BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poziomka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poziomka. Pokaż wszystkie posty

03 lutego 2022

Od Poziomki CD. Szyszki

 *skip, jakiś czas temu podczas ciąży*

- Poziomko? - głos Księżyca połaskotał ją w uszy. 
Szylkretka strzepnęła ogonem, ocierając łapą oczy i podnosząc głowę. Po co ją budził? Dopiero co zasnęła.
- O co chodzi? - zapytała markotnym tonem, otwierając oczy.
Spojrzała na partnera. Stał nad nią, w pysku trzymając chudego wróbla.
- Przyniosłem ci jedzenie - zamiauczał wesoło - W końcu musisz jeść, aby nasze kociaki były zdrowe.
Poziomka z powrotem położyła głowę na łapach, znużonym wzrokiem wodząc po ścianach nowego żłobka. Nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do przebywania tutaj - tyle spokoju, mleczny i typowo matczyny zapach Tajfun... Chociaż żadna z tych rzeczy jej tak na prawdę nie przeszkadzała. Miała przynajmniej trochę czasu dla siebie.
- Dzięki - miauknęła, przyciągając łapą do siebie ptaka. 
Księżyc polizał ją po czole i wyszedł, oddalając się w tylko sobie znanym kierunku. Cętkowana zajęła się posiłkiem, nie zwracając uwagi na resztę świata. 
Gdy skończyła, przeciągnęła się lekko i wstała. Wzięła do pyska kilka piór i powoli wyszła z kociarni, rozglądając się.
- Gdzie idziesz? - dobiegł ją głos Jabłka.
Podniosła spojrzenie na ojca, czując ściskające się serce na widok kremowego razem z Trzmielem. Szylkretka szczerze nie wiedziała, co ma myśleć o ich związku. Miała wrażenie, że Jabłko w ten sposób w pewien sposób zdradza Stokrotkę. Jeśli ona to widzi, to co o tym myśli?
- Idę na grób mamy - odparła szybko, spuszczając wzrok.
Kocur podszedł i otarł się o córkę.
- Dobrze, kochanie - zamruczał cicho - Wracaj szybko do żłobka.

*później, przy grobach - tak, przyszła tam? Nwm czy groby jeszcze istnieją*

 Poziomka ze spuszczoną głową szła między kopcami ziemi, opierając się wiatrowi. Stanęła nad grobem Stokrotki, wbijając spojrzenie w zeschnięte kwiaty. Delikatnie położyła na nie jedno z piór.
- Mamo - wyszeptała łamiącym się głosem - Co ja mam teraz zrobić? Pomóż mi... Brakuje mi ciebie!
Skłoniła głowę i już miała odejść, lecz jej uwagę przykuł inny kopiec - należący do Szyszki, byłej przywódczyni Owocowego Lasu. W końcu podeszła bliżej i położyła pióro także tam.
Po dłuższej chwili milczenia skierowała się z powrotem do obozu.

Żegnaj, Szyszko [*]

Od Poziomki CD. Brzoskwinki

 - No widzę, że coś się szykuje... - miauknęła Brzoskwinka, uśmiechając się lekko.
Cętkowana zdusiła w sobie chęć odwarknięcia kotce, przełykając głośno ślinę. Tonęła w swoich kłamstwach jak w bagnie. Zaczęło się od niewinnego pseudo-związku, a teraz co? Straciła kontrolę nad własnym życiem, każdy jej ruch był wyćwiczony do bólu. Przestała jakkolwiek przeciwstawiać się partnerowi i robiła to, czego oczekiwał. Powoli traciła umiejętność wyrażania swojej opinii w czymkolwiek, bezmyślnie poddawając się manipulacji innych. 
- Może - mruknęła, nie podnosząc wzroku - On naprawdę mnie kocha.
Starsza wojowniczka przysiadła obok, owijając ogon wokół swojej byłej uczennicy.
- Wszystko dobrze? - zapytała lekko zmartwionym tonem, patrząc Poziomce w oczy.
Szylkretka podniosła głowę.
- Oczywiście - zamruczała, przybierając sztucznie uśmiechnięty wyraz pyska - Czemu miało by nie być dobrze?

*Skip do teraz*

Wyszła z kociarni w ich "nowym" obozie, zostawiając Krwawnika, Stokrotkę i Winogrono pod opieką Tajfun. Miała szczerze dość swoich dzieci. Musiała je karmić i znosić ich wygłupy. Codziennie wysłuchiwać monologów Księżyca na temat ich piękna i jego pytań, czemu nie może ich odwiedzić. 
- Jestem po prostu zmęczona i nie chcę też, abyś męczył je zbytnio. Są jeszcze młode i słabe - zbywała go za każdym razem, gdy pojawiał się przy wejściu do żłobka.
Tym razem na szczęście nie widziała nigdzie czarnego wojownika, więc z lekkim odczuciem ulgi wymknęła się z obozu. Wlokąc ogon po ziemi, skierowała się w kierunku rzeki. Czemu ona właściwie to robiła? Dlaczego ciągnęła ten cały teatrzyk, zamiast po prostu z tym skończyć? Nie było na to prostej odpowiedzi. Z jednej strony, nienawidziła Księżyca całym sercem za to, że tak spieprzył jej życie. Nie kochała go, nie kochała ich dzieci. Jednak, nie robiła z tym nic. Wiedziała, że taka relacja z partnerem nie wychodzi jej na dobre. Że niszczy ją od środka. Nie robiła nic, bo zwyczajnie nie miała na to siły. 
Milcząc, obeszła przewalone gałęzie i usiadła na trawie. Wiatr smagał jej pysk, wyciskając z oczu łzy. Potrząsnęła głową i skuliła się bardziej. Nie miała ochoty wracać teraz do obozu. Do hałasu, do innych kotów, do rodziny. 

<Brzoskwinko?>

01 stycznia 2022

Od Poziomki

 Opko miotowe

- I jak ci minął dzień, Poziomeczko? - zapytał Księżyc tym swoim przesłodzonym głosem, ocierając się o jej pyszczek.
 Szylkretowa wojowniczka przewróciła oczami.
A ten znowu swoje - pomyślała z irytacją.
 Poziomka rozejrzała się po ich tymczasowym obozie. Żal ścisnął ją za gardło, gdy do jej głowy wkradł się obraz martwej Niezapominajki, Nagietka, Jedynki i reszty zaatakowanych przez dwunożnych pobratymców. Szybko potrząsnęła łbem, chcąc wyrzucić wizję z pamięci.
- Dobrze - miauknęła cicho  i spojrzała na partnera. Zmrużyła oczy, przypatrując się mu uważnie - Coś się stało?
 Czarny kocur oparł się głową o jej bark, a ona wyczuła drżenie jego ciała. Co się z nim działo?
- Nie... Nic ważnego - szepnął jej do ucha - Po prostu... Zastanawiałem się nad czymś.
 Od niechcenia zastrzygła uszami. 
- I? To coś ważnego? - prychnęła, wtulają głowę w futro na piersi.
 Księżyc machnął nerwowo ogonem.
- No... - wziął głęboki oddech - Mógłbym cię o coś zapytać?
 Szylkretka podniosła wzrok.
-Tak?
- Czy... Chciałabyś mieć ze mną... 
 Poziomka nawet nie usłyszała jego słów. Świat wokół niej jakby się zamglił, a jej oczy zaszły się łzami. Nie potrafiła się ruszyć, nie potrafiła mu odmówić. W końcu... Skoro i tak już spieprzyła sobie życie, to co jej szkodzi, prawda..?
 Bezmyślnie skinęła głową, i wbrew sobie zaniosła się płaczem.

12 listopada 2021

Od Poziomki CD. Perkoza

 - Czemu tak stoisz? - Zapytał ponownie. - Jak już rozmawiamy, to powinnaś mi może zaproponować jakiś spacer, albo coś! Z Puchaczem bawiłem się w chowanego. A przy tobie muszę słuchać tylko nudnego marudzenia.
 Poziomka przewróciła oczami, strzepując ogonem.
- Ja? No chyba nie. - prychnęła.
 Perkoz zrobił obrażoną minę, gdy oddaliła się o kilka długości ogona.
- Ej! Gdzie idziesz? - zawołał za nią kocurek - Tak bez pożegnania?!
- Jak chcesz, to możesz się pożegnać. - miauknęła poirytowana - Najwyżej sama pójdę na ten spacer.
  Oczy rudego kociaka rozszerzyły się w zdumieniu; natychmiastowo do niej podbiegł.
- To gdzie idziemy? - zapytał ją energicznie.
- Do żłobka, idioto. Nigdzie z tobą nie idę. 

*skip*

 No, nie. Została mentorką tej rudej wywłoki.
 To nie tak, że nie chciała zostać mentorką. Owszem, czuła się doceniona przez Szyszkę, bo jako jedyna posiadała dwójkę uczniów na raz! Ale jednak... Czemu akurat Perkoz? Czemu Perkoz, czemu Ćma? Nie mogła dostać kogoś, no... Mniej problematycznego?
- Czy któryś z was mógłby mi zaprezentować właściwą pozycję łowiecką? - zapytała na pierwszym wspólnym treningu jej dwójki uczniów.
- Ja, ja! - zawołał szybko Ćma, przybierając według niego pozycję, która miała przypominać tą łowiecką.
 Poziomka pokręciła głową.
- Ile razy mam ci to mówić, dupa niżej - warknęła.
 Miała już dość tego pointa, miała wrażenie, że nic a nic się nie nauczył.
- Może ty cos umiesz? - zapytała Perkoza zrezygnowanym tonem.

<Perkozie?>

02 października 2021

Od Poziomki CD. Perkoza

- Mhm... Czekaj, co mówiła- mówiłeś? - odparła zmieszana, potrząsając głową.
Przyjrzała się przybyszowi. Rudo-białe pręgowane futro, niebieskie oczy... Ach tak, syn Owieczki. Jak mu tam było... Ptak? Płomyk? A nie, ten... Perkoz!
- Jak masz na imię! - powtórzył kociak - Ja jestem Perkoz!
- Poziomka - mruknęła beznamiętnie, liżąc łapę. - Co tu robisz?
Kocurek rozejrzał się pośpiesznie, jakby nerwowo.
- Zwiedzam! Wiesz,  w sensie nasz obóz! I poznaję nowe koty! Jesteś jednym z nich, wiesz?
- Tak, tak... - warknęła pod nosem - To może idź już do kogoś innego? Mnie już chyba poznałeś, co?
Rude kocię machnęło ogonem, błyszczącymi oczami wpatrując się w Poziomkę. 
- Tak! Dzięki, świetny pomysł! - zawołał Perkoz, po czym biegiem oddalił się w stronę innych pobratymców. 
Szylkretowa kocica strzepnęła uchem, podnosząc się z ośnieżonej ziemi. Swe kroki skierowała ku legowisku medyka, chcąc zobaczyć, czy Niezapominajka sobie radzi. Jednak gdy wychyliła się zza pnia, dostrzegła kuzynkę opatrującą łapę Puchacza, a przy niej, jakby ku ironii, Perkoza. Najwyraźniej była na niego skazana.
Prychając pod tym swoim małym noskiem, wojowniczka powlokła się w stronę gałęzi. 

*Skip do teraz*

- Dupa niżej. - miauknęła z rezygnacją, przypatrując się ''pozycji łowieckiej'' Ćmy. 
Point prychnął, wstając z ziemi.
- Nie czepiaj się, babo. - warknął, po czym sztywnym krokiem, bez pozwolenia, ruszył z powrotem do obozu. 
Poziomka poruszyła wąsami, podążając w pewnej odległości za kocurem.
- Jak tam sobie chcesz. - mruknęła cicho - Nie dostaniesz dziś kolacji.

- Nie. Przerwałeś sobie trening, idziesz spać bez kolacji. - warknęła do ucznia, podcinając mu łapy tuż przed stosem zwierzyny.
- Oczywiście, pani wielka MeNTorkO. - prychnął Ćma, siadając pod jabłonką i zaczynając myć grzbiet. 
Niebieska przymknęła oczy, oddychając głęboko. O jej łapy uderzyło małe ciałko, o puszystym futerku.  
- Weź się ogarnij. - mruknęła w kierunku kociaka.

<Perkoz?>

Wyleczony: Puchacz

25 sierpnia 2021

Od Poziomki CD. Bzu

 *Skip do teraz*


- Coś nie tak? - zapytał ją Księżyc, a ona tyko pokręciła głową.
- Nie, wszystko okej. - mruknęła szylkretka, strzepując łaciatymi uszami. Spojrzała w dół, dostrzegając Bza siedzącego pod jedną z gałęzi jabłonki. Zwalając z siebie partnera, ześlizgnęła się na ziemię, stając obok kuzyna. Dotknęła go łapą, zwracając na siebie tym samym jego uwagę. Uczeń spojrzał na nią zaciekawiony. Niebieska wskazała ją, potem go, a na końcu wyjście. Bez kiwnął głową.
- Idziemy z Bzem na spacer! - zawiadomiła czarno-białego. 
Ruszyli w stronę wyjścia z obozu. Poziomka z odetchnęła z ulgą - w końcu mogła uwolnić się od Księżyca. Nie była już tak przerażona związkiem jak na początku, przyzwyczaiła się już do tych wszystkich czułostek, ale i tak miała ich już po dziurki w nosie. Dobrze było czasami oderwać się od tego wszystkiego, nie musząc bawić się w aktora i udawać miłość. Rzuciła okiem na Bza, który rozglądał się dookoła. Obok nich dojrzała kępkę jakiś żółto-pomarańczowych kwiatów, wabiących swoim zapachem. Podbiegła tam, zrywając parę. Gdy van do niej dołączył, wplotła mu kilka kwiatków (prawdopodobnie jaskrów) w futro na piersi i ogonie, po czym sama wytarzała się w pozostałej reszcie. Po chwili cały grzbiet miała "upaćkany" płatkami i pyłkiem, który od nadmiaru drażnił w noc. I w ten sposób paradowali po sadzie, w milczących pląsach zwracając na siebie uwagę chyba całej zwierzyny. Ptaki ćwierkały nad ich głowami, płoszone tupotem. 

***

- Zdradzasz mnie z nim? 
Na te słowa Poziomka gwałtownie się zatrzymała. Przed nią stał z poważną miną Księżyc; wojowniczka zauważyła, że jego oczy się zaszkliły. 
- No coś ty, to mój kuzyn!

<Bez?>

21 lipca 2021

Od Poziomki

Mianowanko time 
 
- Poziomko? - zaspana kotka dosłyszała głos swojego “partnera”. Mruknęła niewyraźne “co”, odwracając głowę w inną stronę. - Poziomko, mam ci coś ważnego do przekazania! 
Szylkretka niechętnie otworzyła zaczerwienione oczy, a Księżyc polizał ją po czubku głowy. 
- To co masz mi powiedzieć? - miauknęła smętnie. 
- Noo... Dzisiaj ma być twoje mianowanie! 
Cętkowana zastygła w miejscu. Jak to, przecież było za wcześnie! Nie pojęła jeszcze wielu szczegółów, wcale nie była doskonała w polowaniu! 
Pierwszy raz zwątpiła, czy jakkolwiek da sobie radę z samą sobą. 
- Hej, co się stało? Nie cieszysz się? - zapytał zatroskany kocurek, a Poziomka westchnęła, przybierając sztucznie szczęśliwy wyraz pyska.  
- Oczywiście, cieszę się! Po prostu... T-ten... Nie mogłam uwierzyć! - odparła z wymuszonym uśmiechem, a łaciaty wyraźnie się odprężył. 
- Bo wiesz, jak ty też będziesz wojownikiem, to... 
 
*** 
 
Poziomka wystąpiła z pomiędzy innych, stając przed Szyszką. 
Nie, nie, nie była na to gotowa! 
- Poziomko, pokazałaś swoje umiejętności i uznałam, że pora mianować cię wojowniczką. - miauknęła ciepło czarna. 
Nie, ona tego nie chciała! 
Członkowie Owocowego Lasu spoglądali na nią z ciekawością, jakby wyczuli, że stała się nerwowa bardziej niż zwykle. 
- Witamy cię jako nową wojowniczkę Owocowego Lasu! 
Czuła na sobie dumne spojrzenia rodziny, lecz nie dała rady im odpowiedzieć tym samym. 
Po prostu nie mogła.

Od Poziomki CD. Szyszki

- A teraz opowiadaj, jak idzie twój trening? Brzoskwinka cię nie zamęcza? - poruszyła lekko wąsami. 
Poziomka owinęła łapy ogonem, wygodnie rozsiadając się obok przywódczyni. 
- No... W miarę dobrze, moja ciocia jest dosyć wyrozumiała... - przyzwyczaiła się już do mówienia o mentorce jako o swojej cioci, a jak widać większości to nie przeszkadzało - Ale nadal nie umiem wielu rzeczy, niezbyt umiem walczyć, Brzoskwinka wygrywa częściej ode mnie. Polować za to umiem już bardzo dobrze, to lubię chyba w treningach najbardziej! 
Szyszka posłała jej ciepłe spojrzenie, a na ostatnie słowa drgnęła lekko z rozbawieniem.  
- Cieszę się, że ci się podoba. I nie martw się, z czasem niektóre umiejętności przyjdą ci łatwiej. - miauknęła czarna, spoglądając przyjaźnie na wnuczkę medyka. 
- Dziękuję, ale teraz już muszę iść - odparła niebieska, powolnym truchtem ruszając w stronę legowiska uczniów. 
 
*skip do teraz* 
 
Czemu to wszystko było takie niezrozumiałe. Sama nie wiedziała czemu zgodziła się na związek z Księżycem, czemu nie rozpaczała zbytnio nad śmiercią matki, dlaczego nie cieszyła się zbytnio wizją przyszłego mianowania. Opuściła legowisko uczniów, biorąc do pyska niewielką nornicę. Nie była głodna, nie spała dobrze, ale chciała sprawiać wrażenie takiej jak przedtem. Niechętnie wgryzła się w piszczkę, przełykając kilka jej kęsów. Obok siedziała Szyszka, a Poziomka znowu miała ochotę zadać jej pytanie. 
- Szys-szko? - zwróciła uwagę przywódczyni, która powitała ją skinieniem głowy. 
- Witaj Poziomko, co u ciebie? - odparła czarna, wbijając w uczennicę łagodne spojrzenie swych żółtych ślepi. 
- Dobrze, po prostu chciałam zapytać... Czy zawsze jest tak, że gdy jeden kot kocha drugiego, to ten drugi też musi go k-kochać? 
 
<Szyszko?>

Od Poziomki CD. Brzoskwinki

- To... Zostańmy może jeszcze chwilkę? - zaproponowała niepewnie, bo zajmowanie się Pędrakiem nie było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie - Mogę ci coś upolować!  
Brzoskwinka zachichotała cicho. 
- Polować to ty umiesz już doskonale, na razie nie potrzeba jeszcze bardziej tego trenować. Co powiesz na ćwiczenia ze skradania? - cętkowana ochoczo pokiwała głową - Dobra, w takim razie ja stanę z w miejscu i zamknę oczy, a ty spróbuj podejść do mnie tak, bym cię nie usłyszała ani nie wywęszyła. Możesz także mnie zaatakować, to też ci się przyda. 
Wojowniczka zrobiła to co powiedziała, a Poziomka ustawiła się przodem do kierunku wiatru. Kilka króliczych skoków przed sobą miała pysk mentorki. Szylkretka zastygła bez ruchu, namyślając się. Najprościej byłoby podejść od przodu, ale wtedy prawdopodobnie jej futro obtarłoby się o liście, na których Brzoskwinka usiadła. A gdyby znowu spróbowałaby zaatakować z daleka, to wykonałaby za krótki skok, przez co nie trafiłaby na grzbiet mentorki. Zaczęła również rozważać opcję wejścia na drzewo i zeskoczenia z niego, ale córka Leszczyny zdecydowanie powiedziała, że ma się SKRADAĆ. W końcu przystała na swój pierwszy pomysł, jednak wysoko unosząc brzuch, by nie dotknąć trawy. W ten sposób dotarła do kotki; została jej mała odległość, którą z łatwością by przeskoczyła, lądując na jej grzbiecie. Opuściła się do przysiadu, czekając na odpowiednią, bezwietrzną chwilę. Brzoskwince już zaczynało się powoli nudzić czekanie - zaczęła kręcić w powietrzu ogonem, co już wystarczająco rozproszyło Poziomkę.  Zdezorientowana wybiła się, lecz zahaczyła tylną łapą o liście, a szelest wzbudził czujność starszej. Nim wnuczka Wschodu zdążyła dosięgnąć mentorki, ta odsunęła się kilka kroków do tyłu, przez co uczennica zaryła pyskiem o ziemię. Kocica otworzyła oczy, wzdychając z niezadowoleniem. 
- Byłaś za głośno, w ten sposób nie podkradłabyś się do wroga - skomentowała jej akcję, na co Poziomka spuściła z zażenowaniem uszy. Zbliżało się jej mianowanie, a ona nadal nie radziła sobie z paroma rzeczami - Spróbujmy jeszcze raz. 
 
<Ciocia? Skipnij plis>

11 lipca 2021

Od Poziomki

- Dobra robota – Brzoskwinka pochwaliła swoją uczennicę, gdy ta przygniotła ją do ziemi – A teraz złaź! 
Poziomka posłusznie stanęła obok, otrzepując się z kurzu. Walka szła jej coraz lepiej, starała się bardziej przykładać do nauki. 
- Okej, na dziś koniec. Teraz możesz coś upolować, ja będę się gdzieś tu kręcić. Im szybciej przyniesiesz zwierzynę, tym szybciej wrócimy do obozu. Zobaczymy, jak poradzisz sobie pod presją czasu. 
Cętkowana ochoczo wbiegła pomiędzy krzewy, wciągając nosem powietrze. Jak na złość nigdzie nie mogła wyczuć ani jednego, małego zwierzątka. No dalej, skup się - zganiła się w myślach. Po chwili dostrzegła jakieś poruszenie obok drzewa. To wiewiórka, niczego nie świadoma skrobała jakiegoś orzeszka. Po chwili rudaska zwisała bezwładnie w pyszczka bicolorki. 
- Świetnie! - znikąd pojawiła się za nią Brzoskwinka – Wracajmy. 
 
*** 
 
- Umm, Poziomko? - dosłyszała zmieszany głos Księżyca. Podniosła głowę znad wróbla, wbijając w czarnego pytając spojrzenie. 
- Tak? 
- N-no bo... Chciałabyś się ze m-mną przejść? - zapytał nieśmiało, a wąsy szylkretowej drgnęły z rozbawieniem. 
- Chętnie - odparła, a syn Gałązki jakby odetchnął z ulgą - Prowadź! 
Wyszli poza obóz, a Księżyc chwilę rozglądał się za odpowiednim miejscem. Usiedli w cieniu małej gruszy, a słońce prześwitujące pomiędzy gałęziami rzucało plamy na zielonkawą trawę. 
- Coś się stało? - zapytała podejrzliwie, gdy kocur zapatrzył się w nią. 
- T-tak, po prostu... Ja... Chyba c-cię... lubię! - miauknął nieśmiało, a Poziomka otworzyła szerzej oczy. 
- Ja też cię przecież lubię, jesteś moim przyjacielem - odpowiedziała. 
- Ale... t-to chyba... inny s-s-posób lubienia s-się... j-ja... Cię k-kocham... 
Poziomkę zatkało. Ale nie tak w przenośni, tylko realnie.  
Że co? On chciał... Nie, nie mogła się na to zgodzić. Ale z drugiej strony... nie chciała złamać kocurowi serca, nie chciała, by przez nią rozpaczał... Nie, nie miała siły mu tego zrobić. 
- J-ja... oczywiście, że też cię... - ostatnie słowo kompletnie nie chciało jej przejść przez gardło - k-k-och-ham. 
Księżyc z mruczeniem wtulił się w nią, a sama niebieska zaniosła się szlochem.  
- Hej, nie płacz - mruknął oklapłouchy, liżąc ją delikatnie po głowie - Mam nadzieję, że to łzy szczęścia, nic się przecież nie stało- 
Właśnie, nic się nie stało, prawda? Stokrotka na pewno się ucieszy, że znalazła swoją miłość. No bo robiła dobrze, prawda? 
- T-tak... - zaczęła - Mogłabym i-iść i powiedzieć m-mamie? Na pewno s-się ucieszy... - załkała cicho. 
- Oczywiście - miauknął wojownik, ocierając łzy z jej pyska – Wszystko dla mojej księżniczki. 
Poziomka chwiejnie odeszła w stronę obozu, pociągając nosem. Przez załzawione oczy dostrzegła niewielkie skupisko kotów. Podeszła do nich, jeszcze raz ocierając łzy. 
- Wiecie, gdzie jes-st – nie dokończyła. 
Przed nią leżała Stokrotka. Jej puchate futro obsiadły much, a z roztrzaskanej głowy kapała krew. Roztrzaskała sobie głowę. 
W tamtym momencie nieruchome dotąd powietrze przeciął paniczny krzyk. 

21 czerwca 2021

Od Poziomki CD Brzoskwinki

– Tak się nie robi! – miauknęła ostro do uczennicy. Dodała jednak ciszej. – A jeżeli tak, to musisz doprecyzować swoją technikę – i mrugnęła do młodej. Nie planowała jej karać. Mogła najwyżej spróbować nauczyć odpowiedniego zachowania. Od tego niby byli rodzice, lecz oni usłyszą o tym gdzieś pewnie dopiero pod wieczór. To wszystko było dziwne. Poniekąd będąc mentorem, odwalała za nich trochę roboty.
– Uh, dobra… Ja naprawdę chcę być już sprawna! Przez niego później skończę szkolenie! – krzyknęła smutno młoda kotka.
– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz… – zamruczała cicho do bratanicy. – Nauczę cię jak najlepiej będę potrafiła! Rozumiesz?
– T-tak… Ale obiecujesz?
– Co?
– Że NA PEWNO pokażesz mi wszystko?
– Oczywiście! – zaskoczona otworzyła szeroko oczy. Jak mogła w to nie wierzyć?
– Nie chcę zawieść rodziców, wiesz? – zauważyła jej uczennica.
– Spoko. Jakby, ja w twoim wieku też chciałam być jak najlepsza. Wtedy oczywiście, to było tylko poznawanie ziół. Dopiero dzięki innym kotom, zdałam sobie sprawę, że się obijam. No i wtedy uczyłam się na wojowniczkę. Potem… Wiadomo co. Ale zapał do pracy jest najważniejszy. Ej, mogłabyś spróbować wstać? – rzuciła nagle jej mentorka.
Poziomka spojrzała na nią z zainteresowaniem, ale ubiegł ją Wschód.
– O nie, nigdzie się z tąd nie ruszasz! – ostrzegł ją szybko – A ty Brzoskwinko, chyba powinnaś zająć się... eeee, swoimi sprawami? – dodał już mniej pewnie, a pręgowana prychnęła z poirytowaniem. Po chwili zniknęła w wyjściu.

*Teraźniejszość*

– Wiem, że tam jesteś, złaź! – zawołała ją Brzoskwinka, a Poziomka niechętnie zeskoczyła z gałęzi.
– O co chodzi?
– Wiesz, że obiecałam ci szybkie ukończenie treningu. Ale jak będziesz się guzdrać, to nic nie osiągniesz!
<Ciotka? Sorry za gniota, ale piszę na siłę xd>

29 maja 2021

Od Poziomki

- Co czujesz? - zapytała Brzoskwinka, chcąc ponownie sprawdzić umiejętności swojej pierwszej uczennicy.
- Sierpówkę, mysz i... - jeszcze raz wciągnęła nosem powietrze - coś jeszcze.
W tym samym momencie Piorun posłał im niedowierzające, na wpół wściekłe spojrzenie.
- Lis! - syknął.
Ostróżka - ostatnia członkini patrolu łowieckiego - prychnęła z niezadowoleniem.
- Lis? A co on miał by tu robić? - zapytała, ignorując potencjalne zagrożenie. Dymny pacnął ją w ucho, raczej z braku cierpliwości niż z uwagi na jej głupotę.
- Nie wiem - odpowiedział szybko kocur.
Liliowa wreszcie zdała sobie sprawę z powagi sytuacji, lustrując wzrokiem drzewa przed nimi. Z oddali dobiegło ich ciche rzężenie, a między liśćmi krzewów mignęło rudo-białe futro. Stworzenie wysunęło się z kryjówki. Poziomka nigdy nie widziała lisa, ale... nie wydawał się jej zdrowy. Jego kroki były chwiejne, z pyska ciekła piana. Kotka przełknęła głośno ślinę, próbując pozbyć się duszącego strachu.
- Schowaj się gdzieś! - syknęła do niej Brzoskwinka, lecz uczennica nie poruszyła się. Ze strachu łapy jakby wrosły jej w ziemię; nie mogła zrobić nawet kroku. W mgnieniu oka zwierzę rzuciło się na nich, błyskając białkami oczu.
To, że tutaj zostaniesz, przyniesie opłakane skutki. Schowaj się gdzieś - szeptał jej instynkt.
Dopiero krzyk Pioruna sprawił, że szylkretka wycofała się, wychodząc pod pobliski krzak głogu.
Gałązki szarpały jej futro, klując w oczy i nos. Zamknęła powieki i spuściła uszy, słysząc odgłosy walki i czując woń krwi.
Nie wiedziała, ile przesiedziała w kryjówce, ale gdy wszystko ucichło, wyjrzała na zewnątrz. Z początku wszystko wydawało się normalne: Brzoskwinka siedziała do niej tyłem, Ostróżka na uboczu. Wyszła. Dopiero po chwili dotarło do niej, że powietrze przesycone jest metalicznym zapachem, a trawa zabarwiła się na czerwono. Podeszła do mentorki na swoich krótkich łapkach, trzęsąc się ze strachu.
Nie.
Przed córką Leszczyny leżał... Piorun. Skórę na szyi i brzuchu miał porozrywaną, z ran lała się krew, niewidzący wzrok ukrył w koronach drzew. Ten głos w głowie... czy to oznaczało, że to ona mogłaby leżeć na miejscu dymnego wojownika?
Nie, nie!
W oczach cętkowanej pojawiły się łzy, ciało drgnęło. Słone krople pociekły po policzkach, z gardła wydobył się cichy szloch. Pierwsza śmierć, którą widziała.
Już nigdy nie wyjdzie z obozu sama, nigdy!
Oczy Brzoskwinki zaszkliły się, podbródek zadrżał. Poziomka nie wiedziała, jakie pręgowana miała relacje z kocurem, ale i tak byli rodziną.
- Ostróżko, i-idź z Poziomką do obozu - poleciła w miarę spokojnym głosem - zajmę się P-piorunem.
Szybko dotarli na miejsce, gdzie pręgowana kotka ruszyła do Wschodu, a uczennica wskoczyła na swoją gałąź, zwijając się na posłaniu. Strach, okropny strach przed tym, co właśnie zobaczyła. Nim zasnęła, czarne myśli zalały jej głowę. Co, jeśli lis tu przyjdzie? Jeśli znowu zaatakuje? Łzy, pełno łez.
Nawet nie zauważyła, że z pewnej odległości obserwował ją Księżyc, z odmiennym uczuciem wyczuwalnym we wzroku.

13 maja 2021

Od Poziomki CD Szyszki

Poziomka wychyliła się zza ojca i podeszła bliżej czarnej kotki. Usiadła naprzeciwko niej, wpatrując się w nią zaciekawionym wzrokiem.
- Dzień dobry!
- Cześć, Poziomko. Spędzasz czas z tatą? - spytała Szyszka z uśmiechem, schylając się, żeby być na równi z kociakiem. Koteczka kiwnęła łebkiem na "tak". - Jesteś już dużą koteczką. Próbowałaś łapać płatki śniegu?
Zaproponowała, wyprostowała się i złapała na język jeden płatek, który jednak szybko zniknął. Otrzepała się z zimna. Śniegu pewnie przybędzie w najbliższych dniach, a może nawet w nocy czeka ich biały puch.
Kocię z zainteresowaniem wpatrywało się w żółtooką, by za chwilę powtórzyć jej ruch. Wzdrygnęła się, gdy zimny płatek wylądował w jej pysku.

*Już po wyleczeniu nogi*

- Ciociu Szyszko! - zawołała cicho szylkretka, podchodząc lekkim krokiem do przywódczyni.
- Witaj Poziomko. - Szyszka odwzajemniła uśmiech. Uczennica usiadła przy czarnej, która odsunęła dalej resztki myszy. - Jak idzie ci trening? Wypadek nie pokrzyżował ci planów? - dopytywała się starsza.
Wąsy Poziomki zadrgały.
- Nie, jest jak najbardziej w porządku - zaczęła - Brzoskwinka jest wspaniałą mentorką, chce nauczyć mnie wszystkiego. Na razie pokazywała mi tereny oraz omawiałyśmy zasady panujące w Owocowym Lesie.
Przez chwilę siedziały w ciszy, aż córka Jabłka odważyła się zadać pytanie:
- Szyszko?
- Tak?
- Bo... Czy koty w coś wierzą? Czy t-trafiamy gdzieś po śmierci?

<Szyszko?>

Od Poziomki CD Krzemienia

- No to może... Opowiem ci o Wyprostowanych. To duże istoty, które poruszają się na tylnych łapach. Nie mają sierści. Jedynie na głowie ją posiadają. Mają wiele skór, które zrzucają w zależności od pogody. Mieszkają w dużych gniazdach i ujarzmiają głośne potwory. Ja się do nich nigdy nie zbliżałem. Dla samotnika to hańba zostać ich niewolnikiem, inaczej pieszczoszkiem. Jednak niektóre koty żyły z nimi pod jednym gniazdem. Ci ich karmili i dotykali. Dla nich to było przyjemne, jeszcze nosili na szyi dziwne paski, które były symbolem ich niewolnictwa. Dzielili się również na dorosłych i kocięta. Ich młode są strasznie głośne. Atakują koty... Czasami rzucają kamieniami. Chodzą zawsze z samego rana do innego gniazda, które pewnie jest czymś takim jak ten żłobek. Spotykają się ze swoimi rówieśnikami i bawią. Za to ich rodzice wsiadają do potworów i gdzieś jadą. Gdy ich nie ma, jest taka cisza... Lecz po szczytowaniu słońca wszyscy wracają i na powrót roi się od głosów. Dużo wydają swoich wrzasków. Tak się komunikują. Są jednak niebezpieczni. Ich potwory również. Potrafią zabić, gdy wejdzie się im na drogę - zamilkł.
- Masz jakieś pytania? - zapytał, widząc wielkie oczy kociaka.
- Ale... I-ich tu nie ma? - zapytała cicho. Nie chciała zostać przez takiego porwana, aby stać się tym... “pieszczoszkiem”
- Nie! - zapewnił ją szybko.
Poziomka z niezadowoleniem stwierdziła, że karmicielki zaczynają się budzić - w tym Stokrotka.
- Musisz iść - ostrzegła go szeptem.
- Ale...
- Powiem mamie, że musisz wymienić mech i wyjdziemy na zewnątrz. Nie może się obrazić, to twój obowiązek - syknęła.

<Krzemień? Sorry za gniota, ale wena na wakacjach>

Od Poziomki CD Bzu

Próbowała zrozumieć kuzyna, ale na nic. Czemu zamiast powiedzieć jej czego chciał, wskazywał łapami? I czemu akurat na jej ojca?
- Czemu nic nie powiesz? - zapytała. Bez całą swoją uwagę skupił na jej poruszającym się pysku. - No czemu, czemu?! - jej pytania zamieniły się w piskliwe szlochy, które dopełniało pełne zdenerwowania tupanie kończynami. Niebieski spojrzał na nią zdezorientowany jej wybuchem. Niepewnie podszedł bliżej. Poziomka łapką przetarła łzy, a Bez położył jej ogon na plecach.
- C-czy ty mnie rozumiesz? - zapytała cicho. Brak odpowiedzi wskazywał na dwie rzeczy – albo kuzyn jej nie rozumiał, albo ją ignorował. Szczerze mówiąc wolała już pierwszą wersję. Wizja ignorującego ją członka rodziny nie była dla szylkretki przyjemna, jak za pewnie dla nikogo.

***

Teraz wszystko było jasne, po prostu Bez był głuchy. Mocno zaskoczyła ją ta wiadomość.
Podeszła do kuzyna, ocierając się o jego bok.
- Szkoda, że nigdy mnie nie usłyszysz. - westchnęła cicho. Nigdy nie zrozumie co do niego powiedziała, nie pobawi się tak jak inni... Po prostu odstawał od reszty. Widać było to po nieświadomym nieposłuszeństwie kocurka. Do żłobka wkroczyła Brzoskwinka, ruchem głowy przywołując do siebie cętkowaną.
- Chodź na trening! - zawołała Poziomkę. Ta pożegnała się z niebieskim, podążając za ciocią. Bez wpatrywał się w nie z tyłu, najwyraźniej niezadowolony takim obrotem sprawy.

<Bez? Możesz skipnąć jak chcesz>

12 maja 2021

Od Poziomki CD Niezapominajki

- Muszę już iść - miauknęła niebieska, odwracając się by pójść. 
- Kuzynko...?- zapytała cicho calico, jakby przywołując do siebie córkę Brzoskwini. 
- Tak? - Niezapominajka odwróciła się by spojrzeć na Poziomkę. 
- C-czy podoba ci się twoja mentorka? To znaczy... Czy daje ci odpocząć? N-nie wymaga zbyt wiele?
''Do cholery, od kiedy ja się jąkam?!'' - przeklęła szybko w myślach.
- Poziomko, nie martw się! Podoba mi się trening, jest dobrze!


*Teraźniejszość, na jakimś random treningu pod wieczór*

Poziomka wraz z Brzoskwinką szły między drzewami, zbliżając się do Ogrodzenia.
- Powiedz mi, jaka zasada dotyczy kotów w Owocowym Lesie? - zapytała pręgowana, gdy zbliżyły się już dość blisko drucianej siatki.
- Nie wolno wychodzić poza Ogrodzenie, chyba że ma się pozwolenie przywódcy lub jest się medykiem.
- Bardzo dobrze. - córka stokrotki wyprostowała dumnie głowę, słysząc pochwałę. - No dobra, pora wracać do obozu. Umiesz zaprowadzić mnie tam? - zapytała swojej uczennicy, chcąc sprawdzić jej umiejętności.
- Jasne! - zawołała bicolorka głosem pełnym ekscytacji z powierzonego zadania. Miała poprowadzić własną mentorkę!
Najpierw przeszła między kilkoma gruszami, skąd przed chwilą wyszły. Otworzyła pysk, wyłapując ich zapach, aby dowiedzieć się, jak wrócić. Po chwili przystanęła na lekkim wzniesieniu, zbaczając lekko z trasy. Przed nią rozciągał się widok na miejsca poza terenami Owocowego Lasu, pięknie wyglądający w świetle szykującego się do schowania za horyzontem słońca.
- Jak tu pięknie... - wyszeptała cętkowana.
- Prawda - przytaknęła jej córka najstarszej wojowniczki w klanie, co dało Poziomce powód dla wieczornego wypadu z Niezapominajką. - Ale miałaś zaprowadzić mnie do obozu. Podejmujesz wyzwanie, czy mam iść sama?
- No oczywiście, że cię zaprowadzę!
Ponownie ruszyły w znanym kierunku, uczennica wysunęła się na przód. Po kilkudziesięciu uderzeniach serca biegu znalazły się między innymi kotami.
- Idź odpocząć. Jak wróci patrol łowiecki, będziesz mogła coś zjeść. - oznajmiła wojowniczka, a młodsza pokiwała głową. Będzie musiała się pospieszyć; słońce niedługo zajdzie. Zręcznie wyminęła Brzoskwinkę, kierując się w stronę legowiska uzdrowicieli. Rzuciła krótkie ''Dobry'' na powitanie, po czym skierowała się w stronę myjącej się tortie.
- Choć - miauknęła cicho przyszła wojowniczka - chcę ci coś pokazać.
Uczennica medyka spojżała pytająco ma Wschoda, który tylko skinął głową z rozbawieniem. Wyprowadziła kuzynkę na zewnątrz, wolnym biegiem ruszając do dalszych części sądu. Niezapominajka bez zbędnych pytań podążyła za calico; po chwili obie zatrzymały się w miejscu, które wcześniej podziwiała bratanica Brzoskwinki. Słońce jakby zatrzymało się nad horyzontem. Poziomka drgnięciem wąsów dała do zrozumienia niebieskiej, że ten widok jest niesamowity.
- Popatrz - szepnęła do kuzynki - Pomyślałam że... Będziesz chciała to zobaczyć.


<Niezapominajko?>

10 maja 2021

Od Poziomki

*jeszcze zanim złamała sobie nogę*
- Co czujesz? - zapytała Brzoskwinka. Szylkretowa wciągnęła nozdrzami powietrze.
- To... wróbel?
- Niestety nie, to jest sroka. Siedzi tam, widzisz? - oznajmiła starsza. Poziomka wale nie zraziła się niepowodzeniem, szukając wzrokiem ptaka.

*Teraźniejszość*

- Dziadkuuu?
-Tak?
- Kiedy będę mogła zdjąć już te opatrunki i wyjść na zewnątrz?
Wschód chwilę się zastanawiał, nim podał kotce odpowiedź.
- No... Możemy w sumie spróbować dzisiaj.
- Tak! - szylkretowa prawie podskoczyła na swoim posłaniu. W końcu uwolni się z tego więzienia, wznowi treningi...
Wąsy medyka drgnęły z rozbawienia, a sam kocur przysunął się bliżej swojej wnuczki.
- Daj mi łapę. - poprosił. Cętkowana wyciągnęła kończynę, a syn Pszczółki zręcznie odwinął pajęczynę. Poziomka kątem oka zauważyła Owieczkę, także przebywającą w legowisku. Jak na razie szylkretowa nie odważyła się zagadać do asystentki, ale chciała wkrótce to zrobić.
- Umyj ją sobie, potem możesz spróbować przejść kawałek. - polecił srebrny. Kotka zaczęła wylizywać łapę, krzywiąc się pod gorzko-kwaśnym smakiem ziół z okładu. Po chwili kończynę miała już czystą, a Wschód odszedł trochę dalej, robiąc kotce trochę miejsca. Córka Jabłka ześlizgnęła się z posłania, chwiejnie stając na wcześniej uszkodzonej kończynie. Do środka weszła też Niezapominajka, witając się skinieniem głowy z kuzynką. Poziomka odpowiedziała tym samym, a pręgowana podeszła do swojej mentorki. Owieczka zaczęła przepytywać uczennicę z właściwości podstawowych ziół, a córka Brzoskwinki szybko podawała odpowiedzi. Wschód zachęcił szylkretową do postawienia pierwszego kroku, co po krótce uczyniła. Przeszła kawałek dalej, co z tego, że niezbyt równo. Była z siebie dumna! Była zaledwie z dwa królicze skoki przed wyjściem z legowiska, gdy poczuła, że zaczyna niebezpiecznie pochylać się do przodu. Podłoże jakby wysunęło jej się z pod łap; runęła na ziemię. Podniosła pysk, na którym widniały pełne zaskoczenia oczy.
Wcale nie zrobiła tego po to, aby skupić na sobie uwagę medycznej części Owocowego Lasu.

<Owieczko?>

09 maja 2021

Od Poziomki CD Niezapominajki

- Ty moją też. - potwierdziła, a pysk Niezapominajki rozświetlił uśmiech. Skoczyła na cętkowaną, przygniatając ją do ziemi.
- Ale bez takich! - odparła na to ze śmiechem. Potoczyły się do wejścia, stając na łapy.
- Berek! - zawołała Poziomka.
* tututu, teraźniejszość *

- Hej! - przywitała się tortie, wchodząc do legowiska. Za nią weszła Owieczka z pyskiem pełnym ziół. Niezapominajka także niosła kilka roślinek, a cętkowanej udało się rozpoznać tylko krwawnik. Często wypytywała Wschoda o różne właściwości tego i innego zielska, ale nie miała takiej pamięci jak kuzynka. Taka umiejętność przydałaby się jej też w treningu na wojownika. W sumie... też chciałaby tak umieć leczyć koty. Ale bała się tragedii. Słyszała o niemiłej sytuacji, gdy Owieczka pomyliła zioła i zabiła własną matkę. Poziomka nawet nie umiała sobie wyobrazić bólu, który by odczuwała, gdyby otruła Stokrotkę lub Jabłko. Ale takich czynów względem kremowego można by się spodziewać raczej po Brzoskwince.
- Cześć! - odpowiedziała niebieskiej. Poprawiła swoją pozycję do wygodnego siadu, prostując złamaną łapę. Już jej tak nie bolała, pozostała tylko irytacja zakazem opuszczania legowiska. Chętnie po pomagałaby Niezapominajce, ale z trzema sprawnymi kończynami niewiele da się zrobić.
- Ale masz fajnie! - odparła pręgowana - Dostałaś moją mamę za mentorkę...
- A może chciałabyś się znaleźć na moim miejscu, skoro tak mi zazdrościsz? Chętnie pozbyłabym się już tych śmierdzących opatrunków. I złamanej łapy też.

<Niezapominajko?>

07 maja 2021

Od Poziomki CD. Brzoskwinki

 - Normalnie...
- To nie jest odpowiedź!
Szylkretka westchnęła cicho. Po wyrazie pyska Brzoskwini można było stwierdzić, że winowajców czeka niezbyt miła rozmowa.
- Odpoczywałam. No i Komar namówił Nagietka, aby rzucił we mnie szyszką. Myślałam, że chodzi o kogoś innego! Ale nie. Dostałam w głowę. Wstałam... aby zobaczyć gdzie są. Poślizgnęłam się na mchu - odpowiedziała, starając się patrzeć cioci w oczy. - Po prostu spadłam z drzewa.
Ślepia wojowniczki zapłonęły słabym ogniem.
- Osz te bachory... - warknęła cicho kocica. - A, i uważaj na przyszłość - rzuciła już przez ramię, wybiegając na zewnątrz.
Wschód spojrzał na wnuczkę, także szykując się do opuszczenia legowiska.
- Poradzisz sobie sama? - zapytał, a Poziomka skinęła głową. Medyk sobie poszedł, czyli została sama. Ale nie na długo.
Po chwili do środka na chwiejnych łapach wkroczył Nagietek. Bicolorka że zirytowaniem strzepnęła ogonem. Nie chciała przebywać w jego towarzystwie.
- Przepraszam - bąknął cicho. - To przez K-komara. Zmusił mnie.
- Nie! Nie zmusił cię. Miałeś wybór, słyszałam was. A teraz zejdź mi z oczu... - ostatnie prawie wykrzyczała.
- Ale...
- POWIEDZIAŁAM ZEJDŹ MI Z OCZU! - wrzasnęła. Gdyby miała zdrową nogę pewnie rzuciła by się na niego, ale teraz tylko zadrapała mu lekko pysk pazurami. Bury z płaczem wybiegł na zewnątrz, przy okazji potrącając jakiegoś kota. A była nim Brzoskwinka, przypatrując się z wejścia całemu zajściu.

<Ciociu?>

22 kwietnia 2021

Od Poziomki

Spało jej się bardzo przyjemnie. Co prawda Borówek z czystej zazdrości obudził ją z rana, ale słońce przyjemnie grzało i postanowiła się zdrzemnąć. Legowiska wokół niej były przeważnie puste, tylko kilka kotów korzystało w pełni z pięknej pogody.
- Ej brat! - słyszała głosy dobiegające ze strony żłobka - Mam dla ciebie wyzwanie!
Jakiś kociak przytuptał bliżej.
- Jakie? - zapytał z zainteresowaniem.
- Rzuć w nią... szyszką! - zaproponował tamten, przy okazji pewnie wskazując kogoś łapką lub ogonkiem.
- Jasne! - uznał głośno dzieciak, odchodząc kawałek dalej. Drobne kroczki było słychać z jej gałęzi, ale Poziomce nie chciało się otwierać oczu. Ziewnęła przeciągle, trzepiąc ogonem o posłanie.
W tym samym momencie szyszka trafiła ją w tył głowy.
Natychmiastowo wstała, tym samym potykając się o mech. Straciła równowagę, wylatując w powietrze. Ziemia zbliżała się nieubłagalnie, a spod jej powiek wyleciały łzy. W momencie zderzenia wydała z siebie strasznie wysoki pisk.

* * *

Nie mogła uwierzyć. Przez tego debila Nagietka złamała sobie tylną łapę! Leżała teraz na legowisku u dziadka, ze śmierdzącym opatrunkiem na kończynie.
- Dziadkuuu!
- Co? - zapytał medyk.
- Nudzi mi sieeee!
- Nic ci na to nie poradzę. Zostaniesz tutaj na dwa księżyce, musisz się czymś zająć. A i pamiętaj, że nie wolno ci wychodzić na zewnątrz.
- Ale czemu? Przecież nie ma tu nic do roboty!
- Jest. Możesz mi pomóc poukładać zioła.