może nawet nieświadomie wyniesie stąd jakąś wiedzę? Jeszcze kilka księżyców temu, gdyby ktoś mu powiedział, że będzie bawił się w medyka, to chyba by go wyśmiał. A teraz to się naprawdę działo. 
Kotka obserwowała go, aż nie sięgnął łapą po zioło, którego właściwości były dla niego nieznane.
— Uważaj z tym — warknęła. — Cis segregujemy do grupki na trucizny. —Wskazała na niewielki stos. — Żebyś się tylko tym nie zatruł, chociaż to może byłoby i lepiej. — prychnęła pod nosem, gdy przeszedł ją dreszcz. 
— Po co zbierasz trujące zioła? — mruknął do niej — Próbujesz kogoś zabić?
To brzmiało bardzo prawdopodobnie. Nie cierpiała go, więc mogła podrzucić mu jakąś truciznę do piszczki, a on by padł tocząc pianę z pyska. Odszedłby szybko, a Kamienna Gwiazda jeszcze by jej pogratulowała, że pozbyła się problemu. 
Medyczka strzepnęła ogonem.
— Każdy medyk trzyma u siebie też trucizny. Czasem są potrzebne. Gdybyśmy ich nie zbierali, to gówno byśmy o nich wiedzieli, a koty padałyby dziesiątkami. — prychnęła. — Chyba, że aż tak jesteś ciekaw, to sam możesz spróbować soku jagód cisu.
— Wole jeszcze żyć. Tak szybko się mnie nie pozbędziecie — miauknął kodując w głowie, by nie brać od kotki takich ziół. Wstał i przyjrzał się dodatkowo tej kupce z truciznami, zapamiętując jak wyglądają i pachną. Tak na wszelki wypadek. By przeżyć do następnego wschodu słońca. 
Syknęła na niego.
— Odsuń się od tego, bo z twoimi zapędami na pewno spróbujesz kogoś otruć — Spojrzała na niego nieufnie.
On? Kogoś otruć? Nigdy nie wpadłby na taki absurdalny pomysł. Przecież byłby wtedy skończony, bo na pewno liderka nie uwierzyłaby w jego kłamstwa. 
— Nie. Gdybym kogoś otruł, wygnaliby mnie. Wole zapamiętać co ty tu masz, bym to ja nie skończył jako trup — prychnął. — Zadziwiasz mnie Wiśnio, wiesz? Wtedy jakoś chętnie miauczałaś o rodzinie, że jest nadzieja, a teraz pewnie chciałabyś bym nie istniał. — wspomniał jej słowa, które wypłynęły z jej pyska podczas tej nocy zgromadzeń. 
— Chciałabym ci ufać, ale widząc twoje postępowanie... Nic a nic się nie zmieniłeś — fuknęła pod nosem. — Ty, Splątane Futro, większość kuzynów, czy nawet babcia jesteście siebie warci. Nic was nie obchodzą relacje rodzinne. Nigdy nawet się nie pofatygowaliście, żeby się nimi interesować. Tylko Blady Zmierzch ma jakikolwiek olej w głowie — wydusiła z siebie, bijąc ogonem.
— Jak uważasz. Też miałem taki sam stosunek o reszcie, a wiesz czemu? Bo babskie towarzystwo jest męczące. — wrócił do poprzedniego zajęcia, czyli segregacji ziół.

<Wiśnia?>

02 sierpnia 2022

Od Wiśniowej Iskry CD. Rozżarzonego Płomienia (Rozżarzonej Łapy)

 — Daj mi kocimiętkę — słaby ton głosu kuzyna wręcz ją zdziwił, ale nie pokazała tego po sobie, zasłaniając się jak zwykle swoim nieco zimnym, spokojnym obyciem. Przerwała segregowanie ziół, unosząc jedną brew i spoglądając na kocura. Bez słowa odwróciła się w kierunku składziku i zniknęła na chwilę, po czym wróciła z kępą zielonego, podobnego do mięty ziela o intensywnym zapachu.
— Po co ci kocimiętka? — spytała kocica z błyskiem zaciekawienia, które starała się ukryć.
— By się naćpać — mruknął kocur pod nosem.
— Żar jest smutny, co tu się stało? — mruknęła z nutą sarkazmu. — Myślałam, że postrzegasz to jako słabość.
Zwiesił smętnie łeb.
— Teraz to bez różnicy. Nie chcę się z tobą  kłócić. Nie mam do tego humoru — burknął. — To mogę? — Wskazał na zielsko 
Mimo kiepskiej relacji, jaka ich łączyła, medyczce zrobiło się trochę żal kuzyna. Położyła kocimiętkę na ziemi i przysunęła do niego łapą.
— Nie potrzebujesz pogadać?
Rudy uniósł na nią wzrok, nim westchnął. 
— A co rozmowa zmieni? On nigdy mnie nie pokocha — schylił się i zjadł roślinę. — Zawsze będzie oskarżał mnie o kłamstwa. Zawsze. Nawet jak jestem z nim szczery...
On? Jaki on? Żar miał miłość? Kotka w konsternacji wpatrywała się przed siebie, nim wzrok znów spoczął na Żara.
— Wiesz, może wystarczy dłuższa rozmowa. Nie dziwię się, że mógł cię odrzucić, zważając na twoje poglądy. Może gdy staniesz się lepszy, milszy, zdołasz go do siebie przekonać. A nawet jeśli ci się nie uda, kto wie, czy nie spotkasz na swojej drodze kogoś innego.
— J-ja nie chcę innego. Chcę Rudzika. Kocham go. Bardzo. Jestem... w stanie zrobić dla niego wszystko. A on... a on tego nie rozumie. Twierdzi, że to co czuje, nie jest szczere. — pociągnął nosem.
— Może musisz mu udowodnić, że jest szczere, jeśli tak faktycznie jest — doradziła, siadając. — Pokazać. Czynem. Zrobić dla niego coś, czego nie zrobiłby nikt inny.
— Robiłem... starałem się. Przeprosiłem dla niego Kamienną Agonie. Ale on mnie i tak odtrąca. Nie chcę mnie widzieć, nie chcę bym do niego przychodził. Daj mi więcej kocimiętki... coś nie działa
Westcnhęła, oplatając puchaty ogon wokół łap.
— Twoje przeprosiny były szczere? Czasami lepiej jest odpuścić, Żar. Jeśli nawet dobre uczynki nie działają, może ta osoba nie chce już mieć z tobą nic wspólnego. To jej wola. Naleganiem i narzucaniem się nie sprawisz, że związek zostanie odbudowany — miauknęła w czasie, gdy wstała po kolejną zwitkę kocimiętki i położyła ją przed łapami kuzyna. — Albo może twój chłopak potrzebuje większego uczynku, by wynagrodzić czyny. Wiesz, porwaliście go, zabraliście daleko od domu, gdzie miał pewnie rodzinę. Mogłeś go nieumyślnie skrzywdzić i by to naprawić, potrzeba czegoś więcej niż przeprosiny Kamiennej Agonii.
Kocur wziął zioła i ponownie je zjadł. Rzucił jej zmęczony wzrok.
— Mhm... Zobaczę. Ja... ja nie chcę by odszedł... Naprawdę go kocham. Bardziej niż całą swoją rodzinę. Nie docenia tego... Pójdę już. Dzięki za zioła. — miauknął, odwracając się do wyjścia.
— Proszę. I powodzenia — odparła jedynie, wracając do grzebania przy stosie ziół, które musiała uporządkować.

* * *
Układała właśnie stos z zebranych niedawno ziół jastrzębca. Przy jej lewym boku leżał krwawnik, który miała położyć na stercie dla roślin trujących. Chociaż krwawnik sam w sobie nie był trucizną i odpowiednio użyty nie sprawiał zagrożenia, wolała trzymać go na szarym końcu schowka, żeby nigdy nie doszło do wypadku, gdy jakieś ciekawskie kocię postanowi wkraść się do legowiska i skubnąć któreś z nich. Z przodu zaś zawsze trzymała te lżejsze i zdrowsze zioła.
Zastrzygnęła uszami, gdy usłyszała kroki z tyłu legowiska. Rozpoznała głos Bladego Zmierzchu, która ją zawołała. Szylkretka odwróciła się i żwawym krokiem ruszyła ku kuzynce.
Zauważyła Blady Zmierzch, która się z nią przywitała. Lubiła kremową kotkę, była opanowana i wiedziała jak się zachować, poza tym miały wiele wspólnych tematów do rozmów. Uśmiechnęła się do niej, witając się z nią krótko i wtedy zauważyła za jej plecami innego kuzyna. Żar.
Nastroszyła futro.
— Co on tu robi? Jest już zdrowy — syknęła, wpół przestraszona, wpół zła na niego. Zmienił się.
Rudy nie odpowiedział jej. Spojrzał gdzieś na bok, interesując się kupkami ziół. 
— Mówił, że Kamienna Gwiazda kazała mu pomóc ci zebrać zioła. Ja mam tylko go pilnować — wyjaśniła jej kuzynka, rzucając swojemu bratu krótkie spojrzenie. — Nie musisz się bać. Po śmierci...— zawahała się, tak jakby miało wywołać to burze z jego strony. — Wiesz kogo... uspokoił się. Wiesz... ma dzieci, może stwierdził, że czas się ogarnąć i nie zostać samotnikiem? 
Wiśniowa Iskra kiwnęła niepewnie głową.
— Mam taką nadzieję — westchnęła cicho, kątem oka spoglądając na rudego. — Przynajmniej jesteśmy razem, by się obronić, w razie czego. — dodała, a Blada kiwnęła głową, gdy jej ogon dotknął ogonu Wiśni. Najlepsza kuzynka. Zdecydowanie.
Medyczka skinęła głową w kierunku wojownika.
— Możemy iść — powiedziała powoli. — Po drodze powiem wam, czego najbardziej potrzebuję w składziku.
Wojownik wstał niechętnie ze stęknięciem i wyszedł. Opuścili obóz i znów, kolejny raz spacerowali po terenach. Żar znudzonym wzrokiem wodził po horyzoncie, a Blada zagadywała szylkretkę, by ją rozluźnić.
— Czego szukamy? — spytała ją Blady Zmierzch. — Nie martw się, skupisz się na ziołach i będzie dobrze, Żar nic nam nie zrobi. 
— Potrzebujemy wrotyczu. — opisała po krótce medykament, kierując niepewny wzrok na Blady Zmierzch. — I jeszcze dużo pajęczyny i maku, bo sporo zapasów się wyczerpało przez opatrywanie Zanikającego Echa i... Żara.
Jakby przypominając sobie o istnieniu rudego, obróciła się za ramię, widząc, że Zmierzch robi to samo. Pod wpływem ich spojrzenia rudy kocur przestał rozglądać się na boki. Nic jednak nie powiedział.
— Czemu on się tak wlecze? — Wiśniowa Iskra poczuła, jak włoski na jej karku się jeżą. — Może planuje nas zaatakować? 
Kuzynka odetchnęła lekko, spoglądając za siebie kątem oka.
— Pewnie po prostu jest zmęczony po polowaniu, dzisiaj prawie w ogóle nie było go w obozie. — miauknęła. — Nie ma powodu, by ciebie lub mnie krzywdzić.
— Ale nie chciałam go wyleczyć, a wyleczyłam tą Nocniaczkę, kłóciłam się z nim, poparłam Rudzikowy Śpiew. — odparła zaniepokojona. — Może chce się zemścić? Wyrwać mi jedno oko tak jak tamtej?
Blady Zmierzch zbliżyła się do niej bardziej i otarła w miarę jak szły.
— Nawet gdyby coś próbował, Kamienna Gwiazda wyrzuciłaby go z klanu. Byłby wtedy tylko zdrajcą i tchórzem, atakując własną medyczkę. — uspokoiła ją.
Wiśniowa Iskra zacisnęła zęby.
— Nienawidzę go, to zwykły głupi potwór. — syknęła cicho. — Żar, idź szybciej, nie mamy całego księżyca na tą wyprawę... — dodała głośniej.
Kocur odpowiedział jej prychnięciem pod nosem, wyrywając się do przodu. Zmusił do tego wszystkie swoje siły. Kiedy znalazł się na przedzie, zwolnił do spokojnego chodu. Szedł prosto.
Wiśnia ustała, gdy dostrzegła kępę czerwonych kwiatów.
— Mak. — powiedziała niechętnie, gdy Żar szedł na przodzie. Także się zatrzymał, a ją mimowolnie przeszedł dreszcz. — Zbierzmy tyle, ile jest, będzie potrzebny. Ty możesz to zrobić — rzuciła w kierunku Żara, ale właściwie tylko po to, by go czymś zająć i by chociaż na chwilę się od nich oddalił.
Kocur o dziwo bez żadnych dodatkowych słów ruszył w kierunku kwiatków, zrywając je niezbyt dbale. Wyrzucał je na kupkę obok, nie spiesząc się z tym. 
— Źle to robisz! — podniosła głos, natychmiast do niego podchodząc. Delikatnie wyrwała kwiat, z całą łodygą, by łatwiej było go przenosić. — Pozbieraj pajęczyny lepiej. Powinna być między drzewami. — wskazała na tereny przy Klanie Wilka. Czuła jak serce bije jej szybciej. Nie lubiła tego potwora, nie chciała nawet przyznawać się, że byli ze sobą jakkolwiek spokrewnieni. Czuła, że mógłby skrzywdzić każdego wokół siebie.
Rozżarzona Łapa wstał, krzywiąc pysk, bo łapy dawały o sobie znać i udał się we wskazanym kierunku. Wszedł do małego lasku i zniknął medyczce z horyzontu.
Chwilę siedziała, uspokajana przez Bladą i rozmawiała z nią krótko, zanim wreszcie nie podniosła się.
— Możesz popilnować maku. Pójdę do niego, zobaczę czemu nie wraca i czy coś pozbierał — miauknęła. Blady Zmierzch kiwnęła głową, a medyczka poszła do lasu, mimo że bała się Rozżarzonego Płomienia, a teraz właściwie Rozżarzonej Łapy. 
— Żar, jesteś tu? Zebrałeś już pajęczynę? — zawołała go.
Słysząc jej głos, starszy uniósł łeb.
— Leży na mchu, możesz ją sobie wziąć — odezwał się do niej pierwszy raz od bardzo długiego czasu.
— Chodź z nami, możemy wracać do obozu — miauknęła, gdy sięgnęła po kępę pajęczyn. Chciała po prostu wrócić do obozu, mieć pewność, że nie będzie musiała przebywać sam na sam z tym chorym psychopatą.
— Na pewno masz wszystko? Może potrzebujesz patyków do łap? Zaraz jakiś mysi móżdżek znów coś sobie złamie — zasugerował.
Nie było ich mało w schowku, ale dużo też nie. Mogła w sumie trochę ich pozbierać. Zawsze by się przydały. Mimo to strasznie chciała już wrócić.
— Nie potrzeba mi ich aż tak bardzo, ale jeśli chcesz możesz pomóc je zbierać.
— Mhm... to daj chwilę, idź pogadać sobie jeszcze z swoją psiapsi — spróbował ją wygonić. 
— A wiesz chociaż, jakie się nadają?
— Yh... Twarde? — rzucił.
— Najlepiej dość grube, by łatwo się nie łamały i bez mniejszych rozgałęzień — poleciła, a potem z przyjemnością wyszła z lasku, kierując się do Bladej. Nie chciała być z nim sama.
Dopiero po dłuższej chwili i krótkiej rozmowy z kremową kuzynką ruszyła spowrotem w kierunku lasu, razem z Bladą trzymającą w pysku kwiaty maku. Szła tam, gdzie zostawiła Żara. Wreszcie znalazła go śpiącego i zastygła, widząc szkarłat na jego pysku. Cofnęła się o krok, spanikowana spoglądając na Bladą. Wojowniczka podeszła i trąciła go łapą.
— Chyba żyje. Ej, Żar. Wstawaj — miauknęła, potrząsając nim z większą pewnością niż teraz czuła Wiśnia. Mruknął coś pod nosem, otwierając oko, a dostrzegając je, tylko jęknął boleśnie. 
— Mogłyście wrócić beze mnie — wymamrotał nadal zaspany.
— Co ty masz na pysku? — spytała Wiśnia, ignorując jego komentarz.
Ten oblizał pysk, po czym przekrzywił głowę. 
— Krew. Tam masz patyki — wskazał ogonem na ociosane gałęzie. — Zrobiłem tak by były bez rozgałęzień, takie jak lubisz.
Mruknęła cicho, spoglądając na Bladą. Kotka podała jej mak, który Wiśnia wzięła, a sama poszła po patyki.
— Ty przenieś pajęczynę — miauknęła kremowa do Żara. — Wracamy
Wojownik wstał ciężko, kierując kroki ku pajęczynie. Chwycił je w pysk i udał się za kotkami z powrotem. Gdy wracali, było jeszcze słonecznie.
Dotarli do obozu i zanieśli potrzebne przedmioty do składziku. Zobaczyła tylko, że Żar opuszcza legowisko. Kuzynka jeszcze została, pomagając jej wszystko posegregować.
— Nie było tak strasznie, prawda? Brat bywa cholernie głupi ze swoją dyskryminacją, ale nie zniżyłby się jeszcze, żeby tak zdradzić klan.
Medyczka kiwnęła lekko głową.
— I oby tak zostało. Nie chcę skończyć jak Echo.

<Żar?>

17 kwietnia 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Wiśniowej Iskry

 — Pieprzony Jałowy Pył — wymamrotał ze złością, trzepiąc ogonem po ziemi. 
Wszedł do legowiska medyków, bardzo, ale to bardzo niezadowolony. 
— Co cię tu sprowadza? — miauknęła twardo Wiśniowa Iskra.
Spojrzał na kuzynkę, krzywiąc się z niesmakiem. Tak... Też nie był zachwycony, że ją widział. Niestety... Na ten moment była jedynym użytecznym medykiem, bo Jeżowa Ścieżka już powoli dogorywał z tym swoim starczym smrodkiem. 
- No zastanów się, po co przychodzę, hm? Na pewno nie po to by po plotkować o pogodzie - miauknął, wciskając się bezceremonialnie na wolny kawałek mchu. - Boli mnie łapa, sprawdź co to. - Wyciągnął kończynę przed siebie tak, aby kotka mogła się przyjrzeć, jego pięknym, ostrym pazurom. 
Szylkretka zmarszczyła tylko nos. Pewnie chciała go wygonić, może nawet odmówić, ale zawarła z Klanem Gwiazdy kodeks, obiecując ratować każdego w potrzebie, nawet jeżeli tą osobą był właśnie on. 
Chwilę jej zajęło to badanie, by po oględzinach stwierdzić, że miał tylko kolca w łapie. No i dobrze, że tylko jednego! Był pewien, że to była sprawka Jałowego Pyłu! Ten dzieciak nadal miał pstro we łbie i musiał podrzucić mu te kolce pod łapy! 
Kiedy kotka uwinęła się z jego problemem, wstał i nie dziękując opuścił jej sanktuarium roślinek. 

***

*po zgromadzeniu*

Nadal nie mógł w to uwierzyć. Rudzikowy Śpiew... zerwał z nim? Nie... chciał tylko czasu, czasu na to, aby wszystko przemyśleć! Cholerna Tygrysia Smuga! Gdyby się tylko nie wtrącała, mieliby cudowny wieczór. Ale nie... musiała węszyć. Pierwszy raz czuł się tak... inaczej niż zwykle. Był wściekły, a jednocześnie zbierało mu się na smarkanie. Chciał zapomnieć... A co działało idealnie na zapomnienie? Ziółka, które składowała Wiśniowa Iskra. Teraz po śmierci Jeżowej Ścieżki, to ona sprawowała tam piecze. 
Wszedł do jej legowiska marnie i ociężale, rozglądając się za znajomym futerkiem. Na szczęście dostrzegł ją przy ziołach, które segregowała. 
- Daj mi kocimiętkę - miauknął dość dziwnie jak na samego siebie. Tak słabo... Może gdyby nie czuł się tak fatalnie, przylałby sobie w pysk, ale nie miał aktualnie na to siły.

<Wiśniowa Iskro?>

05 lutego 2022

Od Wiśniowej Łapy (Wiśniowej Iskry) CD. Rozżarzonego Płomienia

 *skip do teraz*


Asystentka medyka posegregowała sterty nagietka i maku ułożonego na rozłożystych liściach bluszczu. Otrzepała się, gdy kropla wody zmoczyła jej łapę. Jeżowa Ścieżka zaśmiał się cicho.
— Nieprzyjemne, prawda?
— Cóż, niektóre zioła po prostu są wilgotne... To odrażające ich dotykać. Ale już się przyzwyczaiłam. — miauknęła kotka.
Niektóre z roślin zwykły rosnąć blisko najbardziej wilgotnych terenów; na przykład tych przy rzece. 
Tej pory opadających liści deszcz nie witał często w ich progach. Zamiast niego nadszedł porywisty wiatr i mroźne zawieje, które pewnie mogłyby przewrócić niejednego nieuważnego kota. 
Kotka zastrzygnęła uszami, gdy do środka wszedł jakiś kot. Dzisiaj jeszcze nikt ich nie odwiedził, oprócz Zajęczej Gwiazdy, który rankiem przytargał się tu z omdleniem i osłabieniem. 
Do środka wszedł Bycza Szarża. Kocur wydał z siebie cichy kaszel. Po jego nierównym kroku i płytkim oddechu można było wywnioskować, że był odwodniony i osłabiony. 
Medyczka podała mu parę ziół, które przełknął, krzywiąc się. Byk potrząsnął głową.
— Niech Klan Gwiazdy oświetla waszą drogę — chrząknął. — Od razu lepiej. 
Szylkretowa kiwnęła głową.
— Nie przemęczaj się. Pamiętaj, żeby się nawadniać. 
Gdy czarny wyszedł, kotka usiadła, biorąc wdech. Pora opadających liści była największym zwiastunem chorób i skoro do tego czasu odwiedziły ich już dwa koty, to prawdopodobnie będzie ich jeszcze więcej. Oznaczało to kolejny pracowity dzień. Na szczęście ziół w składziku na razie mieli dość dużo.  
Niemal od razu po odejściu wojownika, do środka zawitał Ziemniaczana Bulwa razem z córką, Cisowym Gąszczem. Tym razem Jeżowa Ścieżka skinął pyskiem w stronę nowych gości.
— Co wam dolega?
— Bezsenność — mruknęła z niezadowoleniem Cisowy Gąszcz.
— Podczas spaceru potknąłem się o jakiś ostry kawał przezroczystego kamienia — miauknął Ziemniaczek, którego ton głosu nie wydawał się specjalnie przejęty dolegliwością.
— Zajmij się Cisowym Gąszczem, Wisienko. — polecił Jeżowa Ścieżka.
Wiśniowa Iskra podeszła do córki Splątanego Futra i Ziemniaczanej Bulwy. Kiedyś zdrabnianie imienia ją irytowało. Teraz... Przyzwyczaiła się do tego, że dla Jeżowej Ścieżki była Wisienką i podobało jej się to. Cieszyła się, że mogła towarzyszyć staremu mentorowi w leczeniu Burzaków. 
Wzięła w pysk zwitkę ziół.
— Przeżuj je na papkę i zjedz. Powinno być lepiej następnego świtu.
— Następnego świtu? — parsknęła Cis. — Więc mam odczekać kolejną głupią noc, nie mogąc zasnąć?
— Wydaje mi się, że nie jestem kotem Klanu Gwiazdy i nie mam wpływu na działanie ziół. — skwitowała asystentka ze spokojem w głosie.
— A umiesz mi normalnie odpowiedzieć? 
— Co uważasz za normalną odpowiedź? — złotooka medyczka spojrzała się w oczy wojowniczce przeżywającej podane gorzkie zioła.
Ta tylko prychnęła w odpowiedzi.
— Medycy.
Gdy Ziemniaczana Bulwa i Cisowy Gąszcz wyszli, słońce pięło się w górę. Dopiero o szczytowaniu doczekali się kolejnych gości.
Do legowiska weszła Obłoczna Myśl i Głazowa Łapa. Siostry wymieniły ze sobą parę zdań, nim zaczęły się kłócić. Wiśniowa Iskra cudem zdołała wyleczyć zwichnięcie ogona jednej z nich, gdy Jeżowa Ścieżka zajmował się drugą. W międzyczasie Obłoczna Myśl i Głazowa Łapa zdążyły skomentować ich zioła i określić je jako obrzydliwie gorzkie. Niedługo po nich w ich progach zawitała Marchewkowy Grzbiet, skarżąc się na ból gardła i głowy. Zaczęła wypytywać się o Jałowy Pył, po czasie stając się coraz bardziej impulsywna i agresywna. Szylkretowa miała jej dość już po paru uderzeniach serca, więc to Jeżyk musiał się nią zająć. 
Wiśniowa Iskra przygotowywała ogórecznik i jaskółcze ziele, gdy do środka znowu weszła do kolejna grupka chorych Burzaków. Indyczy Jazgot z wybitym barkiem, który wchodząc do środka jęczał z bólu. Asystentka podała mu mak jako środek znieczulający.
— Wygląda dość poważnie. Gdzie sobie sprawiłeś taka chorobę?
— Wpadłem do którejś z króliczych dziur, wyobrażasz sobie? — parsknął Indyk. — naprawisz to?
— Tak, ale będziesz potrzebować więcej czasu. Uważaj, gdzie idziesz i nie przemęczaj się. Najlepiej odpocznij od polowania na parę świtów.
— Och, jak mi przykro! — miauknął kremowy ironicznie, ziewając przeciągle.
— Jak tylko będziesz czuł się lepiej, wrócisz do polowań. — zauważyła asystentka, patrząc na niego stanowczym wzrokiem. 
— Tak, tak. Rozumiem, dzięki. — mruknął kocur z uśmiechem.
Kremowy opuścił legowisko, teraz już bardziej wyprostowany i pewny. 
— Ciekawe, ile ich jeszcze przyjdzie — stwierdził Jeżowa Ścieżka, gdy przyniósł im królika ze sterty.
— Pewnie mnóstwo. — odparła asystentka. — Pora opadających liści jest niemal zawsze nieznośna. Jeśli chcą przeżyć w śnieżycy, muszą się wyleczyć.
Podzielili się zwierzyną i zaczęli jeść. Podczas tego krótkiego odpoczynku dołączyła do nich Plusk, która wcześniej z tyłu legowiska sortowała zioła.
Plusk była niedoszłą uzdrowicielką Owocowego Lasu; szkoliła się u nich, ponieważ poprzedni kot zajmujący się tym stanowiskiem umarł, nim zdążył ją odpowiednio wyszkolić. Wiśniowa Iskra szczerze mówiąc miała gdzieś, skąd plaskopyska pochodziła, nie obchodziła też ją zbyt bardzo historia jej klanu. Po prostu tu była i to był priorytet.
— Plusk, co robimy, gdy w legowisku nagle skończy się kocimiętka, a kot poważnie choruje na zielony kaszel?
— Używamy wtedy... Jastrzębca?
— Dobrze. A na złagodzenie bólu gardła i kaszlu?
— Miód. Miód! Pszczeli miód jest na to dobry. — stwierdziła ruda.
Asystentka kiwnęła głową.
— Dobrze ci idzie. 
— Z taką nauczycielką jak ty, Wisienko, nie może pójść jej źle. — rzucił były mentor, nim polizał asystentkę między uszami z troską. 
Wiśniowa Iskra zamruczała, gdy dzielili się językami. Mentor świetnie zastąpił jej rolę ojca. 
— To też twoja zasługa. — miauknęła szylkretowa.
Odpoczynek od obowiązków szybko jednak dobiegł końca, gdy do środka weszła niepewnie Kwiecista Łapa. Tuż za nią Jelenie Kopytko i Dziki Gon, choć ten drugi prychnął pod nosem niechętnie, jakby tylko przymusem udał się do legowiska.
— Potrzebuję pomocy ze skręconą łapa — miauknęła Kwiatek, spoglądając na Burzaków.
— Ja złapałem kleszcza. — wtrącił Jelonek.
—  Za cholerny Klan Gwiazdy nie wiem, co mi jest, ale mam ranę  na łapie i ogonie. — wymamrotał od niechcenia Dziki Gon.
Wiśniowa Iskra kiwnęła głową. Postanowiła zająć się Jelenim Kopytkiem, ponieważ z tej trójki wydawał się mieć największy problem. Chwyciła po mysią żółć. Specyficzny, gorzki smak rozpłynął się na jej języku, gdy kotka przesuwała żółcią po wskazanym przez pacjenta miejscu, by odczepić kleszcza. Robactwo przez długi czas trzymało się w niezbyt gęstym futrze, nim odpadło. 
— Jest napęczniały. Musiał już dużo się pożywić. — stwierdziła, a futro wojownika stanęło dęba.
— C-czy to groźne?
— Nie. Pozbyłam się go. — odparła medyczka, wpatrując się spokojnym, chłodnym wzrokiem w kocura. — unikaj zapuszczania się w gęste krzaki. Tam jest ich najwięcej. I jak tylko czujesz, że coś cię gryzie, udaj się do nas i nie zwlekaj, bo później może być gorzej. Jak się czujesz? Potrzebujesz maku?
— Chyba dam radę bez ziół. — miauknął ojciec Jałowego Pyłu, nim opuścił legowisko.
— Czy możesz to robić delikatniej?! — warknął Dziki Gon, gdy Jeżowa Ścieżka usiłując opatrzyć jego ranę, spotkał się z sykiem bólu. 
— Bądź spokojny, Dziki Gonie — miauknęła Wiśniowa Iskra, gdy jej uszy instynktownie położyły się na głośny dźwięk wydobywający się z pyska rudego. — inaczej nie opatrzymy twoich ran. 
Wojownik parsknął.
— Już wolałbym usiąść na kolcach jeża, niż czekać tutaj i znosić ten ból.
— W takim razie możesz wyjść. Nikt nie nakazuje ci leczenia się u nas, a przyszedłeś tu z własnej woli, prawda?
Wojownik zamilkł na chwilę, a jego ogon bił ze złością.
— To dajcie mi chociaż jakieś zioło na znieczulenie.
Asystentka medyka podała Jeżowej Ścieżce liść z ziarnami maku. Mentor zaś podał je pacjentowi, który natychmiast je połknął.
Tymczasem Wiśniowa Iskra zaczęła zajmować się Kwiecistą Łapa. Uczennica skarżyła się na skręconą łapę.
— Pewnie nie uważałaś, gdzie biegasz. Prawda? — spytała szylkretowa. — terytorium Klanu Burzy jest zapchane króliczymi norami i tunelami. Chwila nieuwagi może sprawić, że kot się poślizgnie. Teraz deszcz niemal nie pada, więc nie było ślisko, ale nawet w takiej porze musisz uważać.
— Rozumiem, Wiśniowa Iskro. 
Gdy uczennica po otrzymaniu pomocy wyszła, kierując się od razu do swojego mentora - Jałowego Pyłu, asystentka skinęła głową do swojej tymczasowej podopiecznej.
— Jak podszkolisz się trochę w ziołach, to pomożesz mi przy opatrywaniu ran. To bardzo dokładna czynność i warto się jej nauczyć.
— Wisienka ma rację, Plusk. — miauknął medyk, gdy nachylał się nad legowiskiem z mchu. — Każdy medyk powinien to znać.

Legowisko odwiedziła Burzowa Noc i Fretkowy Bieg. Niebieska rozciągnęła się przed wejściem, mierzwiąc futro.
— Ale zimno jest na dworze! — wypaliła. —Dajcie mi coś na zwichnięcie łapy. Ścigałam głupiego królika, a mysi móżdżek postanowił wpaść do ciasnej nory. Poślizgnęłam się i sami widzicie tą łapę! Wygląda okropnie.
Plusk widząc narzekanie wojowniczki cofnęła się.
— Kto to?
— To Burzowa Noc. Bywa gwałtowna i impulsywna, ale niedawno jeszcze siedziała w żłobku z kociętami. Jest zmęczona.
— Fretkowy Biegu, a co ciebie do nas sprowadza?
— Od jakiegoś czasu nie mogę spać. Poruszanie sprawia mi ogromny wysiłek. Jestem stałe wyczerpana i zmęczona. — wyjaśniła kotka, rozglądając się po legowisku.
Jeżowa Ścieżka natychmiast zaczął szukać ziół w składziku, by wyleczyć dolegliwość kotki. Za to Wiśniowa Iskra wyleczyła Burzową Noc, powtarzając znane formułki o nieprzemęczaniu się. 

Księżyc już powoli pojawiał się na niebie, podobnie jak pierwsze gwiazdy Srebrnej Skóry. W progu pojawiła się ostatnia pacjentka tego dnia - Blady Zmierzch. Jeżowa Ścieżka już przysypiał, a Plusk wyszła już z legowiska medyków, szykując się do podróży w swoje rodzime strony, by wrócić kolejnego świtu.
— Witaj, Wiśniowa Iskro — miauknęła kremowa, uśmiechając się nieśmiało. — Widziałam, że mnóstwo kotów dzisiaj do was szło. Rozmawiałam z Jelenim Kopytkiem. Skarżył się na kleszcza.
— Cóż, klan trzeba stale leczyć. Inaczej wszyscy zginą na porę nagich drzew, a klan musi przecież jakoś funkcjonować. Naszym obowiązkiem jest leczyć każdego. Ty też jesteś chora?
— Na to wygląda. Też miałam kleszcza i... Chyba jest gorzej.
— Infekcja? — spytała Wiśniowa Iskra, gdy szukała wzrokiem zioła, którym mogłaby pomóc wojowniczce. Ta kiwnęła głową.
Szylkretowa przyłożyła wilgotne rozłożyste zioło do miejsca, w którym tkwił niegdyś kleszcz niewyciągnięty odpowiednio szybko.
— Zawsze chciałam być medyczką. To musi być piękne. — stwierdziła Zmierzch, przemykając oczami po legowisku.
— I takie jest. Ale bardzo ciężkie. — odparła asystentka i spojrzała się na towarzyszkę poważnym wzrokiem. — to niesamowite być łącznikiem między przodkami, a żywymi kotami. Traktuję swoją pozycję z szacunkiem. I nie bez powodu. Nie wyobrażam sobie być wojownikiem. Myślę, że Klan Gwiazdy przygotował mi drogę medyczki... Mimo, że Piaskowa Gwiazda złamała kodeks, mianując mnie przed sześcioma księżycami.
Kremowa wstrzymała oddech.
— Naprawdę?
— Pewnie bała się, że Jeżowa Ścieżka opuści ten świat, nim zdąży wyszkolić ucznia. Wtedy nasz klan pozostałby bez medyka. To by była zguba dla wszystkich. Zostałam medyczką tylko dla klanu. Ale teraz czuję, że to była właściwa decyzja.
Wojowniczka kiwnęła głową.
— Robi się ciemno. Powinnam iść. Mam nadzieję, że twoje zioło zadziała.
Asystentka kiwnęła głową.

Wydawałoby się, że po takim czasie więcej kotów nie powinno przychodzić do legowiska, ale najwidoczniej się myliła. Od razu rozpoznała głos kuzyna, gdy ten splunął z irytacją, wchodząc do środka.
— Pieprzony Jałowy Pył — wymamrotał ze złością, trzepiąc ogonem po ziemi. 
— Co cię tu sprowadza? — miauknęła twardo Wiśniowa Iskra.
Nie miała w planach zobaczyć się dziś z Żarem. 

<Żar?>

Wyleczeni: Ziemniaczana Bulwa, Cisowy Gąszcz, Głazowa Łapa, Obłoczna Myśl, Marchewkowy Grzbiet, Indyczy Jazgot, Dziki Gon, Jelenie Kopytko, Kwiecista Łapa, Blady Zmierzch, Zajęcza Gwiazda, Bycza Szarża, Burzowa Noc, Fretkowy Bieg

27 grudnia 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Wiśniowej Łapy

 Co takiego? Miał zanieść zwierzynę do legowiska medyka, po tym jak jego kuzynka zdradziła go i nie zechciała podzielić się wiedzą o truciznach? Już chciał pyskować do tej czarnej furiatki, pokazać, że ma gdzieś jej rozkazy, że jest tylko nędznym pyłem, nie zasługującym na pozycję jaką zdobyła. Nie zdobył się jednak na to, bo zastępczyni odeszła, jakby przebywanie z nim w jednym miejscu było ujmą na jej honorze. I nawzajem! Splunął za nią tylko, zbierając się na łapy. 
Nie miał ochoty widzieć się z Wiśniową Łapą. Sam fakt, że grzała tyle księżyców stołek ucznia, jasno mu mówił, że kotka nie jest dobra w tym co robi. Inaczej dawno już by była mianowana. Podszedł do stosu ze zwierzyną, biorąc w pysk jakiegoś mizernego królika. Jak zacznie narzekać, to następnym razem nic nie dostanie! 
Marudząc w myślach na wszystko i wszystkich, ruszył ku legowisku medyka, rzucając niedbale zwierzynę pod łapy kuzynki. 
- Tylko się nie ekscytuj, robię to tylko z obowiązku - warknął naburmuszony, narzekając pod nosem na nierudych.
Wiśniowa Łapa rzuciła mu najbardziej obojętne spojrzenie, jakie była w stanie mu rzucić i zmierzyła jedzenie wzrokiem. 
Skoro już tu był, to mógł się rozejrzeć. Nie zmieniło się zbyt wiele. A w zasadzie nic. Nadal tak samo dziwnie, tak samo nijako i śmierdząco. 
- Co? Nie smakuje? Wybacz, ale teraz jadasz ścierwo jak wszyscy, przez tego zawszonego Zajęczego Bobka. 
- Nie nudzi ci się mówienie w kółko tego samego? - zapytała. 
- Nie. Bo co? Już masz dość? - prychnął, nie dając dojść szylkretce do głosu. Jak już się rozkręcił w mówieniu, to mało kto był zdolny go zatrzymać. - Mówiłaś zresztą, że będziesz lepsza jako medyczka, a widzę, że nadal jesteś uczennicą. Co? Nie idzie ci? A może Jeżowa Ścieżka tak fatalnie uczy? Nie żałujesz? Widać, że się tutaj marnujesz. Za kilka księżyców nadal będziesz uczennicą, tylko z siwizną na pysku, śmierdzącą tymi ziołami. - Wykrzywił się z obrzydzenia, ponieważ właśnie teraz był otoczony zewsząd tym starszym smrodkiem. Czy to normalne, że Jeżowa Ścieżka, który pewnie już niedowidział, nadal piastował tutaj rolę? Czy nie powinni go odesłać do starszych? Ach! Gdyby Piaskowa Gwiazda nadal żyła, na pewno by to zrobiła!

<Wiśniowa Łapo?>

01 grudnia 2021

Od Wiśniowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

- Wiśniowa Łapo, mogę na chwilę? - Miauknął Rozżarzony Płomień i odsunęli się w bardziej przestrzenne miejsce. Wiśniowa Łapa nie ukrywała swojego poirytowania . - Słuchaj... wiem, że nie lubisz mnie i srasz tęczą, ale czy mogłabyś... opowiedzieć coś... o ziołach? 
Szylkretka niemal otworzyła pysk z zaskoczenia. On? Zioła?
Przecież on nawet nie lubi fachu medyków. Kotka znała popędy swojego kuzyna, i to, do czego mógł być czasem zdolny. Nigdy by nie zapomniała, jak musiała wcisnąć Słonecznikowej Łodydze ogórecznik do ust, bo rudy okazał się na tyle zdesperowany, by zmusić go do zjedzenia trucizny. 
- Tak, jasne. A gdzie jest haczyk? - Odpowiedziała chłodno. 
- Nie ma haczyka.
- Dobrze, to opowiem ci o ziołach. - Mruknęła. - Chociaż zastanawia mnie, dlaczego pytasz o to mnie, zamiast Jeżowej Ścieżki. 
Westchnęła i wzięła wdech.
Zaczęła mówić o ziołach uleczających. Celowo omijała temat trucizn. Chciała zobaczyć, czy Żar zacznie się nudzić. Nie wierzyła, że kuzyn ot tak zacznie się interesować ziołami. Nie chciała mówić mu o ziołach mogących zaszkodzić kotu, bo nie ufała mu na tyle, by to zrobić. 
- A cis... - Zaczęła powoli.
Syn Pszczelego Pyłku niemal od razu się ożywił. Tortie przewróciła oczami, spoglądając na niego nieco pobłażliwie.
- Naprawdę? 
- Dokończ, co chciałaś powiedzieć o cisie! - Warknął wojownik.
- Nic nie chciałam powiedzieć, mysi móżdżku - Odpowiedziała Wiśniowa Łapa. - Naprawdę myślałeś, że bym ci powiedziała o czymś, co mógłbyś źle wykorzystać? Nie ufam ci.
Odwróciła się, nie czekając na jego odpowiedź. Nie chciała słuchać jego oburzenia. 

**
Leżała w legowisku, patrząc, jak Jeżowa Ścieżka segreguje zioła. Przywiązała się do mentora. Nie lubiła widzieć, jak dalej pracuje mimo wieku. Zasługiwał już na odpoczynek.
Podniosła się, by mu pomóc. Zdążyła poukładać tylko trochę nowych roślin, zanim do legowiska wparował jej kuzyn, rzucając niedbale zwierzynę pod jej łapy.
- Tylko się nie ekscytuj, robię to tylko z obowiązku - Warknął naburmuszony, narzekając pod nosem na nierudych.
Wiśniowa Łapa rzuciła mu najbardziej obojętne spojrzenie, jakie była w stanie mu rzucić.
On już się chyba nigdy nie przyzwyczai do sprawiedliwości.

<Żar?>

01 listopada 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Wiśniowej Łapy

 - Dowartościowałeś się już, oglądając, jak wpycham kotom zioła do pyska? - zapytała oschle.
Wzruszył ramionami. No... liczył na to, że się pomyli i da nieodpowiednie zioło, które skończyłoby się przedwczesną śmiercią jakiejś jednostki. A tu... no... nie powie, że go zawiodła. Tak samo jak z tymi roślinami, które miały zabić Słonecznikową Łodygę. 
- Poszło ci dobrze. Wszyscy żyją, więc... gratulację - miauknął, a widząc zdziwienie na jej pysku, tylko wstał i odszedł. Może jeszcze nadarzy się okazja, aby kuzynka potknęła o coś łapę.

***

Nie mógł uwierzyć, że Zając, ten biały wypierdek sowy, zdobył władzę. Cholerny uzurpator. Miał ochotę napluć mu na pysk, gdy tylko jego wzrok się na niego natykał. Ledwo co powstrzymywał swoje odruchy. Chciał jego śmierci. Och, tak bardzo chciał! Ale nie miał sojuszników. Rudzi poddali się, a synowie Piaskowej Gwiazdy zostali wygnani. Został sam. 
Słysząc jakiś rumor w legowisku medyków, ruszył tam ze skwaszoną miną. Może Wiśniowa Łapa w końcu załatwiła jakiegoś nierudego, bo ją wkurzył? Na co on liczył! Kotki są takie beznadziejne i tępe. Wszystkie z jego rodziny... Normalnie nic tylko iść i się pociąć wodą. 
- Halo? Co tu się dzieję? - Wszedł i od razu zauważył starszego medyka, który się o coś potknął i jego uczennicę, która pomogła mu wstać. 
Prychnął na to. Taki wiekowy to już powinien grzać leże starszych, a nie nadal tu pasożytować. Pewnie już niedowidział... 
- Wiśniowa Łapo, mogę na chwilę? - Odsunął się nieco od nierudego medyka i zgarnął kuzynkę na bok, ku jej niezadowoleniu. - Słuchaj... wiem, że nie lubisz mnie i srasz tęczą, ale czy mogłabyś... opowiedzieć coś... o ziołach? - ledwo to mu przeszło przez gardło! 
No to ją zaskoczył, nie ma co! On sam nie był w stanie zrozumieć, po co w ogóle ją o to pytał. Pewnie był zdesperowany, aby pozbyć się tego drania ze stołka, więc chyli się ku ziołom. W końcu otrucie też było skuteczną śmiercią! Oby tylko Wiśniowa Łapa nie zorientowała się, po co mu ta wiedza.

<Wiśniowa Łapo?>

02 października 2021

Od Wiśniowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

 - Nie sądziłam, że będzie cię to obchodzić. - Mruknęła kotka oschle i skierowała wzrok na wchodzącą Trzcinową Sadzawkę. Kulała na tylną łapę, którą unosiła lekko do góry. Wyleczenie babci nie musiało być trudne. Wiśniowa Łapa z chęcią podjęłaby się takiego wyzwania. 
Tortie nakazała Trzcinowej Sadzawce usiąść z boku, w czasie gdy ona poczęła szukać powoju w zapasie ziół. Jeżowa Ścieżka często go używał, by unieruchomić złamane łapy. Wiśnia nie musiała się nawet przyglądać Trzcinie, aby dojrzeć, że coś jest nie tak z jej tylną kończyną. Oczywiście zraniona kotka nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła narzekać. Wiśniowej Łapie starczał jednak fakt, że żaden kot nie sprzeczał się z medykiem. Przynajmniej, jeśli chciał żyć w spokoju, bez chorób.
Kotka złapała powój w zęby i przymocowała go do tylnej łapy szylkretki. Musiała wysilić całą swoją pamięć, żeby przypomnieć sobie, co powinna zrobić dalej. Spojrzała kątem oka na Rozżarzonego Płomienia. Był skupiony. Tortie przewróciła oczami i wróciła do pracy. Przejeżdżała wzrokiem po zebranych ziołach, a łapy zaczęły ją świerzbić. Zupełnie zapomniała, czego powinna użyć do zrobienia okładu.
- Co, kuzynko? - Miauknął z prowokacją Rozżarzony Płomień. - Nie wiesz, co zrobić?
Wiśniowa Łapa odetchnęła, próbując uspokoić nerwy. Gniew nie był taktowny.
- Nie, Rozżarzony Płomieniu. - Odpowiedziała spokojnie. - Myślę. Tak, jak każdy medyk.
- To myśl szybciej - Warknęła pod nosem Trzcinowa Sadzawka. - Siedzenie z tym czymś w łapie jest niewygodne.
Tortie zignorowała Trzcinę i wyszukała w ziołach znajome liście krzewu ozdobione złotymi kwiatami. Żarnowiec. Chwyciła go i wysunęła wyżej brodę, ukradkowo spoglądając na kuzyna. Niech wie, że sobie radzi. 
W tym samym momencie do legowiska wszedł Gliniane Ucho i Narcyzowy Pył. Rozżarzony Płomień odsunął się z odrazą, ale Wiśniowa Łapa, oplatając łapę swojej babci okładem z żarnowca, nawet nie spojrzała w stronę gości. 
- Wyjdźcie, zaraz się wami zajmę. - Powiedziała przez krzew tak spokojnie, jak tylko mogła. Nigdy nie zajmowała się taką ilością kotów na raz. Nie wiedziała, czemu jej tak zależało, ale chciała pokazać kuzynowi, że jest po stokroć lepszą medyczką, niż on wojownikiem. Jednocześnie trochę żałowała, że nie ma tu jej mentora. Wciąż była tylko uczennicą. Nie wiedziała tak dużo.
Odprowadziła wzrokiem dwa kocury, które z powrotem wyszły z legowiska, kiwając uprzejmie głowami na słowa uczennicy medyka. Jedynie Narcyzowy Pył wychodząc wydał z siebie pomruk niezadowolenia.
Kotka odeszła od Trzcinowej Sadzawki i chwyciła w zęby małe kulki Przytulii Czepnej. Kleiły jej się w pysku, co było naprawdę obrzydliwe, ale musiała przywyknąć. Jeżowa Ścieżka radził sobie z tym przez wiele sezonów i pewnie nie raz miał w pysku ohydne medykamenty, takie jak przytulia czy mysia żółć. Przyczepiła kolczaste kuleczki do świeżo nałożonych okładów na łapie Trzciny, tak, by opatrunek był trwały. 
- Już, to wszystko. - Oświadczyła uczennica medyka. - Za jakiś czas będzie można zdjąć okład. Nie przemęczaj się. 
Gdy Trzcinowa Sadzawka, klnąc pod nosem, wyszła z legowiska, Wiśniowa Łapa skierowała wzrok na kuzyna.
- Co, zadowolony? - Powiedziała w jego stronę. - Odnalazłeś dzięki temu sens życia, czy coś?
Rudy prychnął.
- Wciąż masz jeszcze dwóch nierudych głupków do wyleczenia.
- Nie nazywaj ich tak - Wiśniowej Łapie zjeżyła się sierść, choć szybko ją wylizała. Pamiętaj. Denerwowanie się nie jest taktowne. Uspokoiła ton głosu i popatrzyła się kocurowi prosto w oczy. - Nigdy nie będę popierać dyskryminacji. To głupie. I nie ma sensu. 
Miauknęła głośno, dając znak, by następny kot wszedł do legowiska. Gliniane Ucho wszedł do środka, ledwo potykając się o własne łapy. Źrenice uciekały mu we wszystkie strony i na pierwszy widok można było się domyślić, że był przegrzany.
- Widzisz go? - Szepnął jej do ucha Rozżarzony Płomień. - Myślałem, że kotki są głupie, ale nie aż tak, żeby bronić tego typu kretynów!
Wiśniowa Łapa zgromiła go spojrzeniem i ruszyła zająć się pacjentem. Spojrzała Glinianemu Uchu w oczy. 
- Gorączka. - Miauknął kocur, a kotka kiwnęła głową.
- Nic wielkiego. Dam ci zioła i szybko przejdzie. - Zapewniła i chwyciła wrotycz, dobry na obniżenie gorączki. Podsunęła zioło do łap kocura ogarniętego przez spazmy dreszczy spowodowane gorączką. Niebieski posłusznie je zjadł, krzywiąc się lekko, ale (och, dzięki na Klan Gwiazdy) bez żadnego narzekania. Gdy wyszedł z legowiska, przyszła pora na Narcyzowy Pył. Podała mu parę ziół na zwichnięcia, a gdy i on odszedł, spojrzała na kuzyna i podeszła do niego. Jeżowa Ścieżka powinien niedługo wrócić. W tym czasie uczennica medyka była gotowa usłyszeć jakiekolwiek słowa od rudego.
- Dowartościowałeś się już, oglądając, jak wpycham kotom zioła do pyska? - Zapytała oschle.

wyleczeni: Trzcinowa Sadzawka, Gliniane Ucho, Narcyzowy Pył
<Rozżarzony Płomień?>

21 września 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Wiśniowej Łapy

 Czekał na jego śmierć w konwulsjach. Był winny. Musiał. No bo jak? Ostatni widział jego matkę! Za nic nie uwierzy, że taki "zakochany" zostawiłby ją samą, a sam odszedł. Zwłaszcza, że miał wyznać jej miłość. Wkopał się przez swoją głupotę, toteż nie zamierzał mu odpuszczać.
Czekał i czekał. Coraz więcej mijało uderzeń serca, ale kocur nadal żył, co go zaczęło irytować. Czyżby naprawdę był niewinny? Nie! Nawet jeśli był niewinny, to powinien też umrzeć. Nie był głupi! Nikt nie mógł przeciwstawić się truciźnie! 
- Zaraz padnie! - syknął próbując zmusić tym sposobem Słonecznikową Łodygę, aby odszedł z tego świata.
- Wątpię - odparła kotka chłodno. - To ja się znam na ziołach, nie ty. I wiem, że już dawno by umarł. Widocznie się myliłeś.
Zadrgała mu powieka. Spojrzał na swoją kuzynkę. No tak. Ona znała się na ziołach, on nie. Jednak wiedział, że trucizna zabija! Zabija! Czemu więc tutaj nie zadziałała? Co takiego się stało? Czyżby Wiśniowa Łapa zdradziła i do niej dodała antidotum? Nie... niemożliwe. Tak się chyba nawet nie dało! Ale się nie znał, to fakt, więc mógł tylko gdybyać. Od tego myślenia zaczął mu parować mózg. Starał się znaleźć racjonalne wytłumaczenie, dlaczego obiekt jego nienawiści stał i z każdą chwilą, na jego pysku malowała się ulga. 
- To niemożliwe! - warknął i wbił wzrok w kuzynkę. - Mów prawdę! Nie dałaś mu trucizny? Podmieniłaś zioła? Tam była antidotum tak? Wiesz ty co! - prychnął, kręcąc głową. - Dlatego kotki są bezużyteczne! Nawet nie potrafią porządnie kogoś zabić! Zawiodłem się na tobie - to powiedziawszy odszedł, zostawiając tą dwójkę samą sobie. 

***

Opowiedział o wszystkim Piaskowej Gwieździe. Tylko ona rozumiała jego obawy i motywację. Sama w końcu go ulepiła. Była dla niego niczym druga matka. Teraz jedyna, bo prawdziwa została utopiona. Futro na karku zjeżyło mu się, gdy wylewał jej swoje żale. Liderka go pocieszyła mówiąc, że będą mieć oko na Słonecznikową Łodygę, gdyby rzeczywiście jego podejrzenia się sprawdziły. 
Nie na taką odpowiedź liczył, ale co mógł zrobić? Nie on władał klanem. Oby tylko liderka wzięła jego słowa na poważnie, bo mógłby przyjść dzień, w którym zdrajca odbierze jej życie. Wtedy... wtedy by go zabił. Własnymi łapami...

***

Pora Nowych Liści była bardzo deszczowa. Krzywił nos, gdy po ziemi chodziły jakieś żuki, mrówki i inne robale. To była okropna pora. Już wolał Porę Zielonych Liści, gdzie wszystkich suszy, niż przebywać w takim "towarzystwie". A skoro o tym mowa... Udał się do swojej kuzynki. Musiała mieć masę roboty. Była w końcu przyszłą medyczką. Chcąc zobaczyć, czy sobie radzi na tym stanowisku, wszedł do legowiska medyków, co spowodowało, że od razu został dostrzeżony. 
- Gdzie Jeżowa Ścieżka? - zapytał ją, nie widząc w pobliżu jej mentora. 
- Wyszedł po coś, a co? Chory jesteś?
- Nie? Widzisz bym był? Chciałem upewnić się, jak sobie radzisz... - Nie dokończył, bo już w wejściu stanęła Trzcinowa Sadzawka, która nakazała Wiśniowej Łapie, aby jej pomogła. Uśmiechnął się zadowolony. No... mógł teraz popatrzeć jak ta radzi sobie... sama.

<Wiśniowa Łapo?>

12 września 2021

Od Wiśniowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

 Kotka słysząc te absurdalne słowa, pokręciła stanowczo głową. Niby po kuzynie spodziewała się wszystkiego, ale żeby posunął się aż do morderstwa? Och, Klanie Gwiazdy. Dla niego już chyba nie ma ratunku.
- Nie ma mowy. - Odpowiedziała szorstko. - Co, jeśli umrze?
Rozżarzony Płomień prychnął.
- Nikt nie będzie opłakiwał mordercy. - Splunął z pogardą. - A ty co, nawet zdrajców bronisz?
- Nie mamy żadnego dowodu, że to on zamordował Pszczeli Pyłek - Wiśniowa Łapa podniosła brodę, gotowa dyskutować z kuzynem do następnego świtu. - Nie będę przecież ryzykować, że umrze niewinny kot. 
- Jak umrze, to znaczy, że nie jest niewinny! - Rozżarzony Płomień nie ustępował i nie wydawał się, jakby miał zamiar odpuścić.
Wiśniowa Łapa westchnęła, czując, że pewnie nie będzie miała innego wyjścia, niż zrobić to, o co prosi. Oczywiście nie poda Słonecznikowej Łodydze trucizny. Nie zrobiłaby tego, zwłaszcza bez wiedzy liderki. Korzystała z tego, iż jej kuzyn nie ma bladego pojęcia o ziołach, podobnie jak Słonecznikowa Łodyga. 
- Skoro nalegasz. - Przewróciła sztucznie oczami, czując na sobie wzrok obu kotów. - Podam mu truciznę. Zobaczymy, czy twoje podejrzenia są słuszne.
Weszła powoli do legowiska medyka. Podłoże dalej było śliskie, a nie cały lód został usunięty. Pomagała ile mogła, by przywrócić je do świetności, jednak była to kwestia dłuższego czasu. Złapała w zęby liście ogórecznika, które łagodziły gorączki i pomagały królowym wytwarzać większą ilość mleka dla kociąt. Być może nie powinna tego robić. Na porę nagich drzew wypadało oszczędzać zioła. Jednak wiedziała, że w innym wypadku jej kuzyn nie da spokoju nieszczęsnemu Słonecznikowej Łodydze. Musiała to zrobić. 
Wyszła z legowiska i podeszła do dwóch kocurów. Rozżarzony Płomień krzyczał na kremowego.
- Dobrze wiem, że jesteś mordercą! - Warknął, gdy Słonecznik ledwo trzymał się na drżących nogach. 
- Zaraz się przekonamy. - Wiśniowa Łapa weszła między kocurów, rozdzielając ich, aby nie doszło do jatki, i położyła zioła przez łapami kremowego.
- Słyszysz?! - Krzyknął Rozżarzony Płomień do Słonecznikowej Łodygi, przy okazji karmiąc go soczystymi obelgami.
- To jedna z lepszych trucizn, które znalazłam w legowisku. - Skłamała, wpatrując się Żarowi w oczy. - Jeśli kłamie, powinien umrzeć w kilkanaście uderzeń serca. 
Wzrok kuzyna przelewał się triumfem. Był pewien swojej racji. Kotka widziała to na kilometr. Odwróciła się do kremowego i łapą przysunęła zwitkę liści w jego stronę.
- Jedz.
Słonecznik był wręcz sztywny ze strachu. Rozżarzony Płomień stracił cierpliwość i siłą przytkał jego pysk do ziół, tak, że kremowy nie miał wyjścia. Połknął liście i zamknął oczy, jakby czekał na śmierć.
Czekali. Kilkanaście uderzeń serca, potem kilkadziesiąt, kilkaset.
Nic się nie zdarzyło. Jak i wcześniej Słonecznik żył, tak i teraz wciąż oddychał. Rozżarzony Płomień nie ustępował, mimo, że minęło wystarczająco czasu.
- Zaraz padnie! - Syknął.
- Wątpię - Odparła kotka chłodno. - To ja się znam na ziołach, nie ty. I wiem, że już dawno by umarł. Widocznie się myliłeś.

<Rozżarzony Płomień?>

Od Rozżarzonego Płomienia cd Wiśniowej Łapy

 - Nie rozkazuję ci - powiedziała z zimnym spojrzeniem kotka, jak zawsze omal nie tracąc cierpliwości przy kuzynie. - Rób co chcesz. Ja wyrażam swoje zdanie, a tego nie możesz mi zabronić.
Prawda. Nie mógł. Jednak nie potrafił uspokoić szalejących nerwów. Musiał znaleźć winnego i go ukarać! Zamordowanie jego matki przechyliło szalę. Nie spocznie póki nie dowie się, kto za tym stoi. A wtedy... Och wtedy odpłaci się mordercy z nawiązką. Skończyła się zabawa. Nawet jeśli Słonecznikowa Łodyga był niewinny, to on ostatni raz widział Pszczeli Pyłek. Sam pewnie zaproponował, aby udali się nad rzekę. Sami! Aby wyznać jej miłość! Jakby nie mógł tego zrobić przy skale! 
- Dobra! Zrobię to co uważam za słuszne! - po czym oddalił się od kuzynki. 
Ruszył na miejsce zbrodni. 
Tylko... gdzie ono dokładnie się znajdowało? Tak się zagalopował, że zapomniał o to zapytać liderkę. Krocząc tak teraz przy rzece, klnął na swój błąd. Po jakimś jednak czasie obszedł całą okolicę. Nie znalazł jednak nic, co mogłoby go naprowadzić na ślady mordercy. 

***

Słonecznikowa Łodyga stał się jego celem. Łaził za nim krok w krok, a gdy ten truchtał ze strachu, próbując dowiedzieć się o co mu chodzi, ten darł się na niego jak popapraniec. Przemyślał całą sprawę. Skoro to nie on był jego ojcem, bo gdyby był, nie wyznałby matce miłości dopiero teraz, kiedy odchowała już dzieci, to oznaczało, że chciał odebrać ją tacie. Nie miał pojęcia co stało się z jego rodzicem, lecz nawet gdyby umarł, czy żył, ten kocur chciał go zastąpić! Więc skoro tak bardzo kochał Pszczeli Pyłek, musiał przywyknąć do "syna", który starał się "zacisnąć" więzi. Nawet jeśli to oznaczało, chęć uduszenia go przez rudego, póki ten nie da mu jakiegokolwiek tropu. 
- M-mówię, że... nie wiem co się s-stało - wyjąkał już któryś raz, gdy pojawił się tuż przed nim. 
Wrócili do obozu i nierudzi zajmowali się pracami naprawczymi. Było tego sporo, w końcu lód wszystko zniszczył. On oczywiście nie robił nic, aby im pomóc. Miał ważniejsze rzeczy na głowie, niż dach nad głową.
- A skąd wiesz, o co chciałem zapytać? - warknął, szczerząc kły w jego stronę.
- Z-z-zawsze o to pytasz... 
- No to co! Dzisiaj udowodnisz mi, czy ją kochałeś naprawdę! - oświadczył, zaczynając ciągnąć zaskoczonego kocura w stronę Wiśniowej Łapy, która próbowała ogarnąć jamę medyków. 
- E ty! Wiśniowa Łapo! Chodź na chwilę! - zwołał kotkę. 
Ta widząc go, niechętnie podeszła, rzucając spojrzenie na jego kompana.
- Daj tu nam jakąś truciznę 
- C-co? - Słonecznikowa Łodyga otworzył zaskoczony pysk. - J-jak to ma udowodnić... moją miłość...? 
- Normalnie! Jak zjesz i przeżyjesz, to znaczy, że mówisz prawdę! A jak zdechniesz to jesteś perfidnym kłamcą! 
Tak. Jego plan był cudowny. Musiał tylko przekonać do tego tą dwójkę. Wiśniowa Łapa już coś kręciła nosem. Ale on nie zamierzał odpuszczać. Wepchnie mu zioła do pyska, czy tego chciał czy nie.

<Wiśniowa Łapo?>