BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fioletowa Chmura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fioletowa Chmura. Pokaż wszystkie posty

03 listopada 2017

Od Fioletowej Chmury

Prosto z porannego patrolu poszłam do Nocnego Nieba. Raczej już nie mogłam go nazywać ,,syneczkiem”, przecież ma już ponad dwadzieścia księżycy…
Kiedy go znalazłam, podeszłam do niego szybkim krokiem i polizałam po barku. Natychmiastowo odwrócił się do mnie.
-Oh, cześć…
-Chciałbyś pójść ze mną na polowanie?
-Em, jasne, może wezmę ze sobą Agrestową Łapę…- spojrzał się w kierunku ucznia.
-Nie ma problemu, to zawołaj go i chodźmy.
Długowłosy kocur pokiwał głową i podszedł do swojego ucznia. W sumie, to byli bardzo podobni: czarne futro w pręgi i intensywne, zielone oczy.
Nocek wrócił razem ze swoim uczniem u boku. Ustaliliśmy, że pójdziemy w stronę granicy z Klanem Wilka.
Szliśmy i szliśmy.
Jakbyśmy chcieli zacząć rozmowę ale nie mieliśmy na nią pomysłu.
W sumie, tak było.
Kilka razy otwieraliśmy pyski, ale po chwili znowu zamykaliśmy je bez dźwięku. Jak wpadła zdobycz, to ją łapaliśmy, i tyle.
Krótko mówiąc wiało nudą.
Kiedy już mieliśmy wracać, wpadł mi do głowy pomysł.

<Nocek? Hehe, ty wymyślaj>

26 września 2017

Od Fioletowej Chmury do Tygrysiej Łapy

Uczennica podeszła do mnie szybkim krokiem i uśmiechnięta otarła się o mój bok. Ja, chociaż byłam szczęśliwa, udawałam obojętną, jak to ja, i polizałam ją po głowie.
-Jutro, niedługo po wschodzie słońca, rozpoczniemy nasz trening.- powiedziałam, starając się, aby mój głos był jak najciemniejszy. Wolałam, żeby na początku trochę się mnie bała, ale miałam zamiar potem być łagodniejsza i milsza.- Będę czekała przed legowiskiem wojowników. -dokończyłam i odeszłam dalej.

✿ Rano ✿

Pręgowana kotka na wpół obudzona podbiegła do mnie o wyznaczonej porze.
-Będziesz musiała się przyzwyczaić do wcześniejszego wstawania, abyśmy miały więcej czasu na naukę. Ale i tak zdążyłaś, plus dla ciebie. To teraz chodź.
Tygryska pokiwała głową i ruszyła za mną.
-Co będziemy dzisiaj robić?- spytała gdy już wyszliśmy. Zatrzymałam się, żeby szła obok mnie.
-Pokaże ci tereny.- odpowiedziałam spokojnie gdy ta mnie dogoniła.
Kotka uśmiechnęła się delikatnie. Potarłam ją delikatnie szarym ogonem po jej pręgowanym grzbiecie.

<Tygrysia? Nie miałam pomysłu>

09 sierpnia 2017

Do Fioletowej Chmury

-Klan Wilka! Klan Nocy! ATAKUJĄ!- wrzeszczała zdyszana Biała Łapa. Wszyscy wojownicy i uczniowie natychmiast się poderwali. Ja rownież chciałam z nimi pobiec, jednak podleciała do mnie Iskrzące Futro.
-Zostań w obozie. Pilnuj żłobka.
-Ale...
-Jeżeli one zginą, nie będziemy mieli uczniów, a potem wojowników. A poza tym, to jest rodzina Lamparta. Zrób to dla mnie i ich pilnuj.
-No dobra...- zrezygnowana weszłam do żłobka i spytałam się Mysiego Nosa czy wszystko w porządku.
-Tak, ale, Fioletowa Chmuro, co się dzieje?
-Klan Nocy i Wilka atakuje.
Źrenice Mysiego Nosa zwęziły się, i przysunęła bliżej siebie swoje dzieci.
Długo siedziałam przed wejściem do żłobka, starając się uważać na wszystko. Już sam szmer skrzydeł przelatującego obok ptaka mnie alarmował. W tym czasie Pręga też zdążyła dobrać mi się dwa razy do ogona i go podgryzać, ale za każdym razem po chwili Mysi Nos brała ją za kark i odkładała obok siostry. Wkrótce do moich nozdrzy dotarł zapach kotki z Klanu Nocy. Szybko schowałam się za trzcinami, żeby wyglądało, jakby wejście było puste. Szara królowa spojrzała na mnie pytająco, a ja gestem pokazałam jej, że musimy zachować ciszę. Było słychać już jej kroki. Kiedy już miałam na nią skoczyć, coś wcześniej ode mnie się na nią rzuciło.
-Wichrowa Łapo!
Czarna uczennica wczepiła jej się w grzbiet i go gryzła. Jednakże czarna wojowniczka była silniejsza i bardziej doświadczona, więc łatwo zrzuciła ją z pleców i wgryzła się w szyje. Ostatnie co z siebie wydała, to pisk. Potem jej ciało opadło nie żywe na ziemie.
-Nie!- podleciałam do ciała swojej uczennicy. Tak mi jej było żal! Wichrowa Łapa dobrze się uczyła, i miałam z nią dobry kontakt. Chciałam zobaczyć, jak staje się wojownikiem, a potem może i królową, albo liderem. Gdyby nie to, za gdzieś około księżyca pewnie skończyła by trening! Dlaczego byłam taka głupia i jej nie obroniłam?! Do niebieskich oczu naleciały mi łzy.- Ty!- rzuciłam się na nią. Szamotałyśmy się w bitwie, ja drapałam ją po bokach, a ona wgryzała w ucho. Zadawała silniejsze ciosy niż ja, w sumie nawet zwykły terminator moja więcej siły niż ja, ale ja byłam szybsza, więc na większość ataków  odpowiadałam obroną. W końcu, po długiej walce, wbiłam łapę w jej gardło. Długowłosa kotka próbowała się wyrwać, a ja starałam się wbijać łapę głębiej. W końcu, dzięki Klanu Gwiazdy, udało mi się wygrać.
<Mysza? Jej dzieci?>

14 lipca 2017

Od Fioletowej Chmury

Czarna uczennica szła pochylona, łapa za łapą, ogon miała nisko, wąsy i uszy skierowane na przód a pysk delikatnie otworzony. Powoli stawiała każdy krok, skradając się do myszy. Stworzonko było tak chuda, że widać było jej żebra. Ja sama siedziałam z boku, w krzaku uschniętej trawy, obserwując ją uważnie.
-Idealnie Wichrowa Łapo!- podeszłam do uczennicy gdy mysz była już martwa.- Musimy jednak poćwiczyć też z królikami. Choć, znajdziemy jednego, potem, za to, że jesteś taka uważna, dam ci wolne, ale wieczorem idziemy na patrol z Iskrzącym Futrem, Lamparcim Krokiem i Nocną Łapą.
-A Burzowa Łapa?
-Nie, wydaje mi się że nie. No, a teraz chodź, idziemy po królika.
~|~
Po treningu wróciłyśmy do obozu. Zdążyłam jeszcze upolować wychodzonego królika. Rzuciłam go na stertę, i odeszłam. Moja uczennica położyła mysz na samym czubku i podbiegła do swojego brata. Poszłam do legowiska, i wzięłam się za czyszczenie futra.
~Trochę przed wieczorem~
Wzięłam ze stosu chudą ziębę. Była wychudzona, ale miała dużo piór, przez co wygladała na normalnej grubości. Wgryzłam się, próbując oddzielić językiem pióra od mięsa. Chciałam już się najeść, liczyłam, że niedługo przyjdzie Pora Nowych Liści. Tak zmartwiona podniosłam wzrok zza małej zięby, którą zdążyłam już zjeść, gdyż resztę ptaka stanowiły kości. Widok ten sprawił, że otworzyłam szerzej oczy.
Zobaczyłam mojego synka rozmawiającego z nową uczennicą naszego Klanu. Złota Łapa? Tak, Złota Łapa, tak miała na imię, na sto procent. Ah, no tak, była uczennicą Białej Gwiazdy. Nie twierdzę, że jest jakąś złą, niegrzeczną, i problematyczną kotką, i że nie powinna przebywać z moim synkiem. Po prostu czułam, że coś się z tego święci, i to coś większego. Siedziałam tak, że idealnie widziałam zarówno pysk Nocka, jak i grzbiet Złotka.  Widziałam, jak się na nią patrzy, takim rozmarzonym wzrokiem. Ah, znam to uczucie... Życzę braku zawodu miłosnego.
Obserwowałam dwójkę uczniów jeszcze przez chwilę, ale mój przybrany syn mnie zobaczył.
-Mama? Obserwujesz nas?!
Podeszłam do nich szybkim krokiem.
-Nie nie nie, ależ skąd.- Zaprzeczyłam z uśmiechem na twarzy, po czym odwróciłam się do jasnorudej kotki-. Dzień dobry, jestem Fioletowa Chmura, mama Nocka, mam nadzieję, że miło ci się przebywa w Klanie Burzy
-Dz-dzień dobry, Z-Złota Łapa, i dz-dziękuje, b-b-bardzo T-tu fajnie. Ale, N-Nocna Ł-Łapa mówił, ż-że jego m-mama jest spoza k-klanu...
-,,Mama", bo to ja go tu zaprowadziłam. Mam nadzieje, że nie narobiłam ci obciachu, Nocku.

<Złota? Nocek? Jeżeli pierwszy odpisze Nocek, niech opisze też patrol>

04 lipca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Barwinka

Wichrowa Łapa poszła na patrol z Iskrą i Burzą, Nocek trenował z Lampartem... Miałam dzień wolny! Mogłam zrobić co chciałam, ale później nakarmić klan i przestrzegając Kodeksu Wojownika! Dobrze wiedziałam, co zrobię, praktycznie wiedziałam to od bardzo długiego czasu. Ruszyłam w kierunku Drogi Grzmotu, gdzie w kółko przebiegały Potwory Dwunogów. Te wielkie bestie, twarde, ciężkie do pokonania, w brzuchu trzymające Bezwłosych (w sumie co to za określenie ludzie mają włosy xD)  i ich skarby. Na widok jednego z nich cofnęłam się, a dopiero potem poszłam dalej. Mniej-więcej 3 długości lisa od cuchnącego miejsca strachu wielu kotów znalazłam ptaka. Pomyślałam, że będę mogła dać to klanu. Złapałam go i zakopałam, chciałam najpierw coś załatwić. Kolejne 2 długości lisa dalej, byłam coraz bliżej celu. Nagle usłyszałam szczekanie psa, na wszelki wypadek wróciłam się, gdyby był dziki czy coś.
Po prostu załatwię to jutro...- pomyślałam. Tak się stało odrobiłam trening z Wichurką pokazując jej jak się poluje, ale i tak chciałam to dopracować na następnej lekcji. Doszłam znowu w to samo miejsce, to głośnego, czarnego, śmierdzącego szlaku. Już miałam przejść, gdy z zaspy nagle wyłoniła się biała długowłosa kotka. Jej zielone oczy zabłyszczały na mój widok. Chciała do mnie przybiec, ale przez Drogę Grzmotu przebiegł jeden z tych potworów, który nie trzyma Dwunożnych nie bezpośrednio w brzuchu, a na nim. Na początku pomyślałam, że to jakaś wariatka, ale gdy zobaczyłam za nią Drozda, powiedziałam, bezgłośnie ale zaznaczając każdą sylabę ,,Nie przechodź!"i upewniłam się, że żaden nie nadchodzi po czym do nich przeszłam.w
-Fiolet, miło cię w-widzieć..- Jego głosik nadal się trochę łamał, ale już nie tak bardzo. Nie był już taki chudy jak kiedyś, nie mówię, że stał się otyły, wręcz przeciwnie, był umięśniony. Jego białe, puchate futerko wręcz lśniło, pewnie go wykąpali. Jednak jedno się nie zmieniło: Ten wzrok. Jego krystalicznie niebieskie oczy nadal patrzyły tak, łagodnie, spokojnie. Na jego widok poczułam się, jak bym jednocześnie się roztapiała i jednocześnie zrobiło mi się chłodno. Dopiero wtedy przypomniałam o białej kotce.
-Mi ciebie też. Em... Cześć, chyba się nie znamy. Jestem Fioletowa Chmura, wojowniczka Klanu Burzy.
-Oh, ty jesteś jednym z klanowych kotów, tak? To musi być takie ekscytujące, być wojownikiem! Jestem Palmira, jestem przyjaciółką Barwinka.- Na te słowa zapaliło się we mnie ostrzegawcze uczucie. Przyjaciółka. A co, jeżeli niedługo będzie kimś więcej? Może nawet będą mieli kocięta?!
Zacisnęłam jednak zęby i starałam się to ukryć.
-Barwinek? Masz nowe imię? Nie brzmi źle.-powiedziałam dziwnym tonem głosu.
-Coś się stało?- zaniepokoiła się zielonooka.
-Nie... Nic... Mi nie jest. Po prostu chciałam pogadać z Dro... Barwinkiem.
-To ja poczekam, będę wam tylko przeszkadzała...
-Nie, nie, możesz zostać. Dużo się działo odkąd odszedłeś.- zwróciłam się do kocura.- Na przykład Blady Świt urodziła kocięta, teraz już są uczniami.
-Blady Świt? To jakaś nowa wojowniczka?- zdziwił się. Ja zdziwiłam się równie, nawet bardziej. Nie pamiętał imion współklanowiczów?
-Blady Świt, taka biało czarna kotka z zielonymi oczami, uczyła Słoneczną Łapę. Ale pomińmy to, do klanu dołączył nowy kociak, Nocek, jego na pewno nie znasz. Znalazłam go niedaleko obozu, a Kodeks Wojownika zabrania pozostawiania kociąt w potrzebie.
-Co to Kodeks Wojownika?- wtrąciła się Palmira.
-To takie zasady trzeba przestrzegać, inaczej wyganiają cię z klanu. Tak czy siak, uczy go Lamparci Krok.
-Lamparci Krok? Lamparci Krok!- W jego głosie było słychać, że coś mu zaświtało.- Wszystko z nim dobrze?
-Tak, tak myślę że tak. Chyba z nim wszytko dobrze. Jednak oczywiście zdażyło się pare złych rzeczy. Wszyscy mówią że szykuje się wojna.
-Ale Barwinek mówił, że już jest wojna!- Kremowy kocur na słowa kotki posłał mi błagalne spojrzenie. Próbowałam się domyślić o co chodzi.
-Znaczy... Kolejna fala wojny.
-To straszne! czemu jest ich tak dużo?!- wzdrygnęła się kotka.- U nas nigdy nie ma wojen, a jak są, to bardzo, bardzo rzadko! Okropne!
-Tak jest. A jak tam u was?
<Barwink?>

28 czerwca 2017

Od Fioletowej Chmury do Wichrowej Łapy

Uśmiechnięta podreptałam do legowiska uczniów. Chyba pierwszy raz byłam w tak dobrym humorze! Leżeli tam tylko Burzowa Łapa, i czarna kotka, Wichrowa Łapa. Był też oczywiście Gradowa Łapa, tylko że został uczniem Kwiecistego Wiatru, a więc spał w legowisku medyka.
-Wichrowa Łapo, pora na trening!- trąciłam uczennicę nosem. Kotka patrzyła na mnie swoimi żółtymi, na wpół otwartymi oczami.- Rozbudź się do końca, czekam na ciebię przed obozem.
Wyszłam rozglądając się po obozie. Z legowiska wojowników wyszła Iskra. Napięła się i ziewnęła otwierając szeroko pysk pokazując białe zęby.
-Hej, Iskra!- zawołałam kotkę podchodząc do niej. Od razu odwróciła swój rudy, pręgowany pysk w moją stronę.- Co tam?
-Eh, nic. Widzę, że jesteś w wyjątkowo dobrym humorze.- miauknęła na mój widok.
-Przecież trening ze świeżo upieczoną uczennicą to sama przyjemność!- uśmiechnęłam się. Kotka zaśmiała się lecz po chwili stanęła jak wryta. Pobiegła do kąciku ogrodzonym jałowcem. Dało się słyszeć też ,,Burzowa Łapo, wstawaj!". Westchnęłam, poczym usłyszałam tupot łapek. Czarna uczennica podbiegła do mojego boku.
-Szybka jesteś.- uśmiechnęłam się.- No to choć.
Kierowałam się w stronę wyjścia, a Wichrowa Łapa poszła za mną. Kiedy już wyszliśmy, patrzyła na wszystko szeroko otwartymi oczami. Znalazłam miejsce, w którym postanowiłam poduczyć kotkę teori i usiadłam. Wichura popatrzyła na mnie, a ja dałam jej znak, żeby usiadła.
-No dobrze... Wiesz, jakie są rangi w klanach?
-Lider, zastępca, medyk, uczeń medyka, wojownik, uczeń, królowa, kocię.
-I starszy.- dokończyłam.- Miałaś prawo zapomnieć, zwłaszcza, że w naszym klanie nie ma starszych. Nie we wszystkich są starsi. Królowe i kocięta zresztą też nie, ale to często się zmienia. No to teraz coś co powinnaś wiedzieć. Jak nazywa się liderka twojego klanu?
-Biała Gwiazda.- odpowiedziała pewnie.
-A zastępca?
-Lamparci Krok.
-A medyk i jego uczeń?
-Kwiecisty Wiatr i Gradowa Łapa.
-Bardzo dobrze! Wojowników nie będę ci kazała już wymieniać, ale kto jeszcze został w żłobku?
-Mama i Nocek!
-Teraz coś trudniejszego. Wiesz jak nazywa się lider Klanu Klifu?
-Agrestowa Gwiazda?
-Tak. A wiesz jak ma na imię liderka Klanu Wilka?
-Chyba Miodowa Gwiazda.
-A Klanu Nocy Malinowa Gwiazda. Bardzo dobrze ci idzie!
<Wichrowa Łapo?>

27 czerwca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Szkarłatnego Wichru

-Ty Lisi Wrzodzie, zaatakowałeś mojego syna!- wrzasnęłam i ponownie walnęłam kocura łapą, tym razem w jego pręgowany pysk, a dokładniej w czoło. Kocur syknął ukazując białe zęby, jakby chciał mnie nastraszyć.
-Nie atakowałem go, Borsuczy Bobku!- krzyknął. Najeżyłam się tak, że miałam sierść niczym Rozmyty Pył. Ugryzłam go w ucho, chociaż znając moje kły zapewne poczuł jedynie ukłucie. Szarpnął się, a ja szybko je puściłam. Kocur udrapnął mnie w pysk, a po moich krótkich wąsikach spłynęła krew. Fuknęłam uchylając się przed następnym atakiem. Najbliżej była jego łapa więc próbowałam także ją ugryźć, co poskutkowało. Nagle między nas wszedł Nocek.
-Błagam was, przestańcie!- krzyknął. Odetchnęłam i cofnęłam się o krok.
-Masz rację, chodźmy.- Delikatnie chwyciłam Nocka za kark, chcąc zanieść go do obozu.
-Na przyszłość radzę pilnować dzieciaka!- powiedział na koniec, a ja podniosłam wysoko ogon.
~|~
Położyłam czarnego kociaka na miejscu ułożonym mchem. Zlizałam z jego szyi to, co wyciekło z mojej rany.
-Nocku, nie możesz wychodzić sam z obozu...
-A wojownicy mogą?- Kociak usiadł podwijając pod siebie łapki.
-Wojownicy przeszli szkolenie, umieją walczyć w razie niebezpieczeństwa, a ty jesteś kociakiem. Jeszcze zdążysz się tego nauczyć.
-Ty mnie nauczysz?
-Nie mogę, jako ucznia mam już Wichrową Łapę... A poza tym, matki nie uczą dzieci, chyba że klan jest bardzo mały.
-Ale ty nie jesteś moją mamą!
-Tak jakby jestem... Posłuchaj Nocku, przyniosłam cię tutaj byś mógł być wielkim wojownikiem, i na pewno nim będziesz. Byłeś bardzo odważny, kiedy skoczyłeś mu na pysk.
-Dziękuje... Ale co z moimi rodzicami? Tymi prawdziwymi?
-Nie wiem. Nie wiem czy w ogóle żyją. Ale czuć było jakiegoś kocura, najprawdopodobniej był to twój ojciec.
-Czyli żyje!- ucieszył się.
-Niewiadomo, czy coś już go nie zabiło. A co do moich rodziców... Nie urodziłam się w klanie, jestem pieszczoszką i to na dodatek hodowlaną, ale uciekłam do lasu. Mamę zabił samotnik, tata nas zostawił, a najpewniej z rodzeństwa została mi tylko Iskra, ale i tak jest moją siostrą przyrodnią.
-Przykro mi.
-E tam. No, kładź się już spać. Ja muszę iść.
Wstałam i poszłam jeszcze do legowiska uczniów, by przekazać uczennicy, że trening rozpoczynamy o szczytowaniu słońca. Miałam jeszcze coś do załatwienia.
~|~
Był zimny poranek, zbliżałam się do granicy z Klanem Nocy. Chciałam porozmawiać z tamtym kocurem, na szczęście znalazłam go tam. Na mój widok od razu syknął.
-Chciałam cię przeprosić. Nie chciałam, by coś się stało małemu. Gdyby nie chodziło o niego, nie zachowałabym się tak.
<Szkarłat?>

23 czerwca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Nocka

Codziennie, rutynowo chodziłam do swojego przybranego synka, bawiąc się z nim i usypiając, gdy było późno. Ale teraz, Nocek umiał mówić! Może i nie było to jakieś płynne i bezbłędne mówienie, ale z czasem się nauczy. Mogłam z nim porozmawiać, będę mu opowiadała o lesie, o klanach, o Klanie Gwiazdy i Miejscu Gdzie Brak Gwiazd... A to wszystko miało się zacząć za chwilę.
-Nocku! Nocku! To ja, choć!- zawołałam go, jednak on nadal nie przychodził.-Nocku!
Usłyszałam za sobą ciche kichnięcie i tupot łapek. Do żłobka wbiegł Nocek, cały mokry. Jego sierść przylegała do małego ciałka, bez tej swojej długiej sierści był chudy jak patyczek!.
-Oooo Nocku, gdzie ty byłeś, jest ulewa, jeszcze mi się przeziębisz.
-No bo byłem na dwose i losmafiałem z Lampalcim Klokiem, a tu nagle desc!- powiedział po czym znowu kichnął.
-No już, już.- przysunęłam go ogonem bliżej siebie.- Obyś tylko nie złapał Białego Kaszlu.- powiedziałam wylizując go.
-Mamo?
-Tak?
-Mogem sadaci pytaniem?
-Oczywiście! Pytaj o co chcesz.
<Nocek?>

15 czerwca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Nocka

Zatroskana przytuliłam do siebie Nocka, na wypadek gdyby coś mu się przysniło albo stało. Do żłobka weszła jednak Iskra z komunikatem o patrolu myśliwskim. Z westchnieniem polizałam pręgowanego kociaka, poczym wstałam i wyszłam.
-Fiolet, zachowujesz się jakbyś miała urodzić kocięta! Nie możesz całe dnie przesiadywać w żłobku, są też inne rzeczy...
-Oj tam, nie mam swoich kociąt to chociaż zajmuję się nim. A poza tym, wprowadził do mojego życia jakiś ciekawszy wątek.
-Nie zapominaj, że to nadal kocię samotników. Co, jeżeli będzie ciężarem dla klanu?-spytała. Gwałtownie odwróciłam się do niej by stanąć pysk w pysk.
-Słuchaj no, obiecałam sobie, że wychowam go na bohatera, i dołożę wszelkich starań by tego dokonać.-fuknęłam. Możliwe, że byłam przewrażliwiona na punkcie Nocka, ale miałam wtedy za dużo rzeczy do zrobienia i obmyślenia by o tym pomyśleć.
-Co się dzieje?- podszedł do nas Jałowcowy Krzew. Za nim szła Korowa Brzoza, czyli jedyne z kociąt Ciemnej Mordki które sprawuje w Klanie Burzy i Lamparci Krok, na widok którego Iskrzące Futro zaczęła się zachowywać jak rostopiony lód, i tak przesunęła się do niego w niebo wzięta.
-Idziemy?- uśmiechnęła się brązowa kotka, na co Lamparci Krok tylko kiwnął głową.
-----------------Time Skip------------------
Wleciałam do żłobka niosąc w pysku mysz. Położyłam ją Blademu Świtu pod nogi przysiadając obok niej.
-Kocięta dobrze?- spytałam szybko. Wichura zaciekawiona podeszła do piszczka wąchając go. Próbowała jakoś tego spróbować, ale mama delikatnie ją odsunęła w geście mającym powiedzieć jej, że jeszcze nie na to czas.
-Dobrze ale... kiedyś było ich pięć... a teraz cztery...-westchnęła smutno po czym dodała:- No, nie licząc jego.- wskazała ogonem na Nocka który jakby wyczuwając moment pisnął słodko i powoli podreptał do mnie.- Smutno mi z powodu mojego Deszczyka... Chciałabym ją odzyskać. A co, jeżeli stanie jej się krzywda?- Jej oczy zamgliły się.
-Może jest jeszcze szansa?
<Nocek?>

04 czerwca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Nocka

,,Biorę go na własną odpowiedzialność". Dobrze wiedziałam, że będę musiała się nim zaopiekować, ale nie przerażało mnie to. Chciałam mieć kogoś, kto będzie mnie kochał chociażby miłością jaką okazują sobie przyjaciele,  dla kogo miałabym poświęcić własne życie. Ciągle czułam się samotma, aż znalazłam jego, piszczącego na ziemi. Chciałam się opiekować nim jak matka, jakby Nocek mimo swojego pochodzenia był moim synem. Pewnie będą mieli do mnie pretensje, że przyprowadziłam sanotnika do klanu. Ale szczerze mówiąc, miałam to już gdzieś, i tak w kółko jest coś do wypomnienia w mojej sprawie. W tym nastroju wyszłam jeszcze raz by zrobić to co miałam na celu wcześniej.
-|-
Kolejne, całe czarne pomieszczenie, tylko biały kot siedzący tyłem do mnie. Nie wyglądał jak Biała Gwiazda, bo miała sierść jeszcze dłuższą sierść od Rozmytego Pyłu. Nagle odwróciła się. Miała całe czarne oczy tak, że nie dało się rozróżnić ani białek, ani źrenic. Otworzyła pyszczek i ledwo dosłyszalnie szepnęła: Lisy...!
Nagle głośny szum, biały blask...
Wtedy się obudziłam. Lisy? Co to może znaczyć? Czy to ostrzega przed atakiem lisów na obóz?
Wpatrywałam się zamyślona w grube krople deszczu głośno rozbijające się o zwykle suchą  lecz teraz błotnistą ziemię. Nie wiedziałam co o tym myśleć, po prostu nie wiedziałam. A co, jeżeli to coś złego, co może zapowiadać zagładę nie tylko dla Klanu Burzy, ale też Klifu, Wilka i Nocy?
W końcu wstałam uznając, że i tak kiedyś będę musiała się ruszyć. Naturalnie, ruszyłam do żłobka.
-Hej Blady Świcie, jak się sprawuje Nocek?- spytałam od progu, otrząsając się z kropel deszczu. Kotka spojrzała na mnie wzrokiem typu ,,ty chyba sobie żartujesz..." więc wymamrotałam:- Przepraszam.
Usiadłam po cichu przed kociakami, a Nocek, za pewne czując mój zapach, podreptał do mnie.
< Nocek? Przepraszam, że tak długo...>

27 maja 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Nocka

Uznałam, że nocny spacer dobrze mi zrobi. Zdecydowanie byłam typem nocnego marka. Kiedy byłam tak z dziesięć długości lisa od obozu otworzyłam pysk by wyczuć jakikolwiek zapach. Do moich nozdrzy wleciał zapach, którego nie spotyka się na co dzień, zapach samotników. Zanim jednak zdążyłam przetworzyć tą informację, usłyszałam pisk. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że zaledwie długość kociego ogona ode mnie leży mała, czarna kuleczka.
Cholera! Przecież to kociak!- pomyślałam. Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się czy go wziąć z powodu, iż ewidentnie jest kociakiem samotników, tylko czy nigdzie nie ma jego matki, jednak nikogo oprócz niego nie poczułam. Jak najdelikatniej go chwyciłam i pobiegłam do obozu.
-|-
Położyłam delikatnie kociaka przed legowiskiem wojowników. Ten pisnął, a ja uspokajająco powoli go liznęłam. Szybko wbiegłam do legowiska i podbiegłam do Iskrzącego Futra.
-Zawołaj Białą Gwiazdę.- szepnęłam a ta obudziła się.
-Jest późno...- zdziwiła się.
-Wiem. Ale proszę.
W końcu kotka wstała i ruszyła do nory oświetlonej blaskiem księżyca.
Usadziłam się przed legowiskiem przed i czekałam. W końcu podeszła do mnie biała kotka.
-O co chodzi Fiolet?
-Biała Gwiazdo, przed naszym obozem był kociak, nie mogłam go tam zostawić...
-Kociak?
-Tak.- jakby w odpowiedzi dla liderki kociak pisnął.- Musi się ktoś nim zająć.
Liderka przez chwilę wpatrywała się w pręgowanego kociaka.
-Przeprowadzam go tu na własną odpowiedzialność.- dodałam.
-Dobrze, ale i tak trzeba go jakoś nazwać.
-Może Nocek? Przecież jest noc. A Blady Świt może go karmić.
-Zgoda
-Dziękuję-kiwnęłam głową.- I przepraszam że cię budziłam.
Nocek?

24 maja 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Sztorma

Z zauroczeniem spojrzałam na kociaka który otworzył właśnie swoje ślepka.
-Oooj one naprawdę są urocze.- stwierdziłam siadając na łapach.- Ciekawe kto będzie ich mentorem. Pewnie Iskrzące Futro dostanie jednego bo jeszcze żadnego nie miała, tak samo Korowa Brzoza i Jałowcowy Krzew, więc możesz liczyć na dobrych mentorów.
Gdzieś w sercu zabłysł jednak mały płomień nadziei, że ja rownież kogoś dostanę.
Pod moje szare łapy podreptała mała czarna kuleczka. Patrzyła się chwile na nie po czym podniosła żółte oczka na mnie. Następnie postawiła niepewny krok na nią i pomalutku zaczęła się wspinać, a ja się nie spierałam.
-To właśnie Wichura.- powiedziała Blady Świt. Delikatnie dotknęłam szarym nosem jej boku na co ona pisnęła coś niewyraźnie. Ktoś za nią pisnął. Stał tam mały szaro-pregowno-biały kocur, który rownież podjął wspinaczkę. Wichura była już mniej więcej na grzbiecie a jeden z synów Bladego Świtu gdzieś na barkach doszła jeszcze długowłosa szara kuleczka i Sztorm. W końcu byłam oblężona przez kociaki, mając Wichurę na głowie, depczącego jej po piętach Grada, Burze niedaleko ucha, i Sztormika na swojej wielkiej okrągłej dupie. W końcu jednak Blady Świt zaczęła je zdejmować, jedno po drugim, by otoczyć je z troską ogonem, gdzie pozostała wześniej tylko Deszcz Zazdrościłam jej. Też chciałam mieć takie małe kuleczki u boku. Tylko był malutki problem.
Z kim?
<Blada i jej kociaki?>

20 maja 2017

Od Fioletowej Chmury

Po utracie Droździej Łapy prawie wcale nie spałam. Cały czas o nim myślałam; co, jeżeli Dwunożni mu coś zrobią, co jeżeli skrzywdzą, lub, co gorsza, zabiją? Codziennie przechodzę obok Drogi Grzmotu licząc, że wróci. Chciałam go jeszcze zobaczyć, kochałam go. Oprócz niego prawie nikogo w klanie nie mam. Ale czy tak naprawdę w tym klanie nie mam nikogo? Czy mam kogoś na rym świecie? Nikt nie przyjdzie, nie pocieszy, wszystkim wiszę. Z rodziny żyje bodajże tylko ojciec-zdrajca. Tak, nikogo nie mam, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi. Choć ja im się nie dziwie. Weźmy na przykład taką Iskrzące Futro; przebywa z każdym, jest towarzyskim motylkiem. A ja? Wszystko robię sama, a na patrole biorą mnie tylko wtedy, gdy Lamparci Krok każe. Mogłabym się nawet zrzucić z drzewa, nikt by za mną nie płakał. Powoli wstałam, każdy mięsień mnie bolał. Zachowywałam się jak starsza! Ruszyłam przed siebie, musiałam coś upolować. Poza obozem wiało tak, że początkowo odebrało mi oddech. Tam to chociaż ściany z uschniętych traw tamowały wiatr, a tutaj już gorzej. Mimo to było ciepło, więc pół biedy. Może Pora Nowych Liści przysporzy zwierzyną?
-|-
Jak się okazało, tak, przysporzy. Chyba dłużej zanosiłam zdobycz niż ją złapałam, bo te cztery zające były strasznie ciężkie. Weszłam do obozu kiedy słońce zachodziło. Odłożyłam zdobycz na stos. Następnie z nudów poszłam do żłobka. Wydaje mi się że jako jedyna z klanu nie widziałam jeszcze kociąt Bladego Świtu.
Weszłam przez trzcinowe wejście. Od razu poczułam tą uspokajającą woń mleka. Jako jedyna siedziała tam łaciata kotka i jej kocięta.
-Dzień dobry Blady Świcie!
-O, cześć Fioletowa Chmuro.
-Jak kocięta?
-Całkiem dobrze.
-Jak je nazwałaś?
-Grad, Wichura, Sztorm, Deszcz i Burza.
-Idealnie dla przyszłych wojowników Klanu Burzy!- zaśmiałam się. Miałam nadzieję, że królowa nie przyjmie tego w ten sposób, że moim zdaniem kocięta powinny się nazywać Byk, Osioł, Muł, Koń, i Owca. To nie był sarkazm.
<Blady Świt? Deszcz? Grad? Wichurka? Sztorm? Burza?>
Fiolet użalatus maksimus

25 kwietnia 2017

Od Fioletowej Chmury

Przez końcówkę Pory Nagich Drzew jadłam bardzo mało. Można powiedzieć że wręcz się głodziłam. Uważałam, że skoro zwierzyny jest tak mało to nie będę zmniejszać jej ilości. Ale teraz, gdy zaczęła się Pora Nowych Liści z początkowym zdziwieniem uświadomiłam sobie, że zwierzyna zaczyna wychodzić, więc wypadałoby coś zrobić. Jak to ja, zajęłam się pielęgnacją a potem wstałam na polowanie. Uznałam to za dobrą okazje do nawiązania większej znajomości.
-Mysi Nosie, chciałabyś pójść ze mną na polowanie?- spytałam szarą kotkę.
-Jasne, czemu nie.- uśmiechnęła się. Wyszłyśmy równym krokiem z obozu. Ustaliliśmy, że najpierw się rozdzielimy, a potem znów zejdziemy. Ruszyłam więc w wysokie trawy. Delikatnie i z gracją z czego to drugie wspomagało pierwsze stąpałam po ziemi. Po niedługim czasie znalazłam zająca zjadającego spokojnie mlecza. Najwidoczniej mnie nie zauważył. Opadłam do pozycji łowieckiej, kuper i ogon nisko ziemi, łapy zgięte, mięśnie napięte i gotowe do skoku. Wysunęłam pazury i skoczyłam mocno przykleszczając go do ziemi i dusząc. Zakopałam go w ziemi i poszłam dalej. Takim sposobem złapałam jeszcze dwie myszy. Je również zakopałam i poszłam do umówionego miejsca z Mysim Nosem. Kiedy zobaczyłam szarą kotkę od razu zapytałam:
-Idziemy dalej?
Kotka pokiwała głową z aprobatą. Puchaty ogon w puchaty ogon poszłyśmy wgłąb terenów. Szłyśmy w milczeniu, nie wiem dlaczego. Nagle usłyszałam jakiś głos i szelest wsród traw. Szybko się odwróciłam, jednak nic nie zobaczyłam. Próbowałam wytężyć wzrok, ale to nie dało skutków.
-Wszystko dobrze?- spytała kompanka.
-Tak, tylko... Miałam wrażenie że ktoś nas śledzi.- odwróciłam się z powrotem do kotki i się uśmiechnęłam.- Pewnie mam tylko halucynacje.
Na wszelki wypadek zajrzałam jeszcze raz za siebie.
<Mysi Nos?>

16 kwietnia 2017

Od Fioletowej Chmury

Opowiadanie napisane za Pory Nagich Drzew

Wyszłam sobie na polowanie. Nic szczególnego, przecież klan potrzebuje piszczków. Ale o tej cholernej porze nic nie można znaleźć! To znaczy, lubię ją, bo jest śnieg, ładne niebo, śnieg, jest przytulnie, jest śnieg, śnieg, i trochę śniegu (oraz full wypas: legendarny żółty śnieg), ale do jasnego punkcika pod kocim ogonem, dajcie nam coś zjeść! Jesteśmy głodni! Po prostu, jedno słowo: ŻREĆ. Ale te małe lisie bobki gdzieś się zakopały i nie chcą wyjsć.
                 ~.~
Udało mi się złapać jakieś małe, psie łajno (czyt. Chudego ptaka). Nie wiedzieć czemu, od tak se przeszłam obok drogi grzmotu. Ale się przeraziłam. Nie przez Potwory Dwunożnych. Coś gorszego. Szybko rzuciłam gdzieś zdobycz. Nie było czasu tego zakopywać. Przeleciałam przez drogę grzmotu nie zważając, czy coś mnie przejedzie czy zmiażdży.
-Mamo!!!
Delikatna, szara kotka, cała zakrwawiona, spojrzała na mnie słabo.
-Córeczko... Kocham cię. Pamiętaj o tym.- powiedziała swe ostatnie słowa.
-Nie!!!!- cieżko dysząc z gniewu odwróciłam się w stronę mordercy. Właśnie tak wyobrażałam sobie ojca: muskularny, kasztanowy, i z oczami same za siebie mówiące  że nie ma na celu nic dobrego. Ale on nie pachniał jak pieszczoch. Ani jak kot z klanu. Nie miałam czasu się wtedy zastanawiać. Przygniotłam go do ziemi.
-Zabiłeś moją mamę. A to ciągnie za sobą poważne konsekwencje.- powiedziałam, po czym pochyliłam się do jego ucha i szepnęłam:- To jeszcze nie koniec. Zobaczymy się jeszcze.
I przejechałam pazurami po jego oku.
                      -.-
Wlekłam za sobą ciało zdechłej matki. Kilkanaście lisich ogonów od obozu zatrzymałam się i tymczasowo wrzuciłam ją w krzaki.
W obozie Iskrzące Futro rozmawiała z Lamparcim Krokiem.
-Sorry, muszę wam przerwać. Iskra, idziesz ze mną. A ty- zwróciłam się do Lamparciego Kroku.- Masz nas nie śledzić, zrozumiano?
-Ja tu jestem zastepcą i....
-Masz nas nie śledzić!
-Nie będziesz mi rozkazywała!
-Masz. Nas. Nie. Śledzić.
Kocur fuknął coś pod nosem, ale chyba jednak zamierzał się mnie posłuchać. Może i go wkurzyłam, ale mógł po prostu powiedzieć ,,Dobrze. Do zoba Iskra!".
-Czemu byłaś taka nie miła dla Lampartka?
-Odpowiem na wszystkie pytania pózniej. A teraz bierz to.- powiedziałam po czym wyjęłam ciało Maple z krzaków.
Iskra ze zdziwienia i strachu wybałuszyła oczy tak, że prawie wyleciały z czaszki. Chwyciłam matkę za kark. Spojrzałam na nią ostro, a ona szybko kiwnęła głową. Wzięła delikatnie  w pysk ciało jej własnej rodzonej matki i zaczęła delikatnie ciagnąć (dziwne że się nie zorientowała, że i tak nie żyje więc nic jej się nie stanie), aż po naprawdę długim czasie dotarłyśmy do ładnie oświetlonego przez księżyc miejsca.
-A teraz kopaj doła.
Iskra posłusznie zaczęła przebierać łapkami. A ja, że nie jestem złą, przyrodnią siostrą, pomogłam jej.
-Fiolet czy... Czy to jest mama?
-Tak, przybyłam o sekundę za późno. Wiem że była pieszczochem, ale nie miałam serca zakopać jej przy Drodze Grzmotu
<Iskra?>

13 kwietnia 2017

Od Fioletowej Chmury

Nie zabrali mnie na zebranie. Na początku byłam wkurzona, ale potem zrozumiałam. Przecież zrobiłam coś niedopuszczalnego rozgniewałam Białą Gwiazdę! Pf.... i co ja będę teraz robić? Nudzić się. Znowu. Nawet nie wiecie, jakie rzeczy ja wtedy robiłam. Na początku biegałam po całym obozie, i nie obchodziło mnie, że się wywalę. Następnie położyłam się i zaczęłam turlać się, od jednego końca obozu do drugiego. Po czasie aż Mysi Nos i Rozmyty Pył zaczęli się na mnie patrzeć, jakbym oszalała. Lecz w końcu się zmęczyłam i poszłam spać. No a co innego robić? Umościłam się z ponurym humorem. A co, jeżeli będę musiała tak przenudzić całe 10 księżyców zgromadzeń? O nie, błagam nie!
Zamknęłam oczy i pochłonął mnie sen.
-...-
Obudziłam się na jakieś leśnej polanie. Wszystko spowite było mleczną mgłą.
Kurcze, ale dziwnie...- pomyślałam. Powoli wstałam i wymacałam teren. Zdziwiłam się jednak, gdy moje łapy napotkały wodę.- Rzeka? Na terenach Klanu Burzy? Chwila, czy to są tereny Klanu Nocy?!
Ponownie powąchałam wodę, by sprawdzić, czy to nie iluzja.
-Witaj, Ahsoko
Znałam ten głos, aż za dobrze. Ze zdziwienia wpadłam do wody, lecz szybko wstałam.
-Witaj, Arai. Miło cię znowu spotkać.
Stała przede mną znajoma cynamonowa kotka. Ta która zmieniła moje życie. Była jednak bardziej.... przezroczysta.
-Nie chciałam cię przestraszyć Ahsoko. Przepraszam, Fioletowa Chmuro
uśmiechnęłam się pod nosem nadal nie mogąc wyjść z zaskoczenia i strachu.
-------------------Po długiej rozmowie, której nie chciało mi się opisywać i o tajnych treściach-----------
-Powiem ci coś- powiedziała. Spojrzałam na nią niebieskimi ślepiami.-Zastanów się dobrze: Pomyśl, czemu codziennie wstajesz z legowiska?
-Żeby przeżyć kolejny dzień?- odpowiedziałam żartobliwie na co kotka odpowiedziała grymasem.
-Pytam naprawdę. Znasz odpowiedź?
Nie znałam. Nastała cisza.
-No to inaczej: Kim byś chciała być w przyszłości?
-Kimś wielkim.- odparłam po chwili zastanowienia.
-Na przykład.... przywódcą?
-Ale kto o zdrowych zmysłach wziąłby mnie na zastępce?-Arai popatrzyła się na mnie znacząco.- Iskra.
-Chodziło mi bardziej o twoją mentorkę.
Popatrzyłam na swoje łapy.
-Biała Gwiazda? Nigdy nie była i zapewne nie będzie ze mnie dumna. Ale błagam zakończmy jej temat...- westchnęłam.- Chciałabym być kimś znaczącym, wyjątkowym. Kimś, kogo by pamiętano...
-To może byś ruszyła dupę by tak było?!
Po tych słowach wszystko zaczęło się rozmazywać. Kiedy już prawię nic nie widziałam, poczułam że spadam, aż ciężko dysząc obudziłam się na terenach Klanu Burzy, w legowisku wojowników.
Rusz dupę, Fiolet!
Usłyszałam gwar rozmów spod wejścia do obozu. Od razu do nich podleciałam
-Jak było na zgromadzeniu?
<Nie wiem... Ktokolwiek z KB?>
Coś mi nie pykło z opowiadaniem "\

08 kwietnia 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Droździej Łapy

Poczułam się, jak bym nagle wpadła w głębię oceanu. Nie mokrą. Zimną. Głęboką. Pustą. Jakby cała moja dusza była czymś takim. Głęboka i pusta.
-F-f-fioletowa Chmura?
-Ty… Ty chciałeś uciec?
Nastała cisza. Nie była to jednak błoga cisza, której czasem każdy z nas potrzebuje.
-T-to nie tak…
-Nie martw się. Nie wybuchnę gniewem.- spojrzałam na niego spode łba niebieskimi oczami. Tak głębokimi, jak była wtedy moja dusza.-Powiedz.
Droździa Łapa patrzył na mnie, jakby nie zrozumiał. Po chwili zaczął jednak wątpliwie mówić.
-Bo ja… Ja nie nadaje się na wojownika.
-A czemu tak uważasz?
I znowu. Cisza.
-Jestem słaby! N-nic nie potrafię, nie przydam się klanu! A u pieszczochów, na pewno nikogo nie zawiodę.
-Nie koniecznie musi tak być.- Cały czas patrzyłam na swoje puchate łapy.- W głębi duszy wiesz, że taki nie jesteś. Ja wierzę, że w środku jesteś godny Klanu Tygrysa
Kocur patrzył na mnie zaskoczony, nawet uchylił pyszczek, ale nic nie powiedział. Tak. Zrobiłam to. Dla wielu byłoby to niedorzeczne, że zakochałam się w uczniu. Ale cóż miałam z nimi zrobić? Miłość jest silniejsza niż wszystko. A ja kocham właśnie jego. Pewnie i tak nie raz przyłapał mnie na wgapianiu się w jego błękitne oczy, płynęła w nich woda. Nie taka, jak u dwunożnych: sztuczna. Tylko prawdziwa, piękna i dzika. Nie obchodziło mnie, jeżeli on mnie nie kocha. Ja i tak będę kochała jego. Zawsze.
Niestety, zdałam sobie z tego sprawę za późno. Teraz, gdy chce odejść? W takiej chwili to nic nie znaczy.
Nigdy mu jej nie wyznałam, a teraz mimo to jest już za późno.
Nawet jeżeli zdecyduje się odejść, ja będę ja będę o niej śniła.
Zaczęłam głęboko oddychać. Nie mogłam pozwolić na łzy. Musiałam się z tym pogodzić. Krystaliczne, lodowate powietrze mi w tym pomagało.
-Nie będę podważała twojego zdania. Każdy z nas ma prawo wolnej woli, więc rób co uważasz. Może spotkasz moją rodzinę? Nie martw się, nikomu nie powiem. Tylko pamiętaj.- spojrzałam głęboko w tą ,,wodę”- Dla mnie nigdy nie byłeś kotem o mysim sercu. Będę tęskniła.

<Drozd?>
Jak się naładowałam tą weną to napisałam ... mam nadzieję, że się spisałam. Ale może lepiej nie psujmy fabuły nagłym rozmyśleniem, co, Naiz? ;) Ale to twoja decyzja.

17 marca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Droździej Łapy

Cieszyłam się, że mogłam zapolować z Droździą Łapą, i cieszyłam się, że mogę poznać jego ojca. Sowi Szpon wydawał mi się jednych z milszych w klanie, i z pewnością jego dzieci to odziedziczyły po nim. No, wykluczając Słoneczną Łapę. Ona nie była jak Sowi Szpon. Nawet z wyglądu. Ona wyglądała zupełnie jak matka. Korowa Łapa była ,,damskim odbyciem ojca'', przynajmniej moim zdaniem. A Droździa Łapa i Srocza Łapa? Nie byli podobni do nikogo, przynajmniej z tych, których kojarzyłam. Chociaż Drozd odziedziczył po ojcu pręgi. Te cudowne pręgi... Takie ciemniutkie....
Droździa Łapa zauważył, że się na niego patrzę. Wiem jak to musiało wyglądać: Wariatka wgapiająca swoje niebieskie oczy w futro niewinnego i nieśmiałego kocura! Dowiodłam że nią jestem, no niestety.
-E.... Może... Pójdziemy gdzieś.... tam?- Zaśmiałam się nerwowo (Znowu .-.) i wskazałam pyskiem ,,gdzieś tam".
----------------------------------------------------------------------.-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po pomyślnym polowaniu wróciliśmy do obozu uzbrojeni w zające. Odłożyliśmy je na malutką stertę jedzenia. Kiedyś na pewno znacznie się zwiększy....- myślałam zawsze gdy na nią patrzyłam. Pora Nagich Drzew minie, i wszystko będzie dobrze, nawet, jeżeli powróci, bo znowu potem minie...
<Drozd?>

11 marca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Białej Gwiazdy

-Ale Biała Gwiazdo, właśnie chciałam cię przeprosić! Wiem, że nie potrzebnie się wtrącałam, ale wyzywała Klan Burzy od Klanu Pieszczochów! Musiałam coś powiedzieć! Ona też nie zachowywała się odpowiednio...
-Wiesz co, zachowujesz się jak kociak. Kiedy Srebrna Gwiazda mi cię przydzieliła, liczyłam, że będziesz porządna, a tym czasem dała mi takiego mysiego bobka! Wolałabym kogokolwiek, byle nie ciebie!-krzyknęła liderka. Te słowa mnie zabolały.
-Wiesz co, masz rację. Przepraszam, że jestem takim nieudacznikiem. Przepraszam, że nie jestem jak Iskrzące Futro, czy Lamparci Krok. Przepraszam, że uciekłam od Dwunogów do Klanu Burzy. Przecież mam w sobie krew pieszczochów, dlatego byłam taka zła. Ufałam ci. Liczyłam, że z tobą nie będę samotna. A ty przez cały czas mnie nienawidziłaś!-zdenerwowałam się, rozpłakałam i wybiegłam z obozu. Zostawiając za sobą mokry ślad, poszłam wgłąb lasu. Nie chodziło mi o opinię u innych, czy żeby nie pakować się w kłótnie. To nie była wymyślona bajeczka-ja naprawę jej ufałam. Straciłam kolejną bratnią duszę! Najpierw tata, potem Biała Gwiazda... Kto będzie następny? Iskrzące Futro? Droździa Łapa? Yeardley? Tofik? Mama? Czułam się samotna i bezradna. Biała Gwiazda miała rację, byłam wyrzutkiem. Po co Klan Gwiazdy obdarowywał mnie życiem, skoro to życie wyplutka? Tylko zużywałam zwierzynę, do niczego się nie przydam. Nawet potomstwa nie wydam, bo nikt mnie nie kocha! Kiedy uciekałam, liczyłam, że znajdę tu lepszą przyszłość.
Jak Białą Gwiazda chce mnie zabić, niech to zrobi, nie potrzebuję tego życia!
<Biała?>

01 marca 2017

Od Fioletowej Chmury C.D. Droździej Łapy

-To musiały być Suche Burze!- Próbowałam się wykręcić. Musiałam coś wymyślić, dlaczego akurat przez tyle czasu musiało padać?!
-No to jak te, Suche Burze, niby wyglądają?- Nie ustępowała Słoneczna Łapa.- Dawaj, opisz mi je.
-E... To taka, burza tylko niczym nie pada!- ewidentnie, nie umiałam wymyślać wymówek.
-Takie bajeczki to ty możesz sprzedawać kociakom, ale nie mi. Ja umiem myśleć.- powiedziała z zażenowaniem kremowa kotka.-Naprawdę nie sądziłam, że jesteś aż tak głupia.- Dodała i wyszła. Otworzyłam pyszczek by się usprawiedliwić, ale uznałam że to nie ma sensu. I tak nie miałam wymówki. Znowu sami, sam na sam z Droździą Łapą. Nie to, żeby mi to przeszkadzało. Ufałam mu, czułam że jest moim najlepszym przyjacielem. A co, jeżeli on tak naprawdę mnie nie lubi? Zauważyłam kroplę na jego zole. I kolejną. Po chwili zrozumiałam co to. Niestety, to nie była sucha burza

-Ho, naprawdę zaczyna padać.- powiedziałam.- Może, może ja już pójdę.
<Drozd? Męczyłam cię z opowiadaniem, bo po prostu lubię twój styl pisania ;-; jest super, widzisz jak ja piszę>