— Witaj, Ślepowronie. Czemu siedzisz tu samotnie? Pora Opadających Liści robi się coraz chłodniejsza, lepiej byś nie zachorował — miauknęła łagodnie.
Ślepowron dobrze wiedział, o czym mówiła. Pomimo swego dłuższego futerka, chłód zaczął się do niego powoli dobierać. Chociaż najzimniejsze dni jeszcze daleko przed nim, to już teraz tęsknił on za wygrzewaniem się na słońcu przed żłobkiem. Nie pamiętał zbyt wiele z tamtego okresu, był na to zbyt młody, ale pamiętał tamto ciepło. Kiedy więc wojowniczka zaproponowała, aby wrócić do środka, nie wykłócał się. Chociaż chętnie podreptałby sobie teraz wokół wejścia, to jeszcze chętniej zaznałby trochę ciepła.
Wraz ze Zwęgloną Kukułką wszedł więc do środka, przesuwając się pomiędzy gałęziami krzewu, który robił za żłobek klanu. W jego wnętrzu było zdecydowanie przyjemniej niż na zewnątrz, przynajmniej jeśli rozmawialiśmy o kwestii temperatury. Kocurek spojrzał na szylkretkę, która niosła na powrót w pysku zwierzynę. Obdarowała nią karmicielki, a także zostawiła jedną dla Kwaśnej Kocanki, która akurat wyszła na chwilę ze żłobka kwadrans wcześniej, ale finalnie została jej o jedna za dużo.
— Ach, źle wyliczyłam — mruknęła cicho, strofując się sama.
Ślepowron przypatrzył się myszy, która leżała teraz u stóp Kukułki. Mała, futrzasta kulka leżała bezwiednie, nie mając już nic do piśnięcia. Kociak przypomniał sobie, że w zasadzie nigdy nie próbował jeszcze pokarmu stałego, chociaż zdaniem Ognikowej Słoty był już na to zapewne gotowy. Jakże więc smakowała mysz? Wszyscy jego starsi pobratymcy zajadali się nimi z uciechą. Musiała więc być smaczna. I aromatyczna. Miodowy Ul wspominała raz o tym, jak bardzo tęskniła już za zapachem świeżej zwierzyny, która wkrótce miała stać się jej łupem na polowaniu. Ach, jak bardzo chcę już spróbować jakiejś małej myszy!
Kocurek spojrzał na szylkretkę, przekrzywiając nieco swój łebek w bok.
— Zwęglona Kukułko, czy ja też mógłbym dostać mysz na śniadanie? — spytał.
To nagłe i niespodziewane pytanie zaskoczyło wojowniczkę. Zamrugała kilka razy, przetwarzając w mózgu tę prośbę.
— No nie wiem, Ślepowronie… Pytałeś się Kwaśnej Kocanki, czy już możesz jeść myszy? — spytała niepewnie.
— No… no nie… — odparł kociak, kładąc delikatnie uszy. — Ale Ognikowa Słota powiedziała, że już mogę zaczynać! Mam ponad dwa księżyce!
Zwęglona Kukułka zmarszczyła brwi. Nadal nie była pewna co do dawania tak młodemu kociakowi myszy do jedzenia.
— Kukułko, proszę! — miauknął przeciągle i cicho, stosując technikę swojego brata, Niedźwiedzia, który w ten sposób parę razy dostał to, czego chciał. — No chociaż jeden mały kęs!
<Zwęglona Kukułko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz