BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycek x Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycek x Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty

17 sierpnia 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Księżycowej Łapy (Rozbitego Księżyca)

Koper od samego rana nie czuło się najlepiej. Miało rozgrzane czoło, a łapy uginały się pod jeno ciężarem. Brakowało jeno sił, a chorych nie brakowało. O ironio, Roztargniony nie miało zielonego pojęcia, dlaczego miał akurat te przypadłości. Pora Zielonych Drzew uderzyła pełną parą, a ono miało każdy możliwy przejaw gorączki. W jeno legowisku powtykało już lawendę, chociaż ta zdawała się mieć słabe skutki. Fakt, faktem może odrobinę mniej bolała jeno głowa, ale osłabienie organizmu nie dawało powoli żyć liliowemu. Nie chciało zużywać zbyt wiele ziół ze stosu, jednak przez stan, do jakiego doprowadziła go choroba, zmuszone było przygotować i zjeść trochę liści ogórecznika. Schowało się gdzieś z boku i stwierdziło, że zrobi sobie drzemkę.

***

Cętkowany zastrzygł uchem, słysząc, jak ktoś deptał po podłożu legowiska medyka. Otworzyło powoli oczy, aby ujrzeć przed sobą białe futro.
— Już nie śpisz? — miauknął cicho młodszy kocur, patrząc na liliowego skrzywiony.
Koper zamrugał kilkukrotnie. Na szczęście ból głowy już trochę minął, a temperatura wyraźnie spadła. Nadal nie było jednak w najlepszym stanie.
— Hmm? Co się stało Rozbity Księżycu? — zapytało sennym głosem, przeciągając się.
— Pomóż mi gardłem — wychrypiał, a pręgus cicho westchnął.
— Jasne… — wymruczało, szukając potrzebnych ziół.
Szperało jakiś czas w ziołach, aż w końcu znalazło aksamitkę, ale też odrobinę miodu. Wręczyło je Księżycowi, który zgodnie z poleceniem przyjął lekarstwo. Miód wyraźnie złagodził zainfekowane gardło, to też biały przestał się aż tak krzywo uśmiechać.
— Co u ciebie Rozbity Księżycu? Wyglądasz na…świetnego wojownika — stwierdziło Koperek, a Rozbity skrzywił się nieznacznie.
— Czy ja wiem… Te plotki. One wszystkie przyprawiają mnie o bóle głowy. Nie mam już nawet z kim gadać — parsknął, a cętkowany spojrzał na niego pytająco.
— Niezbyt je kojarzę… Te o tym rudzielca i tobie? Przyjaźni…liście się, prawda? Dawno nie widziałem, jak rozmawiacie — wymamrotało cicho.

<Rozbity Księżycu?>

Wyleczeni: Roztargniony Koperek, Rozbity Księżyc

11 maja 2026

Od Księżycowej Łapy CD. Roztargnionego Koperka

Księżycowa Łapa od kilku dni wydawał się trochę nieswój. Człapał powoli, jakby ciągniecie za sobą tylnych łap, było dużym problemem. Tak było również i dzisiaj, gdy próbował wspinaczki drzewa. I gdy tylko wspinał się wyżej i wyżej, czuł coraz to większy ból w jednym z bioder. Ciężko było mu chodzić, nie wspominając już o wspinaniu się. Padł wyczerpany koło korzeni i zawył żałośnie. Spojrzał na Kocimiętkowy Wir.
— Mam dość! Nie. Idę do medyka — miauknął zdenerwowany, nie szczędząc sobie tony pełnego złości i bólu.
Poczłapał do obozu, a konkretniej do legowiska medyka, trafiając w łapy dziwnego kota, u którego, jak dobrze pamiętał, był jako kociak z Jaskółczym Zielem. Spojrzał tęsknie w stronę młodszego asystenta medyka, który właśnie zajmował się leczeniem Podstępnej Kłamczuchy.
“Chciałbym być na jego miejscu. Mama go…jeno? Nie lubiła. Tego dziwnego Kopra. Czy ja też powinienem?” pomyślał, bawiąc się łapka z piasku, gdy tamten już kręcił się w poszukiwaniu ziół.
— Chyba wolałbym życie tutaj. Czemu właściwie nie zostałem medykiem? — mruknął cicho sam do siebie, a Koper wzruszyło tylko ramionami.
— Najwyraźniej tak miało być. Może twoje życie obierze inną ścieżkę Księżycowa Łapo — miauknęło, przygotowując okład z korzenia żywokostu.
Gdy już było po wszystkim, biały kocur westchnął zmartwiony.
— Czy Chudy Grzbiet ma się dobrze? Praca tutaj jest ciężka? — zapytał, kierując swój pysk w stronę liliowego, który akurat nie był niczym zajęty.
— Czy ja wiem. Myślę, że dobrze sobie radzi. Na początku to ciebie chciałom wziąć pod medyczne skrzydła, jednak nie pozwoliła mi na to twoja matka. Jaskółcze Ziele nie chciała, abyś był słaby. A Badyl jest zaangażowany w swoje zajęcia, bo inaczej byłby zmuszony dalej być na treningach wojownika — westchnęło, przyglądając się, jak Cisowe Tchnienie wchodzi do środka z różnymi ziołami w pysku.
— Też mi ciężko asystencie Koprze… — miauknął, kładąc głowę na łapach. — Nie nadaję się do bycia wojownikiem. Chyba wolałbym już do końca życia być pieszczoszkiem dwunożnych i jeść dziwne jedzenie. Do tego pani Kocimiętka… czy ona kiedykolwiek da mi wytchnąć? — wielkooki nie zorientował się, nawet kiedy zaczął się zwierzać asystentowi medyka.
— To odpoczywaj teraz. Wybacz, ale zajrzę do ciebie później, jasne? — miauknęło, a biały zaczął ryczeć, gdy tamten zdążył tylko się odwrócić.

<Asystencie Koprze?>

[353 słowa + wspinaczka na drzewa]
 
[7% + 5%]

Wyleczeni: Podstępna Kłamczucha, Księżycowa Łapa

20 marca 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Księżycka (Księżycowej Łapy)

Jakiś czas temu

Roztargniony Koperek jak zwykle wstało już o świcie. Głównie dlatego, że późniejsza upalna pogoda nie będzie się nadawać do zbierania ziół. Mimo to typowym dla jeno było wstawanie tak wcześnie, więc i po tych swoich kilku godzinach snu czuło się prawie jak nowo narodzone. Umyło futerko, zjadło drobną mysz, a także jedno z ziół wspomagających trakcie wycieczki. Nadstawiło uszy, słysząc kasłanie gdzieś z boku. Stwierdziło, że poszuka przed podróżą chorego, aby nie roznosił choroby. Chorym okazał się Tygrysia Noc. Szkoda tylko, że wszystkie zioła na biały kaszel dolegający kocurowi właśnie się skończyły lub ewentualnie uschły. Liliowy zaklął cicho pod nosem, stwierdzając, że jednak będzie musiał wybrać się także do legowiska dwunożnych, co znaczyło również, że będzie musiał pokonać rzekę, a także cholerną Drogę Grzmotu. Z reguły nie chodziło na spacery po zioła w tamte strony, robiła to raczej Cisowe Tchnienie. Dziś jednak nie najlepiej się czuła, więc Koper ostatecznie postanowiło wybrać się w tę okropną podróż same. Wyszło z obozu i ruszyli w stronę Ciernistego Drzewa. Gdy było już nieopodal, rozejrzało się za wszelkim niebezpieczeństwem, czy potrzebnymi w klanie ziołami. Jaki Wielki był jeno zawód, gdy obok drzewa nie wyrosła magicznie żadna kocimiętka. Ruszyło w stronę rzeki, mrucząc cicho niezadowolone, gdy było wystarczająco blisko, aby słyszeć jej głośny szum. Przeskoczyło na drugą stronę przy pomocy kamieni. Ja jednym z nich oczywiście omsknęła się jeno noga i już myślało, że może zacząć modlitwy, ale na szczęście wyszło z tego całe. Woda postanowiła jednak nie oszczędzić jego łap, które aktualnie były doszczętnie zmoczone. Wytrzepało futro, myśląc, że taka kąpiel jednak się jeno przyda. Podeszło bliżej Drogi Grzmotu i tak przed wejściem na nią wylizało trochę swoje łapy. Gdy skończyło, zauważyło jadącego Potwora. Po chwili nie widząc już żadnych przeszkód w pobliżu, szybko przebiegło przez ciepłą jezdnię. Pręgowany szybko stwierdził, że chętnie zaznałoby kolejnej kąpieli łap, które aktualnie były aż za ciepłe po przejściu przez drogę. Szło dumnym krokiem jeszcze kawałek dalej, gdy nareszcie dotarło do domostw dwunożnych. Przedostało się, skacząc na płot, który nie stanowił dla jeno żadnej przeszkody. Przeciągnęło się i zaczęło węszyć w poszukiwaniu ziół, dopóki nie usłyszało za sobą czyjegoś głosu. Podskoczyło przerażone i schowało się w krzakach, mając nadzieję, że niebezpieczeństwo szybko odejdzie. Zagrożenie siedziało jednak przed nim, przechylając głowę w bok.
— Co ty robisz? — zapytał nieznajomy o dziwnym według Kopra zapachu.
Niby było w nim coś znajomego, jednak słaby węch nie pozwalał odgadnąć liliowemu, co konkretnie było z nim nie tak. Zapach kota, który pachnie trawą.
— Zioła. Masz tu kocimiętkę — mruknęło bardzo cicho, a po chwili usłyszało, jak kocur się drapie za uchem.
— A po co? — zapytał nieznajomy i to był ten moment, w którym Koper zdecydowało się wyjść z krzaków.
Widząc białe futro całe w zielonej barwie, a także niebieskie oczy, tak podobne do tych jeno cętkowany drgnął lekko, odsuwając się nieznacznie.
— Wybacz. Chyba nie powinno mnie tu być — szepnęło, a w jego oku zakręciła się łezka.
Kocur tak bardzo przypominał jego zaginionego brata, że asystent medyczki zaczął się nagle zastanawiać czy nie był to on.
— Coś się stało? Jak masz na imię? Jesteś…dziki? — zapytał radioaktywny kocur z lekkim, przyjaznym uśmiechem na pyszczku. — Dziwnie pachniesz. To te całe zioła? — zainteresował się.
— Ja… Nic się nie stało. Nazywam się Roztargniony Koperek. Co ma znaczyć, że jestem dzikie? — zmarszczyło lekko brwi.
— No wiesz. Czy jesteś…z lasu — zaśmiał się biały, a liliowy mógł niemal zauważyć jak w oku kocura przebiegła podejrzana iskra, gdy wypowiedziało swoje imię.
— Ach! Zgadza się — mruknęło. — Pachnę ziołami, to prawda. Jestem medykiem Klanu Wilka — uśmiechnęło się słabo.
Pręgus wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł zemdleć lub nawet gorzej, uciec.
— Ktoś mi kiedyś o tym opowiadał. Bardzo słabo to pamiętam — zaśmiał się trawiasty. — Dziwne, że cię kojarzę? — spytał nieco ciszej, marszcząc lekko nosek. — Jestem Brokuł — dodał po chwili, a Roztargnionemu aż zakręciła się łezka w oku.
— Nie to nie może być aż tak wielki zbieg okoliczności — wymamrotało, pocierając nerwowo nos. — Od zawsze tu jesteś? — zapytał liliowy, nerwowo wbijając pazury ziemię.
— Nie sądzę. Chili mówiła mi, że któregoś dnia po prostu przyjechałem tu autem ze swoimi właścicielami — miauknął, a po chwili się otrząsnął. — Ale po co właściwie te pytania? — uniósł lekko brwi.
— Jesteś Brokuł. Ja…byłom Koper — zaczęło powoli, próbując wyjaśnić. — Mam siostrę Brukselkę. Brukselkową Zadrę. Pamiętasz swoją mamę? Miała na imię Kalafior? Ona teraz… nie żyje — rozkręcało się powoli, a jeno głos zdawał się coraz bardziej nerwowy.
— Czyli sugerujesz, że możemy być rodzeństwem? — podsumował, kładąc ogon przed swoje łapy. — To całkiem możliwe. Kojarzę cię. Wiesz, teraz nawet lepiej. Pamiętam, ale…jako kociak był…oś inne? Bardziej skryte, ciche — mruknął, sięgając pamięcią gdzieś w zakamarki swojego móżdżku.
— Niektóre wydarzenia mnie zmieniły. Pamiętasz moje kłótnie z Brukselką? Aktualnie się dogadujemy — uśmiechnęło się słabo. — Jestem asystentem medyka, wiesz? Moje marzenie się spełniło. Co prawda miałom po drodze pewną przeszkodę, ale już jest dobrze. I mam dwie córeczki — skróciło, uśmiechając się nieco szerzej, gdy wspomniało o Cykorii i Aksamitce. — Nie chciałbyś…wrócić? — spojrzało bratu w oczy z nadzieją, której same się po sobie nie spodziewało.
— Wolniej. Chcesz, żebym wrócił? — widocznie zmarkotniał. — Nie mogę. Straciłem…to coś. Trafiłem do Obcinacza. Ucieczka nie jest już czymś, co mnie interesuje — dodał, uśmiechając się lekko. — Ale cieszę się twoim szczęściem. Przyprowadź kiedyś ze sobą kogoś z rodziny. Chętnie zobaczę, kim są teraz. I oczywiście chętnie poznam kiedyś twoje córki. Myślę, że powinnoś już wracać. Niedługo będzie zbyt upalnie, aby bez strat przejść przez jezdnię — miauknął. — Odwiedź mnie kiedyś jeszcze! I do zobaczenia! — rzucił jeszcze, chowając się w legowisku dwunożnych chwilę po tym, gdy usłyszał ich głos.
Koper zabrało trochę kocimiętki i kilka innych ziół, które znalazło po drodze, po czym wróciło do obozu.

***

Od razu po powrocie, widząc Tygrysią Noc, zabrało go do legowiska medyka, żeby wyleczyć go z białego kaszlu. Gdy wojownik odszedł w inną część lecznicy, położyło się w kącie, chwilę odpoczywając. Cisowego Tchnienia nie było, więc szybko uznało, że wyszła po zioła. Miało tylko nadzieję, że poszła z kimś. Było same tylko przez chwilę. Wkrótce legowisko odwiedziła Jaskółcze Ziele wraz z Księżyckiem. Widząc białe futro i wielkie niebieskie oczy nagle prychnęło. Spojrzało na kotkę i zaczęło się zastanawiać czy to aby na pewno jej kocię. Koprowi przeszło nawet przez myśl, że niebieskooki nadawałby się na ucznia medyka. Posłało więc w stronę Jaskółki pytające spojrzenie. Zaczęli też rozmowę. Słysząc pytanie, czy należy do złych kotków, parsknęło śmiechem.
— Pff, przepraszam, co? — uśmiechnęło się, podchodząc do białego. — Nie za bardzo. Znaczy, nie wydaje mi się — zamotało się przez moment. — Więc jeszcze raz, co ci dolega? Masz zachrypnięty głos. Czyżby kaszel? — zapytało, unosząc brwi.
— Kaszel? Chyba? — spojrzał na kota załzawionymi oczkami. — Tu coś wypadło — mruknął, wskazując na swoją klatkę piersiową.
Liliowy nagle wybuchnął śmiechem.
— Jestem Roztargniony Koperek. Dla ciebie może być…asystent Koper. Byle nie pan. I rany! Zabawny jesteś kociaku — miauknęło, wycierając wyimaginowaną łezkę z kącika oka. — Nic nie wypadło. To normalne. Kaszel jest w płucach. Odrywa się, dlatego czasem boli. To nic. Zaraz się tym zajmiemy — miauknęło, podając kociakowi odpowiednie zioła.
Spojrzało na Jaskółcze Ziele i uśmiechnęło się słabo.
— To twój kociak prawda? — zapytało, a kotka kiwnęła tylko głową. — Zostanie wojownikiem? — uniosło lekko brwi.
— Z całą pewnością. Nie pozwolę mu gnić i marnować się tutaj — odparła kotka, wychodząc z legowiska wraz z kociakiem.
— Rozumiem. Do zobaczenia — odmruknęło tak samo oschłym tonem.

<Księżycku?>

Wyleczeni: Tygrysia Noc, Księżycek (Księżycowa Łapa)

04 marca 2026

Od Księżycka do Roztargnionego Koperka

Białe futerko po raz kolejny się zatrzęsło. Ciągłe kasłanie sprawiało, że oczka kociaka były załzawione, a oddychanie przez drobne kocięce płucka było odrobinę cięższe niż zwykle. Wtulił pyszczek w czarno-białe futro matki, próbując jak najlepiej się nim ogrzać. Po chwili jednak sierść załaskotała w nos, co sprawiło, że zwinnie odsunął się od matki i kichnął. Maluch spojrzał na ziemię przed sobą, wypatrując jakiegoś organu, który właśnie uznał, że mu wypadł.
— M-Mama, bo coś mi wypadło… Tu... Chyba — miauknął słabym głosem.
— O czym ty mówisz Księżycku? — mruknęła Jaskółcze Ziele, troskliwie liżąc swoje jedyne kocię po poliku.
Niebieskooki wskazał łapką gdzieś na klatce piersiowej i spojrzał na mamę szklanymi oczkami.
— O tu. Coś bardzo boli, jakby się…urwało? — miauknął i zaczął rozpaczać.
Podszedł do mamy i przytulił się najmocniej, jak potrafił, mając najszczerszą nadzieję, że w ten sposób ból przejdzie. Skoro smutki przechodzą, to ból i kasłanie też powinno! Niestety jednak nawet tak mocny przytulas nie zdołał nic naprawić.
— No dobrze… Odwiedzimy Cisowe Tchnienie i jej asystenta — mruknęła w końcu Jaskółcze Ziele, a z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie. — Ale to ostatni raz, gdy idę razem z tobą, jasne? — dodała bardziej szeptem, tak jakby było jej ciężko rozstawać się kiedykolwiek z kociakiem. Wiedziała jednak, że wkrótce zostanie uczniem, a wtedy ich kontakt…najprawdopodobniej się urwie. Nie zdążyła nawet wbić mu całej wiedzy na temat Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, a już niedługo miał przecież uciekać z matczynego gniazdka. Musiała jednak przyznać, że było jej szkoda. Tak bardzo nie chciała niszczyć pełnego energii potomka wiedzą o kulcie. Wiedziała jednak, że jej powinnością było wprowadzenie swojego dziecka na ścieżkę, którą sama kroczy. Księżycek widząc zmartwiony pyszczek matki, spojrzał na nią troskliwie i lekko przejechał swoją białą łapką po jej boku.
— Mamuś nie martw się, nic mi nie będzie! — miauknął z drobnym jak na niebieskookiego uśmiechem.
Jaskółcze Ziele otrząsnęła się nagle, jakby ktoś wylał jej lodowatą wodę prosto na głowę. Gdy dotarły w końcu do niej słowa syna, uśmiechnęła się lekko.
— Jasne. Wierzę w to — odmruknęła, uśmiechając się słabo.
Księżycek nie wyglądał na przekonanego słów mamy, więc wskoczył na jej grzbiet, wbijając lekko swoje pazurki.
— Będzie dobrze! Obiecuję — miauknął zachrypniętym głosikiem. W ten właśnie sposób ignorując to, że Księżycek był już dosyć starszym kocięciem, ruszyli w stronę legowiska medyka.
Zapach ziół uderzył ich już chwilę po wejściu. Księżycek chciał zatkać swój różowy nosek, ale zamiast tego spadł z grzbietu matuli, spadając na ziemię. Jęknął cicho z bólu, rozcierając bok. Zauważył, jak w jednym kącie wstaje jakaś sylwetka. Liliowa kotka? A może kocur? Księżycek sam nie był pewien, zapach ziół nie pozwalał mu na odgadnięcie.
— Pan medyk? A może pani… Kuperek? Podarek? — zaczął pod nosem, co najwidoczniej spotkało się ze śmiechem kota. Księżycek nie słyszał jednak w tym śmiechu nic pozytywnego. Dźwięk, który wydał cętkowany kot, wydawał się nie mieć nic wspólnego ze śmiechem. Zaczął się lekko trząść i schował się za mamą. Wyjątkowo dzielnie się nie rozpłakał.
— Dzień dobry Roztargniony Koperku — miauknęła Jaskółcze Ziele swoim naturalnym głosem.
Księżyckowi za to brakowało w tym głosie ciepłego matczynego tonu.
“Nie lubimy pana od ziółek?” pomyślał biały kocurek, otrzepując się z ziemi.
— Co cię tu sprowadza? — zapytał asystent.
Gdy Księżycek usłyszał głos kota, prędko uznał, że to kocur. Uznał także że być może jest znacznie mniej przerażający, niż wygląda.
— Pan medyk jest z tych złych kotków? — zapytał, wpatrując się w liliowego, a w jego oczach nie można było ujrzeć żadnego zahamowania.

<Panie medyku?>